Czy podanie noworodkowi sztucznej mieszanki w szpitalu wpływa na laktację?


Bardzo często słyszę, że podanie mieszanki w szpitalu po urodzeniu nie jest aż tak groźne dla karmienia naturalnego jak to się „mówi”.

O tym, jak ważne jest karmienie po urodzeniu i dlaczego, pisałam już TU

Wynika z tego, że istotne jest przystawianie do piersi, kontakt skóra do skóry, stała obecność obok siebie mamy i dziecka.

Dokarmianie, dopajanie, nakładki, oddzielanie, podawanie smoczka – wszystko to, wpływa na to, jak się nam będzie dalej karmiło.

Noworodki w szpitalach są nadal, w zatrważającej części, dokarmiane mieszanką. W mojej ankiecie, aż 50% kobiet deklarowało, że miało zalecenie dokarmiania mlekiem sztucznym swoich dzieci i aż 50% kobiet swoje dzieci dokarmiało.

Przeprowadzone badania naukowe na świecie, potwierdziły, że jako najczęstszą przyczynę dokarmienia matki podawały:

  • Za małą ilość pokarmu
  • Oznaki zbyt małego pobierania pokarmu przez dziecko
  • Złe przystawianie i problemy z przystawianiem

Analizy dokarmiania w szpitalu, miały na celu sprawdzenie, jaki efekt miało podanie mieszanki w szpitalu dzieciom mam, które chciały karmić wyłącznie piersią.

Okazało się, że podawanie dzieciom mieszanki zwiększa dwukrotnie ryzyko tego, że dziecko nie będzie karmione wyłącznie piersią między 30-60 dniem życia oraz trzykrotnie zwiększa ryzyko tego, że dziecko przestanie być karmione piersią przed 60 dniem życia. To jest DRUGI MIESIĄC i to ryzyko pojawia się nawet po tym jak mama i dziecko dostaną DODATKOWE wsparcie! Wniosek jest prosty – jeżeli zawiedziemy kobiety na podstawowej opiece – to nawet zwiększona,dodatkowa opieka okołolaktacyjna może nie pomóc w naprawieniu tego, co zostanie spaprane.

To, co jest najistotniejsze to, że należy za wszelką cenę unikać podawania dzieciom sztucznego mleka, kiedy jest to zbędne lub kiedy można tego uniknąć, oraz należy bezwzględnie wspierać matki w karmieniu naturalnym, kiedy dokarmianie jest potrzebne. Oznacza to, że mam, które muszą dokarmiać dziecko, nie wolno pozostawiać samym sobie. Należy je edukować w podawaniu swojego mleka, wychodzeniu z dokarmiania, uczyć karmienia naturalnego i sposobów bezpiecznego dokarmiania. Sprawdzać, w szczególności, jak im idzie karmienie i być dostępnym dla nich do pomocy. To oczywiście pod warunkiem, że chcemy wspierać karmienie naturalne, bo żeby pomagać to musi się chcieć.

Stopień dokarmienia jest wysoki – o wiele za wysoki. Wiele analiz pokazało już, że dokarmienie dzieci sztucznym mlekiem w szpitalu zmniejsza długość karmienia wyłącznego oraz zmniejsza długość karmienia jakiegokolwiek. Zalecenia dokarmiania są o wiele bardziej rozpowszechnione wśród matek, które cierpią z powodu otyłości, cukrzycy, płaskich brodawek, po cesarskim cięciu, po większym ubytku krwi w porodzie czy po opóźnionym kontakcie skóra do skóry.

Ważną determinantą tego, czy po dokarmianiu laktacja zadziała, nadal jest liczba karmień sztucznych. O wiele mniejszą rolę gra ilość podawanego mleka sztucznego. To liczba podań sztucznej mieszanki ma znaczenie największe i dlatego należy dbać, o jak najszybszą rezygnację z dokarmiania i tak  zaplanować dokarmianie żeby podań sztucznego mleka było jak najmniej.

Analizy w Stanach pokazały, że we wszystkich grupach mam, które po raz pierwszy rodziły dziecko i planowały karmić wyłącznie piersią, zalecanie dokarmiania było na porządku dziennym. Dane pokazały, że prawie połowa mam dostała zalecenie podania sztucznego mleka swoim dzieciom. (Jak już wspominałam, w Polsce podobne dane pokazała moja ankieta). Czy aż połowa ludzkich dzieci potrzebuje sztucznej mieszanki? Czy aż połowa ludzkich samic nie potrafi wykarmic swoich dzieci tylko swoim pokarmem? Bzdura!

Najczęstsza przyczyną skierowania do dokarmiania były:

  • Obawy mamy, co do ilości mleka
  • Objawy niewystarczającego pobierania pokarmu
  • Lub/i niepokojące zachowanie dziecka.

Co pokazują te dane?

Ano to, że nadal należy edukować matki oraz personel w wiedzy o naturalnym zachowaniu się dziecka przy piersi. Uczyć wskaźników prawidłowego karmienia. Uczyć zarówno personel medyczny (przecież to nie matki same sobie zalecają podawanie sztucznego pokarmu) jak i matki, (bo to one zgłaszają problemy i obawy), co jest normą, co jest niepokojące, a co jest wskazaniem do obserwacji lub suplementacji.

Zrozumienie procesu karmienia naturalnego oraz laktacji może okazać się kluczowe w edukacji o tym, co to jest „niewystarczająca ilość pokarmu” i że jest to wyjątkowo rzadki problem. Większość stwierdzeń, że mam/masz „za mało mleka” to, po prostu, efekt nieznajomości procesu laktacji.

Niepokojące zachowania dziecka przy piersi były najważniejszym problem, który skłaniał do dokarmiania, a co za tym idzie do przedwczesnego kończenia karmienia piersią. Oznacza to, że niewiedza o tym jak przystawiać dziecko prawidłowo, jak powinna wyglądać buzia dziecka, jak ssać, jak połykać, co jest normalne przy piersi, a co niepokojące jest głównym winowajcą dokarmiania, a nie zdrowie dziecka. Jeżeli mama, która rodzi pierwsze dziecko, nie wie jak przystawić dziecko, nie rozumie dlaczego jest ono niespokojne, dlaczego denerwuje sie przy piersi i nikt nie umie jej wtedy pomóc, to najczęściej prowadzi to do podania butelki, a co za tym idzie, do kończenia karmienia. Osobiście widzę tu ogromne pole do popisu dla personelu medycznego.

Kolejną ważną determinantą jest sposób podawania mleka dziecku. Butelka – najgorszy sposób dokarmiania. W porównaniu do każdej innej metody – butelka jest na każdym kroku najgorszym wyborem dla dzieci, które miały być lub są karmione piersią.

Zalecenia dokarmiania w szpitalu i samo dokarmianie w szpitalu skraca nie tylko długość karmienia wyłącznego piersią, ale skraca także długość jakiegokolwiek karmienia.

Co jest więc ważne?

  • Zanim poda się mleko sztuczne, trzeba wyczerpać wszystkie dostępne metody pomocy mamie i dziecku. Mam jednak wrażenie, że teraz dokarmianie jest najpopularniejszą metodą „pomocy”, a tak naprawdę powinno być ostatnim krokiem kiedy są problemy.
  • Należy zmniejszyć do minimum liczbę dokarmień – ponieważ to liczba podań sztucznego pokarmu ma ogromne znaczenie a nie objętość mleka.
  • Trzeba unikać za wszelką cenę butelki i nie podawać w niej mleka. Niestety to się równa temu, że mamę trzeba nauczyć alternatywnych metod, a tego już nie potrafią wszyscy i nie wszystkim się chce.
  • Edukować, edukować i edukować personel, matki, rodziny o tym, co jest normalne, jaka jest prawidłowa fizjologia laktacji, jakie są wskaźniki prawidłowego karmienia.

No na przykład jaka ilość siary jest wystarczająca dla dziecka.

czas  ilość pokarmu (ml/karmienie)
pierwsze 24h 2-10
24-48 h 5-15
48-72 h 15-30
72-96 h 30-60

 

 

Wskazaniami do dokarmiania sztuczną mieszanką nie są:

  • śpiochate niemowlę, które je mniej niż 8-12 razy na dobę w ciągu pierwszych 24-48h, a które straciło mniej niż 7% na wadze i nie wykazuje oznak chorobowych

Dzieci po porodzie są, po dwóch pierwszych godzinach, zmęczone i lubią sobie pospać. Kiedy wypoczną zaczynają się wybudzać na karmienia. Ważne jest tutaj obserwowanie pierwszych oznak głodu i przystawanie do piersi jak tylko pojawią. W pierwszym tygodniu można przyjąć, że dziecko, które nie śpi to dziecko głodne. Istotną rolę w początkowej fazie laktacji odgrywa kontakt skóra do skóry.

  • zdrowe urodzone w terminie niemowlę, u którego bilirubina wynosi mniej niż 18mg/dL (mol/L) po 72 godzinie życia, kiedy dziecko je przy piersi, oddaje normalnie stolec i straciło mniej niż 7% masy ciała
  • niemowlę niespokojne, które cały czas chce być przy piersi nawet całymi godzinami
  • zmęczona i śpiąca mama (jak czytam, że wam kazali odpoczywać i nie karmić, bo zmęczona mama nie da rady wykarmić dziecka to mnie trzęsie)

Jest niewielka liczba bezwzględnych wskazań do dokarmiania zdrowego dziecka mieszanka:

  • Oddzielenie matki od dziecka na skutek nagłej interwencji medycznej lub złego stanu zdrowia matki (nie, że zmęczona – tu chodzi o zagrożenie życia)
  • niemowlę z chorobą metaboliczną
  • dziecko, które z powodu problemów z budową ciała jest niezdolne do pobierania pokarmu z piersi
  • silne leki, które przyjmuje mama lub jej choroba, która jest przeciwwskazaniem do karmienia naturalnego

Ale są i wskazania, które mogą być podstawa, do suplementacji u dziecka zdrowego aczkolwiek nie zawsze musza:

U dziecka:

  • bezobjawowa hipoglikemia stwierdzona na podstawie badań, która nie zmienia się po korekcie karmienia i podawania dziecku większej ilości mleka mamy
  • potwierdzone badaniami odwodnienie
  • spadek masy ciała dziecka w granicach 8-10%, przy opóźnionej II laktogenezie (po 5 dniu – 120 godzin lub później)
  • Smółka, która pojawia się nadal ok. 5 dnia (120 h) i oznaki głodu mimo pomocy laktacyjnej
  • nieadekwatne przyjmowanie pokarmu pomimo właściwej ilość mleka produkowanego przez mamę (po korekcie karmienia i sprawdzeniu jak przystawiane jest dziecko)
  • Hiperbilirubinemia – żółtaczka noworodkowa, kiedy mimo interwencji w karmieniu piersią, przyjmowanie przez dziecko pokarmu jest niewystarczające.
  • żółtaczka tzw. mleka kobiecego, kiedy stężenie bilirubiny wynosi powyżej 20–25 mg/dL

(Uwaga – żadna żółtaczka nie jest wskazaniem do zaprzestania karmienia piersią)

  • kiedy dziecko wymaga suplementacji różnymi składnikami pokarmowymi

 

U mamy:

  • Opóźniona laktogeneza II (3-5 dzień) i nieefektywne pobieranie pokarmu przez dziecko

Może to być spowodowane – pozostawieniem resztek łożyska, martwicą przysadki, nierozwiniętym lub słabo rozwiniętym gruczołem mlekowym.

  • zabiegi na piersiach, choroby lub inne przypadłości, które spotkały piersi mamy, i skutkują uszkodzeniem tkanki produkującej mleko
  • ból brodawek, który nie jest możliwy do skorygowania przez dostępne znane formy pomagania mamie przy bolesnej brodawce.

 

Przyjmuje się, że zdrowe noworodki nie potrzebują dokarmiania przez pierwsze 24-48 godzin życia.

Wszystkie dokarmiania powinny zostać udokumentowane, a dokumentacja powinna zawierać: informację o rodzaju pokarmu i składzie pokarmu jaki został podany, ilości, metodzie dokarmiania i medycznych wskazaniach lub pobudkach do dokarmiania!

Wszystkie noworodki powinny być zbadane pod kątem tego jak są przystawiane i jak wygląda pobieranie pokarmu zanim zostanie podana mieszanka. Większośc dzieci zdrowych, które przebywają z matką na oddziale straci mniej niż 7% masy urodzeniowej.  Spadek większy MOZE być oznaką niewystarczającego pobierania pokarmu i wymaga sprawdzenia przystawiania i procesu karmienia (nie, nie wymaga podania butelki).

Uważa się, że utrata masy ciała w granicach 8-10% może być normalna, ale przy zdrowym dziecku taki poziom utraty masy ciała wymaga wsparcia w karmieniu piersią, a na końcu dopiero dokarmiania.

(ABM Clinical Protocol #3: Hospital Guidelines for the Use of Supplementary Feedings in the Healthy Term Breastfed Neonate, Revised 2009 The Academy of Breastfeeding Medicine Protocol Committee)

Pierwszym wyborem w dokarmianiu zawsze powinno być mleko matki, drugim mleko z banku mleka lub mleko dawczyni a trzecim – ostatnim mleko sztuczne.

Na koniec – w ramach ciekawostki – dam taka informację. W 2013 roku pojawiło się badanie, które sugerowało, że podanie noworodkom w szpitalu małej ilości mleka modyfikowanego może pomóc w laktacji. Autorem artykułu i badania był człowiek, którego pracę finansowały największe koncerny produkujące mleko sztuczne. Pozostawię to bez komentarza…

ź: In-Hospital Formula Use Increases Early Breastfeeding Cessation Among First-Time Mothers Intending to Exclusively Breastfeed Caroline J. Chantry, MD1, Kathryn G. Dewey, PhD2, Janet M. Peerson, MS2, Erin A. Wagner, MS3, and Laurie A. Nommsen-Rivers, PhD3
http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/nur.20275/abstract Predictors of the duration of exclusive breastfeeding among first‐time mothers
Effect of Maternity-Care Practices on Breastfeeding Ann M. DiGirolamo, PhD, MPHa, Laurence M. Grummer-Strawn, PhDb, Sara B. Fein, PhDc
ABM Clinical Protocol #3: Hospital Guidelines for the Use of Supplementary Feedings in the Healthy Term Breastfed Neonate, Revised 2009 The Academy of Breastfeeding Medicine Protocol Committee
Breastfeeding update. 2: Clinical lactation management. Powers NG1, Slusser W.
Reasons for Earlier Than Desired Cessation of Breastfeeding Erika C. Odom, PhD, Ruowei Li, MD, PhD, Kelley S. Scanlon, PhD, Cria G. Perrine, PhD, and Laurence Grummer-Strawn, PhD
Randomized Clinical Trial of Pacifier Use and Bottle-Feeding or Cupfeeding and Their Effect on Breastfeeding Cynthia R. Howard, MD, MPH*, Fred M. Howard, MD‡, Bruce Lanphear, MD, MPH§, Shirley Eberly, MS‖, Elisabeth A. deBlieck, MPA*, David Oakes, PhD§, Ruth A. Lawrence, MD*

Wpis nie zastąpi porday medycznej i nie może być jako porada dotycząca karmienia noworodków traktowany. W przypadku wątpliwości skontaktuj się z doradca laktacyjnym.

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

119 komentarzy

  • patrycja
    4 października 2015 at 19:04

    Mi w w dobie po porodzie też nakazano małą dokarmić bo spadła z wagi o ponad 10% i powiedzieli że jeśli nie przybierze chociaż program to mnie nie wypuszcza do domu. Widmo pozostania dobę dłużej w szpitalu spowodowało że podałam małej 60ml mieszanki. Na szczęście nie miało to wpływu na nasze karmienie. Przyznam że zastanawiał mnie pewien fakt. Mała gdy się urodziła to przez w pierwsze dni była dość płaczliwa. Widziałam że mam bardzo mało pokarmu i wydawało mi się że jest głodna. Pielęgniarki i położne mówiły że niemożliwe bo takiemu dziecku wystarczy kilka kto pełen by się najeść. Jednak fakt jest taki że mała dużo wagi straciła no i jak podałam jej tą mieszankę to piła jak szalona a potem nareszcie spokojnie zasnęła i już nie płakała. Wyraźnie widziałam że w końcu się nsjadła i była szczęśliwa. 3 dobę gdy byłyśmy już w domu mała też bardzo płakała ale obiecałam sobie że nie dam już mieszanki i na szczęście w 4 dobie dostałam nawału pokarmu i mała już się najadała i nie było płaczu. Więc jak to jest wystarcza w pierwszych dniach te kilka kropelek czy dziecko rzeczywiście może płakać z głodu?

    • Hafija
      4 października 2015 at 19:10

      Wystarcza – inaczej gatunek ludzki wymarłby jak nic. najczęściej winowajcą jest technika przystawiania i bez pomocy kogos kto się zna może być ciężko.

  • Ella
    4 października 2015 at 19:06

    Moja córcia została dokarmiona sztucznym mlekiem w szpitalu w 2 dobie życia – bez mojej zgody. Twierdzono, że dziecko niedojada. Argumentem było stwierdzenie: tak kazała pani doktor…
    Teraz znów mam problem. Córka ma bardzo małe przyrosty. I też każą podawać mm – czego jeszcze nie robię. Jestem załamana.

