Wtedy kiedy przyjdzie na to czas


Moje dziecko ma trzy lata i osiem miesięcy. Ile ja już się nasłuchałam, że mogłabym spokojnie wyjechać na kilka dni i go zostawić. Jak to ja jestem uzależniona od niego, jak to on się sam nigdy nie usamodzielni ple ple ple. Zaprawdę powiadam Wam osób, które wiedzą lepiej jak powinna funkcjonować moja rodzina poznałam wiele.

Wiele osób pukało się w głowę kiedy mówiłam, że nie zostawiałam jeszcze dziecka samego na dłużej niż jeden dzień i zawsze na noc wracałam do domu.

Prawda jest taka, że znam siebie i moje dziecko i żadne z nas nie było gotowe, żeby zostawić się na dłużej. Może gdybym była kobietą słabą psychicznie, niepewną swoich wyborów, swoich działań, może wtedy takie słowa o uwiązywaniu się do siebie i uzależnianiu od siebie przeszkadzałyby mi bardziej. Ale tak nie jest. Jak ze wszystkim w życiu moim i dziecka, jak z nocnikiem, jak z pieluchą, jak z chodzeniem, czekałam i wiedziałam, że czas na pozostawienie dziecka na dłużej nadejdzie. Moje zaufanie do siebie i do dziecka jest tak ogromne, że sama się sobie dziwię i jestem z siebie wyjątkowo zadowolona!

Problem nie jest ze mną, ani z dzieckiem ale z ludźmi, którzy bardzo często mówią mi co powinnam już robić i jak się zachowywać, a potem wysnuwają okropne wizje co się stanie jak nie zostawię dziecka na weekend jak będzie miał rok… albo dwa lata, albo trzy.

Czas nadszedł wtedy kiedy MY byliśmy na to gotowi – nie otoczenie.  W piątek jadę do Krakowa.

To co chcę dzisiaj Wam powiedzieć to: Słuchajcie siebie, dziecka i swojej rodziny. Dziecko daje znaki, że jest gotowe na kolejne fajne, duże kroki w swoim życiu bardzo wyraźnie i wystarczy pozwolić mu to komunikować. Warto tez słuchać siebie i swoich potrzeb i nie dać sobie wmówić, że to uczucie, że to nie jest dobry moment na pozostawienie dziecka na dłużej jest czymś złym i prowadzi do niezdrowego przywiązania. O tym czy powinnaś czy nie powinnaś wiesz TYLKO ty i Twoje dziecko. Kobiety w ogóle świetnie czują kiedy coś jest nie tak.

Czy ja jestem niezdrowo przywiązana do dziecka? Nie.

Jadę do Krakowa za kilka dni, nie mam stresów, nie czuję się niekomfortowo, nie martwię się o dziecko. Po prostu – to jest właściwy czas i jeżeli ktoś będzie próbował mnie przekonać, że powinnam była zrobić to wcześniej to będę się pukać w czoło z szerokim uśmiechem na twarzy 🙂

ps.: zaufanie sobie i dziecku i temu, że rozumiemy swoje dziecko i szanujemy swoje potrzeby to bez wątpienia najpiękniejszy aspekt rodzicielstwa bliskości.

.
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

24 komentarze

  • Hania
    21 października 2014 at 20:09

    Zupełnie się z Tobą…zgadzam!! To też taka moja refleksja po Konferencji i post mam w roboczych na podobny temat! Cudowności w cudnym Krakowie;-)

  • Ania
    21 października 2014 at 20:16

    Nabieram zaufania do siebie. Do mojego dziecka. Ono rośnie, znamy się dokładnie od dwóch tygodni. On jest taki maleńki. I przychodzi prababcia i jak zdarta płyta daje rady, o które nie proszę. Mówię przestan, przez ostatnie 40 lat wszystko się zmieniło. Są nowe badania. Nowe metody. Słyszę, że nic się nie zmieniło… ?! Poza tym. To moje dziecko i będzie teraz nago leżało na moim brzuchu. Nie, nie umiera z zimna… Nie da się powstrzymać jej słów. Psują krew. Denerwuję się. Proszę, nie chce twoich rad. Słyszę jej rady… Przychodzi i głosi… Wie lepiej. W końcu 50 lat temu urodziła dwoje dzieci…

