Do tych, którym dzieci przeszkadzają


Kiedy czytam jak piszecie o wrzeszczących bachorach, o fekaliach, o drących mordę potworach. Kiedy wyrzucacie nas z restauracji, z kawiarni, księgarni. Kiedy każecie chować się nam w kiblu żeby się nakarmić myślę sobie tak:

Synku, oto ta pani mówiła ze jesteś bachorem, chciała zabronić ci przebywać miedzy ludźmi i ograniczyć twoją wolność. Uważała ze twoje jedzenie to to samo, co jej sranie i sikanie. Twierdziła ze płaczesz, bo jesteś rozwydrzonym zwierzakiem i powinnam się zamknąć z tobą w domu, a może i w klatce powinnam cię trzymać, bo jesteś ciekawy świata i próbowałeś nawiązać z nią kontakt w restauracji.

Pamiętaj to za trzydzieści pięć lat, kiedy ona będzie niedołężna i stara, kiedy pęcherz będzie jej szwankował i będzie pachniała moczem. Pamiętaj, kiedy będziesz na randce z ukochaną, a ona wejdzie i przewróci się na ciebie, bo nie zobaczy progu w podłodze i poprosi cię o pomoc, bo jest stara i nie daje rady wstać. Pamiętaj o tym ze kazała ci jeść w toalecie, kiedy ona już nie będzie miała zębów a jedząc obiad przy stole obok pocieknie jej sos po brodzie. Pamiętaj o niej wtedy, kiedy ona nie będzie już kontrolowała mięśni i w autobusie puści bąka. Pamiętaj o tym, kiedy poprosi cię o pomoc przy przejściu dla pieszych lub kiedy zatarasuje wejście do autobusu, bo nie będzie potrafiła wejść po schodkach.

Pamiętaj o tym i jej pomóż wejść, pamiętaj o tym i pomóż jej wstać, podaj jej chusteczkę i zaproś do restauracji, nawet, jeżeli będzie pachniała naftaliną i jakby miała problemy z higieną osobistą na poziomie podstawowym. Pamiętaj dziecko, że szacunek należy się tym maleńkim i tym najstarszym nawet, jeżeli ci starzy jako dorośli mówili o tobie bachor i gnojek. Pamiętaj, że to oni kiedyś będą walczyli żeby być akceptowani przez społeczeństwo i żeby nie być wykluczonym z życia codziennego świata. Pamiętaj ze dzieci mają prawo być częścią społeczeństwa tak samo jak ludzie starzy, otyli, chudzielcy, osoby na wózkach, bez nóg, chorzy i zdrowi, ci z łysymi głowami i długimi włosami.

Pamiętaj!

Pamiętaj ze oto ty, ten bachor, gnojek rozwydrzony i drący japę możesz być lepszym człowiekiem niż ta pani i ten pan, którym „gnoje” przeszkadzają dzisiaj jak jesteś malutki. Możesz być pewien, że opowiem tobie o nich jak przyjdzie czas i pokażę Ci ich palcem. Zrobię to, ponieważ kiedy ty będziesz cieszył się młodością i życiem oni będą chcieli żeby o nich nie zapomniano i żeby ktoś zwracał uwagę na nich samych i ich problemy żeby ktoś im pomógł i pochylił sie nad ich problemami.

I ty Synu o nich pamiętaj i pamiętaj, co mówili jak byłeś mały  i bądź lepszym człowiekiem niż oni byli kiedy nie chcieli cię oglądać ani słyszeć, bo ich toczył gniew i foch a ciebie niech prowadzi empatia i życzliwość. Nie miej focha na innych, a twój świat i nasz świat będą lepsze, bo ty synu jesteś naszą przyszłością i wszystkie dzieci są naszą przyszłością i ja to wiem, a kiedy przyjdzie starość to i oni to zrozumieją, bo  błądzić rzecz ludzka…

.
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

117 komentarzy

  • mmz
    12 stycznia 2015 at 19:28

    Bardzo, bardzo dobry tekst. Dzięki!

    • Dorosly
      22 stycznia 2015 at 21:42

      Zwykle nie czytam takich blogow ale teraz juz nie wytrzymalem. Nie moge patrzec spokojnie na jakies absurdalne i radykalne porownania. We wszystkim trzeba zachowac umiar. Nikt chyba nie wygania karmiacej matki do kibla (ja nigdy o tym nie slyszalem)

      …ale pomimo tego w tekscie uchwycona jest istota rzeczy. Nie powinno mieszac sie tych dwoch czynnosci. Nie mozna przewijac i pokazywac kupy dziecka w miescu gdzie inni jedza tak samo jak matka nie powinna karmic dziecka tam gdzie inni chodza za potrzeba. Proste.

      Jezeli chodzi o argumenty typu brak przewijakow to sorry ale takie mamy restauracje. Przewidujacy i myslacy rodzic powinien wybrac knajpe gdzie takie elementy sa dostepne

    • Dorosly
      22 stycznia 2015 at 21:44

      Ps: tak tylko dla informacji. Jestem tata ktory lubi wychodzic do knajp i kocha spedzac czas ze swoimi dziecmi! Pozdrawiam i zycze wiecej empatii dla wszystkich 🙂

    • Hafija
      22 stycznia 2015 at 22:01

      To nie jest post o kupie.
      Powiem Ci że ja chodziłam i chodzę wszędzie gdzie chcę, nie ograniczają nas przewijaki czy obecność wysokiego stołka. Jest ok nie ma to sobie radzę inaczej 🙂
      ps. może nie wiesz ale np. w dużej krakowskiej galerii pokój do karmienia jest w kiblu dla niepełnosprawnych Oo

    • Nessie
      23 stycznia 2015 at 00:03

      Nie jest to prawdą. W Galerii Krakowskiej przy dworcu głównym w Krakowie, bo o niej piszesz, bywam często (ostatnio kilka dni temu). Jest tam pokój do karmienia na poziomie -1 obok toalet. Osobne zamykane pomieszczenie, do którego faktycznie trzeba przejść obok toalet, ale nie jest on w toalecie. OPRÓCZ tego jakiś czas temu w toalecie dla niepełnosprawnych zainstalowano przewijak i bardzo dobrze, bo dzięki temu można swobodnie wjechać tam wózkiem i rodzic i starsze rodzeństwo tez przy okazji też korzysta z toalety (a to dość ważne gdy jest się samemu z dziećmi i nie ma jak wjechać wózkiem do normalnej kabiny, a nie chce się z niej korzystać przy otwartych drzwiach). Jest tam owszem krzesło, ale nie w celach karmienia dziecka. Wiem, że to dramatycznie brzmi „pokój do karmienia w kiblu dla niepełnosprawnych”, ale nie ma to miejsca.

    • Hafija
      23 stycznia 2015 at 00:29

      Byłam tam – cuchnie tam kiblem.

    • Marta
      23 stycznia 2015 at 08:57

      Mam 3 dzieci i dziecko nie wybiera kiedy sie sfajdoli. A ravzej wybiera najbardziej nieodpowoedni moment. Mimo to zawsze wybieralam najbardziej ustronne miejsce jakie udalo mi sie znalezc. Po pierwsze nie chcialam nigdy zeby ktos ogladal moje rozneglizowane dziecko (mania pedofile sa wsrod nas) a druga sprawa poprzez zwyczajny szacunek do drugiego czlowieka. Po to sa toalety aby takie potrzeby zalatwiac te sprawy dyskretnie nie paujac innym apetytu. Ale niektorym sie wydaje ze skoro to chodzi o dziecko to juz mozna wszystko. A o wyproszeniu kobiety karmiacej do kibla niestety slyszalam.

    • dzieciologia
      24 stycznia 2015 at 09:49

      Otóż to 😀 moja starsza córka musiała mieć zmienianą pieluchę… w trakcie swoich chrzcin 😀 Serio, serio. Wyszłam cicho do zakrystii – co miałam niby zrobić? 😉 Ksiądz tam siedzący cicho wyszedł i tyle.

    • ja
      20 marca 2015 at 15:13

      alez wyganiał, wyganiał…

    • umm osman wa safiyyah
      11 maja 2015 at 04:12

      Oj wygania wygania…

    • Justyna
      18 lutego 2015 at 19:30

      Zgadzam się, również dziękuję. Jestem pełna podziwu i chciałabym mieć na tyle cierpliwości w sobie i opanowania, żeby tak wychowywać swoje dziecko, które póki co ma 3,5 miesiąca, a ja już martwię się, żeby wychować go na dobrego człowieka, czuję, że to mnóstwo pracy, do końca życia.
      Twój blog czytam regularnie i jestem zdumiona, dziękuję za Twoją pracę i niesienie tak naprawdę bezpośredniej pomocy w trudach macierzyństwa (zaczynałam od karmienia, teraz czytam u Ciebie o wszystkim), mnie czyli młodej mamie.
      Serdecznie pozdrawiam i życzę wytrwałości i powodzenia:)

      Justyna

    • interpoler
      9 kwietnia 2015 at 08:27

      Szacunek za szacunek. To wszystko w tym temacie. Tak samo można by rzec że rodzicowi w podeszłym wieku (obojętnie czy ojcu czy matce) należą się od dziecka alimenty na utrzymanie pomimo iż rodzic miał kompletnie w dupie cała kwestię wychowanie dziecka. Całe życie nie było go/jej jak była potrzeba bo wszystko inne (pracy w to nie wliczam) było ważniejsze. Szkoda czasu i kasy na kogoś kto ma Cie za nikogo. Ewentualnie kopa w dupę na rozpęd i niech się więcej na oczy nie pokazuje.

    • Dorothy
      19 listopada 2016 at 11:04

      Dorosły,
      Co do knajp i przewijakow, uważam, ze skoro gatunek ludzki na swiecie żyje juz calkieem dlugo a przewijaki znane są w innych państwach a przede wszystkim dostępne w KAZDEJ restauracji czy stacji benzynowej to nie rozumiem dlaczego Polska jest pod tym względem gorsza.
      Nie szanuje się dzieci,które są przyszłością od początku,od narodzin (karmienie w ms publicznym oburza itd) to czemu dzieci mają szanować zasady takiego kraju?
      Tutaj źle się dzieje a najgorsze, ze pozwalamy sobie na to wszyscy.
      Tekst swietny. Dziękuję!
      Hafija, mieszkam w Norwegii i muszę przyznać, ze to cudowny kraj dla dzieci, karmiących mam, rodzin po prostu. Przykro mi, ze w PL tego nie ma… A z karmieniem e kiblach – sorry. Każdy kto jest „za” niech idzie z obiadem do wc i smacznego zycze 😉

      Tutaj nie ma problemu z karmieniem, nikogo to nie razi bo nikt nie patrzy! 😀
      Nikt nikomu w zycie nie zagląda, a Polaków problem taki, ze wlaza butami wszędzie.
      Dzieci szczęśliwie biegają, krzyczą o taplaja się w kaluzach I co?
      Takie prawa tego wieku.

      Jeszcze raz Dzięki za tekst
      Pozdrawiam

    • Natalia
      12 września 2018 at 20:29

      Do Dorosły: Byłam managerem w pewnej restauracji i często słyszałam prośby aby zwrócić uwagę matce karmiącej a najlepiej wyprosić do toalety bo to brzydko wygląda i pan/pani się brzydzi.

  • Gosia
    12 stycznia 2015 at 19:29

    <3

  • ania
    12 stycznia 2015 at 19:34

    Rewelacyjny tekst Agata!!! Dziękuję Ci za niego i za całą resztę;-)!

  • spoczi
    12 stycznia 2015 at 19:36

    Hafija jak zawsze trafiasz w sedno i świetnie umiesz skomentować wydarzenia.

  • Zuzanna
    12 stycznia 2015 at 19:45

    Poplakalam sie.

  • Relatywnie Obiektywna
    12 stycznia 2015 at 19:52

    Najważniejsze to empatia i życzliwość, prawda? Nie zawsze się da. Drące się potworki kontra zniedołężniałe starsze osoby. Fakt, że umiemy wytykać negatywne cechy świadczy o naszej słabości. Każdemu przeszło przez myśl choć raz coś złego o każdym człowieku niezależnie od wieku. Dobrze jest, przypominać o empatii, dobrze jest wytknąć też nasze wady.. ale nie wytykajmy może palcem „tych złych ludzi którzy brzydko mówią”, bo warto ich zapamiętać, że są źli. Każdy popełnia błędy – warto o nich mówić. Warto powiedzieć, że przeszkadza nam jak starsza osoba nie pachnie zbyt ładnie, że przeszkadza plująca młodzież na chodnik, że mężczyźni nas źle traktują.. ale nie można też popadać w skrajności. Nienawidzę jak ktoś nie wyrzuca śmieci i przez tydzień stoją na klatce. Nie chciałabym potem czytać wpisu takiej osoby, że to jej prawo do trzymania tych śmieci na klatce, a ja jestem głupią ignorantką.

    Tekst świetny. Uwielbiam Twój styl pisania! Zapamiętam wpis na długo i będę go jak mantrę powtarzać. Warto.

  • Budująca Mama
    12 stycznia 2015 at 20:27

    Pięknie napisane! Szanujmy się jako ludzie, a wszystkim będzie znacznie lepiej 🙂

  • Miejskiewiejskie
    12 stycznia 2015 at 20:54

    Nic dodac nic ująć, w punkt proszę Pani!

  • Ola
    12 stycznia 2015 at 21:03

    Oj tak, mialam mnostwo przemyslen w zwiazku z Pampers Gate (umarlam jak uslyszalam to okreslenie 😛 ) i te tez sie pojawily…

    • Hafija
      12 stycznia 2015 at 21:06

      To nie tylko Pampersgate – to jest dla całokształtu bezmyślnego hejtu na dzieci i matki

  • MatkaDzika
    12 stycznia 2015 at 21:09

    Genialny tekst. Lepiej bym tego nie ujęła 🙂

  • Monika
    12 stycznia 2015 at 21:22

    Genialny tekst! Mądry, pięknie napisany, trafia w sedno. I rusza serce jak nic!

  • Agnieszka
    12 stycznia 2015 at 21:26

    Dobry i potrzebny tekst. A tak troche odbiegajac od dzisiejszego tematu: widzialas popularne dzis linki do mszy na ktorej papiez zachecal do karmienia- karmcie je piersia nie przejmujcie sie. Wpływowy propagator:)

  • Babatu
    12 stycznia 2015 at 22:11

    Genialny tekst !

  • Iwona
    12 stycznia 2015 at 22:28

    Amen.

  • Marta Traczyk
    13 stycznia 2015 at 08:54

    Pięknie napisane !!! Pozdrawiam serdecznie

  • Monika
    13 stycznia 2015 at 10:56

    Uwielbiam Cię za yen tekst. Jestem tu pierwszy raz i pozwolę sobie zostać na dłużej <3

  • Zuzanna
    13 stycznia 2015 at 12:19

    wow, popłakałam się… serio. dzięki!

  • Kasia HPM
    13 stycznia 2015 at 15:25

    Dobre!

  • Tedi
    13 stycznia 2015 at 20:53

    Ludzie czasami uważają, że matka z małym dzieckiem to ma tylko w domu siedzieć. Z drugiej strony niektórym matką to już coś się na mózg rzuciło, bo uważają, że mają prawo do wszystkiego. Nasza wolność zawsze kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka i o tym każdy powinien pamiętać.

  • Gizanka
    13 stycznia 2015 at 20:54

    BRAWO!!! Po raz kolejny oczywiście, ale ten tekst powinien zostać opublikowany w każdym czasopiśmie w tym kraju i nie tylko.

  • Brydzia
    13 stycznia 2015 at 22:52

    Jak dla mnie problemem nie są drące się wniebogłosy dzieciaki, a ich wiecznie niezainetresowani pociechami rodzice. Bo po co uciszyć dzieciaka, przywołać do porządku, jak ich kochana ratolość sprawdza wytrzymałość ludzkich bębenków słuchowych na ultradźwięki? Po co postawić do pionu, kiedy tarza się po podłodze, kopie, tupie itp? Byłam dzieckiem, nie urodziłam się od razu dorosła, ale moim rodzicom byłoby po prostu wstyd wyjść z nieujarzmionym dzieckiem do ludzi.

    • Hafija
      13 stycznia 2015 at 22:54

      „nieujarzmione” ?! WTF?! dziecko to nie zwierzę.

    • ev
      14 stycznia 2015 at 15:17

      Moje niech się tarza po ziemi do woli, byle by pod nogi nikomu się nie wtoczylo.

    • Gocha
      14 stycznia 2015 at 19:36

      latorośl 🙂

    • Brydzia
      14 stycznia 2015 at 22:02

      Uznaj, że zbyt długo w japońskim siedziałam i nie zawsze rozróżniam r od l 😉

    • Magda
      15 stycznia 2015 at 07:43

      Postawić do pionu? Pani chyba nie ma dzieci… W momencie kiedy dziecko nie radzi sobie z sytuacja i rzuca się jak Pani napisała duzo skuteczniejsze jest przytulanie. Podpisano: Rodzic zainteresowany swoimi dziecmi. Ich zdrowiem psychicznym także. Ps: wyjść do ludzi, czyli dziecko czym jest? Nieujarzmionym zwierzęciem?

    • buzz
      15 stycznia 2015 at 11:25

      Taaaak najlepiej niech dziecko jest ciche, potulne, nie biega, nie rozlewa, zjada co do okruszka i grzecznie odpowiada i oczywiście bezwolne i bezrozumne żeby łatwo można nim sterować, wtedy to można wyjść do ludzi i się nie wstydzić! Niech sobie Pani wyobrazi, że czasem emocje są bardzo silne i ludzie płaczą lub śmieją się i/lub denerwują i niekoniecznie oznacza to, że są 'nieujarzmieni’, a co dopiero mówić o dzieciach, które tych emocji jeszcze nawet nie potrafią nazwać. Ale od razu widać, że Pani nie ma dzieci 🙂 ps. 'postawić do pionu’??? jakaś trauma z dzieciństwa?

    • Natalia
      22 stycznia 2015 at 12:55

      To jest to właśnie: chcemy, by małe dzieci były potulne, grzeczne, ciche. A potem nagle te dzieci mają wyrosnąć na kreatywnych i przebojowych dorosłych? Jakim cudem, skoro się te dzieci tłamsi od urodzenia?
      Umie sobie Pani radzić z własnymi emocjami? Tak? To super. Dziecko nie potrafi, bo przeważnie nawet nie wie, jakie emocje nim targają. Może być tak radosne, że w tej radości będzie musiało wyrzucić z siebie dużo energii poprzez skakanie. Może być tak smutne, że będzie głośno płakać. Dajmy tym dzieciom możliwość przeżywania i akceptacji własnych uczuć po to, by jako dorośli mogli sobie lepiej z tymi emocjami radzić.
      Nieujarzmione dziecko – bardzo nietrafione określenie.

    • Matka Agrafka
      8 kwietnia 2015 at 19:51

      O dzieci, ja matka ujarzmiam Was w tej chwili, abyście w miejscu publicznym mi wstydu nie przyniosły. Siedzieć w miejscu Wam nakazuję, widelec w lewą rękę, nóż w prawą, buzia zamknięta, zakaz kruszenie, machania głową, wydawania dźwięków niedozwolonych. Pozwalam oddychać. Ujarzmiam Was dzieci moje do pełnoletności, abyście na odważne, silne i kreatywne osoby wyrosły, ale dopiero jak się z domu wyprowadzicie. Baczność potomstwo! Ludzie patrzą! Dobrze, że nie widziałaś jak Moja starsza wyła na podłodze w okolicznym spożywczym, zasmarkała się i rozbiła nos waląc twarzą o podłogę. Młodsza podobnie, tylko w Tesco, a zamiast rozwalonego nosa walnęła potężne kupsko. Jak ujarzmić kupsko? Sama ostatnio cichacza wypuściłam w Biedronce, więc chyba mnie też mama nie ujarzmiła, żesz w mordę, ale lipa 😉

    • Magdalena
      11 maja 2015 at 21:21

      „Sztywno, równo i posłusznie. A do tego bez wahania. Dyscyplina, dyscyplina! To podstawa wychowania!” – śpiewał prześmiewczo Pan Kleks wiele lat temu. I już wtedy miał rację. Genialna piosenka do posłuchania i przemyślenia po latach.

    • Agata
      11 maja 2015 at 22:41

      Koszmarki przeszłość

    • Kasiarzyna
      9 kwietnia 2015 at 07:40

      Taaaak… Uderzy w stół a nożyce… Znacie to prawda? Ja podpisuję się pod tym co napisała Brydzia. A czepianie się słownictwa jakiego użyła jest naprawdę zbędne. Ja też uważam, że teraz większość rodziców ma zwyczajnie w nosie co robi ich dziecko, ważne że mają ciut świętego spokoju. Ja mam dwóch synów, starszy będzie miał 5 lat w tym roku i zachowywał się różnie (potrafił wpadać w histerię bo coś było nie po jego myśli itd.), ale zawsze spotykało się to z adekwatną reakcją z mojej lub męża strony (tlumaczenie, przytulanie a w skrajnych przypadkach ewakuacja do domu). Nigdy w życiu nie pozwoliłabym synowi na to żeby np. radośnie rozrzucał zabawki po całej restauracji albo krzyczał w niebogłosy bo coś akurat chce. Ogarnijcie się trochę mamy, bo dajcie sobie na głowę wchodzić i nie widzicie w tym nic złego.

  • Joanna
    14 stycznia 2015 at 00:29

    Dobry tekst. Ja też mam łzy w oczach. Akurat dzisiaj byłam na zakupach z dwójką moich dzieci – 2-letnim synkiem i 3-miesięczną córką. Pełen wózek zakupów, Zośka w chuście, Synek dzielnie maszeruje i pomaga mi robic zakupy. Starsza pani coś tam do mnie zagaduje, niby miło ale pcha się strasznie i szturcha Jasinka niesionym koszem plastikowym. Jakby nie mogła chwilkę poczekać aż on przejdzie! Druga sytuacja podobna- też starsza pani, mówię do synka głośno i wyraźnie: Kochanie, przepuścimy panią najpierw. I znów pani się pcha i szturcha Jasinka. Aż żałuję, że nic nie powiedziałam… Jakoś zgłupiałam tam wtedy… To może nie jest przykład tego bezpośredniego”hejtu” o którym piszesz, ale mnie to jakoś dzisiaj uderzyło.

    • Oli
      19 listopada 2016 at 08:38

      Mi raz babeta jakas przestawila syna, bo chciala przejsc. Nieomoeszkalam jej powiedziec, ze to taki sam czlowiek jak ona I wystarczy przeprosic, a nie przestawiac jak rzecz! I jeszcze zapytalam czy ja, mloda matka mam ja kultury uczyc.

  • Vis
    14 stycznia 2015 at 09:03

    Bardzo nietrafiony tekst, jakby nie zrozumiano, że problemem nie jest samo DZIECKO (bo to, że dziecko płacze itd. jest przecież oczywiste…) tylko właśnie jego rodzice, przekonani o tym, że IM WSZYSTKO WOLNO, a czasem gorzej, że właściwie to wszystko im wolno, no ale jednak to NICZEGO nie muszą (a wychowywać to już na pewno).
    Pisze Pani w komentarzach:
    „Bezmyślny hejt na dzieci i matki”? A może niektórzy rodzice naprawdę powinni jednak przemyśleć swoje rodzicielstwo? Nie ma tu sytuacji bezmyślnego hejtu, tylko zmęczenie osobami, którym się wydaje, że ich dzieci mogą WSZYSTKO, osobami bez poczucia wstydu, którzy tak naprawdę mają innych gdzieś, bo liczą się tylko oni i dzieci. Zero empatii, zero pomyślenia o jakimś kompromisie.