    • Magda
      4 października 2015 at 21:59

      Synek ma 18 mscy Od urodzenia wiecznie za mało wazy Ostatnio gastrolog stwierdziła ze się musi wziąć za jego wagę Nie kazała wprowadzać mm i nigdy nie zwróciła uwagi na to ze kp tak długo 😉 ja mam celiakie i badamy synka czy niedowaga może być tym spowodowana

    • Małgorzata
      4 października 2015 at 23:44

      Ella a co to znaczy że ma bardzo małe przyrosty? Czy lekarz powiedział Wam jakie powinny być i czy korzysta z satki centylowej dla dzieci karmionych piersią?

    • Bieniewicka
      5 października 2015 at 20:32

      Ella co to znaczy małe przyrosty? W okresie 0-3m minimum to około 500gr na miesiąc. Najlepiej poradź się doradczyni laktacyjnej, mogę też polecić grupy wsparcia i społeczności. Ogólnodostępne forum http://forum.gazeta.pl/forum/f,570,Karmienie_piersia.html i na FB jest kilka grup, np. kwartalnik laktacyjny

    • mati
      6 października 2015 at 10:39

      Moja mała ma małe przyrosty, pediatra nie namawia do dokarmiania tylko robimy morfologię (anemia wyszła. więc żelazo, witaminy i dalej badamy), parcie na dokarmianie miała teściowa (bo dziecko siostrzenicy takie cudne i grube, a jej wnusia jak z Oświęcimia), bo mleko mam chude itd. w rozpaczy znalazłam to miejsce i już 9 miesiąc na cycu, już jemy mnóstwo rzeczy. Chyba mała ma urodę po tacie i taka chuda i długa, poznajdywałam wiele osób nie mieszczących się w tych siatkach, ich dzieci też się nie mieszczą. Martwi mnie tylko niska hemoglobina i dalej szukamy powodów.

  • Asia
    4 października 2015 at 19:16

    Ech mojej Nastce też dali butelkę w szpitalu, położna stwierdziła, że nie mam czym karmić i raczej nie będę miała, mała płacze i żeby nie dostała gorączki od płaczu (i pewnie aby był spokój na oddziale) dała jej mieszankę. Ja wtedy ze łzami w oczach nie wiedziałam co zrobić.Na bloga trafiłam dopiero po wyjściu ze szpitala, teraz człowiek już jest mądrzejszy. A karmimy się już 6 miesięcy bez mieszanki 🙂

  • Agata
    4 października 2015 at 19:34

    Po pierwszym porodzie pierwsze karmienie miało miejsce po ok 13 godzinach (nie było kontaktu skóra do skóry, zdrowe dziecko zabrano mi zaraz po porodzie „żebym odpoczęła” mimo, że nie czułam się zmęczona). Przez cały pobyt w szpitalu córka byłą tylko na mieszance. W sumie samą piersią karmiłam 3 miesiące, i później około miesiąca sposobem mieszanym. Nie karmiłabym w ogóle gdybym w domu nie uparła się i siłą nie dostawiała jej do piersi.
    Syna miałam od razu przy sobie (rodziłam w innym szpitalu niż córkę). Dokarmiono mi go raz, strzykawką. Zostałam przymuszona do tego dokarmienia. Karmimy się na razie pół roku. Mam nadzieję, że jeszcze długa droga przed nami. Aktualnie najbardziej się boję, że stałe pokarmy będą dla syna atrakcyjniejsze niż mleko.

  • Michalina
    4 października 2015 at 19:42

    My z Manią mamy bardzo „trudną” przygodę z karmieniem. Najpierw CC, żadnego kontaktu skóra do skóry, podanie mieszanki w pierwsza noc, płaskie brodawki, brak pomocy położnych przy karmieniu, karmienie 2 miesiące przez nakładki, podawanie butelki (kilka razy z mm w kryzysowych sytuacjach, często z moim mleczkiem), smoczek i tak bym mogła wymieniać i wymieniać. Wiec wszystko to co powinno negatywnie wpływać na laktację. Karmię 3,5 miesiąca – ciągle mamy problemy. Pomaga nam bardzo certyfikowana położna laktacyjna i pewnie gdyby nie ona, to nie starczyło by mi siły żeby zawalczyć. Jednak mimo wymienionych wyżej „przeszkadzaczy” nasza córka jest bardzo zdeterminowana zeby jeść to co najlepsze i ja jestem zdeterminowana żeby dawać jej to co najlepsze. Nie zdawałam sobie sprawy jak takie rzeczy jak butelka, mm czy smoczek mogą wpływać na karmienie. Ale tak to jest jak się nie wie…..Bo gdybym wtedy wiedziała to co wiem teraz!

    • Kasia
      19 lipca 2016 at 20:23

      Hej, my calkiem podobne problemy.. tyle ze synek wczesniak, dostalam go po 6 dobach do karmienia a od 2 doby dopiero sciagalam mu mleko… nikt mi nie powiedzial ze od razu powinnam zaczac odciagac pokarm… karmilam go 4 mies potem do 9 karmienie mieszane….

    • Lila
      9 lipca 2017 at 11:34

      U nas identyczna sytuacja – cc, brak kontaktu skora do skóry, mala w nocy dostała smoczek od poloznych bo non stop chciala ssac, proba przystawienia po porodzie nieudana bo płaskie brodawki i ja pod wpływem takiej ilości leków ze nie mogłam skupić wzroku i jeszcze 2 dni chodziłam niekontaktowa. W szpitalu przystawiali mi mala na sile ale nikt nie sprawdził jak ja to robię. Ilekroć bylam sama z mala to przystawianie nie wychodziło . Sama poprosiłam o mieszankę – panicznie bałam się ze mala za dużo spadnie z masy i zostaniemy w szpitalu dluzej (przerazaly mnie samotne noce – w domu miałam pomoc). Po powrocie do domu mala zle przybierala, za plytko lapala brodawke, nie budzila sie na jedzenie. CDL i polozna ppcwiczyly przykladanie ale kazaly tez dokarmić własnym mlekiem z butelki. Mala sie rozbujala i na razie karmimy sie dalej, choc nie jest latwo.

  • Irena
    4 października 2015 at 19:54

    Mój mały zaraz po porodzie wylądował w inkubatorze, po pierwszym przystawieniu stwierdzili, że nie mam pokarmu i podali butelkę (opieprzyli mnie też ze mam płaskie brodawki i kazali kupić nakładki i mleko w aptece). Przez pierwsze dwa dni karmiłam mieszanką i jednocześnie przystawialam do piersi, w 3 dobie dostałam nawału i karmiłam już tylko piersia ale nadal przez nakładki. Do dzisiaj karmię przez nakładki (2 miesiąc), nie potrafię inaczej, mam strasznie pocharatane brodawki i sutki, boli jak karmię, ale karmię. Nie potrafię przystawic syna inaczej, a w szpitalu niespecjalnie mi pomogli, ale opieprzyli za nakładki.

    • Nashi
      4 października 2015 at 20:15

      Karmiłam przez nakładki niecałe dwa miesiące, syn tak się nauczył i nie chciał łapać samego sutka. Ale z tego da się wyjść, naprawdę! Przy takich problemach dobrze by było poszukać pomocy doradcy laktacyjnego.

    • Michalina
      4 października 2015 at 20:15

      dla mnie nakładki to był jeden wielki koszmar! Karmiłam z nimi przez 2 miesiące. i bolało strasznie i przez nie ciągle pękały mi brodawki. Odkąd Mania łapie sama nie pękły ani razu. Na początku bez nakładek karmienie tez było bolesne, ale sutki już się przyzwyczaiły. Jeśli masz możliwość to skorzystaj z czyjejś pomocy przy przystawieniu, kogoś kto się na tym zna. Ja na początku (jak już dotarło do mnie że chyba źle przystawiam dziecko) próbowałam trochę wyżej, trochę niżej, raz tak potrzymam, później potrzymałam trochę inaczej. zawsze starałam sie karmić w spokoju, czytałam opisy jak przystawiac dziecko. Doskonale cię rozumiem, i twój ból też rozumiem. trudno to opisać. Ale przyznam się że czasem przed karmieniem to aż ze stresu musiałam skorzystać z toalety, a jak mała dostawałam czkawki (czyli dodatkowe karmienie) to się w sekundę pociłam. ale najważniejsze to się nie poddać. bo warto walczyć. Teraz dla mnie karmienie to czysta przyjemność.

    • Bieniewicka
      5 października 2015 at 20:37

      Jeśli boli do tej pory to najprawdopodobniej mały źle chwyta – prawidłowo ssące dziecko nie „charata” brodawek, chwyta głeboko, nie ciągnie jak smoczek. Czy masz możliwości spotkania się z doradczynią laktacyjną? Ja też na początku karmiłam przez nakładki, ale po 2 tyg zaczeliśmy próby bez. Po kolejnych 2-3 tygodni regularnych prób udało się. Od tamtej pory minęło prawie półtora roku.

      Ból przy karmieniu piersią = problem. Trzeba znaleźć przyczynę.

  • Nashi
    4 października 2015 at 20:13

    Tak bardzo brakowało mi pomocy w przystawianiu syna po porodzie w szpitalu. Nie każda położna chętnie przychodziła pomóc w przystawieniu, laktacyjna wpadała z doskoku na chwilę i w sumie to późno (druga-trzecia doba). Ja po nieplanowanej cesarce, dziecko płacze, nie potrafi złapać sutka… Do końca życia nie zapomnę. Syn stracił ponad 10% wagi, dostawał butlę z zalecenia lekarza. Byłam o włos od dokarmiania już chyba na stałe, ale jedna położna powiedziała mi kilka ostrzejszych słów, kiedy przyszłam po butlę. (Swoją drogą – nie przyszła pomóc w przystawieniu.) I się zawzięłam. Udało się, traktuje to jako mój dotychczasowy największy sukces macierzyński, a karmię 8 miesięcy. SAMA musiałam do tego dojść, w szpitalu nie było dla mnie odpowiedniego wsparcia.
    Wiem, jak to jest. Pamiętam, jak łatwo podać mieszankę, ale pamiętam też, jak boli wtedy matczyne serce przekonane o słuszności KP. Dlaczego moje dziecko tak chudło w szpitalu skoro po powrocie do domu karmione wyłączenie piersią przybierało ponad 300g tygodniowo? Dlaczego w nocy położne oglądały telewizję w dyżurce, a nie pomagały nam, młodym matkom, przystawiać noworodki? Pytania mnożą się na potęgę. Z całą sytuacją „chorej” służby zdrowia nie potrafię się pogodzić do teraz.

  • Trisz
    4 października 2015 at 20:15

    Moja historia trochę się nie pokrywa z badaniami, ale tylko dzięki mojej determinacji 🙂
    Od początku wiedziałam, że chcę karmić piersią, będąc jeszcze w ciąży. Przeczytałam całą pozycję „Dlaczego warto karmić piersią” i wiedzę laktacyjną miałam w małym paluszku. Życie jednak napisało inny scenariusz… Urodziłam przez cc (z decyzji lekarza po nieudanych próbach prowokacji). Poród w szpitalu przyjaznym dziecku, więc w teorii wspierającym kp. Po cc mała poszła skóra do skóry do taty, a po kilkunastu minutach, kiedy mnie pozszywali na moją pierś i została przystawiona. Od tego momentu miałam ją wciąż przy sobie. Jak się później okazało mała po cc miała szczękościsk i po pierwszym przystawieniu miałam podłużnego krwiaka na całej otoczce, który przez kolejne dni ewoluował w ranę, strupy, a do dziś jest blizną… Mimo tego zaciskałam zęby i próbowałam ją przystawiać… Każda zmiana położnych miała inne metody i teorie i prawie każda niemiłosiernie gniotła moje piersi, że aż płakałam z bólu… czasem poszła kropelka, czasem dwie, a najczęściej nic… mała spadła z wagi ok. 8% i była dokarmiana mm strzykawką po palcu. Całej sytuacji nie pomagał fakt, że miałam kompletnie płaskie brodawki. Do tego presja położnych i poporodowy baby blues i moje kp wisiało na włosku. Chciałam jedynie wyjść do domu i ogarnąć temat sama w komfortowych warunkach. Szpital przyjazny dziecku jak dla mnie nie był w ogóle komfortowym miejscem. Dokarmianie małej wiązało się z poczuciem winy, a personel krzywo patrzył… Nie chciałam się znów prosić, a nikt nie umiał mi pomóc efektywnie z kp, do tego moja laktacja po cc chyba wystartowała z opóźnieniem. W 5 dobie jedna z milszych położnych wycisnęła ze mnie zaledwie 20ml w ciągu 45min… każda ilość, jaką udało mi się ściągnąć ręcznie do kieliszka była małej podawana oczywiście. Jednak sama zaczęłam podawać mm butelką, aby mała jak najszybciej przybrała i wypuścili nas do domu. Wyszłyśmy po 5 dniach i od razu umówiłam się z moją doradczynią laktacyjną ze szkoły rodzenia. Zanim zdążyła do nas przyjechać, jak tylko wróciłam do domu i położyłam się z małą w łóżku mleko samo zaczęło cieknąć! Nawet nie dotykałam piersi, patrzyłam tylko na mojego ślicznego, ciepłego dzidziusia… Wtedy zrozumiałam, jak wielki udział w kp ma psychika mamy. Ciągła presja, poczucie że jestem kiepską matką i brak fachowej pomocy w szpitalu, który z założenia wspiera kp psychiczni mnie tak zmiażdżyły, że moja laktacja się zblokowała. W dniu wyjścia z trudem położna ściągnęła ze mnie ręcznie 20ml, a po powrocie do domu ja w ciągu 20min ściągnęłam laktatorem 60ml! Mała zaczęła dostawać mój pokarm początkowo butelką, bo piersi nadal nie umiała złapać (szczękościsk plus płaskie brodawki i przyzwyczajenie do butelki…). Następnego dnia przyjechała do nas doradczyni, zbadała małą, wędzidełko, moje piersi i ustaliła plan działania. Po 3 dniach przeszłyśmy w 100% na pierś, wprawdzie z kapturkiem, który miał trochę wystymulować i wyciągnąć moją brodawkę, ale dla mnie to już było 150% sukcesu! Obiecałam sobie, że się nie poddam i mała będzie ssać tak często jak będzie chciała… a że trafił mi się bardzo wymagający ssak, to czasem całe dnie leżałyśmy w łóżku i tylko zmieniałyśmy strony 😉 do 2 tygodni w wyniku wcześniejszych ran i zastoju, którego się nabawiłam dostałam zapalenia piersi… 39,5st gorączki i brak sił na cokolwiek… Znów porada lakatcyjna, niestety nie obyło się bez antybiotyku. Po serii Duomoxu, który pomógł znakomicie, dostałam potwornie swędzącego uczulenia na całym ciele (nigdy wcześniej nie byłam uczulona na amoksycylinę…). Dostałam zastrzyk ze sterydu, ze wskazaniem, aby przez 8h nie karmić i wylewać ściągnięte mleko. Tu znów telefon do doradczyni i okazało się, że ten lek jest w L2 i mogę spokojnie karmić (ufff co za ulga!). Dodam, że karmienie przy zapaleniu, to przez kilka dni był taki ból, że przy przystawianiu ryczałam jak bóbr, bo tak bolało… Potem jeszcze spotkało nas zatkane ujście kanalika i znów szybka porada telefoniczna – udało się opanować. Nie wiem, co spotka mnie jeszcze na tej mlecznej drodze, ale wiem jedno: kiedy przytulam moją 4miesięczną królewnę, wyjmuję pierś, a ona się już śmieje – to wiem, że było to warte wszystkich cierpień, które znosiłam! Wiem też, że gdyby nie pomoc naszej doradczyni mogłybyśmy nie być w tym miejscu, w którym teraz jesteśmy, a podanie mm w szpitalu w naszym przypadku nie wpłynęło na przygodę z kp, choć do dziś mam wyrzuty sumienia, że nie potrafiłam małej karmić od początku (nawet w planie porodu miałam info o nie dokarmianiu bez bezwzględnych wskazań…). Ale wtedy była to dla mnie jedyna droga do szybkiego wyjścia do domu i wyjścia z dołka psychicznego, który skutecznie zablokował moją laktację, jak się okazuje 🙁
    Moim zdaniem koniecznością jest wykwalifikowany personel na oddziałach położniczych i dyżurujący doradca laktacyjny, a nie starej daty położne, które gniotą obolałe piersi i próbują przystawiać drącego się wniebogłosy noworodka (mała miała najpierw wstręt do piersi przez takie działania, doradca stwierdziła, że ona się wręcz od piersi odpycha :/). Smutnym faktem jest to, że tenże „Szpital przyjazny dziecku” posiada na parterze „Poradnię laktacyjną”, a nie świadczy dyżurów doradcy bezpośrednio na oddziale… Tylko fachowa pomoc plus aktualna wiedza przyszłych mam na temat laktacji może cokolwiek zmienić…

    • Pamela Kucinska
      13 października 2015 at 22:59

      To historia o niesamowitej sile matki. Dziękuję za nią! Jesteś wspaniała!

  • cosmomama
    4 października 2015 at 20:48

    Franek był dokarmiany w szpitalu. Na szczęście byliśmy tylko dwa dni, a w domu mimo tego, że mówiono mi, że mam za mało pokarmu, płacze, bo się nie najada, uparłam się i nie podawałam już mieszanki. I tak szczęśliwie karmimy się już 10 miesięcy 🙂

  • anjanka
    4 października 2015 at 21:11

    ech, gdyby każdy doradca laktacyjny wiedział i umiał stosowac i pzrekazać wszystko to, co napisałas w swoich artykułach, to podejrzewam, że nawet jednorazowe podanie butli przez jakąs nawiedzoną pielęgniarke by nie zaszkodziło laktacji i kp.
    Po urodzeniu syna lezałam na sali z dziewczyną, ktora urodziłą swoje pierwsze dziecko. Miała cc i ogrmne prblemy z laktacja, a bardzo jej zalzało na kp, mysle, że aż za bardzo i pewnie z tego stresu organizm płatał jej figle. dostawała sprzeczne info. Każda połozna, lekarka, laktacyjka, ktokolwiek, kto przyszedł mówili cos innego, laska była skołowana i to dosłownie. A już zupełnie rozwalił mnie tekst, że jesli dziecko mlaszcze, albo ssie don, to jest godne, nie najadło się z piersi i trzeba dac butlę. obłęd!

  • Wiola
    4 października 2015 at 21:49

    Mój przypadek, choć pewnie nie odosobniony to sprawia że gdy o tym wszystkim myślę to chce się płakać i w sumie tak się dzieje.
    Po próbach naturalnego porodu niestety zdecydowano o cc. Córki nie dostałam po operacji do kontaktu skóra do skóry, przystawiono mi ją tylko na minutę do policzka i zabrano. Do tego wszystkiego z braku miejsc ba położnictwie wylądowałam na ginekologii gdzie dzieci nie przywożą matkom. Więc swoje dziecko zobaczyłam dopiero po ponad 10 godzinach. Mała leżała na sali adaptacyjnej kolejną dobę dopóki nie zwolniło się miejsce dla mnie na położnictwie i od samego początku karmiono ją mlekiem modyfikowanym. Dopiero później przyszły próby naturalnego karmienia, niestety bardzo bolesne mimo pojawienia się pokarmu. Mimo kilkukrotnych prób nauki przystawiania miałam zmasakrowane i krwawiące brodawki, więc po konsultacji z położną odstawiłam małą na 2-3 dni aby je wygoić. Po tym czasie zauważyłam znaczny spadek efektywności ssania Małej i mimo prób nie ulegało to zmianie, a rany na moich brodawkach się odnowiły, czego efektem był i w jakimś stopniu nadal jest poniekąd stan depresyjny, bo uczucie niespełnienia się w roli matki karmiącej jest dość spore. Ból jaki mi towarzyszył przy próbach karmienia sprawiał że karmienie stało się dla mnie fizycznie a co za tym idzie i psychicznie niemożliwy więc niestety moja córka znów została odsunięta od piersi. I choć staram się te minimalne ilości mleka które jeszcze mam ściągać laktatorem i podawać dziecku, to świadomość że powinno to wyglądać zupełnie inaczej jest bardzo dołująca.

    • Sabina
      5 października 2015 at 16:07

      Nie miej do siebie pretensji, to nie Twoja wina. Robisz dla swojej córeczki co możesz. Jeśli chcesz jeszcze zawalczyć o kp, skontaktuj się z doradcą laktacyjnym, zamów wizytę w domu. Ja odciągałam pokarm laktatorem 6 miesięcy (córka po 10 dniowym pobycie w szpitalu dostała wstrętu do piersi i chciała tylko butelkę), choć wielu lekarzy mówiło, że jeśli nie będę karmić naturalnie to pokarm się skończy. Miałam wiele kryzysów ale zawsze udawało mi się ponownie odbudować ilość pokarmu. Po jakimś czasie córka zaczęła ssać pierś w nocy, a po 6 miesiącach przestawiła się z butelki na pierś! I karmiłam ją jeszcze do roku. Te pierwsze 6 miesięcy czułam się uwiązana do laktatora (odciąganie co 3-4 godziny), a zależało mi na kp. Ale pamiętaj, że najważniejsza dla Twojej córeczki jest szczęśliwa mama, więc nie dręcz się jeśli dokarmiasz mm i jesli zdecydujesz zakończyć próby kp. Robisz to, co dla Was najlepsze 🙂

  • kostka
    4 października 2015 at 22:04

    Ja dokarmiałam w szpitalu, bo położne mówiły mi że mała się nie najada, moje sutki były na maxa poranione, dokarmiałam w domu, bo położna, która przychodziła mówiła, że mała się nie najada, a ja mam za mało pokarmu, dokarmiam cały czas, zgodnie z zaleceniem mojej doradcy laktacyjnej, ponieważ mała bez mieszanki miała niewielkie przyrosty. Obecnie moja córa ma 11 tygodni, a ja chciałabym karmić wyłącznie piersią. Czy to jeszcze możliwe??
    Dodam, że nie miałam nawału pokarmu, w szpitalu były długie przerwy między karmieniami + mm. Żeby pobudzić laktację próbowałam przystawiać małą cały czas + ściągałam laktatorem, ale wydaje mi się że to nie pomogło jakoś bardzo. Czy mogę coś zrobić żeby teraz po 11 tyg przejść na wyłączne kp?

    • Hafija
      4 października 2015 at 23:44

      Jakie miasto i gdzie byłaś na poradzie laktacyjnej?

    • kostka
      8 października 2015 at 08:35

      Łódź. Poradnia laktacyjna Mamma Mia.

    • Mama H.
      5 października 2015 at 09:57

      Ja dokarmiałam córkę 2 miesiące ze wszystkich powodów, o których wyżej wspomniano. Wszystkie dobre rady tylko pogłębiały problem. Pewnego dnia powiedziałam DOŚĆ! Przestawała małą co godzinę przez 2 dni. Mm dałam sąsiadce dla kotów. Odtąd poczułam, że jestem taką mamą jak chcę i daję radę. Mi się udało, choć nie było łatwo. TOBIE TEŻ SIĘ UDA! Posłuchaj siebie i dziecka.

    • kostka
      8 października 2015 at 08:42

      Mam nadzieję i liczę na to 🙂
      Ja kiedy zamknęłam się z córką na kilka dni i tylko karmiłam nie pobudziłam laktacji wystarczająco :/ Mała przybrała wtedy tylko 140g/tydz i doradca poleciła mi kontynuować dokarmianie.
      Teraz zmieniłam doradcę, bo poprzednia się poddała mówiąc, że laktacja się ustabilizowała i nic więcej nie możemy zrobić, a wiele kobiet z powodzeniem karmi mieszanie przez wiele miesięcy.

  • Karola
    4 października 2015 at 22:10

    Ja mojej córki nie dokarmialam w szpitalu, tylko dlatego, że byłam zbyt przerażona żeby prosić o jakąkolwiek pomoc. Koleżanki z łóżek obok biegały do banku mleka dwa razy dziennie. A ja siedziałam i ryczałam z małą bo byłam kosmicznie zmęczona, nieprzygotowana i bez wsparcia kogokolwiek. Przygód z karmieniem i potem było wiele. Nie obeszło się bez dokarmiania (w trzecim tyg. Dziecku zeszła zoltaczka, zaczęła się rozpacz i okazało się ze nic nie przytyla od wujścia ze szpitala). Ale dzięki pomocy doradczyni laktacyjnej udało mi się wrócić do karmienia wyłącznie piersią. Córka ssała dobrze, wędzidełko nie było za krótkie, ale nie nakrecala laktacji. Pomógł laktator. Dziś ma 9.5 miesiąca i nie wyobrażam sobie jakby to było bez cyca teraz.

  • Emilka
    4 października 2015 at 23:16

    BARDZO CI DZIĘKUJĘ za ten materiał. Trzeba o tym problemie mówić bardzo głośno, bo niestety ma olbrzymią skalę w naszych szpitalach (również prywatnych). Ja o karmienie piersią musiałam walczyć. Nie, nie ze sobą, nie z dzieckiem… z personelem oddziału położniczego. Bez wskazania medycznego wciskano mi do ręki butelkę ze sztuczną mieszanką – od pierwszej doby. Przeżyłam szok. Musiałam napisać oświadczenie, że nie wyrażam zgody na dokarmianie dziecka i nie odstępowałam maluszka na krok (mamy chętnie oddawał dzieci na noc położonym – nie muszę dodawać, że chyba wszystkie dostawały wtedy butelki). Temat rzeka. Dziękuję, że podjęłaś go tak rzeczowo.

  • ita88
    4 października 2015 at 23:17

    Moja Zosia była dokarmiana w szpitalu raz za moją zgodą w trzeciej dobie, płakała cały czas w nocy a ja już nie wiedziałam co robić. Przystawiałam ją do piersi ale po jednym czy dwóch pociągnięciach zasypiała, by za 10 minut znowu krzyczeć. Później okazało się że to żółtaczka. Zjechała na wadze ponad 10%. U mnie nawał, przez pierwszą noc pobytu w inkubatorze była mi podawana do karmienia. W kolejnych dniach położne stwierdziły że nie będą specjalnie budzić dziecka. Usłyszałam też że powinnam podawać jej mm, bo żółtaczka i taku spadek wagi zagrażają życiu. Uparłam się na pierś a te teksty były bzdurą, żebym nie przeszkadzała połóżnym przynosząc swoje mleko. Widziałam ją ok 3 godzin dziennie resztę czasu była w inkubatorze z dala od mojej sali, bo remont szpitala. Mąż mnie odwiedzał i albo próbowaliśmy małą przystawiać na śpiocha albo pocieszał mnie jak ściągałam mleko. Ani przez chwilę nikt nie pomógł mi dziecka przystawić. Kiedy zapytałam pediatry bardzo uznanego zresztą co robić jak karmić w takich warunkach tak śpiące dziecko to powiedział walczyć o pierś, ale nie wiadomo jak. W szpitalu byłyśmy 8 dni. Po powrocie odwiedziła nas położna środowiskowa. Minimalnie poprawiła pozycje. Dwa dni po powrocie mała przybrała prawie 200g. Mimo wielu trudnych momentów jak np z zębami dzięki wiedzy i wsparciu męża karmimy się już 12 miesiąc i końca nie widać. Zosia okazała się drobną dziewczynką budową po mamie na 15 centylu, zdrowa jak rybka 🙂

  • Anita
    5 października 2015 at 01:43

    Moje dziecko było dokarmiane butelka przez 2 dni,miałam bardzo ciężki poród, leżałam i praktycznie się nie ruszałam(dziewczyny po cesarkach były w lepszym stanie niż ja).nie byłabym w stanie wstać do dziecka i go karmić.po porodzie sama musiałam się prosić o dostawiwnie dziecka do piersi.po powrocie do domu dziecko nagle zaczęło spadać z wagi,ja nie umiałam prawidłowo dostawiac. Mimo to nie dawałam Mm,pomogła mi specjalista od laktacji. Teraz dziecko ma 3 miesiące i jest na samej piesi.chcę dotrwac do 6 miesięcy. Męczą mnie noce bo dziecko je ok.5 razy w ciągu nocy

    • Trisz
      5 października 2015 at 09:23

      5 razy w ciągu nocy to nie tragedia 😉 moja mała ma 4mce i ja już przeszłam karmienia 6-7 razy w ciągu nocy jak i jedna pobudka o 5. To się zmienia jak w kalejdoskopie… mój sposób – mała śpi z nami. Ja już nie liczę tych pobudek, bo czasem ich nie koduję. Zdarza mi się zasnąć zanim skończy jeść 😉 efekt rano: ja wyspana i ona najedzona 🙂

    • Agnieszka
      5 października 2015 at 09:48

      Ja też miałam wiele chwil słabości podczas karmienia ale się nie dałam i karmię już 7 miesięcy. Myślę, że było warto. Powoli przymierzam się do odstawienia i mam nadzieje, że nastąpi w przeciągu kolejnych 2 miesięcy. co do budzenia się nocnego – moja mała od upałów wakacyjnych przestawiła się i też często się budzi. Ja po prostu w pewnym momencie zaczełam spać z nią, bo kiedyś musiałam się wyspać. Nadal budzi się dość często ale staram jej się to ograniczać, bo tak na prawdę nie zawsze chodzi jej o jedzenie. Wiec metodą prób i błędów ona uczy się spać sama w łóżeczku w nocy, a ja się uczę rozumieć kiedy chce jeść a kiedy tylko pić, czy się przytulić. Może u Ciebie to sie ustabilizuje po 3 miesiącach i będzie przesypiało więcej. Poza tym ja w 3 miesiącu też miałam kryzys ale jakoś udało się go przetrwać. Powodzenia!

  • Oktawia
    5 października 2015 at 07:18

    Wszędzie ten sam schemat, moja mała też jak się urodziła niby piła z piersi no ale… Momentami tak krzyczała że pielęgniarka przyszła i dała właśnie butelke z mlekiem żeby dokarmiac. Ja nieświadoma, młoda mama oczywiście dałam. Problem w tym był że mała nie mogła ssac bo piersi mi tak urosły od nawału pokarmu. No i po próbach, bólu – on głównie zdecydował o wyborze mm. Teraz przy 2 ciąży mam postanowienie że zmienię położną – bo nic a nic mi nie pomogła no i mam nadzieję że się uda..

  • Nat
    5 października 2015 at 07:24

    Rodziłam przez cesarskie cięcie, nie planowałam tego, tak potoczył się poród. Poród był dla mnie trudny (tak, tak, cc też może być trudne), straciłam sporo krwi, miałam hemoglobinę 8. W ciąży wiedziałam, że będę karmić piersią, po prostu to było dla mnie tak oczywiste, że nawet nie przyszło mi do głowy kupować butelkę dla dziecka. Mały urodził się bardzo duży, śmiałam się, że urodziłam trzymiesięczne dziecko i tak to wyglądało (nie wynikało to z żadnych zaburzeń, sprawa genów po tatusiu). I co za tym idzie – dużo jadł. Bardzo dużo. Spaliśmy w jednym łóżku już w szpitalu, musiałam i chciałam mieć go non-stop przy sobie. Szybko podano mi go po porodzie, na sali pooperacyjnej (i nie tak szybko jakbym chciała; jednak byłam tak słaba że nie wiedziałam wtedy co się dzieje wokół mnie) i przystawiono do piersi. I w tej prawej piersi był pokarm. W drugiej nic. Mały okropnie krzyczał przy lewej, chciał tylko prawą. Ciągle. Niestety, nie dostałam pomocy w szpitalu, więc musieliśmy sobie radzić sami. Wykombinowałam tak, że karmiłam go trochę z prawej i jak sobie podjadł, przystawiałam go do lewej. Jego rekord przy lewej piersi to ponad trzy godziny non-stop. Efekt? Pojawił się pokarm. Dla mnie był to cud, zbawienie i niesamowita ulga. I tylko dla mnie, bo personel nie był tym zainteresowany. Mały był dokarmiany dwa razy i tylko w nocy, bo… jego płacz przeszkadzał położnym spać (!!) Raz za moją zgodą, bo rzeczywiście strasznie płakał (jak się okazało już wtedy miał kolki, ale żadna na to nie wpadła, dopiero ostatniego dnia pobytu) a raz bez mojej wiedzy, w ukryciu, w kuchence. Myślałam, że rozszarpię na miejscu. Kiedy prosiłam o pomoc w przystawianiu dziecka, spotykałam się ze zniecierpliwieniem, musiałam długo czekać, a oddział był malutki, w prywatnym szpitalu.Kazali mi ważyć małego przed jedzeniem i po jedzeniu, przychodziły wszystkie położne po kolei, prosiły, mówiły jak jest im szkoda tego maleństwa, że taki duży to trzeba dokarmić, że mu nie wystarcza mój pokarm, że głodne, że serce rozdziera. Nie zgadzałam się, wiedziałam, że nie płacze z głodu. Nie wiem skąd, po prostu to wiedziałam i jak się okazało, miałam rację. Spadek wagi miał zupełnie w normie a przyczyną były kolki i nietolerancje pokarmowe mojego synka. Karmimy się już 10 miesiąc i będziemy nadal się karmić. Mimo cc, dużej anemii, dokarmiania, nakładek i smoczka. Rozumiem, że według niektórych są to przeszkody, utrudnienia, ale na początku karmienia nie miałam o tym pojęcia (oprócz dokarmiania) i na własnym przykładzie wiem, że da się pomimo nich karmić maluszka (no, nie takiego maluszka, 4620g, 64cm przy urodzeniu ;)) Pozdrawiam!

  • S.
    5 października 2015 at 08:27

    To, jak niska jest świadomość dotycząca kp zarówno wśród przyszłych Mam, jak i wśród personelu medycznego, jest zatrważające. Spotkałam się z większością z przytoczonych przez Ciebie argumentów „za” podaniem butelki – dziecko płacze, więc podaj, dziecko mało przybiera na wadze w pierwszym tygodniu, więc podaj, dziecko chce być stale przy piersi, pewnie jest głodne, więc podaj, i tak mogłabym długo. Ale zaparłam się. Dokarmiałam 3 tygodnie, ale swoim mlekiem, ściąganym laktatorem. Przystawiałam córkę tak często, jak tego potrzebowała. Laktacja się „rozbujała”. I karmię 5-ty miesiąc, i nie przewiduję kończyć w najbliższym czasie 🙂 Pozdrawiam!

