Macierzyństwo – jak zadbać o siebie?


Zapominamy o sobie. Kiedy urodzi się dziecko jesteśmy w wirze rodzicielstwa i zapominamy o sobie, na wielu poziomach. Zapominamy o sobie, jako o kobietach, zapominamy o sobie, jako o ludziach, na bok odsuwamy higienę emocjonalną, odsuwamy same siebie na dalszy plan. Rodzicielstwo to ciężka praca – praca, która w pierwszych latach życia pochłania nas całkowicie. A przecież dziecko potrzebuje matki – zdrowej, sprawnej, wyspanej, matki, która jest w stanie udźwignąć swoją część rodzicielstwa.

Zadbaj o zdrowie.

W ciąży chodzimy do lekarza, regularnie się badamy, dbamy o to żeby ten szczególny czas był bezpieczny dla nas i naszego dziecka. Kiedy dziecko się rodzi, to ono staje się centrum naszych obaw, lęków, dbałości o zdrowie i samopoczucie. A co z nami? Zapominamy o tym, że dziecko potrzebuje zdrowej mamy. Bo mama jest ważna.

Kiedy już urodzi się dziecko nie zapominajcie o tym, żeby:

  • Regularnie dbać o piersi, badać je własnoręcznie i regularnie chodzić na wizyty kontrolne do lekarza. I nie ma to znaczenia czy karmisz piersią czy nie – twoje piersi są bardzo ważne i trzeba o nie dbać.
  • Wykonywać cytologię, regularnie, zgodnie z zaleceniami lekarza. W ciąży cytologię robimy przy okazji wizyt u ginekologa czy położnej, później o niej zapominamy. Jeżeli dawno nie byłaś na cytologii to teraz jest dobry moment żeby się na nią zapisać!
  • Kontrolujmy jajniki. Badanie jajników jest bezbolesne i ważne, a często kobiety nigdy go nie wykonują!
  • Kontrolujmy stan naszej skóry. Skóra w ciąży się zmienia, pojawiają się nowe znamiona, zmieniają się stare pieprzyki. Idź do lekarza i niech dermatolog oceni stan i zdrowie twojej skóry!
  • Dbaj o serce i ciśnienie!
  • Zbadaj tarczycę! Wiele kobiet nie bada tarczycy, a ten organ często wymaga po ciąży, wtedy, kiedy w naszym organizmie następuje zmiana dynamiki hormonów, kontroli!
  • W ciąży dbamy o regularne wizyty u dentysty. Nie przestawajmy, kiedy urodzi się dziecko!

Żeby nie zapomnieć o ważnych badaniach kontrolnych możecie pobrać sobie przygotowaną przeze mnie check listę! Do pobrania TUTAJ

Możecie zapytać, „ale kiedy ja mam to wszystko robić?”. Jak pogodzić dbanie o siebie o swoje zdrowie, kiedy mamy małe dziecko, nierzadko tylko na piersi? Kiedy jesteśmy potrzebne dziecku prawie nieustająco.

Zadbaj o dynamikę rodziny

Łatwo powiedzieć – trudniej zrobić. Pierwszą rzeczą, którą trzeba sobie uświadomić to, fakt, że opieka nad dzieckiem to praca, odpowiedzialna i nieustająca praca. Ale to nie jest zadanie jedynie dla kobiety. Rodzicielstwo to odpowiedzialność i praca obydwojga rodziców. Kiedy partner jest w pracy ty jesteś też w pracy, ale ty nie otrzymujesz za nią od szefa wynagrodzenia – otrzymujesz za nią od życia nowego człowieka. Nic dziwnego, że po południu obydwoje z partnerem opadacie z sił i chcielibyście odpocząć. Masz prawo do takiego samego zmęczenia jak Twój partner i takie samo prawo do wypoczynku. Albo, chociaż do chwili oddechu. Rodzicielstwo nie kończy się o 16, o 20:15 ani o 23.15 – ono nie kończy się nigdy.

  • Angażuj partnera w opiekę nad dzieckiem od samego początku. Jeżeli partner od początku będzie budował bliską i bezpieczną więź z dzieckiem, to jego umiejętności miękkie – takie jak usypianie i ukojenie nerwów malucha, będą pozwalały ci na chwilę wytchnienia w momentach kryzysowych!
  • Zachęcaj partnera do aktywnego bliskiego rodzicielstwa, bo partner jest takim samym rodzicem jak ty, nie ma może piersi do karmienia, ale dziecko jest częścią jego życia tak samo jak twojego i jest tak samo kompetentny w codziennej opiece nad maluchem
  • Już w ciąży zabieraj partnera na spotkania edukacyjne, warsztaty, spotkania na temat karmienia piersią – nie odbieraj partnerowi dostępu do wiedzy –on tego bardzo potrzebuje
  • Pomyśl, kiedy mogłabyś znaleźć czas tylko dla siebie, jak zorganizować ten czas tylko na swoje potrzeby i swoje zajęcia. I ja wiem, że to jest trudne, a czasem nieosiągalne. Spróbuj małych kroczków. Najpierw zorganizuj sobie 10 minut na CIEPŁĄ kawę, albo herbatę. Kluczowe jest słowo ciepłą! Kiedy dziecko idzie spać wieczorem, nie rzucaj się od razu na gotowanie i sprzątanie, na pracę domową, na ogarnianie mieszkania po całym dniu. Gwarantuję Ci, że garnki w zlewie nie ucierpią i nie będą miały za złe, że o 21:11 nadal są niepozmywane. Zanim ten upierdliwy głosik w twojej głowie powie „musisz ugotować obiad” powiedz sobie głośno „muszę pomyśleć o sobie”
  • Podzielcie z partnerem obowiązki domowe uczciwie na pół. Nie istnieje taka praca, która obarczająca jedną osobę 24h na dobę, 7 dni w tygodniu nie wywoła w człowieku obrzydzenia. Nawet najwspanialsza i najukochańsza praca, jaką jest opieka nad własnym dzieckiem, potrafi wypalić od środka. Dlatego tak ważny w rodzinie jest podział obowiązku opieki nad maluchem. Wspólnie jesteście w stanie zrobić o wiele więcej niż w pojedynkę.

A kiedy nie śpi?

Wiele mam karmiących piersią skarży się na częste nocne pobudki dziecka. Szczególnie u dzieci, które są starsze niż rok. Nie oszukujmy się, nieprzespana noc jest dla organizmu kobiety bardzo obciążająca. Jak poradzić sobie z budzącym się, co chwila maluchem? Dam kilka podpowiedzi jak ułatwić Wam noc.

Wszystkie dobrze znamy ten schemat. Kładziemy dziecko spać o 19-20, a same mamy czas dla siebie. Koło 23 kładziemy się do łóżka i… 23:15 dziecko się budzi! A potem budzi się o 00:15, potem o 00:53, 1:40; 2:25 i tak dalej. Jak przerwać ten cykl pobudek?

Wcale nie musisz trenować dziecka do zasypiania!

  • Trik numer 1:

Kiedy kładziesz się o 23, to zanim się położysz obudź dziecko i nakarm go pełnym karmieniem. Czyli zadbaj o to żeby dziecko, przez co najmniej 15 minut było aktywne i aktywnie pobierało pokarm! Po pełnym karmieniu połóżcie się spać! Jest szansa na to, że dziecko obudzi się za trzy godziny a nie za 15 minut.

  • Trik numer 2:

Kiedy dziecko budzi się w nocy i chce jeść, to zamiast podawać pierś i zasypiać z dzieckiem ledwo aktywnym przy piersi, zadbaj żeby to karmienia pobudkowe znowu było pełne a dziecko aktywnie pobierało pokarm. Wtedy zamiast troszeczkę possać pierś dziecko naje się i zaśnie, z dużym prawdopodobieństwem, na kolejne kilka godzin! Dziecko, które tylko troszkę possie pierś i zaśnie nie zapełni brzucha a szybkostrawne mleko mamy sprawi, że za niedługą chwilę brzuszek znów będzie wymagał napełnienia a ty będziesz miała kolejną pobudkę. Dlatego aktywne pobieranie pokarmu na pobudce jest takie ważne. Żeby dziecko na dłużej się najadło.

  • Trik numer 3:

Dzieci w okolicy roku – półtora są aktywnymi eksploratorami świata. Cały dzień jest dla nich ważny i wszystko wokół jest ciekawe. Dzieci często właśnie wtedy zamiast nacieszyć się i napełnić karmieniem piersią wolą poznawać świat, a obecność przy piersi nadrabiają w nocy, kiedy nie ma nic innego, ciekawego do zrobienia. Po południu przypomnij dziecku o karmieniu. Zapewnij mu kilka pełnych nieprzerwanych zabawą karmień. Daj mu właśnie w drugiej połowie dnia i wieczorem jak najwięcej biskości żeby nie musiało jej nadrabiać w nocy.

  • Trik numer 4:

Trikiem numer cztery jest tata. Dzieci czasem budzą się w nocy, bo przeżywają to, czego uczą się w dzień i potrzebują po prostu bliskości. Tutaj tak ważna jest rola zaangażowanego od początku ojca. Ojciec, który od maleńkości uczy się jak poradzić sobie z marudnym maluchem, ojciec, który ma bliską i bezpieczną więź z dzieckiem może być świetnym bezpiecznym rodzicem w czasie nocnych pobudek spowodowanych lękiem separacyjnym, czy potrzebą bliskości. Dlatego tak ważne jest żeby rodzicielstwo dzielić z partnerem na pół. Dziecko, które jest blisko ze swoim ojcem znajdzie w jego ramionach ukojenie swoich nerwów i smuteczków!

Przede wszystkim jednak chciałabym wam powiedzieć, że wy – matki – jesteście ważne. Tak rzadko to się mówi, tak rzadko podkreśla, że nie jesteśmy tylko matkami. Jesteśmy wspaniałymi kobietami, które do gamy już posiadanych umiejętności i zdolności dodają nową – macierzyństwo.

Bądźcie dla siebie dobre. Myślcie o sobie dobrze, bo macierzyństwo to praca heroiczna, wymagająca ale i piękna!

I dzisiaj chciałabym żebyście to wy o sobie dobrze napisały, żebyście to wy doceniły same siebie. Razem z Eveline Rose Revita Expert zapraszam Was na konkurs.

Seria kosmetyków Eveline Rose Revita Expert , którą będzie można wygrać to nowość na rynku. Kosmetyki z tej serii zawierają ekstrakt z róży królewskiej, co sprawia, że pachną one obłędnie!

Żeby wziąć udział w konkursie napiszcie w komentarzu odpowiedź na pytanie:

Co najlepiej mi wyszło w macierzyństwie. Co sprawiło, że poczułam się świetną mamą?

Wybiorę 3 mamy, których odpowiedzi najbardziej ujmą moje serce.

Nagrodą będą trzy zestawy kosmetyków Eveline Rose Revita Expert o wartości 130 zł każdy.

W skład linii kosmetyków Eveline Rose Revita Expert wchodzą:

Różany krem nawilżająco-wygładzający 30+ 

Pachnie obłędnie różami. Wspomaga odnowę i regenerację skóry. Po zastosowaniu jest ona delikatna, nawilżona i świetnie przygotowana pod makijaż! Jest bardzo lekki i bardzo wydajny.

Eveline Rose Revita Expert Różany krem rozświetlający pod oczy i na powieki

Gęsty krem do oczu delikatnie chłodzi i przynosi ulgę zmęczonym powiekom. Świetnie się wchłania i bardzo delikatnie rozświetla oko. Ja używałam go na noc. Po przebudzeniu skóra wokół oka jest świetnie przygotowana pod makijaż. Krem dodaje blasku też zmęczonym powiekom!

Eveline Rosa Revita Expert Różany ultra-regenerujący krem – maska do twarzy, szyi i dekoltu 

Obłędnie pachnący różą krem-maska poprawia kondycję skóry, nawilża i regeneruje. Nocne działania wyrównuje koloryt. Bardzo fajnie się wchłania i rozprowadza po twarzy i szyi. Ma nieco gęstszą konsystencję od kremu na dzień, ale nie pozostawia na skórze uczucia maski.

REGULAMIN

 

Laureatki:

 

Paulina

Od czasu kiedy zdalam sobie sprawe jak wazne jest, zebym nie krzyczala na corke i ze spokojem podchodzila do najbardziej wyprowadzajacych mnie z rownowagi lub stresowych sytuacji zaczelam duzo lepiej jako mama funkcjonowac. Od kiedy ciesze sie swoim zyciem (caly czas sie tego ucze) takim jakie ono jest, od kiedy przestalam marnowac swoj cenny czas na bycie niezadowolona lub pelna negatywnych odczuc, od kiedy po prostu wyluzowalam i zdalam sobie sprawe, ze mam tylko jedno zycie  poczulam sie swiatna mama. Teraz wiem, ze daje mojemu dziecku podstawy do bycia szczesliwym czlowiekiem. Od kiedy pokazuje corce, ze w zyciu trzeba byc pelnym radosci i pozytywnych uczuc czuje sie swietnie!  Pozdrawiam i dziekuje za artykuly

 

Małgorzata

Powiem nieskromnie, że poczułam się świetna mamą, kiedy usłyszałam od bliskiej koleżanki najpiękniejszy komplement mojego życia – to, że nasz syn jest taki odważny i pewny siebie, jest naszą ogromną zasługą, bo dajemy mu całe ciepło jakiego potrzebuje, a jednocześnie pozwalamy mu odkrywać świat tak jak on tego chce. Ostatnio powtórzyła to również moja mama. I serce mi rośnie, Bo to oznacza, że nie tylko mi się wydaje, że jesteśmy dobrymi rodzicami, ale inni też to CZUJĄ. I chociaż czasem wydaje mi się, że jestem trochę taką matką bez ambicji, to patrzę na mojego syna i myślę sobie, że jednak jestem dla niego najlepszą mamą, jaką mógłby mieć..

 

Basia

Pierwsza córkę urodziłam jak miałam 22 lata byłam młodziutka nie mając o niczym pojęcia. W szpitalu niewiedzialam jak się pampersa przebiera 😂. nawet. Bardzo pomogła mi moja mama to dzięki niej karmilam piersią aż 13 miesięcy. Natomiast druga córkę urodziłam już mając 34 lata. Dużo bardziej świadoma wszystkiego i bardziej dojrzała to roli macierzyństwa nie bałam się niczego. Wiedziałam jak się zabrać do karmienia piersią (wtedy natrafilam na twój blog).Karmimy się nadal już 15 miesiąc.  Macierzyństwo nauczyło mnie cierpliwości wobec siebie, męża i dzieci. Z perspektywy czasu wydaje mi się że to późniejsze macierzyństwo daje mi większe pole ☒ popisu. Bardziej się cieszę z tego co mam każdego dnia. Nigdzie się nie spieszę. A uśmiechy coreczek wynagradzaja wszystko.  ☺️  Natomiast świetną mama czuje się w tedy kiedy moja 13 letnia Marcelina przyjdzie po radę. Porozmawiać, zapytać  o wszystko. To wtedy wiem że jestem świetna mama. ☺️.

