Wyjątkowo drażni mnie, kiedy słyszę, że kobietom wmawia się, że przejście na mieszankę uleczy ich dzieci i je same z różnych alergii, przypadłości czy chorób. Muszę, więc dzisiaj odnieść się do tych rewelacji, które matkom serwują specjaliści (wcale nie od laktacji).
Zanim jednak przejdę do sedna, to zacznę od kawałka historii mleka modyfikowanego.
Już 2000 lat p.n.e. podejmowano próby karmienia dzieci inaczej niż mlekiem mamy. Nie dlatego, że matki wybierały inne mleko, ale dlatego, że czasem nie mogły karmić, a czasem nie było już matki do karmienia ani mamki. Najczęściej dzieci, które nie mogły być karmione przez matki, po prostu przejmowały mamki, a bywało, że i babcie czy ciotki. Przez całe tysiąclecia dzieciom próbowano podawać mleko kozie, krowie, kobyle, owcze itd. Najczęściej z tragicznym dla dziecka skutkiem. Przez lata podejmowane były próby stworzenia produktu, który zastępowałby mleko matki w sytuacjach krytycznych. Były, więc mieszanki mąki, wody i mleka krowiego, mleka skondensowane i mleka rozcieńczone wodą. Były mleka, poddane eksperymentalnej metodzie proszkowania, mleczne banki mleka krowiego, które to mleko na drugi dzień zawierało miliony chorobotwórczych bakterii, a o sterylizacji sprzętu do karmienia nikt nie słyszał. Oczywiście, od samego początku reklama mleka innego niż mleko matki jechała po bandzie. Mówiło się o dzieciach, które odrzucają wszystkie pokarmy, mówiło się o mleku dla niemowląt, podczas gdy na opakowaniu małymi literkami zapisane były informacje, żeby nie podawać tego produktu niemowlętom. Mleko było testowane w szpitalach, bo miało być bardziej optymalne, lepsze, łatwiejsze do podania i wszystkie możliwe absurdy.
Wynalazek, jakim jest mleko sztuczne od samego początku był produktem do sprzedania. Na początku nikt nie patrzył na to, co tam w środku jest i jak działa na dzieci. Raport stworzony w 1911 roku w USA stwierdzał fabryczne zanieczyszczenie prawie wszystkich produktów zastępujących mleko kobiece. Mniej więcej w tym samym czasie w Bostonie odkryto, że częstość umieralności dzieci karmionych sztucznie jest sześciokrotnie większa niż tych karmionych naturalnie. W 1924 roku okazało się, że ryzyko śmierci niemowląt niekarmionych piersią jest jeszcze wyższe niż zakładano. Cokolwiek by nie mówić – mleko sztuczne na pewno nie powstało w celu leczenia, czy wspierania zdrowia dzieci.
Od tego czasu wiele się zmieniło. Mleko modyfikowane ma standaryzowany skład, jest produkowane w warunkach ściśle określanych przepisami. Nadal jednak możecie spotkać się z opiniami, że mleko sztuczne pomoże przy alergii, pomoże przy kolce, przy wysypce, AZS, a niektórzy medycy twierdzą wręcz, że jest jak lekarstwo.
Wyjaśnijmy sobie, więc, po co stworzone zostało mleko sztuczne: żeby dzieci, które nie mogą być karmione piersią, żeby dzieci, które nie mają szansy na alternatywną metodę żywienia (takie, którym umarła mama lub zostały oddzielone od matki), miały realną szansę na przeżycie. Ale też po to żeby na tym produkcie zarobić. Po to, żeby go sprzedać i pozyskiwać z niego środki finansowe.
Dlaczego?
Biznes związany z narodzinami dzieci nigdy się nie kończy, bo dzieci będą rodziły się zawsze. Myślicie, że reklama nie działa, że promocja nie działa? Że nie wpływa na wybory zakupowe?
Młodzi rodzice to jedna z najbardziej wrażliwych zakupowo grup społecznych i reklama na nich działa 1. Promocja marki, product placement, działania około produktowe związane z przekazywaniem jakieś wersji wiedzy i umieszczenie produktu, logotypu w miejscu popartym autorytetem np. lekarskim, to wielka maszyna, którą już od początku produkcji masowej mleka sztucznego wykorzystują producenci sztucznych mieszanek. (Nie na darmo powstał Międzynarodowy Kodeks Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece, właśnie, dlatego, że marketing mleka sztucznego prowadzony nieetycznie i w sposób niekontrolowany szkodzi zdrowiu i życiu dzieci – do zawsze, aż po dziś dzień.)
