Scary curry – czyli o potwornościach przyprawionego mleka matki


Curry, kmin rzymski, anyż, kolendra, papryka, gałka muszkatołowa… Nie jedz tego!! Nie jedz, bo smak przypraw przejdzie do mleka i zmieni jego smak i dziecko go dostanie i odrzuci pierś, będzie miało kolki, bóle brzucha i w ogóle wszystko, co najgorsze. Nie jedz!

O la boga, o la boga! Dziecko pozna inny smak! Ratuj się, kto może. Przecież mleko matki powinno smakować zawsze tak samo… oh wait!

Która z was to słyszała?

No więc najpierw słuchamy jak nam pierniczą „specjaliści” trzy po trzy, żeby nie używać przypraw, bo te mogą jakąś supernaturalną drogą sprawić, że będziemy mieć mleko curry, mleko pikantne i mleko łagodne, a potem koło 4 miesiąca życia nawalają w nas słoikami z przecierem, jarzynową i mięskiem, żeby dziecko poznawało nowe smaki.

Serio? Ale nauki logicznego myślenia nigdy nie było?

No to, od początku.

Smaki przechodzą do mleka. Pojawiają się wcześniej lub później po zjedzeniu przez mamę potrawy. Nie jest to smak, który powali nas z nóg. Z resztą zjedzcie sobie curry i posmakujcie potem mleka. Serio. Jak smakowało? Słodko… dla nas! Może przy dobrych wiatrach poczujecie posmak curry. No dobra, ale dla dziecka jest to eksplozja smaków. Naukowcy twierdzą, że to, co dzieci dostają w mleku uczy ich nowych smaków i kształtuje preferencje żywieniowe oraz sprawia, że dziecko lubi różnorodność na stole. 1

No i kolejna oczywista oczywistość, dla tych, których dzieci „reagują” na smaki w diecie:

Nie każdy lubi wszystko. Takie to banalne, a jednak jak chodzi o dzieci to jakoś nam to umyka.

Ja nie lubię np. kminku. No, można rzec, że nienawidzę kminku, a jak kupię sobie pieczywo z kminkiem to nie zjem. Kto wie, może jak moja mama jadła kminek to jej potem przy piersi robiłam cyrki. Może wtedy nauczyłam się, że go nie lubię. Kto wie?

Rzecz w tym, że wasze dzieci też nie wszystko już lubią. I mają prawo jak poczują posmak czegoś, co wy kochacie a one już nie, być marudne. I to nie znaczy, że nie wolno jeść pikantnego, intensywnego czy doprawionego. No serio, jedzcie kurczaka na samej soli przez miesiąc, albo wciąż tą samą zupę. Porzygać się można.

Myślicie, że dzieci maja inaczej tylko, dlatego ze nie potrafią mówić? Dzieci to „takie same ludzie jak my” i wcale nie jest im obojętne, co im do ust pchamy. A tutaj – dzięki mleku matki – możemy dziecku od urodzenia pokazywać i zapewniać różnorodność, dawać smaki do poznania w sposób subtelny akceptowalny i naturalny.

Polecam wiec wam jeść różnorodnie. Polecam wam jeść kolorowo i smacznie. Polecam wam wysłać doradców, co  zalecają umiar w przyprawach do szpitalnej stołówki, na żarcie bez smaku, a Was zachęcam do wizyty w dobrej knajpie indyjskiej.

Smacznego.

spring-1481499

 

  1. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2716720/  http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4796330/

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

27 komentarzy

  • Anka
    24 lipca 2016 at 19:26

    Swoją drogą, ciekawe jak się mają niejadki do karmienia wciąż tym samym smakiem (MM lub mlekiem matki, która nic nie jadła jak karmiła). Mój łobuz wcina wszystko, ale ja też wszystko jadłam (w ramach rozsądku, McDonaldem się nie objadałam…) Koleżanka ma strasznego niejadka po MM. Inna ma niejadka, ale jak mnie widziała jak jem kalafior, to aż bladła (bo przecież potem mleko śmierdzi!)
    Ciekawe, czy są takie badania.

    • Joanna
      25 lipca 2016 at 11:04

      Ja też mogę potwierdzić. Starsza córka na MM, do tego nowością w diecie była kaszka mdła i jabłko i jedzenie w jej wykonaniu to była katorga (dla mnie) i totalny brak przyjemności. Dopiero teraz, gdy ma 5 lat, je normalniei wszystko. Druga, na piersi, poznawanie smaków zaczęła od marchewki i jaglanki i z jedzeniem nie ma problemów. Nie wiem czy to charakter, typ organizmu czy inne czynniki, ale dzieci z tej samej matki i ojca, a zupełnie różne.

    • Gosia
      14 października 2016 at 15:11

      Nie sądzę (na przykladzie mojego syna), żeby miało to duży wpływ. Jak karmiłam go piersią, to wiele produktów nie tolerował przez pierwsze miesiące,co zatem idzie – moja dieta byla uboga. Na szczęście większość mu przeszlo ok 5 miesiąca życia. Jak miał pół roku zaczęłam mu delikatnie wprowadzać warzywa i jadł niemal wszystko, do momentu jak skończył 2,5 roku. Prawie z dnia na dzień stwierdził, że nie lubi warzyw. Na szczęście powoli mu to przechodzi i kilka dni nawet sam z siebie poprosił o marchewkę.
      Jedyna rzecz którą niezmiennie uwielbia to mm, które je mniej więcej od 8-9 miesiaca życia i codziennie się doprasza wieczorem, a jak chory, to też w ciagu dnia. Próby zmiany na inne mleko jak narazie skończyły się fiaskiem. To jest wypije np. krowie jak mu podamy wieczorem, ale i tak potem domaga sie mm.

  • Milena
    24 lipca 2016 at 19:43

    Bardzo fajny artykuł, ja przy pierwszym dziecku żyłam na „marchewce i kurczaku” bo wszyscy wmawiali mi że nic innego nie mogę jeść, moja córka z założenia była krzykliwa więc i była podstawa do wmawiania mi że to moja wina bo zjadłam coś tam. Przy synu jadłam wszystko, ( wiadomo w granicach rozsądku ) i może to kwestia przypadku ale córka jest wybredna i nic nie chce jeść, za to syn chętnie poznaje nowe smaki. 🙂

  • Lukrecja
    24 lipca 2016 at 20:40

    Ja kminku nienawidzę. Anyż kocham 🙂 mój syn dopiero rozpoczyna poznawać inne smaki, ale dzięki temu, że sama jem cały alfabet smaków rzuca się na jedzenie jak oszalały (choć głód ma zaspokojony mlekiem). Znam za to dzieci niejadki, których mamy stosowały dietę antykolkową i doprowadziły tym do sytuacji, że dziecko akceptuje tylko kilka składników

    • marta
      24 października 2016 at 15:32

      Ja nie stosowałam i nie stosuję żadnej diety, więc różnorodność smaków zapewniona, a 10 miesięczna córa wybredna… Więc nie ma co uogólniać ☺

  • eovina84
    24 lipca 2016 at 21:10

    Amen! Ja takie „porzyganie” serwowałam sobie i dziecku przez pierwsze trzy miesiące, zastraszona groźbami m.in. innych mam karmiących typu „bo po rosole to szalało”. Stop powiedział mój organizm, przeżyłam drastyczny spadek wagi (10 kg w trzy tygodnie, później kolejne ok. 10 kg), wstręt do jedzenia a potem przyszły bóle brzucha na tej niby „lekkostrawnej” diecie. Mały czasem cierpiał wzdęcia i ulewał na potęgę bez względu na to ile już „podejrzanych” eliminowałam. W końcu powiedziałam dość i zaczęłam jeść normalnie. Co się zmieniło? Ano u małego praktycznie nic, aż w końcu układ pokarmowy dojrzał i problemy się skończyły. U mnie zmiana przyszła po dwóch-trzech miesiącach gdy wreszcie zaczęłam czuć się ok, natomiast dopiero po 10 miesiącu życia dziecka wróciła moja waga sprzed ciąży (tj. wcześniej była niedowaga). Przestrzegam i proszę nie myślcie że taka nagła i duża utrata wagi jest super bo gwarantuje Wam, że nie! Brakuje sił i energii, co chwila deprechai jakieś choróbsko. Trzeba jeść to, co smakuje, bo maluch potrzebuje najedzonej, zadowolonej, silnej i zdrowej mamy! PS. Uwielbiam curry a kminkiem też nie pogardzę 😉

