Jak śpią ludzie?


To mam dla Was jeszcze #wstydliwewyznania.

Otóż od dziecka rodzice kładli spać mnie i moja siostrę „po dobranocce”. Zawsze tak samo. Rytuał był długo grany.

I od kiedy pamiętam, czekałam i udawałam, że śpię, aż wyjdą z pokoju, żeby nie musieć spać.

Kiedy byłam nastolatką, najlepiej funkcjonowałam po 22 do tak ok. 1 w nocy. Mój ojciec czasem zaglądał do mojego pokoju w środku nocy, kiedy trenowałam taniec, i mówił: „Idź spać, bo rano nie wstaniesz”.

Ale ja rano byłam i jestem nieproduktywna, nawet kiedy pójdę spać wcześnie. Nawet jeśli powinnam być wyspana po 6–10 godzinach snu, to nie jestem. Patrzę na osoby, które biegają o 5 rano, pracują od 7 (sama tak pracowałam kilka lat) i wiem, że ja tak nie mogę. Dla mnie to tortura.

Ale dajcie mi późny wieczór i noc! Będę ćwiczyć, pisać, tańczyć, tworzyć.
Chcesz ze mną pogadać?
Nie rano! Rano usłyszysz ode mnie „mhm”, „aha” i „no”. Rano jestem złością w ludzkiej skórze. Mój dzień zaczyna się koło 11 przed południem.

Mimo rytuałów, konsekwencji itd., itd. nie funkcjonowałam w systemie porannym nigdy i prawie nigdy nie zasypiałam „wcześnie”.

Wszystkie najlepsze pomysły to efekt pracy w okresie najlepszym dla mojej głowy – późnym wieczorem i w nocy. Dobre dni to są i były te, kiedy spałam, ile chciałam, od której chciałam, do której chciałam.

Nigdy nie umiałam funkcjonować rano, tak jak tego oczekuje się od statystycznego człowieka (szkoła/praca między 8 a 10 to była dla mnie zawsze katorga – klasówki na pierwszych lekcjach zawsze zawalałam koncertowo). Dopiero „na swoim”, pracując „w swoich godzinach”, mogłam rozwinąć potencjał twórczy.

Najefektywniej i najlepiej zawsze pracowałam i uczyłam się w drugiej połowie dnia – zawsze!

Od zawsze nienawidziłam, jak ktoś mnie budził rano, i nienawidzę dźwięku budzika. Nienawidziłam i nie umiałam zasypiać, tak jak się tego oczekuje od ludzi i dzieci. Nie byłam i nie jestem człowiekiem, który kładzie głowę na poduszce i się wyłącza w spokoju i bezruchu. Oczekiwać tego ode mnie to jak oczekiwać śniegu w lipcu. Dzisiaj pewnie ktoś sugerowałby moim rodzicom „syropek na uspokojenie” albo trening snu, żeby nagiąć mnie do społecznych oczekiwań. Dziękuję rodzicom, że nie próbowali tych nowatorskich metod, tylko zostawiali mnie w spokoju…

Nigdy (oprócz czasu, kiedy chorowałam na świńską grypę i byłam w ciąży) nie przespałam 8 godzin ciągiem (a co dopiero 9 czy 10). Budzę się w nocy regularnie. Nadal nie przesypiam nocy.

A teraz refleksja: co, jakbym ja miała takie dziecko jak ja?
Nie mam, ale co jeżeli?…

Moje dziecko idzie spać koło 8–9, jak był młodszy to koło 7–8 wieczorem.
Czy to efekt trenowania, konsekwencji czy rytuałów? No, nie. Ten typ tak ma! Łatwiej to zrozumieć, jak się ma takie dziecko. Trudniej, jak się ma dziecko takie jak ja.

Jak Wasze dziecko tak ma, że o 20 w kimono i nara, to też nie dlatego, że ziejecie zajebistością rodzicielską i „tak to sobie świetnie poukładałam”. A kto wie?… może wasze dziecko po prostu czeka nieruchomo, aż wyjdziecie z pokoju.

W sekrecie Wam powiem, że potrafiłam czekać tak nawet i godzinę, aż wszyscy zasną. Ba! nauczyłam się, jak nie przełykać śliny, żeby wszyscy myśleli, że śpię. I dzisiaj jako dorosły człowiek też czekam, aż w końcu wszyscy zasną, żeby móc w końcu coś zrobić! Zasypianie było i jest dla mnie męczarnią, jeżeli nie odbywa się na moich warunkach i w moich godzinach. Moje pobudki na pociągi o 4–5 rano, którymi jadę na warsztaty, to efekt nadludzkiego wysiłku z mojej strony!