Mleko sztuczne ma za zadanie zapewnić optymalne odżywienie dziecka, które nie może być żywione inaczej i jest ono w takich sytuacjach niezbędne. Zapewnia tylko i wyłącznie podstawowe potrzeby żywieniowe dziecka niekarmionego mlekiem matki. O tym jak działają (lub nie) dodatkowe składniki dodawane do mleka sztucznego pisałam już kiedyś tutaj: KLIK
Mleko modyfikowane natomiast nie jest lekiem na alergię – wręcz przeciwnie, to mleko matki jest najodpowiedniejsze dla alergików, astmatyków i dzieci z problemami skórnymi. O ten aspekt karmienia dziecka zapytałam Lucę – twórczynię Milk Power – prowadząca warsztaty i spotkania grup wsparcia – prywatnie mamę wrażliwego alergika i Promotorkę Karmienia Piersią:
„U dziecka z alergią pokarmową zamiana karmienia naturalnego na sztuczne spowoduje oczywiście ustąpienie objawów (mowa o dzieciach, które jeszcze nie mają rozszerzonej diety), jednak w szerszej perspektywie jest fatalnym pomysłem. Mleko matki jest, bowiem jedyną znaną substancją, która uszczelnia jelita i powstrzymuje marsz alergiczny. Dlatego tak bardzo ważne jest dla mnie, żeby jak najdłużej karmić piersią mojego syna z AZS. W ten sposób mam największą szansę uchronić go przed zaostrzeniem choroby, a nawet przed astmą. Co więcej, z moim mlekiem otrzymuje ochronę przeciwko niektórym alergenom? Pod osłoną mleka mamy dziecko może w miarę bezpiecznie rozszerzać dietę, przy ostrożnym wprowadzaniu niektórych produktów. Czasem również mama powinna być na diecie eliminacyjnej, ale nie zawsze jest to konieczne.[1]” Od siebie dodam, że dieta eliminacyjna jest potrzeba rzadziej niż to jest zalecane.
Mleko sztuczne nie jest lekiem na problemy z pozyskiwaniem pokarmu z piersi przez urodzonego o czasie, zdrowego noworodka, karmionego przez zdrową mamę. (klik)
Jak często słyszałyście, że jedynym ratunkiem dla małego alergika jest przejście na mleko modyfikowane? Jak często stwierdza się nietolerancję laktozy na podstawie krost i trzech brzydkich kup? W Polsce nietolerancja laktozy występuje u ok. 1, 5% niemowląt. Nietolerancja laktozy wrodzona nie jest alergią tylko problemem metabolicznym, który gwałtownie manifestuje się od początku życia i, co ciekawe, nigdy nie ustępuje. Nietolerancja tzw. wtórna pojawia się długo po tym jak większość mam przestaje karmić piersią. Zapewniam was – większość dzieci z tzw. nietolerancją laktozy, stwierdzoną na pierwszej wizycie u pediatry na podstawie „kolki” i zielonej kupy dwa razy w życiu, jej nie ma.
Polskie społeczeństwo nie rodzi się masowo z wadami metabolicznymi, a mleko modyfikowane nie leczy dzieci z tych metabolicznych wad.
Dorośli radzą sobie z laktozą o wiele gorzej niż małe dzieci. Jeżeli dzieci miałyby nie przyjmować laktozy i byłaby ona dla ludzkich noworodków szkodliwa to nie byłoby jej w mleku mamy. A jest. Mało tego, nawet osoby, które nie tolerują lub źle tolerują laktozę (i nie mają wady metabolicznej) są w stanie przyjąć bez konsekwencji ilość laktozy, jaka znajduje się w ok. dwóch szklankach mleka. Nie mniej jednak pompowana jest produkcja drogich produktów żywieniowych i specyfików z laktazą dla dzieci z problemami tzw. nietolerancji laktozy[2]. Powiedzmy to sobie jednak wprost – mleko modyfikowane przeznaczone dla dzieci z nietolerancją laktozy nie jest lekiem ani ratunkiem dla dzieci, które mają kolkę, zieloną kupę i ulewają. Nie jest tez lekiem dla dzieci, które mają faktyczną wadę metaboliczną – są dla nich środkiem żywieniowym, ale dzięki piciu tego mleka nietolerancja nie zniknie. Mleko sztuczne to nie LEK – to jedzenie – koniec jego „magicznych” działań.
Mleko modyfikowane nawet podawane ze wskazań to nadal TYLKO produkt do żywienia dziecka. Szlag mnie trafia, kiedy pisze do mnie czytelniczka:
„Lekarz powiedział, że zapisze dziecku mleko sztuczne żeby podleczyć jego jelita po kolce” Nie wiem, co ci ludzie, którzy tak mówią matkom biorą, ale chyba lepiej żeby przestali.
Pokażcie mi gdzie na mleku modyfikowanym jest napisane LEK, gdzie?
