Gastronomiczny cyrk kobiet karmiących dzieci piersią


KAŻDA Matka Polka Piersią Karmiąca traktowana jest niemal jak jajo, albo wybryk natury, albo alergiczka anafilaktyczna z ciężkim genetycznym upośledzeniem jelit. Jakby była cały czas w ciąży albo  zrośnięta z dzieckiem piersią, przez którą bezpośrednio płynie z piersi treść żołądkowa matki. Oczywiście jest to całkowity nonsens, ale to czego „nie może” matka karmiąca to wie każdy – od salowej w szpitalu, co banana kwalifikuje jako cytrusa, po kelnera w restauracji, który matce nie chce podać plastra cytryny do wody bo właśnie cytrus… Dzięki tym wielce przemyślanym i zero-kompetentnym radom mamy boją się do ust wziąć głupie jabłko bez obawy o życie dziecka.

Dzisiaj kilka produktów, które uważane są kontrowersyjne, które często są matkom karmiącym „zbaraniane” ale tak naprawdę, można jest spokojnie jeść, nawet jak się karmi piersią

Tatar wołowy – robi się go z chudego mięsa wołowego, najlepsza jest polędwica. Dodaje się do niego cebulkę, korniszony, przyprawy. Tatar można jeść jeżeli karmi się piersią. Warunkiem jest to że tatar jest kupiony w miejscu gdzie sprzedaje się przebadane mięso i oczywiście mięso jest świeże. Do tatara podaje się surowe żółtko. Nadal nie stanowi to przeciwwskazania do jedzenia tatara. Pamiętać trzeba żeby jajko pochodziło z dobrego źródła, a przed podaniem – sparzone (po skorupce, nie po żółtku). Jak widać zasady bezpiecznego jedzenia tatara dla matki karmiącej NICZYM nie różnią się od zasad przyrządzania i jedzenia tatara dla osoby niekarmiącej. UWAGA: nie zjada się nigdy surowego ani wędzonego mięsa z dzika – zasady tej powinni przestrzegać wszyscy, a nie tylko matki karmiące.

Sushi – potrawa wywodząca się z Japonii, my w Europie mówimy sushi na zawinięty w wodorosty ryż ale to nie do końca oddaje istotę tej potrawy. Sushi robi się głównie z gotowanego ryżu, dodaje się marynowany imbir, wasabi (taki wschodni chrzan), ryby, owoce morza, grzyby, zawija się lub nie w wodorosty nori. Niektóre owoce morza czy ryby są podawane w sushi na surowo. Nic co tam jest w tym sushi nie jest przeciwwskazane w czasie karmienia piersią. Nie będziemy mieć mleka wasali, nie umrzemy od surowej ryby (o ile ryba w sushi pochodzi z dobrego źródła) ani dziecko nie padnie od tego że pójdziemy na sushi i umoczymy je w sosie sojowym. Ważne jest to żeby patrzeć na to JAKI gatunek ryby jest w sushi ponieważ niektóre ryby zawierają więcej rtęci w swoim mięsie niż inne. TUTAJ więcej informacji na temat gatunków ryb, które warto wybierać. Owoce morza są generalnie uważane za bezpieczne.

Sery pleśniowe, dojrzewające – ponieważ paniom w ciąży zabrania się jedzenia takich serów, to z automatu ten sam zakaz przenosi się na matki karmiące piersią. DUŻY BŁĄD. Nie ma żadnego powodu dla którego matka karmiąca nie mogłaby jeść w/w serów. W ciąży groźna dla płodu jest bakteria – listeria, którą mogą zawierać niepasteryzowane sery, surowe mięso czy ryby, ale też surowe mleko (pomijam już to że większość serów na półkach sklepowych jest pasteryzowana.). Po ciąży to zagrożenie jest już żadne. Zarażenie listerią może powodować poronienie czy nawet śmierć dziecka w łonie matki O ILE KOBIETA JEST W CIĄŻY bo jak nie jest to nie może. Podczas karmienia piersią nie ma już w łonie dziecka, ani nie można poronić. Nie można też zarazić dziecka listerią via. mleko.