Ale może macie takie dziecko, jakim byłam ja… takie, któremu „odwala” wieczorem? A co, jeśli ono zasypia najlepiej w swoich warunkach o swojej porze, która nie jest „Waszą” porą?

Czy trenowanie dziecka i konsekwencja zmieni jego zegar biologiczny? Czy zmieni jego potrzeby?

A co, jeżeli macie takie dziecko, co to obcy mówią Wam, że nie umiecie w usypianie, w rodzicielstwo, że konsekwencja i ple ple ple. Takie, któremu lekarz syropek na sen poleca albo które ma dużo do powiedzenia i zrobienia wieczorem. Takie, które nie daje Wam żyć po 22, a ludzie mówią, że to z Waszej winy.

Dziecko to człowiek. Inny niż Wy! I chyba wciąż o tym zapominamy. Ono nie przyszło na świat, żeby spełniać Wasze oczekiwania co do snu, jedzenia, nauki, życia. Jego zegar snu i potrzeb jest inny niż Wasz.

Dziecko nie czytało też książki o śnie dziecka (tak samo jak nie czytało o tym, że zdrowy noworodek powinien być przy piersi 8 razy w ciągu doby), (chyba osiemset…).

Piszę to wszystko o godzinie 10…
Jeszcze się nie obudziłam, jak trzeba…
Jeszcze z nikim nie porozmawiałam jak człowiek…
A mój syn od 7:30 jest duszą towarzystwa…
Mój mąż o 8 już wyszedł z psem i po bułki, i jest gadatliwy i towarzyski…
Ja jestem zajebistym kompanem koło 11…

Ale… wczoraj wieczorem, kiedy wszyscy już powinni spać, to napisałam 3 teksty do Kwartalnika i na bloga, przygotowałam memy na fanpage’a, zrobiłam konspekt dwóch kolejnych wpisów, ogarnęłam część prezentacji na live na grupę i poczytałam z wypiekami na twarzy książkę.

Dziecko nie przyszło na świat, żeby żyć tak jak my (koło dwudziestki pokaże Wam to bardzo dobitnie, może nawet wcześniej), żeby dawało nam spokój.
I nie zrozumcie mnie źle. To nie chodzi o to, żeby nam dziecko „właziło na głowę”. Żeby robić wszystko to, co dziecko chce, czy żeby nie wyznaczać żadnych granic – to też jest niezbędna część rodzicielstwa. Chodzi o responsywność w rodzicielstwie. Chodzi o wrażliwość na to, że powołaliśmy na świat drugiego człowieka – nie zabawkę, akcesorium czy sprzęt, który możemy o 20 wyłączyć i mieć w końcu spokój.

Chodzi o elastyczność, bo rodzicielstwo nie jest czarno-białe. Bo dzieci nie są jak klony z gwiezdnych wojen. Nie ma jednego sposobu na wszystkie dzieci. Nie ma jednego rozwiązania dla wszystkich. Nie wszystkie dzieci zasypiają i śpią tak samo.

A ja za jakieś 10 minut w końcu się obudzę!

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

3 komentarze

  • ev
    6 sierpnia 2019 at 20:20

    Mam podobnie. Tylko mój syn budzi się między 5.00 a 6.20. Mąż jest typem skowronka, ale nie żeby od razu wstawać o 5… Z dzieckiem, które ma niewiele ponad rok ciężko wybrnąć z tego inaczej niż wstać razem z nim. Owszem, czasem zasypia nawet przed 19, ale przecież ja nie usnę o 20, bo po prostu nie umiem, a poza tym mam milion rzeczy do zrobienia w domu. Wszędzie słyszę narzekania na to, że dzieci późno chodzą spać. Mam wrażenie, że tylko my mamy odwrotną sytuację.

  • Thomas
    9 sierpnia 2019 at 13:54

    Ja kiedy byłem młody mogłem spać całymi dniami. Dzisiaj to wygląda inaczej, z reguły nie mam problemu ze wstawaniem wcześnie rano, dodatkowo kiedy mam iść w miejsce, które lubię to zawsze wstaję wypoczęty. 🙂

  • Iza
    20 sierpnia 2019 at 01:16

    To ja jako dziecko pamiętam, jak pod kołdrą czytałam książki z latarka do 2-3 w nocy. Mama to myślałam, ze mnie ukatrupi nie raz:) też czekałam aż wszyscy usną. I tak samo mam teraz. Jestem bardziej produktywna na noc i po południu:)

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki