W poszukiwaniu agresywnego marketingu


Ach to mleko kobiece. Agresywnie wciskane kobietom, nachalnie promowane, wszędzie obecne, aż się słabo robi człowiekowi… Tak właśnie przeczytałam któregoś dnia wieczorem i pomyślałam:

– Cholera, może faktycznie jest tak agresywnie, że te tzw. laktywistki to już przesadzają. Może faktycznie niech się ogarną…

Postanawiam, więc na następny dzień, bezwzględnie tropić agresywny marketing mleka matki. Z takim twardym postanowieniem kładę się spać.

Godzina 6.30 – Następnego dnia.

Dzwoni budzik. Otwieram prawe oko (a może lewe, nie wiem do końca, zmęczona byłam). Myślę sobie – tylko uczciwie! Punktuję każdą reklamę mleka matki. Każdą!

Wyciszam budzik. Otwieram maila. Jest Newsletter – jak zawsze. O żywieniu dzieci. Zaczyna się od tego, że statystycznie w mojej rodzinie tylko ja i dziecko nie mamy alergii na białko mleka krowy. Ciekawe, ponoć dla takich osób jest specjalne mleko. Krowie… Niestety nic o karmieniu piersią tylko agresywny napis malutkimi literami pod reklamą, że karmienie piersią jest najlepszym sposobem żywienia. Jak oni śmiom?

Nie zniechęcam się. Włączam TV. Budzę dziecko, ubieram dziecko, myję zęby, piję wodę, patrzę w ekran a tam… Tak! Jakaś baba karmi piersią! Na szczęście od razu potem mówią, że po pół roku można przestać, bo mleko sztuczne będzie je chroniło. Na całe, boże szczęście pokazują butelkę nie piersi. Okropieństwo. Potem już tylko lajtowa reklama preparatu na choroby pochwy i widoki krocza. Ale już nie pokazują tych okropnych piersi.

Wychodzę do pracy. Po drodze odstawiam dziecko do przedszkola. Idę na przystanek, wsiadam do autobusu, włączam mój Spotify i patrzę, co też tam ostatnio ciekawego na Facebookach. Scrolluję… jedna, dwie, trzy… Trzy reklamy różnych… nie, nie piersi – trzy reklamy różnych marek mleka sztucznego. Chcą żeby moje dziecko lepiej widziało, miało ekstra trawienie i dobre bakterie.

A potem patrzę i… o Jezu! W mleku matki są komórki macierzyste!!  Co to za artykuł?!

A nie, to tylko koleżanka udostępniła mój wpis z bloga. Pech.

Wysiadam z autobusu po 20 minutach. Idę sobie wzdłuż najbardziej ruchliwej ulicy w Warszawie. Nade mną wielka reklama. Kobieta w staniku i w majtkach – obok facet zaraz jej rękę na cycka położy. Dobrze, że nie ma tam dziecka… jeszcze by je nakarmiła. Biorę gazetę – całkowicie darmową. Trzecia strona. Znów ta alergia. Cholerne krowy, atakują wszystkich… dobrze, że są specjalne suplementy dla dzieciaków.

Wsiadam do tramwaju, ostatni rzut oka na witryny pobliskiej sieciowej drogerii. Kup dwie puszki mleka sztucznego zapłać za półtora. Już od 6 miesiąca życia. Numer 1 polecany przez pediatrów. A obok numer jeden polecany przez mamy. Ale oba mają numer dwa. Wzdłuż całej szyby reklama jedna po drugiej poprzeplatane ze sobą… i butelka, i uśmiechnięte pysio.

Docieram do pracy. Biorę się za prasówkę i poratlówkę (przegląd prasy i portali). Niestety – nie znajduję tam żadnej reklamy mleka mamy. Żaden portal nie obradował się mamą karmiącą, WHO nie wykupiło rozkładówki w popularnej prasie parentingowej. Tylko mleko sztuczne i butelki i tak na zmianę… Jestem zniechęcona.

Wchodzę na moje laktacyjne grupy – TAM TO SIĘ PODZIEJE – myślę z nadzieją. Nie dzieje się. Jest, co prawda wątek przerysowany o tym, że karmić to nie może 1% tylko kobiet. Mogłabym to zaliczyć na czarny PR karmienia piersią, ale myślę sobie – dobra niech będzie – jedna kreseczka na rzecz tego okropnego agresywnego marketingu mleka matki.

Dojechałam do domu po pracy. Minęłam promocję mleka numer 2 w dużym hipermarkecie.  Szukałam tych matek z wywalonym cycem w centrum handlowym – kusiło mnie zajrzeć do kibla – no przecież gdzieś muszą być. Weszłam do kawiarni  – może tu, przy kawie, wyciągają te piersi pełne mleka, może tu! Nie. Ale usidłam z kawą naprzeciwko sklepu z bielizną. A tam plakaty kobiet w bieliźnie – jest ok, nie ma agresywnych cycków z dziećmi na tym samym plakacie. Można jeść. Są, co prawda krocza i brzuchy i tyłki, ale póki nie ma dziecka są spoko.

Wieczorem, kiedy weszłam na Facebooka zobaczyłam skrót badań naukowych o mleku mamy na zaprzyjaźnionym blogu. Ale dziewczyny napisały zupełnie bez agresji. Szkoda, mogłabym dać drugą kreskę. Kiedy wieczorem kładę się spać i już mam wyłączyć komórkę dostaję maila.

Czy wiesz ile wapnia potrzebuje codziennie Twoje dziecko?

Coś mi mówi, że zaraz się dowiem…

Na szczęście nie muszę dokładnie znać danych, specjaliści liczą to w kubkach mleka… sztucznego.

 

(Podobieństwo do miejsc i osób może być nieprzypadkowe)

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

40 komentarzy

  • AsiaM
    15 lutego 2016 at 20:50

    Ja pozdrawiam. Karmilam w McDonalds przy pełnym oblężeniu restauracji.

  • Grazik
    15 lutego 2016 at 21:37

    Przeczytałam wpis i uważam nie tam należy szukać agresywnego marketingu… ten agresywny marketing tworzą mamuśki. Jedna drugiej przypomina jak wspaniałe jest karmienie piersią i z pogardą się odnosi do koleżanki, kiedy ta ma trudności z karmieniem i psychicznie już nie daje rady, bo pokarm nie leci, bo nie stanie się nagle oazą spokoju, a z jej cyckow wyleci morze mleka, bo jest poprostu nerwowa o! I co? Ma wypić wiadro herbaty laktacyjnej, potem kolejne wiadro melisy? A dziecko będzie płakać, szarpać się przy piersi. Ale przecież fajnie jest karmić piersią, bo zdrowo… a im bardziej zdrowo, tym większa frustracja matek, którym mleko nie leci, które nie są zrelaksowane, których dzieci nie chcą przestawić się do pełnej mleka piersi… no i co teraz? Wtedy jest się matką wykluczoną przez krąg matek z pełną piersią i radosnym, szybko przybierajacym na wadze bobaskiem. To matki robią innym matką pod górkę, tworząc między sobą toksyczna konkurencję.

    • Hafija
      15 lutego 2016 at 21:49

      Problem polega na tym, że żeby matka trafiła na takie inne matki to musi do nich sama „wyjść” a marketing sztucznego mleka po prostu wali człowieka po oczach na spacerze uliacami miasta… Druga rzecz jest taka – żeby mówić o marketingu musimy mieć do czynienia z pieniędzmi. Za promowanie mleka matki nikt nie płaci i nikt nie bierze za to kasy.

    • Anka
      15 lutego 2016 at 22:36

      Może to nie marketing, tylko zbytnia ideologia. Po wyjściu ze szpitala próbowałam znaleźć wiedzę dotyczącą karmienia mieszanego i po dwóch dniach wiedziałam tylko, ze jestem wyrodną matką, ktora chce zafundować swojemu dziecku cukrzyce, alergie pokarmową i inne atrakcje. Nigdzie nie było jak to zrobić mądrze. Uważam, że w trosce o szerzenie wiedzy nt karmienia piersią nieraz zatracone zostało zdrowe podejście. Czasem mleko modyfikowane to zbawienie. Zawiodłam sie także na opisach jakie to karmienie jest cudownym przeżyciem, czystą przyjemnością. Wiem, ze moje mleko jest najlepsze, karmie ale nie mam z tego żadnej przyjemności.