Produkty tzw. alergizujące, m.in. orzechy, truskawki, cytrusy, ryby, miód – nie wiem dlaczego matka karmiąca ma bać się jedzenia tych produktów. Eliminacja jakichkolwiek alergenów z diety zdrowiej mamy karmiącej zdrowego malucha jest wielce nielogiczna. Obecnie zaleca się wręcz eksponowanie dzieci na alergeny, bo badania pokazują, że spożywanie alergenów jest czynnikiem ochronnym przed alergią. Nawet pojawiły się badania, które mówią o tym, że wczesna ekspozycja dziecka na orzeszki zmniejsza ryzyko alergii u niego (nawet przed 6 miesiącem życia – czego osobiście nie polecam – wiadomo 😉 ). Innymi słowy ograniczanie alergenów na zapas, przez ostrożność nie tylko nie ma sensu ale wręcz jest dla matki i dziecka niekorzystne. Kiedy jednak ryzyko alergii jest wysokie – np. predyspozycje rodzinne są znaczne, to trzeba być pod opieką alergologa i dietetyka (po studiach) i z nimi INDYWIDUALNIE dobierać zasady odżywiania.

Surowe owoce i warzywa – nie umiem tego odpowiednio skomentować, co trzeba mieć w głowie, żeby zabraniać jedzenia matce surowego jabłka, czy banana, czy marchewki… Mama karmiąca może jeść warzywa i owoce na surowo na takich samych zasadach jak każda inna osoba niekarmiąca.

Grzyby – grzyby leśne i pieczarki można jeść. Warunkiem jest wiadome pochodzenie i prawidłowe przygotowanie! Czyli nie jemy grzybów, które zbierał ktoś kto może się na tym nie zna, nie jemy grzybów, które są sprzedawane gdzieś przy ulicy, drodze, na bazarze z mercedesa rocznik 1990 wyłożonym kocem. Ja nawet grzybów od babci lękam się jeść, a już nie karmię, więc kupuję je w sklepie. Grzyby leśne i pieczarki najlepiej kupować w sklepie. Opakowanie powinno zawierać numer partii, informację o tym, że partia była kontrolowana przez odpowiednie służby i dopuszczona do spożycia. Nic czego się nie stosuje także do zaleceń dla ludzi niekarmiących piersią

Miód – TAK – jak karmisz piersią to możesz jeść miód. W miodzie, co prawda, mogą znajdować się bakterie Clostridium botulinum. Te bakterie z miodu u osób starszych niż 12 miesięcy nie stanowią zagrożenia. Z tego powodu nie powinno się dziecku podawać miodu przed ukończeniem pierwszego roku. Natomiast po pierwszym roku życia organizm ludzki – a dokładnie układ pokarmowy – już sobie z tym radzi, oznacza to, że mama która zje miód – a precyzyjniej jej układ pokarmowy – unieszkodliwi bakterię zanim ta będzie miała JAKĄKOWLIEK szansę dostać się do piersi.

Owoce pestkowe – ponieważ do tych owoców „eksperci” zaliczają wszystko jak leci od truskawki, przez cukinie, po awokado, to ciężko się od tych rewelacji odnieść sensownie. Więc tak – można jeść owoce i warzywa, tak normalnie jak się je jadło całe życie. Jak jakieś owoce jecie bez pestek od dziecka, to jedzcie je bez pestek i w czasie karmienia. Z owoców NIEpestkowych – warto zwrócić uwagę na rabarbar, którego spożycie w trakcie laktacji jest często kontrowersyjne. Jedne źródła mówią, że jest on niepolecany, a inne, że owszem może powodować jakieś uboczne skutki u dziecka, ale nie ma na to wystarczających dowodów. Czy jeść rabarbar? Z posiadanych przeze mnie źródeł i wiedzy z ręką na sercu mówię – NIE WIEM. Jak coś się zmieni to dam znać! E-lactancia twierdzi, że jest ok1.

Zupa szczawiowa – są pewne wskazania, żeby z zupą szczawiową nie przesadzać (co nie znaczy, że nie wolno) bo może wpływać na produkcję mleka (negatywnie)

Wątróbka – można w takich ilościach jakich może ją jeść każdy człowiek, który nie produkuje mleka dla swojego dziecka.

Ocet – można – natomiast dla własnego zdrowia proponuję nie litrami tylko jako dodatek

Popularny czarny napój gazowany i inne tym podobne – myślę, że o tym że jest to niezdrowa opcja do popijania non stop pisać nie muszę. Natomiast można ją pić – oczywiście nie trzeba, nie ma przymusu, ale MOŻNA. Nie jest zabroniona. Jest po prostu niezdrowa dla osoby pijącej – ale nie dla mleka. Jak chcesz z niej zrezygnować – to dla siebie – nie dla mleka.

