„Nadal karmię piersią” – historia Karoliny


Moja córka urodziła się 6 tygodni przed terminem z wagą 1290g w 33 tygodniu ciąży. Od początku opieka w szpitalu była wzorowa. Od razu praktycznie po cesarskim cięciu zjawiła się u mnie ,,pani laktacyjna” i jeszcze kiedy musiałam leżeć płasko pobrała mi siarę, która trafiła do leżącej w inkubatorze mojej córki. Później również było bardzo wzorowo- zostałam poinstruowana jak powinnam odciągać pokarm, dostałam szpitalny laktator. Praktycznie cały czas w szpitalu (a byłam razem z córką w szpitalu przez 5 tygodni) spędzałam na odciąganiu pokarmu i kangurowaniu. Najpierw odciągałam pokarm co 2 godziny- gdzie cała procedura korzystania z pokoju laktacyjnego, używania sprzętu laktacyjnego i sterylizowania go, odciągania pokarmu trwała 45 minut.  Później odciągałam już co 3 godziny bo nie miałam czasu nawet na jedzenie i toaletę.

Pokarm był. Laktacja się rozkręciła a ja byłam bardzo zadowolona bo miałam pokarmu akurat tyle ile moja córka potrzebowała. Nie było go ani za mało, ani za dużo jak u innych mam gdzie ich pokarm zajmował całe zamrażarki…
Pokarm córce podawany był przez sondę w nosie.

Pewnego dnia trafiłam na dyżur pielęgniarki, która jak się później okazało, słynęła z tego, że pomagała matkom przystawiać dzieci do piersi. Powiedziałam jej, że wydaje mi się, że takie małe dziecko jakim wtedy była moja córka (ważyła ok 1400g) nie da rady pić z piersi bo jest za słabe. Pielęgniarka ta wyprowadziła mnie z błędu i pomogła mi przy okazji kangurowania przystawić córkę do piersi. Później starałam się ćwiczyć przed każdym kangurowaniem i po (kangurowanie trwało 2 godziny) ja chodziłam kangurować 2 razy dziennie. Wszystko było super do momentu kiedy moja córka trafiła z inkubatora do łóżeczka (awans:)). Wtedy to miała przejść do kolejnego etapu w standardzie postępowania z wcześniakami- karmienia butelką!!!

W butelce oczywiście moje uprzednio odciągnięte mleko. Wtedy bardzo prosiłam panie pielęgniarki, żeby nie podawały mojej córce butelki ponieważ ćwiczę z nią picie z piersi i nie chciałabym, żeby butelka zaburzyła jej odruch ssania. Niestety- ta moja prośba nie spotkała się ze zrozumieniem ze strony personelu pielęgniarskiego. Panie pielęgniarki (poza dwoma, a było ich ok 50) na każdym kroku próbowały mi pokazać, że popełniam błąd. Oczywiście przystawianie do piersi jak najbardziej ale tak w ramach rozrywki a później butelka…. a ja nie potrafiłam zrozumieć pań pielęgniarek toku rozumowania- miałam odciągać mleko w pokoju laktacyjnym, przynosić im a one miały je przelewać do butelki i podawać mojemu dziecku- jakaś logika?

Moja córka nie chciała i nie umiała pić z butelki a z piersi szło jej coraz lepiej. Niestety nikt nie uznawał tego, ponieważ nie wiadomo ile ona wypijała a poza tym ,,na piersi” to ja ze szpitala w życiu nie wyjdę.

Stało się jednak tak, że nie poddałam się i mimo wielu wylanych łez po każdym spięciu z pielęgniarką wyszłam do domu z dzieckiem karmionym piersią. Moja córka ma obecnie prawie 8 miesięcy nadal karmię ją piersią a ona nadal nigdy nie piła z butelki. Po wyjściu ze szpitala miałam taki wstręt do laktatora, że w domu miałam nowy, który do dzisiaj leży w szafie zapakowany i nigdy nie używany

Karolino dziękuję za Twoją historię!

baner akcja

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

15 komentarzy

  • Dominika
    31 lipca 2016 at 19:34

    Brawo, brawo! Szkoda tylko, że nie wiedzą o tym, że wcześniaki dają radę karmić się piersią już w 29 t.ż. Ale i tak początków można pozazdrościć – zdradzisz jaki to szpital?

  • Dosia
    31 lipca 2016 at 19:48

    Super dzielna babka z Ciebie, Karolina! Pokonałaś 48 pielęgniarek 🙂

  • Ola
    31 lipca 2016 at 20:27

    Brawo Karolina! Czyżby szpital w rudzie śląskiej?