    • Hafija
      15 lutego 2016 at 23:01

      Ależ to jest paradoks – napiszesz, że karmienie piersią jest przyjemne – źle i jesteś zoboczona, napiszesz, że nie jest – też źle, bo powinno być.

    • Pau Elegancka
      17 lutego 2016 at 16:06

      Pogarda za pogardę, bo mamuśki mm, potrafią tak samo terroryzować, wyszydzać czy tez piętnować: jeszcze karmisz? jesteś uwiązana na cycu albo co gorsza powielać już dawno obalone mity dotyczące kp.
      I może skończmy z tym powtarzaniem, że mamy kp terroryzują resztę kobiet, mamy kp to zaledwie procent, jak taka garstka może sterroryzować większość? niektóre kobiety są tak przewrażliwione nt. swojego niepowodzenia, że wystarczy że ktoś przy nich powie: karmię piersią, a już może być wzięta za laktoterrorystkę

    • qwerty
      20 lutego 2016 at 20:47

      To nie wina karmienia takiego czy siakiego tylko kobiet nieustannie krytykujących siebie nawzajem i udowadniających, która jest lepsza. Taka natura wredna. Nie zmienia to faktu, co jest zdrowsze. Wszędzie znajdzie się fanatyków i złośliwców. Ja osobiście czuję się dręczona w drugą stronę. Za długo karmisz, za grube dziecko, po roku za chude, jeszcze karmisz?!, jak długo zamierzasz?, cycki ci na pewno zwiędły, a mój ulubiony tekst z ostatniej soboty, kiedy byłam na konferencji o zdrowym żywieniu dzieci: „Karmienie tak dużego dziecka [tu dwa lata] jest po prostu obrzydliwe! Widziałam raz jak kobieta tak w przychodni karmiła. Masakra. Ja nie jestem matka-polka, dla mnie to obrzydliwe!”. I jak ja miałam się poczuć? Takie coś mówi do mnie po konferencji o zdrowym żywieniu dorosła, wykształcona kobieta, też matka. Stwierdziłam tylko, równie chamsko, że mam w dupie wasze uwagi i robię jak uważam.

    • Paulina
      11 marca 2017 at 21:05

      Kp krótko, bo tylko 3 mc. Po odstawieniu usłyszałam kilka przyjemnych opinii pod swoim adresem. I jeśli chodzi o laktoterror i nacisk. To nie jest hafijo kwestia: jest bądź go nie ma. To kwestia tego, jak czują się matki niekarmiace – jeśli kobiety czują ten nacisk to on jest, nie rozumiem jak można wmawiać komuś, że nie czuje tego co czuje? i tu mamy zabawę w moja racja jest mojsza od twojej.

    • Hafija
      11 marca 2017 at 22:31

      Nie użyłam w tekście ani razu słowa „terror” ale równie dobrze mogę powiedzieć, że jest terror butelkowy…

    • Paulina O.
      12 marca 2017 at 12:47

      Może jakby którakolwiek karmiła to by nie trzeba było przypominać że mleko mamy najlepsze, ale z grona moich znajomych bardzo licznego karmię tylko ja. A poza tym zero nul żadna. Jak najlepsze jak nigdzie nikt o tym nie mówił?? O jeny nie mam już siły…

  • Kasia
    15 lutego 2016 at 21:42

    Ja tez ostatnio karmiłam w jednej z warszawskich restauracji. Co miałam zrobić jak dziecko zaczęło dopominać się piersi? Starałam się nie uraczyć wszystkich widokiem mojego biustu ale nie zakryłam się obrusem łącznie z twarzą. Ludzie to hipokryci,najpierw rugają wzrokiem karmiącą piersią kobietę,a potem sami patrzą kelnerce w dekolt -żenada… Jeśli ktoś zasugerował by mi przeniesienie się do łazienki, to chętnie zapytałabym go czy danie szefa kuchni tez by tam zjadł 😊

  • Kasia
    15 lutego 2016 at 21:44

    Ja dzisiaj karmiłam w sklepie meblowym 🙂

  • Mamamag
    15 lutego 2016 at 21:48

    Mam to samo wrażenie, mleko modyfikowane, słoiki są wszędzie. Wiadomo na mleku matki nikt nie zarobi, po co je reklamować? A może właśnie trzeba oswajać ludzi z tym widokiem,jakże pięknym przecież. Nie pojmuję dlaczego nie płonący konar nikogo nie gorszy, natomiast mleczna pierś tak.
    DLACZEGO NIKT NIE PROMUJE KARMIENIA PIERSIĄ w tv?