Drób – można i tyle.

Nowalijki – jak chcecie jeść nowalijki w lutym, to generalnie ja bym nie kupowała. Nowalijki w sezonie – możecie – nie zabijają 😉

Słodycze – „puste kalorie” prawie śmiertelne zagrożenie dla mleka 😉 No więc mleku jest obojętne czy zjecie batona z kokosem, czy zjecie tort krówkowy, czy nie zjecie. Cukier ze słodyczy nie wpływa na zawartość cukru w mleku matki.  Zasada jest taka sama jak dla ludzi, którzy dzieci piersią nie karmią – umiar i rozsądek. MOŻNA jeść słodycze – jakość i ilość słodyczy jest istotna dla zdrowia MATKI nie dla mleka dziecka.

Hummus – po prostu można

Chleb – pytałyście, więc jest w zestawieniu… no można

Zupa flakowa – można

Podroby – można

Soki naturalne / jednodniowe – można

Śledzie – patrz: sushi

Tiramisu (jajko i mascarpone) – patrz: tatar i sery miękkie

Syrop z cebuli – „tzw. koncentrat zła laktacyjnego, groźny niczym granat w składzie porcelany, po którym na pewno dziecko odrzuci pierś bo mleko będzie smakować DOKŁADNIE tak samo jak ten syrop…” jednocześnie jedyna rzecz na jaką wielu lekarzy „daje zgodę” kiedy mama ma katar. Nie umiem się odnieść do tych bzdur. Po prosu można – zapewne nikt od tego nie umrze, nie straci mleka i nie odrzuci piersi.

Bigos – można – TUTAJ szczegóły jak zrobić bigosik i pasztecik 😀

Kawa – można – TUTAJ szczegóły

Alkohol – można – TUTAJ szczegóły

Czosnek – można – TUTAJ szczegóły

Przyprawy ostre i korzenne – można – szczegóły TUTAJ

 

Udowodnij mi, że można!

Tak piszą do mnie niektóre czytelniczki. „Jakie badania pokazują, że mogę jeść tatara, albo że mogę sushi”. Odpowiem, krótko – a jakie pokazują, że nie można? Przypominam, że nie piszę, ani nie mówię o lekach, substancjach chemicznych których stosowanie jest regulowane, czy ich stosowanie ma wpływ na prowadzenie maszyn.

Mówimy o JEDZENIU. Produktach spożywczych. Nie trutce na szczury! Nie o płynie do WC.

O JEDZENIU!

Wiele razy pisałam, że ważne jest to czym się karmi dziecko i jak. I ważne jest też to czym się siebie karmi i jak ale NIE dlatego, że karmisz piersią – ale dlatego, że twoje zdrowie się liczy. Ponadto jest ogromna różnica w tym, że nie warto czegoś jeść bo jest nie do końca dobre dla ciebie, a ni można, bo nie bo karmisz.

  1. http://e-lactancia.org/producto/1358

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

30 komentarzy

  • Katarzyna
    4 maja 2017 at 20:08

    Dziękuję za ten wpis:-) jeszcze w szpitalu salowa wyrywała mi z rąk jabłko a położna laktacyjna butelkę wody mineralnej gazowanej. Pózniej było już tylko gorzej 🙂 Uparłam się i jadłam wszystko 🙂 obie z córką mamy się dobrze

  • Mama z Lublina
    4 maja 2017 at 20:34

    Wspanialy post! Często tutaj zagladam. Bardzo lubię Twojego bloga i uważam że robisz bardzo wiele dobrego dla przyszłych i obecnych pokoleń. Ja na swojej drodze spotkałam wspaniałą polożnaą, która zafiksowała mnie na karmienie piersią, dzięki Bogu bez większych problemów ponad dwa lata. I spotkałam też bardzo mądrą pediatre – chwaliła, że tak pięknie synek rośnie i nigdy nie komentowala nie naklaniala do zmiany i sposobu karmienia naszego synka. Do rozszerzenia diety też nie zachęcała za wcześnie. Wiem, miałam szczęście😉 dzięki za Twoją pracę! Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!

    • Aga
      24 maja 2017 at 16:57

      A możesz podać nazwisko pediatry? Będę wdzięczna. Mam 5 miesięczną córeczkę. Też jestem z Lublina i niestety póki co nie trafiam zbyt dobrze z lekarzami.

