Świr żywieniowy czyli co jemjakich dodatków unikać w żywności


Proszę mnie nie bić! Będę pisała o jedzeniu 🙂

Każdy z nas ma swoje zwyczaje żywieniowe, każdy. Nie znam osoby która jadłaby wszystko jak odkurzacz, za to znam wiele osób które np. wykrawają plamki z jabłek bo „to robaczki”, nie piją mleka z kartonu „bo śmierdzi”, nie jedzą mięsa bo są przeciwni zabijaniu zwierząt lub uważają dietę wegetariańską/wegańską za zdrowszą.

To samo tyczy żywienia dzieci. Mi się słabo robi na widok dziecka umazanego czekoladą (mój ostatnio zjadł ptasie mleczko – będę miała traumę do końca życia ) a inne dzieci wciągają płatki w których 1/3 porcji to cukier i nikt się nie przejmuje.

Innymi słowami każdy się truje jak umie 😉 i ja też.

Ja także mam rzeczy których nie jem i nie zjem za nic na świecie. Do tego nie dam ich nigdy dziecku, bo nie i koniec i „wszystko jest dla ludzi” mnie nie przekonuje. Papierosy też są podobno dla ludzi.

Moje zwyczaje żywieniowych wprawiają w osłupienie osoby, które mnie nie znają. Ale i rodzina bywa zdziwiona.

Nic na to nie poradzę ale nie zjem parówki. Za Chiny Ludowe pół Ameryki. Parówka i pasztet z puchy są fe. Zajadałam ze smakiem nie raz nie dwa dawno, dawno temu a teraz – teraz jak pomyślę to mnie mdli. Parówka jawi mi się jako resztki mięsa MOM zmielone z tekturą i sznurówką zapakowane w folię która robi się śliska jak tylko zamknę lodówkę.

Wole dobrą kiełbasę kupić gdzie widzę mięso a w składzie tylko przyprawy naturalne. Koniecznie naturalne bo E cośtam nie jem.

Czytam etykiety bardzo uważnie. Jak się już truję to świadomie, nie zamykam oczu  na to co wkładają producenci żywności do pudełka, mimo, że wiele osób nie widzi w tym różnicy co dadzą dziecku lub sami zjedzą na obiad. Wierzę, że jedzenie jest kluczowe dla zdrowia człowieka i trzeba przywiązywać do niego uwagę.

Świruję na punkcie składu. Nie chcielibyście wybierać ze mną sera albo dżemu.

Stoję przy lodówkach w Tesco i wertuję skład serka. A ludzie się gapią bo potrafię czytać i mruczeć pod nosem „o fu” lub odkładać na miejsce mówiąc „ale świństwo„. Tak, mąż mój tez bywa zażenowany jak komentuję wrzucane przez niego do kosza Chipsy

Szukam sobie w swoim telefonie nazwy E dodatków i eliminuję.

Kiedy jadę na obiad do rodziny i znajomych to pytam „A z czym ta zupa?” „A jakie przyprawy?” „A z kostką rosołową?” (Nie jadam kostek o fu fu fu ani maggi ani vegety ani innych smakoboosterow)

Ale… jak macie ozorki, móżdżki, serca, żołądki i inne podroby to śmiało kładźcie mi na talerz. Zjadam bez szemrania!! Warunek jeden – bez konserwy i bez sztucznych wzmacniaczy.

Moja mama i mój tata czasem wywracają oczami jak czytam skład boczku pakowanego ale myślę, że dobrze na tym wychodzą bo czasem potrafię ich przekonać do lepszego wyboru jedzenia.

Dziecko tez tak uczę. Tak dziecko karmię 🙂

Mam oczywiście swoje słabości… Coca cola… Czasem po prostu muszę inaczej sie uduszę i klnę w duchu świństwo które piję. Mocna herbata (staram sie żeby była zielona), cukier… no grzeszę codziennie, ale staram się jak najmniej 🙂
Poniżej znajdziecie listę dodatków do żywności których warto unikać:

E951 – aspartam– neurotoksyna, zaburza syntezę białek w organizmie, zaburza przewodzenie impulsów w synapsach, ma działanie kancerogenne, wpływa szkodliwie na pamięć krótkotrwałą, może przyczyniać się do powstania guzów mózgu, cukrzycy, choroby Parkinsona i Alzheimera, depresji, powodować drgawki, zawroty głowy, duszności, wymioty. jest w dietetycznych ale i nie tylko napojach, gumach do żucia, slodzikach