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

109 komentarzy

  • Natalia
    6 listopada 2017 at 21:12

    To ci mi wyszło to właśnie to, że zatraciłam się w macierzyństwie. Do momentu, kiedy postanowiliśmy starać się o dziecko wydawało mi się, że nie będę wystarczająco czuła, cierpliwa, ciepła. Fakt to już mój mąż pokazał mi, że wcale nie jestem tak surowa i oschła jak o sobie myślę. Ale mój syn wywrócił moje poczucie wartości i kobiecości do góry nogami! Dzięki temu miałam odwagę walczyć o laktację, śpiewam, tulę, noszę i karmię ile trzeba, a my jako rodzina rozpoczęliśmy nowe życie! 🙂

  • Zuzia
    6 listopada 2017 at 21:15

    Nie „co” – kto. Mój Mąż był dla mnie ogromnym wsparciem w trakcie całej ciąży i porodu, ale co jeszcze ważniejsze – mogłam na Niego liczyć także po narodzinach naszej córki. Jesteśmy dopiero na początku tej drogi, ale zwłaszcza dla mnie trudne były te pierwsze dni, tygodnie, kiedy byłam pełna wątpliwości, czy robię dobrze, czy będę dobrą mamą. To On upewniał mnie w tym, że jestem świetną mamą, że miłość i zaangażowanie wystarczą, że damy radę. Bardzo jestem Mu za to wdzięczna i każdej mamie życzę takiego wsparcia.:)

  • Justyna
    6 listopada 2017 at 21:21

    Moja droga do czucia się świetną matką była długa a zaczęła się już w ciąży. Wszyscy mówili jak to kochają dziecko już od ‚dwóch kreseczek’. Dwie kreseczki minęły, potem usg, ruchy, poród a miłości nie było. Ciężko karmiło mi się piersią, bo nie mogłam dojść do siebie po porodzie, połóg był straszny. Wszystko robiłam z przymusu, karmiłam, przewijałam i tuliłam. I nadal nie kochałam. Czułam się najgorszą matką świata. Teraz wiem, że to był baby blues. Nikt nie potrafił mi pomóc ale na szczęście samo przeszło. Dopiero po dwóch miesiącach, podczas kolejnego karmienia nie czułam wielkiej chęci oderwania córki od piersi, leżałam z nią i leżałam. Tego dnia nie wstałyśmy z łóżka. Od tego dnia aż do dzisiaj czuję się coraz lepszą matką. Teraz wiem, że najlepszą dla moich dzieci! 🙂

  • Ewelina
    6 listopada 2017 at 21:22

    To co mi najlepiej wyszło, okaże się w przyszłości. Jak mój dwuletni teraz synek, będzie dorosłym facetem, wtedy po tym jaki jest, po jego wyborach, stosunku do innych będę wiedzieć co wyszło, a co nie. A świetna mamą czuję się za każdym razem, gdy mój synek sam z siebie przychodzi z „bananem na pyszczku” mnie przytulić i wycmokać😍

    • Paula
      11 listopada 2017 at 22:07

      🙂 🙂 i z tym się zgadzam w 100% BRAWO!

  • Arleta
    6 listopada 2017 at 21:24

    Moje macierzyństwo jest dla mnie przełomowym etapem życia, dla mnie jako kobiety i człowieka. Zaraz po urodzeniu dziecka rozprawiłam się ze swoją wiarą w cuda medycyny alterantywnej (również w zakresie karmienia piersią i „diety matki karmiącej”!) i zabrałam się za coś kompletnie nie z mojej bajki, czyli naukę programowania. To ogromny krok dla kogoś, kto od zawsze miał przypiętą łatkę humanistki. Każdego dnia znajduję czas na kodowanie, jeśli nie mogę usiąść do komputera to choćby na telefonie, ale codziennie po trochu. Ostatnio dostałam się do programu edukacyjnego dla kobiet i razem z moją mentorką poznaję nowe zagadnienia.
    Mój partner jest pełnoprawnym rodzicem, nawet karmił butlą (z moim mleczkiem) kiedy córcia miała 3 miesiące a ja robiłam prawo jazdy! I zrobiłam 🙂
    Jestem z siebie i swojej rodziny bardzo dumna, a moje macierzyństwo dało mi wiele szans, z których skorzystałam. Ślę moc wszystkim mamom <3

  • Basia
    6 listopada 2017 at 21:25

    Chwile, kiedy czułam się świetną mamą, zazwyczaj brały się z tych najczarniejszych momentów. Momentów, kiedy myślałam sobie: nie dam rady. Ale zaraz potem zaciskalam zęby i dawałam z siebie wszystko.
    13 miesięcy kpi z pierwszą córką…
    Podjęta próba vbac, aby dać drugiej córce jak najlepszy start,..
    Udowodnienie sobie, że mogę karmić drugą córkę piersią…
    To moje zwycięstwa, które pokazały mi, że mogę wszystko i dla moich dziewczyn zrobię wszystko. Jednak, to co przekonało mnie ostatnio, że jestem świetną mamą to ta sytuacja: zmywałam naczynia, kiedy moja niespełna 3 miesięczna córka się obudziła i zaczęła płakać. Wytarlam dłonie i stanęłam w drzwiach sypialni i zobaczyłam, jak moja 2 latka stoi przy siostrze i mówi, to co zawsze słyszy ode mnie w trudnych momentach: nie bój się Koleniu (Kornelia), nie płać, jesiem tutaj… Ta sytuacja pokazała mi, że jestem wspaniałą mamą, skoro nauczyłam moją córkę takiej wrażliwości dla drugiego człowieka 👩‍👧‍👧

  • Dorota
    6 listopada 2017 at 21:26

    Gdy zastanawiałam się nad odpowiedzią na zadane przez Ciebie pytanie patrzyłam na moje trzecie dziecko, które śpi kilkanaście centymetrów obok, nakarmione moim mlekiem, spokojne i ufne… odpowiedź przyszła sama -dzieki macierzyństwu nauczyłam się bezgranicznej miłości, odpowiedzialności, współodczuwania, zrozumienia i akceptacji. Ćwiczę i doskonalę je codziennie dzięki moim dzieciom.
    Poczucie bycia świetną mamą dają mi dzieci, które chcą ze mną przebywać, rozmawiać i się bawić, które mi ufają .
    Bardzo potrzeba nam mamom takich „świetnych chwil” i dobrych słów. Trzymajcie się dziewczyny!

  • Zu
    6 listopada 2017 at 21:34

    Świetną mamą poczułam się dzisiaj gdy moje dziecko po drzemce w pierwszej kolejności przybiegło się do mnie przytulić. Mimo zabawek wokół, niani i ukochanego taty – po raz pierwszy mój ptyś nie ruszył w świat bez wtulenia głowy w moje kolana, (bo tylko do nich sięga). Na chwilę zapomniałam o zmęczeniu, braku snu i nadwerężeniu wszystkiego. Rozpłynęłam się w szczęściu na kilka chwil.

  • Magda
    6 listopada 2017 at 21:36

    Najlepiej w macierzyństwie wyszło mi bycie świadomą mamą. Świadomą potrzeb swoich własnych, dziecka i partnera. Czuję się świetną mamą bo córeczka ma nieograniczony kontakt z tatą, który czuje się potrzebny. Czuję się świetnie bo daję dziecku to, czego potrzebuje najbardziej. Bliskość. Swoją bliskość daję też mężowi, aby dalej czuł się mężczyzną mojego życia. Dbam o siebie, żeby mieć radość z macierzyństwa. Dbam o dziecko żeby czuć się dobrą mamą. Dbam o męża bo on dba o nas 🙂

  • Justyna
    6 listopada 2017 at 21:38

    Jestem mamą od prawie czterech tygodni. I mogę powiedzieć, że jestem dumna z tego, że udaje mi się karmić piersią! I w dodatku #karmięjemwszystko, mimo wielu „dobrych rad” żywieniowych koleżanek i rodziny. Mój mąż z kolei bardzo chciał mi oszczędzić wysiłku i przekonywał abyśmy karmili synka MM, bo przecież dziecko zawsze się naje i wiadomo ile zjada, a to nic złego, w końcu oboje byliśmy karmieni MM. Jednak ja się uparłam i jakoś się udaje 🙂 przeczytałam mnóstwo Twoich wpisów na blogu i dzięki temu nabrałam pewności, że jestem najlepszą mamą dla swojego dziecka 🙂 oby tak dalej! Dziękuję!

  • Zofijka
    6 listopada 2017 at 21:38

    Kazdego ranka kiedy moja córeczka budzi się i z uśmiechem wskakuje na mnie czuje się wyjątkowo! Chce mi sie spiewac, tanczyc, chce mi sie zyc! Czuję, że bezgranicznie mnie kocha. Trudno byłoby napisać tylko jedna rzecz, która sprawiła że poczułam się świetna mamą, bo dzięki niej codziennie czuje sie kochana i potrzebna! Choć czasem nie jest łatwo, bo gdy masz pełny kosz prania, w pokoju porozrzucane zabawki, w kuchni sterty garów i lepiącą się podłogę, bobasa którego w przeciągu 10 minut trzeci raz przebrałaś to jeden malenki usmiech wynagrodzi Ci cały trud i wtedy uświadamiasz sobie po co to wszystko. Właśnie dla niej, dla tego uśmiechu, dla pierwszego MAMA albo pierwszej próby dania buziaka.

  • Marta
    6 listopada 2017 at 21:48

    Co mi najlepiej wyszło?…uśmiech,ten mały uroczy uśmiech,który daje mi moja najwspanialsza córka,codziennie. Zawsze kiedy się do Niej zbliżę,zawsze kiedy na nią spojrzę,kiedy gugamy sobie w południe,kiedy spacerujemy,kiedy zobaczy mnie zaraz po przebudzeniu…prawie zawsze powoduje to u mnie wzruszenie. I to jest to co mi wyszło,te emocje,te radości,które w sekunde sprawiają,że zapominam o gorszych momentach…bo Ona jest z nami:)

  • Agnieszka
    6 listopada 2017 at 21:50

    Świetną mamą czuje się za każdym razem, gdy mój mały krasnal biegnie do mnie z jakimś swoim małym-wielkim odkryciem, żeby się nim ze mną podzielić i pokazać to, co w danym komencie jest dla Niego ważne.

  • Małgorzata
    6 listopada 2017 at 21:50

    Powiem nieskromnie, że poczułam się świetna mamą, kiedy usłyszałam od bliskiej koleżanki najpiękniejszy komplement mojego życia – to, że nasz syn jest taki odważny i pewny siebie, jest naszą ogromną zasługą, bo dajemy mu całe ciepło jakiego potrzebuje, a jednocześnie pozwalamy mu odkrywać świat tak jak on tego chce. Ostatnio powtórzyła to również moja mama. I serce mi rośnie, Bo to oznacza, że nie tylko mi się wydaje, że jesteśmy dobrymi rodzicami, ale inni też to CZUJĄ. I chociaż czasem wydaje mi się, że jestem trochę taką matką bez ambicji, to patrzę na mojego syna i myślę sobie, że jednak jestem dla niego najlepszą mamą, jaką mógłby mieć.

  • Iza Hałas
    6 listopada 2017 at 21:50

    Moja córka ma miesiąc, dzisiaj pierwszy raz została ma godzinę u dziadków.. Gdy wyjeżdżałam spała jak Aniołek.. Niestety po powrocie już przed domem było słychać jej donosny krzyk 🙂 szybko wbiegłam do domu i wzięłam ją i przytuliłam a Ona w tym samym momencie uspokoiła się i w mgnieniu oka usnęła… Wspaniale uczucie i chyba pierwszy raz od jej narodzin poczułam że jestem dla niej ważna, że mnie kocha. Myślę że takie banalne sytuację z dnia codziennego sprawiają że jestem świetna Matka :))

  • Luiza
    6 listopada 2017 at 21:54

    Budowanie bliskich relacji, które rozpoczęłam 11 lat temu, kiedy urodził się mój starszy syn. Nie miałam wtedy pojęcia o rodzicielstwie bliskości, byłam daleko od rodziny, nie miałam żadnych doradców, co zresztą do dziś sobie chwalę. Za każdym razem, kiedy miałam wątpliwości, zadawałam sobie pytanie: „Co na moim miejscu zrobiłaby małpa?” 🙂 To ta małpa/ intuicja/ instynkt podpowiadały mi: podaj pierś, przytul, noś, pocieszaj, kiedy płacze, słuchaj, czuwaj… Kiedy poczułam się świetną mamą? Na pewno wtedy, gdy moje starsze dziecko zobaczyło w domu książkę o wychowywaniu chłopców, którą ktoś mi pożyczył. Zapytał wówczas: „Po co to czytasz? Wychowujesz mnie bardzo dobrze. Ja jestem zadowolony” 🙂 I chyba rzeczywiście, mimo wielu popełnionych błędów, nie idzie mi najgorzej. Teraz, kiedy po 10 latach mój jedynak został starszym bratem, widzę jaką miłością, czułością i troską potrafi obdarzyć swojego braciszka, jak o niego dba, jak próbuje odgadnąć Jego potrzeby. Jakbym widziała siebie na początku mojej macierzyńskiej drogi….

  • Patrycja
    6 listopada 2017 at 22:25

    Co sprawiło, ze poczułam sie swietna mama? „Ten „ rozanielony wzrok synka gdy mu śpiewam piosenki, „ten” maślany uśmiech gdy łaskocze go o poranku i „te” spojrzenie tęsknoty gdy mnie widzi po paru godzinach rozłąki. Wtedy wiem, ze warto dla kogoś być i żyć 😉

  • Kate
    6 listopada 2017 at 23:12

    Droga Hafijo! Jestem młodą mamą ( od 14tygodni). Macierzyństwo to dla mnie najlepsza przygoda życia. Kazdy tydzień ,kazdy dzień to mieszanka rozmaitych uczuć i odczuć: radość, szczęście, a jednocześnie obawa o swoje maleństwo. Od początku chciałam mu dac to, co najlepsze. I po ciężkiej wojnie, udało mi się to! Było kilka bitew obleczonych hektolitrami łez i chwil zwątpienia, już od cZasu pobytu na porodówce gdzie nie dostałam żadnego wsparcia w temacie karmienia piersią. Wróciłam do domu z maleństwem,które ciagle było marudne i płakało a ja razem z nim. Wszyscy dookoła oprócz męża wzbudzali we mnie poczucie winy, ze syn jest ciagle głodny i rzeczywiście zaczął spadać z wagi. Po namowie pielęgniarki zaczęłam dokarmiać mm,bo widac super pomocne nakładki na moje brodawki nie były efektywnym rozwiązaniem 😞 Dokarmiałam 4 dni. Potem zaczęłam sama walkę żeby odejść od nakładek i nauczyć syna chwytać bezpośrednio brodawki. Po kilku dniach udało się ale każdego dnia odciagalam resztę mleka laktatorem i dokarmiałam go swoim mleczkiem z butelki. Jak zaczął przybierać to ćwiczyliśmy żeby zaczął efektywnie ssać i tak po 12 tyg męki odciągania się laktatorem udało nam się żywic tylko z piersi, bez pomocy laktatora i butelek. I to mój największy życiowy i macierzyński sukces. Wszyscy zwątpili i komentowali,ze takie odciąganie jest bez sensu i tylko umecze się ale zaparłam się,mąż mnie wspierał i wierzył w nas i tak o to karmimy się piersią i widzę w oczach syna wdzięczność, ze daliśmy radę i daje mu to,co najlepsze. Wszystkie informacje czerpałam od Ciebie, i to właśnie od Ciebie dowiedziałam się,ze nakładki to rozwiązanie czasowe i przez nie synek nie pobierał tyle mleka co powinien i dlatego był głodny. Dziękuję Ci za wszystkie mądre porady i artykuły. Myślę, ze mój synek również dołącza się do podziękowań 🙂
    Pozdrawiamy

  • Ewelina
    6 listopada 2017 at 23:24

    Co najlepiej mi wyszło w macierzyństwie?
    Och! Moje macierzyństwo trwa dopiero 7 wspaniałych (tak, z perspektywy czasu) miesięcy, ale budujące jest to, że wśród moich znajomych jest takie przeświadczenie, że jestem dobrą mamą. Już kilkakrotnie słyszałam, że wywieram wrażenie spełnionej i mimo, że sama bym na to chyba nie wpadła… tak rzeczywiście jest! Cieszę, się że dla moich koleżanek, które dopiero będą mamami jestem w pewnym stopniu autorytetem. Najfajniejsze jest to, że moje znajome widzą kwitnącą ideę rodzicielstwa bliskości – chcą karmić piersią swoje dzieci, chcą się uczyć noszenia w chuście, chcą bliskości, bo widzą, że ona procentuje!