  • Ania
    4 maja 2017 at 23:40

    Zazwyczaj wszelkiego typu komentarze splywaja po mnie jak woda po kaczce, ale raz myslalam, ze komus przyfasole, bo chcial mi zabrac czarna herbate (moj glowny napoj, ukochany, wiec juz bylam w zlym nastroju), a zamiast tego zaordynowac bardzo zdrowe ziolka, ktore skladaly sie glownie… z szalwii.
    Tak, tej szalwii, ktorej uzywa sie do zatrzymania laktacji.

  • Elajza
    4 maja 2017 at 23:44

    Droga Hafijo, zaintrygowal mnie bardzo ten alkohol i chcialam poczytac, o co dokladnie chodzi. Niestety nie potrafie tego tematu znalezc w kwartalniku, do ktorego podalas link. Nie wiem, czy link sie nie zgadza czy to ja mam problem z oczami 😉

    • Elajza
      4 maja 2017 at 23:48

      Przepraszam, znalazlam 😀

  • A.
    4 maja 2017 at 23:52

    Jadłam wszystko normalnie. W pierwszej dobie po porodzie zeżarłam miętowe lody w większej ilości – z powodu cukrzycy ciężarnych byłam na restrykcyjnej diecie i mąż mi przyniósł te lody z własnej inicjatywy do szpitala – chyba mu zaimponowałam ilością zjadanych wcześniej pomidorów (świetnie mi zbijały cukier). Na jakiekolwiek próby pyszczenia o diecie oznajmiałam, że skoro wolno wszystko to wszystko i tyle w tym temacie. Dziecko alergii żadnej nie ma (odpukać), je chętnie i bez problemu wszystko próbuje (nie wszystko lubi), już się niestety odstawiła, ale wcześniej była absolutną piersioholiczką i nie przeszkadzały jej żadne czosnki czy cebule. Zresztą czosnek i cebulę lubi nie tylko w formie przetworzonej na mleko.

  • Patuniaka
    5 maja 2017 at 00:44

    I choćby milion razy to powtórzyć, to większość woli w UFO uwierzyć…

  • Agata
    5 maja 2017 at 06:24

    Ha! Przy pierwszym dziecku w pierwszej dobie po porodzie dali mi szczawiową 😀

  • Marta
    5 maja 2017 at 07:36

    Amen! Mam ochotę wysłać to do wszystkich teściowych i matek świata! Może dałyby spokój biednym karmiącym, które musza walczyć o każdy kęs ogórka kiszonego 😉

  • Monika
    5 maja 2017 at 07:42

    A dowody z własnego doświadczenia wystarczą? Ja to jestem naukowoec, żadnej ściemy się nie boję, jadłam wszystko poza rekinem, ale rekina i tak nie jadam jak nie karmię… alkohol (z umiarem kogoś, kto LUBI piwo) też piłam.
    Dziecko żyje, d. jej nie urwało i wydaje się pełnosprytna, więc zakładam, że humus i chmiel jej nie zaszkodziły. Z drugiej strony 10 lat obserwacji może być bardziej stosowne…

  • San_lej
    5 maja 2017 at 08:41

    Zarówno w ciąży, jak i przy kamieniu piersią jadlam wszystko na co miałam ochotę. Urodziłam zdrowa córkę, ktora ma teraz 4msc i jak do tej pory nie miała problemów z brzuszkiem.

  • Paulina
    5 maja 2017 at 11:10

    No właśnie i zaraz wyślę ten wpis do mojej mamy, urodzilam dwa tygodnie temu i przyjechala na kilka dni. Jako, ze duzo czytalam będąc w ciąży, poradniki, blogi, wiem, ze nie ma tej glupiej diety. Od początku jem wszystko na co mam ochotę, mama byla u mnie cztery dni, to byl koszmar. . . Pije czarny napoj gazowazny, mama: ” dziecko Ty pijesz gazowane??”, pije kawe: ” ja nie rozumiem dlaczego Ty to pijesz, nie wolno Ci”, jem bigos i golabki, znow mama: ” niunia nie jedz kapusty, zobaczysz, ze maly bedzie plakal”. Smialam sie jej w twarz, a moj syn placze owszem, ale jak ma mokro w pieluszce badz kiedy jest glodny. 🙂 Mama tlumaczy się, ze kiedys ja tak uczyli, ale juz jej powiedziałam ze to bylo 26 lat temu, niech troche poczyta, poslucha, popyta ludzi wykwalifikowanych w tym kierunku to ta wizja na ta diete na pewno jej sie zmieni. 😀