Syrop glukozowo fruktozowy –  może powodować m.in. szybki wzrost złego cholesterolu, otyłość, cukrzycę, stany zapalne organizmu, choroby naczyniowe i zakrzepowe, wchodzi w interakcje z antykoncepcją hormonalną

Glutaminiam sodu E621 (lub jego brat E622)- najbardziej znany „podbijacz smaku”. W dużych ilościach powoduje tzw. syndrom chińskiej restauracji, wpływa szkodliwie na połączenia nerwowe w mózgu, może powodować bóle głowy, omdlenia, duszności, wsypkę. Jest naprawdę „wszędzie” =/

E221 siarczyn sodu – środek konserwujący obniża zawartość witamin w produktach, w połączeniu z alkoholem może powodować efekt wzmożonego kaca, wysypkę, duszności, ataki astmy – jedna na sto osób przejawia na niego nadwrażliwość, często zawierają go suszone owoce i soki lub wina

E226 siarczyn wapnia – podrażnia pzrewód pokarmowy oraz wątrobę, może powodować silne reakcje alergiczny,

E250 – azotyn sodu – można go znaleźć np w parówkach, pasztetach, mortadelach, jest potencjalnie rakotwórczy i nie wolno spożywać go w dużych ilościach, absolutnie nie nadaje się dla dzieci poniżej 6 miesięcy życia, może powodować zaburzenia poziomu hemoglobiny

E110 i E104 – żółte barwniki –
mogą powodować silne reakcje alergiczne oraz duszności i ataki astmy

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

53 komentarze

  • Eininja
    4 kwietnia 2013 at 09:08

    AspartaM. 🙂

    W każdym mięsie, może poza hodowlą ekologiczną są hormony i antybiotyki i inne paskudztwo. 🙂

    • Anna
      28 lipca 2014 at 20:23

      To ja Was miłe Panie zapraszam do sklepu Spiżarnia smaku na Warszawskim Ursynowie, dostaniecie tam polskie mięso bez żadnych antybiotyków i innych paskudzctw! Oraz wędliny tradycyjne robione w małych ilościach bez ulepszaczy i nie na skalę masową. Maja tam parówki 100% mięsa bez glutenu i na pewno nie znajdziecie tam mielonej tektury itp przetestowalam!

  • Hafija
    4 kwietnia 2013 at 09:18

    Dzięki takie sa efekty pisania po nocach 🙂
    Sa staram sie kupować ekologicznie!

  • my son's mum
    4 kwietnia 2013 at 09:45

    Mnie się już udało przekonać rodziców (miesiące mojego gderania), aby nie używali kostek rosołowych i fantastycznego czosnku knorra w kostkach:) Dziwne, że dopiero gdy pojawiło się dziecię, przestałam zażerać się kostkami, wegetą i maggi… zamiast tego zupkę można zrobić na lubczyku, zielu angielskim, liściu laurowym i na liściach selera (mrożę je). Dobry temat, pozdrawiam!

  • ...marta
    4 kwietnia 2013 at 09:48

    Gdy już byłam w ciąży przyglądałam się etykietom. Ale, że były zachcianki… 😉 Jednak od momentu Kuby narodzin BARDZO zwracam uwagę na etykiety. Też tak jak Ty stoję przed lodówką z jogurtami w markecie i każde opakowanie macam i czytam. I dobrze mi z tym! Np. uuuwieelbiam pasztety, ale takiego kupnego już nie tknę! Tylko z mięsnego – z dziczyzny – pyycha 😉 A przedwczoraj zrobiłam sama z cieciorki i warzyw – POLECAM! I Kuba wcinał "mniamając" z zachwytu 🙂 Ludzie mówią, że zdrowe odżywianie jest drogie. Nie zgadzam się w tym – to kwestia wyborów i chęci przygotowywania pełnowartościowych posiłków samemu.
    Pozdrawiam!!
    ps. Super post 🙂

  • juSia BabyBoom
    4 kwietnia 2013 at 10:08

    no proste parówkom które zawierają mniej niż 85 % mięska i MOM mówimy nie, to samo tyczy się do najbardziej lubianego przez polaków pasztetu podlaskiego …. bleee
    nie lepiej zmielić mięsko z rosołu i zrobić swój pasztet? ODP lepiej ! i to wcale nie jest mega trudne