Nie, mleko modyfikowane nie jest nawet suplementem, ani witaminą, nie jest potrzebne dziecku do wyjścia z kolki, ani do wyjścia z ulewania, ani do wyjścia z alergii.
Nie jest bombą witaminową, która wesprze rozwój mózgu, nie jest probiotykiem na kolkę ani po antybiotyku, nie jest wspomagaczem trawienia ani wspomaganiem dla rozwoju oka, ucha ani innej części ciała.
Mleko modyfikowane to środek spożywczy specjalnego przeznaczenia. Jest potrzebny żeby żywić dziecko, którego mama nie mogła lub nie chciała karmić – nic więcej, nic ponadto.
Od samego początku bytności mleka sztucznego na rynku było ono reklamowane i polecane najpierw, jako coś równorzędnego z mlekiem mamy, potem, jako ratunek dla dzieci biednych i chorych, które „odrzucały pierś matki”, a teraz, jako rozwiązanie problemu kolki i zielonej kupy. Nadchodzi czas żeby się opamiętać.
Przykro mi to mówić, wiem, że jest to może trudne dla mam, które nie karmią piersią, ale karmienie sztuczne jest dla dzieci drugorzędnym wyborem, wyborem mniej wartościowym, bywa, że zagrożeniem życia w skrajnych przypadkach (klik) Ile razy słyszycie, że „Mleka sztuczne teraz są takiej wysokiej, jakości”? One są takiej, jakości, na jaką pozwala produkcja fabryczna, obarczona czynnikiem ludzkim, a w porównaniu z mlekiem matki są po prostu jedzeniem niezbędnym do przeżycia w sytuacji braku pokarmu matki. Są takiej jakości jakiej być MUSZĄ – to nie jest żadna zaleta – to wymóg, żeby utrzymać przy życiu dzieci niekarmione piersią. Mleko sztuczne jest dla wszystkich dzieci prawie zawsze niepotrzebne po pierwszym roku, i całkowicie zbędne u dzieci dwu czy trzy letnich i starszych. Natomiast mleko mamy nie tylko jest pożywieniem, ale jest substancją aktywną biologicznie, zmienną, modulującą organy i immunologiczne odpowiedzi organizmu dziecka, zapewniającą normalny i najlepszy rozwój organizmu dziecka.
Cokolwiek możecie usłyszeć o mleku sztucznym, pamiętajcie to – nie jest to lek. Oznacza to, że nie leczy, nie wypędza alergii ani nie likwiduje wad metabolicznych, nie leczy krost, nie leczy zielonych kup, nie buduje odporności, nie jest potrzebne żadnemu zdrowemu dziecku – rzekłabym, że jest wręcz zbędne.
Na koniec dwa słowa o żywieniu dzieci. Wierzę, że wiele mam, które karmi sztucznie robi to, dlatego, że nie otrzymała właściwej pomocy w karmieniu naturalnym, a wręcz rzucano im kłody pod nogi. Wierzę, że to jak karmisz dziecko nie wymaga żadnego tłumaczenia – karmisz jak karmisz, to wyłącznie sprawa Twoja i Twojej rodziny, nie warunkuje to miłości, jakości opieki ani dobrobytu emocjonalnego dziecka, co oczywiście nie znaczy, że nie wpływa na jego zdrowie, ale czasem jest to już poza naszym zasięgiem i kontrolą.
Ufam, że nasze dzieci i wnuki mają jednak szanse na coś lepszego – na pomoc, na wsparcie, na wiedzę, których my może nie otrzymałyśmy albo, których nam odmówiono. Żeby tak było, to o karmieniu naturalnym trzeba pisać wprost, trzeba mówić kobietom – wszystkim bez wyjątku – prawdę, czasem nawet tą najsmutniejszą, a może coś, co nam się nie udało uda się następnym pokoleniom. Dlatego chcę żebyście wiedziały – nie piszę na złość, ani na krzywdę mamy karmiącej sztucznie, nie jest to ocena kobiety, jest to gorzka ocena systemu wsparcia laktacyjnego w Polsce, oraz reklamy, która jest nieetyczna i niekontrolowana. I to – musi się zmienić.
[1] Na podstawie Karmienie piersią w teorii i praktyce, red. M. Nehring-Gugulska
[2] Review article: the diagnosis and management of food allergy and food intolerancesJ. L. Turnbull*, H. N. Adams† & D. A. Gorard†
Gabrielle Palmer “Polityka karmienia piersią”
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2684040/ A History of Infant Feeding
Emily E Stevens, RN, FNP, WHNP, PhD, Thelma E Patrick, RN, PhD, and Rita Pickler, RN, PNP, PhD
Komentarze