    Powyżej czepia się Pani słowa ”nieujarzmione” dziecko. Naprawdę, nie widać nigdy rodziców, którzy w ogóle nie są zainteresowani swoimi dziećmi (wrzeszczącymi, tarzającymi po podłodze albo biegającymi i np. wylewającymi coś na ludzi)? Którzy po prostu nie umieją nauczyć i wymagać pewnych rzeczy i pewnego zachowania (propagujemy bezstresowe wychowanie?). Bardzo to jednostronne, w stylu „nie wolno powiedzieć ani pół złego słowa na temat DZIECKA i RODZICÓW”.

    Zestawienie z osobami starszymi idealne jako ”wyciskacz łez”, co zresztą potwierdzają komentarze.

    Poszła Pani na łatwiznę. Przyjęcie, że ktoś się czepia samego dziecka ułatwia napisanie takiego tekstu… Szkoda, że nie zadano sobie trudu, żeby spojrzeć trochę szerzej. Smutne.

    Pozdrawiam 🙂

    • Hafija
      14 stycznia 2015 at 09:23

      To o dzieciach pisze się „bachory”, „gnojki”, gówniarze niewychowane. Jeżeli ktoś potrafi kulturalnie i empatycznie zwrócić uwagę to jest to bardzo cenna aczkolwiek rzadka umiejętność a jeżeli ktoś zestawia rodziców i dzieci ze słowami „fekalia”, „gnoje”, „idiotki” to ma po prostu problem z tą kulturą o wiele większy niż te kobiety i te dzieci. Ba mniemam że ma problem z głową Generalizowanie że rodzice powinni sobie przemyśleć jest największym kuriozum internetowych dyskusji. Mamy stać na baczność i się układać tak jak akurat sobie myśli ktoś obok? Otóż nie – rodzice i dzieci są naturalnym elementem społeczeństwa i nikt i nic nie będzie nam mówił jak mamy nasze dzieci wychowywać na co pozwalać a na co nie =, a już na pewno nie przypadkowo spotkana osoba w markecie czy restauracji. Plucie na dzieci płaczące i krzyczące w takich miejscach (nie daj panie żeby dziecko krzyczało no nie? ha ha jest ewidentnym brakiem wiedzy jakiejkolwiek o tym jakie są dzieci i o tym, że dzieci już tak na pewnym etapie mają. Tylko nam się wydaje że powinnyśmy dzieci tresować i ujarzmiać jak jakieś szczeniaczki – otóż nie i współczuję wszystkim którzy takie podejście mają. Nie będę nakłądała dziecku tłumika tylko dlatego, że ktoś obok będzie mnie uważał za niekompetentną matkę – cóż opinia przypadkowych osób jest mi szczerze obojętna. Jak to napisała Marta Frej „Nie mogę przejmować się tym co mówią inni, bo innych jest dużo i każdy mówi co innego”. Pozdrawiam ozięble

    • Aga
      10 kwietnia 2015 at 23:58

      Stare porzekadło mówi: „…żeby wychować dziecko, potrzeba całej wioski”. Komentarz zbędny. Mądrzy zrozumieją, Ci mniej aktywni umysłowo, będą doszukiwać się błędów w pisowni. Przeczytałam, przyjęłam do wiadomości, i opinię na ten temat mam właśnie taką. Czy tekst trafny, bogaty, wzruszający? Krytykiem czy redaktorem nie jestem. …i nie wiem czy pozdrawiać gorąco czy ozięble…

    • Slony
      31 sierpnia 2015 at 22:54

      Za przeproszeniem w glebokiej nieprzyzwoitosci mam to czy czy szanowna pani bedzie sie zastanawiala nad swoim rodzicielstwem cz nie. Jesli siedze sobie w restauracji i place za swoj dobrze spedzony czas to nie mam zamiaru sluchac darcia sie bachora. Mam tez serdecznie gdzies „realia rozwojowe”. Jak sie chcialo parzyc i zrobilo bachora to jesli ten jest nie do okielznania, trzyma sie go w domu a nie uswiadamia ludz ze „czasami” nie da sie opanowac.

    • Hafija
      1 września 2015 at 06:28

      My matki tez mamy gdzieś takie osoby jak ty 🙂

    • Klara
      14 stycznia 2015 at 16:32

      bravo, zgadzam się w 200%

    • Brydzia
      14 stycznia 2015 at 22:21

      W zupełności się z Tobą zgadzam. Nigdy nie miałam nic przeciwko karmieniu w miejscach publicznych, ale od przewijania jest toaleta – chyba, że macie inne standardy higieny niż ja. Ja nie mam pretensji do dzieci, że płaczą, skaczą itp. , ale do ich rodziców, którzy w żaden sposób na to nie reagują. Nie mówię tu o biciu, ale o zwykłym przywołaniu do porządku.
      Każdy z nas ma prawo do korzystania z przestrzeni wspólnej czy to w sklepie, parku czy restauracji, ale pamiętajmy o innych użytkownikach tej przestrzeni. Założę się, że 99% ze wszystkich zgromadzonych tu mam byłoby oburzonych, gdyby ktoś obok ich stolika zapuścił telefon z ustawionym na full death metalem. I 99% społeczeństwa czuje to samo kiedy obok zaczyna płakać dziecko. Sorry, ale nie jest to jakiś pociągający dźwięk z gatunku Mozarta czy innego Czajkowskiego. Mamy zrozumiecie jedno – dziecko może płakać, ale waszym obowiązkiem jest choćby próba go uspokojenia, a nie siedzenie sobie obok z założonymi rękoma i mówienie „dzieci tak mają”. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

    • Hafija
      14 stycznia 2015 at 22:26

      1. dziecko to nie telefon – nie wiem jak można je porównywać do komórki
      2. o moich obowiązkach jako rodzica nie decyduje nikt inny – tylko ja 🙂
      Więc nawet jak będę słuchała gardłowania kogoś kto nie rozróżnia telefonu od dziecka to nie mam zamiaru robić tego co ta osoba sobie życzy

    • dellago
      22 stycznia 2015 at 23:17

      Przepraszam że się wtrącam, ale chciałabym powiedzieć o czymś o co być może chodziło Brydzi – o prosty fakt, który w tej dyskusji umyka – o fakt ogólnego zainteresowania dzieckiem którego niestety często można doświadczyć, Nie chodzi tu o rodziców, którzy ze stoickim spokojem czekają aż ich latorośl przestanie wydawać baaardzo głośne ultradźwięki aby móc z nim konstruktywnie porozmawiać lub w ogóle spróbować się dowiedzieć czy ta akurat sytuacja wymaga interwencji czy po prostu dziecko ma taki nastrój nic mu nie dolega i z całą stanowczością chcemy aby dalej tu i teraz oznajmiało wszystkim dookoła co ma do powiedzenia ( sama jestem rodzicem i uwielbiam te niczym nie ograniczone pełne i niczym nieskrępowane afirmacje radości, rozmarzenia, zabawy we własnym świecie, chęci podzielenia się z rodzicami swoim przezywaniem – nigdy więcej taka chwila się nie powtórzy więc dzieci mają to szczególe prawo aby żyć jak zechcą nawet pełną piersią w kościele ), nie chodzi o to czy dziecko może krzyczeć czy nie może – dziecko powinno krzyczeć i płakać bo to jest sposób komunikacji ze światem i okazywania emocji. Chodzi o to, co z tą komunikacją i co z tymi emocjami robią rodzice. Nieraz byłam w sytuacji kiedy moje dziecko reagowało na choć przesadnie ( ten typ tak ma ) lub niekonwencjonalnie. Zawsze jednak interesowało mnie jaka jest przyczyna tego zachowania i zależności od tego co zaobserwowałam to taka była moja reakcja ( albo jej nie było ). Myślę, że Brydzi chodzi o rodziców, którzy nie tyle pozwalają dziecku płakać czy się złościć ( sorry – złość jest normalną emocją taką jak radość i smutek ), ale o tych, którzy w ogóle nie zwracają uwagi na emocje dzieci i ich zachowanie uważając iż ich wychowanie polega na zezwoleniu dziecku na przeżywanie czego chce i jak chce a w rzeczywistości jest to stoickie zlewanie jego potrzeb zwrócenia na siebie uwagi. Mój syn jest już duży i z podobnym jednostkowym zachowaniem rodziców stykam się do dzisiaj na wywiadówkach. Nawet nie uwierzycie co te dzieci potrafią zrobić w szkole wiedząc że matka wszystko łyknie, ojciec w razie czego zbeszta nauczycielkę a on tak jak chciał zwróci na siebie uwagę której tak bardzo potrzebuje i zainteresowanie rodziców, którzy wreszcie spytają ” jak to Adasiu, Michałku, Kasiu ? Pani na Ciebie KRZYKNĘŁA ?”. I jednocześnie proszę o wyobrażenie sobie że wy – rodzice swoich pociech, uważni i mądrzy – zdroworozsądkowi macie do czynienia w szkole z mamą lub tatą takiego dziecka , a wasza pociecha z nim samym ( bezkarnym i beztroskim i mega, bardzo samotnym ). Żal mi takich dzieci, naprawdę żal bardzo a rodziców mam ochotę lać po papie za brak odpowiedzialności i miłości w stosunku do tego co mają najcenniejszego. Brydzia – jeśli o to ci chodziło – popieram.

    • Hafija
      22 stycznia 2015 at 23:56

      Z mojego doświadczenia wynika że więkoszść rodziców interesuje się krzykiem dziecka a nie stoi obojętnie jak słup.

    • dellago
      23 stycznia 2015 at 08:24

      Hafija – czy ja w swoim komentarzu napisałam że większość rodziców których dzieci krzyczą ma to w nosie? Nie napisałam. Napisałam że żal mi dzieci, których rodzice tego nie robią. Mój post nie jest przedstawieniem przeciwstawnej do Twojej opinii ale pokazaniem innej perspektywy i problemu który czasami ( czytaj – rzadko i nie w większości ) występuje, mamy go przed oczami i nie rozumiem, dlaczego komentujesz mój post w sposób jakbym nie rozumiała problemu? Rozumiem problem, poruszam go i uważam, że w sytuacji w której zachowanie dziecka jest dostrzegane przez opiekunów nie mam zamiaru interweniować, pod warunkiem że nie grozi to jego krzywdą w postaci poparzenia czy złamania kończyny ( i tu znowu – jeśli dziecko jest zaopiekowane, a po prostu ze względu na to co robi uznam że może sobie coś poważnego zrobić to podejdę do dziecka i przytrzymam albo złapię jak leci i uśmiechnę się do rodzica nic nie mówiąc bo uważam że za dzieci jesteśmy wszyscy odpowiedzialni a nie tylko rodzice i czasami maluch zwyczajnie wyprzedzi rodzica i wtedy nie widzę w tym rodzicielskiej winy a zwyczajny objaw że dziecko czuje się tu bezpiecznie i sobie kica) . Ale problemem jest odsetek niewielki a może nawet całkiem marginalny rodziców którzy dzieci mają gdzieś ( oczywiście – dzieci są ładnie ubrane, z komórkami i ślicznymi kucykami czy autkami z najnowszej kolekcji lego ). Czy w takim marginalnym wypadku który nie jest większością ale na pewno się zdarza co byś zrobiła? Widząc jak 4 latek biega po restauracji wbiegając pod nogi kelnerom i obsłudze niosącej talerze z gorącymi potrawami, krzycząc w niebogłosy, zrzucając co popadnie i CAŁY CZAS PATRZĄC CZY RODZICE W OGÓLE NA COKOLWIEK ZWRÓCĄ UWAGĘ ? Tu nie chodzi o wychowanie dziecka, tylko o jego olewanie. Nie wiem ile Twoje dziecko ma lat – moje kilkanaście i dużo wiem o wychowaniu i zachowaniach dzieci ze względu na jego przypadłość i sama wiem na własnym przykładzie jak działa mechanika zwrócenia na siebie uwagi u dziecka. Jeśli leży na ziemi rzuca się i krzyczy w niebogłosy a rodzice pozostają obojętni do momentu kiedy się wyciszy i wtedy nawiązują kontakt to wiem że wynika to z ich miłości i są mądrzy w tym co robią. Ale jeśli widzę dziecko narażające się na trwały uszczerbek na zdrowiu dla którego rodziców nie jest to problemem i którzy nawet kiedy siedziało spokojnie, albo podchodzi czasem o coś zapytać zniecierpliwieni odganiają albo olewają to wybacz – ale dla mnie to jest dramat. Nie chodzi o to ilu ich jest tylko o fakt że z ostatnio wyznawanej zasady ” dziecku wszystko wolno a ode mnie wara bo wiem co robię ” zrobili życiową mantrę pozwalającą im na ucieczkę przed wysiłkiem wychowania dziecka. I powtarzam – to jest rzadki przypadek ale jeśli poobserwujesz czasem rodziców dokazujących dzieciaków zobaczysz sama że czasem – rzadko ale się trafiają. Niestety.

