Dieta mamy karmiącej piersią jedz co chcesz – obalamy mity


Kurczak, marchewka, ryż…

Jak byłam młodą mamą sama wpadłam w pułapkę niejedzenia niczego i życia jak na diecie dla osób uczulonych na wszystko.

Ale mam dla Was dobra nowinę – Dieta matki karmiącej piersią nie istnieje.

Wiecie co to jest dobrze zbilansowana dieta w skład której wchodzą posiłki bogate w składniki odżywcze?

To jest dieta której powinien przestrzegać każdy człowiek, który chce się zdrowo odżywiać w tym także – matka karmiąca piersią.

Najlepszy straszak – skaza białkowa

Są lekarze, którzy posiedli umiejętność magika i na podstawie pojedynczej obserwacji jednej krosty w czwartej dobie życia są w stanie zdiagnozować, że dziecko ma skazę białkową a ty masz iść na restrykcyjną dietę.

Znacie takiego lekarza? Macie takiego lekarza? Zmieńcie go jak najszybciej.

O tym co może wyskoczyć na buzi naszego dziecka pisałam już tutaj: https://www.hafija.pl/2012/12/nie-kazda-krosta-na-buzi-to-skaza.html

(nie) Unikaj smażonego

Co znaczy unikać smażonego? Panuje przekonanie ze od smażonego dzieci maja kolki.

Wyjaśnijmy to.

Dzieci mają kolki bo maja niedojrzały układ trawienny.

Ta niedojrzałość przejawia się w sposób różny. Jedno dziecko ma nadwrażliwość na białko krowie, inne ma problem z odprowadzeniem zalegających w jelitach gazów, a czasem niedojrzałość nie przejawia się wcale. Wszystko w zależności w jakim stopniu rozwinięty jest układ pokarmowy, a nie co mama zje.

Dziś będzie miał kolki a ty zjadałaś kotleta – jutro nie będzie miał.

Smażonego należy unikać ot tak w każdej diecie. Nie oznacza to żeby nie jeść – tylko jeść w rozsądnych ilościach.

Nie jedz smażonego na starym tłuszczu bo tam są już rakotwórcze produkty jego spalania. A to tylko wierzchołek góry lodowej.

W procesie smażenia w temperaturze wysokiej zniszczone zostają niektóre witaminy i inne cenne składniki pokarmu. Gotowane na parze jedzenie jest po prostu zdrowsze. Produkty gotowane na parze nie muszą być bezsmakowym kurczakiem i marchewką. Trzeba wyjść ze schematu, w myśl którego na parze = mdłe, bo na parze i w wodzie można cuda ugotować!

Unikaj na co dzień dużych ilości smażonego ale nie tak, że odmawiasz sobie dla zasady schabowego w niedzielę lub kilku frytek na których widok cię skręca z głodu, ale nie zjesz, bo karmisz piersią!

Mama karmiąca piersią potrzebuje tylko około 500 kcal więcej na dobę niż mama nie karmiąca a smażone jak wiadomo jest kaloryczne, tłuste i tuczące.

Karmisz czy nie karmisz – jedz rozsądnie, ale nie eliminuj!

Czy na wszelki wypadek nie jesz alergenów… 

….nabiału, pomidorów, białka wołowego, orzechów, miodu, selera, ryby… To jest pułapka w którą ja sama wpadłam.

Apeluję – nie idź tą drogą!

Okroiłam sobie dietę na wszelki wypadek i śliniłam sie do pomidorów i ryby.

BŁĄD!

Ograniczenie spożycia produktów alergizujących ma sens tylko kiedy mamy potwierdzoną serią badań alergię!

Ograniczenie na zapas nie uchroni przed nadwrażliwością ani przed alergią.

O produktach alergizujących pisałam tu: https://www.hafija.pl/2013/04/rozszerzanie-diety-dziecka-produkty.html

Aby ustrzec dziecko przed alergią przede wszystkim mama powinna zadbać o dietę przed ciążą i w ciąży – sztuczne dodatki do żywności, konserwanty, alkohol, sztuczne barwniki – to wszystko wzmaga prawdopodobieństwo wystąpienia u dziecka alergii lub nadwrażliwości.

Nie jesz cebuli ani czosnku bo zapach i smak mleka odstraszy dziecko

Jeżeli będąc w ciąży jadłaś czosnek i cebulę to dziecko ich smak i zapach poznało już w Twoim łonie i wcale nie będzie mu on przeszkadzał w mleku.

Nie jesz cebuli, fasolki i grochu kapusty bo to powoduje kolki

Jak pisałam wyżej przyczyny kolek są różne i nie do końca poznane, aczkolwiek przypisuje się te dolegliwości niedojrzałości układu pokarmowego dziecka w większym stopniu niż diecie matki.

Jeżeli jednak zaobserwujesz ze po takim daniu, że dziecko ma gazy to następnym razem ugotuj tą potrawę z dodatkiem cząbru który zapobiega ich powstawaniu. Fasola, groch, bób – to są produkty które zawierają bardzo dużo białka którego potrzebujemy na co dzień. Nie warto ich wyrzucać z diety.

Lekarz powiedział: „Nie jedz surowych warzyw i owoców”

Jedno z bzdurniejszych zaleceń mojej pierwszej pediatry. To w świeżych – najlepiej sezonowych warzywach i owocach – znajdziesz najłatwiej przyswajalne składniki odżywcze, witaminy, mikroelementy. Oczywiście nowalijki na początku marca kiedy śnieg jeszcze leży w całej Polsce będą tak naszpikowane chemią że lepiej faktycznie ich nie jeść.

Latem jedz truskawki, jagody, gruszki, śliwki, maliny – nie odmawiaj sobie sezonowych produktów – oczywiście dobrze je myj w ciepłej wodzie i wycieraj.

Nie rezygnuj z cytrusów.

A ryba?

Rybę jeść można. Najlepiej wybrać te gatunki z jak najmniejszym stężeniem rtęci – krótki poradnik znajdziesz o tu:

https://www.hafija.pl/2013/04/jaka-ryba-dla-dziecka-i-mamy-karmiacej.html

To jakiego jedzenia unikać jak karmię piersią?

1. żywności wysoce przetworzonej, która zawiera sztuczne dodatki, barwniki, konserwanty, zagęszczacze, podbijacze smaku. Niektóre z nich wymieniłam TUTAJ

2. alkoholu – o alkoholu  pisałam tutaj: https://www.hafija.pl/2013/08/karmienie-piersia-i-alkohol.html Powiem na razie tylko tyle – nie należy pić alkoholu codziennie. Nie należy się upijać. Warto nie spożywać alkoholu przez pierwsze sześć miesięcy życia dziecka.

I na koniec słów kilka:

Bawarka – nie wzmaga laktacji

Piwo – nie wzmaga laktacji

Wino – nie wzmaga laktacji

O napojach i naparach na laktacje poczytaj tu: https://www.hafija.pl/2013/01/herbatki-na-laktacje-trunki-i-zapachy.html

O przegryzkach dla mamy karmiącej piersią poczytaj o tutaj: https://www.hafija.pl/2013/07/dieta-matki-karmiacej-piersia-top-10.html

O źródłach skałdników mineralnych poczytaj o tu: https://www.hafija.pl/2013/02/jedzenie-bogate-w-skadniki-mineralne.html
Praca zbiorowa pod red. Agnieszka Szlagatys-Sidorkiewicz, Mleko kobiece aktualny stan wiedzy Wydawnictwo Adam Marszałek 2008; 
Hannah Lothrop, Sztuka karmienia piersią, Media Rodzina, 2011; 
Karin Muss, Karmienie piersią- poradnictwo i promocja, Medpharm Polska 2008;
Karmienie piersią Shiela Kitzinger
Karmienie piersią w teorii i praktyce. Podręcznik dla doradców i konsultantów laktacyjnych oraz położnych, pielęgniarek i lekarzy Magdalena Nehring-Gugulska, Monika Żukowska-Rubik, Agnieszka Pietkiewicz 
http://kellymom.com/
Womenly art of breastfeeding LLL
Post nie stanowi profesjonalnej porady laktacyjnej i żywieniowej w razie wątpliwości skonsultuj się z lekarzem lub profesjonalnym doradcą laktacyjnym.
  