  • Kitek
    4 kwietnia 2013 at 10:16

    my też z mężem namiętnie czytamy etykietki, zakupu zajmują nam 3 x tyle czasu 😉 ja z uporem maniaka staram się cała rodzinę przekabacać na kupowanie jajek "0" lub "1" a nie "3" których jest pełno w supermarketach. i trzeba koniecznie przeczytać kod na jajku, bo to ze na pudełku pisze, że eko albo chów ściółkowy to nic nie znaczy.. producenci wypisują różne bzdury na opakowaniu…
    ja za to nie jem wieprzowiny, maż też nie i córce też nie dajemy (w żłobku też nie dostaje), bo mocznik w mięsie jest dla mnie fuj i już… wszyscy robią wielkie oczy: jak to, a schabowy? a golonka? a karkóweczka? dla mnie fuj, fuj, fuj..
    a i wnętrzności też nie jadam: żołądki, serca, płucka…. ble.. no może za wyjątkiem wątróbki z jabłkami i cebulką w wykonaniu mojej mamy 😉

    wiele rzeczy można samemu zrobić z pół produktów, np. musli – ostatnio zrobiłam granolę z orzechami i suszonymi owocami – mniam… i nutellę też – tyle się nad nią narobiłam, że słoik pewnie by kosztował z 30 zł ale przynajmniej wiem co w niej jest 😉

  • piegowatamama
    4 kwietnia 2013 at 10:22

    Oj to mamy coś wspólnego z tym, że mój mąż ma gdzieś to wszystko nie czyta nie chcę wiedzieć. Niereformowalny

  • Mio i Mao
    4 kwietnia 2013 at 10:27

    Mnie też to irytuje. Coraz mniej zdrowego jedzenia w naszych sklepach. Ciągle tylko wszechobecna chemia, wysokoprzestworzona żywność, cukier i jego substytuty. A najbardziej uwiera mnie to, że producenci jedzenia dla dzieci wciskają kity rodzicom, że to właśnie ich produkty są najzdrowsze – Nieuczciwe sępy. Sama znam takie "urobione" mamusie, co uważają, że słoiczkowy chłam jest zdrowszy niż jedzenie przygotowywane przeze mnie w domu. Czasami już nie mam siły agitować. Dziś idę na spotkanie z dietetykiem dziecięcym, podzielę się pozyskaną wiedzą na blogu.

  • MATRIOSZKA
    4 kwietnia 2013 at 10:43

    eeee nie kochana papierosy są do dupy!!:)ja się uczę tego dobrego jedzenia i super że podałaś te przykłady z opisem będę teraz mądrzejsza przy ladzie chłodniczej w markecie…:)

  • Hafija
    4 kwietnia 2013 at 10:56

    I owoce jalowca ja polecam do zupek 🙂

  • Hafija
    4 kwietnia 2013 at 10:58

    No przecież ja to tak ironicznie napisałam 🙂 dymkom mówimy stanowcze FUJ

  • sara
    4 kwietnia 2013 at 11:11

    Nie jesteś taka odosobniona w czytaniu składów – tego nauczyli mnie rodzice i jeśli zjadam jakąś trucizną to świadomie 😛 My na przykład nie kupujemy gotowych wędlin, już drugi miesiąc sama je robię; a to boczek, a to szynka lub karczek.
    Przymierzam się też do pieczenia chleba – na razie tylko raz upiekłam, za to bułeczki robię bez zarzutu.
    Mamy za to jedną słabość…fast foody – ale jedynie pizzę zamawiamy, resztę robię w domu np. ostatnio do hamburgerów nawet bułki upiekłam ^^