  • Matka Pauka
    5 października 2015 at 08:51

    JA dokarmiałm przez pierwszy miesiąc, bo mała ciągle płakała, a ja nie miałam zadnej pomocy, żeby móc leżeć z nią przy piersi cały dzień. Zaczelo się oczywiście od podania mieszanki w szpitalu, byłam po cc, zrobili to bez mojej wiedzy. Potem sama poprosiłam o podanie mm, bo wydawało mi się, że nie mam pokarmu. Została mi wręczona butelka z mlekiem w temperaurze pokojowej (niepodgrzanym), ja w tym całym okołoporodowym i okołoszpitalnym szoku myślałam, że to tak ma wyglądać, ale przecież mleko powinno zostać podgrzane. Wkurza mnie to lenistwo położnych, takie olanie sprawy. Wiem, że następnym razem nie dam sobie w kaszę dmuchać.

    Cała historia z moją mleczną drogą zakończyła sie tak, że po miesiacu od urodzenia przyjechała do mnie mama, która mnie wyręczyła we wsztystkich domowych obowiązkach, a ja mogłam leżeć i karmić. Dzięki temu od mm odeszłam na dłuuuugie miesiące, a kp zakończyło się po 13 miesiącach. I szczerze mówiąc dzisiaj, kiedy już rok nie karmię, a na Twojego bloga trafiłam po Twoim sukcesie z Blogiem Roku, żałuję, że nie „znałam Cię” wcześniej. Zmieniłaś moje nastawienie do długiego karmienia, żałuję, że nie karmiłam Miłki choć pół roku dłużej, być może nie miałybyśmy takiej historii chorobowej, jaką mamy.

  • Ola
    5 października 2015 at 09:05

    Urodziłam donoszone, zdrowe bliźnięta przez CC w szpitalu im.Orłowskiego w Warszawie. Bardzo chciałam karmić piersią. Dzieciom podano mieszankę zaraz po porodzie, bez mojej wiedzy i zgody. Mimo wielokrotnych próśb o pomoc w przystawieniu maluchów, z czym nie umiałam sobie poradzić, położne zbywały mnie („co się pani będzie męczyć z bliźniakami”), nie miały czasu, proponowały tylko karmienie sztuczne. Oddziałowa, certyfikowana konsultantka laktacyjna jedyną radę, jaką mi dała jeszcze przed porodem, to była ta, że przy bliźniakach i cc dokarmianie jest niezbędne. Ze szpitala moje dzieci wyszły tylko na butelce, na szczęście w domu, z pomocą profesjonalnej pomocy udało mi się zupełnie odstawić mieszankę i karmiłam dzieci piersią półtora roku. Tylko i wyłącznie dzięki własnemu uporowi. Gdybym pozostała przy poradach personelu szpitalnego, moje dzieci nawet by nie spróbowały mojego mleka.

    • Ilona
      19 grudnia 2015 at 05:32

      Mam takie pytanie,skąd wiesz,ze maluchom podano mm? Piszesz,ze zrobiono to bez Twojej wiedzy i zgody. Jak się o tym dowiedzialas?

  • Neyla
    5 października 2015 at 09:16

    Małą przystawiono mi do piersi 4 h po cc i od tamtej pory karmię. Raz podano jej mieszankę w szpitalu – bo myślałam, że jest głodna, ale zjadła tylko 5ml…ta wiadomość dodała mi skrzydeł i od tamtej pory nie martwię się, że nie mam mleczka. Położna środowiskowa kilka razy się mnie dopytywała, czy dziecko jest karmione tylko kp, bo bardzo ładnie przybiera.

  • Evee
    5 października 2015 at 09:21

    My z zoltaczka pokarmu kobiecego wbrem podrecznikom meczymy sie juz ponad rok… bilirubina spaaada i rosnie, i tak w kolko 🙁

    • Hafija
      6 października 2015 at 06:22

      To trzeba do lekarza

  • Agnieszka
    5 października 2015 at 09:43

    Zdecydowanie brak jest pracy u podstaw. Matki czasami nie podejmują w ogóle walki o to aby maluch ssał pierś. Jeśli ma problem z ssaniem to szybko wymiękają i przechodzą na butelkę. ostatnimi czasy śledziłam liczne fora i spotkałam sie chyba tylko z jednym wpisem matki, która walczyła miesiąc aby jej córka jadła pierś. Obie musiały się nauczyć tej trudnej sztuki. Tylko dzięki uporowi matki dziewczyna była karmiona piersią.

    Co do dokarmiania w szpitalu – zero edukacji. Społeczeństwo – niby wszyscy mówią, że dzieci na piersi są inne i im sie podobają ale jak dochcodzi do tematu jedzenia to często słyszy się, a daj już mu butelkę- duży jest, ile będziesz go karmić, musi nauczyć się jeść z butelki. Średnia motywacja dla młodej mamy, szczególnie z pierwszym dzieckiem.

    Wracając do szpitali – w moim przypadku było tak, że zaraz po porodzie ze względów medycznych nie mogłam nakarmić dziecka i podano mu mieszankę. Jednak gdy tylko położono mnie na sali przyniesiono dziecko i podjęto próbę dostawienia – na całe szczęście pomyślną. Co oczywiście nie znaczy, że karmienie poszło nam jak z płatka, gdyż jeszcze długo w domu doskonaliłyśmy nasze umiejętności. Koniec końców już 7 miesięcy za nami, a mała nie była dokarmiana. Ze wsparciem w szpitalu było różnie. Były położone, które coś usiłowały pokazać. Miałam jedna sytuację, gdy mała płakała i już sama nie wiedziałam co jej jest. Położona wtedy zapytała czy chce, żeby zobaczyć czy jest głodna poprzez podanie jej mm. Zgodziłam się ale okazało się, że nie o to małej chodzi. W miejscu, w którym rodziłam doradcy laktacyjnego nie było, a bardzo szkoda. Jedynie w szkole rodzenia dostałam dawkę informacji na temat tego dlaczego warto karmić i o co w tym chodzi. Jednak wiedza na sucho to nie to samo co pomoc w praktyce.

    Zdecydowanie w tej materii jest wiele do nadrobienia. Młodym mamą wytrwałości i wiele samozaparcia, bo to nie jest łatwy temat ale na pewno warto podjąć walkę.

  • Młoda mama
    5 października 2015 at 10:16

    Niestety w szpitalach rzadko oddział położniczy posiada pielegniarkę laktacyjną która by porozmawiała ze świezo upieczoną mamą i pomogła w przystawianiu dziecka, jak i powiedziała o licznych zaletach karmienia piersia. W marcu urodziłam moje pierwsze dziecko, wczesniaka przez CC. Od razu małą wzieli na patologie noworodka a mnie na oddziale położniczym nikt nie poinformował kiedy powinnam odciagnąć pokarm i w ogole ze cos z tymi piersiami powinnam zrobic skoro dziecka nie mam przy sobie. Na oddziale patologi noworodka nikt mi nie powiedział żebym przyniosła swoje mleko. Trudno sama dzien po cesarce jak zauważyłam twarde jak kamien piersi chodziłam pytac położnych co ile odciagac. Co 3 h po przez 15 mi, w nocy też. Tak też wiec zaczęłam robic. PO paru dniach pierwszy raz przyniosłam dziecku mleko. Pielegniarki zamiast włozyc je do lodowki włożyły do ciepłego inkubatora (ok. 35 stopni) i powiedziały ze beda z niego korzystac przy nastepnych karmieniach. Na drugi dzien przyszłam po pojemnik w którym dzien wczesniej było moje mleko i jak poczułam ten przerazajacy zapach to stwierdziłam że mojego mleka nie bede przynosic bo dostawałaby dziennie skwasniałe mleko. Tak wiec mała piła z butelki sztuczne mleko cały miesiac w szpitalu. Gdy wzielismy ją domu przystawiłam ja pierwszy raz do piersi i zaczeła ją ssac ale nie wiedziałam ile wypija wiec przez 3 tygodnie odciagałam mleko i dawałam z butelki plus 2 razy dziennie przystawianie do piersi. Jak osiagneła 3 kg postanowiłam przy każdym karmieniu dawac jej piers i po dzis dzien pije tylko z piersi ale niestety z butelki już nie umie wiec nie moge jej z nikim zostawic gdy chce gdzies wyjsc. Aha zapomniałam dodac że po tygodniu od wypisu mielismy wizyte w szpitalu kontrolną. Lekarz powiedział że za mało przybiera, żeby wprowadzic sztuczne mleko. Całe szczęście go nie posłuchalismy 🙂

  • justyna
    5 października 2015 at 10:32

    My też mamy za sobą koszmar laktacyjny, za który obwiniam w głównej mierze „położne” które przychodziły do nas do domu. i opiekę neonatalną w przychodni.Poród sn, córka jadła, trochę spadła na wadze,pomoc laktacyjną w szpitalu wywalczyłam- 2 razy przyszła do nas doradczyni i podoradzała.
    Wyszłyśmy do domu w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Na szpital nie mogę narzekać.Koszmar zaczął się ok4 dnia po powrocie.Córka była raczej z tych długo śpiących więc przy nawale spowodowało to zapalenie piersi. 1 dnia gdy dostałam gorączki miłayśmy wizytę położnej środowiskowej, która olała totalnie moje skarżenie na bół, gorączkę..nawet nie spojrzała, nie dotknęła, nie poradziła jak dostawiać by ściagać..nic. Finałem, kila dni później, przezytych w gorącze po 40′ , trafiłam do szpitala (na szczeście z dzieckiem) gdzie podano mi leki hamujaće laktacje, antybiotyk..nadal karmiłam, ale sama zaczęłam domagać sie zważenia dziecka. Okazało sie ze bardzo straciła na wadze, no ale cały czas walczyłam z karmienie.Wyszłysmy do domu, po ok tyg poszłam do przychodni, gdzie stara lekarka nawrzeszczała na mnie że jakim cudem karmie piersia przy takim antybiotyku ( antybiotyk dozowolony w karmieniu) ze truje wlasne dziecko, ze trzenba zrobic badania itd..po badaniach stwierdzila ze dziecko jest niedozywione, chore i ma stan zapalny ( bzura, wszystko norma fizjologiczna noworodkowa)i ze dziecko nadaje sie do szpitala.ZNOW!.ale juz teraz moj rozsadek wzial gore.poszlismy na konsultacje do innego pediatry, ktory zalecił monitoring masy, nie wysłal nas do szpitala..ale zalecil dokaramanie zwykla butelka (do tej pory uzywalam medele calma)po kilku podaniach tej butli zaiwazylam ze corka gorzej lapie piers..wiec zaczelam szukac i tak trafilam na medele sns.i to nas uratowalo.w ten sposob karmilysmy sie , potem juz tylko cycus.i tak karmimy sie 17 mscy a w brzuchu rosnie nowy Obywatel lub Obywatelka..
    Rozpisalam sie..ale konkluzja jest taka, że u nas wszystko na poczatku było super..gdybym otrzymała zwykła pomoc na poczatku obyłoby się bez spzitala, bez dokarmiania, bez lekow ktore zatrzymaly laktacje, bez stresu…

  • Wcześniak i co dalej
    5 października 2015 at 11:28

    U mnie z karmieniem to była zupełnie inna historia, bo moje dziecko musiało na początku przyjmować pokarm dożylnie. Ale przyznam szczerze, że jestem zszokowana tym co tu przeczytałam. Naprawdę nie byłam świadoma, że te pierwsze doby są aż tak bardzo ważne w rozwoju laktacji. I jak sobie to zestawię z tym co wiem, że dzieje się w szpitalach (spędziłam ponad miesiąc w szpitalu, który bardzo stawia na kp) to normalnie można się załamać. Akurat w tym szpitalu uczyli jak karmić sondą. To rodzice podawali butelkę. Personel do tego nie zachęcał.
    Znam wiele mam, które po porodzie dokarmiały, żeby jak najszybciej wyjść do domu, bo w szpitalu czuły się niekomfortowo i stwierdziły, że już w domu będą karmić piersią będzie im swobodniej i lepiej. Tym bardziej jestem zszokowana wynikami Twojej ankiety. Dobrze, że są ludzie z misją i szerzą wiedzę.

  • Dominika
    5 października 2015 at 11:42

    6 dni temu urodziłam córeczkę przez cc że wskazań nagłych. Miałam znieczulenie podane do kręgosłupa więc pół godziny po zabiegu Młoda ssala już cycusie. Leżała 12 hej na płasko, ale przenosilam ją z jednej strony na drugą dostawałam na golaska do gołej piersi. Miałam co prawda ułatwione zadanie,bo moja pierwsza córka 2 lata 9 miesięcy nadal cycoli,ale i tak najwięcej daje leżenie z dzieckiem w kontakcie skóra do skóry!dlaczego się o tym tak mało mówi? Dziewczyna po cc która leżała ze mną na sali poporodowej żaliła się że musi dokarmiac sztucznie,bo mały leniwy a ona nie ma rozkreconej laktacji.poradziłam jej,aby nie trzymała się sztywno zegarka i nie karmila co 3 h,tylko wzięła młodego na klate i stale dostawiala. Powiedziała że boi się spać z dzieckiem . także czasem niestety nie damy sobie powiedzieć,ale mamy pretensje ze się nie udało. ..

  • megi
    5 października 2015 at 12:26

    Pierwszy porod cc, syn dokarmiany mm w szpitalu, w domu juz na piersi, karmilam wylacznie poersia 6 mcy,lacznie 2 lata.

    Drugi pprd cc,corka dokarmiana 4x, tez na moja prosbe, bo mialam zranione brodawki,mala plakala z glodu,dostala mm izasnela spokojnie… nie bylo todla mnie latwe.

    Obecnieod 3dobyzycia tylko na piersi,pojutrze skonczy 5 tyg. Mam nadzieje karmic tez 2 lata:-)

  • Marta
    5 października 2015 at 13:31

    Ja z moją córką zaraz po urodzeniu miałam problem z karmieniem piersią – ona bardzo chciała jeść, ja miałam bardzo dużo mleka – ale problemem okazały się moje brodawki, z którymi malutka nie mogła sobie poradzić, co złapała to wypadała i tak w kółko. Córka mocno spadła z wagi i też miałyśmy groźby personelu, że jak tak dalej pójdzie to będziemy musiały zostać dłużej w szpitalu. Pielęgniarka za moją zgodą podała córce mieszankę bo tak bardzo płakała, że nie miałam serca jej nie nakarmić choćby alternatywą. Pomogła nam położna środowiskowa na pierwszej wizycie patronażowej już w domu wręczając silikonowe nakładki, które na prawdę uratowały nasze karmienie. Córka od razu ochoczo chwyciła i zapała miłością do maminego mleka. I tak z pomocą nakładek karmiłyśmy się jakieś 4 miesiące, by potem przejść na czystą pierś bez żadnych problemów 🙂 Dlatego warto próbować wszystkich możliwych wspomagaczy, które pomogą nam na początku wspólnie przejść przez trudy karmienia, jeśli nie zaskoczy od razu – bo to wcale nie wyklucza późniejszego sukcesu 🙂

    • Hafija
      6 października 2015 at 06:24

      Warto podkreślić tez ze nie nalezy stosować „wspomagaczy samemu

  • Gosia
    5 października 2015 at 13:59

    Ja nie miałam problemów z przystawieniem synka do piersi, ale koleżanka z sąsiedniego szpitalnego łóżka, nie mogła sobie poradzić z kp. Położna potrafiła siedzieć przy niej w nocy przez 4 godziny – masować piersi, pokazywać jak powinna przystawiać córkę, wybudzać do karmienia itd.
    Jednocześnie ta sama położna powiedziała, że mój syn nie powinien wisieć przy mojej piersi ponad godzinę. Według niej karmić powinnam co 3 godziny przez 40 minut. Jeśli młody płacze, to powinnam zająć go w inny sposób np. pogadać z nim. Ja nie zastosowałam się do tych rad i dalej pozwalałam dziecku ssać ile tam sobie chciał. Teraz, gdy ma 1,5 miesiąca dalej karmię piersią, ale posiłkuję się smoczkiem. Podaję smoka tylko wtedy, gdy mały ssak jest już tak najedzony, że mleko samo wypływa mu z buzi, bo nie mieści się w żołądku. No, albo na spacerze gdy nie mam możliwości karmienia np. jest za zimno. Smok daje też szansę tacie na uspokojenie dziecka. Fajnie, że nie tylko ja mam moc ukojenia małego wyjca.