    • Daria
      15 lutego 2016 at 22:13

      W reklamie chyba omega med jest pierś, całkowicie zakryta, ale widać co bobas z nią robi 🙂 zawsze coś

  • MamaSpace
    15 lutego 2016 at 21:50

    Ja karmiłam w parku, przychodni, na placu zabaw, na plaży, a nawet w zoo! 🙂 Po prostu publicznie! Ale piersi nikt nie widział, bo była okryta, resztę schowało dziecko. Szkoda, że od niedawna to już za mną!

  • Kamila
    15 lutego 2016 at 22:09

    Jak zwykle W punkt… Nic dodać nic ująć.

  • Małgosia
    15 lutego 2016 at 22:15

    Nasza akcja wali po oczach 🙂 W Szczecinie na bilbordach wielkie zdjęcia z logo Kampanii „Każdy ma swoją mamę”….ale to kropla w morzu potrzeb 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • klaudia
      16 lutego 2016 at 09:51

      Najbardziej oburzają się nie te co nie mogą karmić piersią, ale te,ci nie chcą z różnych powodów. A to im mleko śmierdzi a to ze cycki są dla facetów a to że kapie,pod prysznicem. Tyle, one same się z tym źle czują ale,doszukują się niechęci w karmiących. Ja karmie juz drugiego syna i się z tego cieszę. Ale,jak karmią moje,koleżanki to szczerze mam w dupie, ich wybór. Oczywiście cos tam,sobie pomyśle ale nigdy nie powiedziałam nikomu wprost ze robi zle czy dobrze. A tym bardziej dlatego, ze to jaka jest sie matka nie konczy się na karmieniu piersią.

    • Janula
      16 lutego 2016 at 16:11

      Małgosia niesamowite, pierwszy raz widzę na oczy reklamę mleka kobiecego (!) a mam ponad 30 lat na koncie 🙂

  • Karolina
    15 lutego 2016 at 23:06

    Fantastyczny wpis! Moja siedmiomiesięczna pociecha śpi sobie słodko obok (nakarmiona piersią :)), a ja walczę ze sobą, żeby nie wybuchnąć śmiechem! 🙂 Swoją drogą to naprawdę smutne, że negliż jest tak bardzo na topie, a – tak jak piszesz – gdy tylko obok tej roznegliżowanej piersi pojawi się dziecko, to znajdą się dziesiątki zniesmaczonych osób…