  • Monika
    21 października 2014 at 20:21

    chyba powinnam drukować Twoje posty i czytać je jako substytut tabletek uspakajających zawsze wtedy, gdy jestem świeżo po wysłuchaniu wykładu na temat „co mam robić i jak mam wychowywać swoje dziecko…”. A mnóstwo ludzi uwielbia udzielać takich wykładów – członkowie rodziny, sąsiadki, starsze panie, koleżanki z dziećmi/bez dzieci… każdy wie najlepiej!

  • Alicja
    21 października 2014 at 20:32

    Ja jeszcze nie jestem gotowa na wyjazd bez dzieci, ale nie przeszkadza mi to w zazdroszczeniu Tobie wyjazdu bez dziecka 🙂

    • Hafija
      21 października 2014 at 20:36

      Sama sobie zazdroszczę 😀

  • Ola z Róża marzy...
    21 października 2014 at 20:56

    Ja dopiero gdy jechałam rodzic, pierwszy raz zostawiłam córkę na noc beze mnie- obie nie miałyśmy innego wyjścia 😉 ale wcześniej nie wyobrażałam sobie jechać gdzieś bez niej. Nadal sobie nie wyobrażam. Poród i pobyt w szpitalu to był wyjątek, który jednak znioslysmy obie bardzo dobrze. Bez histerii z żadnej ze stron. Najważniejsze to nie popedzac rozwoju i słuchać tego, co mówi intuicja.. Ja gdy stałam się matka, bardziej jeszcze czuje głos intuicji niż kiedyś i nic już mnie nie powstrzymuje,żeby słuchać TYLKO jej, a nie oglądać się wokoło.

  • Tedi
    21 października 2014 at 21:16

    Każde dziecko i każda mama są inni. Niestety ludzie próbują wszystkich upchać do jednego wora.
    Ja pierwszy raz zostawiłam synka na dłużej, gdy miał trochę ponad rok i to było ledwie 24 godziny. My wtedy byliśmy na to gotowi.
    A Kraków jest świetny. Wiem, bo mieszkam tuż obok 😉

  • Eenn
    21 października 2014 at 21:22

    Oj szkoda ze nie zabierasz Gabrysia do Krakowa.. Na pewno by mu sie Smok spodobal:)

  • Joanna
    21 października 2014 at 22:40

    A to w takim razie nie tylko ja tak mam, że dwuipółlatek (mój) nie jest gotowy na dłuższe pobyty beze mnie…uff…ulżyło mi 🙂
    Teściowa już od kiedy Syn skończył rok zaprasza na nocowanie do siebie (mieszka raptem 5 km dalej więc widuje wnuka często), wcześniej wymówką było karmienie (cyc w nocy niezbędny) ale od kiedy przestaliśmy cycowac nagminne jest jej zapraszanie (bo ktoś tam z rodziny to wysłał swoją córkę dwuletnią do babci na drugi koniec Polski na dwa tygodnie, już po raz drugi ale teraz to już nie dzwonią, żeby mała nie histeryzowała i obrażała się)… A mój Syn ma tak, że na noc lubi wracać do swojego domu i łóżka, czasem nocujemy u mojej mamy i wieczorem przy usypianiu (ja go usypiam) potrafi się rozpłakać, że on chce do domu.
    Poza tym nie wyobrażam sobie, że nie będę miała go na noc, myślę, że jest jeszcze za mały na nocowanie poza domem bez nas. Pierwszym poważnym sprawdzianem nocowania beze mnie będzie mój pobyt w szpitalu przy okazji porodu. I tego najbardziej się obawiam, wiem, że Mąż sobie poradzi a jednak martwię się jak zniesie moją nieobecność Syn…Na szczęście są telefonu więc bajkę można przez telefon opowiedzieć 🙂