    • Hafija
      6 października 2015 at 06:23

      „Masowala piersi” aż mnie dreszcze przeszły

  • Jola
    5 października 2015 at 14:22

    Pierwsza córka urodzona 2 lata temu była dokarmiana w szpitalu po palcu moim mlekiem i mieszanką. Od szpitalnej doradczyni laktacyjnej usłyszałam, że mój sutek w prawej piersi jest zbyt płaski i nie dam rady karmić córki, chyba że jedną piersią. Zdeterminowana do karmienia naturalnego, przez 7 tygodni ściągałam mleko (7 tygodni, których nie pamietam, bo byłam przez to ściąganie bardzo zmęczona) i podawałam córce butelką. Młoda podczas jedzenie z piersi wypluwała do połowy pierś przy przełykaniu, z butelką było tak samo. Mi mleko leciało ciurkiem, a córka sie krztusiła i dławiła 🙁 Po 7 tygodniach trafiłam na wspaniałą położną, która zmodyfikowała sposób przystawiania, a córka chyba „dorosła” do piersi, bo przestała wypluwac sutek przy przełykaniu.
    3 tygodnie temu urodziłam drugą córkę. Pierwsza doba spoko. Córka spała po 8 godzin, kazano mi ją wybudzać na karmienie, co było nie do zrobienia. Oczywiście spadła na wadze, ale niedużo – standardowo. W drugiej dobie mało jadła, bo spała. W 3. dobie chciałam już wyjść, ale córka nie przybrała 🙁 Ja nie miałam pokarmu (laktator ściągał 10 ml). W nocy, żeby następnego dnia wyjść ze szpitala, córka została dokarmiona mieszanką, jak tylko była głodna. Przybrała, wyszłyśmy. To była 4. doba i od tej 4. doby miałam pokarm (z córką pierwszą większa ilość pokarmu też pojawiła się dopiero w 4. dobie – czy przyczyną może być moja niedoczynna tarczyca???). Od tego czasu karmimy się piersią. Młoda łyka zatrważające ilości powietrza podczas karmienia, bo wypluwa do połowy sutek (jak starsza siostra). Ja mam problemy z przystawieniem, bo mój biust: 75L (oczywiście niesterczący, tylko obwisły), nie należy do łatwych w obsłudze :/ Jakoś się karmimy. Nie jest idealnie: mnie bolą sutki, córka ma problemy z odbeknięciem połkniętego powietrza, ale na samo wspomnienie laktatora mam łzy w oczach.
    Tylko położna, która przyszła do mnie po porodzie, podpowiedziała mi jak mam przystawić córkę posiadając tak duży biust. W szpitalu podpowiadano pozycje do karmienia, ale z żadną nie dawałam rady mając tylko dwie ręce 🙁 Ogólnie przy karmieniu siedzę pokrzywiona albo córka ląduje „pod piersią”, bo nie mam jak umieścić ją na wysokości podtrzymywanej piersi. Mam nadzieję, że przestanie tak ćmokać i nasze karmienie będzie tylko się poprawiać…
    Chciałabym żeby w szpitalu pomagali, podawali numery do doradczyń laktacyjnych, pokazywali jak przystawiać gdy ma się problemowe piersi: krótki sutek (on nawet po karmieniu się nie wydłuża, po laktatorze też nie), duży biust.

    • Jola
      5 października 2015 at 14:25

      Zapomniałam dodać, że pewnie bym nie dokarmiła i jakoś przetrwała jedną płaczącą noc. Ale presja wyjścia do domu była większa. Wiedziałam, że jak nie przybierze, to zostaniemy w szpitalu. Perspektywa jeszcze jednego dnie w szpitalu sprawiła, że podczas dokarmiania córki nie miałam żadnych wyrzutów sumienia.

    • Hafija
      6 października 2015 at 06:16

      Niestety tak działają szpitale

    • Pe
      7 października 2015 at 20:05

      karmię już 14 miesięcy, z czego jestem bardzo dumna mimo krytycznych uwag dziadków. Karmienie dużymi piersiami dla mnie też było problemem. Pomogła poduszka, dzięki której nie musiałam trzymać małego na kolanach, to na początku- miałam wolne ręce, by móc podtrzymywać ciężką pierś. A później zaczęliśmy się karmić tylko na leżąco – i tak robimy o tej pory. Oczywiście odstępstwem od tego były karmienia na zewnątrz, kiedy podkładałam pod syna co się dało, by zastąpić używaną w domu poduszkę. Łatwiej było, gdy zrobił się większy i poza domem mogłam przystawiać go w pozycji półsiedzącej.

  • Misako
    5 października 2015 at 14:25

    A ja tak z ciekawości. Bo moja na moje żądanie dostała strzykawką MM, ale nie przeszkodziło to nam w15mcznym KP. Ale do sedna. Często koleżanki mówią, że mają „za mało mleka”, że „jest za chude” czy to jest możliwe? Ja nie miałam żadnych takich przygód, ale zawsze mnie to zastanawiało. THX

    • Hafija
      6 października 2015 at 06:15

      Za mało mleka – tak jak w trakcie napisałam przy opóźnionej laktogenezie II – bardzo rzadko jest to realny problem. Za chudego mleka nie można mieć

  • TakaJa
    5 października 2015 at 17:17

    A co jeśli poród nie był traumatyczny? Dziecko prawidłowo ssalo? Prawidłowo przystawione? Zdrowe. Ja z ogromną chęcią karmienia piersią. I nic 🙁 Płakał po porodzie,nie mógł zasnąć,po karmieniu ani na chwilę nie było spokoju,noszenie,bujanie i przykładanie do piersi non stop. Serce mi pekalo, bo dziecko głodne. Tylko po mm był spokojny i w końcu zasypial. Na pewno nie pomogło to laktacji,bo jak malutki ma 3 tygodnie,a z moich piersi nie dostaje prawie nic. Ale co zrobić jak biedny placze i nie może się uspokoić. Teraz już chyba nie ma sensu 🙁 Zna butlę,z której leci mleko,a z piersi może ssać 1 min i jest zły. Laktatorem odciagam 10 ml,chociaż ciągle to mleczko z piersi kapie,bez wkładek ani rusz ale co to 10 ml. Poddaje się 🙁

    • Hafija
      6 października 2015 at 06:14

      🙁 szkoda ze nikt ci nie pomógł w trakcie początków 🙁 trzymaj sie!

    • TakaJa
      7 października 2015 at 08:52

      A czy jest sens jeszcze walczyć? Od porodu minęły 3 tygodnie. Dziecko zna butlę,a jak wczoraj przykladalam do piersi to tylko zdenerwowalam dzieciątko. Nie wiem czy jest sens za wszelką cenę?

    • Hafija
      8 października 2015 at 04:35

      Jeżeli chcesz, jeżeli masz z kim(!) to walcz – to nie lekka walka, ale opłacalna!

    • Bogdanka
      15 października 2015 at 00:27

      Moje dziecko nie chciało jeść z piersi od samego początku. W szpitalu bez pytania położna nakarmiła córkę z butelki mlekiem modyfikowanym i później już dziecko nie było zainteresowane ssaniem piersi w ogóle. Nie byłam w stanie jej przystawić bo ciągle odpychała się i strasznie płakała. Jedynie butelka ją interesowała. W domu karmiłam ją odciąganym mlekiem, ale w 2 tygodniu trafiałam do poradni laktacyjnej w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie i tam mi bardzo pomogli. Chodziłam do poradni do 6 tygodnia życia córki i udało się nam. Chociaż jak tam trafiłam to mówiono, że trudno będzie bo dziecko jest już duże.Teraz córka ma ponad 5 miesięcy i cały czas jesteśmy wyłącznie na piersi. Warto walczyć, tylko trzeba znaleźć dobrą poradnie laktacyjną. Przez te pierwsze 6 tygodni zajmowałam się wyłącznie sprawami karmienia, ciągłym odciąganiem, przystawianiem, zapisywaniem itd., ale warto było i jest sens naprawdę. Polecam poradnie w Instytucie Matki i Dziecka.

    • kasia35ww
      17 listopada 2015 at 01:42

      ja laktatorem (medela mini electric) odciagalam w porywach 30 ml , ale teraz wiem, ze to nic nie znaczy, bo co innego ssanie dziecka a co innego laktator ! Mamy za czesto wierza w to, ze ile odciagna do butelki, tyle dziecko tez zje z piersi. Nieprawda 🙂 Moje dziecko karmiłam piersia , miałam wage w domu, wazylam dziecko codziennie (wiem, wiem, mowia, ze bez sensu, ale mnie to utwierdzało w przekonaniu, ze jest ok i dzieki temu karmilam dalej). Z laktatora chcialam czasem skorzystac zeby wyjsc z domu i zostawic mleko mezowi, ale sie nie udawało, bo siedziałam godzine, dwie, a ciurczyło co kot napłakał… ale MLEKO BYŁO, bo dziecko ciagneło jak smok i było pączkiem w maśle. Dopiero jak zmniejszyla sie czestotliwosc karnien, to moglam opuscic dom na dluzej niz 2 h 🙂 Laktator poszedł w kąt i butelka też – dziecko nie wiedziało nigdy co to. Ale warto sie było meczyc, bo ostatecznie karmiłam 20 miesiecy, az młoda sama nie pogoniła mnie z cycem :> sic ! Pozdrawiam i trzymaj się 🙂

  • marta
    5 października 2015 at 19:37

    Moja laktacje skutecznie niszczyla moja wlasna mama wmawiajac mi, ze kazdy placz dziecka powodowany jest glodem bo przeciez kto”z takich malych piersi wykarmi dziecko, skoro ja ze swoich duzych nie dalam rady”. Syna karmilam sposobem mieszanym (najpierw piers potem butla z mieszanka) 5 miesiecy. Przy corce uparlam sie ze nie odpuszcze i pomimo cc wystartowalam nawet niezle, ale w 3 miesiacu mala zaczela tracic na wadze co nakrecilo na nowo moja mame. Jak wpadala w odwiedziny to modlilam sie zeby mala tylko spala i nie zawyla. Karmilam ja 6 miesiecy z czego 3 ostatnie znow sposobem mieszanym i niestety doprowadzilo to do konca kp. Teraz jestem w 3 ciazy i normalnie zamorduje kazdego kto bedzie probowal wmowic mi ze nie jestem w stanie wykarmic dziecka. Teraz skorzystam z doradcy laktacyjnego w domu, bardziej dla komfortu psychicznego.

  • MamaMyszy
    5 października 2015 at 20:00

    Uśmiałam się żeby nie wyjść z siebie ze złości. Rodziłam w lutym w dużym mieście, na odremontowanym oddziale szpitala przyjazdnemu mamie i dziecku… I wszystko było odwrotnie jak w tym wpisie. Karmienie piersią było uznane za fanaberię i niepotrzebne zawracanie głowy. Całe noce i dnie mamy maszerują do kącika karmienia gdzie dostaje się swój jeden smoczek i buteleczki z mieszanką. I te buteleczki stoją 3 karmienia (bo nie wolno marnować, choć jest na nich napisane zużyć od razu po otwarciu a resztę wyrzucić). Po porodzie dokarmili mi małą bo krzyczała… A gdy prosiłam żeby mi położna pomogła ją dostawić do piersi to usluszalam, „jak ją uspokoje to mi pomoże bo w domu mi nikt nie uciszy” ale krzyczała bo była głodna… Nie ważne. Zawsze można zamówić położna do domu – ta samą, co nie ma czasu w szpitalu tylko uśmiechniętą do moich 150 zł za,wizytę. No taka refleksja… Z wiszącą właśnie na cycku Małą Myszą i tak wbrew wszystkiemu… 8 miesiąc
    Przywracasz Hafijo wiarę w ludzi… Dziękujemy

  • tisia
    6 października 2015 at 10:24

    Hafija, absolutnie nie zgadzam się z Tobą że wszystkim dzieciom wystarcza na początku kilka ml. Wykarmiłam piersią troje dzieci (15 m-cy, 15 m-cy, 10 m-cy). Czwarte dziecko trzeba było dokarmiać w szpitalu przez dobę strzykawką z wężykiem po 20 ml. Urodził się naturalnie, ponad 4200g, od razu 2-godzinny kontakt do skóry i przystawienie. Przez 2 doby przystawiany do piersi bardzo często, ssał aktywnie, ja czułam się dobrze. I co? Okazało się że ma spadek wagi >10%. Ze spadkiem wagi u noworodka nie chodzi o to że znikają mu rozkoszne fałdki, ale że ma zaburzenia elektrolitów. W badaniu krwi wyszła mu hypernatremia czyli podwyższony poziom sodu. Od tego już niedaleko do zaburzeń pracy serca i pogorszenia ogólnego stanu dziecka. Zgodnie z zaleceniami lekarza w ciągu następnej doby po każdym karmieniu piersią dokarmiałam go 20 ml ze strzykawki. Waga przestała spadać, w międzyczasie ruszyła na całego moja laktacja i wypuścili nas. Od 2,5 m-ca karmimy się wyłącznie piersią i maĺy rewe

    • tisia
      6 października 2015 at 10:33

      c.d. i mały rewelacyjnie przybiera na wadze. Ale gdybym się wtedy uparła jak osioł że nie zgadzam się na dokarmianie to nie wiem w jakim stanie byłby syn. Zanim doczekałby do 6. doby kiedy ruszyła laktacja może nie miałby już siły ssać. Dlatego ostrożnie z potępianiem dokarmiania. Jeśli jest to robione z głową i w wyjątkowych sytuacjach to tylko przynosi dobre efekty. A tak dla rozładowania sytuacji to może zacytuję moją teściową kiedy w tegoroczne upały wypijałam mnòstwo wody: „Może byś wypiła coś konkretnego, żeby mleko miało smak”

    • Hafija
      8 października 2015 at 04:30

      Oczywiście moze być tak jak piszesz. Ja poruszam temat od strony naukowej a badań o analiz nie powinno sie oceniać osobiście.

  • Ewa
    6 października 2015 at 10:26

    Ale odpychający ten zakurzony smoczek na zdjęciu…. Przyznaj się – specjalnie takie foto wstawiłaś? 😉 3 lata za późno ten artykuł przeczytałam… Taka wiedza mogła zaoszczędzić mi i dziecku sporo nerwów i płaczu po powrocie ze szpitala. Na szczęście u nas skończyło się dobrze, choć sporo było walki zanim nauczyliśmy się dobrze i spokojnie karmić ze starszym synkiem.

    Niech taka wiedza dotrze do jak największej liczby mam w ciąży, szczególnie w pierwszej ciąży 😀 Dobrą robotę robotę robisz kobieto 🙂

    PS. Do pań położnych, które przy pierwszym dziecku zasugerowały podanie smoczka i podały MM nadal mam cichy żal :/ Co ciekawe coś się zmieniło, bo gdy rodziłam tam po 2,5 roku drugiego synka był bardzo duży nacisk na KP i mocno odradzały podanie MM. Oby zmiany szły na lepsze 😀

    • Hafija
      8 października 2015 at 04:30

      Przypadkowo nie wybieram 😉

  • Fiorino
    7 października 2015 at 14:43

    Bardzo przydatne informacje! Dziękujemy i pozdrawiamy!

  • Pe
    7 października 2015 at 20:39

    Mój mały też dostał w szpitalu mieszankę. Mimo moich usilnych starań, żeby do tego nie dopuścić. Miałam problemy, żeby przystawić syna do piersi, sutki bolały mnie okropnie (później okazało się, że za płytko łapał pierś. Sama się zdiagnozowałam czytając mnóstwo na ten temat, oczywiście w internecie). Położna w prywatnym szpitalu powiedziała mi, że jak dziecko jest tak strasznie rozhisteryzowane (czyt głodne), to będzie mi trudno przystawić poprawnie. Za moją zgodą podała małemu trochę mleka, a potem pomogła na spokojnie przystawić mojego ssaka. i to podziałało. Nie wiem jak było pierwszej nocy, bo pozwoliłam, by małego zabrano na ok 5-6 godzin. Byłam po cesarce i nie miałam szans, żeby przenieść go z łóżeczka do mnie do łóżka. Wtedy nie pomyślałabym nawet, że mogę spać z małym.
    Potem jeszcze raz mały dostał mieszankę z butelki – miałam tylko ręczny laktator, którym udało mi się odciągnąć za mało, by syn się najadł, a musiałam pojechać do szpitala na SOR. Zajęło to kilka godzin i babcia musiała podać synkowi mm.

    Gdy myślę o tym, że synek dostał mm te kilka razy, mam pewien żal. Ale z drugiej strony w naszym przypadku nie miało to większego znaczenia dla dalszej laktacji. Ponad 6 miesięcy na samej piersi i teraz już 14 miesiąc łącznie (obecnie tylko w nocy).

    Bywało ciężko. Poranione brodawki, bolące piersi, dwa zapalenia (wtedy kiedy wprowadzaliśmy nowe pokarmy i mały omijał niektóre karmienia). Ale warto. Jestem zadowolona, że karmię piersią.
    Teraz chcemy się starać o drugiego ssaka, a lekarka powiedziała mi, że w czasie laktacji zazwyczaj cykle są bezowulacyjne. Będziemy to sprawdzać:)

  • Marcelina
    8 października 2015 at 09:02

    „Przyjmuje się, że zdrowe noworodki nie potrzebują dokarmiania przez pierwsze 24-48 godzin życia.”
    Szkoda, że nie przeczytałam tych słów w styczniu br., kiedy urodziłam drugą córkę przez cc. Zarówno przy pierwszym dziecku, jak i przy drugim miałam opóźniony nawał w stosunku do kobiet rodzących sn o 1-2 doby. Moje córki były zdrowe, bez żółtaczki, wychodziłyśmy do domu po dwóch dobach. Przy pierwszej nie było żadnego dokarmiania, przy drugiej pediatra zleciła dokarmianie na podstawie kontroli ile mam mleka w piersiach – nonsens, ale pod presją się zgodziłam. Dokarmianie było przeprowadzane wyłącznie przez pielęgniarki z kieliszka, by nie zaburzać ssania z piersi. Jednak po takiej porcji mm moja córka spała 3-4 godziny i nie mogłam jej dobudzić, co już bardzo niekorzystnie mogło działać na rozkręcenie mojej laktacji. Zbuntowałam się, nie pozwalałam jej dokarmiać i mimo zaleceń przy wypisie, by dokarmiać – zaufałam sobie. Gdy tylko wróciłyśmy do domu przyszedł nawał. 🙂
    Druga córka trochę słabiej przyrastała przy kp niż pierwsza. Jednak wszystko w normie i nie musiałam jej dokarmiać przez 6 miesięcy.