  • Kamila
    6 listopada 2017 at 23:27

    Tak trudno docenić / ocenić samą siebie.
    Karmię córkę 14 miesięcy. Z tego jestem najbardziej dumna. Dlaczego? A dlatego, że jeszcze w ciąży obiecałam sobie (i Jej), że postaram się być dla Niej najlepszą matką na świecie (każda z Nas tego chce – to oczywiste). Moim marzeniem było karmić ją tak długo jak Ona zechce. Moim marzeniem było gotować jej zdrowe potrawy z warzyw z własnego ogródka. Moim marzeniem było dawać Jej tyle ciepła i miłości ile sama chciałabym dostawać jako dziecko… Moim marzeniem było być piękną mamą, taką, która wbrew stereotypowi „zarobionej matki” znajdzie czas dla siebie. I kto powiedział, że marzenia się nie spełniają? Moje spełniły się wszystkie. 😊 ALE! Marzenia te nie są cudem. Zrealizowałam je głównie dzięki samozaparciu, silnej woli, ciężkiej pracy… dzięki pomocy ze strony Męża, Mamy i Siostry. Siostra w trudach karmienia mówiła mi: „Karm, bo ja szybko się poddałam!” … A Mąż wraz z Mamą wspierali mnie podczas pobytu w szpitalu.
    Nawet to nie odwiodło mnie od myśli, by się poddać. Personel szpitala był (pozytywnie) zdziwiony faktem, że pomimo bólu po operacji walczę o każdą kroplę mleka, że nie proszę o leki. Starali się dobrze mną zaopiekować bym szybko mogła wrócić do córki.
    Nie piszę tego dla nagrody, którą Hafija oferujesz, bo doceniam siebie również dzięki wsparciu ze strony innych. Musiałabym się z nimi podzielić 😂 Na mojej mlecznej i macierzyńskiej drodze stanęli dobrzy ludzie, dzięki którym się nie poddałam. To oni dawali mi wsparcie w trudnych chwilach… W chwilach, gdzie krytykowano mnie za to, że karmię tak długo, bo to przecież nie zdrowe… W chwilach, gdy koleżanki wytykały mi fakt, że mam Babcię w domu, więc mogę pracować, a one muszą wozić dziecko do żłobka. To nie są miłe chwile dla kobiety.
    Chciałam napisać, że nawet przy malutkim i starszym dziecku warto zadbać o siebie. Warto znaleźć te 5 minut dla siebie na relaks, na lekarza, na dbanie o swój wygląd. Tracimy tyle czasu bezsensownie, ofiarujmy ten czas sobie w prezencie.
    Szczęśliwa Mama to szczęśliwe dziecko. 😉❤

  • Pati
    6 listopada 2017 at 23:28

    W macierzyństwie najlepiej wyszło mi wsłuchanie się w potrzeby córeczki. Rodzicielstwo sprawiło, że z osoby zimnej zmieniłam się w empatyczną ciepłą mamę, która dba o swoje dziecko w duchu rodzicielstwa bliskości. Nie zważając na komentarze otoczenia śpimy razem, długo karmimy się piersią, nosimy wciąż w chuście. Mam czas być kochającą mamą oraz czas być kobietą i to zamiast wpędzać mnie w poczucie winy daje mi siłę by na codzień wciąż być najlepszym rodzicem w pojedynkę:-)

  • Agata
    6 listopada 2017 at 23:49

    Moja córeczka to typowe high need baby i ze względu na to początek mojego macierzyństwa był dla mnie wyjątkowo trudny. Cały czas czułam, że pomimo dawania jej 100% mojej uwagi, wciąż nie zaspokajam jej potrzeb. Najgorsze było to, że dałam sobie wmówić, że nie jestem w stanie wykarmić swojego dziecka. Całe dnie i noce mijały mi na podgrzewaniu sztucznego mleka i podawaniu go strzykawkami przy akompaniamencie płaczu, który wszyscy tłumaczyli tym, że dziecko jest głodne (oczywiście zabraniając nosić dziecko na rękach bo się przyzwyczai!).. Co mi się udało w macierzyństwie? To, że przestałam słuchać wszystkich a zaczęłam słuchać siebie i córki. Wyrzuciłam mleko modyfikowane i strzykawki, przytuliłam moje dziecko do piersi i teraz tak nam mijają dnie 🙂

  • Basia
    7 listopada 2017 at 00:26

    W macierzyństwie najlepiej wyszedł mi własny rozwój. Tak się złożyło, że jeszcze w połogu broniłam pracę podyplomową, niedawno zrobiłam awans zawodowy, ale dzięki mojemu Maluchowi pracuję nad sobą, poznałam nvc. Macierzyństwo jest wymagające i pochłaniające, ale daje przestrzeń dla poznania siebie w ekstremalnych sytuacjach i stania się mistrzem negocjacji 🙂

  • Julia
    7 listopada 2017 at 07:22

    Dziękuję za poruszenie tematu. Staram się usilnie dbać o swoje zdrowie, bo od niego teraz zależy też dobrostan całej rodziny. Najlepiej wyszło mi przekraczanie swoich ograniczeń, macierzyństwo uczy mnie jak mieć więcej wiary w siebie, więcej siły, więcej wytrwałości. I przez te nowe doświadczenia czuję się pełniejszym człowiekiem, wzmocnionym wewnętrznie, bo teraz wiem jak dużo potrafię. Pozdrawiam serdecznie

  • Julia
    7 listopada 2017 at 07:38

    Właśnie odnośnie zmian skórnych – po ciąży moje kaszaki hurtem przeszły w Stany zapalne . Wiązałam to z faktem wyczerpania organizmu, ale lekarze wątpią w moje teorie. Czy są opracowanie na ten temat?

  • Magdalena
    7 listopada 2017 at 07:46

    Nie będę oryginalna…mimo przeciwności losu i szpitala karmilam. To było moje wielkie zwycięstwo. Ba..pisząc to też karmię. ..moje 4 dziecko 🙂 nie zawsze sobie radzę..czasem muszę zamknąć się w łazience ” by nie zwariować”, ale nie zamieniłabym tego życia na inne. Dzieci to szczęście czasem okraszone niepewnością i stresem, ale macierzyństwo to tak szczęśliwa wygrana, że warto o nie zawalczyć

  • Karolina Małkowska
    7 listopada 2017 at 08:28

    Czuję się świetną mamą, ponieważ karmię i karmiłam swoje dzieciątka… Dzięki temu mam poczucie że daję im to co mam najcenniejsze. I chociaż nie zawsze jest różowo, nie zawsze jestem wyspana, radosna, nie pójdę na całonocną imprezę, ba,na razie i do fryzjera nie pójdę 😉 to zawsze jestem najbliżej jak się da moich dzieci… Moich zdrowych dzieci… To sprawia że czuję się wyjątkowo!!!

  • Ania
    7 listopada 2017 at 09:29

    1. Co najlepiej wyszło mi w macierzyństwie?
    Jestem dumna z siebie, bo słuchałam się swojej intuicji i wszystko co robiłam zgodnie z nią mi wyszło…karmienie, umiejętność uspokojenia dziecka od pierwszych chwil. Jestem dumna z mojego męża, bo widzę, że córeczka jest także mocno z nim związana, aż trzepie nóżkami gdy on wraca z pracy. Gdy ją karmię i ona leży między nami, to jedną nogą zawsze musi go kopać:-) udało mi się przekonać męża do noszenia małej w chuście mimo, że uważał że to niemęskie:-) teraz sam przychodzi i mówi…no pomóż związać, a ona wtula się w niego i rozpływa. Lepszego taty nie mogłaby mieć.
    2) Co sprawiło, że poczułam się świetną mamą….chyba to co jest bardzo ważne dla każdej mamy…moment, gdy dzieciątko wtula się w pierś i swoją malutka rączka chwyta ja i z mleczkiem pod noskiem usypia. Uwielbiam jej buziaki…ma 9 miesięcy i otwiera buźkę jakby chciała mnie zjeść, potrafi wziąć mój cały nos do buzi…inni mówią, że to zęby się wyżynaja…ale my obie wiemy, że to buziaki 🙂

  • Becia
    7 listopada 2017 at 11:23

    Co najlepiej mi wyszło? Z dwóch komórek ZROBIŁAM śliczną dziewczynkę!
    A świetną mamą stałam się, gdy urodziłam sobie miłość swojego życia ❤️

    Btw: świetną mamą czuję się codziennie, bo jestem zadbaną mamą! (Mimo, że to tylko tusz do rzęs, rozczesanie włosów i umycie zębów, ale MATKI MNIE ZROZUMIEJĄ!)

    • Anka
      7 listopada 2017 at 20:14

      O tak. Teraz też już rozumiem ze prysznic, umycie włosów i tusz do rzęs to luksus 😄

  • Agnieszka
    7 listopada 2017 at 11:29

    Jest kilka wydarzeń, które uszczęśliwiły moje macierzyństwo. Najważniejsze to to, że karmię! Mimo, że w szpitalu po cesarce próbowano mnie do tego zniechęcić lecz nieskutecznie, uparłam się i nawet położne, które wmawiały mi że nie mam pokarmu nie były mi straszne. Nasze karmienie trwa już lub dopiero 10 miesięcy 🙂 Kolejne wydarzenie to takie, że dzięki motywacji własnej i Męża szybko wróciłam do formy i zrzuciłam 25 kg bagażu nagromadzonego w ciąży, by znowu stać się bardziej atrakcyjną i po prostu czuć się lepiej! Gdyby nie mój Mąż nie miałabym możliwości ćwiczyć 3 razy w tygodniu z „lekką” głową, wiedząc, że oni się też dobrze bawią w domu. A wyczyn najbardziej ekstremalny to ostatnie wakacje i wejście z 8-miesięcznym synkiem na plecach na Połoninę Caryńską, oczywiście uwieńczone karmieniem na szycie 😀 Wiem, że nasz synek nic z tego wypadu nie zapamiętał ale ja jako matka czułam się jak Lara Croft albo Supergirl! Kiedyś z dumą opowiem i pokażę zdjęcia naszemu maluchowi 🙂

  • Joanna
    7 listopada 2017 at 12:05

    Najlepiej to mi wyszły włosy! Ale to nic bo kocham być mamą dla mojego synka który od zaledwie kilku dni mówi już „mama” 😉

  • Beata
    7 listopada 2017 at 12:23

    Dziwne, bo kiedy mam się zastanowić co mi wyszło, to myślę raczej co nie wyszło. Ale jeżeli już coś mi wyszło to myślę, że jest to miłość moich dzieci do siebie nawzajem. Kiedy najstarszy syn mówi do najmłodszej córki „Kocham Cię, Dzidźku”, a średniej sam z siebie zostawia czekoladę, żeby jej nie było przykro. Średnia przedstawia komuś brata ” To jest mój kochany brat”, a za najmłodszą to już w ogóle szaleje. Może to nie bardzo dowód na moją świetność, ale myślę że nie są o siebie zazdrośni trochę dlatego, że każdego z nich dużo przytulam.

  • Anonim
    7 listopada 2017 at 12:32

    To co mi najlepiej wychodzi w macierzyństwie to fakt, że jestem dla dziecka w stanie przetrwać wszystko aby dać mojej córeczce to co obecnie najlepsze i najbardziej jej potrzebne- własne Mleko. Pomimo bólu, łez, braku wsparcia karmimy się 5 miesięcy, a po drodze przeszłam bardzo dużo – nacięcie piersi, rana sącząca się kilka tygodni… Jednak zaparlam się i powiedziałam sobie: Teraz albo już nigdy! Wiem że przede mną jeszcze wiele, sukcesy ale i porażki na pewno nastąpią w tej długiej drodze macierzyństwa. Jednak jeśli miłość i nasze wspólne dobro będzie drogowskazem to z pewnością moja córka powie mi kiedyś, że jestem świetną mamą, co wynagrodzi mi kazdy siniak pod oczami z niewyspania 🙂

  • Marta
    7 listopada 2017 at 12:43

    Pierwszy trik nie działa.

    • Hafija
      13 listopada 2017 at 21:25

      Zapomniałaś dodać „u nas” 😉

  • Agata
    7 listopada 2017 at 12:58

    Po kilku tygodniach bezskutecznej walki o książkowe macierzyństwo, kiedy moja córka nijak nie realizowała przepisowych harmonogramów i nie działały na nią żadne z niezawodnych sposobów „na wszystko”, ja – wykończona, sfrustrowana, na skraju załamania – poddałam się i sięgnęłam po najlepszy na rynku poradnik – ten, który mam w sercu. Niemal z dnia na dzień wszystko stało się łatwiejsze – zrozumiałam, że każda z nas ma własną drogę, własny styl życia, wychowania, własny styl rodziny, potrzeby i oczekiwania. Dziś, gdy moja córka kończy pół roku, czuję się świetną mamą i jestem dumna z siebie, bo pozwoliłam sobie na bycie ekspertem i autorytetem od spraw mojej córki. I z zaskoczeniem odkrywam, jak inna i nieksiążkowa (niebabciowa, niekoleżankowa…) jest nasza droga – czuję się na niej szczęśliwą, spełnioną mamą – eksperymentatorką i odkrywcą 🙂

  • Gosia
    7 listopada 2017 at 13:13

    Moje macierzyństwo sprawiło, że odkryłam w sobie super moce, o których istnieniu nigdy wcześniej nie wiedziałam. Pierwsza i najważniejsza z nich to fakt, że karmię piersią już 10 m-cy. Kiedy widzę wpatrzone we mnie oczka i małą rączkę położoną na piersi podczas karmienia moje serce rozpływa się w miłości. Nie sądziłam wcześniej, że ktokolwiek będzie w stanie wyciągać mnie z łóżka w nocy co jakiś czas i nie będę na to zła. Odnalazłam w sobie wielkie pokłady cierpliwości i spokoju. Nigdy nie wyobrażałam sobie nawet,że będę potrafiła tak mocno i bezinteresownie oddać się w całości drugiemu człowiekowi. Nie wiedziałam, że potrafię tak mocno kochać nie oczekując niczego w zamian. Każda nowa umiejętność mojego skarba wzrusza mnie do łez. Czuję się świetną mamą każdego dnia kiedy widzę tego małego człowieczka wpatrzonego we mnie oczami pełnymi miłości. Wiem, że dla niej jestem całym światem i dla niej mogę zrobić wszystko! Dzięki niej nabrałam pewności siebie i wiary we własne możliwości. Macierzyństwo uskrzydla mnie każdego dnia!

  • Konstelacja
    7 listopada 2017 at 13:38

    Jestem mamą od pięciu miesięcy. Nie od początku czułam, że jestem „super” w nowej roli. Nieugotowany obiad, bałagan w domu, brak czasu dla rodziny i znajomych – to wszystko zaczęło mnie przytłaczać. Aż do momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że przecież nie to jest najważniejsze. Najważniejsza jest ta Mała Istotka, wiecznie głodna, która patrzy na mnie ufnymi oczami i wie, że dla niej zawsze znajdę czas i zaspokoję wszystkie jej potrzeby. Dopiero, kiedy uświadomiłam sobie, że wykonuję najważniejszą pracę w życiu i tylko to się liczy, poczułam się super Mamą 🙂

  • Kasia
    7 listopada 2017 at 14:20

    To chyba jedyny obecnie wpis niekonkursowy 😀 Zaintrygowały mnie te rady odnośnie nocnych karmień. Syn ma 13,5 miesiąca. Do tej pory budził się w nocy 2-3 razy, zjadł, został odłożony do łóżeczka i spał dalej. Ostanie 2 noce to jest jakiś sajgon. Wisi na mnie prawie całą noc. Jak go odłożymy do łóżeczka, budzi się w ciągu pół godziny. Nawet jako noworodek nie był chyba tyle przy piersi! Próba ululania go przez tatę (który zajmuje się synem od samego początku) skończyła się płaczem, wybudzeniem i ponad godzinnym usypianiem. Łóżko mamy małe i spanie we trójkę kończy się tym, że jedyną wyspaną osobą jest Młody. Powiedzcie proszę, że to przejdzie (raczej prędzej niż później). Na razie jedyną myślą w mojej głowie jest niezbyt eleganckie „WTF?!”. Mam nadzieję, że ta myśl towarzyszy od czasu do czasu nie tylko mojemu macierzyństwu 😉

  • Roma
    7 listopada 2017 at 14:23

    Każdego dnia wszelkie trudy macierzyństwa wynagradza mi tzw. uśmiech spod cycuszka mojego synka. To właśnie ten moment, pod koniec każdego karmienia jest dowodem na to, że jest dobrze, że to, co robię finalizuje sukces… uśmiech, ten jedyny, blogi uśmiech – najedzony, bezpieczny, dowód na to, że nawet kiedy wątpię, czy wszystko robię dobrze, mój organizm wie, jak być dobrą mamą. Jak uszczęśliwić małego Mlekołaka… jak dać mu zdrowie fizyczne, psychiczne. 🙂 A już totalną celebracją tego poczucia, że jest dobrze, że te uśmiechy to nie oszustwo, tylko realny sukces, była ostatnia wizyta u pediatry, która potwierdziła, że Brunio pięknie rośnie i przybiera cudnie. Wielkie hura! 🙂

  • Małgosia
    7 listopada 2017 at 14:53

    Dzięki temu wpisowi przypomniałam sobie że jestem z siebie dumna… odkąd po dlugim naturalnym porodzie zobaczyłam na swojej piersi moją mała córeczkę, przepełnia mnie duma.. kazdego dnia jej usmiech sprawia że czuje się cudowną matką. Najbardziej wtedy gdy mój 7-miesieczny skarb pieje z zachwytu gdy tata wchodzi do domu, gdy chichocze czekajac na buziaki od taty podczas gdy ona ssie pierś po wieczornej kąpieli. Bo mówi mi to że mimo cycoholizmu córci, udało mi się stworzyć przestrzeń dla wyjątkowej i bliskiej relacji z tatą, że warto…i że mi się to udaje…

  • Ewelina
    7 listopada 2017 at 15:09

    Kiedy urodził się mój synek Olek byłam mile zaskoczona tym, że noworodek może tak długo spać. Wszyscy chwalili moje dziecko, że jest takie „grzeczne” i nikt mi nie powiedział, że w takich sytuacjach maluszka należy budzić do piersi. Olek miał wysoki poziom bilirubiny co powodowało, że był bardzo ospaly. Kiedy przyszła do nas położna na wizytę i zwazyla mojego synusia okazało się , że z wagi 4,000kg spadło do 3,610kg byłam przerażona, miałam łzy w oczach i czułam się strasznie. Uważałam, że jestem najgorszą matką, bo glodzilam moje dziecko, mój największy skarb na który czekałam i o którego tak długo się starałam! Trafiliśmy do szpitala a synek miał zaledwie 6dni. Później okazało się, że miał też infekcje dróg moczowych. W szpitalu oczywiście dobre rady lekarzy i pielęgniarek żeby zrezygnować z karmienia piersią i podać mleko modyfikowane, bo dziecko się nie najada, ale ja nie poddałam się karmilam Małego co 2 godziny i w dzień i w nocy! Zaczął ładnie przybierać na wadze a ja poczułam się Najlepszą Mamą na świecie. Dziś Olus ma 3 miesiące i uwielbia mleczko z cycusia 🙂 Jestem z tego powodu z siebie bardzo dumna, bo przetrfalismy ten trudny dla nas czas.

  • Wiktoria
    7 listopada 2017 at 15:56

    Najlepiej w macierzyństwie wyszło mi po prostu macierzyństwo, na co złożyło się udane karmienie piersią wcześniaka (2 miesiące karmienia inaczej, żmudna walka z zaprzestaniem dokarmiania, karmię już 13 miesięcy i końca nie widać), uwierzenie w siebie jako mamę i swoje kompetencje pomimo depresji poporodowej. Codziennie zadziwia mnie fakt jak można być dla kogoś całym światem i jak cudownie jest umieć to zauważyć, zaakceptować, docenić i się w tym zatracić.

  • Renata
    7 listopada 2017 at 16:55

    U mnie będzie krótko. Świetną mamą czuję się za każdym razem, gdy widzę, że moje dziecko jest szczęśliwe.

  • Dagmara
    7 listopada 2017 at 17:05

    Pierwszy raz poczułam się w ogóle matką,gdy przystawilam córkę do piersi po urodzeniu. A świetną matką czuję się przy każdym karmieniu,kiedy ta mała rączka tuli pierś i za każdym razem, gdy córka wtula się we mnie dostając miłość i przytulenie. Wiem,że w ten sposób daję jej to,co najlepsze. Dzięki temu czuję się świetną matką!

  • Karina
    7 listopada 2017 at 17:50

    Może zabrzmi to trochę egoistycznie, ale w macierzyństwie najlepiej wyszło mi dbanie o siebie. Niestety od małego słyszałam pod swoim adresem tylko krytykę, więc nigdy nie nabrałam pewności siebie i śmiałości. Mój mąż wiele razy próbował podbudować moją samoocenę, lecz dopiero gdy na świecie pojawił się nasz syn poczułam w sobie siłę i chęć do życia, a nie tylko marnej wegetacji. Po porodzie odkryłam że mogę wszystko, zająć się domem, synem i wyskoczyć na godzinę na fitness, czy do kosmetyczki, gdzie wcześniej po prostu wstydziłam się iść. W końcu już dwóch mężczyzn kocha mnie nad życie, więc czas żebym i ja pokochała siebie.

  • Monika
    7 listopada 2017 at 18:09

    Póki co najlepiej wyszła mi bitwa o karmienie piersią. Bardzo chciałam urodzić naturalnie, ale niestety tygodniowa indukcja skończyła się cesarką. Byłam wykończona, ale młody ssał siarę aż miło, więc pocieszyłam się, że chociaż będę karmić piersią. Przedwcześnie. Trzy dni później, w środku nocy dostałam ataku, który objawami przypominał wylew. Po 12 godzinach w szpitalu wypuszczono mnie bez jednoznacznej diagnozy mimo wszystkich możliwych badań krwi, skanów, a nawet rentgena. Po południu nasz robaczek, dotąd zadowolony z życia, zacząć rozpaczliwie płakać. Miotaliśmy się jak węgorze w sieci próbując odgadnąć, co mu dolega. Po jakimś czasie zaczął odmawiać piersi. W końcu zadzwoniłam do położnej, która doradziła mi próbę odessania mleka pompą, żeby sprawdzić, ile upompuję. Ku mojemu przerażeniu ‚udoiłam’ 6ml! Bezwiednie głodziłam własne dziecko. Płacząc nakarmiłam małego mieszanka i od razu się uspokoił. Byłam zdruzgotana, ale następnego ranka obudziłam się wkurzona. Postanowiłam walczyć o karmienie piersią! Poczytałam Twój blog, pogmerałam w internecie i kupiłam pompę elektryczną i kozieradkę w kapsułkach. Mój luby dzielnie mnie wspierał wyręczając praktycznie we wszystkim, bylebym tylko karmiła i pompowała na zmianę, a przy tym pracował na pełny etat.Po kilku tygodniach produkowałam 120ml – byłam z siebie bardzo dumna. W tym momencie przestałam pompować, bo mały ewidentnie się najadał i rósł jak na drożdżach. Dziś ma 6 miesięcy, nadal karmię, choć zaczęliśmy wprowadzać papki. Chcę karmić jak najdłużej, bo to niesamowite, z niczym nieporównywalne uczucie, no i najlepsza ‚odżywka’ dla niego.

  • Alicja
    7 listopada 2017 at 18:26

    Nasz pierworodnym ma 6m i praktycznie od początku borykamy się z jego problemami zdrowotnymi. Począwszy od asymetrii ulozeniowej po skaze białkowa, słabe przybieranie a kończąc na zdiagnozowanhm brakiem mięśnia piersiowego… Przez stres i dietę (skaza ) moja laktacja była naprawdę słaba, a mimo tego wszystkiego znaleźliśmy w sobie siłę jako rodzice. Laktacje rozkrecilam, chodzimy po wszystkich lekarzach, żeby robić kolejne badania, rehabilituje synka sama w domu i jeżdżę z nim na profesjonalne wizyty. Ćwiczenia są straszne 😢 metoda Vojty daje wycisk dziecku i rodzicom, ale zaciskam zęby, bo widzę super efekty i zrobię wszystko, żeby mój synek był sprawny w przyszłości ☺ to mi właśnie wyszło w macierzyństwie-znalazłam w sobie siłę, żeby się nie poddawać i walczyć o zdrowa przyszłość dla syna tak i fizyczną jak i żywieniowa ☺ oczywiście bez wsparcia i pomocy męża nie wyszłoby mi to ❤ i czasami nawet mam jeszcze siłę, ochotę i czas na nałożenie maseczki na twarz 😃🎉

  • Ilona
    7 listopada 2017 at 19:09

    Na początku mojej przygody z macierzyństwem miałam wrażenie, że nic mi nie wychodzi. Codzienne zmagania się z kolkami, a potem ząbkowaniem, patrzenie na cierpienie maleństwa wywoływało olbrzymi ból w serduchu i doprowadzało do płaczu. Dodatkowo „wisienką na torcie” w tamtym okresie (i nie tylko w tamtym) były komentarze z ust bliskich osób „no, ale na szczęście ma uśmiechniętego kuzyna, bo sam jest taki poważny” i rzucanie porozumiewawczych spojrzeń, gdy szłam karmić Synka w osobnym pomieszczeniu. Potem był wdech i wydech, próba nieprzejmowania się innymi, czerpanie pozytywnej energii tylko i wyłącznie od osób prawdziwie życzliwych. I … udało się 🙂 Po ponad 5 miesiącach zaczęłam czuć się spełniona, absolutnie nie przeszkadza mi nawet wstawanie w nocy, gdy tylko nagrodą jest radosne gaworzenie, przyjmowanie pozycji do raczkowania i najszczerszy uśmiech na widok wchodzącej mamy i jej głosu 🙂 Słuchanie najpiękniejszego śmiechu, gdy robimy noski-noski i pocieramy policzek o policzek 🙂 Dodatkowo absolutnie uwielbiam codzienną wymianę spojrzeń podczas karmienia, wpatrywanie się w piękne, mądre duże oczęta mojego dzieciątka, które wyrażają ufność. Ponadto nic tak nie cieszy, jak się okazuje, że najlepszym kompanem na smutki jest głównie mama, ale i tata daje sobie doskonale radę 🙂 🙂

  • Paulina
    7 listopada 2017 at 19:16

    Od czasu kiedy zdalam sobie sprawe jak wazne jest, zebym nie krzyczala na corke i ze spokojem podchodzila do najbardziej wyprowadzajacych mnie z rownowagi lub stresowych sytuacji zaczelam duzo lepiej jako mama funkcjonowac. Od kiedy ciesze sie swoim zyciem (caly czas sie tego ucze) takim jakie ono jest, od kiedy przestalam marnowac swoj cenny czas na bycie niezadowolona lub pelna negatywnych odczuc, od kiedy po prostu wyluzowalam i zdalam sobie sprawe, ze mam tylko jedno zycie poczulam sie swiatna mama. Teraz wiem, ze daje mojemu dziecku podstawy do bycia szczesliwym czlowiekiem. Od kiedy pokazuje corce, ze w zyciu trzeba byc pelnym radosci i pozytywnych uczuc czuje sie swietnie! Pozdrawiam i dziekuje za artykuly.

  • Ann
    7 listopada 2017 at 19:30

    Co sprawiło, że poczułam się świetną mamą? Wzrok Mojego syna gdy karmię go piersią. Wzrok pełen miłości, ufności i czułości. Wzrok który zna chyba każda mama. I wszystkie te Nasze beztroskie chwile pełne śmiechu i przytulasów, zwłaszca gdy jesteśmy we troje. A tak w gruncie rzeczy to dzięki macierzyństwu rozkwitłam jako kobieta. Silniejsza, bardziej stanowcza, waleczna i atrakcyjna niż kiedykolwiek wcześniej! 🙂

  • Emilia
    7 listopada 2017 at 21:17

    A dla mnie macierzyństwo to ciężki kawałek chleba. Nie będę się rozwodzić jak to jest cudownie, słodko o różowo bo u mnie nie jest. Pierwsze 4,5 miesiąca było udręką. Tylko płacz. Dziecka i mój. Dziecko przez ten czas wisiało na piersi bon stop. Nie moglam sie isc umyć bo był ryk. Nie moglam spokojnie zjeść bo był ryk. Nie moglam wyjść bo był ryk. Wsparcie ze strony męża – znikome. Dziecka na ręce nie wziął bo sie bal. Nie nakarmil butelka bo sie bal. Wszystkiego sie bal. Zresztą do tej pory nic nie robi. Probowalam rozkręcić laktacje, bardzo chcialam karmić piersią. Nie udało się. Zresztą komu by się udalo gdyby slyszal teksty typu po co to robisz? Glodzisz dziecko itp. Byłam wrakiem czlowieka. Zmieniło sie moje cialo. Nie utylam duzo w ciazy ale jednak. Nie moglam i dalej nie moge na siebie patrzec. Pogorszyl mi sie wzrok. Tak, ze znowu musialam miiec lasreowana siatkówkę. Zalamanie totalne. Przy dziecku wszystko robię sama. Mimo, ze rodzina w domu, nikt chociaz na chwilę sam z siebie dzieckiem sie nie zajmie zebym ja mogla chociaz na pol godziny odpocząć. Wyjście do sklepu to dla mnie święto. Spożywczego oczywiście, po ubrania nie mam szans wyjsc. Za dlugo by to zajęło. Wiec chodze w starych ciuchach i wygladam jak g. Do fryzjera tez nie mam szans isc. Cudem do okulisty czy ginekologa wyszlam. Wyjscie na spacer – nie ma szans, samej mi ciezko. Dzicko wozka nie znosi, placze na pol miasta. Musze wziac na ręce, wtedy jest lepiej. Tylko, ze ciezko niesc dziecko w jdneej rece a druga pchac wozek. Chcialam nosic dziecko w chuscie. Nie moge. Rehabilitanci zabronili. Wiec nosze na rekach. Tylko ze dziecko coraz ciezsze a ja przez chorobe oczu nie powinnam dźwigać. Nitk za mnie nie ponosi. Bo nilt nie chce sie nauczyc jak go nosic – powinien byc noszony w sposób jaki zalecili rehabilitanci. Ale po co?
    Minelo pol roku od porodu a ja myślę, ze w macierzyństwie nie wyszło mi nic
    Czekam na hejty ze uzalam sie na soba. Moze i tak

  • Agata
    7 listopada 2017 at 21:43

    Najpiękniej wspominam moment w którym Nasz Wcześniak leżący w inkubatorze , w drugiej dobie zycia, urodzony w 32tc, będąc pod pełna aparatura zaczął bardzo sie buntować – wierzgał, wyrywał maskę, sondę, wkłucia i okropnie płakał. Rozrywało mi serce. Pomyslałam – to
    MÓJ SYN, który bardzo cierpi – tylko ja moge mu pomoc. Otarłam łzy, opanowałam płacz, otworzyłam inkubator i zaczęłam go dotykać. Ciepło moich rak sprawiło, że zasnął. Ja nie wiedziałam jeszcze wtedy jak On wyglada – sprzęt zasłaniał mu cała główkę. Ten moment sprawił, że poczułam sie Mamą.

  • ANIA
    7 listopada 2017 at 22:26

    Hmm… , karmienie piersią przy pierwszym dziecku nie wyszło , przy drugim znacznie lepiej jakoś to idzie . Czytam różne wypowiedzi i myśle hmm…. co mogło mi wyjść … hmmm … chyba nic do cholery ; straciłam prace , mieszkanie , rozwiodłam się , nawet matury 5 razy nie zdałam , na studia tez nie poszłam, ale tak leże i patrze na moje Aniołki i nie wiem co wyszło mi najlepiej w macierzynstwie ale wiem , że to MACIERZYŃSTWO WYSZŁO MI NAJLEPIEJ W ŻYCIU ,to najlepsze co mnie mogło w życiu spotkac , to jak mój synek biegnie do mnie z zdartym kolanem i błyskiem w oku
    że tylko ja jestem dla niego najwazniejsza , a Julcia kiedy ma kolke to tylko ja jakimś cudem potrafie ja uspokojić , TO WŁASNIE BYCIE MAMĄ SPRAWIA ŻE CZUJĘ SIĘ ŚWIETNĄ I WAŻNĄ . Macierzyństwo coś co niby musi się udac i nie tylko rodzi w nas uczucia wielkiej miłosci , czułosci , opiekuńczosci , ale przyjemnie zmusza do tej NAJWAŻNIEJSZOŚCI w oczach dzieci , i to jest niesamowicie fajne i sprawia ze czuje się super mamą ;)))

  • Anna
    7 listopada 2017 at 22:47

    Poczułam się prawdziwie dobrą mamą, gdy czułam się też najgorszą mamą i istotą ludzką, gdy w najgorszej chwili mojego życia nie straciłam głowy, chociaż od porodu jestem emocjonalna, nadwrażliwa i płaczę z byle powodu, ale też głównie ze szczęścia, widząc uśmiech synka, jego maleńką rączkę na mojej piersi albo jego oczy wpatrzone z uwielbieniem we mnie i w tatusia. W tej najgorszej chwili mój najukochańszy synek krztusił się syropem, który podałam mu w dobrej wierze, aby zbić niewielką gorączkę. Nie mógł złapać oddechu, widziałam strach w jego oczach, mnie cały świat walił się na głowę, a byłam sama w domu, znikąd pomocy. Nie wiem do dziś, jak udało mi się go wziąć na ręce i osunąć się z nim na podłogę, odtworzyć manewr, jaki pokazywał ratownik medyczny na filmiku na YouTube, który kiedyś widziałam. Nie wiem, czy wykonałam go dobrze, ale mój maleńki złapał oddech, a potem usłyszałam jego płacz i jeszcze jakieś wycie kogoś albo czegoś. Potem była jazda do szpitala, niepokój, ale świat trwał i był dalej. Odtąd zawsze w czwartkowe popołudnia, gdy mąż zostaje dłużej w pracy, tak jak wtedy, czuję się źle i marzę o piątku. Tego leku od tamtej chwili jeszcze nigdy nie podałam, zawsze robi to mąż. Kiedy mój synek kaszle, staję jak wryta. Nigdy sobie nie wybaczę tamtego dnia. Ludzie drogo płacą za znacznie mniejsze błędy, a ja, nie dość, że mam wszystko, o czym człowiek może marzyć, to jeszcze dostałam tą szansę… Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam. Ale wiem, że dla mojego synka zrobię wszystko, zrobię zawsze to, co będzie konieczne, nie stracę głowy i nie będę płakać, będę zawsze walczyć, o niego, dla niego, będę jak skała, jestem jak skała, a jego ufne oczy mówią mi, że nie boi się, gdy jestem blisko. Ja będę bała się już zawsze, ale to nic. Taki lajf, jak mówią dzieciaki.

  • Joanna Smarz
    8 listopada 2017 at 12:03

    Na blogu o karmieniu piersią pewnie to banalnie zabrzmi ale najbardziej jestem dumna z tego, że karmię piersią. Kiedy byłam w ciąży o kp mówiłam „eee odbębnię obowiazkowe 6 miesięcy a potem odstawie maluszka coby trochę pokorzystac z czasu wolnego na macierzyńskim „. Urodził się Filip i wszystko „popsuł”. Karmię 10 miesięcy i nie straszne mi są pobudki co godzina, opinie innych, wmawianie że kiedy wrócę do pracy to nie dam rady. Jak tylko zobaczyłam synka, wiedziałam że tylko On się liczy, a skoro mleczko jest to dlaczego mam mu to odbierać? Dumą napawa mnie także upór w szpitalu dzień po porodzie. Byłam taka niedoświadczona, zagubiona ale nawet personel nie był w stanie mi wmówić że nie mam mleczka i że trzeba podać butelkę. Instynkt. To jest to czym się kieruję i czego będę się trzymać.
    Pozdrawiam mamy które są uoarciuchami tak jak ja ☺

  • Maria
    8 listopada 2017 at 12:53

    Ja czuje, że macierzyństwo to nie tylko nowy etap w moim życiu. Odkryłam, że rola mamy mnie dopełniła! Tak jakby to byl brakujacy element. Stałam się lepszą osobą i nabrałam więcej dojrzałości. O dziwo jest we mnie wiecej pokoju niz wczesniej! Jestem z tego dumna! I ciesze się ze bylam dosc wytrwala zeby karmic piesia mojego synka i nie dalam sobie nic wmowic! Czasem wyobrazam sobie ze jestem jak superbohater 😉 np taka Wonder Women 😉 pozdrawiam i wielkie dzieki za Twoja prace!

  • Marta
    8 listopada 2017 at 16:19

    Co najlepiej wyszło mi w macierzyństwie? Moje macierzyństwo od samego początku było jednym wielkim strachem o życie i zdrowie mojego syna, który niespodziewanie urodził się o rowne trzy miesiące za wcześnie (26+4tc). Byłam kłębkiem nerwow, po cesarce czułam się jak wywłoka, nie byłam w stanie nawet pojechac wózkiem na oddział, żeby zobaczyc moje upragnione maleństwo, urodził się w piątek wieczorem, a ja zobaczyłam go dopiero w niedziele, do dziś mam o to do siebie zal, ale nie mogłam, nie miałam w sobie tyle sił. Na drugi dzien po cesarce zapytano mnie czy mam pokarm. Skąd mam wiedziec? Urodziłam w 6 miesiącu ciąży, nie wiem czy mam pokarm! Wtedy w Rych poszedł laktator, powiedzieli, ze wystarczy choćby kropla. Udało się…I wtedy sie zaczęło. ‚Radnkowianie’ z laktatorem, codziennie i co noc, co trzy godziny jak w zegarku. Nieważne, ze nie miałam sił, psychicznie, fizycznie, nieważne, ze spadała mi głowa, kiedy kolejny raz w nocy ‚pompowalam’. Ważne było tylko to, żeby mój syn miał moje mleko. Gdyby nie to, psychicznie nie udźwignęłabym tego co się stało, załamałabym się kompletnie. Wczoraj minęło 7 miesiecy odkąd mam przy sobie mojego skarba i 7 miesiecy wielkiej przyjaźni z laktatorem. Nie udało nam się przejść na pierś, ale mimo to Antoś był i jest karmiony moim mlekiem, od miesiąca tez poznaje inne smaki..
    Mimo ze nie uporałam się jeszcze z tym co się stało, ze zastanawiam się, czy to moja wina, ze nie donosiłam dziecka, ze musiał tyle cierpieć, to pocieszam się, ze przecież jestem dobra matka, bo miałam w sobie siły i wole walki o każda krople mleka tak jak Antoś miał wole walki o swoje życie<3

  • Ola
    8 listopada 2017 at 16:37

    Moja córka w sierpniu skończyła rok. Od samego początku spędzałysmy bardzo dużo czasu że sobą. W pierwszych miesiącach praktycznie wszystkie drzemki córka przesypiała leżąc na mnie, usypiałam ją na rękach,bardzo dużo nosiłam. Myślałam że z upływem miesięcy będzie potrzebować coraz mniej mojej bliskości, noszenia i będę miała troszeczkę więcej czasu dla męża lub dla siebie. Nic się jednak, na szczęście, nie zmieniło. Jedynie w okolicy roku udało mi się nauczyć ja usypiac leżąc koło mnie na łóżku. Zwykle jest to ok 0,5 – 1h kręcenia, kopania, skakania, uciekania z łóżka i przytulania. Po czym i tak budzi się po ok 1h i już wędruje do naszego łóżka, gdzie z nami śpi. W ciągu dnia wielokrotnie, bez żadnego powodu, tuli się i wchodzi na kolana. Drzemke w ciągu dnia też robimy sobie wspólna, bo wtedy czując moja bliskość śpi najspokojniej i o wiele dłużej. Najchętniej spała by nadal na mnie i nie miałabym nic przeciwko, ale jestem w 6 miesiącu ciąży, więc wolę uważać. Najlepiej wyszla mi bliskość i więź jaka udało mi się stworzyć z córką. Wiem że jestem dla niej dobrym towarzyszem zabaw, kąpieli, posiłków i źródłem pocieszenia w smutku. Jednak jest też minus, z tego powodu ma troszeczke gorszy kontakt z tatą, czego chyba nie dało się uniknąć, skoro spędzam z nią ogromna większość dnia. Mam nadzieję że uda się to nadrobic:) Z kolei, najlepsza mamą czuje się w momencie kiedy moje dziecko zasypia przytulne do mnie i swoją rączka obejmuje mnie za szyję.

  • Karolina
    8 listopada 2017 at 17:11

    A ja trochę przewrotnie, niż temat przewodni Twojego bloga. Bo myślę, że odpuszczenie karmienia piersią spowodowało, że poczułam się świetną mamą. Już w ciąży śledziłam Twoje wpisy, a karmienie piersią było dla mnie najbardziej wyczekiwane i było tym czego pragnęłam najmocniej. Jednak po 2 miesiącach bezproblemowego karmienia, mój syn zaczął nagle odpychać się od piersi, zapierać rączkami, więc odciągałam swoje mleko i dawałam w butelce. Wiesz, że bycie mamą kpi to niełatwa sprawa. Płakałam wieczorami przy laktatorze, ale wiedziałam że to dla mojego syna najlepsze. Potem zmarł nagle mój tata, co dodatkowo mnie przybiło. Stres był tak duży, że nie mogłam patrzeć na zdjęcie synka na wygaszaczu telefonu. Decyzję o podjęciu mm podejmowałam co najmniej miesiąc, ciągle licząc, że może jeszcze to czy tamto zmieni wszystko. A syn nadal się odpychał. I tak podaliśmy mm. I pomimo, że mi żal kp to jednak nie mogę żałować decyzji. I ja teraz od 2 tygodni czuję tak wielką ulgę, jestem tak szczęśliwa i mam dziecko uśmiechnięte od ucha do ucha, który nie jest zmuszany do jedzenia. Chodzimy co dzień na spacery i cieszymy się spadającymi liśćmi. Syn 5,5 miesiąca i cały dzień gada. Zaczął spokojnie spać i bawić się z nami. I jest przecudowny. I myślę, że to mi wyszło. Że odpuściłam. Że znów się okazało, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

  • Agata
    8 listopada 2017 at 19:25

    Pierwszy raz poczułam się świetną mamą, gdy moja 2-letnia coreczka polozyla sie obok mnie, przytuliła i powiedziała: „Kocham cię, mamusiu.”
    Prawie się popłakałam ze wzruszenia.
    Dużo razem robimy i kiedy widzę tenbłysk szczęścia w jej oczach, tę bezwarunkową i czystą miłość – nic mi więcej nie potrzeba i nic się bardziej nie liczy.
    2 tygodnie temu urodziła się nam druga córeczka. Połó to dla mnie taki czas, że dopiero się wzruszam i płaczę bez powodu. I tak się stało – popłakałam się rzewnymi łzami ze wzruszenia, że mam 2 zdriwe, śliczne córeczki. Wtedy Hania zapytała: „Dlacze płaczesz, mamo? Jestes smutna? Nie płacz. Przytulę Ci, pocłuję w czółko i będzie dobrze”.
    Wtedy poczułam, że CHCE być super mamą, chce im dać górę miłości, pokazać jak najwięcej, nauczyć wartości największych a przede wszystkim będe sie starać jak mogę, by one były najlepszymi przyjaciółkami.
    Codziennie się uczę bycia świetną mama…

  • Marlena
    9 listopada 2017 at 10:57

    Jestem mamą od zaledwie 19 dni. I nie jest to czas wyłącznie usłany różami. Tak prosta czynnosc jak wydawało mi się -karmienie prawie skończyłaby się butelką. Mąż był dla mnie ogromnym wsparciem. I jest. To on przytulał, całował i głaskał mnie, gdy ja trzymałam Maluszka przy krwawiącej niekiedy piersi, a łzy jak grochy spływały mi po policzkach. To on mnie masował, żebym się rozluźniła, gdy z bólu zaciskałam dłonie i stopy. To on zapewniał mnie, że to nie jest moja wina i oboje z Synkiem musimy się nauczyć karmienia. Miał racje. Dziś jest 4 dzień bez bólu. Dziś nie boje się już karmienia i nie złoszczę gdy mam to robić po raz „enty” w ciągu doby. Dziś kolejne problemy rodzicielstwa pokonujemy wspólnie. I wiem, że tak już będzie.

  • Krysia
    9 listopada 2017 at 20:33

    Być mamą Karola to najcudowniejsza rzecz pod słońcem. W mojej krótkiej,bo czteromiesiecznej karierze Mamy, mogę się pochwalić kilkoma sukcesami.Pierwszym z nich jest karmienie piersią-mimo braku wsparcia ze strony rodziny-udało się. Kolejnym osiagnieciem jest chustowanie – pierwsze próby były dla nas trudne, ale teraz to przyjemność bliskości. Wśród tych sukcesów jest też codzienne życie,takie prozaiczne jak: pranie,prasowanie czy gotowanie.

  • A.
    9 listopada 2017 at 21:22

    Teraz, kiedy przeżywam powrót do pracy, a powroty do domu nie są takie jak mówili wszyscy zastanawiam się czy jestem taką matką, jaką chcę być. Czy to, że moje dziecko nie potrzebuje tylko mnie do poczucia bezpieczeństwa to moja zasługa? Czy to, że byłam przy nim niemalże non stop przez ponad rok sprawiło, że jest pewne, że zawsze przy nim będę i nie boi się, że zniknę i nie wrócę? A może ono mnie w ogóle nie potrzebuje do szczęścia? Po drodze były wątpliwości czy nie głodzę dziecka własną piersią jak niektórzy sugerowali. Zaparłam się i karmiłam tylko piersią, bo wiedziałam, że jest to dla niego najlepsze. Wierzyłam, że dam radę. Codziennie zastanawiam się czy zrobiłam dobrze, czy można było inaczej? Czy to było dla niego najlepsze? Nie czuję się świetną matką. Jestem mamą, która znalazła swoje spełnienie w macierzyństwie i to jest świetne! I gdy za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat moje dziecko to oceni, wiem jedno. Jestem taką mamą, którą sama chciałabym mieć.

  • Basia
    9 listopada 2017 at 21:55

    Pierwsza córkę urodziłam jak miałam 22 lata byłam młodziutka nie mając o niczym pojęcia. W szpitalu niewiedzialam jak się pampersa przebiera 😂. nawet. Bardzo pomogła mi moja mama to dzięki niej karmilam piersią aż 13 miesięcy. Natomiast druga córkę urodziłam już mając 34 lata. Dużo bardziej świadoma wszystkiego i bardziej dojrzała to roli macierzyństwa nie bałam się niczego. Wiedziałam jak się zabrać do karmienia piersią (wtedy natrafilam na twój blog).Karmimy się nadal już 15 miesiąc. Macierzyństwo nauczyło mnie cierpliwości wobec siebie, męża i dzieci. Z perspektywy czasu wydaje mi się że to późniejsze macierzyństwo daje mi większe pole ☒ popisu. Bardziej się cieszę z tego co mam każdego dnia. Nigdzie się nie spieszę. A uśmiechy coreczek wynagradzaja wszystko. ☺️ Natomiast świetną mama czuje się w tedy kiedy moja 13 letnia Marcelina przyjdzie po radę. Porozmawiać, zapytać o wszystko. To wtedy wiem że jestem świetna mama. ☺️.