  • Lawendowa
    25 lipca 2016 at 10:40

    Dlaczego tyle osób nie lubi kminku? Ja go wprost uwielbiam! Mam półkę na przyprawy długą na 2 metry i tam cały asortyment wszelakich ziół i przypraw, które słusznie dodaję do potraw. Jem dzięki temu smacznie, zdrowo i pikantnie, a moje dziecię z wielkim upodobaniem wciąż domaga się cyca 😉

  • Iza
    25 lipca 2016 at 11:31

    To teraz już wiem, czemu syn uwielbia indyjskie żarcie a najbardziej pikantne tajskie curry 🙂

  • Megi
    25 lipca 2016 at 14:16

    Mój syn był mega niejadkiem, a karmilam piersią dwa lata i jadłam wszystko. Co do tego,ze dzieci karmione piersią są bardziej chętne na nowe smaki- nie sądzę.

  • mati
    25 lipca 2016 at 14:48

    Dzięki.Nareszcie ktoś zaczął walkę z ciemnogrodem i zabobonem.

  • Anonim
    25 lipca 2016 at 17:46

    ja jeszcze nie jestem na tym etapie, dopiero wyczytuję, dowiaduję się itd. 😀 jednym słowem mam jeszcze chwilę czasu i tak się zastanawiam jak ja zacznę postępować jak będę karmić… 🙂 pozdrawiam

  • lola
    25 lipca 2016 at 22:09

    zarówno w ciąży jak i w czasie karmienia piersią jadłam wszystko normalnie wprawiając w osłupienie ludzi z otoczenia. nie żałowałam sobie chili, imbiru, cytryny i innych przypraw. to ludzi bulwersowało, jednocześnie osoby te dziwiły się, że unikam przetworzonej żywności i sztucznych dodatków…
    mój maluch na razie jest na etapie pierwszych warzyw i owoców, ale wcina wszystko 🙂
    możliwe, ze Twoja teoria jest słuszna.

  • Kduni
    31 lipca 2016 at 10:56

    Jak to sie ma do tego ze mleko tworzy sie z krwi?

    • Hafija
      31 lipca 2016 at 19:19

      ale co jak się ma?

  • kasia
    31 lipca 2016 at 22:20

    Co do szpitalnej stołówki – nie wszędzie jest źle!:) w czwartej dobie po cesarce w św. Zofii w Warszawie dostałyśmy bigos z młodej kapustki i smażonego śledzia zawijanego z jakimś ogórkiem w środku. Bylo to doskonale, a zdjęcie dania pokazuję wszystkim, którzy twierdzą, że czegoś nie mogę jeść:)

    • Beata
      24 października 2016 at 09:31

      Pani pisze w 4 dobie. Ja mieszkam w Niemczech- cesarke miałam o 8 rano a o 15 ( normalnie obiad jest o 13 ale mnie ze względu na brak miejsc na poporodowym przywieźli dopiero o 15 z pooperacyjnej) na obiadek dostałam „Eintopf” zupę jarzynową- brukselka, brokuł i kalafior z parówką. Z przerażeniem na to patrzyłam ale zjadłam. I przyznać muszę że chyba bardziej bałam się o swój pocięty brzuch niż o młodą… o ja matka wyrodna 😉

    • ann
      24 października 2016 at 13:04

      Na Karowej śniadania i kolacje niezmiennie kilka kromek bułki z jogurtem naturalnym/kefirem i chudą wędliną/tuńczykiem z puszki, a obiady to ziemniory z jałowym kurczakiem/rybą i brokułowa!

  • Mama-blizniat
    1 sierpnia 2016 at 09:46

    Kuchnia indyjska czy arabska oparta jest na ostrych aromatycznych przyprawach. Kobiety w tych krajach jedza wszystko i jakos zyja tylko w polsce jest jakies glupie przeswiadczenie ze wszystko co ostre aromatyczne szkodzi ale woda z cukrem podawana na porodowkach nie budzi takich kontrowersji jak przyprawy 😉