  • Mammma
    5 maja 2017 at 15:16

    Czy można spytać, tak ogólnie czy możliwe jest karmienie piersią dziecka ze stwierdzoną alergią na białko mleka krowiego? U mojego drugiego syna stwierdzono ją bardzo późno, bo dopiero w drugim półroczu-w zasadzie wtedy, kiedy odstawiłam go od piersi. Natomiast przez cały okres laktacji, syn miał straszne kolki, był niespokojny, stale szukaliśmy pomocy u lekarzy, pomogło dopiero podanie hydrolizy i odstawienie od piersi. Nie wspominam okresu laktacji dobrze, ale do dziś żałuję, że karmiłam piersią tylko pół. Czy można poradzić sobie z taką alergią nadal karmiąc piersią? Czy naprawdę prepatat mlekozastępczy to jedyne wyjście?
    Pytam z myślą o kolejnym potencjalnym maluchu…

    • Kasia
      30 maja 2017 at 21:06

      Tak, można karmić dziecko ze skazą bialkową piersią. Ważna jest w takiej sytuacji dieta eliminacyjna u mamy, czyli zero mleka i nabiału mlecznego. Karmienie piersią daje większą szansę na wyrośnięcie ze skazy i na to, że dziecko po drodze nie zacznie mieć kolejnych alergii. Moje doświadczenie to rok karmienia bez mleka w diecie i kolejne półtora roku z jedzeniem wszystkiego. Córeczka szczęśliwie też może już wcinać mleczności, ale mleko od mamy to wciąż nr jeden. Oczywiście, nie zawsze tak szybko dzieci wyrastają ze skazy, a mamy wracają do produktów mlecznych. Hydrolizat jednak to niejedyne rozwiązanie i niekoniecznie najlepsze. Szkoda, że nikt Ci nie podpowiedział, że może być inaczej, ale w tej sytuacji pół roku to i tak długo.

  • justka
    5 maja 2017 at 21:58

    zawsze mnie zastanawiało to przekonanie i gdzie nie byłam to słyszałam, że truskawki bardzo alergizują, to jak to kurcze jest?

    • San_lej
      12 maja 2017 at 20:32

      Truskawki-mozna! 🙂

  • mamii
    8 maja 2017 at 09:25

    Każdemu kto watpi, że można jeść niemal wszystko polecam wizytę na oddziale szpitalnym i zobaczenie na własne oczy co podają matkom 😂
    Pozdrawiam ze szpitala z 3 cudem urodzonym 2 doby temu przez cc
    Rozkręcamy laktacje – proszę trzymać kciuki.

  • PAULINA
    8 maja 2017 at 14:15

    Boże. Uwielbiam takie zdrowe podejście. Respektuje właśnie zasadę prób i błędów. Ale te mity to coś strasznego. Mąż do szpitala przynosił mi kanapki z ogórkiem i o zgrozo z pomidorem!! Bo w menu była jakaś wstrentna mielonka która to napewno jest zdrowa i bez konserwantów. Ale pomidora którego nie wolno. Zabiliby mnie. A położne kazaly nawet sok jabłkowy z wodą mieszać. Położna na pierwszej wizycie powiedziała,, można jeść wszystko, broń boże się nie ograniczać z wyjątkiem… (w tym miejscu cała Latania Loretanska tego co właśnie jadłam od zawsze). Najcudowniejsze jest kiedy proszę przy obiedzie o troszeczkę wina wytrawnego a wszystkie ciotki krzyczą,, nie lej jej!!! ”.
    Uwielbiam Panią 😉 i zgadzam się z tym że wielu rzeczy nie powinien jeść każdy. Co nie ma zastosowania do karmienia piersią.

    • Kasia
      30 maja 2017 at 21:11

      To mieszanie soku jabłkowego z wodą to najgłupsza, ale powtarzalna historia, jaką znam w temacie kp. Bo jak wypiję jedną szklankę soku czystego, to będzie mniej sokowy, niż jedną rozrobioną z wodą w postaci dwóch szklanek płynu.