  • igmu
    4 kwietnia 2013 at 11:36

    Ojjj ja też jestem świrem składowym… zawsze czytam etykietki, zaczęło mi się jeszcze przed ciążą… ale rodziny nie zmienię :/ Teściowa robi zupy na meeega ilości kostek rosołowych, a Vegeta to jej ulubiona przyprawa :/ Ostatnio u mnie robiła zupę, jak była z Małą i z wielkim zaskoczeniem i niedowierzaniem zapytała mnie, czy ja Vegety nie używam, bo w domu nigdzie nie znalazła… 😀 Hehe…
    Jak już to tylko sól morska, pełno przypraw – pieprz, zioła wszelakie, papryka itp., mnóstwo natki pietruszki i koperku jemy, wędliny robię sama, od czasu do czasu chleb piekę, ale nie tak często jak bym chciała… w sklepach kupujemy tylko kasze, ryże, makarony, owoce i warzywa 🙂 Mięcho wszelakie jadamy z małego mięsnego spod bloku, jaja też mamy od rolnika 🙂
    Męża też zaraziłam czytaniem etykiet 😀

  • Gizanka
    4 kwietnia 2013 at 11:39

    Jak pasztet to tylko domowej roboty i najlepiej roboty mojej mamy:-)

    Jak podroby, w każdych ilościach, to najlepiej w gulaszu i z domowymi przyprawami 🙂

  • Kinga
    4 kwietnia 2013 at 11:43

    Ojej podziwiam Cię za taką selekcję jedzenia.
    Ja niestety uwielbiam w większości te produkty, które Ty wymieniłaś.
    Cóż.. ;p
    Pozdrawiam serdecznie.;)

  • Kararelka
    4 kwietnia 2013 at 11:44

    Skąd ja to znam. Nie ruszę tego wszystkiego co wypisałaś, parówka to w ogóle błeeeeeeeeee. Nie uzywam kostek rosołowych, Vegety i Ziarenek smaku, mam tylko naturalne zioła i przyprawy. Nawet warzywa mam ekologiczne bo z działki rodziców i babci.
    Niestety z mięsem mam problem. Nie ufam juz żadnemu producentowi wędlin-jak kupuje sie tanie to wiadomo, że kiepskiej jakości a jak drogie, to stare bo mało osób je. Sama wole własnoręcznie upieczone szynki czy schabiki, ale dziec tego nie je bo za suche więc kupuje wędlinke o której myślę, że jest ok bo płacę 50 zł/kg…
    Świeże mięso ostatnio znalazłam pakowane w Lidlu i było to jedyne mięso po którym moje dziecko nie miało luźnej.

    Jeden specjalista z którym kiedys gadałam powiedział, że nie ma szans na podawanie hormonów zwierzetom czy faszerowania antybiotykami i potem ich sprzedawania bez upływu ilus tam tygodni czy miesięcy…nie ma szans, jesli wtwrynarz jest uczciwy.
    A u nas takich nie ma. ;///

  • Aga
    4 kwietnia 2013 at 11:46

    Przydatny post! Dziękuję

  • takatycia
    4 kwietnia 2013 at 12:15

    hehehe, ale z tym móżdżkiem to Ty powaga? 😀

  • Misiowa mama
    4 kwietnia 2013 at 12:27

    Musisz koniecznie wrzucić przepis na rosół bez vegety i innych takich, bo ja bez tego nie umiem ugotować, bo nie ma smaku :/

  • mordoklejka838
    4 kwietnia 2013 at 12:32

    U mnie kostek rosołowych, vegety i cukru nie ma, ale czekolada… mmmniam 🙂

  • buzz
    4 kwietnia 2013 at 12:41

    Masz absolutną rację, przecież jogurt naturalny jest tańszy niż 'owocowy', warzywa na wywar też są tańsze niż kostka rosołowa, więc tak jak mówisz kwestia wyboru i poświęcenie chwili czasu na obranie tych warzyw albo przygotowanie pasztetu.

    Nie ma powrotu do stanu mniejszej świadomości, jak ktoś raz spróbuje przepysznej zupy o naturalnym smaku już nie wróci do żółtego badziewia z kostki 😀

  • buzz
    4 kwietnia 2013 at 12:46

    Ja walczę z babcią i dziadkiem od strony męża, bo skoro na opakowaniu serka firmy D…e jest napisane bez cukru i konserwantów to to musi być dla dziecka super…I nie wytłumaczysz im, że cukier występuje pod różnymi nazwami. Przez to rzadziej zostawiam ich samych wnukiem, albo podrzucam go razem z jedzeniem. Niestety nie raz już się zdarzało, że podali mu swoje jedzenie, a moje wróciło nietknięte, bo rzekomo nie chciał. Ciekawe skoro w domu je ze smakiem…