    • Beata
      15 stycznia 2015 at 09:47

      Brydzia Ty pewnie nie masz dzieci, a szkoda bo zrozumiałabyś, że żadna normalna matka nie siedzi obok z założonymi rękoma, kiedy jej dziecku dzieje się krzywda, a właśnie płacz jest mową małego dziecka i w ten sposób komunikuje swoje potrzeby czy dyskomfort. Sądziłam, że tego tłumaczyć nie trzeba (?) .

    • mk
      15 stycznia 2015 at 17:57

      Zdaje się, że płacz oprócz wyrażania dziejącej się krzywdy dziecku jest również formą szantażu emocjonalnego, gdy już nic innego na rodzica nie działa a dziecko próbuje wymusić narzucenie swojej woli… Skoro twierdzisz, że każda normalna matka reaguje na płacz swojego dziecka, to ja w takim razie spotykam wiele nienormalnych matek, które mają w trąbie ich wyjące na całe gardło dzieci. Wiele razy spotykam się z sytuacją, szczególnie w sklepach czy restauracjach, że dzieciak biega po całej przestrzeni a rodzice reagują dopiero jak coś się stanie… Kiedyś do sklepu weszły 2 pary z dwójką małych dzieci, jedno ponad rok, drugie tak ze 3 latka. Rodzice zajęci byli wyborem ubrań, dzieci biegały co rusz przewracając się i naprawdę mocno uderzając główkami o podłogę wyłożoną płytkami, starsze tłukło młodsze… reagowała większość klientów (pomagali dzieciom się podnieść, zagadywali, żeby uważali, bo będzie bolało jak się kolejny raz przewrócą) poza rodzicami… Piszczały, krzyczały i rozrzucały wszystko co było w zasięgu ich rączek…. Rodzice ani razu nie zwróciły dzieciom uwagi, nie powiedziały, że tak zachowywać się nie wolno, nie wzięli na ręce, nie pilnowali własnych dzieci, nic, żadnej reakcji!
      Nie mam nic przeciwko dzieciom ani ich rodzicom…. Nie rozumiem całego zamieszania związanego z tematem dzieci… Od zawsze dzieci uczestniczyły w życiu społecznym i nie było to żadnym problemem… nie były jednak rozwydrzone, bo rodzice wymagali od dzieci dyscypliny (w dobrym tego słowa znaczeniu)… Była wyznaczona granica, której nie wolno było przekroczyć, jak się nie posłuchało była stosowna kara…Ale teraz dzieci się wychowuje bezstresowo…

    • Hafija
      15 stycznia 2015 at 18:13

      http://agnieszkastein.pl/bezstresowe-wychowanie-i-rodzicielstwo-bliskosci/
      Projektujesz jedną konkretną sytuację i wirtualne gdybanie na całą populację rodziców. Nasze obserwcje to za mało żeby stwierdzić „jak to jest teraz”

    • buzz
      15 stycznia 2015 at 11:39

      hahaha tak dziecko zaczyna płakać, ja naciskam guzik i płacz się wyłącza – no nie droga Pani tak to nie działa. Dzieci płaczą z miliona powodów i jeszcze nie widziałam żadnej normalnej matki, która ignorowałaby płacz swojego dziecka. Musi Pani jednak przyjąć do wiadomości, że dziecko to nie komórka i nie wyłącza się go na zawołanie. Czasem płaczu nie można ukoić od razu, czasem płacz jest bardzo ważnym sygnałem, że dziecku czegoś potrzeba albo coś je boli i skoro moje dziecko coś do mnie mówi to nie będę go zatykała smoczkiem bo Pani to przeszkadza. Wiadomo, że nie pójdę z niemowlęciem do opery, ale na pewno nie zrezygnuję z podróży metrem bo komuś może ewentualny płacz przeszkodzić. Ja też muszę często słuchać trajkotania obcych ludzi w komunikacji i to też na pewno nie jest Mozart, to co mam tym ludziom powiedzieć, żeby 'zamkneli japy i się wyłączyli’?! Aha no i czasem faktycznie „dzieci tak mają” – płaczą bo to im pozwala rozładować emocje, więc nie będę zabraniała dziecku płakać, bo to się Brydzi nie podoba…

    • MatMaja
      15 stycznia 2015 at 18:29

      Płaczące dzieci i ich rodzice, którzy na ten płacz reagują nie są żadnym problemem. Natomiast dziecko (3-4 latka) plujące na mnie/szarpiące mnie/* w restauracji i rodzice mający to totalnie gdzieś – o, taka sytuacja to już mnie stawia na nogi. Skoro rodzice na to patrzą i nic z tym nie robią, nawet nie próbuję z nimi rozmawiać. Zwracam się do dziecka z zapytaniem, czemu na mnie szarpie/pluje/* i czy ja też mam je poszrpać/opluć/*. Zamiast gwiazdki wstawić to, co dziwnego akurat dziecko robi. Jest kilka reakcji:
      1. Rodzice magicznie się budzą i reagują niezbyt dobrze – albo zabierają dziecko i mamrocząc o głupich babach (to o mnie) uciekają, albo wrzeszczą na mnie, czemu się wtrącam. Cóż, nie lubię jak obca istota mnie szarpie/pluje na mnie/co tam jeszcze*. Sami oceńcie 🙂
      2. Rodzice budzą się z letargu – stają na poziomie i nagle sami próbują dociec, czemu dziecko robi to, co robi – pochwalam zachowanie. Daję spokój całej sytuacji.
      3. Rodzice nadal nie reagują, za to zaczyna się interakcja z dzieckiem. Tłumaczenie, że to nie jest fajne. Że mi się nie podoba taka zabawa, że „mu oddam”. Albo dalej robi mi to, co robiło, więc ja też je delikatnie szarpię/pluję/* Szybko dziecko stwierdza, że to nie jest fajne, często dogadujemy się bardzo szybko 🙂 Albo dziecko myśli, myśli i wymyśla, że nie jestem dobrym obiektem do szarpania/opluwania/*.
      Takie dzieci, których rodzice całkiem nie reagują na t,o co się wyprawia, to jest po prostu zmora przestrzeni publicznej. Po prostu chcą zwrócić na siebie uwagę, w jakikolwiek sposób, najczęściej bardzo niemiły dla otoczenia.
      Dziecko, które robi coś takiego, a rodzic od razu mu tłumaczy co i jak („nie plujemy na nikogo” itd) nie budzi we mnie negatywnych emocji – nie wie, co ma robić, ale ktoś je uczy. Przecież samo z siebie nie rodzi się przystosowane do życia w społeczeństwie, musi nabyć tę wiedzę. Od rodziców chyba, prawda? Natomiast dziecko terroryzujące wszystko i wszystkich wokół, bez reakcji opiekunów, o, to jest, wydaje mi się, to, co Brydzia ma na myśli. Właściwie problemem w takich sytuacjach nie są dzieci („powiedz psu, żeby nie szczekał”), tylko rodzice właśnie. Ja od innych rodziców oczekuję, żeby zajmowali się dziećmi, jeśli z nimi są, żeby uczyć je przebywania z innymi ludźmi.
      Karmienie jest ok chyba w każdym miejscu? Przewijanie pieluchy z kupą w parku – cóż – przydarzyło się, trzeba to zrobić, w restauracji na stole z jedzeniem – nie, no proszę! przecież jest toaleta? Wydaje się, że czasem wystarczy pomyśleć? Ani społeczeństwo nie powinno wykluczać dzieci, rodziców z dziećmi z przestrzeni publicznych, ani rodzice (matki w szczególności, z ojcami jakoś rzadko widać taki problem) nie powinni terroryzować otoczenia, że z powodu ich dzieci reszta otoczenia ma w okół nich przemykać pod ścianami na paluszkach. Wszyscy mamy jeden świat do życia i trzeba się nim ładnie dzielić, prawda?
      Ludzie drący japy w autobusie – to jest brak kultury – jako dzieci nikt ich nie nauczył (znów- rodzice), jak się zachowywać w miejscach publicznych. Dziecko płaczące w autobusie – no, to zależy od wieku dziecka (wrzeszczące i wyjące bez wyraźnego powodu 6latki i więcej, to nie to samo co płaczący maluch, którego ktoś próbuje uspokoić, czy dociec co się stało).
      I jeszcze – jeśli rodzic nie mówi dziecku, co zrobiło źle, albo dlaczego źle

    • Kinia
      22 stycznia 2015 at 09:00

      Chciałabym zobaczyć jak w toalecie bez przewijaka przewija się niemowlę, na sedesie chyba nie, w umywalce chyba też nie.. a co z robić z tym wrzeszczącym 6cio latkiem, ja przytulam swojego 4 latka, próbuje wyciszyć ( choć para mi z uszu idzie) ale nie zawsze mi się udaje, jakoś Pańcie na fochu bo w obcasach musza stać a nie siedzieć nie przesuwające się o milimetr jak chcesz przejść trzeba znosić, a dziecko które tylko płaczem wyraża swe emocje to czyste zło.. może troszkę mniej jadu i więcej wyrozumiałości.. bo mamy więcej grup które „brakiem kultury obrażają” społeczeństwo ( za grubi, za starzy, za biedni, za brzydcy, chorzy, niepełnosprawni) a sami gdzie się łapiemy.. może komuś grupa która reprezentujemy też przeszkadza..

    • kika
      15 stycznia 2015 at 18:09

      Nareszcie jakaś spokojna, trzeźwa ocena. Dlaczego zacietrzewione w swoim „nieograniczaniu” Matki nie pomyślą przede wszystkim o dzieciach, które może wcale nie są zachwycone tym, ze spędzają czas w gwarnej, tłocznej restauracji. Sama karmiłam długo piersią dwójkę dzieci, ale zawsze uważałam to za czynność tak intymną, za tak unikalny kontakt z dzieckiem, ze nie robiłam tego na widoku, i to wcale nie ze wstydu. Natomiast wywijanie pampersem w miejscu spożywania posiłków jest po prostu niegrzeczne wobec innych znajdujących się tam osób. Ciekawe, nawiązując do porównania ze starszymi osobami, co by Pani powiedziała na przewijanie starszej osoby przy sąsiednim stoliku w restauracji? Niedawno byłam na koncercie, na którym pojawiła się również „nieograniczona” dzieckiem matka. W połowie koncertu artysta nie wytrzymał i poprosił matkę, aby wyszła z sali, bo 4-letnie dziecko z powodu dużej liczby decybeli marudziło, i trudno mu się przecież dziwić. Znowu hejt? Nie, po prostu nieszanowanie potrzeb dziecka, tylko promowanie własnych i narzekanie na wredne społeczeństwo. Niestety, niektórym osobom trudno zrozumieć, że posiadanie dziecka to jednak kilka wyrzeczeń i twierdzenie, że dziecko mnie w niczym nie ogranicza jest po prostu brakiem uznania potrzeb tego dziecka.