  • Kasia
    21 października 2014 at 22:40

    Oj „uwielbiam” to, że inni wiedza lepiej. Ale ludzie uwielbiają mieć rację i wciskać się w każdy możliwy aspekt życia zawodowego, prywatnego, rodzinnego i każdego innego możliwego. Bardzo lubię słuchać, że za dużo noszę, za dużo tulę, za bardzo jestem przywiązana, nieodpowiednio do pogody ubieram, muszę (!) w końcu ją zostawić z kimś na dłużej, nie mogę (!) tak wszystkim mówić co mają przy niej robić – bo przecież inni wiedza lepiej jak się zająć moim dzieckiem i jak je traktować…

  • MatkaDzika
    22 października 2014 at 04:54

    Od jakiegoś czasu już powtarzam że matki powinny bardziej ufać swojej intuicji niż temu co ludzie w koło gadają. Podobnie z wizytami dzieci u lekarza. To matka jest lekarzem pierwszego kontaktu to ona widzie że dziecko zachowuje się inaczej. Często to są szczegóły których lekarz nie wypatrzy.
    Więcej wiary w intuicję kobiet

  • Anita
    22 października 2014 at 08:15

    Właśnie tego nauczyłam się od Ciebie, aby niczego nie przyspieszać, zaufać sobie. Wstyd się przyznać ale wcześniej chciałam „wymusić” pewne zachowania wcześniej na moim dziecku. Teraz już wiem, że nie ma co stresować siebie i dziecko tylko poczekać na odpowiedni czas. Teraz gdy słyszę, że czyjeś dziecko w tym wieku robiło już to i to pytam się i co z tego? Ja mam wrażenie, że wszyscy doskonale wiedzą jak wychować czyjeś dziecko, ale tylko niektórzy potrafią dobrze wychowywać swoje.

  • Sara
    22 października 2014 at 08:49

    Z tym, że na wszystko jest czas, to się zgadzam.
    Zastanawiam się tylko, po czym poznałaś, że to jest już dobry czas na wyjazd?
    Zastanawiam się też, czy nie byłam egoistyczną matką, zostawiając kilkumiesięczną KoCórkę z babcią na noc, bo chciałam iść z mężem na randkę…

  • Angelika
    22 października 2014 at 10:42

    Nie sądziłam, że temat zostawiania dziecka na dłużej może być tak dyskusyjny, dla mnie dwu- trzylatek to wciąż małe dziecko i nie zostawiłabym takiego u kogoś na noc czy kilka dni, chyba że byłaby to jakaś awaryjna sytuacja i nie miałabym innego wyjścia. I jestem przekonana, że matka po prostu WIE, kiedy jej dziecko jest na to gotowe, ale gdyby miała wątpliwości to lepiej odrobinę za późno niż tą odrobinę za wcześnie.

    Zastanawiam się natomiast czy może być tak, że dziecko (9 miesięcy) w ogóle nie jest jeszcze gotowe na zostawanie bez mamy nawet na kilka godzin w ciągu dnia?

  • Anna Bartnik
    22 października 2014 at 14:04

    Ja ciagle slucham i olewam !

  • Aneta
    22 października 2014 at 14:50

    Też wysłuchuję od teściowej, że jej koleżanki wnusio to niemalże od urodzenia nocował u babci i takie tam ochy i achy. Ja jestem ostrożna i póki co nie widzę, żeby synek (ma 3 lata), był na to gotowy. Nie wspomnę już komentarzy a propos wychowania-brrr mam gęsią skórkę od tych wiecznych „nauk”!