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

81 komentarzy

  • Agnieszka - Level up, Zu!
    21 sierpnia 2013 at 09:01

    Nie czytałam poradników, nie słuchałam babć, ciotek i innych "życzliwych" – jadłam wszystko, nawet czasem jakiś fast food się trafił. Jedyne co, to ograniczyłam porcję bigosu na święta i cytrusów – tu głupia byłam, trzeba było jeść te pomarańcze i mandarynki – tak mnie ssało na sam widok, a to akurat święta były 🙂

  • piegowata mama
    21 sierpnia 2013 at 09:21

    Mi moja mama powiedziała najlepiej, a było tak: Dziecko to normalny człowiek. Jak ty się za przeproszeniem nażresz fasolki, czy kapusty, to cię wzdyma i czujesz się źle, to samo poczuje dziecko, które się tych produktów, dzięki twojemu nażarciu nażre. Także można sobie zjeść, ale nie trzeba się nażreć 😛
    Drugą sprawą jest ta nieszczęsna skaza, już nie tylko kropka na buzi jest oznaką skazy, ale i marudzenie, nie spanie, nawet kaszel, cokolwiek niewyjaśnionego dzieje się z dzieckiem pediatra każde tak profilaktycznie odstawić białko. Niestety. Jest też coraz więcej alegrii na marchew i jedzenie marchewki z kurczakiem i ryżem wcale nie jest takie dobre, bo i w drobiu dużo chemii i marchew uczula, a ryż zatwardza. Stare, bezpodstawne przekonania.

  • Mama Ka
    21 sierpnia 2013 at 09:28

    Największa zmora młodych matek – prawie nic nie mogę jeść, bo zaszkodzę dziecku 😛 A prawda jest właśnie taka jak piszesz – wystarczy zachować ze wszystkim zdrowy rozsądek i umiar + obserwować dziecko, a wtedy nie trzeba zmieniać diety o 180 stopni.

  • Hani mama
    21 sierpnia 2013 at 09:30

    Zdrowy rozsądek przede wszystkim!

  • Catherine Wolf
    21 sierpnia 2013 at 09:58

    Dzieci nie mam, ale przeczytałam cały post. Przypomniała mi się historia, którą zawsze opowiada moja mama jak to mnie karmiła i już nie wiedziała sama co jeść. W końcu usiadła na środku pokoju z bułką, ryczała jak bóbr i jadła tą posoloną od łez bułę. Teraz to wydaje się komiczne, ale jej wtedy wcale jej nie było do śmiechu. 😉

  • mama84
    21 sierpnia 2013 at 10:01

    Kiedyś sama też wpadłam w pułapkę diety matki karmiącej piersią, a to po części za sprawą pediatry.
    Jak urodziłam Mikiego od początku jadłam raczej normalnie, chociaż sama(pewnie niepotrzebnie) wyeliminowałam kilka rzeczy, ale gdy Miki dostał kolek trafiliśmy do pediatry, niestety naszej pani prowadzącej nie było i trafiliśmy do osoby ją zastępującej i to był koszmar. Na dzień dobry było stwierdzenie "musiała pani coś zjeść", no przecież coś jeść musiałam, ale to zdanie tak mi utkwiło że każdy płacz tłumaczyłam tym że coś zjadłam i tym sposobem po tygodniu nie jadłam prawie nic a Miki nadal płakał. Dobrze, że po tym tygodniu nasza pediatra wróciła i konkretnie mnie ochrzaniła, kazała jeść wszystko, a po obejrzeniu suchej skóry szkraba zaleciła ograniczenie nabiału i obserwowanie czy stan skóry się poprawia. Na szczęście szybko się ogarnęliśmy i jakoś to było, chociaż kolki nie minęły tak szybko. Teraz przy karmieniu Wiktorka jem wszystko i bardzo nam obojgu z tym dobrze:) Tak jak i Ty polecam matkom karmiącym po prostu zdrowy tryb życia i zdrową "dietę":)

  • Nikki i jej piernikowy synek
    21 sierpnia 2013 at 10:34

    Bardzo rzeczowy opis! Miałam szczęście, że w szkole rodzenia trafiłam na położną, która jest w moim mieście doradcą laktacyjnym i to dzięki niej przekonałam się do karmienia piersią przynajmniej przez pierwsze sześć miesięcy i to ona obaliła te wszystkie mity, że kp = życie o chlebie i wodzie. Niestety położne środowiskowe mówią zupełnie co innego i tak właśnie moja koleżanka po miesiącu przestawiła się na mm (choć myślę, że powodem też było brak motywacji do karmienia piersią). Inna zaś karmiła długo i wszystko odrzuciła, a mała i tak miała kolki do 6 miesiąca. Mam nadzieję, że synkowi współpraca ze mną będzie szła w miarę gładko 🙂

  • Joanna I Pan Lew
    21 sierpnia 2013 at 11:08

    Ja miałam chyba jakieś wyjatkowe szczęście. Od szkoły rodzenia, przez szpital, położną środowiskową a potem pediatrów. Każdy mówił własnie to – nie ma czegoś takiego jak dieta matki karmiącej.

  • my sons mum
    21 sierpnia 2013 at 11:15

    Dzięki za przypomnienie, niedługo mam zamiar znów karmić:)

  • Anonymous
    21 sierpnia 2013 at 11:27

    oczywiście zdrowy rozsadek to podstawa, ale… mi z kolei wszyscy mówili ze mam jeść wszystko, normalnie, mimo ewidentnych oznak alergii u mojego kilkutygodniowego synka. Niestety słuchałam pediatrów do 5-6 miesiąca (zignorowali moje niepokoje) doprowadzając skórę dziecka do fatalnego stanu (na zmianę sączące się i suche plamy na prawie całym ciele, swędzące oczywiście -> rozdrapane – koszmar przeżyliśmy), do tego bóle brzuszka, rzadkie kupki, ulewanie – typowe objawy alergii – mam nadal żal do 3 pediatrów, którzy okazali się takimi ignorantami. Sama w międzyczasie dyzo czytałam , szukałam alergenów – eliminowałam je z mojej diety. Część pokarmów, które uczulały moje dziecko odkryłam w trakcie drogą eliminacji (część potwierdziły testy)po niecałych 6 miesiącach z żalem serca zdecydowałam, że rezygnuję z karmienia piersią , bo w naszym przypadku więcej z tego szkody niż pożytku. Okazało się, że oprócz białka mleka krowiego, uczulała również pszenica, jajka, niektóre owoce, ziemniaki i ryż (ryż wyszedł jak odstawiłam od piersi…nie spodziewałam się tego po ryżu 🙂
    Więc zdrowy rozsądek to jedno, ale trzeba być czujnym i uważnie obserwować, bo łatwo zignorować objawy alergii. Podejrzewam, że gdybym na początku odstawiła nabiał to dzisiaj byłoby po problemie, a tak układ immunologiczny przez kilka miesięcy był obciążony alergenami, zdążył się "uczulić" na kolejne produkty…

    Piszesz, że ograniczanie alergenów nie uchroni przed alergią – nie jest to prawda niestety – im układ odpornościowy dojrzalszy tym mniejsze ryzyko reakcji alergicznej, więc szczególnie jeśli w rodzinie istnieją przypadki alergii np wziewnej (pyłki) lub kontaktowej, już nie mówiąc o pokarmowej należy bardzo ostrożnie podchodzić do jedzenia produktów silnie alergizujących.
    Pozdrawiam

    • Aga
      9 lipca 2016 at 09:49

      U nas było to samo, przez pierwsze prawie 6 miesięcy były problemy z kupą (rzadka, strzelająca, śmierdząca, czasami z pasmami krwi, śluzu), bóle brzuszka, wysypka i suche plamy jak przy AZS, brak przyrostów masy ciała i wzrostu. Pediatrzy ignorowali moje obawy, „nie przejmuj się, ze nie rośnie, pewnie taka jej uroda”, na wzmianki o kupie w ogóle nie było odpowiedzi. Aż trafiliśmy do pediatry, która po wysłuchaniu opisu problemów powiedziała, ze to ewidentna alergia, kazała poodstawiać część produktów, część sama z obserwacji odstawiłam. Po miesiącu było już duuużo lepiej. Ale malutka do tej pory nie może żadnego nabiału, marchewki, selera, pietruszki, brokuła, na niektóre surowe owoce i warzywa reaguje. Produktów silnie alergizujących w ogóle nawet nie próbuję jej podawać, wiedząc że uczulona jest na rzeczy, które teoretycznie są bezpieczne.
      Temat artykułu jest fajny i zgadzam się, oczywiście, ze dieta matki karmiącej powinna być przede wszystkim zdrowa. Ale ja czytając ten artykuł mam poczucie, że gani się mnie za dietę eliminacyjną. Powinna być tu wzmianka jednak o tym, ze nie wszystkich kobiet to dotyczy, i że jednak są takie przypadki (wcale nie mało!) że jednak dieta matki karmiącej małego alergika istnieje.