      Pozdrawiam

    • Hafija
      15 stycznia 2015 at 18:15

      Ach te matki, złe i okropne.
      Ja nie uważam karmienia dziecka za czynność intymną i karmiłam go tam gdzie się dziecku zachciało jeść 🙂 na szczęście nikt nie miał tupetu żeby mi zaglądać w cycki.
      ps. to nie jest wpis o pieluszce w restauracji 😉

    • Uka
      15 stycznia 2015 at 21:14

      dokładnie, nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Ja NIGDY nie pomyślałabym, żeby jakakolwiek mama karmiła swoje dziecko w ubikacji, więc dlaczego ta sama mama, nie pomyśli, że ja jedząc w ogólnodostępnej restauracji – dostępnej zarówno dla mamy, jej dziecka, jak i dla mnie, nie chcę oglądać NICZYJEJ kupy. Nie róbmy z toalet jadalni, ale i nie róbmy z restauracji ubikacji

    • Hafija
      15 stycznia 2015 at 21:25

      Mój post nie jest o kupie 🙂

    • Kati
      15 września 2017 at 15:33

      Brawo ! W samo sedno 🙂

    • Ala
      12 września 2018 at 22:40

      Trafione w sedno.

  • babymommy
    14 stycznia 2015 at 13:53

    W pierwszym momencie może i ma to sens. To oko za oko. Ale jednak nie… Nie i już. Jeśli zapomnimy o dobru nie będzie go na świecie. Jeśli ja powiem: synu mścij się na głupcach – na kogo wychowam dziecko?! Na chama. Takiego samego chama. Nie synu mój. Pomóż wstać tej kobiecie. Obdaruj ją uśmiechem na dokładkę. Ja zadbam o Ciebie gdy nie będą nas chcieli. Ja nakarmię Cię i ani mi się śni o pójściu do kibla. Synu mój drzyj japiszonka. Drzyj a oni niech drżą. Kiedyś świat przywróci równowagę.

  • Ula P.
    14 stycznia 2015 at 23:28

    Wspaniały tekst, oddający samo sedno sprawy! Ja mam podobne problemy (choć we Francji mniej ludzi niż w Polsce chamsko reaguje), ale dodatkowo mój synek ma Aspergera (lekki autyzm), wiec jak jest w „formie”, to po prostu można go wziąć za Króliczka z reklamy Duracella. Ludzie widzą tu złe wychowanie, nieodpowiedzialnych rodziców, itp., a mój maluch po prostu reaguje inaczej czy „żywiej” na wiele rzeczy w życiu. Nie można tak szybko oceniać ludzi – nie wiemy, jakie kryją oni w sobie historie!
    Serducho i łezka 🙂
    Pozdrawiam,
    Ula

  • Izabela
    15 stycznia 2015 at 02:55

    Świetny tekst. Niestety jak widac nie wszyscy rozumieją ze dzieci tak maja. Prawdą jest ze to my decydujemy o tym jak zajmujemy sie dzieckiem a nie przypadkowe osoby. Niestety ludzie potrafią ocenić człowieka po jednorazowym spotkaniu i wiedza wszystko na temat tego jak ” źle” zajmujemy sie naszym dzieckiem. Potrafią powiedziec ze dziecko nami rządzi robi co chce i my na to mu pozwalamy. Nie widza w dziecku człowieka ktore tez ma potrzeby. I nie myślą o tym ze zachowania w rożnych miejscach nasze dzieci uczą sie od innych.

  • Beata
    15 stycznia 2015 at 09:41

    Moje drogie mamusie! Mam wesołą gromadkę – córcię i 2 smykow. Moje naturalne karmienie zakończyłam 4 lata temu, ale satysfakcję odczuwam nadal i wspierać będę każdą karmiącą, bo (uwaga) mnie to w sumie zajęło 6 lat 🙂 Ale nie o to chodzi. Nigdy nie spotkałam się z krytyką otoczenia, że karmię w publicznych miejscach. Nawet do głowy by mi nie przyszło, że kogoś to może urazić nie mówiąc o obrzydzeniu (???) . I tak sobie myślę, czy ten cały wydumany problem ktoś poprostu nie wykombinował aby było o czym mówić, krytykować czy buntować. Obecne społeczeństwo na siłę szuka sporów, bo chyba jest za spokojnie albo niektóre jednostki nie mają swoich problemów. Karmienie dziecka trwa tak krótko w stosunku do naszego życia, że powinnyśmy czerpać tylko przyjemności z tego okresu a nie stresować się ignorantem. Z każdym łykiem mleka dziecko czerpie witaminę M i to powinno być święte. A na jad wredoty i tak nie ma lekarstwa, niestety.
    Trzymajcie się kochane i nacieszcie się tym fantastycznym doświadczeniem bycia karmiącą mamą. Pozdrawiam.

    • Hafija
      15 stycznia 2015 at 09:43

      „Witamina M” – <3

  • http://www.obiektmama.blogspot.com/
    15 stycznia 2015 at 16:12

    nienawidzę powiedzenia: DZIECKO TEŻ CZŁOWIEK. Dziecko to człowiek pasuje idealnie.
    co do postu, gdybym ja była w sytuacji, że ktoś by mnie wyrzucił z restauracji, albo kazał iść karmić do wc to zrobiłabym taką awanturę o jakiej świat nie słyszał. Mój syn to najlepsze co mnie w życiu spotkało i zasługuje na takie samo traktowanie jak każdy inny człowiek.
    Pozdrawiamy 🙂

  • Sylwia N
    15 stycznia 2015 at 17:08

    Rewelacyjny tekst. Szkoda, ze pewnie wiekszości dotrze do tych, co maja te „bachory” rozwydrzone, a nie do tych, ktorym te „bachory” przeszkadzaja. Moze niektorzy zmienili by nastawienie i nabrali szacunku d tych malutkich, od ktorych zalezy ich przyszlosc.

  • Klaudek
    15 stycznia 2015 at 21:44

    świetny tekst, jestem „tu” pierwszy raz ale po przeczytaniu kilku wpisów na blogu będę wracać 🙂

  • Asia
    16 stycznia 2015 at 09:01

    Zgadzam się w 100%. Jako mama, które drugie swe dziecko piersią karmi cały czas czuję się w przestrzeni publicznej jak intruz. Podobnie jest z dziećmi. Sadzę, że wiele musi się zmienić w polskiej świadomości jeszcze, aby nie były one postrzegane jako „wredne bachory” – a niestety tak jest. Zmiany powinny być jednak również instytucjonalne – zarówno w kwestiach karmienia piersią, jak i podejścia do kwestii rodziny. Do tej pory cały czas zastanawiam się, jak w ogóle udało mi się, bez żadnego wsparcia w szpitalu, po cesarce wykarmić jedno dziecko i zacząć laktacyjną przygodę z drugim. To chyba siła woli tylko i w przypadku najmłodszej pociechy wsparcie Twojego bloga. Dziękuję za to!

  • Natala
    22 stycznia 2015 at 04:24

    Mnie zupełnie nie przeszkadza to, że dziecko się śmieje w kawiarni albo że maluszek zakwili w autobusie. Byłam świadkiem sytuacji, kiedy zestresowana mama nie umiała uspokoić niemowlaka w tramwaju i siedzące obok panie jej pomogły. Uważam, że to wspaniała postawa i sama mam zamiar pomóc, jeśli zauważę podobną sytuację. Natomiast za nic w świecie nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego jakaś kobieta wyciera dziecku tyłek z kupy w miejscu, gdzie inni ludzie jedzą. Jeśli w restauracji nie ma przewijaka – można wybrać inną restaurację albo zadziałać aktywnie i zgadać się z innymi matkami i napisać maila do właściciela restauracji z prośbą o wstawienie takich przewijaków, przedstawić zalety takiego rozwiązania (więcej klientów z dziećmi, reklamowanie restauracji jako przyjaznej rodzinie), ostatecznie można założyć swoją knajpę i samemu ustalać reguły. Niestety, kupa dziecka to nie są fiołki. W naszej kulturze, jak słusznie zauważyła Pani w notce, nie wypróżnia się tam, gdzie się je. Dziecko nie powinno ssać piersi tuż nad kiblem, a klienci restauracji nie powinni jeść raczeni zapachem kupy. Ja miałabym natychmiastowy odruch wymiotny. Kobietę, która przewinęła dziecko na stole w restauracji, uważam za wyjątkowo bezczelną i niewychowaną.

    Wracając jeszcze do tego, co przeszkadza, a co nie. Mnie denerwują matki, które swoich dzieci nie wychowują. Dzieci biegają, krzyczą, robią co chcą, nierzadko są złośliwe albo kopią kogoś, bo uważają, że mogą. Nikt im nie mówi, że nie wolno, bo mama jest zajęta plotkowaniem przez telefon. I myślę, że ludziom właśnie o takie dzieci chodzi. O takie, które siedzą w tej restauracji i ryczą, rzucają serwetkami, a matka nie zwraca na to uwagi, bo jej się nie chce albo jej nie przeszkadza. Mnie zupełnie nie przeszkadza to, że dziecko się śmieje w kawiarni albo że maluszek zakwili w autobusie. Byłam świadkiem sytuacji, kiedy zestresowana mama nie umiała uspokoić niemowlaka w tramwaju i siedzące obok panie jej pomogły. Uważam, że to wspaniała postawa i sama mam zamiar pomóc, jeśli zauważę podobną sytuację. Natomiast za nic w świecie nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego jakaś kobieta wyciera dziecku tyłek z kupy w miejscu, gdzie inni ludzie jedzą. Jeśli w restauracji nie ma przewijaka – można wybrać inną restaurację albo zadziałać aktywnie i zgadać się z innymi matkami i napisać maila do właściciela restauracji z prośbą o wstawienie takich przewijaków, przedstawić zalety takiego rozwiązania (więcej klientów z dziećmi, reklamowanie restauracji jako przyjaznej rodzinie), ostatecznie można założyć swoją knajpę i samemu ustalać reguły. Niestety, kupa dziecka to nie są fiołki. W naszej kulturze, jak słusznie zauważyła Pani w notce, nie wypróżnia się tam, gdzie się je. Dziecko nie powinno ssać piersi tuż nad kiblem, a klienci restauracji nie powinni jeść raczeni zapachem kupy. Ja miałabym natychmiastowy odruch wymiotny. Kobietę, która przewinęła dziecko na stole w restauracji, uważam za wyjątkowo bezczelną i niewychowaną.

    Wracając jeszcze do tego, co przeszkadza, a co nie. Mnie denerwują matki, które swoich dzieci nie wychowują. Dzieci biegają, krzyczą, robią co chcą, nierzadko są złośliwe albo kopią kogoś, bo uważają, że mogą. Nikt im nie mówi, że nie wolno, bo mama jest zajęta plotkowaniem przez telefon. I myślę, że ludziom właśnie o takie dzieci chodzi. O takie, które siedzą w tej restauracji i ryczą, rzucają serwetkami, a matka nie zwraca na to uwagi, bo jej się nie chce albo jej to nie przeszkadza.