  • Paula
    10 listopada 2017 at 22:03

    Staram się nie oceniać swojego macierzyństwa pod kątem całości, bo zawsze w takiej chwili w głowie dzwni jakoś moment kiedy coś nie wyszło. Jestem aktywną mamą dwójki dzieci, trzecie już w lutym będzie na świecie. Każdego dnia wieczorem, zanim położę się spać myślę sobie „super mama! Dałaś radę! Dzień był taki długi, tyle się wydarzyło ale teraz dzieci leżą w łóżkach zadowolone i najedzone. Więcej nie trzeba. Tak trzymać!” 😊 i milion pobudek mi nie straszne po tym.
    Wiele razy kiedy młodsza córka była maleńka słyszałam „po co ją nosisz (chusta), przyzwyczai się! Dalej ją karmisz (aktualbie 15ty miesiąc)?! Ciągle jest z Tobą! Ona nigdy nie zaakceptuje żłobka „. Kiedy cała akcja mojego powrotu do pracy była dopieta na ostatni guzik okazało się że jestem w ciąży 🙂 postanowiłam nie odpuszczać, po konsultacji z szefem zaczęłam pracę w nowym dziale (spokojniej) a maluszek trafił do żłobka. 4 dni trwała jej adaptacja:-)
    To jest mój sukces – mimo przeciwności wróciłam do pracy, zrobiłam to dla siebie, dla swego rozwoju. Mimo braku wsparcia osób trzecich i sceptyzmu z każdej strony zbudowałam w dziecku poczucie pewności – że mama przyjdzie, a skoro zostawia mnie z ciociami to znaczy że im ufa i nic złego się nie stanie. 🙂

  • Joanna
    11 listopada 2017 at 09:21

    Doradcow mialam wielu wszedzie i na kazdym kroku. Wszyscy dziwnie nieprzychylni. A bo jak to nie uzywasz smoczka a bo jakto tak byc uwiazanym a dlaczego ciagle wisi przy cycu a dlaczego ciagle go nosisz itp??? Dumna jestem z tego ze w tym wszystkim odnalazlam siebie i sluchalam siebie!!! Zaufanie swojej intuicji wyszlo mi w macierzynstwie najlepiej. Podazanie swoja droga i droga potrzeb moich dzieci wszystko w duchu rodzicielstwa bliskosci to to czego nigdy nie pozaluje!

  • Dominika
    11 listopada 2017 at 09:43

    A jak ograniczyc piers dziecku rocznemu w nocy jesli z piersi niewiele leci i dziecko nie naje sie na pewno, bo piers sluzy raczej jako pocieszacz? I tata ktory tez jest zaangazowany itp i w nocy nosi nie umie uspokoic bo tylko mama?:( a ja wymiekam, jestem w ciazy i meczy mnie karmienie i do tego jest bolesne. Ale nie umiem odmowic bo widze jak to wazne jest dla corki 🙁

  • Ela
    11 listopada 2017 at 09:52

    Kiedy patrzę jak mój 18 letni syn całuje małego rocznego brata i jak 16 letnia córkabwoła do młodego uciekaj mama chce Cie ubrać(po kąpieli😁) to wiem ze wychowałam fajnych młodych ludzi i jestem z siebie dumna

  • Weronika
    11 listopada 2017 at 09:54

    W macierzyństwie najlepiej wyszło mi to, ze .. mój partner odkrył tacierzyństwo ! Z blaskami i cieniami ( pod oczami również ), wymianą ról i dzieleniem się obowiązkami, ale przede wszystkim zbudowaniem wspaniałej zaufanej relacji z córką. Czasem im tego zazdroszczę 🙂

  • Asia
    11 listopada 2017 at 10:31

    Tak szczerze to wszystko. Serio. Zanim zaszlam w ciążę to za co sie nie zabrałam albo okazywało się bez sensu, albo mi sie nudzilo albo po prostu nie wychodziło. Już w ciąży rozkwitłam. Latałam samolotem, chodziłam na zakaupy, spotykalam sie ze znajomymi, chodzilam do spa i kosmetyczki raz w tygodniu – bylam szczesliwa.
    Pojawienie się dziecka uczynilo mnie ‚kobietą kompletną’ i nie, nie bylo latwo bo polozne w szpitalu bardzo staraly sie popsuc mi laktacje swierzutkim mlekiem na b podawanym z ogromna checia malymi buteleczkami, bo moje otoczenie nie rozumialo co to kryzys laktacyjny a na chuste patrzyli jakbym sie prosto z choinki urwala ale ja wiedzialam, ze robie wszystko swietnie. Bylam i jestem swiadomą mamą. Wiem gdzie szukać pomocy i nie boje sie o nia prosic. Spotykalam sie z kobietami ktore daly mi ta sile i powiedzialy ‚TAK, wszystko robisz dobrze. Macierzynstwo to Twoj konik’ a byly to Certyfikowana Doradca Laktacyjna, doradca chustonoszenie i fizjoterapeutka. Śmialo wiec moge powiedzieć że wyszlo i wychodzi mo to bycie mamą. Patrzę na mojego już prawie 9 miesięcznego synka i wiem ze tak pieknie sie rozwija dzieki mojej pracy i zaangażowaniu. Mysle juz o kolejnym dziecku bo macierzyństwo to moja specjalność. I wiem co mi jeszcze wyszlo – suknia slubna! Wiesz Hafijo, na wlasnym weselu karmilam, przewijalam i kapałam w niej mojego Syna w międzyczasie zabawiajac 160 gości 🙂 po dwoch dniach wesela zarowno kobiety jak i mezczyzni byli szczerze wzruszeni jak dobra matka jestem majac tylko 26 lat . Nieskromnie przyznaje im racje 🙂

  • Alicja
    11 listopada 2017 at 10:37

    Na pytanie co najlepiej wyszło mi w macierzyństwie, mam banalna odpowiedź: poprostu bycie MAMA. Zanim urodziła się Lilianka byłam, myślę jak większość kobiet bardzo egoistyczna – myślałam o sobie i swoich wygodach. Ważne było żeby dobrze wyglądać, ładnie się ubrać, uczesac, pomalować. Ważne było żeby odpocząć kiedy byłam zmęczona, żeby zjeść kiedy byłam głodna. Pojawienie się na świecie mojej córeczki zmieniło odrobinę moje podejście do życia. Oczywiście chce, ładnie wyglądać, chce być wyspana i robię wszystko żeby tak było ale… dla mojej córki nie to jest ważne. Dla niej nie wazna jest moja fryzura, czy plama na bluzce. Dla niej ważne jest to, że jestem blisko, że śpię obok niej, że gdy zapłacze to ja przytulę, że mam czas bawić się z nią, czytać bajeczki mimo nieprzespanej nocy.
    Karmienie piersią sprawiło, że poczułam się wspaniałą mamą. Dlaczego? Dlatego, że moje piersi były ogromnym moim kompleksem od kiedy byłam nastolatką. Byłam pewna, że nie będę karmić piersią, właśnie przez tę niechęć. A co się okazało, że uwielbiam karmić. Uwielbiam patrzeć jak Lila je, uwielbiam się w nocy budzic żeby ją nakarmic. Wiadomo początki karmienia były ciężkie, ale już wtedy myślałam ” żeby tylko to przetrwać”. Przetrwałam, karmię już pół roku i nie zamierzam szybko rezygnować.

  • Ania
    11 listopada 2017 at 10:45

    Pierwsze dziecko urodziłam mając 25 lat- uważam, że nie byłam jeszcze na to gotowa… syn był karmiony sztucznie, gdyż uwierzyłam w to, ze nie mam pokarmu, a ja nie zawalczyłam o tą laktację- poszłam na łatwiznę podałam mleko modyfikowane i tak zostało… Kiedy hormony poporodowe ze mnie zeszły zaczęłam żałować, uważałam (i do tej pory tak uważam), ze zabrałam mu coś co najcenniejsze- bliskość matki, poczucie bezpieczeństwa, bliskości… Syn dużo płakał, próbowałam zatkać go smoczkiem, wtedy jeszcze nie rozumiałam, ze on potrzebuje mojej bliskości. Z łzami w oczach patrzyłam jak koleżanki karmią swoje dzieci- zazdrościłam im tej bliskości z dzieckiem, tej piąstki zascianiętej na bluzce, wpatrzonych, ufnych oczek… I wtedy obiecałam sobie, ze drugie dziecko będę karmić , ze zawalczę o to…
    kiedy urodziła się córka uwierzyłam w siebie jako matkę.. Piękny był ten moment kiedy tuż po porodzie z jeszcze nieodciętą pępowiną położyli ją na moim brzuchu.. od razi przestała płakać… następny moment który do tej pory wspominam ze wzruszeniem to jak z porodówki przewozili mnie na sale- ona tak bardzo płakała, poprosiłam wtedy męża by mi ją podał- kiedy znalazła się w moich ramionach od razu przestała płakać… i kolejny kiedy położna ją zabierała ( bo ja po znieczuleniu podpajęczynówkowym nie mogłam wstawać przez kilka godzin) powiedziałam ze jeśli będzie płakać to niech mi ją przyniesie.. słyszałam ze płacze.. serce mnie bolało ze nie mogę do niej pójść i jej utulić.. po kilku chwilach położna wróciła mówiąc: „źle znosi rozłąkę”, przystawilysmy ją do piersi i przestała płakać… to był najpiękniejszy moment, gdyż zrozumiałam, ze jestem dla niej, nich całym światem i ze jestem, żyje dla nich.. karmimy się do tej pory i nie zamierzam kończyć…

  • Gosia
    11 listopada 2017 at 11:13

    Tak na prawdę świadomą i szczesliwa mama poczułam się rodzac drugiego synka Maksia! Co mi dalo ze poczułam sie przy nim szczęśliwa? Zabrzmi banalnie ale właśnie karmienie piersią, dla jednych blachostka a dla mnie wielki wyczyn! Radość szczęście satysfakcja z bycia mama karmiącą! Przy pierwszym synku Mikolaju, nie miałam pojęcia o niczym czułam się źle bylam nie zadowolona z macierzyństwa wydawało mi się ze jestem złą matka bo nie umiem wykarmić swojego dziecka, przy Maksiu jest zupełnie inaczej, od samego początku (mimo nieprzespanych nocy, zmęczenia, braku sił) bylam i jestem na prawdę szczesliwa i spełniona, oboje jesteśmy, jesteśmy jakby związani niewidzialna nicią która sprawia ze wzajemna miłość wzrasta z każdym łykiem mleka! Jestem szczęśliwa ze mogę byc mamą!!

  • Anonim
    11 listopada 2017 at 11:23

    „Tak, to nie Pani bicie serduszka ale Pani dziecka”-i płacz, najlepszy moment w życiu, to czego zawsze pragnęłam, dziecko. „Dwa duże krwiaki, ma Pani ciąże zagrożoną”- i znowu płacz, i pytanie czemu? Bóg jednak miał inny plan na mojego szkraba i urodziłam zdrowego synka, małego awanturnika przez którego dwa dni po porodzie nie spałam. Wróciliśmy do domu, i bach, depresja…moje wymarzone macierzyństwo zamieniło się w horror. Moja głowa była elementem ktory ktoś mi podmienił, nie byłam tą matką którą byłam w moich marzeniach. Mała ilość pokarmu, bąbel wiszący za piersi 24h, płaczący co 5 minut i moje depresyjne hormony. Krew na sutkach i ja, zombie w pełnej krasie. 2 miesiące bycia dnem samej siebie. Zaniedbana matka i zaniedbana kobieta swojego mężczyzny. Czy po czymś takim moze cokolwiek w macierzyństwie wyjsć? Oj tak… wyszłam z tego z podniesiona głową. Wyszłam z piersiami pełnymi mleka, wyszłam przekonana o sile miłości mojego mężczyzny, przek

  • Paulina
    11 listopada 2017 at 11:37

    „To nie Pani serduszko bije tylko Pani dziecka”-i płacz, moment w życiu o którym marzy każda kobieta…”ma Pani dwa krwiaki, ciąża jest zagrożona”-i płacz, Jakto, dlaczego ja….tak na to czekałam. Ale Bóg miał inny plan wobec nas i urodziłam zdrowego i pięknego syna, poród bajeczny, bolesny ale szybki, małego awanturnika którego tak nazwano na porodówce bo nie dał mamie spac dwa dni. Wróciliśmy do domu, i depresja….stan którego nie chce pamietać, moje wymarzone macierzyństwo zamieniło sie w horror. Moja głowa została podmieniona, komuś wyszedl mało śmieszny żart ktory kosztował mnie dwa miesiące nienawidzenia siebie i wszystkiego wokół. Łącznie z dzieckiem. Hormony zabiły moje marzenia o cudownym macierzyństwie. Praktycznie brak pokarmu, bąbel wiszący na piersi 24h, płaczący co 5 minut, równie głośno co jego zombie mama. Krew kapiąca z sutków, i tysiąc myśli w głowie, „przecież to nie tak miało wyglądać”. Wyglądałam jak dno samej siebie, dla siebie samej i swojego mężczyzny. Po takim wstepie pytanie „co najlepiej wyszło mi w macierzyństwie” nie musiałoby mieć wcale jakiejkolwiek odpowiedzi. Ale ma….wyszłam z tego z podniesiona głową ja! Matka szczęśliwego dziecka, z pełnymi mlekiem piersiami , z przekonaniem o swojej atrakcyjności i wartości. Z przekonaniem ze mam koło siebie wspierającego mężczyznę bez którego by sie noe udało, i rodzine, wlasnie taką z tych marzeń. Wyszła mi tez fajna mama, a babcia bąbla która powiedziała „wstań i sie Ucałuj, bądź atrakcyjna dla siebie samej a bedzie Ci łatwiej”. I pomyślałabym ze kurczę, po co sie malować jak siedze w domu i gapie sie w pieluchy. A wlasnie ma to sens, jestem matką, najlepsza wersją siebie, 30tką która ma jeszcze 7 kg do zrzucenia, rozstępy na całym brzuchu, i najprzystojniejszy bezzębny efekt mojego macierzyństwa-mojego syna 🙂 atrakcyjna mama to szczęśliwa mama, a szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko 🙂

  • Basia
    11 listopada 2017 at 11:50

    Najbardziej dumna jestem ze swoich piersi 🙂
    Karmię córcię już 20 miesięcy i jeszcze pewnie trochę to potrwa. Po drodze nie miałyśmy w temcie karmienia żadnych większych trudności, obyło się bez zastojów, zapaleń itp. (tfu, tfu, tfu!).
    Urodziłam przez cesarskie cięcie, co według wielu otaczających mnie ludzi stawiało mnie już na starcie na przegranej pozycji. Ale najbardziej zadziwia świat to, jak to wszystko możliwe przy moich wymiarach – małych (przed ciążą oczywiście) piersiach i w ogóle mnie całej. Ważę bowiem okrągłe 40 kg (przed ciążą i od 3 miesięcy po porodzie). Później już dość często zamiast czarnych wizji na temat mojego karmienia, słyszałam zachwyty (taka mała, a tak potrafi dziecko wykarmić!). Trochę mnie to śmieszy, ale bardziej napawa dumą, bo co jak co, ale moje piersi wywiązują się z tego zadania znakomicie i dobrze mi z tym 🙂

  • Agnieszka
    11 listopada 2017 at 12:04

    …najbardziej w macierzynstwie wychodzi mi to, ze pomimo faktu ze wychowuje corke sama -udaje mi sie to ze po pierwsze daje rade …wszystko ogarniam…. pracuje, wychowuje, corka ma 16 miesiecy -i nadal karmie ja piersia-bo widze ze ona to uwielbia…. ponadto jestesmy szczesliwe-doceniam to co dostalam od zycia i tej radosci ucze mojego dziecka….codziennie odslaniajac okna z radoscia witamy dzien bez wzgledu na to czy pada czy swieci slonce …. oczywiscie jestem czasami zmeczona i mam dosyc …. ale jak tylko przychodzi gorsza chwila przypominam sobie o tym ile szczescia w moje zycie wniosla moja corka …naprawde doceniam wszystko co mam ….tymbardziej ze byl czas kiedy walczylam o zdrowie …byly chwile grozy …ale przezwyciezylam je i teraz wiem ze milosc do mojego dziecka to nieoceniony skarb, ktory daje mi sile i ogromna radosc….

