Od czasu do czasu powraca na moim, blogu temat klapsów. Jest to niestety nadal jedna, wielka, czarna dziura edukacyjna w Polsce. Ostatnio, pechowo, wdałam się ponownie w smutną dyskusję na temat przemocy fizycznej w domu. Niestety, powszechne jest usprawiedliwianie się poprzez projekcję własnych doświadczeń i obniżanie ich wagi oraz wpływu, i  kierowanie uwagi na coś zupełnie innego niż klaps.

– Och, tyle o klapsach się mówi, a przecież jest też znęcanie psychiczne, może by się tym zająć dla odmiany, bo to chyba gorsze! – mówią często fani klapsika. Tak trzeba się tym zająć, ale trzeba też zająć się klapsem. Nie wybieramy przecież czy stawiamy na profilaktykę nowotworu piersi, czy szyjki macicy.  Nie ma tutaj dyskusji  nad tym, co jest ważniejsze i w kwestii przemocy też być nie powinno. Oba problemy są istotne, obie sprawy są ważne. Nikt nie neguje tego, że przemoc emocjonalna jest równie szkodliwa, co fizyczna. Jednak istnienie jednej nie obniża wpływu drugiej.

– Wyszedłem na ludzi! – kolejny slogan, który powtarza się jak echo w dyskusji o klapsie. Już nie raz pisałam o tym, że jest to straszny błąd logiczny. Ludzie, którzy wyrośli na „ludzi” nie biją innych ludzi, a jak biją, to nie wyrośli na ludzi. Ciężko natomiast powiedzieć na co wyrośli. Chyba łatwiej, że nie wyrośli wcale.

Dlaczego nie bijemy innych ludzi? Dlaczego innym dorosłym nie obrywa się za zachowanie niezgodne z nasza opinią i widzimisię?

Ponieważ boimy się oberwać, boimy się konsekwencji prawnych za naruszenie nietykalności osobistej, nie mamy na tyle jaj żeby do cielesnej argumentacji się odwołać. Niestety w stosunku do dzieci, tych jaj dorosłym najczęściej nie brakuje. Nie brakuje też tupetu i hipokryzji (karanie klapsem za to, że dziecko swojego rodzica uderzyło lub kopnęło to szczyt szczytów). Dziecko nie pójdzie na policję i na nas nie naskarży, szczególnie jak mu do głowy nawkładamy, że to dla jego dobra i rodzicowi wolno bić.  Możemy sobie zracjonalizować jakimś wyższym (nawet idiotycznym) dobrem klapsa, nie boimy się że dziecko nam odda, jesteśmy pozbawieni jakichkolwiek odczuwalnych, natychmiastowych konsekwencji, o ile inny dorosły nie przypomni nam, że w Polsce obowiązuje prawo, które zakazuje stosowania kar cielesnych.

W Polsce nie można złodziei karać chłostą. Wyobrażacie sobie taka karę? Takie średniowieczne zagrywki? Wyobrażacie sobie bicie uczniów po łapach linijką podczas lekcji? To jest system z innej epoki. Tej mniej wyedukowanej, tej nieco bardziej ciemnej. Klapsy pochodzą z ciemnej epoki, kiedy dzieci były podporządkowaną własnością rodziców – tak jak zwierzęta.

Klapsy w domu dziwnym zbiegiem okoliczności trzymają się całkiem nieźle. Niektórzy, w swojej nieograniczonej ignorancji, uważają  nawet, że klaps – uderzenie w tyłek – nie jest uderzeniem (nikt nam nie wmówi ze białe jest białe, a czarne jest czarne) ale nawet twierdzą, że nie boli! Tak jakby nietykalność osobista zaczynała się od granicy bólu a nie od przekroczenia tejże nietykalności. Dzieci ból odbierają inaczej niż dorośli, ale co ważne, to nawet dorośli nie odbierają bólu tak samo. Ból jest pojęciem bardzo indywidualnym.  Czy nasze „to nie boli” = „to nie krzywdzi” – niestety nie. Często nasze „nie boli” nie równa się dziecięcemu „nie boli”.  Dlaczego nasz szef jak zawalimy kontrakt nie przyłoży nam w głowę „z liścia”? Dlaczego nie bijemy męża po twarzy za każdym razem jak nas zdenerwuje? Ponieważ należy się nietykalność osobista tym ludziom. Jest ona naszym niezbywalnym prawem i dzieci także mają do niej prawo. Jednak są ludzie (nie wiem jak to się dzieje, że naprawdę istnieją), którzy ponad prawo, które chroni dzieci, stawiają swoja wygodę, lęk, nerwy, albo widzimisię i wydajemisię. Niektórzy bici rodzice biją dzieci, bo zaprzeczenie klapsa może okazać się dla nich zaprzeczeniem ich własnego dzieciństwa lub rodzicielstwa – kochających ich przecież – rodziców.

 

Klapsy to bardzo sprytna forma przemocy dla początkujących – nie pozostawi widocznych siniaków, najczęściej stosowana jest w domu, jest przyzwolenie społeczne na klapsa dla zdenerwowanego rodzica lub w celu ratowania życia dziecka od jakiś strasznych konsekwencji. Nie wierzymy w siłę słów, w rozum dziecka. Efekty chcemy mieć szybko i najniższym kosztem. Nauka wymaga czasu, cierpliwości, zrozumienia. Współcześni rodzice nie mają ani czasu, ani cierpliwości. Klaps daje im poczucie szybkiego i łatwego rozwiązania. Koszt jednak jest odłożony w czasie – czasami bardzo daleko w czasie. Niestety miłość dziecka do rodzica bywa nieskończona. Niestety niektóre dzieci też będą racjonalizować bicie, które organizują w domu pod płaszczykiem wychowania i edukacji rodzice, ba nawet dzieje się tak pod pretekstem wartości rodzinnych.

Tracę wiarę w rodziców, tracę wiarę w młodych ludzi, którzy stają się rodzicami. Przeraża mnie bezrefleksyjność i zapatrzenie w siebie. Przeraża kult fizycznej dominacji w rodzinie – prymitywny i niepasujący do gatunku Homo Sapiens – niby myślącego. Nie po to zeszliśmy z drzew żeby pięścią i demonstracją siły, jak goryle, pokazywać czyje jest, które miejsce w rodzinie.

Chyba czas na kampanię edukacyjną w szkołach podstawowych i w przedszkolach. Mądrą, ale skierowaną do dzieci.

Niestety kiedy wychodzę ze swojej pięknej bańki „rodzicielstwo bliskości” to przestaję wierzyć w dorosłych. Nie mogę się nadziwić, kiedy wielki, kilkudziesięcio kilogramowy facet, mówi publicznie o uderzaniu swojego czteroletniego, sięgającego mu do uda dziecka, którego sam spłodził, a na koniec jeszcze twierdzi, że jest to w porządku i jest to normalne. Dla mnie jest to tak obrzydliwe, że nie potrafię znaleźć słów na ogrom gniewu, który we mnie wzbiera.

A najgorsze jest to, że ci co dzieci biją i tak nie zrozumieją o czym jest ten post.

Kategoria:

klapsy,