    • Hafija
      22 stycznia 2015 at 08:36

      Po raz kolejny wyjaśniam – to nie jest post o kupie i pieluszce.
      Po drugie – nie wierzę, że widząc kobietę z dzieckiem przez 30 minut w restauracji albo 15 w tramwaju można COKOLWIEK powiedzieć o tym jak wychowuje lub nie wychowuje swoje dziecko. Brak elastyczności myślenia mnie przeraża, bo matka tak jak każdy normalny człowiek miewa gorszy dzień, źle się czuję albo dziecko może mieć gorszy dzień, albo dziecko może wrzeszczeć bo… uwaga… może być chore, mieć problemy rozwojowe itd. NIE jesteśmy tego w stanie jako obserwatorzy stwierdzić po tym, że dziecko rzuca się na podłogę i wrzeszczy. Czasem lekarzom diagnoza różnego rodzaju zaburzeń zajmuje miesiące, a postronni obserwatorzy zawsze roszczą sobie prawo do analizy i diagnozy wrzeszczącego dziecka oraz sposobu wychowania w trzy minuty kiedy ono akurat krzyczy w markecie.
      Przez telefon plotkują też kierowcy, studenci, biznesmeni, nie matka nie może stać na baczność 24h/dobę bo jest to zadanie niewykonalne.
      Ciekawi mnie jednak to, że te niezainteresowane dziećmi matki, te, które w oczach postronnych przechodniów mają w nosie wychowanie i wrzaski dziecka najczęściej spotyka się w internecie, gdzie można na wszystkie kobiety z dziećmi wylać wiadro żółci. A wystarczy napisać, że nie lubi się dzieci. Tylko to, że ktoś nie lubi dzieci nie znaczy, że my-matki schowamy się z naszymi dziećmi w domach żeby innych nie drażnić.

    • Katarzyna
      11 lutego 2015 at 15:36

      Ja się zgadzam z Natalą, mnie również denerwują dzieci, które robią co chcą, których nikt nie wychowuje. Ostatnio byłam w restauracji z mężem, 5letnim synem i 2miesięczną córką. Wybraliśmy lokal, do którego można wjechać wózkiem, bo jest spory, mogłam nakarmić córkę, miło spędzaliśmy czas, syn trochę z nami posiedział, trochę pobawił się autkami, które wziął, poszedł do kącika z kredkami, nikt go nie uciszał, nie strofowa, nie kazał siedzieć w miejscu. Kilka stolików dalej na pogaduchy spotkały się dwie panie, które pod opieką miały dwóch chłopców, w wieku koło 5-6lat. Panie nie interesowały się dziećmi ani trochę, zajęte rozmową, nie patrzyły, że oni biegają miedzy stolikami, co chwilę na kogoś siedzącego przy swiom stoliku wpadają, ganiają i wrzeszczą non stop, ledwo unikają zderzenia z kelnerką niosącą gorące potrawy (czyja byłaby wina, gdyby dziecko zostało poparzone gorącą zupą?). Mamusie co jakiś czas, bez patrzenia nawet na pociechy mówiły:Maciusiu/Krzysiu nie biegaj, bo zaraz będziesz miał karę, a chłopcy mieli je gdzieś, przyzwyczajeni, że to tylko takie gadanie w próżnię.
      Po to mamy dzieci, żeby się nimi zajmować, spędzać czas z nimi też duchem, a nie tylko ciałem, a nie traktować jak przykrą konieczność, obowiązek, balast, bo nie mam co z nim zrobić, to będę ciagać ze sobą wszędzie.

    • anka
      8 kwietnia 2015 at 23:19

      Natala i Katarzyna, miło jest poczytać słowa kogoś rozsądnego i wydaje mi się, że większość osób ma właśnie takie podejście. Wierzę, że większość mam stara się, żeby dziecko nie latało jak szalone i nie wpadało ludziom pod nogi, tak samo jak w to, że większość społeczeństwa nie wyrzuca karmiących matek do kibla, bo przecież nie wyrzuca 🙂 Trochę szkoda, że autorka artykułu nie przyjmuje żadnych argumentów, a sama pisze „nikt i nic nie będzie nam mówił jak mamy nasze dzieci wychowywać na co pozwalać a na co nie =, a już na pewno nie przypadkowo spotkana osoba w markecie czy restauracji”. To nie jest podejście człowieka otwartego na dyskusję, ale kogoś kto jest święcie przekonany o swojej racji. Trzeba pamiętać, że z przestrzeni publicznej tak samo jak matki z dziećmi mają prawo korzystać osoby, które za dziećmi nie przepadają. Szanujmy innych, a inni będą szanować nas.

  • Mama Juniora
    27 stycznia 2015 at 23:13

    Super tekst!

  • Aga
    4 lutego 2015 at 16:37

    Nie wiem dlaczego, ale bardzo wzruszyl mnie Twoj tekst. Masz absolutnie racje ! Brawo !

  • Sylwia W-K
    4 lutego 2015 at 23:28

    Podoba mi się Twój wpis. Czytam Cię od dawna, ale jakoś z braku czasu nie komentuje. Teraz uderzyła mnie ilość komentarzy i ich treść. Większość osób ciągnie temat kup, tak jakby o to w tym wpisie chodziło. A wpis o empatii, szacunku i wrażliwości na potrzeby innych… Ograniczone myślenie mnie przeraża. I te stereotypy… Kiedy to się skończy?

    • Hafija
      4 lutego 2015 at 23:53

      No właśnie…cały czas ta kupa nie wiem skąd 🙂

  • mamaGapcia
    6 lutego 2015 at 01:35

    Piękny tekst! W sam raz na billboardy we wszystkich miastach! Moze cokolwiek ruszyło by te plujace jadem osobki,ktore o dziecku wyrazaja sie 'bachor’ gdy…jest jeszcze ono w lonie matki. Spotkałam sie z zagladaniem sobie pod pieluszkę podczas karmienia piersią(kobieta,osoba starsza,nie wiem co bylo w tym takiego dziwnego,piersi nie widziala?myslala ze dusze pod pielucha dziecko?),z krzywymi spojrzeniami gdy moje dziecko probowalo przekazać mi coś ważnego swoim płaczem,z odraza(?) rzucająca sie w oczy gdy siedziałam z synkiem(uwaga,siedział osobno-mogłam wziąć na kolano,przeciez to zawsze +jedno krzesło dla jakiegoś buca,ktory wyszarpalby to krzesło gdyby tylko mnie nie było obok-bo hamburger z maka stygnie) i zajadalismy wesoło trajkoczac ze soba,z pełnymi nienawiści spojrzeniami kiedy moje dziecko mialo ubaw po pachy z wchodzenia pod stolik(pod moje nogi,do obcych osob sie nie zbliżał) i tanca obok mojego stolika.cholera jasna,nigdzie na świecie nie spotkalam sie z takim postrzeganiem dzieci.mieszkalam jakis czas temu za granica i kazdy w sklepie,na ulicy czy w restauracji był dla nas życzliwy,mimo ze mój syn niewiele rozumiał zawsze z chęcią łapał mila starsza i uśmiechniętą kobiecine i szli razem ważyć jabłka(oczywiscie pod moim czujnym okiem) a tutaj? Która nieznajoma porozmawia z Twoim dzieckiem?ktory starszy pan bedzie uważał na to by nie przejechać 'gowniarza śmierdzącego ktory pcha sie pod wozek’,kto powie Ci 'pomoge,widze ze Twoj Skarb ma dzis za duzo energii’? No wlasnie… Ale najważniejsze to nie tylko brac 🙂 mimo wszelakich nieprzyjemności jesteśmy wesołymi krasnalkami,wszystkim nieprzyjaznym gramy na nosie,zaskakujemy wręcz te osoby pomocą,wzajemnym szacunkiem i miłością ale przede wszystkim USMIECHEM mimo malo sympatycznych zdarzen. Pozdrawiam serdecznie,caluje trzykrotnie w poliki,jestem pierwszy raz a juz zakochana,bede rozdmuchiwac te wieści dalej 🙂

    • Hafija
      6 lutego 2015 at 08:31

      <3 :* :* :*

  • mamaGapcia
    6 lutego 2015 at 01:58

    Zapomnialabym! Rola rodzica jest wychować dziecko na dobrego człowieka,uczyć go świata,którego dziecko tak bardzo pragnie sie uczyć od pierwszych chwil poza ciepłym brzuszkiem mamy,pokazywać to co dla dziecka nowe i nieznane,tlumaczyc,wygłupiać sie razem z dzieckiem(nie mowie o kościele czy urzędach)… Błagam i powtarzam kolejny raz! Osoby,ktore nie maja dzieci,nie chca ich miec,osoby starsze i poważne,którym w głowie sie nie mieści gdy dwulatek powtarza z mama wierszyki w busie by umilić czas bo to tylko 'halasy’,mama bije mu brawo w restauracji kiedy zatanczy do jakiegoś hitu…nikt nie rodzi sie dorosły,nie zamykajcie nas,matek z dziecmi,w domu,pozwólmy cieszyć sie maluchom ze świata,ktory je otacza,nie ograniczajmy ich rozwoju w nowym smartfonie czy tablecie bo tam sie zycia i postępowania w wielu sytuacjach nie nauczy 🙂 dzieci reagują na wszystko spontanicznie,Ty zapewne też urzadzales sobie mordowyje i dzikie kręcenie pielucha na oczach obcych ludzi 🙂 przepraszam ze tak duzo ale musialam! 🙂 🙂 🙂

  • Agnieszka
    8 lutego 2015 at 12:19

    Dopóki mamą nie byłam, to też zastanawiał mnie brak zainteresowania rodziców płaczącym dzieckiem. Nie to żeby mnie to oburzało albo żebym miała pretensje, ale nie mogłam zrozumieć dlaczego?! go nie uspokoi „ta baba”. 😉 I mimo, że moja córka ma dopiero niecałe 7 miesięcy, to już rozumiem, zwracam honor i dołączam się do mam wrzeszczących dzieci;)
    Druga sprawa: przed urodzeniem córki opiekowałam sie chłopcem, autystykiem, niespełna 10-cio letnim. Chłopczyk nie potrafi mówić, a dźwięki, które z siebie wydaje nie należą do cichych i przyjemnych dla ucha, nawet, a moze szczególnie wtedy, kiedy wyrażały radość:) Bywalam z nim w wielu 'publicznych’ miejscach i nigdy nie usłyszałam złego słowa, ani nie spotkałam sie z nieprzyjemnosciami. To miłe:) Jednak ludzie nie są jeszcze tacy straszni 😉

  • Karolina
    19 lutego 2015 at 20:40

    PRZEPIĘKNY tekst!

  • Paulina
    4 marca 2015 at 15:31

    Ja myślę, że duże znaczenie ma wiek. Jeśli w fotel kopie mnie 5-latek, tak jak zdarzyło mi się w samolocie, to już jest trochę nie halo… Maluchy, faktycznie, zdarza się, że są nie do ogarnięcia, ale dziecko kilkuletnie w przestrzeni publicznej powinno już znać zasadę „nie rób tego, co tobie niemiłe”. Tak mnie uczyła mama, i tak zamierzam wychować swoje (perspektywiczne na razie) dziecko.