  • buzz
    4 kwietnia 2013 at 12:52

    A ma ktoś dobry przepis na rosół bez mięsa i vegety? To jest już prawdziwe wyzwanie. Dawałam wszelkie możliwe warzywa rosołowe i znane mi przyprawy łącznie z lubczykiem, ale smak był niestety średni

    • Asia
      8 grudnia 2016 at 15:50

      jak ktoś jest przyzwyczajony do mocno solonych i naglutaminowanych veget, to wszystko normalnie przyprawione będzie mdłe-trzeba poczekać aż kubki smakowe się „odzwyczają”-zwykle ok 2 tygodni

  • Happy Power Mama
    4 kwietnia 2013 at 13:04

    e Hafija lajcik! Ty jeszcze mieścisz się w normach… Ja to dopiero wydziwiam… i coli nie tykam, i słodyczy do ust nie biorę, a w mojej lodówce nie znajdziesz nic zapakowanego fabrycznie. Od wielu lat mam na tym punkcie hopla. Teraz zarażam tym hoplem najbliższych. Tylko z teściami mi topornie idzie, ale ich już nie zmienię… tyle lat na chemii, że nic innego im nie smakuje. Ważne, że małż. mnie popiera "jak w domu zjem to czuję się fantastycznie, od rodziców wracam i dwa dni umieram"… ostatnio mi posłodził 🙂

  • sara
    4 kwietnia 2013 at 13:32

    Nasz ulubiony rosół jest na wołowinie i indyku. Do tego mega ilość warzyw – moja babcia, która rosół zaprawia vegetą dziwi się, że ja tyle warzyw "marnuję" na rosół.

  • Anna S.
    4 kwietnia 2013 at 13:56

    No ja się pod postem podpisuje, tyle, że należę do mniej radykalnych matek. Może dlatego, że nie bardzo mam czas się wczuwać i to szczęście, że zarówno moi rodzice jak i teściowie mają np. własne warzywa, owoce itp.. Teściowie także drób i jajka, więc z automatu u mnie w domu spokojnie ponad 50% składników "pewnych". Nie używam także żadnych dopalaczy typu kostki rosołowe, wegety i tym podobne. Nie popadam jednak w radykalizm i np. podaję czasem parówki, kukurydzę z puszki itp., a moje dziecko wie co to Mc Donald`s czy pizza, natomiast nie zna smaku czekolady i w ogóle słodycze dostaje od święta. Słodycze sa na cenzurowanym i walka z dziadkami trwa :)))) pozdrawiam 🙂

  • anjami
    4 kwietnia 2013 at 14:07

    Mamy podobnie – nie używamy pewnych rzeczy, dobrze, że i teściowie i moi rodzice nie używają:) Z kolorowymi napojami u teściów walczymy – sami uznajemy ewentualnie soki no i pepsi 😀 Młoda ma swoje herbatki owocowo-ziołowe lub rooibosa i wodę:)

    Jeśli jesteśmy gdzieś indziej to nie robię wielkiej tragedii jak zjemy coś mniej zdrowego, ale nam się to zdarza sporadycznie. Staram się też przynajmniej dziecku nie podawać rzeczy wędzonych…Też mogłabym się rozpisywać na temat żywienia…..Też często uchodzę za kosmitkę jeśli chodzi o żywienie…

  • anjami
    4 kwietnia 2013 at 14:08

    Ależ rosół bez wegety i kostek jest banalny:) Cięzko się odzwyczaić od dodatków smakowych z glutaminianem – początkowo nic nie smakuje….
    Podstawą dobrego rosołu jest dużo mięsa – najlepiej wołowo-drobiowego i dużo jarzyn:)

  • Hafija
    4 kwietnia 2013 at 14:12

    Jarzyny można przed gotowaniem podpiec lub podsmazyc żeby puściły smak 🙂

  • Mama Synka Mukolinka
    4 kwietnia 2013 at 14:25

    O tak! Ja tak zawsze robię – mniam!!! A czytanie etykietek to mój nałóg, szczególną fazę mam na produkty mleczne i wszechobecne mleko w proszku. Normalny jogurt bez tego to rzadkość! Buźka

  • takatycia
    4 kwietnia 2013 at 21:07

    O ja robię rosół bez kostek i zgadzam się, tak jak pisze anjami trzeba się przyzwyczaić do smaku. Przede wszystkim duuuuuuużo jażyn, mięsa i ja do tego daję przypieczoną cebulę, a na koniec kostkę lodu wrzucam.
    Tylko kolor nie zawsze ma tak żółciutki jakbym chciała, ale to wszystko kwestia mięsa.