  • Josephine
    21 sierpnia 2013 at 11:47

    Ograniczałam się do 2,5 miesiąca po porodzie, ale to głównie ze strachu żeby małej nic nie było i niewiedzy (to moje pierwsze dziecko). Potem już miałam dość, bo źle się czułam i zaczęłam powoli jeść wszystko obserwując dziecko. Niewielkie wysypki były i czasami są nadal, ale nie panikuję. Jedyną przypadłością były ciągłe ulewania, które z czasem ustąpiły (coraz mniej po rozszerzeniu diety). Lekarka powiedziała żebym nie spożywała nabiału – nie posłuchałam – zawsze coś tam skubnęłam.
    Ps. Mogłabyś napisać w jaki sposób usypiałaś i usypiasz synka?

  • Hafija
    21 sierpnia 2013 at 11:47

    U dzieci z grupy ryzyka alergeny trzeba wprowadzać ostrożnie, a także u dzieci alergicznych, pisałam o tym w artykule o produktach alergizujących i o krostach: https://www.hafija.pl/2012/12/nie-kazda-krosta-na-buzi-to-skaza.html. Ale u dzieci zdrowych nie ma takiej potrzeby. I piszę tu o alergii a nie o mijającej z czasem nadwrażliwości spowodowanej niedojrzałością układu pokarmowego. Taka prawdziwa alergia jak jest to czas nic nam nie pomoże 🙁

    Zaniedbania lekarzy niestety są w obie strony 🙁 dlatego naprawdę warto słuchać się swojego dziecka i jak dzieje się cóż naprawdę złego szukać pomocy.

    Często bywa tak że zdrowe dzieci z małą krostką na buzi już są brane za alergików a matka wrzucana na dietę. Bez podstaw ku temu, a takiej potrzeby nie ma.

  • Daria rybaZONE
    21 sierpnia 2013 at 13:04

    dzięki za ten wpis!!! z wykształcenia jestem dietetykiem [po porodzie wracam do zawodu 😉 ] i jak czytałam te wszystkie zakazy, nakazy i wszelakie głupoty dotyczące eliminowania produktów na zapas to aż mnie skręcało ze złości….

    zdrowa dieta i zdrowy rozsądek kochane mamy 🙂
    buziaki :*

  • Kate
    21 sierpnia 2013 at 13:52

    Fajnie napisane. Ja po porodzie nie miałam siły nic jeść. Stosowałam dietę matki karmiącej i dzięki niej schudłam w ekspresowym tempie. Wszystko na parze, zero smażonego bo bałam się o te kolki. Moja córka ich nie miała ale faktycznie zauważyłam, że jak zjadłam coś cięższego dla żołądka to i ona gorzej się czuła.

  • An.
    21 sierpnia 2013 at 13:57

    Ja tez nasluchalam sie, ze nie ma czegos takiego jak dieta matki karmiacej ( to znaczy jest, ale tylko w Polsce;). Przez pierwszy tydzien życia lilki jadlam wszystko. Dziecko w ogole w nocy nie spalo… Płakała ona i ja razem z nia. Dopiero mama mi powiedziała zeby jednak nie jesc tych podejrzanych produktów. No i było o niebo lepiej. Doskonale pamietam noc jak lilka miała 2 miesiące a mi sie strasznie zachcialo jabłek surowych… Nie zmruzylam oka przez cała noc. Jednak cos w tym jest… Dodam tylko ze ona nie jest alergiczka.

  • Matka Kwiatka
    21 sierpnia 2013 at 14:22

    W ciaży i w trakcie karmienia jadlam (jem) wszystko, nie zresygnowalam z diety wegetarianskiej (nikt mi nawet tego nie saproponowal). Igi poplakiwal, przestal po skonczeniu 3 miesiaca. Nie mialamnigdy poczucia winy, ze Mlody placze przeze mnie, bo jadlam wszystko w moderacji. Zamiast szalec, plakac z nim, eliminowac kolejne produkty itp. Po prostu skupialamsiena tym, zeby przy nim w trudniejszych momentach, jak podpowiadala nasza polozna.

  • Kobieta blogująca
    21 sierpnia 2013 at 15:45

    Dobrze napisane 😉
    Postępowałam podobnie, nic nie eliminowałam, jak już to ograniczałam, dzięki temu jadłam wszystko karmiąc piersią 🙂

  • Beata B
    21 sierpnia 2013 at 21:05

    Już za kilka dni zaczynam przygodę z karmieniem i sama się głowię co jeść, a czego nie. Z jednej strony nie chcę mieć jakiejś nie wiem jak rygorystycznej diety, ale jakoś mimo wszystko bałabym się jeść fasolę, po której sama mam niesamowite wzdęcia, mimo dojrzałego już przecież układu trawiennego. Mam nadzieję, że uda się nie popaść w paranoję 😉

  • limonka
    21 sierpnia 2013 at 22:29

    Można powtarzać i powtarzać, a te mądre inaczej matczyne głowy wciąż będą po swojemu. Bo mama mówi, bo teściowa, bo babcia, bo to i śmo…

  • Gosia M.
    21 sierpnia 2013 at 22:47

    Ja również jadłam wszystko. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek i umiar. Trzeba jednak pamiętać, że dieta kobiety karmiącej(czyt. sposób żywienia) powinna być nieco bardziej kaloryczna (do 3400 kcal), a także powinna spożywać więcej płynów niż inne kobiety w tym wieku i przy tej samej aktywności fizycznej.

  • Jacquelane
    21 sierpnia 2013 at 23:48

    Ja jadłam wszystko. Unikałam orzechów, bo w ciąży jakoś nie miałam na nie ochoty, a wychodziłam z założenia, że to co jadłam w ciąży mogę jeść karmiąc piersią, bo dziecko miało z tym kontakt. Ser żółty? Proszę bardzo. Jajko na śniadanie? Proszę bardzo. Ale obserwowałam dziecko. W 3 tygodniu życia zaczął płakać i płakał przez 4 tygodnie. Dzień w dzień. Mogłam być na chlebie i wodzie, kurczaku z marchewką lub na schabowym. Nie robiło to żadnej różnicy. Ale wszyscy się dziwili. Nabiał jesz? Jak to? A kolki? Jak powiedziałam mojej ciotce, że mi syn tak płacze to mi powiedziała, że to na pewno przez to co ja jem, bo jej moja mama mówiła, że jem wszystko, a tak nie wolno. Jej córka je tylko indyka albo królika gotowanego z ryżem i marchewkę i tyle. I ja też tak muszę. Dziewczyna po trzech miesiącach przestała karmić, bo miała dość tego, że nic nie może jeść, a dziecko i tak płacze. Problem w tym, że nikt jej nie powiedział, że po MM też może płakać. I płakało. Więc nie o jedzenie tu chodziło. Ważne jest, żeby nie popadać w paranoje. Obserwować czy coś nie szkodzi dziecku. Ja odżywiałam się tak jak w ciąży, starałam się jeść zdrowo. Miałam po porodzie przestać jeść słodycze, bo miałam w ciąży na nie dużą ochotę, ale synowi nic nie było jak zjadłam czekoladę, więc nie zrezygnowałam z niej. 🙂

  • Anonymous
    22 sierpnia 2013 at 01:33

    Hafiju droga, ja z innej beczki.. Czy słyszałaś może o wąchaniu oksytocyny w celu wywołania/pobudzeniu laktacji?? Ostatnio słyszałam taką nowinkę, że niektóre położne to stosują i jestem ciekawa czy to prawda 🙂
    Pozdrawiam,
    Paulina

    • JS
      25 marca 2014 at 05:10

      Tak, to prawda. Dwa razy w szpitalu dostałam waciki do nosa z oxy, jak miałam nawal i zastój jednocześnie. Za drugim razem pomogło. Tylko nieprzyjemne to jest.