  • Kesthia
    9 sierpnia 2016 at 13:45

    Mój synek był na piersi do 10 miesiąca, je wszystko (3 latka) ale i ja w ciąży i w trakcie karmienia jadłam wszystko na co przyszła mi ochota. Mieszkamy w UK i tutaj położne i lekarze mówią, że w ciąży i po porodzie należy jeść wszystko (oprócz niebezpiecznych lub potencjalnie niebezpiecznych rzeczy np alkohol, ser pleśniowy itd.) jak wspominałam o jakichś dieta to patrzyli na mnie jak na wariatkę aż w końcu jedna starsza położna przyznała, że takie podejście do diety matki karmiacej to w anglii mieli jakieś 40lat temu… Po porodzie w szpitalu byłam niecałe dwa dni. Chwilę po porodzie dostałam tost z masłem, i do wyboru miodem albo dżemem pomarańczowym i sok pomarańczowy. A potem to już leciało: coś jak fasolka po bretońsku na śniadanie ( tzw. angielskie śniadanie), curry na obiad, warzywa do tego marchewka, kalafior, brokuł i brukselka. I do popicia dalej sok pomarańczowy. Stwierdziłam, że skoro innym dzieciom nie szkodzi to mojemu też nic nie będzie i nie było. Nadmienie jeszcze, że wszyscy wiedzieli, że karmię piersią, więc o żadnej pomyłce nie może być mowy. Nawet pani z poradni laktacyjnej przychodziła do mnie instruować mnie jak karmić dziecko i nic o żadnej diecie i nie jedzeniu tego czy owogo nie mówiła. Wszyscy tylko wspominali, że gdyby coś się działo (np kolki) to należy znaleźć sprawcę tego stanu rzeczy i go wyeliminować i dalej jeść wszystko.

  • Kasia
    22 sierpnia 2016 at 18:05

    Przepraszam za naiwne pytanie (jestem w ciąży z pierwszym dzieckiem i jeszcze większość rzeczy jest dla mnie nowością), ale co to jest MM?

    • Hafija
      23 sierpnia 2016 at 08:23

      Mleko Modyfikowane

  • Gosia
    14 października 2016 at 15:19

    Witam! Moja córcia czasami jedząc odpycha piers i zaczyna strasznie płakać. Innym razem uśmiecha się i aż popiskuje z radości. Czy to możliwe, żeby mleko aż tak bardzo zmieniało smak? Czy może jednak tak reaguje na skoki rozwojowe, ewentualnie zmęczenie? Aktualnie jem wszystko co lubię. 🙂

  • olcik
    8 lutego 2017 at 12:06

    A ja z ciekawości próbuje swojego mleka- na samym początku laktacji miałam straszną fazę na banany, jadłam kilogramami i mleko smakowało dosłownie jak koktajl bananowy xD Raz tylko miałam cyrk że córci nie smakowało i nie chciała jeść- zjadłam z pół słoja pikantnego ajvaru. Spróbowałam mleka no i cóż, słodkie było ale po wypiciu łyczka na gardle czułam mrowienie. Podejrzewam że dla córci to musiało byc piekło w buziaku 🙁 Zmniejszyłam ilość chilli i problem się nie powtórzył.

  • Kaska
    14 marca 2017 at 21:00

    Pod płaczący dziecko mozna podciągnąć każdą teorie, a najłatwiej to te żywieniowe. Jakbym się uparła, to mogę powiedzieć, że mój syn jest marudny po tym jak ja wypije wodę gazowaną. To moje pierwsze dziecko, które często marudzi i wk… denerwuje się na mnie bo za wysoko karuzela, za krótko byl w lezaczku, chce się przewrócić na plecy, a ma z tym problem, pielucha odparzyla. To są powody jego dramatów, nie to co jem:)

  • Mama chilli
    15 lipca 2017 at 01:51

    To powiem tak. W szpitalu na karowej pani od laktacji uczyła aby jeść dosłownie wszystko tak więc zastosowała m się do tych rad. Co się okazało córcia w 3 tygodniu dostała uczulenia po truskawka ch a po zjedzeniu chilli niemiłosiernie płakała. Z pewnością nie każde dziecko tak zareaguje, ale po swoich doświadczeniach radzę uważać przyszłym i obecnym Mamom. Pozdrawiam

  • Majka
    28 sierpnia 2017 at 21:14

    A ja właśnie 3 dni temu zjadłam kurczaka z curry i zafundowałam sobie nieprzespaną noc i wykańczający dzień, gdyż niepozornie grzeczne dziecko nagle stało się płaczliwe i marudne. Wiedziałam, że to co jem ma wpływ na pokarm, ale łudziłam się, iż kiedyś to minie, na razie póki co po 4 miesiącach się to nie zmieniło. Więc również przestrzegam karmiące piersią mamy i życzę by jednak ich pociechy nie były aż tak wrażliwe jak mój Filip.

skomentuj