    • Karolina
      1 sierpnia 2016 at 21:34

      Tak ten sam. Ale nie mogę nic złego powiedzieć na ten szpital. Mogłam być z córką 5 tygodni w szpitalu i generalnie do ,,butelki” wszystko było dobrze

  • Anna Kwiatek-Kucharska
    31 lipca 2016 at 21:54

    Dziękuję za piękną, inspirującą historię!
    Jesteś wspaniała Karolino.
    Szkoda tylko, że ten system jeszcze taki chory, ale wierzę, że my – mamy możemy go zmienić.

  • Kasia
    31 lipca 2016 at 22:07

    To niesamowite jaką siłę potrafią odnaleźć w sobie kobiety kiedy stają się matkami. Ja uważam się za osobę raczej kompromisową i spokojną, ale kiedy w grę wchodzi dobro mojego dziecka potrafię się stać „tą upierdliwą babą”. Karolina, gratuluję wytrwałości i życzę powodzenia 🙂

  • MS
    1 sierpnia 2016 at 08:23

    Ponieważ się znamy to napiszę tylko Brawo Ty 🙂

  • Ania
    1 sierpnia 2016 at 11:05

    Piękna historia! Może kiedyś się odważę i swoje dwie historie też opiszę 😉 gomuummygo.blogspot.com

  • BellyMummy
    2 sierpnia 2016 at 11:21

    w moich oczach łzy wzruszenia i pytanie czy ja na Twoim miejscu dałabym radę… bo mnie nie napotkały takie problemy jak u Ciebie a i tak łatwo nie było, bo jakoś otoczenie niby przyjazne karmieniu ” o karmisz piersią jak dobrze” a po kilku miechach negatywnie się wtrącające „jeszcze karmisz”, ” no bez przesady- opinia pediatry”, „dopajasz” , „jecze diety nie rozszerzasz”, „w nocy karmisz!?”, dla mnie matki dziecka urodzonego w terminie było to ciężkie, dlatego tak Cię podziwiam, szczególnie, że jestem w drugiej ciąży i wiem, że może być różnie, nie koniecznie tak łatwo jak w poprzedniej, a teraz po ponad 2 latach karmienia piersią mam świadomość jak cenne jest mleko i karmienie dla dziecka, i że warto walczyć, kiedyś tego nie wiedziałam, tylko szczeście mi , teraz wiem że w razie czego stanę do boju, dziękuję za inspirujący wpis

  • MamaSpace
    2 sierpnia 2016 at 21:19

    Matczyny instynkt jest mądrzejszy od pielęgniarek 🙂 Gratulacje!

  • binus
    3 sierpnia 2016 at 09:23

    ja jestem przed tym wszystkim i szczerze mówiąc jestem przerażona jak dam sobie radę, jak zawalczę jeśli ktoś będzie mi próbował wciskać takie „porady” – gratulacje za upór i wytrwałość 🙂 zdrówka dla Was!

  • Patrycja
    11 sierpnia 2016 at 12:06

    Hej i ja opowiem swoją historię. A zacznę od tego, że moje szczęście zaraz po porodzie miało bardzo słaby odruch ssania i pani Położna próbowała ja przystawić ale się nie udało. Córeczka strasznie płakała, nawet smoczek nic nie pomagał bo nie chciała, po pół godziny noszenia pani Ma gdzie udało się ululać moją córeczkę.

    Przez kolejne dwa dni wysłuchiwania jaką to muszę być leniwą matką, że tak słabo staram się i nie udaje mi się nakarmić dziecka. Dostałam także zkrzyczana, że jak z takimi skutkami chcę karmić?? Powinnam od dawna być pod opieką położnej, która mi to skoryguje a nie dopiero po porodzie jest problem.. gdybym to wiedziała pewnie bym to zrobiła, ale przecież nikt się nie wysila z pielęgniarek środowiskowych więc nic na ten temat nie wiedziałam. Żadne próby przekonywania pań pielęgniarek, że nie mam pokarmu albo mam złą technikę kończyło się awanturą- bo przecież one wiedzą lepiej. :-\

    Dni mijały,dziecko płacze cały czas, Panie zmuszają do karmienia wciskając na siłę pierś dziecku,wciskając twarz w moje piersi oczywiście bez skutku. Modlilam się, aby szybko dostać wypis i wrócić do domku.

    Dzień przed wyjściem zjawiła, sie miła, strasza położna, która porozmawiała, wysłuchała i stwierdziła- brak pokarmu. Masowała a pokarmu zero. Przyniosła nam butelkę mleka modyfikowanego i dzieco uspokoiło się i zasnęło. Można??!! Można!!!

    Do domu wróciłam pełna optymizmu,że to stes i nerwy i pokarm zaraz się pojawi, jednak się nie pojawił. Oczywiście trzeba było podać mleko modyfikowane, jednak mąż, żeby dodać mi otuchy wykupił wszystkie rodzaje, od każdego producenta kapturki do karmienia i laktator, aby wyciągnąć moje sutki. To jak się prawnie domyślacie,też nic nie pomogło.