  • Anonymous
    22 sierpnia 2013 at 09:58

    Rzeczywiście u dzieci zdrowych(spoza grupy ryzyka – czyli w rodzinie, dalszej/bliższej nie ma przypadków alergii) u których nie ma żadnych podejrzanych objawów (oczywiście nie wszystkie biegunki/zatwardzenia, ulewania, problemy skórne świadczą o alergii) nie ma sensu wprowadzanie rygorystycznych diet, bo tak sobie myślę, że przecież natura nie "zaplanowała" tego, że te matki sprzed tysięcy lat miały przygotowywać dania na parze i miały świadomość tego co dziecku może zaszkodzić, a co nie. Jadły to co zawsze i do tego dzieci są podejrzewam, "przystosowane". Inną sprawą natomiast jest to, że jesteśmy bombardowani informacjami i radami co można jeść, czego nie, jak wychowywać i tak dalej… – często sprzecznymi, jesteśmy zagubione w tym wszystkim i nie umiemy podążać za własnym instynktem/intuicją. Kto wie, czy gdybyśmy się odcięły od tych wszystkich informacji i zaczęły słychać siebie okazałoby się, że pewnych produktów nie jemy intuicyjnie (bo nie mamy np, ochoty na nie) a co chroni dziecko, przed różnymi dolegliwościami o których piszesz wyżej.
    Pozdrawiam:)

  • Anonymous
    22 sierpnia 2013 at 10:20

    jeszcze chciałam nawiązac do instynktównego wybirania produktów przez matke.
    To co dziecku szkodzi jest myślę, kwestia BARDZO indywidualną. Jednemu szkodzi to, innemu coś innego. Bezsensowne są moim zdaniem takie ogólne zalecenia, że matki karmiące nie powinny jeść np: produktów wzdęciowych. Ja karmiąc piersią wyeliminowałam wiele produktów(ze względu na alergię Małego) ale np fasolę, soczewice i kalafior, brokuły jadłam i nic dziecku nie było. Później w wieku kilku miesięcy wprowadziłam Małemu do stałej diety soczewicę, ciecierzyce , fasolkę, groch itp, które jadł na zmianę co drugi dzień i nie miał w związku z tym żadnych dolegliwości. Córka mojej siostry jest natomiast bardzo wrażliwa na tego typu produkty. Kwestia indywidualna… i nawiązując do tego co napisałam w poprzednim komentarzu, gdybyśmy słuchały własnej intuicji, pisząc najogólniej, dostosowałybyśmy swoją dietę "najdoskonalej" do indywidualnych potrzeb dziecka.
    Pozdrawiam 🙂

  • Blisko Dziecka
    10 lipca 2014 at 19:59

    A ja dodam od siebie – Dieta matki karmiącej piersią istnieje tylko w Polsce 😉 Cieszę się, że tak wręcz nachalnie piszesz o tym, że matka karmiąca może jeść wszystko, bo jeśli uświadomisz swoje czytelniczki, one swoje koleżanki itd. to może w końcu ten pogląd posiądą i inne młode mamy, bo na niekarmiących ciotkach przecież nam nie zależy 🙂 W zdrowym ciele, zdrowy duch. A jak być zdrowym jedząc pokarmy tylko z listy dla KK? :/

    • Hafija
      10 lipca 2014 at 20:10

      A powinno istnieć „odżywianie matki karmiącej”

  • Kasia D.
    16 lipca 2014 at 22:00

    nooo! w końcu ktoś powiedział to głośno ! 🙂

  • Zuzanna
    16 lipca 2014 at 22:10

    Zazwyczaj nie da się „potwierdzić serią badań” alergii u tak małego dziecka. U wiekszosci nie wychodzą. Jedynym sposobem sprawdzenia co uczula – jest przejscie na restrycykjną dietę (chyba, że już wiadomo powszystko np po wyeliminowaniu jednego produktu typu mleka). U mnie cni nei bylo wiadomo, a maly mial ewidetna alergie, lacznie z podwyzszonymi eozynofilami i suchymi plamami, swiadem. Stsowalam sie dwa miesiace i nic. Ostatnio zaczelam wprowadzac wyeliminowane produkty, zjadlam iles ciast, bita smietane, lody – a on od 3 tygodni ma czysta cere!

    • Hafija
      16 lipca 2014 at 23:05

      Nie na restrykcyjną tylko pod okiem alergologa (nie pediatry) eliminuje sie po kolei możliwe alergeny w zależności od stopniach ich trwałości w mleku kobiecym. Na początek białko krowie i jajka na ok 8 tygodni, jak nie ma poprawy to wraca sie do jedzenia jajek i szuka się innych przyczyn. U małego dziecka nie robi sie badań ponieważ to jest wrażliwość niedojrzałego układu a nie alergia.

  • Ewa
    16 lipca 2014 at 22:35

    w pierwszej ciąży jadłam bardzo zdrowo eliminując mnóstwo produktów, tak „na wszelki wypadek”. W drugiej ciąży doszłam do wniosku, że będę jeść wszystko. Efekt taki:
    1. dziecko miało straszne kolki i brzydkie kupki- odstawiłam nabiał krowi i przeszło
    2. dziecko miało ostre stany atopowego zapalenia skóry, co jest przejawem alergii- ponieważ dziecko jest za małe na testy to muszę wykluczyć potencjalne alergeny- nie mogę jeść jajek, wszelkiego nabiału (koziego/ krowiego/ owczego), owoców drobnopestkowych, ryb, wędlin kupnych bo wszystkie są robione na solance, która zawiera białka krowiego, kabaczków itp. Stany atopowe przeszły. Produkty do swojej diety będę wprowadzać wtedy, kiedy będę wprowadzać je do diety dziecka.
    Zatem, dieta mamy karmiącej to nie do końca jest mit.

    • Hafija
      16 lipca 2014 at 23:07

      Tak – dieta właśnie w ciaży ma znaczenie. Odpowiednio prowadzona mama i dziecko w poradni alergologicznej nie musi rezygnować ze wszystkich „podejrzanych” produktów. Zwykle jednak pediatrom sie nie chce lub nie kierują kobiet do alergologów i tak się potem kobiety użerają z niejedzeniem. Zastawiam się na jakiej podstawie wykluczyłaś tak restrykcyjnie produkty? Pod kontrolą alergologa i pojedynczo? Bo tak powinno się to odbywać

  • AgataF
    16 lipca 2014 at 22:46

    Agato, podchodzisz do tematu bardzo radykalnie. W większości masz słuszność, ale złagodziłabym trochę Twój ton 😉 Jeśli mnie nie pogonisz.

    Wiem, że lekarze bajdurzą. Ale wiem też, że mama całkiem zielona w tych sprawach (taka jak ja na samym początku macierzyństwa) po przeczytaniu Twojego tekstu prawdopodobnie przyprawiłaby swoje dziecko o ogromne męki odrzucając ‚mit’, o którym piszesz. Moje dziecko ma AZS, skazę białkową i nietolerancję pokarmową. Wyłącznie dieta eliminacyjna ukoiła nasze dnie i noce od płaczu niewiadomego pochodzenia. Po rozpoczęciu jedzenia codziennie wyłącznie drobiu, marchewki i ryżu zaczęłam wprowadzać małe ilości innych produktów. Ćwiartka pomarańczy = płacz. Pomidor = płacz. Czerwone mięso = płacz. nie wspominając o nabiale.

    Dlatego właśnie uważam, że dieta eliminacyjna jest wskazana. Ale zgadzam się, że nie dla każdego. Jeśli mama ma AZS lub cierpiała w dzieciństwie na skazę białkową to istnieje duże prawdopodobieństwo, że u dziecka również wystąpi.

    Na pewno warto znać listę alergenów i zwracać uwagę na ich obecność w diecie (np. moją pierwszą córę uczulały truskawki, a drugą syrop malinowy)

    Tak że zdrowej czujności nigdy za dużo 🙂

    Aha, warto pamiętać, że przy odpowiednim podejściu do diety mamy karmiącej, rozszerzania diety niemowlęcia oraz ekspozycji na gluten można złagodzić przebieg choroby. Może on również minąć z wiekiem.

    Pozdrawiam 🙂

    • Hafija
      16 lipca 2014 at 23:11

      Dieta eliminacyjna o której piszesz to dieta dla małego procenta matek karmiących a wprowadzana niepotrzebnie większości kobiet. Już samo to że wszystko wyłączyłaś na raz a nie po kolei pokazuje, że ktoś Was źle prowadził i zamiast wykluczenia potencjalnego alergenu wykluczyłaś na zapas wszystko. Jako alergiczka mogłabym powiedzieć, że to nie prawda, że dzieci mam z alergią mają alergie – bo moje dziecko nie ma. Napisz prosze kto, jakiej specjalności diagnozował u Was alergie i jakie wykonał badania np. z krwi pokazujące że to alergia a nie nadwrażliwość?