  • Ewa
    9 października 2015 at 07:59

    mnie namawiali, przy pierwszym i przy drugim, na mm, ale powiedziałam NIE! mały ssał, ssał i w 2 dobie waga pięknie skoczyła…..ja nie wiem co tymi położnym trzeba powiedzieć, ale może jak sie personel wymieni na bardziej doświadczony to takie rzeczy będą działy się rzadziej. P.S mówie tu o przypadku, kiedy mama nie zgadza sie na podawanie mm, bo namawianie, i groźby, że dziecko się zagłodzi i mama jest straszna dla dziecka bo mu krzywde robi to juz stanowczo nie na miejscu.

  • Ewa
    9 października 2015 at 08:47

    i dodam jeszcze: tak jak czytam co to znaczy ‚presja jeszcze jednego dnia w szpitalu’, mówimy o standardowym porodzie czyli 2-3 dni w szpitalu, czy to taka trauma, zostać jeszcze jeden dzien, dla dobra dziecka…..hmmm zostać dłużej dzień w szpitalu, lub dziecku podać MM aby wyjść do domu……dla mnie prosta odpowiedź, ale każda mama robi jak chce

  • MagdaLena
    11 października 2015 at 13:42

    Dziekuje Ci Hafijo za kazdy wpis. Ja zostalam trzy tygodnie temu Mama po raz drugi. Wiec jestem swiezo po szpitalu… I nie jest zle z pomoca laktacyjna ale mozna by jeszcze nad nia popracowac. Dziewczyna ktora ze mna byla na sali miala synka „leniuszka” jak to nazywali i wiecej pil niz spal. Dziewczyna nie potrafila sama go przystawiac. Polozne dzielnie pomagaly. Nikt nie zaproponowal mieszkanki. Jakos dawaly rade. Probowaly i probowaly… JESTEM TEZ SWIEZO PO PATRONAZU U LEKARZA RODZINNEGO I MUSZE POCHWALIC NASZA PANIA DOKTOR… OTOZ PANI NA PATRONAZU ZAPYTALA MNIE „JAKIE KARMIENIE?”, JA NA TO ZE PIERSIA… A PANI DOKTOR „TO SWIETNIE, LADNIE PRZYBIERA, BYLE JAK NAJDLUZEJ KARMIC PIERSIA, JAK NAJDLUZEJ!” BARDZO MILE I POZYTYWNE. DZIWNIE CIESZYC SIE Z OCZYWISTOSCI ALE TO NAPRAWDE MNIE UCIESZYLO. POZDRAWIAM SERDECZNIE, MAGDA 😉 CZYTELNICZKA 😉

  • Viola
    11 października 2015 at 22:48

    hey, poznalysmy sie na warszatach blw nie dawno 🙂 moj mały tez byl dokarmiany sztucznie … nie wiem czemu boco sie pozniej okazalo mleka to mialam az za duzo… paie tylko pytaly czy cc bo jak tak to aaaa ma pani jeszcze czas i dokarmiamy… a ze ja total zielona bylam to ok dokarmialy w miedzy czasie prosilam o poco zeby przystwic dopersi to chetnych nie bylo i w finale do domu wrocilam z piersiami w rozmiarze J ( stan wyjsciowy to C) 4 miesiace karmilam przez nakladki… dzis ma 7 miesiecy a ja mam wieczną nadprodukcje… co chwile sie mecze bo mleka za duzo , on nie zjada tyle zeby mnie odciazyc , ciąlge mam kamienie i jestem zalana ja i wszystko do okola :p zglaszalam sie nawet do bycia dawca mleka na madalinskiego ale byli po akcji na fb i mieli duzo chetnych wiec nie stety zdzarza sie ze 200 ml wylewam do zlewu i serce mnie przy tym boli strasznie 🙁 ale moj malutki nie chce slyszec o butelce taki cycoholik sie zrobil 🙂

  • momenty z życia
    19 października 2015 at 21:24

    U mnie Kacper równie tracił na wadze i pielęgniarki chciały go dokarmiać jednak na szczęście udało się bez mieszanki, a jedynie z moją piersią wiecznie na wierzchu 😀 Kacperek do roku nie poznał smaku mm, a po roku jak mu je podałam niestety je odrzucił – zdecydowanie wolał te z mojej piersi 😀 Myślę, ze jestem szczęściarą bo nie miałam problemów z laktacją, Kacperek z prawidłowym ssanie, oboje uwielbialiśmy kp, a i pokarm mam do dziś.

  • Elizabeth
    20 października 2015 at 16:30

    Mi np w szpitalu polozna powiedziała ze jak nie obudze dziecka co trzy godziny żeby go nakarmić to mu spadnie cukier i może zapasc w śpiączke…. poważnie! I to było o 17. A synek urodził się o 10, był po dwóch karmieniach – jednym w trakcie kangurowania i jeszcze jednym już na oddziale.
    Polozne dość pomocne przy przystawianiu ale po karmieniu jeszcze go dokarmialy sztucznym a sobie sciagac laktatorem (po co??? – nie wiem), przy wypisie też powiedziały żeby w domu dokarmiac mówiąc ze jak dam do 150ml mleka modyfikowanego na dobe to nie zaburzy mi laktacji – ale mi się wydaje ze dziecko które ma dwie/trzy dni to tyle zjada na dobe… no ale na szczęście nie dokarmialam w domu (choc przez to gadanie balam sie ze synek jest glodny) i karmie piersią

  • Agnieszka
    21 października 2015 at 12:20

    My dokarmialiśmy synka w szpitalu i potem w domu (2 razy dziennie). Nie wpłynęło to na laktację, która rozpoczęła się w 3 dobie po porodzie i ilość mleka była jak najbardziej wystarczająca. 😉 A przynajmniej synek normalnie się najadał, spał i nie płakał z głodu.

  • Weronika
    21 października 2015 at 14:44

    Mam 2-tygodniowego synka. Przed porodem byłam bardzo zdeterminowana do karmienia, przeczytałam mnóstwo książek i porad i wydawało mi się, że jestem do tego dobrze przygotowana. Ale nie poszło niestety tak łatwo 🙁 I niestety to chyba wynik mojej słabości, stresu itd. Mój synek na początku trafił do inkubatora i podali mu 2 razy mm. Później cały czas spał i spadał sporo na wadze, nie chciał ssać ani piersi ani nawet butelki, którą kazali w szpitalu podać, żeby nabrał sił. Personel starał się pomagać, ćwiczyli z nim odruch ssania, pomagali przystawiać, kazali pobudzać piersi laktatorem ale podawać i tak butelkę, żeby coś jadł (jakikolwiek pokarm do laktatora zaczął spływać w 3 dobie). Teraz jesteśmy w domu i chciałabym zrezygnować z dokarmiania. Już tyle metod i podejść wypróbowaliśmy i nie wiem jak powinno się to odbyć. Obecnie stosuję się do rad jednej z doradczyń laktacyjnych – przystawiam syna do każdej piersi na ok 10 minut i następnie proponuję jeszcze butelkę. Czasem jej już nie chce, czasem doje 30ml czasem 60ml. Nie wiem tylko czy powinnam odciągać pokarm po „karmieniach”, żeby pobudzać piersi? Problem jest też taki, że Mały ładnie łapie i ssa, ale rzadko przełyka i robi co chwilkę przerwy – stąd wniosek pediatrów i położnych, którzy starają się pomóc, że On nie za bardzo je z piersi. Dodam, że próbując odciągać wieczorem pokarm laktatorem na mocnych obrotach jestem w stanie odciągnąć 30 ml. Proszę o jakąś radę.

    • Bieniewicka
      21 października 2015 at 22:11

      Weronika, rzeczywiscie mieliscie pod gorke, ale gratuluje Ci determinacji 🙂 Synek ma 2tyg wiec jeszcze dużo możecie zdziałać. Uważaj proszę na swoje piersi, nie przesadzaj z tym laktatorem, tzn z jego obrotami bo od tego najkrotsza droga do ranek. Jeśli cieżko Ci sie sciąga spróbuj zadziałać grawitacją, czyli rób tak aby piersi wisiały w dół, ściągaj mając obok siebie bobasa, ściągaj gdy jesteś w dobrym nastroju, wyobrażaj sobie jak wypływa Ci z piersi rzeka mleka 🙂 Nie rozumiem jak doradczyni może doradzać 10 minut przy piersi a potem butlę. Jest to dla mnie sabotaż karmienia piersią. Moje dziecko w tym wieku spędzało przy piersi jaki nic 30-40min i jest to standard dla takich maluchów. Trochę pośpi, trochę possie i tak wkółko. Koniecznie poszukaj kogoś innego kto spojrzy na przyrosty, spojrzy na to ile dziennie dziecko dostaje mleka z butelki (czy ktoś proponował bezsmoczkowe dokarmianie?) i pomoże podjąć Ci decyzji o zupełnym odstawieniu butelki i dokarmianiu. Nie rozumiem z Twojego postu dlaczego w ogóle nadal dokarmiasz?

    • Weronika
      27 października 2015 at 17:04

      Dziękuję za odpowiedź! Dokarmiam go bo jak już pisałam nie przybierał na wadze. Kilka razy próbowałam go karmić na żądanie tylko piersią, ale kończyło się to tak, że każde odstawienie kończyło się płaczem, ładowaniem rączek do buzi itd. Tak jak też pisałam synek rzadko rusza przy piersi buzią i prawie wcale nie przełyka, może trochę na początku przystawienia. Po pewnym czasie zaczyna bardzo szarpać piersi, wypuszczać brodawkę, płakać i znowu szukać nerwowo i na tym przystawianie się kończy.

      Byliśmy u doradczyni laktacyjnej, bardzo fajna kobieta, poświęciła nam dużo czasu i doradza na bieżąco przez telefon. Od około tygodnia realizujemy jej „plan” czyli ćwiczymy jedzenie z tzw. „4 piersi”, czyli przystawiam go do piersi a gdy przestaje przełykać odstawiam go na chwilę i przystawiam jeszcze raz do tej samej piersi, potem 2 razy do drugiej. Takie ćwiczenia mają trwać około godziny, ale to mu nie wystarcza, więc po konsultacjach kazała go dokarmiać po każdym karmieniu (w pierwszej kolejności odciągniętym mlekiem, później ewentualnie mieszanką) i później 30 minut odciągać resztę pokarmu i pobudzać piersi. Staram się realizować ten plan i już go nie zmieniać, bo chyba częste zmiany były dużym błędem, ale niestety ćwiczenia trwają coraz krócej przez to, że mały bardzo się szarpie i wypluwa brodawkę :/

      O dokarmianiu bezsmoczkowym nigdy nie słyszałam, a czytałam bardzo dużo, dziękuję za informację, poszukam o co chodzi. Powoli chyba już tracę zapał, mam wrażenie, że żadne działania nie przynoszą rezultatu, co więcej, zupełnie nie wiem jak w takiej sytuacji zmusić takiego małego człowieka do współpracy. Laktatorem odciągam bardzo mało pokarmu po przystawieniu go (jakieś 20-30 ml), więc się nie dziwię, że jest głodny i się przy piersi denerwuje. Pracujemy tak 5 dni a ilość pokarmu póki co się nie zwiększa :/

    • Bieniewicka
      28 października 2015 at 08:24

      Weronika, czytasz blog Hafiji, jednym ze sztandarowych tekstów jest wpis o tym ze laktator nie mierzy ilości mleka w Twoich piersiach. W ogóle się tym nie sugeruj 🙂 Ile dziennie pokarmu dostaje maluch z butelki, ile razy dziennie ściągasz?

  • Hania
    3 listopada 2015 at 01:01

    Rodziłam w tym roku w Szpitalu Rydygiera w Krakowie. Synkowi w pierwszej obie po porodzi podano mleko modyfikowane. Dowiedziałam się o tym już po fakcie. Mm podano mimo, że w planie porodu zaznaczyłam, że nie chcę, żeby dziecku podawać mm. Moje dziecko zjadło tego mleka w ciągu pierwszej nocy 30 ml (!!!!! Pojęcia nie mam jakim cudem mu tyle wlały) i znaczną część z tego ulało. Na tej podstawie personel stwierdził, że syn nie toleruje pokarmów i zaczęto go dożywiać pozajelitowo (!!!). Panie z jednej ze zmian w swojej łaskawości pozwoliły mi dwa razy przystawić syna (dopiero po interwencji u lekarza prowadzącego). Nie miałam jednak co liczyć na to, że pozwolą mi po prostu pobyć z moim dzieckiem i moimi piersiami sam na sam. Co chwilę pytały „czy już mogą go zabrać”, „czy dalej je czy może już zasnął i można go zabrać”, „czy już skończył jeść”. Przy tym słyszałam też komentarze, że przeszkadzam mu moimi rozpuszczonymi włosami i że zagłodzę dziecko (kiedy nalegałam, żeby dokarmiać go z butelki niezaburzającej odruchu ssania- panie musiałyby więcej czau poświęcić na dokarmianie jedynego dziecka, które było na oddziale i to na ich własne życzenie). Panie z tej samej zmiany nie pozwoliły mi też jednej nocy przynieść synkowi mojego mleka, twierdząc, że do rana mu starczy. Nie starczyło. Zamiast zadzwonić, żebym przyniosła, podały mm… Są szpitale, w których personel każe od razu rodzicom lecieć do apteki po mm w takich małych buteleczkach, „bo przecież nie ma jeszcze pokarmu” (szpital w Nowym Targu)!!! W szpitalu mój syn miał okazję spróbować mm po raz ostatni. Przy następnym dziecku będę bardziej czujna i nie dam się tak zrobić na szaro.

  • Kreska
    16 listopada 2015 at 16:47

    U mnie temat karmienia piersią już dawno przeszedł echem i zniknął … Ale świadomość tego, że nie się nie udało, jakoś ciągle do mnie wraca jak przygotowuje synkowi, teraz już 9-cio miesięcznemu mieszankę.. I cieszę się, że zjada już tylko 2 razy dziennie. Przed porodem – totalne nastawienie na karmienie piersią, poradniki, pozycje, dobre nastawienie psychiczne, „każda kobieta może wykarmić swoje dziecko” itp. Jak zwykle życie napisało swój scenariusz, synek zabrany zaraz po porodzie (SN), niedotleniony, siny, wymęczony. U mnie – wynicowanie macicy (położna „wydarła” macicę razem z przyrośniętym łożyskiem za pępowinę, praktyka zakazana od lat, ale co tam, polska służba zdrowia..), potężny krwotok, 8 transfuzji.. Szkoda gadać, cud że przeżyłam. Synka zobaczyłam dopiero następnego dnia po obudzeniu się z narkozy i w ogóle.. Oczywiście mnóstwo leków, 3 antybiotyki, potem jeszcze łyżeczkowanie.. Synek był dokarmiany od początku, próbowałam go karmić, cudnie łapał pierś, przystawiał się dosłownie sam, idealnie.. ale co z tego, jak ja pokarmu nie miałam. Troszkę siary, owszem. Nie przejęłam się, wiedziałam, że na początku może być tylko trochę pokarmu. Ale wcale nie było go więcej, nie wiem, co to powiększone piersi, jakiś nawał, karmiłam przez 3,5 miesiąca najpierw z obydwu piersi, potem butelka (co 2h, synek tak jadł).. I nic, czasami pierś była twarda, widać, że „pełna” mleka, ale synek zjadał, potem z drugiej i szloch, płacz i znowu zjedzona pełna butelka mm. Odciągałam laktatorem, nigdy nic nie ściągnęłam, ręcznie może z 10-20 ml.. Anemia i stres po prostu zabiły moją laktację. Cieszę się, że przeżyłam, że synek rozwija się wspaniale.. Ale taka igiełka ciągle gdzieś kłuje, tym bardziej, że malutki uwielbiał ssać pierś, a butelkę traktował tak jak ja – jak zło konieczne.

  • TATA na ASAPie
    22 listopada 2015 at 13:07

    U nas także było dokarmianie smoczkiem w szpitalu, ale dopiero po tym jak pediatra nie wypisał nas w terminie do domu z powodu za dużego spadku wagi. Nie wiedzieliśmy wówczas o metodzie drenika i strzykawki. Na szczęście w naszym przypadku Zuzia nie przyzwyczaiła się do łatwego jedzenia przez smoczek i bez problemu wróciła do piersi.
    Trochę o więcej o naszych przygodach z karmieniem napisałem tutaj: http://tatasap.pl/ile-mleka-dla-noworodka/

    TATA na ASAPie pozdrawia wszystkie mamy 🙂

    • Hafija
      23 listopada 2015 at 00:17

      Tato na ASAPie – laktator nie mierzy ilości mleka w piersiach 🙂

    • TATA na ASAPie
      3 grudnia 2015 at 15:37

      Przyznam, że nie do końca wiem co masz na myśli:)
      Nasz laktator ściąga pokarm bezpośrednio do butelki w której jest miarka. Więc dzięki niemu wiemy ile pokarmu było w danej piersi.

    • Hafija
      3 grudnia 2015 at 20:30

      Mleko w piersiach się nie kończy, nie ma jakiejś magicznej ilości mleka w piersi. Mleko produkuje się na okrągło. jak pierś jest opróżniona to szybko jak mleko w niej zapełnia komórki to wolno. Dziecko jest w stanie wyciągnąć z piersi więcej niż laktator i sprawniej. więcej poczytasz o tu: https://www.hafija.pl/2013/10/uniwersalny-przyrzad-do-mierzenia-ilosci-mleka-w-piersi.html

    • TATA na ASAPie
      3 grudnia 2015 at 20:32

      Teraz rozumiem. Dziękuję. Zabieram się za lekturę 🙂

  • Agneta
    11 grudnia 2015 at 20:08

    O czym tu rozmawiać. Natura wyposażyła kobiety w odpowiedni „sprzęt”, więc jeśli obie strony są zdrowe na wstępie to o żadnym dokarmianiu nie powinno być mowy. Proste. Jednemu dziecku – zdrowemu – próbowano wcisnąć mieszankę to od razu odmówiło kooperacji
    Miało to swój plus, bo inna mama z oddziału mająca problemy natury technicznej mogła nakarmić swoje pacholę. Proste? A jakie trudne do ogarnięcia.
    Poza tym chyba dziecko nie musi cały czas jeść?

