A może karmienie piersią nie jest dla ciebie?


 

Wiele mam decyduje, że nie będzie karmiło piersią. Ja to rozumiem. Może nie sprawiam takiego wrażenia, ale rozumiem. Każda kobieta ma prawo do suwerennej decyzji o tym czy podejmie karmienie piersią – jest to jej prawo i nie wymaga niczyjej akceptacji ani zgody.

Przytaczałam już niejednokrotnie stanowisko ONZ w sprawie karmienia piersią i praw człowieka. Dzisiaj przytoczę jeszcze jeden fragment z tego dokumentu1:

However, in cases where a woman cannot breastfeed or is not willing to do so, even after having been duly informed about the benefits of breastfeeding, access to good quality breast milk substitutes should be regulated and affordable.  In addition, in helping women make informed choices about breastfeeding, States and others should be careful not to condemn or judge women who do not want or who cannot breastfeed.

Jednakże, jeżeli kobieta nie może karmić piersią albo nie chce karmić piersią, nawet po uzyskaniu pełnej informacji na temat korzyści z karmienia piersią, dostęp do wysokiej jakości produktów zastępujących mleko kobiece, w przystępnej cenie powinien być uregulowany. Ponadto, pomagając kobietom podejmować świadome wybory dotyczące karmienia piersią, Państwa oraz pozostałe osoby powinny być ostrożne i nie potępiać ani nie oceniać kobiet, które karmić piersią nie chcą.

I nawet kodeks WHO w swojej podstawie miał chronić nie tylko karmienie piersią i matki karmiące piersią, ale miał też zapewniać ochronę dla dzieci karmionych sztucznie i pełną, bezstronną informację dla rodziców, którzy nie chcą żeby ich dziecko było karmione naturalnie.

Więc akceptując to, że prawem człowieka – matki i dziecka jest karmienia piersią, musimy zaakceptować, też fakt, że prawem matki jest nie chcieć i nie karmić piersią. I nie ma co do tego żadnej dyskusji.

Więc może, tak się składa, że karmienie piersią nie jest dla ciebie. Może tego nie chcesz, z takiego czy innego powodu, którego nawet najbliżsi ci ludzie nie muszą znać, ani wymagać od ciebie tego, żebyś się ze swojej decyzji tłumaczyła.

A może nie jesteś jeszcze przekonana, czy chcesz, czy nie chcesz karmić piersią. Może nie wiesz czy ci się to uda, a może sama wizja karmienia dziecka piersią cię przeraża lub odpycha. Rozumiem. Sama chciałam karmić moje dziecko tylko pół roku a potem karmić go butelką. Mogę też zdradzić, w tajemnicy, że nigdy przed moim synem nie lubiłam, ani nie rozumiałam ani dzieci, ani karmienia piersią, ani tego całego cyrku rodzicielskiego.

Pozwól, że zachęcę cię więc dzisiaj tylko do kilku rzeczy, a ja postaram się pamiętać, pisząc ten tekst, żeby nie być natarczywa ani oceniająca. Może się nam uda 😉

To zacznijmy od porodu.

Może z jakiegoś powodu nie chcesz przystawiać dziecka do piersi. Masz swoje wyobrażenia o tym jak to jest i podjęłaś taką a nie inną decyzję.

Po porodzie laktacja kierowana jest hormonami – pojawienie się siary i nawał jest powodowany fizjologią ciąży, porodu i laktacji. Chciałabym zachęcić ciebie, nawet jak będziesz od samego początku podawała dziecku mieszankę, żebyś spróbowała podać dziecku siarę. Siara to taka bomba ciał odpornościowych, składników odżywczych, mikro i makro elementów, która ułatwia dziecku pozbycie się smółki i zapewnia dziecku immunologiczną ochronę na start. Jest jej bardzo mało – nie musisz przystawiać dziecka do piersi, żeby ją podać jeżeli nie chcesz (chociaż może spróbujesz). Wystarczy, że odciągniesz, najlepiej dłonią, żeby jej nie tracić, nieco siary i zbierzesz z brodawki do strzykawki, którą możesz dostać od położnej, a potem z tej strzykawki podacie ją dziecku. Siara jest dla dzieci ważna, bo daje im pierwszą kolonizację układu pokarmowego dobrymi bakteriami z mleka matki, a UNICEF nazywa ją pierwszą szczepionką dla dziecka. I naprawdę, na tym możesz skończyć jeżeli nie chcesz podawać dziecku swojego mleka.

