Fed is best? Nie, nie jest…


Fed is Best, (czyli „Najlepiej jak jest dziecko jest najedzone” – w domyśle – nie ważne, czym) to nowa szumna akcja w Stanach Zjednoczonych. Mama, która miała problemy z karmieniem piersią i najzwyczajniej w świecie nie uzyskała odpowiedniej pomocy, doprowadziła do tego, że jej dziecko było na skraju wygłodzenia. Chociaż lepiej powiedzieć, że to brak pomocy, edukacji i wsparcia do tego doprowadził. Uznała więc, że trzeba rodzicom mówić, że najlepiej jak jest dziecko najedzone, a nie ważne czy z piersi, czy mlekiem sztucznym.

Na pierwszy rzut oka, brzmi to całkiem rozsądnie – oczywiście po to jest mleko sztuczne, żeby dzieci, które nie mogą być karmione piersią, albo takie, których matki nie mogą karmić piersią lub nie chcą miały, czym nakarmić swoje dzieci. Ale mówienie rodzicom, że nie ma znaczenia, czym zapełnimy brzuch noworodka czy niemowlęcia jest mocno nie w porządku.

Byłoby fajnie gdyby to zdarzenie nigdy nie nastąpiło, albo zapoczątkowało akcję promocji rzetelnej edukacji na temat żywienia i karmienia dzieci, a nie było przyczynkiem do opowiadania rodzicom farmazonów, że to nie ma znaczenia jak się żywi dziecko, bo najważniejsze żeby nie głodowało. Owszem ważne jest żeby dzieci nie głodowały, ale tak samo istotne jest to, co wkładamy im do brzucha.

Weźmy przykład śniadania oto zdjęcie dwóch różnych posiłków, które możemy podać dzieciom na śniadanie

Jeżeli mamy wybór, to, co podamy? Słodkie płatki obsypane cukrem czy naturalną owsiankę?

Żyjemy w czasach, w których prawidłowe odżywianie jest bardzo istotne. Dużo mówimy o tym, w jaki sposób się odżywiać żebyśmy byli zdrowi, mieli dobrą kondycję, żebyśmy nie byli otyli.

Tak samo jest z dziećmi. Dzieci nie są jakimś osobnym gatunkiem, czy istotami, które nie są wrażliwe na sposób odżywiania. Dbamy o to, co dzieci jedzą w przedszkolach czy żłobkach, patrzymy czy nie używa się w kuchni różnych dziwnych parówek, czy nie ma kanapek ze słodkim kremem, patrzymy na to, co jest w sklepikach szkolnych, uważamy na to, co codziennie jemy w domu i co dajemy naszym dzieciom na drugie śniadanie. Staramy się ograniczać Fast-Foody, żywność przetworzoną.

Jednak, kiedy przychodzi do żywienia niemowląt jesteśmy jakoś bardziej pobłażliwi w stosunku do tego, co pakujemy dzieciom do brzucha. Nie wiem, z czego to wynika, że nagle gotowe jedzenie, przetworze jest ok, bo „najważniejsze jest żeby dziecko było najedzone”. Kto tak rodzicom nakłamał, że spotkać można ludzi, którzy daliby się pokroić za spaghetti ze słoiczka znanej marki produktów dla niemowląt, ale boją się kupić pomidora i przyprawić samodzielnie. Rozumiem, że można się bać nawozów itd., ale roślinki ze słoiczków też są pryskane i nawożone, a jeżeli już tak bardzo boimy się tych norm (mimo, że nawet te warzywa z marketu mieszczą się w normach – inaczej by ich tam nie było na półkach), to zawsze można sięgnąć po mrożonkę, która też ma wysokie wymagania jakościowe.

Ważne jest to, że dobre nawyki żywieniowe rozpoczynają się w momencie urodzenia się dziecka. Od pierwszego do ostatniego dnia życia jest istotne to, jak się odżywiamy. Nie ma żadnego okresu ochronnego. Wręcz przeciwnie – to pierwsze miesiące są najbardziej wrażliwe i kształtują nawyki żywieniowe oraz zdrowie naszego organizmu programując go na wiele lat w przód. Tak – właśnie w tym momencie jest ważne, czym karmisz dziecko, a nie wyłącznie to, że jest ono najedzone. Mówienie rodzicom, że nie jest ważne, czym żywimy niemowlęta i w jaki sposób to robimy jest kłamstwem.