  • Ewelina
    13 stycznia 2016 at 00:32

    ja miałam taką sytuację, że Młody zaraz po urodzeniu został mi zabrany do inkubatora, ponieważ miał zapalenie płuc i niewydolność oddechową, więc o kangurowaniu i pierwszym karmieniu na SP mogłam tylko pomarzyć… potem przez trzy dni był nadal w inkubatorze i dopiero potem mogłam go pierwszy raz przystawić do piersi, dotąd był karmiony mieszankami. strasznie się bałam, że mi laktacja się nie rozhula no i martwiło mnie, że Młody dostaje mieszanki z butelki, ale położne zachęciły mnie do spróbowania odciągania laktatorem mleka, wtedy zamiast mieszanki mogłyby mu podać moje (niestety butelką). spróbowałam i udało się 🙂 nie przypuszczałam, że samym tylko laktatorem i mocnym postanowieniem, że moje dziecko nie będzie dłużej piło świństwa a jak mi go oddadzą to będzie mogło ssać pierś, uda mi się tak rozbujać laktację. teraz Młody ma prawie trzy miesiące, karmimy na żądanie i nie ma żadnych problemów. faktycznie laktacja jest w głowie, a nie w staniku.

  • Aga
    21 lutego 2016 at 20:24

    Mi bardzo zależało zeby małej nie dokarmiać a personel w szpitalu aż sie trząsł ze nie chce tego zrobic co mała przebierałam czy co zapłakała to juz była piguła w drzwiach z pytaniem dokarmić? Cała pierwsza noc przychodziły i dokarmic dokarmic a jak odmawiałam to wychodziły złe. Tak wiec następnego dnia wZiely mała na badania do pobierania krwi i pani pielęgniarka czy kto to tam był (nikt nie miał plakietki z imieniem i nazwiskiem tak wiec nie wiedziałam czy to lekarz pielęgniarka czy sprzątaczka) podała mojemu dziecku mieszankę bo tak płakała. Oczywiście mi na złość. Nadawało sie do złożenia skargi ale byłam zbyt zmeczona. Polska publiczna służba zdrowia jest do niczego.

  • Anna
    21 lutego 2016 at 21:43

    Ja natomiast zauważyłam odwrotny trend. W szpitalu, w którym rodziłam były wspaniałe położne. Pomocne i chętne, siedziały z mamami ile tylko się dało i w kółko przystawiały maluszki. Robiły wszystko żeby tylko nie podać mm, a matki i tak chciały dokarmiać. Za każdym razem na twarzy położnej widać było niezadowolenie i tak jakby im skrzydła opadały, bo poświęcały się na prawdę, okazywały zaangażowanie. Nawet ja swoim współlokatorkom (a było ich 4, bo ja spędziłam na oddziale 12 dni) starałam się pomagać i tłumaczyć i mimo to 3 na 4 same prosiły o dokarmienie 🙁

  • Mama Siemka
    22 lutego 2016 at 14:20

    Ja karmię piersią już prawie 16 miesięcy, ale początki były bardzo trudne… Synek był przystawiany do piersi od razu po swoim rekordowo długim 37-godzinnym porodzie. W pierwszej dobie był spokojny, ale druga noc okazała się koszmarem. Wszystkie położne twierdziły, że mam pokarm, a „niewdzięczne dziecko” nie chce pić, mimo, że technika była odpowiednia i wydawało się, że wszystko powinno być ok. Trzecia noc również była w całości przepłakana, ale panie naciskały na pierś i mówiły, że pokarm jest. Ostatecznie dziecko dostało niewielką ilość mieszanki i od razu błogo zasnęło. Kiedy tylko weszłam do domu złapałam laktator i okazało się, że mam w piersiach dosłownie jedną, dwie krople pokarmu 🙁 Mąż pobiegł po mleko, a ja miałam wrażenie, że wyrządziłam dziecku ogromną krzywdę i że musiało być strasznie głodne. Potem z kolei miałam do siebie żal, że może był jakiś sposób na uniknięcie mieszanki. Dopiero czwartego dnia po porodzie po pierwszej nocy spędzonej w domu laktacja wręcz wybuchła 🙂 Po przeczytaniu Twojego wpisu Hafijo zaczynam myśleć, że może jednak byłam w tej nielicznej grupie matek, która ma laktację na tyle spóźnioną, że czasem trzeba dziecko dokarmić. Najgorsze jest to, że potem mały dostawał przy piersi od razu szału i kilka tygodni uczyliśmy się spokojnego karmienia przystawiając go po kilkanaście razy z rzędu (np. fruwając po pokoju w celu uprzedniego uspokojenia 😉 Czasami podawaliśmy pierwsze krople w formie odciągniętej, a dopiero jak się uspokajał to przystawiałam go do piersi. Często się zastanawiam czy nie był to uraz po tym jak próbował pić, a w piersiach nic nie było przez prawie 4 pierwsze doby… Tak czy inaczej żałuję, że nie wywalczyłam w szpitalu pokarmu z banku mleka.

    • Bieniewicka
      22 lutego 2016 at 21:14

      Mamo siemka czytasz Hafiję więc pewnie kojarzysz, że laktator w żaden sposób nie mierzy zawartości mlecznej piersi. W żaden. Ja z powodzeniem karmię od roku i 9 miesięcy i musiałam się zawsze bardzo postarać żeby ściągnać nawet 30ml.
      Co do kwestii „pojawianie się” pokarmu to jasne że bywa z tym różnie, dziecko traci 10% i więcej procent to wiadomo że trzeba jednak dokarmić. Ale najlepiej przy piersi, kiedy dziecko ssie pierś do buziaka włożyć mały drenik podłączony pod strzykawkę z odrobiną mm. Tylko w ktorych polskich szpitalch to jest standard? Kiedy ja rodziłam 2 lata to było tak w warszawsiej Św. Zofii.

  • Monika
    22 lutego 2016 at 17:45

    Może i coś w tym jest, ale co w przypadku, gdy nie ma w dwóch pierwszych dobach życia pokarmu? Niestety u mnie dopiero w trzeciej dobie pojawił się pokarm:( Cesarka z powodu uciskania żyły wrotnej przez dziecko:( Konkluzja jest taka, że jestem wdzięczna pielęgniarkom za dokarmianie, bo w piersiach pomimo ssania nic nie było. Oczywiście nie popieram bezsensownego dokarmiania, na zasadzie jak leci.

  • Mama Siemka
    22 lutego 2016 at 22:27

    Droga Bieniewicka panie w szpitalu miały głęboko gdzieś moje laktacyjne zmagania z płaczącym dzieckiem i przystawiały je na siłę, płaczące i krzyczące więc na drenik nie byłoby co liczyć. Wiem, że laktator nie mierzy ilości pokarmu, ale nie był w stanie wyciągnąć więcej niż dwie krople, a po nawale mogłam uzyskać 90 ml i więcej. Zatem podejrzewam, że nawet jeśli w piersiach było więcej niż wspomniane dwie krople to nadal nie były to ilości ujęte przez Hafiję w tabelce.

  • Ola
    5 lipca 2016 at 15:01

    Z mojego doświadczenia, co z tego, że matka nie chce dokarmiać, skoro personel medyczny ma to gdzieś? Nasz maluch miał żółtaczkę i został zabrany na noc do inkubatora, mówiliśmy kilka razy, że będę odciągać pokarm i co umówione 3 h przynosiłam wywalczone 50 ml. 2 razy zanim zdążyłam przynieść mleko, pielęgniarka podała mieszankę, a wystarczyło zawołać, żebym przyszła wcześniej… Zamiast wsparcia otrzymałam zderzenie z brutalną rzeczywistością. Że mimo, że się staram, nie śpię, walczę, moje starania idą na marne, bo ktoś miał gdzieś nasze prośby. Na szczęście po wypisie ze szpitala, już wszystko przebiegało po naszej myśli, karmimy się już prawie rok.

  • Kornelia
    24 października 2016 at 14:22

    Dla mnie karmienie piersią było czymś oczywistym. Nie miałam w domu mieszanki, butelek ani zielonego pojęcia jak to robić. Rodziłam przez cesarkę, dziecko do piersi dostałam po 30 minutach. Pojawiła się siara, wydawało się, że wszystko pójdzie gładko. Przez dwa dni w szpitalu leżałam z małym przy piersi dosłownie: cały czas. Toaleta, prysznic, 5 min na jedzenie i znów do cyca. Niestety żółtaczka rosła, mały był apatyczny, ciumkał raczej niż ssał. Pod koniec drugiej doby zleciał 10% z wagi. Płakał cały czas. Prosiłam o poradę laktacyjną niby gwarantowaną przez szpital, ale usłyszałam, że „doradca jest na urlopie”. Pielgrzymowałam do położnych co kilka godzin, prosząc o radę i słyszałam tylko: „brodawki piękne, mleko jest, będzie pani karmić, bo chce pani karmić”. I kanoniczne: „Przystawiać, przystawiać, przystawiać”. Ale pediatra zalecił podanie mm sugerując, że wyjdziemy szybko do domu, a tam laktacja się rozhula. Zgodziłam się, synek po prostu wchłonął mm i szybko zasnął. Wypisali nas. W domu synek non stop przy cycu. Prawie nie spałam, bo gdy tylko odplywałam brodawka wysuwała się z buzi i krzyk. Krzyczał też cały czas, gdy nie był przy piersi. Spał po 20 min. Kolejna położna: dać mm, nie najada się. Więc certyfikowany doradca laktacyjny z Żelaznej, a co tam, kasa nie ważna, byle karmić. Stwierdziła, że synek chwyta prawidłowo, ja dobrze przystawiam, tylko mam mocne „zawory” ( w ogóle nie potrzebowałam wkładek). Zalecenie? Przystwiać, odciągać, dokarmiać odciągniętym, bo mały coraz bardziej żółty. Zaniepokoiło ją tylko, że nigdy nie miałam nawału. Tydzień z laktatorem (phillips elektryczny). 77 55 33, ale najwyżej 3 razy na dobę, bo odstawiony, synek krzyczy. 10 – 20 ml. Postępu brak. Ale idziemy w to dalej. Ja nie śpię już w ogóle, mąż też, bo dziecko płacze. Gdy mały miał tydzień zasnął na 3 godz. Pierwszy raz. Cieszyłam się jak dziecko, myślałam: najadł się wreszcie. Po 3 godzinach nie mogłam go dobudzić. Dosłownie lał się przez ręce. Natychmiast szpital. Dziecko odwodnione, spadek wagi. I komentarz położnej: „Gdyby pani doprowadziła do takiego stanu czyjeś dziecko, to inaczej byśmy rozmawiali.” Niby żarcik, ale jakby ktoś dał mi w pysk. Siedzę w szpitalu i karmię przy położnych. Synek oczywiście już po dokarmieniu mm. Bilirubina 14, żółciusieńki. Naokoło wcześniaki, a on z diagnozą: „Problemy z karmieniem”. Karmię i leję łzy, ze strachu o dziecko, z bezradności, bo już nie wiem co i jak. Mały śpi przy piersi, nie pomagają łaskotki na stópkach, pod bródką, smyranie wilgotną chusteczką. Po dwóch dniach wychodzimy do domu z zaleceniem pediatry dokarmiać mm. Straciłam cały tupet, jestem przerażona jak gimnazjalistka, bo „prawie zagłodziłam dziecko”. W domu pokornie podajemy po każdym karmieniu mm. Tak wygląda pierwszy miesiąc. Cały czas miałam wrażenie, że nasza przygoda z karmieniem może zakończyć się już następnego dnia. Przeszliśmy przez żółtaczkę (3 tyg), potem zdiagnozowano alergię. Dostałam ścisłą dietę. W drugim miesiącu, gdy wyszedł z żółtaczki, zaczął lepiej ssać. Laktacja jakby się poprawiła (od początku oczywiście femaltikery, laktosany, humana piulatte). Przestawiłam na samą pierś, ale prewencyjnie zostawiłam jedną butlę, podawaną na wieczór. Pierś na żądanie. Po kolejnym miesiącu znów cios. przez 5 tyg przybrał tylko 480g. I to z tą jedną butlą dokarmiania. Znów zalecono mm. I karmimy się tak do dzisiaj (4 miesiąc). Waga pięknie ruszyła. Dostaje pierś, mm, odciągnięte (do dziś po godzinie power pumpingu, który robię co wieczór ściągam maksymalnie 100ml)Na szczęście nie odrzucił piersi. Ja nadal na ekstremalnej diecie eliminacyjnej, bo wszelkie próby rozszerzenia kończą się sensacjami. Nie wiem ile jeszcze wytrwam, ale chciałabym choć do tego 6ego miesiąca. Jestem szczęśliwa, że choć nie wyłącznie, ale i tak dostaje moje mleko. Mam wrażenie, że nikt nie potrafił nam pomóc. Mamy tylko to, co sami wypracowaliśmy.

  • Milena
    16 maja 2017 at 14:23

    W moim malutkim powiatowym szpitalu pielęgniarki były bardzo pro kp. Czasem aż za bardzo 😁 przychodziły, patrzyły, przystawiały, słuchały czy przełyka. Starsza pielęgniarka od dzieci musztrowała wręcz nas wszystkie „przystawiać, przystawiać. Kobiety w obozach nie miały co jeść a dzieci karmiły!” Mimo to synek dostał 3 malutkie dawki mm, dosłownie po 10ml. Po porodzie cały dzień przespaliśmy, z małymi pobudkami na lizanie cyca, bo ssał jakoś tak płytko, anemicznie, jakby nie umiał. W drugiej dobie już więcej pociumkał, spił trochę siary. A w nocy zgłodniał, i zaczął się ryk. Był tak głodny, że nie mógł się uspokoić, co za tym idzie złapać dobrze piersi. Dziewczyna na łóżku obok to samo. Pielęgniarka chodziła do nas do 4 rano, dzieci płaczą, my płaczemy, ona wykończona. Chyba już z tego zmęczenia ONA ZGODZIŁA SIĘ podać trochę mleka. Dzięki temu przespaliśmy wszyscy te 3 godziny do rana. Rano dostał drugą malutką porcję w butelce Avent z twardym smoczkiem. Zmiany w sile ssania była odczuwalna od razu. Przesiedzieliśmy caaaaały dzień na cycu, i wszystko ruszyło z kopyta. Ostatnia mała porcja była podana przed badaniem słuchu, pielęgniarka grzecznie przyszła i wytłumaczyła, że potrzebuje spokojnego maluszka, bo inaczej badanie nie wyjdzie. Za każdym razem panie podkreślały, że NIE MAJĄ PRAWA podać mm bez zgody, a najlepiej wyraźnej prośby mamy. Także ten 😊 za to kobietki same najchętniej od razu po porodzie dałyby mm, bo nie leci, bo mało, bo dziecko marudzi, bo boli… Serio, w 1-2 dobie macie dosyć?! Oczywiście nie obeszło się bez błędów jak ściskanie piersi czy kartka z zaleceniami dietetycznymi dla karmiącej.. alle akurat ta kartka uratowała mi życie, bo bez niej przy stole wigilijnym siedziałabym o suchym opłatku, przez przestarzałą wiedzę rodzinki 😉

  • Kornelia
    17 czerwca 2017 at 21:04

    Pani Mileno, przedstawia Pani matki, które zgodzily się na dokarmianie mm jak rozkapryszone księżniczki, którym dziecko przeszkadza spać i malować paznokcie. Jeżeli dziecko leci z wagi, płacze lub jest apatyczne, matka czuje, że coś jest nie tak, a pediatrzy w szpitalu mówią dokarmić, proszę się nie dziwić, że się godzą na podanie formuły. Ja drżalam ze strachu o dziecko, zgoda na dokarmienie była dla mnie trudna. Chciałam karmić WYŁĄCZNIE piersią. Ale widziałam, że coś się dzieje, a pediatrzy, którym ufalam, kategorycznie kazali dokarmić. Ironizuje pani, że kobiety poddają się w 1-2dobie. Ja się nie poddalam przez ponad tydzień. Bo to nie możliwe, żeby mleka nie było. Przecież dziecko jest non stop przy piersi. A potem szpital, odwodnienie. Gdybym właśnie lepiej czytała te sygnały: ze nie ma wyplywu, że dziecko krzyczy, nawalu brak – może uniknelibysmy szpitala i zdecydowanie największego stresu jaki dotknął mnie po urodzeniu syna. Takze nie ma reguły. Moja koleżanka tez nie miała w szpitalu mleka, wyszła do domu i im się udalo. Inne piersi, inne dziecko.