A może chciałabyś podawać swoje mleko, ale nie chcesz przystawiać dziecka do piersi?

Możesz odciągać pokarm do butelki. Nie musisz tego robić długo, ale może to będzie dla ciebie rozwiązaniem, które przynajmniej na jakiś czas będzie dla was dobre i wystarczające.

W kilka dni po porodzie pojawia się nawał. Wiele kobiet doświadcza go nawet jeżeli nie karmi dziecka. Możesz wtedy usłyszeć, że trzeba ściśle obwiązać piersi żeby zatrzymać laktację. Jest to sposób przestarzały i nic dobrego z tego nie wynika, możesz sobie uszkodzić gruczoły w piersi, spowodować zastój, stan zapalny, nagłe zmiany estetyczne w piersiach. Odciągnij tylko tyle mleka, żeby poczuć ulgę – nie więcej (to mleko możesz podać dziecku). Piersi, do których nie będziesz przystawiała dziecka powoli zakończą produkcję. Może myślisz, że jeżeli nie karmisz piersią, to spotkanie z doradcą czy konsultantem w szpitalu nie jest ci potrzebne. Warto jednak spotkać się ze specjalistą, bo doradcy nie tylko pomagają karmić piersią, ale też pomagają dobrze i bezpiecznie to karmienie piersią zakończyć.

Wybierasz mleko?

Mimo, że w Internecie znajdziesz milion stron o tym jak wybrać mleko modyfikowane dla dziecka, to ja jednak radzę porozmawiać na ten temat ze specjalistą lub z doradcą laktacyjnym. Mleka modyfikowane w dużym uproszczeniu, są do siebie bardzo podobne. Ich skład jest regulowany prawnie, a składniki w mleku sztucznym są w nim obecne w ramach pewnej obowiązkowej normy. Nie ma jednego najlepszego dla wszystkich dzieci mleka modyfikowanego. Każde dziecko jest inne i inaczej będzie reagować na różne mleka i dlatego warto pogadać o tym już w ciąży albo z pediatrą, albo z… doradcą laktacyjnym. Dobry specjalista będzie wiedział jakie są na rynku produkty i czym się różnią. Nie będzie namawiał cię na jeden „najlepszy pod słońcem” rodzaj mleka, tylko spojrzy na was indywidualnie – na wasze potrzeby, ale i będzie te potrzeby i zdrowie twojego dziecka systematycznie kontrolować i ewaluować. Czyli po prostu będzie patrzeć jak służy wam dane mleko i sprawdzać czy nie trzeba go zmienić na inne.

Doradcy, Konsultanci i Promotorzy karmienia piersią muszą kierować się decyzją poszanowania decyzji i wyborów matek, które do nich przychodzą. Dobra konsultantka nie wejdzie ci na głowę i nie poczujesz się oceniona czy zbesztana.

A, po czasie może zmienisz zdanie?

Może przyjdzie ci do głowy taka myśl, po jakimś czasie, że może jednak to karmienie piersią to jest coś czego warto spróbować? Może nawet zdecydujesz się na to żeby o tym komuś powiedzieć. A czasem zostanie to tylko w twojej głowie. Wiedz że, możliwy jest proces relakactaji lub karmienia piersią mimo, tego że nie karmiłaś dziecka od początku. Na to czy się uda wpływa wiele czynników:

  • jak wyglądały początki życia dziecka i niekarmienia piersią
  • czy przyjmowałaś leki na szybkie zahamowanie laktacji
  • czy laktacja wyciszała się stopniowo
  • czy karmiłaś tylko chwilę czy w ogóle zaczęłaś
  • czy masz siłę, chęć i przestrzeń na podjęcie próby podawania mleka swojego lub na naukę karmienia piersią

Proces powrotu do karmienia piersią wymaga czasu i nie zawsze się udaje, a czasem udaje się tylko częściowo. Ale nawet to częściowe karmienie piersią jeżeli się na nie zdecydujesz jest warte pracy, pytanie jest tylko takie czy tego chcesz. Jeżeli tak, to dobry Konsultant pomoże ci podjąć próbę i przejść przez ten proces.

A może po prostu się boisz?