  • olga
    9 maja 2017 at 09:46

    Temat walkowany juz z tysiac razy, ale najwyrazniej do wielu osob wciaz nie dociera. I nie wiem, czy bardziej irytuja mnie osoby postronne, ktore mowia mi co moge, a czego nie moge jesc (na szczescie zdarza sie to rzadko, ale teraz juz tez niewielu osobom przychodzi do glowy, ze tego „wielkiego chlopa” dwuletniego karmie piersia), czy przerazaja matki, ktore same sobie narzucaja drakonska diete typu: biala bulka i gotowany kurczak. A tekich kobiet w swoim otoczeniu mam mase. ALe z argumentem „bo ja widze, ze jak tylko zjem cos innego, to on sie zle czuje” naprawde ciezko walczyc.
    To moze od innej strony: czy jest cokolwiek, czego matka karmiaca nie powinna jesc (ze wzgledu na mleko)?
    Mi do glowy przychodza (oprocz lekow i srodkow psychoaktywnych czy papierosow w ogolnosci): alkohol w wiekszych ilosciach/ przed karmieniem itp; nadmiar kawy, czy ogolnie kofieiny z innych zrodel; produkty, na ktore dziecko ma potwierdzona alergie; cos jeszcze?
    Dzieki, za permanentne sprowadzanie ludzi na ziemie;)

  • Kamila
    9 maja 2017 at 11:17

    Droga Agato, po 1: Kocham Cię 😉 po 2: Takich pytań pewnie z milion już miałaś, ale muszę Ci je zadać: A śliwki?😅 wiem, że to owoc i pyszny i dobrze działa na mój brzuszek, lecz pytam bo(!): Zjadłam śliwkę od babci z ogródka ze 3 dni po porodzie, a Pani doradczyni laktacyjna wraz z położną zaserwowały mi niezłą burę, że me dziecko przez te 4 ( dobra przyznam były ze 4 ) śliwki brzuszek boli taką mu zaserwowałam katorgę… Oczy większe miałam od wygranej w totka ( wtedy Malo co wiedziałam w tym temacie). Więc Moja Droga, czy na takiego mikro maluszka zasady są takie same? Pozdrawiam i ściskam 😍

    • Kasia
      30 maja 2017 at 21:07

      Śliwki to owoce pestkowe, stąd oburzenie obu pań. Oczywiście, niesłuszne.

  • Ciężarówka
    24 maja 2017 at 08:50

    Że też jeszcze nie pisałaś bloga, jak urodziłam pierwsze dziecko 🙂

    • Hafija
      24 maja 2017 at 21:08

      Jak ja urodziłam dziecko to też Hafiji nie było!

  • Daria
    8 czerwca 2017 at 13:28

    Ja od początku swojej drogi mlecznej miałam wbijanie trzymanie diety na wszelki wypadek, bo dziecko miało kolki i oczywiście to byla moja wina. Bałam się zjeść cokolwiek, nic smażonego, prawie żadnych owoców i warzyw, nigdy surowych, nic ostrego, nic wzdymajacego, nic słodkiego. Nawet lekarz zabronił, na wszelki wypadek. Byłam sfrustrowana, zastraszona, bezsilna i czasem po prostu głodna… Było mi niesamowicie przykro, gdy przy wspólnym stole było mówione tego nie jedz, tego nie możesz. Bałam się. Bałam się czy czasem nie wywołam kolek, bałam się reakcji rodziny.
    Jestem mamą laktatorowa, obecnie karmię już mieszanie, dziecko ma 8 miesięcy. Udało mi się przez pierwsze 6 miesięcy karmić moim mlekiem mimo krzywych spojrzeń, bo przecież po modyfikowanym dziecku będzie lepiej, ma witaminy wszystkie, naje się w przeciwieństwie do mojego bezwartosciowego mleka..
    Przy drugim dziecku zrobię inaczej, nie dam sobie wmówić tych wszystkich bzdur, w które uwierzyłam, choć instynkt podpowiadał inaczej.
    Dziękuję za te stronę!