  • Dumna mama A
    11 listopada 2017 at 12:16

    W 27tyg. ciąży trafiłam do szpitala w obcym kraju. Walczyłam o utrzymanie ciąży do końca czyli do 34tyg. Synek urodził się zdrowy ale musiał zostać w szpitalu przez 3 tyg. Codziennie musiałam przychodzić do szpitala( nie mogłam z nim zostać w szpitalu) i uczyć go jeść. Syn nie umiał jeszcze ssać a ja musiałam odciągać mleko. Bardzo opornie nam to szło, pielęgniarki podawały mu mm kiedy mnie nie było bo mojego mleka brakowało. Jak już nauczył się ssać to pojawił się problem brodawek, wmówiono mi że mam małe sutki i podali silikonowe nakładki. W domu karmiłam go przez silikon a potem dawałam mm , tak mi kazali w szpitalu robic a ja głupia się słuchałam :/ po miesiącu się wzięłam za siebie i przesiedziałam 4 dni od rana do nocy i trzymałam syna przy cycu bez silikonu aż nauczył się jeść i tym też sposobem rozruszył piersi i mleko popłynęło… I tak o to 8 miesięcy karmię syna tylko cycem a resztę wyrzuciłam! Jestem dumna z tego co zrobiłam bo mówili mi że się nie uda, że jak już je z butli to cyca odstawi , że potrzebny jest silikon… A jednak nie ! Ha… Jestem silna i mój syn mimo że wcześniak też jest bardzo silny 🙂 właściwie to jestem dumna z całej naszej trójki bo mąż bardzo mnie wspiera w tym co robię i każdego dnia mówi mi, że podziwia za to co robię.

  • Beata
    11 listopada 2017 at 12:17

    Co mi wyszło najlepiej …. czasem wydaje mi się ze chyba nic bo czasem nie mam sił, czasem za szybko tracę cierpliwość i czasem zwyczajnie mi sie nie chce. Czasem mam wrazenie, ze za malo czasu poswiecam moim chłopakom ….. a jednak oni chyba czują inaczej bo skoro słyszę co dzien że mnie kochają, skoro przychodzą, przytulaja sie i daja buziaki to to znaczy ze w ich oczach jestem dla nich najlepszą mamą na świecie. Nie idealną z reklamy, ale taka ich prawdziwą z uczuciami i jestem z tego dumna. Daje rade laczyc prace, karmienie, spedzanie czasu razem. I jak w ten sposob spojrze na sytuację to mam poczucie ze Macierzynstwo mi wyszło … wyszlo mi bycie szczęśliwą, spelnioną kobieta – matką, żoną i kochanką.

  • Magda
    11 listopada 2017 at 12:24

    Wszystkie doświadczamy niesamowitej miłości i umiejętności dokonywania rzeczy wcześniej uważanych za niemożliwe w obliczu macierzyństwa. Moim sukcesem jest przezwyciężenie trudów związanych z laktacją w pierwszych 3 miesiącach. Były momenty kiedy wsztscy odradzali mi karmienie naturalne , a mimo to udało się przetrwać najtrudniejsze..
    Ale moim tryumfem jest przede wszystkim przezwyciężanie każdego dnia trudu jakim jest bycie kobietą zdradzoną i zdradzaną. Moim wyborem jest bycie przy mężu pomimo niezależności od niego. Widzę jak nasze najukochańsze 10miesięczne dziecko tego potrzebuje. Z dnia na dzien coraz bardziej. Jak bardzo jest szczęśliwe mając nas oboje. Walczę o każdą chwilę wspólną. Moją, mojego męża i córeczki . Gdyby nie macierzyństwo, byłabym dziś w innym punkcie. Być może daleko od męża ( mentalnie), a ta mała istota pozwala mi kochać nadal. Pomimo w wbrew… i moze nawet bardziej niz wcześniej. Takiej siły nie byłoby w stanie dać mi nic innego oprócz macierzyństwa. Jestem tego pewna.

  • magdalena
    11 listopada 2017 at 12:31

    Przede wszystko zmieniło sir wszystko. Mojr życie bez dzieci to całkiem był inny świat. Kiedys byłam pewna, zr nigdy nie będę mama, ze nie powinnam być bo nie potrafię kochać. Że sama mam takie braki ,wiec jak jeszcze dawać miłość. Dzisiaj córeczka konczy 2i poł roku, a synek 5miesiecy. Zmienili mnie. Właśnie mnie. Jestem innym człowiekiem, lepszym, otwartym nie skoncentrowanym tak na sobie. Dzieci czynią mnie dobrą, czynią mnie piękniejszy człowiekiem. Nie uważam sir za dóbr mamę ale dziwki byciu nią mogę nauczyć się kochać właściwie nie tylko innym ale i siebie. Została mi dana szansa na przeżycie pięknego życia. Nigdy nie czułam sie tak szczęśliwa jak wtedy gdy najukochańsi sa blisko, a ja poprostu jestem z nimi.

  • Ania
    11 listopada 2017 at 12:52

    Co najlepiej mi wyszlo w macierzyństwie. Pomoge tu sobie opowiescia 😉 Ostatnio spotkałam kolegę z liceum. Prawie 10 lat sie nie widzieliśmy. On pochwalił sie ze sie zaręczył, ja ze urodziłam drugiego syna i generalnie wymienialiśmy sie wrażeniami życiowymi. On usmiechnal sie i powiedzial: „Fajnie opowiadasz o swoim macierzyństwie, wydaje się być takie fajne i przyjemne! Dopiero urodzilas drugie dziecko a wyglądasz jakbyś dalej chodzila do liceum- nic się nie zmienilas” 😊 No i o to właśnie chodzi. Ode mnie raczej nie usłyszysz biadolenia, rozczarowań czy w ogóle jakichś negatywnych rzeczy. To mi wyszlo najlepiej! Mimo ze w nocy Szymuś je np co 1,5h, mimo ze Jasiu ma trudny okres i sie buntuje okropnie. Mimo ze czasem nie mam jak zjeść śniadania albo zrobić sobie paznokci. Ja jestem szczęśliwa i tak zaprogramował sie mój mozg! Szukac pozytywów, szukac radości (wcale nie malych). No bo moze niewygodnie jest po raz enty budzic w nocy. Ale Mlody na widok cycusia zaczyna się uśmiechać i majgac nogami. Starszy pokloci sie o wszystko ale zaraz przyjdzie i powie: Mamusiu kocham Cie! Psieplasiam Cie! Jezu jak ja ich kocham. Poplakalam sie wiec chyba juz wystarczy tego pisania 😄 pozdrawiam wszystkie pozytywne i szczęśliwe mamy!!!!

  • Beata
    11 listopada 2017 at 15:40

    Poczułam się świetna mamą, kiedy mój mały chłopiec, który ma niecałe dwa lata przybiegł, chciał żebym wzięła go na ręce, przytulił się i wyszeptał na ucho kocham. Poczułam ogromną radość i wzruszenie kiedy Mikołaj zrobił to samo, co ja robię każdego dnia. Wiedziałam że bliskość i ciepło które dostaje zarówno ode mnie, jak i od taty będzie potęgowało przez całe życie.

  • Beata
    11 listopada 2017 at 15:42

    Poczułam się świetna mamą, kiedy mój mały chłopiec, który ma niecałe dwa lata przybiegł, chciał żebym wzięła go na ręce, przytulił się i wyszeptał na ucho kocham. Poczułam ogromną radość i wzruszenie kiedy Mikołaj zrobił to samo, co ja robię każdego dnia. Wiedziałam że bliskość i ciepło które dostaje zarówno ode mnie, jak i od taty będzie potęgowało przez całe życie.

  • Ania
    11 listopada 2017 at 16:49

    kocham dzieci. od dawna chcialam juz je miec ale nie trafialam na dobrych partnerow.. lata lecialy a ja sie zastanawialam kiedy przyjdzie na mnie kolej. na szczescie poznalam faceta o ktorego zawalczylam i dosc szybko stwierdzilismy ze chcemy miec malenstwo. maz marzyl o synku, ja w sumie tez. ciaza. okazalo sie ze syn. porod. bol. lzy szczescia. 3 dzien w szpitalu a u synka wykryli wade serduszka. i wtedy zawalilo mi sie wszystko. brak slow na opisanie. transport do innego szpitala. placz i nerwy. nie moglam byc z malenstwem caly czas bo bardzo zle sie czulam po cesarce wiec codziennie jezdzilismy po 130 km zeby kilka godzin posiedziec z ta bezbronna kruszynka podlaczona do tych urzadzen. niedlugo potem wyszlismy troche uspokojeni i z diagnoza nie zagrazajaca zyciu. „z tym sie zyje”. nie mialam czasu na baby blues czy inne mysli o tym czy kocham to dziecko. bo przechodzac to na poczatku swojej drogi jako matka dostalam wielkiego kopa. mimo tego ze mialam przerwe w karmieniu i dzialal tylko laktator to robilam wszystko abym dala synkowi wszystko co najlepszego moglam dac. ciezka to byla przeprawa. ale 9 miesiecy z moim malenstwem uswiadomilo mi jak wiele my kobiety mamy sily. tylko trzeba ja z siebie wydobyc. to wlasnie, ta determinacja i sila sprawiaja ze czuje sie swietna mama!

  • Gosia
    11 listopada 2017 at 17:24

    Najlepiej wyszło mi angażowanie Męża w opiekę nad Naszą Córeczką. Od początku każde z Nas mówi „Nasza” a nie moja, co ma dla mnie wielką wartość. Karmię piersią, ale mam też przestrzeń dla siebie. Mąż w pełni ufa mojej intuicji i wiedzy. Przy czym od początku był angazowany. Zapraszałam Go do noszenia Maleńkiej, kupy są prezentem dla Tatusia, zwiedzają razem dom, poza tym Mąż robi zakupy, dba o pokarm dla karmiącej Mamy (z listą i konsultacją :-)), często karmię Córeczkę i zmykam pod długi prysznic, a Tatuś lula do snu. Najcenniejsze jest dla mnie to, że jesteśmy Rodziną w pełni i Dzieciątko jest wspólnym Dzieciątkiem. Ach, jeszcze jedno, sygnalizuję jasno swoje zmęczenie i Tato wtedy przejmuje Córeczkę. Nasz Skarb ma lekko ponad miesiąc, a my czujemy, że coraz lepiej Nam idzie. Jak to powiedział Mąż: Jesteśmy kochającą się, zgraną Rodziną. Mimo podkrążonych oczu i standardowych wyzwań macierzyństwa jest Cudnie.

  • martyna
    11 listopada 2017 at 19:42

    Nie wiem co mi najlepiej wyszło, wiem, ze praktycznie większość spraw mnie zaskoczyła i najbardziej zaskoczylam siebie samą. Mialam plan, że bede karmic córkę pol roku maks do roku, jak dam radę, karmie 14 miesiac i konca nie widac, miała spac sama w łóżeczku a po pol roku sama w pokoju a spi od 4 miesiacs ze mną , po roku mialsm.isc do pracy a córka do żłobka a na razie jestem z nia w domu i do zlobka wiem ze nie chce jej oddawać. Wszystko się zmieniło z przyjsciem na swiat tej małej istoty a najbardziej chyba ja sama. Czasem zastanawiam się czy cokolwiek mi wychodzi w tym macierzyństwie ale skoro mam zdrową pogidna radosną pełną energii i cudownie rozwijajaca się córkę to chyba mi jednak wychodzi. Oczywiście z pomocą innych:)

  • Ania
    11 listopada 2017 at 19:59

    Napiszę trochę banalnie: bo moje córki wyszły mi najlepiej. Kiedy patrzę na nie, jak rośnie i owocuje moja ciężka praca: godzenie pracy na etacie z obowiązkami domowymi, pracą i szkołą męża, własną firmą, to po prostu jestem dumna. Przy dzieciach z małą różnicą wieku (20 miesięcy), nieprzespaną ani jedną całą nocą od prawie 4 lat, wiele rzeczy można uznać za sukces w macierzyństwie. Ale dążąc do sedna: relacja moich córek, troska starszej o młodszą, dzielenie się każdą drobną rzeczą młodszej ze starszą, bronienie słabszych dzieci, opieka nad młodszymi – to skarb. A więc ta część wychowania zdecydowanie wychodzi mi najlepiej…

  • Karolina
    11 listopada 2017 at 20:35

    Co wyszło mi najlepiej? Nic, nie generalizuję, bo to nic nie da. Jestem najlepszą mamą, jaką może mieć moja córka i daje jej od siebie 100% zaangażowania, a reszta sama się uklada. Każdego dnia uczymy się siebie coraz bardziej i jesteśmy coraz szczęśliwsze 😀

  • Magda
    11 listopada 2017 at 20:54

    Macierzyństwo od początku było dla mnie „trudne”. Baby blue, rozłąka z partnerem z powodu jego pracy i wewnętrzne poczucie że muszę być najlepsza mnie dobijało. Nie potrafiłam prosić o pomoc bo byłam przekonana że jak o nią poproszę to okaże swoją słabość i to, że sobie nie radze. Widziałam siebie jako najgorszą matkę na świecie. I wtedy pojawiła się moja Mama. Ona nie pytała czy pomoc, tylko to robiła, ona nauczyła mnie miłości do mojej córki. Pokazała mi, że nie liczy się zrobienie obiadu, porządek w razie jakby ktoś przyszedł w odwiedziny – pokazała mi, że liczę się ja i moje dziecko, bliskość między nami. I nagle z dnia na dzień wszystko stawało się coraz łatwiejsze, dzięki sile jaka dawała mi Mama i jaka zaczynałam sama w sobie odkrywać udało mi się zawalczyć o karmienie. I tak kończy się 13 miesiąc naszej drogi mlecznej i końca nie widać. Mama sprawiła, że patrząc na moje spokojnie śpiące dziecko ja po ciężkich nocach nie czułam się zmęczona, bezradna, ale czułam się spełniona, a gdy mąż zmienił pracę i zobaczył jak wyglądają początki z noworodkiem, powiedział że jest ze mnie dumny, że jestem najlepsza marka dla jego dziecka:) moja pewnośc siebie wzrosła niesamowicie, i ciągle rośnie! Jak widzę jak moja córka się cudownie rozwija, jak widzę jak jest szczęśliwa – w Macierzynstwie wyszło mi po prostu i az bycie mama. I z karmienia jestem dumna, mimo że czasami jak -nasty raz wstaje w nocy to już sił brak, bo co chwilę słyszałam że i tak nie wykarmie i lepiej dac butelkę.
    A moja mama pokazała mi, że Macierzynsto nie kończy się w dniu 18 urodzin dziecka, że Matka jest potrzebna noworodkowi, niemowlęciu ale i dorosłej kobiecie, swojej córce która staje się Matka i czuje się zagubiona.
    Miłość mojej mamy i miłość mojej córki sprawiły że czuje się piękna kobieta, mimo worow pod oczami i ciała nie pasującego do dzisiejszego kanonu piękna, czuje się szczęśliwa, wiem że jestem cudowna mama, nie muszę być już najlepsza, bo dla mojej córki już najlepsza jestem:)

  • Monika
    11 listopada 2017 at 21:39

    Kiedy moja niespełna 3 letnia córeczka przychodzi rano do mnie do łóżka gdzie śpię razem z 4 miesięczną córeczką , mówi do niej „cześć Nineczko” i daje jej buziaka to wiem, że zrobiłam coś wyjątkowego – moje dzieciaczki kochają się nawzajem.