Wcale się nie dziwię. Nie dość, że matki traktowane są przez społeczeństwo w sposób niekoniecznie przyjazny, to jeszcze rodzicielstwo samo w sobie może być przerażające. Możemy bać się go i z  całą pewnością możemy bać się o karmienie piersią. Może myślisz, ze i tak ci nie wyjdzie, albo że nie masz na nie siły, albo że nie masz na nie przestrzeni, albo, że będzie ciężko i nie wiesz jak ten cały galimatias informacyjny ogarnąć? Czuję to codziennie bardzo dobrze – wiem o czym myślisz. Ale pamiętaj, że z takim samy prawdopodobieństwem może wyjdzie, może masz siłę, bo macierzyństwo potrafi dodać +500 do siły i staminy, a może dopiero jak pojawi się dziecko to zobaczysz, że nie tylko masz na karmienie przestrzeń ale i to, że ono wcale nie jest takie straszne jak myślisz. To czego się nauczyłam przez te wszystkie szalone lata bycia matką, to fakt że wiem że nic nie wiem dopóki nie przyjdzie na to czas. Trochę jak z innymi rzeczami w życiu. Zmiana – każda – wiąże się z lękiem. Nie jest to lęk abstrakcyjny czy urojony – jest to lęk normalny dla człowieka, naturalna nasza reakcja organizmu. Nie poddawaj się lękowi przed nieznanym. Odwaga nie polega na tym, że człowiek się nie boi – odwaga jest wtedy kiedy się boisz, ale stawiasz czoła wyzwaniu. A jeżeli jesteś w ciąży  to rodzicielstwo jest już tuż za rogiem. Ono na ciebie czeka, czy będziesz się bała czy nie.

Nie ma łatwych odpowiedzi ani rozwiązań jeżeli chodzi o karmienia piersią lub niekarmienie piersią dziecka. Karmienie piersią jest dobre dla dziecka, jest dobre dla ciebie. W karmieniu dziecka, jak w całym rodzicielstwie podejmujemy decyzje, które są dla nas realne do osiągnięcia, wynikają z naszej wiedzy, informacji, które dostajemy, ze źródeł z których te informacje do nas docierają. I nie ma, nigdy, prostych odpowiedzi na wszystkie pytania.

A może myślisz, że karmienie piersią nie jest dla ciebie? Ta ostatnia rzecz o którą chcę cię poprosić, to daj sobie nawet mały margines na prostą wątpliwość: A może, karmienie piersią jest właśnie dla mnie?

 

  1. http://www.ohchr.org/EN/NewsEvents/Pages/DisplayNews.aspx?NewsID=20871&LangID=E

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

7 komentarzy

  • Agnieszka
    9 listopada 2017 at 21:12

    Miałam taki dylemat gdy zaszłam w ciążę. Poczatkowo twardo mówiłam, że karmić nie będę choć moja mama bardzo mnie namawiała (sama żałuje, ze mnie karmila tylko miesiąc przez „cudowne” rady położnych i lekarzy). Potem zaczęłam pękać: namowy mamy, szkoła rodzenia i spotkania z pediatrami, położonymi, doradcami laktacyjnymi i ciągłe zachwalanie karmienia piersią przekonały mnie żebym sprobowala, bez żadnego ciśnienia, co będzie to będzie. Dziś, mimo trudności (wielu zastojow, zapalenia piersi, pobudek w nocy co 1,5-2 godziny) jestem dumna z siebie bo karmię ponad 9 miesięcy i wbrew pytaniom „ale Ty jeszcze karmisz?”. Karmię i cieszę się z tego bo wiem, że daję synkowi najlepsze co moge 🙂

  • Mama gadzeciara
    10 listopada 2017 at 10:19

    Wow… Właśnie czytam ten post karmiąc córeczkę… Od początku nie było łatwo i dopiero od niedawna udaje mi się karmić że spokojem, ale kiedy byłam na skraju i chciałam rezygnować, trafiłam na kolejny wpis na hafija podnosiłam się I ruszałam do boju :). Dziękuję!

  • Honorata
    10 listopada 2017 at 19:43

    Najważniejsze by nikogo do niczego nie zmuszać. Nie będzie takiej nagonki na naturalne karmienie, to może o wiele więcej kobiet się na nie zdecyduje.