  • Gosia
    11 września 2017 at 16:31

    o matko, jak dobrze, że można miód. Kocham miód, całą ciążę go spożywam i ogromnie się ciesze, że będę mogła go jeść w czasie karmienia 🙂 DZIĘKI

  • Ala
    8 października 2017 at 18:36

    Najlepszy blog o kp ever😊mi położna nie pozwoliła jeść surowych warzyw i owoców, baban kategoryczne NIE a o serkach jakichkolwiek mowy nie było😁ale nie sluchałam bo coś już czytałam o tej całej ,,diecie” mamy kp😊niestety narzeczony takowej wiedzy nie posiadał i często słuchał położnej a ja się później gimnastykowałam żeby mu rozumu do głowy nabić😊dopiero jak zobaczył że jem faktycznie wszystko i nic się nie dzieje to uwierzył w moje słowa😁swoją drogą jak mała miała problemy z brzuszkiem to słyszałam nawet ze może pokarm mam za tłusty albo za chudy…😁

  • Monika
    16 października 2017 at 10:24

    3,5 miesiąca temu urodziłam córeczkę. Po urodzeniu żyłam w przekonaniu, że istnieje jednak określona dieta dla karmiącej, ale w moim jadłospisie nie pojawiały się jedynie warzywa rozdymające i nie jadłam smażonego (wówczas myślałam o tym jako o bezpiecznym minimum). Wszystko było pięknie to 3. tygodnia, kiedy u dziecka zaczęła się kolka. Wtedy obsesyjnie wręcz sprawdzałam, czy to co jem może potencjalnie jej zaszkodzić. Wydawało mi się, że dieta matki karmiącej to nie jest jakaś czarna magia, więc nie wertowałam internetu dość szczegółowo – w poszukiwaniu informacji przeglądałam kilka pierwszych stron – na tych stronach oczywiście „nie jeść nabiału, owoców, warzyw, ryb, orzechów”. Do tego dołożyły się opinie w rodzinie i u lekarza (nawet sąsiadów, wrażliwych na płacz dziecka :)), że może coś jem i dlatego tak dziecko płacze. Próbowałam ustalić, co może dziecku szkodzić, ale nie mogłam zaobserwować prawidłowości. Ktoś mi w końcu zwrócił uwagę (gdy odmówiłam napoju gazowanego), że mleko gazowane raczej być nie może. Chwila refleksji 🙂 I zaczęłam szukać głębiej. Znalazłam więc ten blog i byłam nim zachwycona. Podniosło mnie na duchu to, że kolka nie jest spowodowana dietą i z nadzieją czekałam do 3 miesiąca, kiedy to bóle brzuszka miały w „cudowny” sposób ustąpić. Jak do tej pory było kilka dni spokojnych, ale bóle brzuszka nadal się pojawiają (tak, wiem, że kolka może trwać znacznie dłużej), dlatego zaczęłam drążyć temat jeszcze wnikliwiej. Z jednej strony czytam na tym blogu czy też na mlecznym wsparciu, że jeść można wszystko, ale poszperałam trochę w PubMed i wyskoczyły mi takie oto rewelacje (niektóre dość stare, może już zdementowane, ale nie znalazłam takich doniesień):

    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/28631347
    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmedhealth/PMH0049823/
    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/8537569

    Jak się więc do tego odnieść? Rozumiem, że badania te nie gwarantują 100% pewności co do wpływu diety na kolkę, ale jest to dość frustrujące, że opinie w kwestii diety karmiącej są tak skrajne – od jedz tylko rozgotowaną marchewkę po jedz absolutnie wszystko…Może jednak prawda leży gdzieś po środku? Może w przypadku dzieci z kolką jednak są produkty, które ewidentnie nasilają napady?

  • Dorota
    16 października 2017 at 10:24

    Dopiero dziś natrafiłam na ten post. Super. Dobrze wiedzieć . Jednakże nie zgadzam się z wykazem ryb, które zostały zamieszczone w artykule. I zachęcam do obejrzenia programu ” Cała prawda o rybach”. Pozdrawiam serdecznir

skomentuj

Gdzie będę niebawem

  1. Warszawa | Świętuj z nami 1. urodziny milk & love!

    Listopad 22 @ 11:00 - 15:00
  2. Warszawa | karmienie piersią od A do Z

    Listopad 24 @ 10:00 - 12:00
  3. Warszawa | Odstawienie od piersi

    Listopad 24 @ 12:30 - 14:30
  4. Lublin | Dzień Bobasa 27-11-17

    Listopad 27 @ 10:00 - 15:00
  5. Bielsko-Biała | Karmienie od A do Z / Odstawienie od piersi

    Grudzień 13 - Grudzień 14

Pobierz darmowy e-book