  • Monika
    11 listopada 2017 at 21:49

    U mnie było troszkę z tym macierzyństwem na początku ciężko. Mój parter był przy porodzie,to fakt,tak samo jak to, że jego obecność bardzo mi wtedy pomogła,lecz dokładnie 10 dni od narodzin musiał wyjechać (decyzja nas obojga ) i byłam wtedy samotnie wychowującą mamą tak przez nastepne 3 miesiące. Było ciężko, ale daliśmy z synkiem radę. A co do porodu.. Samo przeżycie to coś pięknego. Coś,do czego nie da się tego porównać. Wtedy poczułam, że wszystko się zmieniło na nowe, lepsze. Byłam bardzo szczęśliwa! Cudownie było poczuć się mamą! Lecz 3 doby po porodzie okazało się, że nasz Nikoś jest chory, a w szpitalu nie do końca wiedzą co mu tak naprawdę dolega. Z każdą dobą, godziną, sekundą spędzoną w szpitalu, z każdym wkłuciem w malutkie ciałko mojego synka, moje serce pękało. Ale nie dawałam tego po sobie poznać. Musiałam być twarda, jasno myśleć i być spokojna, ponieważ wiem ,że moje dziecko nie powinno czuć mojego lęku, bo mam być dla niego podporą w tym ciężkim momencie, a chcąc karmić piersią muszę próbować właśnie na tym się skupić. I wyobraźcie sobie,że mi się udało. Okazało się, nie wiem czy wypada tak napisać,ale na szczęście to było „tylko” nadciśnienie płucne i szybko je wyleczyliśmy, a ja jestem mamą już cztero-miesięcznego Nikosia, którego karmię piersią i dalej zamierzam to robić. Choć przyznam, że ze stresu z tą moją laktacją było ciężko. I przechodząc przez te wydarzenie, pokonując swoje lęki i usiłując sprostać przeciwnością, poczułam się spełniona mamą! Poczułam, że dla mojego dziecka mogę wszystko i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych! A co najlepiej wychodzi mi w macierzyństwie? WSZYSTKO! Jestem mamą na 100%, daje z siebie wszystko i daje radę, dla mnie to jest zupełnie wystarczające. Do tej pory nikomu o tym nie mówiłam, nie powiedziałam co wtedy czułam, więc fajnie jest się tutaj tym z Wami podzielić:)

  • Małgorzata
    11 listopada 2017 at 22:42

    Kiedy 5 lat temu urodziłam nasze pierwsze dziecko, usłyszałam od męża: „już nigdy ci nie uwierzę, jak powiesz, że nie dasz sobie rady”. Ten poród i te słowa ” urodziły mnie” – o wiele, wiele silniejszą. Potem pojawiły się nasze drugie i trzecie dziecko… I dobrze to wiem – dam sobie radę – nie ma innego wyjścia. I tak: jestem świetną mamą – choć mamą nieidealną. Nie wszystko jest tak, jak to sobie zaplanuję, a jednak wszystko jest jak należy.

  • Ola
    11 listopada 2017 at 23:42

    Dawno , dawno temu marzyłam o tym, zeby pokierowac zyciem tak , aby móc występować na scenie, a jak nie to plan B: będę miec super rodzinę. Dziś plan B stał się planem A i wiecie co ? Śmiało mogę powiedzieć, ze moje marzenie sie spelnilo.
    Macierzyństwo przyprawialo mnie jednak o dreszcz będąc jeszcze w ciąży .. wydawalo mi sie, ze nie dam rady. Jak na swiecie pojawila nasza sie córeczka , mialam początkowo wrazenie , ze nie mogę wyjść z haosu własnych mysli i działań. Ukojenie znalazlam w słowach męża: ” wiesz co.Kochanie, ale Ty sobie swietnie radzisz z Małą,. Masz taki spokoj przy niej, wiesz co robic..”

  • Natalia
    12 listopada 2017 at 00:43

    Swoja przygode z macierzynstwem zaczelam 5 miesiecy temu. Bedac w ciazy nie moglam doczekac sie swojego cudu, bylam bardzo szczesliwa wrecz chcialam chwalic sie calemu swiatu ze oto ja NATALIA bede mama!!! Niestety po porodzie przezylam baby blues, nie to ze nie kochalam tej malej kruszynki bo tego nic nie bylo w stanie mi zabrac tylko wpadlam w panike, ze sobie nie poradze, pamietam jak mala dostala katar 3 tyg po porodzie, a ja z przerazeniem w oczach wylam bo nie widzialam jak jej pomoc, co zrobic zeby jej ulzyc, ach takich sytuacji na poczatku bylo wiele. Teraz z perspektywy tych 5 miesiecy widze ze to JA, MAMA, potrafie obronic moje SZCZESCIE przed wszelkimi smutkami, za pomoca cieplego ramienia, ze to JA potrafie rozsmieszyc JĄ za pomoca rozczochranych wlosow, ze to JA potrafie uspac JĄ za pomoca cieplego cyca albo tanca przy piosenkach Ed’a Sheeran’a 😊. W koncu ze to ja MAMA otwieram rano oczy i patrze w najpiekniejsze oczy swiata, smiejące sie do mnie, mowiace: Czuje sie bezpiecznie MAMO. Jestem spelniona….

  • Aleksandra
    12 listopada 2017 at 01:15

    Wyłączne karmienie mojej drugiej córki już 3 miesiąc.. Po tym jak 17 miesięcy temu dałam sobie wmówić, że mam za mało mleka, że nie umiem, że się nie najada bo mleko jest „chude”. Po pierwszej mlecznej porażce, którą odczuwam do dziś, niby nic – bycie jedyną zywicielką bez wspomagaczy mojego drugiego dziecka, tak.. To sprawia że czuję w sobie super moc 🙂

  • Edyta
    12 listopada 2017 at 09:15

    W moim macierzyństwie najlepiej wyszło mi to, że zostałam mamą. I po prostu nią jestem – może nie idealną, może popełniającą błędy, ale JESTEM MAMĄ. Mamą, którą nigdy miałam nie być…
    Przynajmniej tak twierdzili lekarze. Przeszłam długą drogę do macierzyństwa – diagnostykę, jeżdżenie po kilkaset kilometrów do kliniki, kilka terapii hormonalnych, hiperstymulacje jajników. Ten cel uświęcił wszystkie środki – na świecie pojawił się nowy człowiek, który najlepiej mi wyszedł – dosłownie i w przenośni 🙂

  • Anna
    12 listopada 2017 at 12:44

    Najlepiej w macierzyństwie wyszedł mi uśmiech mojego dziecka. I czuję się świetną mamą za każdym razem gdy widzę go na twarzy mojego syna. Po prostu jego uśmiech. Nie ważne czy przed chwilą któreś z nas płakało czy marudziło. Jego uśmiech jest nagrodą samą w sobie za wszystko. Walczyliśmy o pierwszy oddech, walczyliśmy o zdrowie, walczyliśmy o karmienie. Minęło 17 miesięcy. I gdy widzę ten uśmiech to wiem,że wygraliśmy. Gdy widzę te roześmiane oczy wiem,że zrobiłam wszystko najlepiej jak potrafiłam. To czyni mnie świetną mamą i sprawia,że ja też się uśmiecham.

  • Natalia
    12 listopada 2017 at 16:21

    Kiedy w mojej głowie obudziła się myśl o dziecku nie byłam świadoma co znaczy zostać matką. Wszystko wydawało się proste. Chcąc zostać matką myślałam tylko o słodkich ubraniach w roz 50, słodkich uśmiechach maluszka, a myśli przepełnione były czułością i tęsknota za mała istotą poczęta z nas obojga. Będąc w drugiej ciazy, bo pierwszej niesetety nie było mi donosić dłużej niz 10 tydz byłam bardzo ostrożna, zrezygnowałam z pracy i skupiłam się tylko na fasolce. Glaskalam, puszczałam Mozarta i słuchałam bicia serduszka. Nie planowałam niczego po urodzeniu liczyłam na instynkt macierzyński który mnie nie zawiodl. Do dnia porodu nie miałam w planach sposobu karmienia. Dopiero po samym porodzie postanowiłam że dziecko będzie karmione naturalnie. Po trzech dniach w szpitalu wykończona porodem z płacząca wciąż córeczka toczyłam walkę o rozkręcenie laktacji mimo obolałych piersi. Po trzech dniach przelerzanych z córką w łóżku obudziłam się rano zalana mlekiem. Do tej pory karmię córeczkę która teraz ma 1.5 roku i to jest mój największy sukces mimo tego że inni wokół mnie mieli inne podejście do kp ja się nie poddałam i teraz wszyscy z rodziny i znajomych wiedzą że jestem promotorem karmienia naturalnego. Jestem z siebie bardzo dumna.

  • Klaudia
    12 listopada 2017 at 17:20

    Poczucie, że jestem świetną mamą pojawiło się już w ciąży, kiedy dotarło do mnie, że nic nie muszę, a chcę. Któregoś dnia poród naturalny przestał nagle jawić się jako koszmar i przestał się śnić, karmienie piersią okazało się jedną z najpiękniejszych przygód jakie przyniosło mi macierzyństwo mimo, że planem było karmić pół roku – dziś zamiast tego jest świadomość, że będzie to znacznie dłużej. Wielokrotnie przekraczałam granice fizycznego zmęczenia, kiedy wydawało mi się, że już dłużej nie dam rady, tak samo wiele razy załatwiałam od ręki sprawy, które normalnie wydawałyby mi się problemami nie do rozwiązania. Wszystko przychodziło naturalnie tylko dlatego, że dałam sobie czas i nie pozwolilam narzucić presji. Dlatego w macierzyństwie zdecydowanie najlepiej wyszła mi moja córka 😉 Córka, która byla najlepszą rzeczą jaką mogłam zrobić dla siebie jako kobieta. Po chaosie jakim byla wiadomość o ciąży i po narodzinach dziecka, nastąpił spokój, wraz z którym przyszło zaufanie do wlasnej intuicji, pewność siebie, świadomość swojego ciała i wiara w to, że dam radę 😉 Te drobne rzeczy z poczuciem, że to wszystko powinno być i JEST przyjemnością, pozwalają mi być najlepszą wersją siebie i panować nad tym, co kiedyś było nie do opanowania 😉

  • Anka
    12 listopada 2017 at 23:37

    Jest ich dwóch 3+ i 1+, chciałam bardzo by zaistnieli w moim życiu, a oni weszli w nie brutalnie z krzykiem i z żądaniami. Wykończyli mnie psychicznie i fizycznie, doprowadzali do płaczu że złości i bezsilności, wyssali do ostatniej kropli, obsiurali, opluwali i jeszcze bezkarnie się z tego zasmiewali. Stworzyli mnie na nowo. Stworzyli Kobietę silniejszą, odważniejszą, kreatywniejsza, kochająca bezwarunkowo. Za odkrycie mnie nowej jestem im wdzięczna. Ja Matka!

  • Katarzyna L.
    13 listopada 2017 at 09:44

    Najbardziej jestem dumna z tego, że nauczyłam się (w końcu!) odpuszczać. Już nie robię problemu z ubrudzonej kurtki (przecież nie muszę prać w rzece), dłuższego pobytu na placu zabaw (mam chwilę na czytanie książek) czy zbyt wolnego samodzielnego ubierania (bo na dłuższą metę to i tak jest szybciej).
    Widzę, że moje dziecko jest szczęśliwe, lepiej się rozwija niż wtedy kiedy ciągle zwracałam jej uwagę. Widzę jej radość, mam więcej cierpliwości i wiem, że jestem dobrą mamą. Ba, jestem najlepszą mamą dla swojego dziecka.

  • Klaudia
    13 listopada 2017 at 13:50

    Poczucie, że jestem świetną mamą pojawiło się już w ciąży, kiedy dotarło do mnie, że nic nie muszę, a chcę. Któregoś dnia poród naturalny przestał nagle jawić się jako koszmar i przestał się śnić, karmienie piersią okazało się jedną z najpiękniejszych przygód jakie przyniosło mi macierzyństwo mimo, że planem było karmić pół roku – dziś zamiast tego jest świadomość, że będzie to znacznie dłużej. Wielokrotnie przekraczałam granice fizycznego zmęczenia, kiedy wydawało mi się, że już dłużej nie dam rady, tak samo wiele razy załatwiałam od ręki sprawy, które normalnie wydawałyby mi się problemami nie do rozwiązania. Wielokrotnie mierzylam się z niewiedzą nawet pozornie wykwalifikowanego otoczenia. Mialam na to siłę, dlatego że nie brałam pod uwagę tego co ‚trzeba’. Wszystko przychodziło naturalnie tylko dlatego, że dałam sobie czas i nie pozwolilam narzucić presji. Dlatego w macierzyństwie zdecydowanie najlepiej wyszła mi moja córka 😉 Córka, która byla najlepszą rzeczą jaką mogłam zrobić dla siebie jako kobieta. Po chaosie jakim byla wiadomość o ciąży i po narodzinach dziecka, nastąpił spokój, wraz z którym przyszło zaufanie do własnej intuicji, pewność siebie, świadomość swojego ciała i wiara w to, że dam radę 😉 Te drobne rzeczy z poczuciem, że to wszystko powinno być i JEST przyjemnością, pozwalają mi być najlepszą wersją siebie i panować nad tym, co kiedyś było nie do opanowania 😉

  • Milena
    13 listopada 2017 at 20:45

    Co mi najlepiej wyszło? Moja metamorfoza i narodziny matki 😊. Aż wstyd się przyznać jakie wizje rodzicielstwa zamieszkiwały w mojej głowie! Dziecko ma być posłuszne! Głosu (podobnie jak ryba) mieć nie będzie! A patrząc na niesforne dzieci znajomych – nóż się w kieszeni otwierał – ja będę bić i patrzeć jak puchnie! Naprawdę wstyd mi teraz za te myśli… No, ale jakoś to się tak trafiło na wartościowe treści w internecie, ziarnko rodzicielstwa bliskości trafiło na podatny grunt i poprzestawiało się w głowie. Równy rok temu dokonało się! Oprócz córeczki, narodziła się „nowa Ja” – Matka. Teraz to chyba najbardziej bliskościowa mama w okolicy 😁. Macierzyństwo to najwspanialsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Baaardzo się cieszę, że troszkę czasu poświęciłam na przeczytanie tego i owego, bo nie wiem czy bez tego byłabym tym kim jestem teraz. I chociaż jestem totalnie nierozumiana przez bliskich („dalszych” również), to mam ogromną satysfakcję z tego co robię i nie mam zamiaru już niczego zmieniać. Chyba, że liczbę pociech 😉

  • Agata
    13 listopada 2017 at 21:01

    Przezwyciężenie lęku o spadki cukru i mimo cukrzycy typu 1 karmienie piersią (już prawie rok) jest tym, co sprawiło że poczułam i nadal czuję się świetną mamą!

  • Kasia
    13 listopada 2017 at 21:02

    Mimo wszystkich wzlotów i upadków podczas macierzyństwa to najlepiej wyszło mi wychowanie 16 miesięcznego wiecznie uśmiechniętego dziecka. 16-ście ostatnich miesięcy moje życie jak wielu z nas obróciło sie o 180 stopni i mimo wszystko kocham ta moja „mała” zmianę, ktora daje mi buziaki o poranku i wita uśmiechnięta buzia machając z łóżeczka. Kocham te wołanie mamoooo – odpowiadając co słyszę ko ko ko… chwilo trwaj !

skomentuj

Gdzie będę niebawem

  1. Warszawa | Świętuj z nami 1. urodziny milk & love!

    Listopad 22 @ 11:00 - 15:00
  2. Warszawa | karmienie piersią od A do Z

    Listopad 24 @ 10:00 - 12:00
  3. Warszawa | Odstawienie od piersi

    Listopad 24 @ 12:30 - 14:30
  4. Lublin | Dzień Bobasa 27-11-17

    Listopad 27 @ 10:00 - 15:00
  5. Bielsko-Biała | Karmienie od A do Z / Odstawienie od piersi

    Grudzień 13 - Grudzień 14

Pobierz darmowy e-book