Oczywiście są przypadki, kiedy mamy nie mogą z powodów fizjologicznych karmić piersią. Są to bardzo rzadkie przypadki, ale właśnie, dlatego że może się tak zdarzyć, niezbędna edukacja rodziców. To nie piersi i laktacja szkodzą dzieciom i mamom – a brak wiedzy, brak edukacji i brak wsparcia. Rodziców trzeba edukować w kierunku tego jak rozpoznać, że maluch się nie najada, jakie są wskaźniki prawidłowego karmienia. Rodzicom jest niezbędna rzetelna opieka okołoporodowa i laktacyjna – od A do, Z, czyli wyedukowany personel, który wspiera i pomaga w karmieniu piersią oraz umie przekazywać aktualną wiedzę medyczną. To jest klucz do tego, żeby dzieci były nie tylko najedzone, ale i najedzone zdrowo. Takie wsparcie gwarantuje to, że rodzice będą wiedzieli, kiedy szukać pomocy w laktacji, która nie idzie, a lekarz, położna czy pielęgniarka w przychodni rozpoznają, jeżeli będzie się działo coś niepokojącego

Przypadki głodowania dzieci karmionych piersią, to są ekstremalnie rzadkie przypadki. To trochę tak jakby rozmawiać o przypadkach pojawienia się śniegu w Arabii Saudyjskiej jak o punkcie wyjścia. Punktem wyjścia powinna być zawsze norma. A normą dla gatunku ludzkiego jest karmienie piersią i ono zapewnia optymalny i naturalny rozwój dziecka i nie powoduje ono głodowania.

Chciałbym tu jeszcze powiedzieć o jednej sprawie, która według mnie jest bardzo istotna. Jakiś czas temu pojawiły się takie doniesienia medialne o tym, że w obozach dla uchodźców jest rozdawane sztuczne mleko dla niemowląt i jest to niepokojące. Wiele osób, z którymi ja rozmawiałam miało takie myśli: „No jak to, ale czemu nie rozdawać mleka? Przecież te dzieci będą głodować.” Będą głodować, jeżeli będzie rozdawana sztuczna mieszanka. Dlaczego?

Przede wszystkim sztuczna mieszanka jest droga i dostępna w sklepach lub aptekach. Oznacza to, że w momencie, kiedy jej zabraknie matki nie będą w stanie zdobyć pokarmu dla dziecka, a nie będą mogły już efektywnie karmić piersią, ponieważ podczas podawania sztucznej mieszanki ich pokarm będzie się redukował, a czasem nawet zanikał. Bez karmienia piersią dziecka nie ma pokarmu.  Oznacza to, że rozdawanie w darach każdej matce mieszanki sztucznej jest realnym zagrożeniem tym, że dzieci będą głodować. Przy braku stałej dostawy mleka sztucznego, matki, które już nie są w stanie karmić piersią posuwają się niekiedy nawet do rozcieńczania mleka sztucznego, żeby starczyło na dłużej. To stwarza zagrożenie niedożywienia. Brak mieszanki zagraża w takiej sytuacji przeżyciu dziecka – karmienie piersią zapewnia przeżycie.

Kolejną istotną rzeczą jest to, że w obozach dla uchodźców nie ma przestrzeni ani miejsca na to żeby sterylizować butelki, smoczki. Nie ma odpowiednich warunków żeby je przechowywać, ani nie można zagwarantować czystej, sterylnej wody do przygotowania mieszanki. Mieszanka nie jest produktem sterylnym – nie gwarantuje bezpieczeństwa stosowania w sytuacji takiej jak obóz dla uchodźców. Rośnie z tego powodu zagrożenie epidemiologiczne. Organizacja Save the Children z Wielkiej Brytanii zajmowała się wsparciem w żywieniu dzieci w obozach dla uchodźców. Bardzo ciekawy artykuł na ten temat znajdziecie na ich stronie internetowej1.

