Moja córka urodziła się 6 tygodni przed terminem z wagą 1290g w 33 tygodniu ciąży. Od początku opieka w szpitalu była wzorowa. Od razu praktycznie po cesarskim cięciu zjawiła się u mnie ,,pani laktacyjna” i jeszcze kiedy musiałam leżeć płasko pobrała mi siarę, która trafiła do leżącej w inkubatorze mojej córki. Później również było bardzo wzorowo- zostałam poinstruowana jak powinnam odciągać pokarm, dostałam szpitalny laktator. Praktycznie cały czas w szpitalu (a byłam razem z córką w szpitalu przez 5 tygodni) spędzałam na odciąganiu pokarmu i kangurowaniu. Najpierw odciągałam pokarm co 2 godziny- gdzie cała procedura korzystania z pokoju laktacyjnego, używania sprzętu laktacyjnego i sterylizowania go, odciągania pokarmu trwała 45 minut. Później odciągałam już co 3 godziny bo nie miałam czasu nawet na jedzenie i toaletę.
Pokarm był. Laktacja się rozkręciła a ja byłam bardzo zadowolona bo miałam pokarmu akurat tyle ile moja córka potrzebowała. Nie było go ani za mało, ani za dużo jak u innych mam gdzie ich pokarm zajmował całe zamrażarki…
Pokarm córce podawany był przez sondę w nosie.
Pewnego dnia trafiłam na dyżur pielęgniarki, która jak się później okazało, słynęła z tego, że pomagała matkom przystawiać dzieci do piersi. Powiedziałam jej, że wydaje mi się, że takie małe dziecko jakim wtedy była moja córka (ważyła ok 1400g) nie da rady pić z piersi bo jest za słabe. Pielęgniarka ta wyprowadziła mnie z błędu i pomogła mi przy okazji kangurowania przystawić córkę do piersi. Później starałam się ćwiczyć przed każdym kangurowaniem i po (kangurowanie trwało 2 godziny) ja chodziłam kangurować 2 razy dziennie. Wszystko było super do momentu kiedy moja córka trafiła z inkubatora do łóżeczka (awans:)). Wtedy to miała przejść do kolejnego etapu w standardzie postępowania z wcześniakami- karmienia butelką!!!
W butelce oczywiście moje uprzednio odciągnięte mleko. Wtedy bardzo prosiłam panie pielęgniarki, żeby nie podawały mojej córce butelki ponieważ ćwiczę z nią picie z piersi i nie chciałabym, żeby butelka zaburzyła jej odruch ssania. Niestety- ta moja prośba nie spotkała się ze zrozumieniem ze strony personelu pielęgniarskiego. Panie pielęgniarki (poza dwoma, a było ich ok 50) na każdym kroku próbowały mi pokazać, że popełniam błąd. Oczywiście przystawianie do piersi jak najbardziej ale tak w ramach rozrywki a później butelka…. a ja nie potrafiłam zrozumieć pań pielęgniarek toku rozumowania- miałam odciągać mleko w pokoju laktacyjnym, przynosić im a one miały je przelewać do butelki i podawać mojemu dziecku- jakaś logika?
Moja córka nie chciała i nie umiała pić z butelki a z piersi szło jej coraz lepiej. Niestety nikt nie uznawał tego, ponieważ nie wiadomo ile ona wypijała a poza tym ,,na piersi” to ja ze szpitala w życiu nie wyjdę.
Stało się jednak tak, że nie poddałam się i mimo wielu wylanych łez po każdym spięciu z pielęgniarką wyszłam do domu z dzieckiem karmionym piersią. Moja córka ma obecnie prawie 8 miesięcy nadal karmię ją piersią a ona nadal nigdy nie piła z butelki. Po wyjściu ze szpitala miałam taki wstręt do laktatora, że w domu miałam nowy, który do dzisiaj leży w szafie zapakowany i nigdy nie używany

Komentarze