  • Hafija
    16 lipca 2014 at 23:14

    Kilka słów posumowania – nigdy nic nie eliminujemy na zapas, nie ma diety matki karmiącej, na diecie powinna być mała garstka kobiet karmiących, szczególnie w pierwszych miesiącach kiedy większość dzieci płacze i narzeka na brzuch – z powodu niedojrzałości układu a nie alergii, nigdy nic nie eliminujemy we własnym widzimisię, bez lekarza alergologa który zna się na karmieniu piersią i nigdy wszystko na raz. Nie eliminujemy wszystkiego i próbujemy wprowadzać, tylko jemy wszystko i próbujemy eliminować a to jest zasadnicza róznica

  • ewa
    17 lipca 2014 at 05:19

    Super wpis. Pamiętam gdy byłam w ciąży, znajoma mówiła, że schudła po ciąży , bo jadła tylko buraki i marchewkę… Ja pamiętam, że moja pierwsza kolacja w domu zawierała pomidory, ogórki kiszone. Wyrzutów sobie nie robiłam. Wykluczyłam czekoladę i orzechy przez pierwsze pół roku, nie jadłam też wzdymających warzyw. Jurek miał kolki od 3 do 6 tygodnia życia bez względu na moje wyrzeczenia…

  • Marta
    17 lipca 2014 at 07:41

    Świetny post i przyda się na pewno nie jednej mamie 🙂 Ja instynktownie działałam w doborze posiłków. I kolki nas nie ominęły ale swojej diety nie okroiłam. Mimo skazy białkowej u starszej córki i teraz u maluszka zjadam sery jogurty i pije mleko. Nie zjadam ich jednak codziennie i w dużych ilościach. Tym sposobem nie pozbawiam się nabiału i z obserwacji wynika, że służy to również Maluszkom 🙂 Przyznać się jednak musze, że zachęcana radami babci bawarkę przy córce piłam namiętnie do czasu ujawnienia się skazy. Czy spożywanie mleka mogło wywołać skazę? Czy skaza jak jest to i tak jest i po prostu dowiadujemy się o niej gdy poszalejemy z nabiałem ?

    PS. Post pisany wieloma czcionkami może wygląda ciekawiej, ale ciężej się czyta 🙂

    • Hafija
      17 lipca 2014 at 07:43

      Tylko dwoma 😉

  • Blisko Dziecka
    31 lipca 2014 at 19:19

    To jeszcze ja dodam coś od siebie 🙂
    Dieta matki karmiącej istnieje, w Polsce 🙂 U nas w kraju niestety ciągle istnieje wiele niepotrzebnych rzeczy i instytucji, wnoszących więcej złego niż dobrego…
    Kolka – istnieje i dotyczy około 10-15% niemowląt, a nie tak jak większość babć, cioć, lekarzy uważa, że większość dzieci je ma, ze względu na niedojrzały układ pokarmowy, często popołudniowy płacz jest spowodowany przestymulowaniem, bądź po prostu tęsknotą za środowiskiem naturalnym… Ale o kolkach to już było.
    Także niech mamy karmiące odżywiają się po prostu zdrowo! Żadne diety nie są potrzebne…

  • Chuda
    26 września 2014 at 19:42

    Na to, żeby jeść wszystko, wpadłam dopiero przy trzecim dziecku. W tej chwili ma 8 miesięcy i je wszystko, uwielbia nowe smaki i mam nadzieję, że tak mu zostanie.

  • Aneta D
    8 listopada 2014 at 22:07

    Jem wszystko poza żywnością z laktozą – ale dużo piję mleka bez laktozy, jem sery bez laktozy. I nie piję gazowanej wody. Niepokoje maluszka jak ręką odjął. Ot i cała dieta. Ja sama mam nietolerancję laktozy, więc nie dziwi mnie, że skoro mój organizm nie rozkłada laktozy jak trzeba to idzie ona prosto z mlekiem nierozłożona – co może dawać silne bolesne skórcze w brzuszku Malucha.

  • Asia
    19 marca 2015 at 09:20

    Ja już jestem głupia :/ Od urodzenia małego jadłam bardzo niewiele, ciągle to samo, gotowane, na chleb tylko grani, potem jeszcze doszedł ser, w końcu usiadłam i stwierdziłam, że chyba zwariowałam (gdyby nie moja siostra pewnie jadłabym trochę więcej…). Zaczęłam jeść w miarę normalnie (oczywiście smażonego nie, groch, fasola itp. nie), a kolki i tak pojawiły się ok.3 tygodnia, dawały o sobie znać jedynie tydzień. Od kiedy synek skończył 3 miesiące jem smażone, rzadko i raczej obsmażone. No i raz skusiła mnie surówka z kapusty, na następny dzień i jeszcze kolejny były problemy z gazami, a mianowicie przy każdym pierdku mój Skrbek płakał. Także mimo, że już tyle się naczytałam, że matka karmiąca może jeść normalnie, czasem mam wątpliwości…

  • Paulina
    24 marca 2015 at 14:09

    Hej ja zjadłam jednego małego schabowego a mój 1,5 miesieczny synek na drugi dzien mial na ciele wysypke czyli jest uczulony? Bo ja poprostu myslalam ze dziecko moze miec jedynie kolke a tu wysypka.

  • Kahahaha
    1 kwietnia 2015 at 22:13

    my na szczęście mieszkamy za granicą ale i tak jak do PL w końcu trafiliśmy i akurat były młode ziemniaczki to jako jedyna na obiad od teściowej dostałam stare, bo piersią karmiłam … JA SIĘ PYTAM DLACZEGO!!!!!! ??????? Marzyłam o tych młodych z kopereczkiem!! Po małej awanturze w końcu dostałam młode ale cała rodzina tak na mnie patrzyła jakbym dziecko właśnie zamordowała. I tak miałam to gdzieś i nawet mi w gardle nie stanęły 😛 A teksty typu: „Ja jak karmiłam to tego/tamtego nie jadłam” (z fuknięciem) lub „Tego nie powinnaś ale rób jak chcesz…” ehhhh szkoda słów. A ja jako „lekkomyślna”matka jadłam wszystko na co miałam ochotę. Oczywiście z rozsądkiem. Zawsze jadłam zdrowo. Zawsze patrzyłam na skład, pochodzenie, świeżość.

  • Asia
    29 maja 2015 at 16:08

    A mi zakazano pić kefir, bo kefir się sfermentuje i dziecko będzie płakało. W pierwszej dobie po porodzie. Czy lekarz miał rację?

    • Hafija
      29 maja 2015 at 20:22

      LOL 😀

  • DominikaSlowik
    10 czerwca 2015 at 17:30

    Witam! Przeszukalam wiekszosc Twoich wpisów i komentarzy ( jest ich ogrom i chyba nie wszystko ogarnelam )! Mam problem z glutenem. Moja Zuza 11 mcy ma podejrzenie nietolerancji glutenu – wiec go odstawiam w jej diecie. Karmie piersia.. czy ten gluten z mojej diety przechodzi do mleka? Jest on traktowany jak alergen? Nie wiem czy powinnam gluten wyeliminowac również ze swojej diety…

  • Ciekawska
    16 czerwca 2015 at 20:26

    Bardzo podobał mi się Pani tekst. Wydaje się to być rozsądne. Jednego tylko nie rozumiem. W jaki sposób dziecko w łonie poznaje smak i zapach tego co jemy?

  • ewa
    10 sierpnia 2015 at 20:13

    A kiedy u dziecka serią badań można potwierdzić alergię? Bo mój lekarz twierdzi, że u niemowlaka to niemożliwe:/ Co do diety restrykcyjnej, ma ona sens o ile widać, że z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego: biegunki, krew w kale, silna wysypka. Ja na początku jadłam wszystko, ale mały płakał z bólu. Przez miesiąc byłam na b. ograniczonej diecie, powoli dodawałam produkty i dzięki temu wiem, że ma nadwrażliwość na krowie mleko, pomidory, banany, pieczarki. Potwierdziły to kilkukrotne prowokacje kulinarne z mojej strony, a nie seria badań. Oczywiście ograniczenia nie maja sensu, jeśli wszystko jest ok.

  • ellanar
    10 sierpnia 2015 at 20:21

    Jestem wielką fanką karmienia piersią. Swoje dzieci karmiłam długo a może nawet dla niektórych bardzo długo (syna prawie 3 lata, córkę 2 lata) i powiem tak przy pierwszym dziecku cudowałam na początku strasznie (przez jakieś 3 mce)- z perspektywy czasu wcale się nie dziwię, że źle wspominam ten czas, byłam słaba, rozdrażniona, bo… po prostu źle odżywiona. Potem przestałam cudować, rozszerzyłam dietę i nagle odkryłam pełną radość z macierzyństwa i z karmienia dziecka piersią. Mały dzielnie znosił moją rozszerzoną dietę, jadłam zdrowo, bez dziwnych potraw które nawet dorosłemu mogą nie posłużyć. Ale była i kapusta kwaszona i surówki i nabiał, wszystko zbilansowane. Objawy alergii miał owszem… na truskawki i czekoladę to akurat bez żalu wyeliminowałam. Efekt- szczęsliwe dziecko, szczęśliwa mama i do tego szybko pozbyłam się nadprogramowych kg z ciąży. Ale moja mama widząc co jem załamywała ręce, mowiła że szkodzę dziecku, że wyrodna jestem – ona matka 4 dzieci karmionych piersią twierdziła, że okres karmienia to okres wyrzeczeń że tak trzeba i już!!. No cóż nie przekonała mnie i za każdym razem jak stawiała na stole do jedzenia coś, czego jej zdaniem nie powinnam nawet wąchać to mówiła – ale wiesz jesz to na własne ryzyko, może mu to zaszkodzić. Kac moralniak trochę w takich sytuacjach się pojawiał. Ale mały rósł i był zdrowy. Wyszło na moje. I potem po latach pojawiła się córcia, karmienie piersią było oczywiste tak, że nawet butelki nie kupiłam. I owszem miałam chwilowe zapędy by może wdrożyć dietę eliminacyjną… ale co miałam eliminować nie wiedząc co jej szkodzi?? No na logikę… i utwierdził mnie w tym pierwszy posiłek po porodzie. Dostałam śniadanie: parówka, ketchup, ogórek kwaszony, pasztet- tiiiia zdrowo jak to w szpitalu.Potem obiad- zupa kalafiorowa i gulasz z kaszą i kapustą kwaszoną- miks zabójca:) Pytam mojej położnej co ona o tym sądzi a ta trzeźwo do mnie: „jedz wszystko co Ty lubisz i co uważasz że Tobie nie zaszkodzi, dziecko jak człowiek -jak coś mu nie podpasuje to Ci to powie płacząc lub zobaczysz po wzdętym brzuszku. Będziesz wiedziała, że tego należy na razie nie jeśc”. No prościej się nie dało:) I tym tropem szłam. Małej nie było nic po warzywach, owocach (wszystkich także kapuście, gruszkach i śliwkach- jedzonych w rozsądnych ilościach). Jak ja się czegoś obżarłam i było mi ciężko i niekomfortowo to jej też. Natomiast szybko zauważyłam, że nie pasuje jej słodkie mleko i jogurty- więc je wyeliminowałam najpierw zupełnie, po mcu wprowadziłam małe ilości, a po trzech już bez ograniczania. Jej układ pokarmowy musiał dojrzeć do trawienia laktozy. I z perspektywy czasu powiem tak- z córcią jadłam to co reszta mojej rodziny od samego początku- czyli zdrowo ale bez przesady (frytki z McD też się zdarzały) i mała nie ma żadnej alergii, teraz też je wszystko, jest wręcz smakoszką, uwielbia wszystkie owoce, większość warzyw.
    Podsumowując- dieta mamy karmiącej ma być zdrowa, różnorodna, zbilansowana, mama ma jeść to co lubi ale mając w tyle głowy, że to co je ma wpływ na jej karmione dziecko. Więc jak zgrzeszy np. śledziem w occie , czy 1 kg śliwek bo były takie pyszne – to pewnie dziecko jej zasygnalizuje że przesadziła. Ale jak zje małą porcję surówki z kapusty kwaszonej (w wersji idealnej z koprem) to pewnie nic się nie stanie. Trzeba jeść z głową i obserwować dziecko. Czy spokojnie śpi, czy nie płacze, jakie ma kupki.
    Dieta eliminacyjna jak sama nazwa wskazuje ma eliminować pewne składniki pokarmowe – ale eliminujemy je jak już wiemy, że szkodzą a nie na wszelki wypadek. I w tym ja dostrzegam całą logikę diety mamy karmiącej. Póki nie szkodzi jemy normalnie, jak zauważamy że dziecko reaguje źle to weryfikujmy co mama zjadła i to wykluczamy na chwilę, potem wracamy i sprawdzamy czy dalej jest niepożądane. Chyba proste??

  • megi
    11 sierpnia 2015 at 10:03

    Na koniec kwietnia urodziłam córcię, moje drugie dzieciątko. Akurat kiedy zaczynał się sezon truskawkowy. Oj jak mnie ciągnęło do tych truskawek!! Zjadłam ich chyba z 15 jak córa miała niecały miesiąc. Tyle wytrzymałam 🙂 Na drugi dzień miała całą buźkę wysypaną. Poczekałam aż jej ta wysypka zeszła i znów spróbowałam podobną ilość, o dziwo wysypało ją ale dużo delikatniej. Za trzecim razem to już jadłam normalnie i córci nic nie było 🙂

  • Mitt Nye Liv
    11 sierpnia 2015 at 10:07

    Szkoda, że za późno trafiłam na twój blog. Jak poprzez moje niejedzenie bo tego nie można nabawiłam się anemii a syn został przerzucony na butelkę. Moja Pani położna nie pozwoliła mi jeść prawie nic. Po 2 tygodniach chodziłam jak cień a dziecko ciągle głodne i dokarmiane. Aż piersi zrobiły się twarde jak kamienie i bolące do tego gorączka. Lekarz przepisał tabletki na zasuszenie pokarmu a że akurat zaczynała mi się sesja na uczelni stwierdziłam że to będzie najlepsze wyjście. Już więcej nie dam się omamić gadaniem że to mu zaszkodzi. Potem dostał jedna krostę i od razu skaza białkowa i skierowanie do alergologa. Niestety na wizytę trzeba trochę poczekać. Przy kolejnej wizycie dziecko radosne i w ogóle a Pani doktor twierdzi ze ma kolkę i przepisuje tysiąc leków. Paranoja jakaś. Po tej wizycie zmieniłam lekarza 🙂 Nie słuchajcie dobrych cioć które gadają tylko pewnie nie masz pokarmu, tak mogą człowieka zestresować że idziesz i robisz butelkę. To moje pierwsze dziecko, następnym razem nie będę słuchać nikogo 🙂

  • Ewa
    16 maja 2016 at 15:14

    A ja się posłuchalam i jadłam wszystko, szczególnie nabiał -sery białe, żółte, jogurty mmm pycha! A skończyło się tak że z dnia na dzień mojej córce przybywało krost i plam, ulewanie po każdym posiłku, waga spadła na 10 centyl. Mała się drapala, nie mogła spać, chudla, a ja nadal żarłam nabiał bo „przecież dieta matki karmiącej to bujda ” . Proszki wszystkie i kosmetyki wymieniane dwa razy, a plam coraz więcej, w końcu prawie nie było u małej czystego miejsca na ciele! Poszłam do dermatologa : proszę odstawić nabiał! Mała miała wtedy 4 mies. Ja już 3 mies unikam nabiału, dziecku wszystko zeszło. Jak coś zjem z nabiałem to znów wyskakuje. Więc z tego morał taki że dieta matki karmiącej istnieje.

    • JuWu
      19 lipca 2016 at 22:11

      Nie istnieje. Ale jeśli są objawy to szukamy a nie olewamy. Jedną kropka czy marudzenie nie jest oznaką skazy bialkowej, nie stosujemy diety na wszelki wypadek,ale takie objawy jak nasilona wysypka i świąd,spadek wagi to juz ewidentnie znak ze cos sie dzieje!