Trzeba podkreślić, że właśnie w sytuacjach kryzysowych, zagrożeń epidemiologicznych (a bycie uchodźcą, przebywanie w obozie dla uchodźców stwarza takie zagrożenie epidemiologiczne) karmienie piersią jest uważane za najbezpieczniejszy sposób ochrony niemowląt i małych dzieci przed zwiększonym ryzykiem infekcji i niedożywienia2.

Ponadto mleko matki niesie dodatkowe korzyści takie ochrona przed infekcjami, łagodzenie skutków infekcji, mniejsze powikłania itd. a jest to oczywiście wymierna korzyść karmienia piersią, z którego której każde dziecko skorzystać może, nie tylko dzieci z obozów dla uchodźców.

To, że mówi się w ramach akcji Fed is Best, że można łączyć karmienie piersią z karmieniem butelką, że nie jest to szkodliwe dla laktacji, że dokarmianie w pierwszych dniach życia nie jest szkodliwe, bo najważniejsze jest żeby dziecko nie było głodne to bzdura. WHO oraz rezolucje WHA podkreślają że łączenie karmienia piersią z dokarmianiem mieszanką wpływa na stałe obniżanie się ilości mleka matki. Łączenie karmienia sztucznego z niezaburzonym karmieniem piersią nie jest możliwe3. Takie stwierdzenia naruszają Kodeks WHO.

Kiedyś pisałam o tym, że to jak się żywi dziecko i to, że się je kocha jest tak samo ważne. To odpowiedź na to, co bardzo często głupio wmawia się kobietom, że nieważne jak się karmi tylko ważne, że się dziecko kocha4. To bzdura – brzmi, co prawda pięknie, ale nadal jest takim małym-wielkim kłamstewkiem, które powtarzamy kobietom.

Teraz jest druga wariacja na temat tego stwierdzenia, czyli: nieważne, czym karmisz, ważne żeby dziecko było najedzone.

Pamiętajcie – nawet w sytuacji ekstremalnej – takiej jak obozy dla uchodźców, czy wojna – nadal jest ważne to, czym się żywi dziecko, bo właśnie to niekarmienie piersią stwarza zagrożenie niedożywienia dzieci.

A my żyjemy w sytuacji normalnej, w miejscu gdzie jest dostęp do pomocy medycznej, dostęp do lekarza, do doradcy laktacyjnego, gdzie wiedza na temat karmienia piersią jest na wyciągnięcie ręki chociażby w Internecie. To jak nam idzie karmienia piersią możemy zweryfikować na wielu płaszczyznach.

Tak – ważne jest to żeby dziecko było najedzone i TAK ważne jest to, CZYM jest najedzone.

Problemy z karmieniem piersią to nie usprawiedliwienie do zwalania winy na laktację, inne matki, które karmią piersią, mleko mamy, czy na siebie, piersi, mleko. Nie żyjemy na bezludnej wyspie gdzie jesteśmy same jak palec i nie możemy znaleźć dobrej wiedzy. Żyjemy w globalnej wiosce.  Problemy z karmieniem piersią to nie są problemy dziwnych matek i ich głupich piersi czy chudego mleka. Problemy laktacyjne to efekt braku wsparcia laktacyjnego, braku pomocy i akceptacji w otoczeniu, braku wiedzy na temat karmienia piersią u personelu i rodziców (a jedno jest efektem drugiego), i oczywiście obecności rozbuchanego marketingu mleka modyfikowanego.

Takie mylące i ogłupiające hasełka pokutujące wśród rodziców, to efekt zaniedbania edukacji i mają negatywny wpływ na podejmowanie świadomych i dobrych decyzji. To korek dla wiedzy, blokada dla wsparcia i szkoda dla dzieci i rodziców. W przypadku problemów trzeba szukać pomocy laktacyjnej a nie obrażać się na to, że kamienie nie wychodzi, jest najgorsze na świecie i odpowiedzialne za całe zło, żale, bóle i w ogóle.

Każdemu, kto uważa, że najważniejsze to być najedzonym i nieważne, czym proponuję przejść na całodobową dietę chipsowo-frytkową i najadać się wyłącznie tym. Jestem pewna, że to szybko zweryfikuje takie poglądy.

  1. http://blogs.savethechildren.org.uk/2016/04/why-were-helping-mothers-to-breastfeed-in-refugee-camps/ https://www.theguardian.com/global-development-professionals-network/2016/nov/30/baby-bottles-camps-dangerous-refugee-mothers-breastfeed-greece
  2. http://www.ennonline.net/fex/48/managinginfant
  3. Monitoring and Enforcement Mechanisms J. Jewell WHO/Europe 25 September, 2015 Warsaw, Poland
  4. https://www.hafija.pl/2016/03/wazne.html
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

19 komentarzy

  • Patuniaka
    31 stycznia 2017 at 00:46

    Amen!

  • JoannaT
    31 stycznia 2017 at 08:59

    Bardzo ważny tekst, dzięki! Podsyłam koleżankom z niemowlakami, siostrze w ciąży, bo to, co napisałaś, to kwintesencja problemów z karmieniem piersią i idiotycznych przekonań funkcjonujących na ten temat.

  • Joanna
    31 stycznia 2017 at 10:31

    Bardzo ciekawy post, jak zwykle zresztą 🙂 Czy mogłby Pani poruszyć temat karmienia dwójki dzieci jednocześnie? Planuję drugi dziecko a pierwsze nie chciałabym przestać karmić. Nigdzie nie mogę znaleźć informacji jak wygląda karmienie dwójki dzieci, jest to w ogóle możliwe? Mleko może „dostosować się” zarówno do niemowlaka jak i 3-latka? Będę niezmiernie wdzięczna za poruszenie tego tematu.

    • Ania
      21 lutego 2017 at 22:02

      Znajoma tak karmi dwoje dzieci. Całą drugą ciążę karmiła nadal pierwsze dziecko, a po porodzie miała znowu siarę czyli wszystko w porządku. Dziecko urodzone terminowo, o przeciętnej wadze. Tylko mleczka leci więcej, bo piersi przyzwyczajone do karmienia pierwszego dziecka. I oczywiście starsze dziecko przychodzi na karmienie rzadziej, 2-3 razy dziennie. Osobiście uważam, że to duże obciążenie dla organizmu.

    • Alga
      23 lutego 2017 at 20:44

      Joanno, ja karmiłam całą ciążę, teraz karmię roczniaka i trzylatka. Wpisz w wyszukiwarkę: forum karmienie piersią powyżej roku. Powinnaś znaleźć bez problemu, tam udzielają się m.in. właśnie matki karmiące tzw. tandemy.
      Popieram wniosek o artykuł na ten temat 🙂 W Polsce ciężko o fachową literaturę w tym temacie. Ja mam świetną anglohęzyczną książkę wydawnictwa LLLI, ale bardzo ciężko ją dostać.

  • mamii
    1 lutego 2017 at 23:11

    Amen!!!!!!!!

  • Gosia
    2 lutego 2017 at 10:56

    Hafijo, sama prawda w tym co piszesz. Teraz przy drugim dziecku jestem duuużo mądrzejsza. Nie daję sobie wciskać bzdur, którymi nas zewsząd bombardują. Jednak przy pierwszym dziecku powtarzanie sobie owego „nie istotne czy moje czy nie, ważne że brzuszek pełny” uchroniło mnie przed dołem gigantem. Pediatra nie pomogła, położna nie pomogła, doradca laktacyjny także nie zdołał pomóc,smutne to, ale prawdziwe, pani psychiatra uzmysłowiła ze dziecko potrzebuje przede wszystkim miłości matki, obecności matki, a nie płaczu matki w poduszkę bo sobie nie radzi z laktacją, czymś co jest, co powinno być naturalne dla kobiety. I nagle po wielu tygodniach odzyskałam spokój, ta puszka mm i laktator uratowały mnie przed wstyd się przyznać wyjściem z domu i nie wróceniem. Tak, bylam w takim stanie. Pozostawiona sama sobie wybrałam według mnie mniejsze zło. Teraz po kilku latach, madrzejsza, bardziej doświadczona, moze i mocniejsza psychicznie, przy drugim dziecku powiedziałam, ze co ma być to będzie. Tak też się stało. Karmimy się bezproblemowo 1,5 roku. W zyciu po prostu bywa różnie. Pozdrawiam

  • Alicja
    3 lutego 2017 at 23:29

    No a jak to jest z tym stresem? Słyszałam, ale nie wiem czy to prawdziwe, że kobiety w obozach dla uchodźców nie mają mleka właśnie ze względu na stres i traumatyczne wydarzenia jakie przeszły.

    • Dorota
      4 lutego 2017 at 23:18

      Nie wiem jak jest ze stresem teraz, ale moja babcia moją Ciocię w 39r karmiła mlekiem kozim bo nie miała swojego. Mojego ojca w 42r. krowim rozcienczonym z wodą (ryzyko śmierci głodowej vs. ryzyko karmienia mlekiem krowim przemawiało za tym drugim). To nie jest tak że jak nie było mm to wszystkie kobiety karmiły. Ratowały się sposobami jak powyżej.

  • Ania
    7 lutego 2017 at 00:11

    Zgadzam sie,ale mam wątpliwosci co do sloiczkow… Normy dla produktow dla niemowlat sa inne niz dla owocow, warzyw i mies ktore sa w sklepach. Zwlaszcza jezeli sa z produktow organicznych.

    • Ewelina
      23 sierpnia 2017 at 09:29

      Nie wierzyłabym tak mocno w jakość słoiczków – moja przyjaciółka pracuje w zakładzie przetwórstwa owoców jako biolog, bada próbki pobierane z ich produktów pod kątem jakości, ich firma sprzedaje półprodukty z owoców m.in. do produkcji słoiczków dziecięcych. Mówiła mi, że owoce pochodzą z tych samych upraw, przetwarza się je w tych samych maszynach, a nikt nie ogląda każdego jabłka osobno – do produkcji idą i brązowe obite i ew. lekko nadpleśniałe, bo to są tony owoców naraz jeśli wyniki wychodzą im za słabe, to mieszają daną partię z kolejną, aż uzyskają średnią zadowalającą. Jeśli ktoś nie hoduje własnych owoców i warzyw i nie czuwa nad nimi przez cały okres wzrostu to musi się liczyć z tym, że będzie trochę oprysku, nawozu, zanieczyszczeń, osobiście wolę kupić cały owoc czy warzywo, bo wiem jak wygląda przed przetworzeniem – tak jak z mielonym mięsem, wolę wybrać kawałek i sobie zmielić, ew. w sprawdzonym sklepie poprosić o zmielenie przy mnie

  • Balbina
    20 lutego 2017 at 20:34

    Żywienie w ogóle jest ważne, nie tylko niemowląt, czasem mnie śmieszy, jak matka wyszukuje dla dziecka najlepszych kaszek bez tego czy owego a sama zajda się obrzydlistwem w Mc Donald’s (i w ogóle nie karmi piersią;) Nawyki żywieniowe bierze się od rodziców. Staram się tak przygotowywać obiady, by mój półtoraroczniak bez problemu mógł usiąść przy stole i jeść z nami wszystko! Kiedyś koleżanka mnie zapytała: „a czy nie jest tak, że gotujesz pod niego delikatniej” otóż nie, ja dla wszystkich gotuje delikatnie. Przyprawiam ziołami itd., unikam żywości przetworzonej. Mogę sobie odpuścić sprzątanie a nawet prasowanie 😉 ale jedzenie musi być na poziomie. Możemy oszczędzić na ciuchach ale nigdy na jedzeniu. Oto moja/ nasza rodzinna filozofia 🙂

  • Ania
    21 lutego 2017 at 22:22

    Nie do końca się zgadzam, że nie wolno dokarmiać dziecka zaraz po porodzie. Po cesarce miałam ogromny problem z laktacją. Po przeczytaniu książki „Warto karmić piersią” za punkt honoru wzięłam sobie, że nie dam dziecka na dokarmianie, bo mi się mleko nie wytworzy. i efekt był taki, że drugiego dnia po porodzie dziecko było już tak głodne, że co 5 minut przystawiałam, a ono stale darło się z głodu. Dziecko płakało, ja płakałam, waga spadała, a mleka nadal nie było. Ledwo parę kropel. W końcu się poddałam i wieczorem zgodziłam się na dokarmienie dziecka. Czułam się jak wyrodna matka. Ale zyskałam 3 godziny snu, a potem było już łatwiej karmić. Dopiero 3. dnia produkcja mleka ruszyła. Jeszcze 2 razy oddałam dziecko na dokarmienie, rano i wieczorem, i wszystko jakoś się ułożyło. Dlatego nie uważam, aby pojedyncze dokarmienia były złe. O ile się często przystawia.