  • BB
    12 listopada 2017 at 19:30

    Przygoda z kp trwa u mnie od 6tygodni i kazde karmienie to niestety walka ze soba czy nie rzucic tego w diably.. Nie wiem czemu ale psychicznie po prostu nie daje rady. Cos we mnie nie chce tego robic. Patrzyla polozna,lekarz,doradca.. W sumie zostal chyba tylko psycholog bo technicznie jest w porzadku. Przystawiam dobrze, mala przysysa sie ok, zadnych wedzidelek, alergii,nietolerancji czy innych historii.. Ale serce boli jak mala ledwo skonczy to wpada w histerie, ciagnie mnie za ubranie, wlosy i pcha rece do buzi, od piersi odpycha sie cala soba a na butelke rzuca sie jak bestia. Mozemy tak siedziec godzinami i zmieniac piersi i pozycje. Klasycznie, spod pachy, na boku…pierwsze kilka razy sa do przyjecia, potem juz tylko rownia pochyla do histerii. Zachowuje sie jakby bylo jej malo, przy ktorejs piersi z rzedu czuje ze ssie mocno jak na poczatku ale juz nic nie polyka, jakby nic juz nie bylo… Pamietam noc kiedy ja w ogole psychicznie nie dalam rady jednemu karmieniu, wiec maz siadl z butelka. Nasze dziecko zasnelo bez walki i pierwszy i jedyny raz obudzilo sie w dobrym humorze..nie to co po kp-ledwo oczy otworzy to wyje.. Cieszyc sie czy nie? Chce dac jej to swoje mleko, bo czuje ze to najlepsze ale z drugiej strony corka w pakiecie z moim mlekiem dostaje smutna, zmeczona i sfrustrowana mame… Jakby czula ze mi takie karmienie nie pasuje, nie idzie, po prostu nie wiem czemu ale nie…

  • Karolina
    13 listopada 2017 at 14:11

    Bardzo mądre stanowisko. Czasem nie rozumiem, dlaczegp tak mało kobiet karmi piersią. Rzadko zdarza się bym widziała karmiącą matkę w miejscu publicznym. W centrum handlowym, knajpie, parku… mam wrażenie, że tylko moje dziecko je „cyca”. Gdy się przyglądam widzę maluchy z butlami. I pewnie jest jakiś procent mam, co odciągają pokarm, jakiś procent kobiet które z różnych względów nie mogą karmić ale mocno w to wątpię, że to 10 na 10 z butelką. Z drugiej strony jest prawdziwy laktoterror, szczególnie w światku internetowym. Stąd moje pytanie, dlaczego karmienia piersią nie można traktować normalnie. Mam dziecko, urodziłam, karmie bo mam czym. Tak samo jak je ubieram czy przytulam.