    Nawet pani położna, która do nas przychodziła nie dawała wiary w to co wodzi, mała na widok cyca dostawała szału. Nie pomogły wizyty matek karmiacych ,pani od laktacji (z dużą stawką za godzinę porady), ale czego się nie zrobi dla dziecka.

    Myślę, sobie mam mało pokarmu, wiec zaczęłam odciągać tyle, że lakatacja się ustabilizowała, pokarmu było,aż ponad to co mała zjada, wiec szybko z zasady najpierw moje potem modyfikowane, przeszłam na tylko moje mleko z butelki. Próbowałam jeszcze przedstawiać do piersi ale udało się raptem raz na kilka dni i potem znowu nic.

    Kiedy skończyła miesiąc,trafiłyśmy do szpitala, gdzie o zgrozo…ile to się musiałam znów wysłuchać,że nienormalna, że z laktatorem, że po co to, że zaraz stracę pokarm.. serio?? Tak się wspiera matkę, ktora zamiast iść na łatwiznę sparwdziła wszystkie możliwe sposoby karmienia? Zero pochwały, że skoro nie chce pić z piersi to brawo za determinację aby karmić swoim mlekiem.. wiec tak się zawzięłam w sobie i postanowiłam pokazać tym wszystkim, którzy mi tak dobrze życzyli szybkiej utraty mleka na co mnie stać!! A co!! Karmię, już 4 miesiące, przeszłam też juz kryzys laktacyjny, który pojawił sie w okolicach 3 miesiąca. Mała nie głodowała ani nie dostała mleka modyfikowanego bo mamy zaps w zamrażarce 🙂 pomógł nam w tym tez Femaltiker i sukcesywne odciaganie i chociaż mam podwójną prace, bo odciagam 30 min i karmie 20 min to mam ogromną satysfakcję z tego, że moje dziecko dostaje moj pokarm a nie jakieś proszki , które ni jak się mają do mojego mleka 😉 a no i jeszcze wszystkie moje koleżanki…tak te które przyszły mi wtedy z pomocą , skończyły karmienia kiedy ich dzieciaki skończyły miesiac czy dwa wiec tak jestem z siebie dumna !! Możecie mi mówić, że się nie liczy bo nie karmię piersią ale starałam sie, walczyłam jak lew o to i wybrałam inną drogę ,moim zadaniem najlepszą w mojej sytuacji. Pozdrawiam mamy karmiące. Powodzenia.

    • hgfja
      23 października 2016 at 23:25

      Gratulacje! Znam mamę, która odciąga już cały okrągły rok! Teraz idzie 13-ty miesiąc. Podziwiam, bo ja odciągałam 4 tygodnie i był to koszmar dla mnie. Też wklęsłe brodawki. Na szczęście Mała jakoś załapała, straszny ból przy każdym karmieniu. I to o czym marzyłam było jeszcze „gorsze” niż odciąganie. Ale… historia ma super ciąg dalszy. Karmimy się 26 miesięcy i będzie dłużej! W tym było 6 miesięcy wyłącznie moje mleko, teraz zostało tylko na spanie i z rana. I już nie boli nic a nic! Trzymam kciuki za Was dziewczyny, Ciebie i Twoją córeczkę. Dasz radę!

  • Samanra
    10 stycznia 2017 at 11:16

    Podając wcześniaków mleko z butelki jest kontrola nad tym ile pokarmu spozylo, nie jestem specjalista, ale to raczej oczywiste ze przybieranie na wadze wcześniaka jest oczywiste i raczej nie można dopuścić do sytuacji ze będzie niedojedzony bo jednak z piersi wypił mniej niż się wydawało. Troszkę rozumu mniej dzikiego instynktu. Bardzo dobrze ze córeczce wszystko się udało, ale to nie jest takie oczywiste we wszystkich wypadkach. A ryzyka dla własnych przekonań nie warto podejmowac

  • Justa
    25 czerwca 2017 at 07:54

    Mój syn po urodzeniu też trafił na Oiom dla noworodków- nie było wyboru, dzieci były karmione co 3 godziny butelką, a potem miały spać i nie przeszkadzać pielęgniarkom (które swoją drogą bardzo dobrze zajmowały się wszystkimi dziećmi).Jednak co 3 godziny przychodziłam ja- najpierw przystawialiśmy małego do piersi, potem musiał być dokarmiany butelką. Nie było łatwo, bo mały rozleniowiony butelką nie chciał ssać piersi. Jednak przychodziłam codziennie i nieustannie przystawiałam go do piersi- teraz już prawie 2 miesiące po wypisie do domu mały pije pierś tak jakby nigdy nie poznał smaku butelki!

skomentuj

Pobierz darmowy e-book