  • Agata
    1 marca 2017 at 22:47

    W jakich sytuacjach może się zdarzyć, że matka nie ma mleka / nie może karmić? Bo niby jest to bardzo rzadko spotykane a ja w swoim otoczeniu ze 3 osoby znam, które tak się tłumaczą z nie KP

  • Magda
    6 marca 2017 at 10:21

    Biznes. Jak wszędzie – biznes. Gdyby robić Mega-Hiper-Extra Akcje „Mleko Mamy jest najbardziej wartościowe dla Dziecka” i wystarczy tylko nieco chęci, aby pomóc Mamie, aby efektywnie karmiła a przy okazji nie wydawała pieniędzy na mleko modyfikowane – wówczas wszystkie te koncerny nie zarabiałyby na tych puchach mleka.
    Pierwszy syn urodził się 2800g, od zawsze był w tym nieszczęsnym 3 centylu, o którym słyszałam na każdej wizycie kontrolnej. Wiadomo – jako mama martwiłam się czy moje upieranie się przy karmieniu piersią wyłącznie jest słuszne, czy może jednak w przychodni mają rację mówiąc „proszę mu podawać mleko dodatkowe, bo za malutki”. Aż przy którejś wizycie nie wytrzymałam i wybuchłam – przejrzałam na oczy można powiedzieć. Pani doktor – długopis reklamówka z Bebilonu, kalendarz organizer Bebilon, miarka wzrostu na ścianie Bebilon, wszędzie ten Bebilon ! Może to pierdoły kolokwialnie mówiąc, ale dla mnie miały takie znaczenie, że nie wytrzymałam. To ja walczę, myślę, martwię się, chce dla mojego dziecka jak najlepiej, bo to nie moje widzimisię karmić cycem, tylko ciągły głos w głowie „to dla niego najlepsze, naturalne, wartościowe, walcz” a ona i asystentka (od szczepień) nie umieją mi odpowiedzieć na żadne, ŻADNE pytanie o laktację oprócz „dziecko z tak małą masą urodzeniową od razu potrzebuje lepszego pokarmu, a pani ma za słaby”. No ok, to może i pediatra a nie doradca laktacyjny ale na miłość boską – chociaż krztynę wiedzy mogłaby mieć. Ostatecznie powiedziałam do niej, że za każdym razem jak tu przychodzę na kontrolę wychodzi po ważeniu ten ich 3 centyl – wcale nie mniej. To oznacza, że w swoim tempie ale przybiera. Dlatego zostaje przy karmieniu piersią i koniec.
    Teraz syn ma 5 lat, nadal jest drobniutki, ale zdrowy, ale choruje bardzo rzadko, jeżeli już to przeziębienie zwykle. Antybiotyku nawet raz w swoim życiu nie dostał. Oczekujemy na jego siostrzyczkę i – mimo, że dzieci potrafią być zupełnie inne od siebie – wiem, że muszę znów polegać na swoim instynkcie i zdeterminowaniu.
    A jeżeli będzie potrzebna pomoc w karmieniu piersią – już teraz w ciąży przygotowuję sobie wiedzę gdzie i kogo pytać, żeby potem stres, zmęczenie i inne akcje osób trzecich nie zrobiły mi wody z mózgu.

  • hgghjhgg
    13 marca 2017 at 08:30

    Poza tym nie jest powiedziane że trzeba dokarmiać sztucznym mlekiem, można dokarmić mlekiem innej matki. Byle dziecko nie głodowało

  • Ania
    11 lipca 2017 at 13:03

    Poniżej link do bloga zza oceanu, masz sprzymierzenców Hafijo 🙂 https://themilkmeg.com/accidental-starvation-fed-isnt-best/

skomentuj