  • Hania
    16 lutego 2016 at 01:09

    Mój synek ma 10 miesięcy. Przez 6 karmiłam go wyłącznie piersią. Teraz głównie piersią. W naszym ośrodku zdrowia dla formalności jest w poczekalni informacja o zaleceniach w zakresie karmienia piersią. Jest to tylko teoria, bo lekarka już miesiąc temu powiedziała, że czas odstawić. Oczywiście to co o takim zaleceniu myślę zostawiłam dla siebie, ale uważam, że lekarz powinien się wstydzić takie rzeczy mówić pacjentom i co więcej uważam, że jeśli jakaś mama posłucha takiej porady, to powinien za to ponosić też odpowiedzialność zawodową. Znajomym strach i wstyd się nieraz przyznać, że „dalej” karmię (dla mnie to dopiero początek mlecznej drogi), bo zaraz słyszę komentarze i widzę zdziwione miny. Gdybym powiedziała, że już nie karmię, to na nikim by to nie zrobiło negatywnego wrażenia. Miałam cudowną położną w szkole rodzenia, która co zajęcia powtarzała jak mantrę, że kobieta jest stworzona do rodzenia i do wykarmienia swoich dzieci. Ilekroć nachodziły mnie negatywne myśli czy to o porodzie czy też karmieniu, zawsze powtarzałam te słowa w myślach. Wytłumaczyła też czym różni się ssanie piersi od picia z butelki i ssania smoczka. Pokazała schematy i tłukła nam do głowy, że przynajmniej na początku żadnych smoczków, żeby nie zaburzyć wzorca ssania. Położna środowiskowa niesamowicie mi pomogła ucząc prawidłowego przystawiania dziecka do piersi. Może i dla wielu mam karmienie jest nieprzyjemne, a może i dla niektórych przyjemne. Tego nie wiem. Wiem jak jest dla mnie. Nie wpadam w błogostan, czasem nawet nie wiem kiedy syn mnie złapie. Ale nie jest to dla mnie nieprzyjemnością. Co więcej nigdy nie miałam popękanych brodawek. Niewielki dyskomfort czułam dwa razy. Raz kiedy położna w szpitalu dała synkowi smoczek. Tego samego dnia uszkodził mnie dosyć poważnie. Drugi raz kiedy zostałam zarażona pewną dziecięcą zakaźną chorobą wirusową i nie chcąc przenieść jej na synka, nie poprawiałam go jak się źle przyssał. Nie wiem jak jest naprawdę bo nie jestem specjalistą, ale uważam, że w ogromnej części problemy z karmieniem, dyskomfort czy mała ilość mleka są spowodowane smoczkami, dopajaniem herbatkami i mm, brakiem wiary w siebie, beznadziejnymi poradami w stylu „nie pij za dużo wody bo mleko będziesz mieć wodniste”. Jeśli chodzi o agresywny marketing karmienia piersią, to takiego nie spotkałam (przynajmniej w moim odczuciu). Za to aż się prosi żeby znaleźć jakieś określenie dla agresywnego marketingu zaprzestania karmienia piersią. Ta agresja przejawia się już chociażby w tym, że promują to lekarze wszelakich specjalności. Wiadomo, że od ginekologa czy ortopedy to by było za dużo wymagać znajomości najnowszych standardów żywienia niemowląt czy zaleceń WHO w tym zakresie, ale pediatra przede wszystkim powinien je znać i nawet jeśli się nie zgadza, powinien informować rodziców o tym, że coś takiego jest i co z tego wynika. Ja się o takich standardach dowiedziałam również w szkole rodzenia, gdzie były na ten temat zajęcia z dietetykiem. Nieraz sobie myślę jakie mieliśmy z synkiem niesamowite szczęście, że trafiliśmy na swojej drodze na osoby, które mi pomogły. Gdybym ich nie spotkała to pewnie wszędzie rzucałyby mi się w oczy te agresywne komunikaty o karmieniu piersią, które można znaleźć na opakowaniach z mm i w prawie każdej reklamie mm. A co do tych wszędzie eksponowanych piersi matek karmiących, to ja takich nie widziałam. Za to mój mąż i teść często powtarzają, że nasz maluch to szczęściarz, bo pije mleko z takiego ładnego opakowania 🙂

  • anka
    16 lutego 2016 at 08:34

    36 miesięcy za nami, jestem NIENORMALNA!!! Już od dłuższego czasu nie mówię nic nikomu na temat mojego kp (nie doradzam, nie odradzam, nie agituję kp bo mnie obśmiano, każda z tych osób jest dorosła i umie czytać ze zrozumieniem, dla niektórych jestem autorytetem i chcą abym im doradziła- doradzam, podpowiadam, namawiam…) a i tak wśród połowy mojego otoczenia jesteś laktoświrem. To JA się czuję ATAKOWANA bo nadal karmię. To ja jestem napiętnowana. To ja nie butelka i cycki…

  • Marlena
    16 lutego 2016 at 14:12

    Jak już ktoś wcześniej napisał – problem często polega na tym, ze zamiast pomoc mamie w tym co sobie zamierzyła, czy to karmienie mieszane, czy odstawienie, inne kobiety przechodza od razu do wymądrzania się. Jasne ze sama pierś jet lepsza od mieszanego – ale super, że mama nie poddaje się i stara, żeby dziecko z tej piersi też jadło mimo dokarmiania. Ale nie lepiej zrobić wykład jakie to szkodliwe, żeby samoocena mamie jeszcze bardziej spadła i trudności z karmieniem się pogłębiły.