  • Daga
    8 kwietnia 2015 at 19:49

    Dziękuję :-* Czytam Twój blog od niedawna i nie wyobrażam sobie żeby było inaczej:-) nie wiem jak Ty to robisz, ale zawsze jak mam z czymś kłopot zasiadam przed laptopem i jest odpowiedź, jeszcze raz dziękuję 🙂

  • Mama o raz drugi
    8 kwietnia 2015 at 20:53

    Byłam świadkiem jak w sklepie dziecko ok 3 letnie napakowało pół półki soczków do dziecięcego koszyka zakupowego (napakowało dosłownie z czubkiem, aż te soczki spadały na podłogę) a mama stała w dziale mięsnym i dumna była jakie to ma dzielne dziecko, później podeszła do zapracowanej pracownicy sklepu i powiedziała do dziecka „zostaw tu koszyk to pani wypakuje” dziecko zaczęło się wydzierać w niebogłosy, że koszyka nie odda, więc mama z dzieckiem zabrała ten koszyk do kasy i butelka po butelce dziecko wykładało na taśmę te soczki i mama kazała te soczki kasjerce ściągać z kasy i chować za siebie… trwało to sporo czasu, bo dziecko niezbyt poradnie dosięgało do taśmy, kolejka się zrobiła a mama zadowolona, bo spokojnie zrobiła sobie zakupy a dziecko samo się zajęło i przy okazji zabawiło!
    Myślę, że tym co krytykują Twój post chodzi właśnie o to, że we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek i jestem przeciw bezstresowemu wychowaniu, bo to żadne wychowanie. Jestem za tłumaczeniem, pokazywaniem dziecku co wolno a co nie wolno, bo uważam, że taka jest rola rodziców, aby przygotować dziecko do dorosłego życia i nie zrobić mu krzywdy swoją obojętnością. Nie rozumiem dlaczego dziecko ma się źle zachowywać tylko dlatego, żeby mama się wyluzowała kosztem innych. Jeżeli krzyczy, tupie to trzeba się zainteresować dlaczego tak robi i dziecku pomóc, bo jak nie będzie kiedyś przy nim mamy to społeczeństwo może nauczyć już dorastającego człowieka manier w bardziej brutalny sposób – później są problemy, że dzieci nie mają kolegów, bo zachowują się tak czy inaczej. Jestem mamą dwójki radosnych dzieci i myślę, że nie ograniczam ich w niczym tym, że zwrócę im uwagę i konsekwentnie będę upierać się przy swoim zdaniu, bo robię to dla ich dobra, aby wyrośli na mądrych ludzi mających szacunek do innych.

    • Hafija
      8 kwietnia 2015 at 21:00

      Nie ma czegos takiego jak bezstresowe wychowanie

    • Mama o raz drugi
      8 kwietnia 2015 at 22:11

      Wychowanie tak jak pisałam oczywiście w cudzysłowie, bo to żadne wychowanie i miałam na myśli, pewnie to co ma każdy, myśląc o „bezstresowym wychowaniu” czyli o rodzicach dla których nie ważne jest to co robi ich dziecko tylko dlatego, żeby mieć spokój. Niektóre mamy uważają, że dziecko nauczy się samo wszystkiego, zamiast wytłumaczyć, porozmawiać, poświęcić czas na zabawę to dziecko siedzi godzinami i ogląda bajki a później jak wyjdzie z domu to zachowuje się tak jak się zachowuje, bo musi odreagować te godziny przed tv (oczywiście podaję przykład, bo rozumiem, że są różne przyczyny takiego zachowania). Jeżeli rodzice nie będą poświęcać czasu dzieciom (a to według mnie jest niemały problem obecnie) to dziecko dopiero będzie miało problem z emocjami, nie będzie potrafiło odnaleźć się wśród rówieśników a to dla dzieci jest bardzo ważne. Nie przesadzajmy, że mamy mogę się zrelaksować kosztem innych ludzi pozwalając dziecku robić wszystko na co ma ochotę, bo we wszystkim są granice. I nie mówię, że u nas historie się nie zdarzają, bo są, ale jak wytłumaczę co robi źle to nie trwa to długo, bo córka wie i zawsze jej przypominam, że jak się uspokoi to mama czeka i po przytulasie nie będzie sprawy… i widzę, że im jest starsza to rozumie to coraz bardziej – wszystko to sprawa naszego zaangażowania a nie bycia mamą z przypadku. Z przedszkola odeszła niedawno jedna z Pań (skończył się jej staż) i kiedy się spotkaliśmy to dostałam od niej najlepszą pochwałę, bo powiedziała, że córka jeszcze z jednym chłopcem z całej grupy są najbardziej radosnymi dzieciaczkami, które potrafią radzić sobie ze złością, ze swoimi emocjami, że większość dzieci chce się z nimi bawić… dla mnie to jest bardzo ważne a gdyby kopało, szczypało, biło inne dzieci to pewnie nie byłaby tak lubiana i mi nie chodzi tutaj o to, że zaspokoiłam swoją potrzebę satysfakcji, że dobrze staram się ją wychowywać tylko o to, że jestem szczęśliwa, że ona jest szczęśliwa. A jako karmiąca mama kiedyś córkę a teraz syna jestem osobą, która dzieci zabiera wszędzie.

    • Ewka
      10 kwietnia 2015 at 01:44

      Jestem babcia. Ostatnio stojac na przystanku zaobserwowalam ciekawe zjawisko :). babcia z wnusiem ; wnus goni wkolo przystanku i obiera sobie za obiekt zabaw starszego pana , pluje na niego :(. pan podchodzi do babci dziecka i pyta czy widziala co dziecko zrobilo? babcia odpowiada skruszona ze ona nic na to nie poradzi bo dziecko bezstresowo wychowuja no to pan wziol i ja oplul dolaczajac tekst ze jego tez bezstresowo wychowywali 🙂 wedlug mnie super zachowanie pana. SZacunek dla niego

    • Magdalena
      11 maja 2015 at 21:47

      Hafijo, bardzo lubię czytać Twoje teksty oraz opinie ludzi na ich temat, ale brakuje mi czasami Twojego konkretnego odniesienia się do niektórych komentarzy, w których ktoś jasno i spokojnie tłumaczy o co mu chodzi, gdy nie do końca się z Tobą zgadza (co ma miejsce np. w Twoim komentarzu powyżej). Mam wrażenie, że zbywasz kogoś czepiając się jakiegoś słówka typu „bezstresowe wychowanie”. A przecież cały tekst tej osoby nie jest tylko i wyłącznie o bezstresowym wychowaniu, tak samo jak Twój powyższy, naprawdę świetny tekst, nie jest o kupie…. 😉

  • joannaef
    8 kwietnia 2015 at 21:14

    Jestem matką dwójki dzieci i na prawdę zdarzały mi się przeróżne i przedziwne sytuacje, zaczynając od tego, że będąc w ciąży NIKT nie przepuścił mnie w kolejce (dopiero jak już się obkupili, to stwierdzali „o Pani w ciąży”, „Nie zauważyłem/łam”:)), kiedy „starszemu ” zachciało się siusiu w sklepie, i zaznaczam, że ledwo zdążyłam (bo miałam wielki bęben przed sobą) zdjąć mu spodnie i wysadzić przed biedronką, usłyszałam „nie ma Pani gdzie TEGO dziecka wysadzać?”. Różnie bywało, raz lepiej raz gorzej, nie będę opisywać wszystkiego bo książkę można by było napisać. Generalnie panuje znieczulica. Na wszystko, na kobiety w ciąży, na mamy karmiące, na „bachory”, na wózki z brudnymi kółkami w sklepach odzieżowych, na starszych i na inwalidów. Nie ma reguły kto nam zwraca tzw „uwagę”, czy to starsi czy młodsi, ludzie się nie szanują, nie lubią i dzieci i kobiety w ciąży najchętniej oglądali by tylko w reklamach. Niestety, natura tak wymyśliła że rodzimy się niemowlakami, a zanim staniemy się samodzielnie, rozsądnie myślącymi ludźmi, musimy przejść długą drogę.
    P.S I jeszcze chciałam dodać, że mój 3 letni syn otwiera mi drzwi do sklepów kiedy wjeżdżam z młodszym.

    Te i inne historie opisuję czasami na swoim blogu. To nie żadna autoreklama, po prostu uważam, że można dzielić się takimi opowieściami, ku przestrodze, ku nauce lub for fun. Zapraszam joannaef.blogspot.com

    • Ewka
      10 kwietnia 2015 at 01:51

      to juz nie czasy kolejek. Mam troje dzieci , przezylam z nimi kartki na mieso ,kolejki od polnocy itp. nie bylo pampersow ale byla kultura i nigdy nie spotkalam sie z niechecia do matki z dzieckiem czy kobiety w ciazy
      porozmawiaj z mama jak to kiedys bylo bo to co teraz jest same sobie wyrobilyscie:(

    • joannaef
      10 kwietnia 2015 at 20:12

      nie rozumiem co znaczy że same sobie wyrobiłyśmy? rozwiń proszę myśl. Ja jak widzę kobietę w ciąży w kolejce zapraszam ją przed siebie lub mówię żeby przeszła na początek kolejki tak żeby wszyscy słyszeli. Ja sama nie pchałam się w kolejkach dlatego, że „mam brzuch”, to kultura osobista nakazuje zauważyć kobietę w ciąży i zaproponować wejście bez kolejki. Miałam nawet sytuacje ze strony Panów którzy widząc mnie w ciąży z drugim dzieckiem obok, pytali czy mogą wejść przede mnie bo przecież tylko z jednym piwem stoją…..sama sobie tego nie wyrobiłam 🙁

  • Milowe Wzgórze
    8 kwietnia 2015 at 21:52

    jestes zajebista!

  • lidka
    9 kwietnia 2015 at 08:27

    Jestem mama.mój syn jest dla mnie najważniejszy na świecie ale … Uważam że przewijać dziecko należy w toalecie , każdy chce delektować się jedzeniem.i Ja Nie widze problemu żeby iść Do toalety, teraz problemu niema bo ma 2 lata, a jak był mniejszy wybieralismy takie restauracje gdzie faktycznie sa udogodnienia dla rodzicow w formie przewijaka. Jeśli chodzi o karmienie to jest czas dla mamy i dziecka i naprawde Nie Trzeba robić tego ostentacyjnie przed wszystkimi ” Jestem mama karmiaca piersia”- mozna to naprawde nawet w restauracjI zrobic w sposob dyskretny zazucic sobie pieluszke i zaslonic piers lub obrucic Sie lekko od reszty sali – mysle ze taka dyskrecja nikomu by Nie przeszkadzala. Kwestia podejscia. To ze jestesmy mamami i mamy wspaniale dzieci nieNie znaczy ze jestesmy ” nietykalne” i kazdy powinien Sie szanowac. Kwestia ze dzieci sa rozwydzone- wychowanie wychowaniem ale Niestety jest bunt dwulatka jak u nas i tez Sie zdaza kladzenie na srodku marketu plakanie darcie i wymuszanie – i tu bardzo wazna rola rodzica dziecko bada granice na ile moze sobie pozwolic to jest w kwestii mamy i taty zeby dziecku tlumaczyc Oni samo Nie bedzie wiedzialo ze tak Nie mozna. No Niestety nieraz jest to tlumaczenie 500 razy ze czegos Nie wolno, ale Nie wychwojmy tez dzieci bezstresowo ze wszystko im wolna czy pluc. Kopac szarpac biegac bo restauracji swawolnie – tu Nie chodzi ze mamy dziecko przykleic Do krzesla ale chodzi o bezpieczenstwo dziecka reiche wyobrazni to jest chwila i nawet w takiej restauracji moze Sie stac krzywda bo mama czy Tata Nie pulnuja dziecka ( goraca Kawa, herbata, szklo) . Wszystko jest dla ludzi restauracje jaknajbardziej dla rodzin z dziecmi bo dzieci to nasza przyszlosc, ale Niestety Ja jako mama Nie rozumiem i Nie pochwalam teorii ze dzieciom wszystko wszedzie wolno. Mozna w inny sposob pokazac ze jest najwazniejszWspolne rysowanie ukladanie z klockow itp.mysle ze pozwalanie na wszystko dziecku jest jego krzywdzeniem

    • Hafija
      9 kwietnia 2015 at 19:18

      To nie jest wpis o kupie i przewijaniu ani o karmieniu

    • Ewka
      10 kwietnia 2015 at 01:59

      szacunek za podejscie do zycia 🙂

  • www.zaraz-wracam.pl
    9 kwietnia 2015 at 11:18

    Przy czytaniu i komentowaniu tekstów przydaje się czasem umiejętność czytania ze zrozumieniem. 😉
    tekst trafia w samo sedno, choć nie ukrywam, że spotykam matki, które po prostu ewidentnie nie potrafią ogarnąć swoich dzieci w miejscach publicznych.
    Sama jestem matką i chodzę z dzieckiem zarówno do restauracji jak i innych miejsc, ale na szczęście udaje mi się jakoś zapanować nad nim. Udaje nam się zawsze zjeść bez płaczu, krzyku, a gdy przydarzy się zmiana pieluchy, to wybieramy takie miejsca, aby zmiana jej nikomu nie przeszkadzała- zazwyczaj jest to toaleta. Nie jestem matką idealną, pozwalam dziecku na brykanie, ale od początku staram się tłumaczyć Maluchowi, że są pewne sytuacje kiedy musi byc grzeczny.