    • Asia
      8 grudnia 2016 at 15:53

      dla żółtości można trochę kurkumy albo sprawdzonego curry dosypać

  • Duśka
    4 kwietnia 2013 at 21:58

    coca cola to i moja słabość …

  • Mamajaga
    4 kwietnia 2013 at 22:07

    Ciesze się, że jest wiele innych mam, które zwracają uwagę na to co jedzą i co dają swoim dzieciom!
    Bardzo fajny post Hafija!
    Też tak mam.Czytam etykiety nowych produktów, nie kupuję jogurtów owocowych, tylko naturalne, nie dam dziecku parówki czy wędliny.Po prostu.
    Pasztet i słodycze(ciastka i in) piekę własnoręcznie.Miód tylko z pasieki eko.Nie kupię miodu będącego mieszanka miodów z UE i z poza i wiele innych.Używam tylko cukru brzozowego i brązowego.
    Myślę, że świadomość "żywieniowa" jest coraz większa wśród matek.

    Pisałam również na temat literki "E" tutaj http://mamajaga.blogspot.com/2013/01/e-co-za-numer.html
    na moim blogu.

  • Gunia.a
    4 kwietnia 2013 at 23:00

    i ja zwracam uwagę na to co jem, ALE… to co producenci wypisują na etykietach z tym co faktycznie jest w środku ma często niewiele wspólnego… więc jeśli człowiek chciałby wiedzieć co je, to sam musiałby wszystko "wytwarzać"… także uważam, że wszystko z głową, może lepiej kupić u lokalnego małego przedsiębiorcy a nie w tesco czy innym auchan, i nie popadać przy tym w paranoję 🙂

  • Gunia.a
    4 kwietnia 2013 at 23:09

    Mamajaga fajnie, że sprawdzasz to co dajesz dziecku, bo nie wszystkie mamy to robią… ale cukier brązowy hmmm… niczym praktycznie nie różni się od zwykłego białego – prócz koloru 😉 http://badania.net/cukier-brazowe-nieporozumienie/ – nie pisze tego, żeby się czepić, ale może ci się to przyda 🙂

  • Hafija
    4 kwietnia 2013 at 23:10

    Jest jeszcze Sevia :)(nie jestem przekonana czy dobrze napisałam:) )

    • Asia
      8 grudnia 2016 at 15:57

      stewia 😉

  • Joanna Pabel
    5 kwietnia 2013 at 08:46

    O widzę , że świadomych mam coraz więcej. Mama jaga tez opisała dużo E jakby był ktoś zainteresowany.
    Wiecej spedzam czasu czytajac w supermarkecie niż w bibliotece :-/. Niestety tak trzeba.
    A tak przyokazji odkryłam kotkę rosołową bez barwników, E coś tam , bez glutenu czyli sól i kwintesencja smsku , a na dodatek organic. Chipsy też znaleźliśmy normalne, czyli ziemniory smażone na oleju posypane sola morską. W polsce niestety w normalnej cenie trudno znaleść coś zdrowego.

  • katarynka07
    5 kwietnia 2013 at 13:32

    Ja tez ma problem z rodzina…o dziwo sa wielce oburzeni ze nie daje malej cukru. Ciocia jak nie patrzylam dala jej nutelle twierdzac, ze to dla dzieci. Nie rozumiala mojego oburzenia. I gdy tylko nie patrze podsuwaja jej pod nos kabanosy, szynki itp ( malej miesa nie daje). To przykre.Uwazam ze kazdy chce dla swojego dziecka tego, co najlepsze.