  • ksk
    9 lipca 2016 at 09:52

    A ja dałam się zastraszyć. Zastraszyli mnie i zakrzyczeli moi najbliżsi, czyli osoby które powinny mnie wspierać w kp, do wtóru z położną środowiskową i pediatrą. Mąż robił mi awantury o wszystko co jadłam, „bo mały będzie miał kolki”, „nie myślisz o dziecku”, „jesteś egoistką”, „jadłaś bigos???!!! na pewno nie dasz teraz cycka, zwariowałaś!!!” i tym podobne. Moja dieta składała się z bułek, jogurtu i gotowanych warzyw. Efekt był opłakany – ogromny stres jakiego nigdy w życiu nie doświadczyłam (nawet będąc w zagrożonej ciąży), wieczny głód, płacz po kryjomu, osłabienie, zawroty głowy, apatia, zniechęcenie. Praktycznie dwa miesiące wyjęte z życiorysu, z których niewiele pamiętam, a to co pamiętam nie jest zbyt przyjemne. Karmienie piersią mi obrzydło, bo było męczarnią przy tej głodowej diecie. W końcu mleko zaczęło zanikać, dziecko nie chciało ssać pustych piersi (z których ledwo co kapało i nawet laktator nie pomagał) i skończyłam karmić po siedmiu tygodniach. Do tego ciągle słyszałam „jak nie dajesz rady, to daj butelkę”, „dlaczego męczysz siebie i dziecko? daj butelkę”. Strasznie, strasznie żałuję, że dałam się zastraszyć i zakrzyczeć, że nie byłam silniejsza i zastosowałam tą głodówkę i dawałam tą butelkę. A w ciąży miałam zdrową zbilansowaną dietę i plany na co najmniej rok kp, albo i dłużej. Czuję, że dałam sobie odebrać coś niezwykle cennego i niezastąpionego, co nigdy nie wróci. Dziewczyny, nie dajcie się, tak jak ja, bo będziecie tego żałować. Jedzcie normalnie, karmcie piersią jak najdłużej, nie słuchajcie głupich rad. Pozdrawiam!

    • olllga
      11 września 2016 at 09:46

      to straszne czego doświadczyłaś przez swoich najbliższych i ludzi którzy powinni cię wspierać w kp. Chciałam jeszcze zauważyć że pediatrzy naprawdę nie znają się na karmieniu piersią nie poszerzają swojej wiedzy na ten temat i potem wywołują w kobietach poczucie winy a nie raz nawet karzą karmić mm bo mniej uczula co jest totalna bzdurą. Córka moja miał kolki, kupy ze śluzem i trwało to z 6 tygodni i co bym nie zrobiła to i tak płakała a było to 19 lat temu nie było internetu i rzetelnej wiedzy tylko ja na całe szczęście nie radziłam się lekarzy tylko trochę na wyczucie działałam i stwierdziłam że jeżeli jadłam coś wcześniej i to nie było alergenem to nie możne zostać z dnia na dzień. Może ktoś powie ze to nie odpowiedzialne że nie radziłam się lekarzy ale nie byłam panikarą wiedziałam ze dzieci maja kolki. i po 6 tygodnia mięło z dnia na dzień wszystko. Syn nie miał w ogóle kolek co bym nie zjadła po prostu taki był. Czasem płakał jak dziecko które potrzebuje bliskości czasem coś po prostu mu nie pasowało i nie wiem do tej pory co, bo to mały człowiek i nie będzie ciągle leżał cicho. Córka ogólnie jest alergiczką bo ma uczulenie na niektóre proszki do prania, nikiel, raz miał reakcję w postaci pokrzywki i do tej pory nie wiem co bo niby wszystko jadła co zawsze a pokrzywka na całym ciele ale te alergie to pojawiały się dużo później w wieku przedszkolnym i szkolnym.
      a jedzenia samego kurczaka jako mięsa bo to zdrowe – dla mnie nieodpowiedzialność bo drób jest wskazany ale ekologiczny o który naprawdę jest mega ciężko bo ja nie mówię o kurczakach z wolnego wybiegu. mój ojciec jest lekarzem weterynarii specjalista chorób drobiu i naprawdę mówił do mnie żeby jeść raczej okazjonalnie lub kupować od ludzi którzy mają ekologiczny chów
      za dwa miesiące ponownie zostanę mamą nie wiem co mnie czeka bo może być różnie ale mam wsparcie w MZ i swój rozum i wiedzę. Poprzednio córkę karmiłam 7 miesięcy a syna dwa lata. Jedno z najzabawniejszych rzeczy jaka usłyszałam od pielęgniarki środowiskowej to informację bo mój syn miał parę krost na twarzy że to od poduszki puchowej szok po prostu wróżki to są a krosty pojawiły się i zniknęły same

  • lexie
    19 lipca 2016 at 22:05

    Dwa tygodnie temu urodziłam swoje drugie dziecko. Dzień po wyjściu ze szpitala przyszla polożna z wizytą i pyta czy wiem co mogę jeść to mówię że wiem żeby urwać temat. Wracała do tego jeszcze 3 razy i pomimo że nie chciałam musiała swoją listę absurdalną wygłosić:) nie będę pisać wszystkiego tylko kilka rzeczy.
    Można m. in. jogurty i wymienia smaki np biszkoptowy (jak na mój gust to sama chemia) A naturalnych nie wymieniła..
    Chude mięso gotowane na kostce rosołowej (kolejna chemia)
    Absolutnie nie można:
    I tu całą lista aż się karmić odechciewa jakby ktoś w to uwierzył.. Ale co mnie zaciekawiło Ale już nie dopytalam.
    Absolutnie nie można lodów i nic zimnego z lodówki ani picia ani jedzenia, najzimniejsze w temp pokojowej. A upał 35 stopni. Ale ciekawi mnie DLACZEGO NIC ZIMNEGO? Bo tego szczerze nie słyszałam jeszcze..

    • Hafija
      19 lipca 2016 at 22:07

      bo mleko się przeziębi? 😀 ha ha ha

  • JuWu
    19 lipca 2016 at 22:17

    Hafija a co np ze szczawiem i rabarbarem? Są jakieś dane ile szczawianów przechodzi do mleka i jaka jest bezpieczna ilość? a gdzieś tam jeszcze kiedyś wyczytałam jakieś naukowe wywody o szkodliwości i przechodzeniu do mleka czegos z owoców pestkowych (czereśnie, wiśnie, winogrona), slyszalas coś ?

    • Hafija
      19 lipca 2016 at 23:56

      rabarbar – z tego co wiem nie można, ale poszukam

    • agula
      29 maja 2017 at 03:39

      I jak to jest z tym rabarbarem? Bo ja gdzies czytalam ze wczesny mozna i najadlam sie placka z rabarbarem. Zastanawiam sie czy maly placze bo kolki czy cos czy od rabarbaru..

    • Hafija
      1 czerwca 2017 at 16:02

      Rabarbar raczej przeczyszcza 😉

  • Evita
    20 lipca 2016 at 00:47

    Jestem lekarzem i mimo posiadanej wiedzy o mechanizmie powstawania mleka w piersiach, sama na początku nie miałam pewności, że można jeść wszystko. Jadłam rzeczy gotowane na parze, niesmaczne i nudne (ile razy można jeść pierś z kurczaka z ryżem…). W końcu jeszcze raz przewertowałam swoje podręczniki i doszłam do wniosku, że jeść można wszystko. Ograniczanie jedzenia tego co dobre i z czego mamy przyjemność tylko powoduje frustrację.

    Trzeba tylko pamiętać by zwracać uwagę na rzeczy które potencjalnie mogą wywołać alergię i obserwować pod tym kątem dziecko, gdy się jadło podobne rzeczy. Nie rezygnować z nich jednak „na zapas”…

    Dziękuję za ten artykuł. Mam nadzieję, że podobnych informacji będzie w internecie coraz więcej i młode mamy będą jadły zdrowo i tak jak lubią, zamiast na zapas wykluczać z diety wszystko co wydaje się być ryzykowne.

  • go
    20 lipca 2016 at 05:40

    Moim zdaniem przede wszystkim trzeba „dogadać się” z dzieckiem. Jak się urodził mój starszy syn, to jadłam może z 10 różnych produktów (jabłka, marchew, chleb z masłem, serki wiejskie, ziemniaki, wafle ryżowe, arbuza, czasem trochę banana) – do tej pory pamiętam. Nie dlatego, że takie miałam zalecenia, tylko dlatego, że jak zjadłam na próbę troszkę czego innego, to on nie płakał – on się zwyczajnie DARŁ chwilę po nakarmieniu. A i ja nie miałam specjalnie apetytu. Minęło mu niemalże z dnia na dzień po 3 miesiącach i potem jadłam wszystko.
    Za to młodszy kolek nie miał w ogóle, ja jadłam wszystko od początku. Choć przez pierwsze 2 tygodnie ostrożnie i z pewnym niedowierzaniem.
    W każdym razie, jak urodziłam pierwsze dziecko i czytałam w internecie, że można jeść wszystko, to pukałam się w głowę. Dlatego sugerowałabym nie czytanie w internecie, co można, a czego nie można, dystans do „dobrych rad”, obserwację i zaufanie do siebie.