  • xyz
    13 listopada 2017 at 18:26

    Dziękuję Hafijo za ten wpis. Bardzo rzadko udzielam się w internecie, ale tym razem postanowiłam, że opowiem moją historię, może trochę mi ulży i może wreszcie przestanę przeżywać moje karmienie, może… Otóż karmienie piersią chyba jednak nie jest dla mnie. Czy chciałam karmić moje dziecko? Właściwie to nie…bo ja nie brałam innej opcji po uwagę. Dla mnie było to OCZYWISTE, że BĘDĘ karmić piersią, no bo przecież „wystarczy chcieć”, „karmienie jest w głowie”, „każda matka może wykarmić swoje dziecko” itd. Pamiętam nawet, jak przed porodem, na nieśmiałe pytania mojej mamy, że „może przygotujesz sobie na wszelki wypadek jakąś buteleczkę, bo skąd wiesz, że będziesz miała pokarm?” odpowiedziałam: „zamierzam mieć!”. No i niestety, nie wystarczyło chcieć:( Poród naturalny, dla mnie co prawda tortury, 15 godzin z czego samo parcie 3 godziny, ale udało się, był kontakt skóra do skóry, było pierwsze przystawienie do piersi zaraz po narodzinach, pierwsza doba a właściwie pół jeszcze jakoś zleciało. Druga doba i synek był przy piersi calutki czas, podkreślam: calutki czas, całą noc i cały dzień, moja próba przerwania karmienia na 5 minut, żeby wyjść do toalety kończyła się krzykiem. Pytałam każdą nową pielęgniarkę na dyżurze, czy on dobrze ssie, czy jest dobrze przystawiony, czy wszystko ok, odpowiadały „oj tak jak on pięknie ssie, będzie za dwa dni nawał, zobaczy Pani”. No i nie zobaczyłam, nie wiem co to nawał, nie wiem czy go miałam, czy nie. Synek już w szpitalu dostał mm – wiem, nie powinnam się na to zgodzić, ale łatwo się mówi. Co innego czułam wtedy, gdy obok na sali leżała dziewczyna, której dziecko po karmieniu smacznie spało a moje darło się jak tylko chciałam wyjść do łazienki, przysięgam, w dodatku ledwo stałam na nogach, po porodzie mdlałam, w ogóle nie spałam, ciągle go trzymałam przy tej piersi. Zgodziłam się na mm i wtedy synek wreszcie zasnął. Po powrocie do domu nie chciałam się poddać, więc chyba 6 dnia przyszła do mnie położna laktacyjna, zaleciła laktator 7-5-3 osiem razy na dobę i tak też robiłam. Przez chyba 3 tygodnie w dzień, w nocy siedziałam i próbowałam rozbujać laktację. Co tydzień ważenie synka, zmniejszanie mm w nadziei, że uda się zupełnie to odstawić. Nie udało się:( Jak tylko zmniejszałam, to synek nie przybierał odpowiednio na wadze. I tak minęło 6 miesięcy. A ja ciągle codziennie walczę o laktację, żeby jeszcze chociaż tydzień, chociaż miesiąc. Laktator stał się już stałym elementem wyposażenia pokoju, nie robię już sesji 6-8 razy na dobę, ale tak ok. 4 (no właśnie, Hafijo, czy to ma jeszcze sens? Bo ja się boję, że jak przestanę używać laktator to stracę już te resztki pokarmu, bo synek ma już pół roku i nie bardzo chce ssać, wszystko go interesuje dookoła, a pierś niekoniecznie). I płakać mi się chce codziennie, jak po całym dniu w buteleczce jest czasem 40 albo 60 ml 🙁 I tak strasznie robi mi się przykro jak czytam teraz dużo historii, jak jednak krytykuje się te matki karmiące sztucznym mlekiem, a nie wiemy jaka stoi za tym historia. Cały czas się zastanawiam tylko i chyba nie pozbędę się wyrzutów sumienia, że w szpitalu zgodziłam się na mm, może gdyby wtedy synek nie poznał tego smaku to jednak laktacja by ruszyła? Tego już nigdy się nie dowiem. Mam tylko troszkę żal do szpitala, że zaraz po porodzie nie zaproponowano mi użycia laktatora i karmienia synka własnym pokarmem, a rodziłam w znanym warszawskim szpitalu, który szczyci się z promowania karmienia piersią, naturalnego podejścia do porodu itd. A ja w ty natłoku hormonów nawet o to nie zapytałam. A zatem kończąc – chyba karmienie nie jest dla wszystkich:( Może za bardzo chciałam, może jednak jestem w tej małej grupie kobiet z wadami anatomicznymi (wiem, że rozmiar nie ma znaczenia, ale piersi mam bardzo małe), może jednak nie wystarczy bardzo chcieć. Dlatego gratuluję i pozytywnie zazdroszczę mamom, który kpsię udało, ja jadę ciągle kp+mm, życzę sobie oby tego kp było jeszcze jak najdłużej, nawet w mikroskopijnej ilości.