  • Luska
    23 kwietnia 2015 at 07:21

    Bardzo dobry tekst. Kurczę jak patrzę na zachód o podejście tych ludzi, miłość do dzieci. Obcych. Chęć dzielenia sie i brak muru. Ogromna różnica jest nawet w Niemczech, ale Wlochy, Hiszpania, Grecja to inna bajka 😉 dziękuje za ten wpis

  • Magdalena
    11 maja 2015 at 22:00

    Mam dwoje dzieci i szczerze mówiąc nieczęsto spotykam się z przykrymi sytuacjami opisanymi w tekście, ale niestety czasami się zdarzają. Najbardziej niezrozumiałe i bolesne dla mnie są teksty starszych osób wypowiadane do mojego sześcioletniego synka na temat jego rocznej siostrzyczki. Zaczęło się już w ciąży, kiedy to panie wypalały z komentarzami typu:
    „Oj, zobaczysz, jak podrośnie to będzie Ci samochodziki zabierała…”
    Czy też zasłyszane ostatnio od naprawdę miłej pani z metrze, po tym jak synek pochwalił się, że ma siostrę „złodziejaszkę”, bo mu buty do gryzienia podkrada… (synek jest na etapie zabaw w złodziejachów i policjantów, a siostra gryzie wszystko, co popadnie):
    „No to Ci się ta siostra NIE UDAŁA, skoro Ci tak kradnie.” A po chwili dodała bądź co bądź z uśmiechem, patrząc jak córcia pociąga braciszka za włosy (wcale nie mocno….): „O, a jaka AGRESYWNA! Zobaczysz, jak podrośnie to sobie z nią nie poradzisz!” Ech…
    Dodam tylko, że synek ma Zespół Aspergera (autyzm) i trzeba wkładać na co dzień bardzo dużo pracy, by pozytywnie nastawiać go do innych, w tym do siostry. Takie Panie baaaardzo mi w tym pomagają i baaaaardzo bym prosiła, by nie mówiły źle o rodzeństwie przy rodzeństwie.
    A co do samego tekstu, to jest naprawdę dający do myślenia i bardzo dobry. Swoją drogą ludzie starsi też nie mają w naszym kraju za dobrze… zwłaszcza porównując do niektórych zachodnich krajów. Stąd też może wynikać ich mruczenie na wszystko, nie tylko na dzieci.

  • Natalia mama
    17 września 2016 at 06:36

    Wszystko fajnie chociaż tekst bardzo jednostronny, jestem matką, ale nie, nie zrozumiem pozwalania na wszystko dzieciom w restauracji czy sklepach. Pracowałam jako sprzedawca, prośby o nie wchodzenie z jedzeniem niby norma, a zwróć uwagę matce lwicy z dzieckiem, obraża majestatu, chamstwo, prostactwo, bo pani na pewno nie ma dzieci….tylko mi później pozostaje podłoga do mycia, lustra loda, ciuchy często brudne od małych rączek. Idę do knajpy na romantyczną kolację i uwierzcie albo nie, ale biegające dziecko z widelcem i rozrzucajace jedzenie po gościach, do tego zaczepiajace wszystkich tak, denerwuje mnie strasznie. Więc w imieniu tych co świętują jak mają święty spokój i już wybiorą się do restauracji, tych co pracują w sklepach, kawiarniach i wszędzie gdzie przychodzimy z dzieckiem, BIERZCIE ODPOWIEDZIALNOSC ZA SWOJE DZIECI. inni goście restauracji mają prawo zjeść w spokoju, bez zaglądania im w talerz, pracownicy sklepów, kawiarn…..nie są niankami waszych dzieci. A jak dziecko szalę to proszę uspokujcie albo wyjdźcie na plac zabaw, dziecko ma prawo do szaleństwa, ale są na to lepsze miejsca niż restauracja, kino, sklep…DZIECI SIE WYCHOWUJE.

    • Hafija
      18 września 2016 at 21:49

      dziecko to taki sam klient jak każdy inny

  • Dagmara
    19 listopada 2016 at 07:30

    Piękny tekst! A myślałam, że ludzie tak myślący i tak wychowujący swoje dzieci dawno wymarli… No przywracasz mi wiarę w człowieka i w dobro. Dziękuję, tak szczerze <3

  • Agnieszka
    13 września 2018 at 22:34

    Jest w tym na pewno sporo prawdy, choć tekst jest mocno podkoloryzowany według mnie. Jestem mama 13-sto miesięcznego chłopca i do dzisiaj karmię piersią. Karmię tam, gdzie wymaga tego dziecko. Tak, w centrach handlowych. Tak, w restauracjach. Tak, w miejscach publicznych. Być może mam po prostu niesamowite szczęście, poniewaz nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi ani nie zachował się w najmniejszym stopniu nieuprzejmie wobec mnie z powodu karmienia dziecka piersią w miejscu publicznym. Powiem więcej, osobiście spotkałam się z dużą empatia i pozytywnym nastawieniem ludzi, chęcią pomocy matkom, kobietom ciezarnym… A być może jest to też trochę kwestia naszego indywidualnego nastawienia do innych ludzi? Może nie nalezy sie doszukiwać w ludziach tylko tych złych intencji?

    Co do kwestii brzydkiego nazewnictwa dzieci – dopóki są to tylko myśli /przekonania danej jednostki- rozumiem, każdy ma prawo do własnego sposobu na życie, nie każdy musi mieć dzieci, nie kazdy musi je lubic. To kwestia indywidualnych wyborów. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby z takim nastawieniem należą w 99% do jednej z dwóch poniższych grup:
    Grupa nr 1 to osoby młode, będące na etapie luznego życia, nie uwzgledniajacego zobowiązań, odpowiedzialności, które pociąga za sobą macierzyństwo. Doskonale rozumiem ich wewnętrzną złość wywołaną krzykiem, płaczem dziecka. Wynika ona z braku zrozumienia oraz doinformowania na temat psychiki, stopnia jej rozwinięcia u dziecka. Nic dziwnego – w obrębie zainteresowań młodego człowieka nie jest rozwój niemowlęcia, ponieważ nie jest on jeszcze na etapie planowania, a co dopiero zakładania rodziny. Zazwyczaj unika ciąży jak ognia. 🙂 Z tego się wyrasta.
    Grupa nr 2 to osoby, które bardzo chciały mieć dzieci, ale które z jakiś przyczyn ich mieć nie mogą. Z czasem przeradza się to w frustrację i zwykła zazdrość. Myślenie o dzieciach w kategorii „bachor” jest zwykła próba wyparcia się pewnych przekonań… przed samym sobą.
    Wszelkie akty publicznego wygłaszania myśli typu „Co za wrzeszczacy bachor” są po prostu brakiem kultury.

    Jak każda matka uwazam, że moje dziecko jest wyjątkowe, cudowne, mądre i śliczne. Aczkolwiek w pełni akceptuję i zawsze mam na uwadze, że dla innych ludzi jest po prostu małym człowiekiem jakich miliony na tym świecie.

    • Anna
      29 sierpnia 2019 at 20:02

      Każdy z nas ma prawo do indywidualnych wyborów. Gdyb dwie strony kierowały się: moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka i nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe, nie było by tych wszystkich dyskusji. Jestem mamą 2 synów, już na szczęście nastolatków. Nie zawsze udawało mi się nad nimi zapanować, ale zawsze starałam się. Wyjście do restauracji – jak najbardziej, ale nie w poczuciu, że wolno mi wszystko i moim dzieciom też tylko w poczuciu, że są tam też inni ludzie, którzy mają prawo oczekiwać spokoju. Nie każdy musi chcieć i mieć dzieci. Dzieci, nie są nasze, są moje i to ja je wychpwuję. Niestety z doświadczenia, widze, że rodzic, roszczeniowy w wieku niemowlęcym, pozostaje takim rówienież na dalszym etapie życia dzieci. To dramat w szkole, dramat dla otoczenia ale i też dramat dla rodzicia i dziecka. Póki jest małe, zpanuje nad swoją pociechą, której nienauczył podstawowych zasad funkcjonowania w społeczeństwie. Nad nastoletnim nie zapanuje. Zawsze w takich sytuacjach pocieszam się. To nie mój problem, rób tak dalej, pozwalaj na wszystko, wszyscy inni do okoła są źli a ja i moje dziecko wspaniali. Niepokorny nastolatek, nienauczony zasad, taki któremu wszystko wolono, sprawi, że posiwiejesz. Będą mamą małego dziecka, pamiętaj, że też kiedyś, będziesz ten etap miała już za sobą, będziesz chciała ciszy i spokoju. Twoje priorytety zmienią się. Uszanujmy to nawzajem. Też kiedyś będziesz, być może sfrustrowaną starszą osobą. Nie oznacza to, że wszystko możesz, Człowiek uczy się szacunku dla innych, poprzez obserwację zachowania swoich rodziców i otoczenia. Szanujmy innych i ich potrzeby. Tego uczmy. Nie bezwarunkowo. ale dziecko któremu wpojono zasady potrafi samo odpowiednio się zachować. Moi synowie ustępują miejsca w autobusie, reagują jak ktoś się pcha, tym czasem osoba niepełnosprawna czy starsza nie może wsiąść do autobusu. Jednocześnie, kiedy taka osoba starsza wsiada i ma wiele miejsc, na których może usiąść, ktoś jej mówi, prosze tu Pani może usiąść, ale ona staje nad moim synem i mówi, nie, usiądę tu bo gówniarz mi ustąpi to mój gówianrz mówi NIE, nie ustąpię. I ma rację. Być może, Pani musi siedzieć właśnie w tym miejscu, ale to, że jest starsza nie upoważnia jej do takiego sformułowania. Gdyby powiedziała, nie, dziękuję, bardzo, zależy mi na tym miejscu bo: jest blisko wyjścia, przodem itp., reakcja mojego syna napewno będzie inna. Szanujmy się nawzajem i pamiętajmy, że nasz punkt widzenia i oczekiwania, będą się zmieniać. Kiedy moje dzieci były małe, wyrwałam się z mężem na tydzień upragnionego spokoju. Dzieci zostały z babciami. W hotelu, okazało się, że przez ścianę mamy rodzinę z trójką płaczących dzieci. Poprosiłam grzecznie hotel o zmianę pokoju. Nie dlatego, że nie lubię dzieci, czy uważam, że nie powinni być w tym hotelu. Dlatego, że dla mnie był to tydzień upragnionych wakacji w ciszy, a każdy płącz za ścianą powodował, że staję na baczność. Tak samo jak rodzina obok zapłaciłam za pobyt. Poprostu trzeba szukać rozwiązań.

skomentuj

Hafijaski – podcast

Nadchodzące wydarzenia

W najbliższym czasie nie są zaplanowane żadne wydarzenia.