    Jednak rzeczą, którą najbardziej mnie denerwuje jest sytuacja, z którą kilkukrotnie już się spotkałam: mama musi brać leki, których nie wolno brać podczas KP i prosi inne o rady w odstawieniu – rad tego typu i słów wsparcia jak na lekarstwo, za to milion komentarzy, że może jednak wolno karmić przy tych lekach, bo przecież mleko mamy jest najlepsze (nawet z mieszanką chemii z leków przecież). A jak tych leków nie można to może na tę chorobę są inne, które wolno, bo lekarz pewnie niedouczony, doradca laktacyjny powie lekarzowi jakie leki ma przepisać, żeby można było karmić… A tak w ogóle to jedna z drugą miała podobną chorobę i leków nie brała… Bo przecież karmienie piersią kilkunastomiesiecznego dziecka jest ważniejsze, niż zdrowie mamy

    • vioris
      29 lutego 2016 at 17:21

      Bo te matki wiedzą, że nie trzeba dokarmiać, więc po co to robić? Probują doradzić matce, aby karmiła tylko piersią aby nie zaszkodziła dziecku w żaden sposób a dała mu to co najlepsze. To ta matka zawsze odbiera to tak samo jak Ty, zamiast posłuchać dobrych rad. Nikt nie każde jej dziecka krzywdzić, wręcz przeciwnie – każdy chce dla niego jak najlepiej.

      I oczywiście, ta sytuacja z lekami jest zupełnie normalna. Bo matka, która karmi dziecko, wcale nie musi rezygnować z karmienia ze względu na branie leków. Ja nie wiem, co jest w tym dla Ciebie takiego strasznego, że inne matki doradzają, aby lekarz przepisał lek dozwolony przy kp lub znajdą informację, że przy leku można jednak karmić. I uwierz, karmienie jest ważniejsze niż zdrowie mamy, jeśli to zdrowie można podreperować innym lekiem, który nie zabierze dziecku mleka matki. Myślisz, że 2 tyg brania leku zaszkodzi bardziej niż całkowite odstawienie dziecka i podanie mu mm?

  • Kolorowa Mama
    16 lutego 2016 at 14:45

    Nie dość, że agresywny to jeszcze tak dobrze zakamuflowany…że aż niewidoczny! 😜😉

  • Janula
    16 lutego 2016 at 16:10

    UWAGA! W walentynki udało mi się w galerii handlowej spotkać matkę karmiącą na oko 4-5 miesięczne dziecko. Cóż za bezczelność 😀 (tych karmionych butelką spotkałam kilka). Niestety piersi nie udało mi się dojrzeć, więc nie wiem czy można by to uznać za nachalną reklamę, w dodatku chowała się w kącie :/
    No i niestety jest tak jak piszesz… powiedz, że lubisz karmić źle, nie lubisz teź źle… ale to się tyczy chyba każdej dziedziny związanej w wychowywaniem dzieci. Tak jak wszyscy byliśmy Błaszczykowskimi z reklamy „dronki” tak wszyscy jesteśmy specjalistami od wychowywania cudzych dzieci 🙂

  • Agnieszka
    16 lutego 2016 at 16:37

    Czytam Twojego posta na smartfonie,tzn próbuję czytać,bo mój Roczniak wierci mi sie – to przy jednej piersi,to przy drugiej,cały w mleku (kobiecym!!) – za to uchachany jak nie wiem co;)
    Czytam więc Twojego posta i….usmiecham się szeroko;))))

  • Justyna
    16 lutego 2016 at 20:18

    Strasznie denerwują mnie reklamy mieszanek mlekozastępczych w tv, szczególnie kiedy rano oglądam z dziećmi „boba budowniczego” w telewizji dla dzieci. Zgroza…

  • An
    16 lutego 2016 at 23:01

    A ja latem chodziłam z 2-3 miesięczną córką wszędzie – do kawiarni, na plażę (pod parasol i z filtrem w nie zbyt gorący dzień 🙂 ) na starówkę i wszędzie uparcie karmiłam piersią, miałam wszystkich w głębokim poważaniu i z bojowym nastawieniem czekałam tylko aż ktoś krzywo spojrzy albo śmie skomentować. Nic. Nikogo to nie ruszyło, mało tego nawet jedna pani się do mnie uśmiechnęła! Czyli to ja ten marketing agresywny 🙂 PS Myślałam, że przeginam jak karmiłam na patio przed kościołem ale później widziałam jedna babkę co w kościele w czasie mszy karmila (szacunek dla niej) jednak zrobiła to tak dyskretnie, że chyba tylko ja zauważyłam – magia swetrów oversize 🙂

  • Natalia 29
    16 lutego 2016 at 23:29

    Małgosiu brawo! Bardzo mi się podoba kampania, proste prawda? a jednocześnie daje do myślenia! Fantastycznie!