  • xyz
    13 listopada 2017 at 20:53

    Dziękuję Hafijo za ten wpis. Bardzo rzadko udzielam się w internecie, ale tym razem postanowiłam, że opowiem moją historię, może trochę mi ulży i może wreszcie przestanę przeżywać moje karmienie, może… Otóż karmienie piersią chyba jednak nie jest dla mnie. Czy chciałam karmić moje dziecko? Właściwie to nie…bo ja nie brałam innej opcji po uwagę. Dla mnie było to OCZYWISTE, że BĘDĘ karmić piersią, no bo przecież „wystarczy chcieć”, „karmienie jest w głowie”, „każda matka może wykarmić swoje dziecko” itd. Pamiętam nawet, jak przed porodem, na nieśmiałe pytania mojej mamy, że „może przygotujesz sobie na wszelki wypadek jakąś buteleczkę, bo skąd wiesz, że będziesz miała pokarm?” odpowiedziałam: „zamierzam mieć!”. No i niestety, nie wystarczyło chcieć:( Poród naturalny, dla mnie co prawda tortury, 15 godzin z czego samo parcie 3 godziny, ale udało się, był kontakt skóra do skóry, było pierwsze przystawienie do piersi zaraz po narodzinach, pierwsza doba a właściwie pół jeszcze jakoś zleciało. Druga doba i synek był przy piersi calutki czas, podkreślam: calutki czas, całą noc i cały dzień, moja próba przerwania karmienia na 5 minut, żeby wyjść do toalety kończyła się krzykiem. Pytałam każdą nową pielęgniarkę na dyżurze, czy on dobrze ssie, czy jest dobrze przystawiony, czy wszystko ok, odpowiadały „oj tak jak on pięknie ssie, będzie za dwa dni nawał, zobaczy Pani”. No i nie zobaczyłam, nie wiem co to nawał, nie wiem czy go miałam, czy nie. Synek już w szpitalu dostał mm – wiem, nie powinnam się na to zgodzić, ale łatwo się mówi. Co innego czułam wtedy, gdy obok na sali leżała dziewczyna, której dziecko po karmieniu smacznie spało a moje darło się jak tylko chciałam wyjść do łazienki, przysięgam, w dodatku ledwo stałam na nogach, po porodzie mdlałam, w ogóle nie spałam, ciągle go trzymałam przy tej piersi. Zgodziłam się na mm i wtedy synek wreszcie zasnął. Po powrocie do domu nie chciałam się poddać, więc chyba 6 dnia przyszła do mnie położna laktacyjna, zaleciła laktator 7-5-3 osiem razy na dobę i tak też robiłam. Przez chyba 3 tygodnie w dzień, w nocy siedziałam i próbowałam rozbujać laktację. Co tydzień ważenie synka, zmniejszanie mm w nadziei, że uda się zupełnie to odstawić. Nie udało się:( Jak tylko zmniejszałam, to synek nie przybierał odpowiednio na wadze. I tak minęło 6 miesięcy. A ja ciągle codziennie walczę o laktację, żeby jeszcze chociaż tydzień, chociaż miesiąc. Laktator stał się już stałym elementem wyposażenia pokoju, nie robię już sesji 6-8 razy na dobę, ale tak ok. 4 (no właśnie, Hafijo, czy to ma jeszcze sens? Bo ja się boję, że jak przestanę używać laktator to stracę już te resztki pokarmu, bo synek ma już pół roku i nie bardzo chce ssać, wszystko go interesuje dookoła, a pierś niekoniecznie). I płakać mi się chce codziennie, jak po całym dniu w buteleczce jest czasem 40 albo 60 ml 🙁 I tak strasznie robi mi się przykro jak czytam teraz dużo historii, jak jednak krytykuje się te matki karmiące sztucznym mlekiem, a nie wiemy jaka stoi za tym historia. Cały czas się zastanawiam tylko i chyba nie pozbędę się wyrzutów sumienia, że w szpitalu zgodziłam się na mm, może gdyby wtedy synek nie poznał tego smaku to jednak laktacja by ruszyła? Tego już nigdy się nie dowiem. Mam tylko troszkę żal do szpitala, że zaraz po porodzie nie zaproponowano mi użycia laktatora i karmienia synka własnym pokarmem, a rodziłam w znanym warszawskim szpitalu, który szczyci się z promowania karmienia piersią, naturalnego podejścia do porodu itd. A ja w ty natłoku hormonów nawet o to nie zapytałam. A zatem kończąc – chyba karmienie nie jest dla wszystkich:( Może za bardzo chciałam, może jednak jestem w tej małej grupie kobiet z wadami anatomicznymi (wiem, że rozmiar nie ma znaczenia, ale piersi mam bardzo małe), może jednak nie wystarczy bardzo chcieć. W ogóle karmienie jest chyba dla mnie dotąd najtrudniejszą rzeczą w całym macierzyństwie, nie myślałam, że to takie trudne. Dlatego gratuluję i pozytywnie zazdroszczę mamom, który kp się udało, ja jadę ciągle systemem kp+mm, życzę sobie oby tego kp było jeszcze jak najdłużej, nawet w mikroskopijnej ilości.

skomentuj

Gdzie będę niebawem

  1. Warszawa | Świętuj z nami 1. urodziny milk & love!

    Listopad 22 @ 11:00 - 15:00
  2. Warszawa | karmienie piersią od A do Z

    Listopad 24 @ 10:00 - 12:00
  3. Warszawa | Odstawienie od piersi

    Listopad 24 @ 12:30 - 14:30
  4. Lublin | Dzień Bobasa 27-11-17

    Listopad 27 @ 10:00 - 15:00
  5. Bielsko-Biała | Karmienie od A do Z / Odstawienie od piersi

    Grudzień 13 - Grudzień 14

Pobierz darmowy e-book