  • Ania
    20 lipca 2016 at 07:51

    Bardzo dobry post. Karmię i jem wszystko jak leci. Ryby też, codziennie. Pilnuje tylko, ze nie zjeść za mało w ciągu dnia, bo wtedy wieczorem Mały długo wisi, żeby się porządnie najeść przed snem. Może wreszcie przestawi się ludziom w głowach.

  • Mama 2
    11 sierpnia 2016 at 15:35

    Nareszcie coś sensownego! Sama jestem mamą 2 dzieci. Po urodzeniu 1, na moje pytanie „co mogę jeść?” niemal usłyszałam, że w zasadzie to nic. Po urodzeniu 2 dziecka (mądrzejsza o wcześniejsze doświadczenia), zadałam położnej to samo pytanie i usłyszałam „jeżeli w ciąży jadła pani wszystko, to proszę to robić nadal. Nie przesadzać ze smażonym (bo to niezdrowe) i wzdętliwym, ale jeść wszystko, na co pani ma ochotę”. No i jadłam wszystko, kiedy syn miał nie cale 3 tygodnie zapomniałam się i zjadlam bigos. Nastawilam sie na nocną kolkę, a mlody noc przespal.

  • Stara mama
    11 sierpnia 2016 at 18:35

    Wykarmiłam dwójkę dzieci (syna 3 lata, córkę 2 lata). Zawsze jadłam wszystko na co miałam ochotę (oczywiście z umiarem) i, uwierzcie mi, nie wiem co to są kolki. Muszę dodać, że syn był wcześniakiem i według położnej, to chyba powinnam żyć o chlebie i wodzie. Słuchałam swojego organizmu i obserwowałam dzieci. Jeśli byłam głodna, albo odmówiłam sobie czegoś na co miałam ogromną ochotę, dzieci zaraz to wyczuwały i reagowały płaczem. Ja również jestem alergikiem, moje dzieci też, a mimo to jadłam wszystko. Miałam szczęście trafić na rewelacyjne lekarki rodzinną i alergolog, które tylko potwierdziły to, co sama czułam: „Jeść wszystko z umiarem i obserwować dziecko”. Owszem, z czasem okazało się, że syn jednak ma alergię pokarmową (na mleko krowie, mąkę pszenną i kakao), ale wystarczyło na jakiś czas wykluczyć te alergeny z jego diety i po roku powolutku wprowadzać je z powrotem (oczywiście pod kontrolą alergologa i gastrologa). Dziś syn ma 17 lat i jest z niego „chłop jak dąb”. Młode mamy nie dajcie się „zwariować”! Wasze dzieci same Wam pokażą co im szkodzi. Owszem jak się czegoś „nażrecie” (bez urazy) i będzie Wam ciężko na żołądku, to i dziecku będzie ciężko, ale to nie znaczy od razu, że mu to szkodzi. Życzę samych radości i satysfakcji z karmienia piersią, bo to jest najlepszy dar jaki możecie ofiarować sobie i swoim dzieciom!

  • Stara mama
    11 sierpnia 2016 at 18:37

    Zapomniałam dodać najważniejszego: Świetny post Hafija!

  • Gosia
    24 sierpnia 2016 at 19:49

    Pracowałam w sklepie ze zdrową żywnością. Pytanie „co macie dla mamy w ciąży/karmiącej”? było jednym z moich ulubionych listy nieulubionych pytań 😛 Każdy produkt musiał mieć napisane,że jest bezpieczny dla mam karmiących. Przy każdym twarożku, jogurcie,herbatce owocowej, ciastkach – słyszałam pytanie-„czy to może jeść kobieta karmiąca?Gdzie to jest napisane…?”

    • Asia
      27 sierpnia 2016 at 18:01

      Urodziłam 10 dni temu 2 dziecko. Pierwsze miało kolki ale nie udało mi sie dojść od czego. Przy drugim jestem mądrzejsza. Jem wszystko poza nabiałem (nie służy mi), czekoladą (kofeina) i ograniczyłam cukier do minimum tj. łyżeczka do kawy zbożowej lub lekko muśnięta konfitura na chlebie +owoce z umiarem. Z własnych doświadczeń jelitowych wiem ze te trzy produkty silnie stymulują jelita. Cukier i węglowodany przechodzą do mleka i w nadmiarze mogą prowokować fermentację nawet u dorosłego człowieka a co dopiero u niedojrzałego maluszka. Mleko prócz nielubianej laktozy, która dziecko powinno trawić, jest także w mleku matki. Ale mleko zawiera kazeine (białko) które cześciej jest powodem alergii niz laktoza i tłuszcz mleczny. Przeczytałam tu na tym blogu ze tłuszcz przechodzi w dużej ilości do mleka i faktycznie moja córeczka po naleśnikach (pełnoziarnistych) i podsmażonych kotlecikach miała strzelające kupki. Tak samo zareagowała na mleko mm Bio Hipp (bogate w tłuszcze) oraz wit D w kapsułce!..która notabene jest na nośniku olejowym dla lepszej wchlanialnosci.. ! Moze wiec tu jest „pies pogrzebany”. Zaleca sie podawać dziecku wit d3 od pierwszych dni i mamy to robią.
      Doszłam do wniosku ze w pierwszym miesiącu sama będę łykać duże jej dawki. Jestem za jedzeniem wszystkiego ale mniej więcej po pierwszym miesiącu a w pierwszym okresie dieta lekka ale bogata.

  • Anna
    2 października 2016 at 00:16

    Witam serdecznie.
    Czy fitoestrogeny obecne w pożywieniu mamy karmiącej mają wpływ na karmionych przez nią chłopców a dokładniej na ich gospodarkę hormonalną? „W organizmie mężczyzny fitoestrogeny zmniejszają poziom estrogenów- tym samym pełnią rolę ochronną dla prostaty przed nowotworami.” Czy też raczej wykazują „niekorzystne działanie w postaci niepłodności. poważne upośledzenie czynności związanych z rozmnażaniem się, upośledzenie reprodukcji”.
    Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam.

  • Kornik białowieski
    8 stycznia 2017 at 22:25

    Mam 11 miesięczne dziecko u którego podejrzewam nietolerancję nabiału krowiego. Będąc u alergologa usłyszałam od pani dr, że nietolerancja taka jest niemożliwa skoro ja jem nabiał, gdyż składniki mleka krowiego przechodzą do mojego pokarmu i dziecko reagowałoby na mój pokarm wykazując jakieś objawy nietolerancji. Możesz Agato pomóc czy jest taka zależność lub podsunąć namiary na takie informacje? Z góry bardzo dziękuję.

  • Maria
    13 stycznia 2017 at 10:50

    Proszę o pomoc… Kolki u mojego maluszka zaczęły się przed ukończeniem 3. tygodnia życia, trwają nadal i są straszne. Mała płacze średnio 10 godzin dziennie z przerwami na jedzenie i kilka 20-minutowych drzemek. Od 4 dni jestem na diecie bezmlecznej, żeby wykluczyć, czy małej szkodzi krowie mleko. Wizyta u pediatry załamała mnie totalnie. Zalecenia lekarskie: mam przejść na bardzo restrykcyjną dietę, niemalże tylko chleb i woda, żadnych ryb, produktów mlecznych, surowych warzyw, owoców, cukru… Mimo tego, że teraz jestem na diecie bezmlecznej mała płacze jak szalona. Czy jest szansa, że tak restrykcyjna dieta pomoże małej? Boję się, że nie jedząc nic, stracę pokarm lub będę miała go niewystarczająco, żeby nakarmić córkę. Ta sytuacja jest wyczerpująca. Już teraz dieta bezmleczna jest dla mnie ogromnym wyzwaniem, bo w niemal każdym moim posiłku do tej poryj znajdował się jakiś produkt mleczny. Proszę o radę, co robić…

  • Sandi38
    8 kwietnia 2017 at 21:32

    Zgadzam się z komentarzem że tak naprawdę czas pokaże co szkodzi naszym maluchom. Myslę że chyba same widzimy po sobie po czym źle się czujemy. Ja nigdy nie zapomnę zaparć, które towarzyszyły mi w ciązy. Czułam jak mój brzuch prawie eksploduje! A działo się tak głównie wtedy gdy zjadłam jabłka, akpustę czy fasolkę. Kłopoty z wypóżnianiem i zatwardzenie byly dla mnie norma. Radzilam sobie z nimi dzieki dicopeg 10g przynosil mi blyskawiczna ulgę – wszystko wracalo do normy. Teraz tez go stosuje zwlaszcza na wyjazdach, kiedy mam problem z trzymaniem diety, bo po prostu sama nie gotuje 🙂

skomentuj

Pobierz darmowy e-book