  • Tedi
    17 lutego 2016 at 08:28

    A z tym wapniem to już mnie denerwują, bo co niby ma zrobić dziecko, które ma alergię na białka mleka krowiego? Ma nie urosnąć? Bo przecież wapń jest nie tylko w tym nieszczęsnym mleku krowim :-). Drażni mnie to wywyższanie mleka krowiego (czy tam modyfikowanego) nad naszym, kobiecym.

  • a.
    17 lutego 2016 at 10:32

    Ponieważ mam problemy z karmieniem staram się nie karmić publicznie, bo to nic fajnego jak boli. Z drugiej strony nie zamierzam siedzieć w domu, więc karmię publicznie. Negatywnych reakcji jeszcze nie było, a piersi jakoś specjalnie nie chowam i ogólnie mam duże (tym trudniej schować). Karmiłam w przychodni i w marketowych pokojach dla matki z dzieckiem. I to raczej żadne dziwo. Z fajniejszy miejsc: w pociągu podmiejskim przy pełnym obłożeniu, w przymierzalni w dużym sklepie (nie w środku ale przed bo mieli fajną kanapę), w kawiarni, w restauracji, w budynku akwarium w zoo, w kościele, w hotelowej restauracji na konferencji przy stole z uczestnikami, na tej samej konferencji na sali w trakcie wystąpienia (nie swojego), na ławce przed sklepem, na placu zabaw, na szlabanie w lesie. Widziałam inne karmiące głównie w marketach i kawiarniach. Tylko jedną z nich uznałam za promocję bo karmiłam spore dziecko i dla mnie miało to aspekt promocyjny i informacyjny.
    Pozostałych karmień nie kwalifikuję jako marketingu. Ot, zwykle karmienie głodnego dziecka. Nie rozumiem czemu publiczne karmienie miałoby być jego promocją. Osobiście ubolewam, że np. w popularnych serialach dziecko nieodłącznie występuje z butelką a nie z serialową mamą. To byłoby nieźle miejsce na promocję kp.
    Wydaje mi się, że pojęcie terroru lktacyjnego kreują dwie instytucje:
    – korporacje robiąc nam (społeczeństwu) od lat wodę z mózgu, wmawiają rownorzednosc kp i mm, wmawiając trudności z kp, itp.
    – służba zdrowia naciskając na kp bez realnego wsparcia, przekazując nieprawdziwe informacje, żenująco nie wiedząc jak leczyć i proponując odstawienie przy każdej możliwej okazji.
    Nie pomaga nam również brak doświadczonych w kp kobiet w najbliższym otoczeniu. Brak wiedzy i mity na temat kp, ktore mają się swietnue. szkodzi nam skłonność do wartościowania. Ale agresywnego marketingu kp nie widziałam nigdzie. Jedynie agresywne naciski w szpitalu bez rzetelnej pomocy.

  • Paulina
    17 lutego 2016 at 23:15

    „Kobieta w staniku i w majtkach – obok facet zaraz jej rękę na cycka położy. Dobrze, że nie ma tam dziecka… jeszcze by je nakarmiła.” Leżę! 😀