  • Mama Ani
    11 lipca 2017 at 09:33

    Rodzilam w jednym z krakowskich szpitali. Dziecko o wadze 2640 gr kazano mi karmić mm ot tak, bo malo waży. Dokarmialam jednoczesnie proszac o pomoc w przystawianiu. Mala byla trochę senna i owszem łapala, ale nie wiem czy jadla. Uleglam presji . W domu na spokojnie po ok 2 tyg. bylysmy juz tylko na piersi… Wydaje mi sie, ze mlode mamy, podobnie jak ja, szybko ulegaja presji dokarmiania w szpitalu przed strachem, ze beda musialy w nim dluzej zostac, jak dziecko spadnie za duzo z wagi.

  • Aga
    11 lipca 2017 at 10:32

    Ja też dalej walcze. Corka ma prawie 10tygodni . Przez ponad mieiac jadla moje z butli. Piers odrzucila jeszcze przed butla. Nikt nie umial wymyslic czemu. Ale najprawdopodbniej przez wedzidelko i ciagle problemy z brzuchem. Po dwoch miesiacach pediatra nadal nie zrobila usg brzucha malej. Bo przejdzie samo. A nadal jak je to widac ze jej ten brzuch doskwiera i rozprasza. Ogolnie powiedzialam butelce dosc. Walcze z piersiami od tygodnia po podcieciu wedzidelka u malej. Ogolnie ciagnie jakos ale o tak placze i placze. Zje i po 15stu minutach placz. I prezenie sie i kopanie. Daje jej piers jak nic ja nie boli i nie jest wsiekla to zlapie i zje cos tam. I caly dzien koszmarnie ulewa. Czas chyba zmienic pediatre. Ogolnie przygoda nasza byla skompikowana od pocatku ale kiedys juz o tym pisalam. Dzisiaj jestesmy same w domu to lezymy w lozku i bedziemy na cycku ile sie da.
    Mam nadzieje ze w koncu uda nam sie normalnie karmic i razem funkcjonowac bez wiecznych placzy

  • Aleksandra
    11 lipca 2017 at 11:14

    My po porodzie przebywaliśmy w szpitalu 10 dni z powodu zakażenia bakteria u mnie i małego. Ja już tydzień przed porodem miałam stan zapalny w piersi. Piersi były obrzmiałe i miałam wycieki mleka.
    Podczas tego 10 dniowego pobytu mały na noc był zabierany na zamknięty oddział na obserwacje i albo pielęgniarki przywoziły mi go na karmienie, albo ja tam szłam. Mały średnio co dwie/trzy godziny wyłudzał się na karmienie. Jednej nocy pielęgniarce która akurat była na dyżurze ( od 19 do 7) chyba takie częste zawracanie głowy na karmienie było zbyt częste i zasugerowała mi ze dziecko nie najadą się moim pokarmem dlatego tak często się budzi i jeśli chce ona może je dokarmić mm. Odpowiedziałam jej ze chyba zwariowała po 1 nie życzę sobie, po 2 z moich piersi mleko lało się strumieniami. Była na tyle beszczelna ze przypowadzila do mnie pediatrę z dyżuru który miał potwierdzić jej obawy na temat tego ze moje dziecko się nie najadało. Pediatra usłyszała ode mnie to samo co pielęgniarka.
    Cieszę się ze swojej nieugiętości. Moje dziecię bardzo dobrze przybierało i przybiera nadal na wadze ( 6 mc – 9 kg) , a ja czuje ze bez kp moje macierzyństwo nie byłoby takie cudowne. To jest niesamowita więź .

  • Marta
    11 lipca 2017 at 11:59

    U nas na początku wszystko zapowiadało się dobrze. Urodziłam, położna przystawiła mi córkę do piersi, usłyszałam, że mam super sutki do karmienia. Zabrali mi małą na kilka godzin abym pospała, bo męczyłam się ze skurczami ponad 20 godzin. Panie, które przyszły na drugi dzień już były inne. Jedna nawet widząc jak karmię małą przyszła i zapytała, czy ja jestem w ogóle pewna czy mam pokarm? Jak jej powiedziałam, że nie wiem bo to moje pierwsze dziecko, ale że chyba tak skoro ssie i jest spokojna, usłyszałam, że zawsze przy cycku będzie spokojna i wyszła sobie zostawiając mnie oszołomioną i nie wiedzącą co dalej… W nocy mała dużo płakała, więc przeraziłam się, że może faktycznie coś jest nie tak i poszłam do położnych i usłyszałam, że mała jest głodna i że trzeba jej dać mm i tak też zrobiła nawet nie pytając mnie o zgodę… Po powrocie do domu słuchałam od mojego chłopa, że mam pewnie słabe mleko, bo mała tyle płacze… Ja płakałam razem z nią… Dostawała mieszankę na noc i w momentach już mojego silnego kryzysu albo gdy chłop się wtrącał… Odciągałam też sporo laktatorem. Po 2.5 miesiąca zawzięłam się i udało nam się karmić tylko i wyłącznie piersią. Dziś mała ma 8.5 miesiąca i dalej nie dostaje mieszanki 😀 Jestem z siebie mega dumna i wiem, że przy kolejnym dziecku będę mądrzejsza 🙂 Przy karmieniu dziecka ważne jest również wsparcie najbliższych, u mnie na przykład go nie było… Dopiero jak mała na pół roczku potroiła wagę to usłyszałam, że może jednak moje mleko daje radę.

  • Korka P.
    11 lipca 2017 at 13:03

    Ja w szpitalu dokarmiałam dziecko i teraz mam wyrzuty sumienia. Na szczęście w 4 dobie przeszliśmy już tylko na pierś i karnimy się dalej (córka ma 7 miesięcy i gardzi butelkami smoczkami, a teraz nawet śliniaczkami ;p). Przystawiałam do piersi razem z całym wianuszkiem pielęgniarek i doradczyń laktacyjnych, ale mała była tak zmęczona porodem, że nie chciała ssać. PO 6 godzinach kazali mi dać butelkę – nawet butelki nie chciała. Udało sie przejść całkowicie na pierś dzięki mojemu mężowi, który bardzo nas wspierał (tak na[prawdę to pewnie przerażała go wizja przygotowywania mm) położnej środowiskowej, która jest również CDL i kazała mi się poprostu przestać cyrtolić tylko przystawiać do jednej, drugiej, trzeciej, czwartej i piątej piesi 🙂 i wreszcie mojeemu samo zaparciu, bo nie wyobrażałam sobie żeby nie karmić. Gdybym moze miała taką wiedzę na temat kp jak teraz, na pewno wyglądałby to inaczej

  • Justyna
    11 lipca 2017 at 17:41

    Moje dziecko zostalo w szpitalu zabrane na badanie słuchu, Pani odmówiła mi obecności przy badaniu powiedziałam tylko ze mała jest głodna ze zaraz po badaniu ja nakarmie usłyszałam Ok, po niecałych 10 min dziecko do mnie wróciło owinięte w te szpitalne bety i spiace pytam co ona taka grzeczna a w łóżeczku butelka z mm do połowy pusta!! Co usłyszałam na pytanie dlaczego zostało dziecko dokarmione? Bo do badania musialo być grzeczne ….a ja z pełnymi piersiami nie wiedziałam co robić: ( byłam tak wkurzo.. .ze szok

  • Marta
    11 lipca 2017 at 17:48

    U mnie dziecko zostało odkarmione butelka bez mojej wiedzy .. byłam po cc i dziecko dostałam dopiero do nakarmienia po ok 12h od porodu! Wczesniej nikt mi nie pomógł nawet, sama zawnioskowa, ze chce dziecko przystawić do piersi.. nie otrzymałam żadnego wsparcia ze strony położnej jak przystawić dziecko. Niestety nie miałam pokarmu po cc i mały sie denerwował ze nic nie leci… dostawałam mieszankę bo wyboru nie miałam, chociaż cały czas przystawialam, zaznaczę,ze wciąż nie dostałam pomocy jak mam przystawić efektywnie. Dopiero w domu po pomocy laktatora udało mo sie uzyskać pokarm i jakos dziecko przystawiać do piersi. Karmie do tej pory i zamierzam jeszcze długo (obecnie 6mcy). Jednak karmie tylko dzięki mojej determinacji do karmienia piersią. W szpitalu ZERO pomocy, tylko narzekanie i krytyka niestety:(

  • Aurine
    11 lipca 2017 at 18:26

    U mnie było nagłe cc, nie było kontaktu skóra do skóry, w 1 dobie nikt mi nie zaproponował pomocy w przystawieniu małej jeszcze przed pionizacją. Na pewno była też dokarmiana mm. Po pionizacji dostałam już córkę na stałe, ale nie umiała chwycić poprawnie, bo mam małe brodawki i spore piersi. Pobiegłam do położnych, radziły mi dostawać a potem dokarmiać mm. Druga zalała mi córkę glukozą że strzykawki, żeby załapała, efekt był taki, że młoda spała jak zabita po tej glukozie i nic więcej. Byłam załamana, bo pokarm miałam. W drugiej dobie ręcznie sciagnęlam 10 ml mleka i dałam z butelki. Ciągle dokarmiałam mm, ale te małe buteleczki przelewałam do swojej, która miała smoczek bardziej przypominający pierś. W trzeciej dobie zaczął się nawał. Przyszła jakąś doradczyni, powiedziała, że mam dużo mleka, pokazała pozycje spod pach (której już próbowałam) ale córka nie była głodna, więc w praktyce poćwiczyłam a pani się spieszyło, więc poszła i tyle ja widziałam. Ostatecznie udało mi się przestawić mała z nakładkami, pół dnia próbowałam miliona pozycji i w końcu się udalo i od 3 doby karmie wyłącznie piersią. Tylko niestety nadal z nakładkami. Tak czy inaczej to, że karmie zawdzięczam swojemu samozaparciu i wiedzy, która zdobyłam w czasie ciąży. Gdybym polegała na służbie zdrowia, to dziś pewnie karmiłabym mm.

  • Anna
    12 lipca 2017 at 04:49

    Pierwsze dziecko dokarmiałam bo przekonano mnie że jest głodna, potem trochę się namęczyłyśmy ale droga mleczna trwała rok. Przy drugim dziecku nie dałam sobie wmówić dokarmiania, ale wygrała z nami zółtaczka. Poziom ponad 18 na starcie i niestety same naświetlania nie pomogły, dopiero wprowadzenie 2 porcji mm dało spadek, a moje mleko w tej samej ilości trafiało do zamrażarki. Po powrocie do domu karmiłam tylko piersią i po 3 tygodniach okazało się, że żółtaczka znów wygrywa. Przez te 3 tygodnie bilirubina nie spadła ani o miligram. Zamówiłam lampę, naświetlałam i po 90h naświetlania spadek o 0,5, mnóstwo czasu i pieniędzy i zamiast 11 było 10,5, znów weszło mm 2-3 porcje a moje 2-3 porcje do zamrażarki. Po kilku dniach spadło do 7 . W między czasie okazało się, że mam Zespół Gilberta o którym nie wiedziałam, a może mieć to istotny wpływ na sprawę. Bo skoro w mojej krwi jest za dużo bilirubiny, a mleko z mojej krwi niejako powstaje to karmiąc tylko piersią nie uda nam się zejść do normy, stalibyśmy w miejscu. Potem przytrafił nam się szpital (bo starszak przyniósł wirusa) a tam proste zalecenie: przy tym poziomie tylko pierś a na bilirubinę kroplówki. Po tygodniu spadło do 6. Czy będzie spadać, czy utrzyma się? Nie wiem. Na razie synek ma 2 miesiące i czekamy. Nie mniej jednak ani doradca laktacyjny, ani nikt znajomy, ani inne mamy z grupy laktacyjnej nie znały takiego przypadku, ale wszyscy odradzali mm, które w naszym przypadku okazało się jedynym „lekiem” . Pozdrawiam wszystkie laktoterrostki których nie posłuchałam i dzięki temu pomogłam swojemu dziecku słuchając własnej intuicji 😉

  • kopkasiek
    12 lipca 2017 at 16:40

    Trzeba pamietać o takiej sytuacji, że teraz wiele mam jest tak mocno nastawionych na karmienie piersią i kiedy po porodzie dziecko płacze i nie zjada dobrze (a więc nie pobudza laktacji oraz nie najada sie odpowiednio….wszelkie możliwe próby pomocy nie daja odrazu efektu.)…matki sa sfrustrowane….zagubione bo wiedza ze nie wolno dokarmiac….ila zarazem w ich piersiach ( mimo stymulacji przez dziecko oraz laktatorem z prawidlowym nawadnianiem ) nie ma odpowiedniej ilosci mleka na poczatku laktacji- dziecko jest placzace, nieszczesliwe….matka z poczatkiem baby bluse…depresji….a nie dokarmi bo przeciez naczytala sie ze szlag trafi cale karmienie! A czasem naprade wystarczy jedna buteleczka zeby uspokoic wszystkich i mame i dziecko i zeby dziecko naprawde chetnie zaczelo jesc z piersi…. nie zaklinajmy ze podanie jednej butelki tak psuje laktacje. To wszystko zalezy od świadomości. Kiedy mama jest po silnym krwotoku
    …z anemia….nie na szans zeby mogla zaczac karmic tylko piersią. Takie dziecko trzeba wspomoc. Nie fiksujmy tych mam że nie maja szansy na szczesliwe i dlugie karmienie swoich dzieci…jesli tylko chca i wiedza o co chodzi w rozkrecaniu laktacjii to one dojda do tego ze będą dlugo i skutecznie karmic swoje dziecko. Matka ktora dowiaduje sie że bez jej wiedzy dziecko zostalo dokarmione przezywa koniec swiata…swiat jej runął…czy aby nie przesadzamy!!!!! Nie powodujmy ze matki podajac butelke beda traktowaly to tak jakby podaly dziecku truciznę….bo sa i takie!!!! Dajcie matka cieszyc sie macierzyństwem!!!! Laktacji naprawde nie przekreska podanie jednej czy dwóch buteleczek mleka modyfikowanego….czasem jest po prostu poczatkiem szczesliwej i dlugiej lakracji
    ..

  • Joanna
    12 lipca 2017 at 19:46

    Niestety z tym dokarmianiem niewiele się zmieniło przez ostatnie lata. Rodziłam syna w 2014. Po całodniowym braku postępu porodu został wyciągnięty przez CC późnym wieczorem i zobaczyłam go dopiero kolejnego dnia w południe. Nie muszę pisać, że na pewno był dokarmiony. Mało tego, w 3 dobie dostał mieszankę kolejny raz. Poszłam do położnej, aby pomogła mi go przystawić, bo bardzo płakał i nie dawałam rady, a ona na to, że najpierw go uspokoi i go zabrała. Jak poszłam do niej po pół godzinie zmartwiona, to miała go na rączkach i młody słodko spał. Dopiero po trzech godzinach, gdy nadal grzecznie spał, zrozumiałam, że uspokoiła go mm! Ciężko było nam rozkręcić laktację. Trzy miesiące karmiłam tylko przez nakładki, nim chciał chwycić sutka, ale daliśmy radę i karmiłam dwa lata.
    Po dwóch latach kolejna ciąża. Tym razem cesarka planowana, bo łożysko przodujące. Także mądrzejsza załatwiłam sobie obecność męża na cały dzień. Dziecko od razu po zaszyciu otrzymałam do piersi i tak było ze mną do godziny 23, kiedy mąż odwiózł je na noworodki, bo do mnie przyszła położna, aby mnie postawić na nogi. Sam poszedł do domu, ale jeszcze przed wyjściem powiedział im na noworodkach, że mały jest właśnie nakarmiony, ja jestem stawiana do pionu po cc, więc będę już się mogła małym zająć, tylko by go odwieźli, kiedy się obudzi. Poszłam tam sama po 5 godzinach. Dziecko nadal słodko śpi. Na moje zapytanie usłyszałam, że został nakarmiony mieszanką. A gdy zaprotestowałam, bo od początku poinformowałam personel, że mały ma być wyłącznie na piersi, to usłyszałam, „że nie są od tego, aby wozić dzieci tam i z powrotem”. No myślałam, że trafi mnie szlak. W końcu to ich praca?!
    Poryczałam się z bezsilności, zabrałam dziecko i karmimy się już 4 miesiąc. Oby dało się jak najdłużej.

  • Katia
    17 kwietnia 2018 at 21:00

    Pierwsze dziecko karmiłam tylko piersią (po cc), wstałam szybko żeby mieć je przy sobie, na szczęście przespało do pionizacji, nikt nie pytał czy chce dokarmić, nikt nie pokazał jak karmić, zaufałam instynktowi. Drugie niestety po cc trafiło na intensywną, próbowali dokarmiać, zwracało wszystko, traciło wagę, koszmar. Gdy je odzyskałam zabroniłam mm i tylko pierś (pani nie da rady, pani nie może…). Przez mm miałam problemy z refluksem cały rok…ale nie zrezygnowałam i karmiłam znów 2lata. Przy trzecim byłam stanowcza. Kazałam przykleić kartkę „nie dokarmiać” na wózku. Dostałam je po godzinie od cc i już ze mną zostało. Warto było bo karmione tylko piersią. Pomijam fakt że całą noc nikt nie przyszedł nawet pieluchy zmienić. Ale karmiłam to najważniejsze. Panie tylko zdziwiły się robiąc obchód w nocy że ja po 3 cc i już siedzę (musiałam sie sama podnieść i zmienić pieluszkę). Można karmić tylko piersią dziewczyny, naprawdę można, to nic że boli, że ciężko, że babki gadają pierdoły. Trzeba tylko chcieć. I naprawdę nikt mnie nie uczył, instynkt tylko, żadne nakładki, cumelki, butelki, maści na sutki. Trzeba chcieć.

skomentuj