  • kate
    22 października 2014 at 16:27

    Ja właśnie wczoraj usłyszałam, ze jestem chorobliwie uzależniona od mojego syna (wlasnie skoczyl roczek) bo ciagle go karmie piersia i pracuje na pol etatu, zamiast go dac do zlobka na 10 godzin dziennie, bo przeciez inne dzieci tak chodza i jakos zyja…

  • Anna
    22 października 2014 at 17:53

    Ja jestem gotowa, ale nie mam mozliwosci hiihih zycie

  • Marcela
    22 października 2014 at 21:09

    Ja również zgadzam się z Tobą w tej sprawie. Sami wiemy najlepiej co nasze dziecko potrzebuje! Sztuką jest jednak jak piszesz, słuchanie swego dziecka i poprawne odczytywanie jego potrzeb.

  • kasia
    22 października 2014 at 22:44

    Po 1: do zobaczenia w Krakowie 🙂
    Po 2: mam dokładnie takie refleksje po Konferencji Bliskości! To był pierwszy raz, kiedy zostawiłam córkę na cały dzień. Dzień, jeden, bo na noc jeszcze za wcześnie. Opuściłam wiele wyjść i wyjazdów, słyszałam nie raz i nie dziesięć, że już dawno powinnam ją zostawić, że to duża dziewczynka, że uzależniam, że się uwiązuję. A ja ze spokojem robiłam swoje. Teraz poczułam że jest ten moment, obie przeżyłyśmy znakomicie. Acha, w ramach nie zostawania na noc musiałam opuścić 2 panele, na których mi tak zależało (pociągi) ale nie czuję, że źle wybrałam. Słucham siebie, słucham Niny i jej taty i robię tak, jak nam pasuje. I to jest super,i to działa!

  • kotamota
    23 października 2014 at 07:20

    Zostawilam syna w dobrych rękach, z teściową i szwagierka, poszłam na koncert, Wrócilismy przed północą. Bardzo to przeżyłam. Bilet dostałam na gwiazdkę, kiedy mały miał pół roku a koncert był w czerwcu, 11mcy, wszyscy się umeczyli, ja, dziecko i opiekunki. Ale już wtedy rodziną była tak ustawiona, że nikt o magicznej butelce nawet nie wspomniał.
    to są też indywidualne wybory, mam koleżankę którą zostawia 2 małych dzieci i jedzie na delegację, mimo że chroni ja prawo pracy ona boi się stracić pracę, ech…życie

  • Paula
    23 października 2014 at 11:27

    Mój synek dziś kończy rok i jak do tej pory nie rozstałam się z nim na dłużej niż może 2 godziny i wcale się z tym źle nie czuję. W marcu spodziewam się drugiego dziecka i nie umiem sobie wyobrazić jak to będzie, gdy rozstaniemy się na kilka dni. Wiem, że będzie wtedy bezpieczny pod opieką taty i dziadków, ale już dziś przeraża mnie ta myśl. I w ogóle nie boję się porodu (poprzednim razem rodziłam naturalnie), nie boję się tego jak to będzie z dwójką malutkich dzieci (na co dzień mieszkamy w Hamburgu z dala od rodziny i możemy liczyć tylko na siebie), tylko właśnie najbardziej smucę się na myśl, że na te kilka dni będę musiała rozstać się z moim kochanym malutkim syneczkiem.

  • Justyna Sz
    25 października 2014 at 16:44

    Świetny post! Zgadzam się w 100% z tym żeby nie słuchać tych wszsytkich 'życzliwych’ głosów… czasem na prawdę muszę się ugryźć w język żeby nie odpyskować jednemu i drugiemu kiedy mówią mi co będzie dla mojego dziecka lepsze np. połóż ją bo za dużo nosisz, nie zasypia sama? daj się wypłakać (nóż w kieszeni się otwiera), odciągnij pokarm i zawieś dziecko babci itp itd BRRR!

  • czajnik
    4 listopada 2014 at 13:32

    Zgadzam się, że trzeba obserwować i zaufać 🙂 Też tak robię, ale czasami chciałabym, żeby dziecko już do czegoś dorosło…. Lekcja cierpliwości… Na razie dopiero 18 miesięcy za nami.

skomentuj