  • Gosia
    18 lutego 2016 at 14:41

    Mam wrażenie, że osoby mówiące o agresywnym marketingu mają raczej na myśli tzw. marketing szeptany. Natomiast Ty Hafijo, odebrałaś termin „marketing” czysto książkowo. Problem polega więc na przyjętej definicji 🙂 Nie pierwszy raz w dyskusji na jakiś kontrowersyjny temat definicje potoczne mieszają się z naukowymi.
    Przeglądając fora o kp zauważyłam, że zarówno wśród promotorek kp jak i zwolenniczek mm zdarzają się osoby wrogo do siebie nastawione. Bywa, że merytoryczna dyskusja zamienia się w litanię niezbyt miłych epitetów.
    Wydaje mi się jednak, że matki mm często są mocno przewrażliwione i każdy tekst chwalący kp odbierają jako atak na siebie i swoje decyzje. Nawet tu u Ciebie Hafijo, gdzie jest bardzo kulturalnie, co chwilę wypowiadają się kobiety, którym kp się nie udało. Krytykują Twoje wpisy lub wpisy innych gości. Np. na Twoim fb pewna Pani powiedziała, że chwalenie się długim karmieniem piersią jest wręcz niegrzeczne i nie powinno się tego robić, bo kobiety, które nie mogą kp, mogą czuć się urażone. To trochę tak, jakbym na forum podróżniczym nie mogła pochwalić się wycieczką na Kubę, bo osoby mniej zamożne mogą poczuć się urażone moim bogactwem..
    Jeśli zaś chodzi o marketing klasyczny kp to, moim zdaniem, nie może być agresywny, bo go po prostu nie ma.

  • my son's mum
    19 lutego 2016 at 12:05

    Nieźle się ubawiłam – świetny wpis! Jakiś czas tu nie zaglądałam, a widzę, że dzieje się, dzieje! Pozdrawiam!

  • Hanna
    20 lutego 2016 at 18:09

    Jestem mamą dwójki dzieci a także osobą chorującą przewlekle . Zawsze marzyłam o tym by karmić naturalnie. Niestety, pierwszy poród był porażką . Mialam nieplanowane cc a synka karmiłam tylko w szpitalu. W domu brakło wiedzy i wsparcia a potem ciężka depresja. .Musiałam wrócić do leków i tak skończyła mi się przygoda z laktacją. Z kolei córeczka była karmiona piersią od początku po cc i ani razu nie dokarmilam jej mm. Wszystko szło pięknie..uważam to za mały sukces bo przez 4 miesiące podwoiła nawet swoją wagę na moim mleku ale najbardziej cieszyło mnie to że obaliłam mity w mojej i męża rodzinie przez które pierwsze dziecko nie udało się karmić. Niestety zachorowałam znowu i musiałam wrócić do leków przy których nie mogę karmić piersią. Kiedy wspominam oba karmienia to przy pierwszym dziecku mnie potępiano że nie karmię naturalnie. Przy drugim też potępiano bo karmiłam w niedzielę pod kościołem albo w parku na ławce. Oba doświadczenia odbiły mi się na psychice, nie posiadam grubej skóry. Chciałam karmić dwa lata ale lekarz doradził mi odstawić i z ciężkim bólem serca posłuchałam . Mała nie chciała butli ani smoków bo ich nie znała. Było mi ciężko. A najgorsze to to że lekarz w ogóle mnie nie wspierał. Przykro mi teraz że nie było mi dane.. albo że tłum jest głupi.

    • Ania
      29 lutego 2016 at 18:42

      U mnie bardzo podobnie. Tez pierwsze wczesniak na mm. Teraz udaje mi sje karmic córcie juz 11 mc po cesarce bez dokarmiania. Jestes wspaniała mama dla swoich dziecie. Inni niech sie zajma swoimi sprawami.

  • Ania
    29 lutego 2016 at 18:38

    A nas jest dwie…ja i koleżanka
    Mamy córki z marca..jeden dzień różnicy. Obie karmimy cycusiem. Kazda miala juz chwie zwiatpienia ina.dokarmiala, ja nie no moje dziecko jest nie butelkowe. No i kamimy. Juz rok prawie.

  • Kamila Trajnerowicz
    2 marca 2016 at 08:32

    Trochę spóźniony komentarz, ale tak mi się ostatnio nasunęło, w zetknięciu z różnymi szkoleniami okołosprzedażowymi dla profesjonalistów – akurat nie tych od mm, ale m.in. okołomedycznych – że w starciu wizerunkowym z korporacjami nie raz przegrywamy nawet nie tyle budżetem, co brakiem profejsonalnych umiejętności: sprzedażowych, marketingowych, pr-owych. To wszystko stoi za producentami mm – a za nami owszem, wiedza merytoryczna i olbrzymia chęć jej przekazania, ale już sposobów komuniacji najczęściej uczymy się mozolnie same – kiedy oni mają je podane na tacy, sprawdzone i wytrenowane do oporu. Może chociaż świadomość tej asymetrii pomoże jeszcze bardziej pracować nad przekazem…

skomentuj