  • surrealistka
    6 kwietnia 2013 at 09:27

    Do listy dopisałabym kwas mrówkowy – najgorszy – E236 – uszkadza nerki, wzrok, wpływa na rozpad czerwonych krwinek / soki, żelki

  • Anonymous
    6 kwietnia 2013 at 21:11

    to jeszcze może wspomnę karagen – zagęstnik w lodach, śmietanie, serkach i deserkach dla dzieci (powoduje wrzody żołądka) i eleiminuję też skrobię modyfikowaną poza wyżej wspomnianym świństwem. A chleb pieczemy sami na zakwasie (wystarczy keksówka, piekarnik i chęci), synek ma obecnie 6 miesięcy i ni edostaje kaszek dla dzieci z firmy:nes…, be..ko tylko kaszkę jaglaną eko + przecier z owoców. Mam nadzieję, że uda mi się go nauczć dokonywania mądrych wyborów i dobrego smaku. Pozdrawiam, Mama Sebastiana

  • Mama Magenisiowa
    7 kwietnia 2013 at 21:12

    Jakbym czytała o sobie i diecie moich dzieci. "A z czym ta zupa?" – na to pytanie moja teściowa wywraca oczami 😉

  • Aga
    8 kwietnia 2013 at 17:10

    oj zakupy ze mną też trwają wieczność, czytam wszystkie etykiety, a na dodatek przekonałam do tego męża i teraz sam odrzuca coś na półkę z odrazą po przeczytaniu składu:)

  • Joanna
    14 maja 2014 at 16:59

    dopiero teraz przez przypadek znalazłam się na Twojej stronie Hafijo i pochłaniam Twoje artykuły. Od roku i 4 miesięcy jestem mamą i chociaż zawsze starałam się i moich najbliższych zdrowo odżywiać, to teraz bardzo dokładnie czytam etykiety 😉 Parówek i wędlin poniżej 30zł za kg nie kupuję – wolę 5 plasterków dobrej wędliny kupić niż kilo podłej… Moja mama zawsze hopla na punkcie naturalnej żywności miała i chyba mi zostało 😉 Aczkolwiek colę raz na jakiś popijam, ale tylko na „wyjściu” – w domu u nas tylko woda mineralna i soki owocowe. Problem mam z wędlinami – od kiedy przeprowadziliśmy się na wieś (sic!) trudno mi znaleźć dobre wędliny, które nie miałyby tych wszystkich E… no i synek od jakiegoś czasu ma plamy na nóżkach, ostatnio upiekłam polędwiczki wieprzowe w ziołach i minimalną ilością soli i daję mu zamiast szynki – zobaczymy co z tego wyniknie…
    dzięki za posta – wracam do czytania!

    • Hafija
      14 maja 2014 at 17:01

      Miłej lektury 🙂

  • Asienka
    18 lutego 2015 at 01:02

    no coz… mieszkam gdzie mieszkam, widze co widze…
    niestety lepiej nie bedzie 🙁 a wrecz przeciwnie 🙁 „Ni
    e znam osoby która jadłaby wszystko jak odkurzacz” Witam, mam na imie Joanna. chlone wszystko i niestety w dosc duzych ilosciach. chetnie Pania poznam 😀 maz zartuje, ze mam zoladek jak koza 😛
    a tak na marginesie… chetnie poczytam… bylo juz gdzies?
    o chemii w warzywach i owocach 🙂 o roznicach miedzy organicznymi a moze „organicznymi” a bio i nie eko 🙂

  • Edyta
    16 września 2015 at 18:33

    Aspartam można spotkać także w antybiotykach (tych dla niemowląt TAKŻE niestety ;/) oraz innych lekach. Szkoda tylko, że nie można przeczytać składu leku u lekarza, gdy ten przepisuje receptę ;/.

  • Agata
    28 lutego 2016 at 20:55

    Bardzo ciekawy artykuł, trafiłam na niego dzięki jeszcze ciekawszemu- o diecie matki karmiącej. Jedna uwaga: KAŻDY dozwolony w UE dodatek do żywności ma swój symbol E, nawet te pochodzenia naturalnego jak stewia, czy ksylitol. Jeśli czegoś można użyć w Unii jako dodatek dostaje swój numer E i ląduje na liście dozwolonych dodatków. To od producenta zależy, czy na etykiecie napisze „ksylitol” i spotka się z akceptacją rodziców dbających o dietę dziecka, czy wrzuci „E967” i kogoś odstraszy „stosowaniem E” 🙂

  • dafne
    1 września 2016 at 14:25

    Tez glosno komentuje stojac przed lodowka w marketach i czytajac etykiety 😉

  • Ola
    12 stycznia 2017 at 20:37

    Boli mnie fakt ze nawet w kropelkach na kolor jest aspartam ;(

skomentuj

Pobierz darmowy e-book