Nic na zapas


Ten post jest wstępem do cyklu o wyprawce po nowemu. Prosicie od bardzo dawna o wyprawkę dla mamy karmiącej piersią, więc ją dostaniecie – pracuję nad nią już jakiś czas 🙂

Ostatnio moja dobra znajoma w ciąży stojąc przed półką w sklepie zadzwoniła do mnie i spytała:

– A jaką butelkę mam kupić?

– A po co Ci butelka?

– A to nie jest potrzebna, bo ja mam na liście wyprawkowej?!

– A mleko sztuczne też tam masz?

– Mam!

– Wyrzuć tę listę! –  zmotywowana zabieram się do pracy

Do karmienia piersią nie należy kupować nic na zapas.

Wszystkie wyszukane pomoce oraz akcesoria są fajne ale bez nich poradzisz sobie równie dobrze. Są jednak takie rzeczy, których kupno przed rozpoczęciem karmienia to po prostu zbędny wydatek i może nam w karmieniu przeszkadzać.

Jeżeli chcesz karmić piersią to nie kupuj na zapas butelki ze smokiem. Jest to absolutnie niepotrzebne ani nie wskazane. Dlaczego?

Jeżeli w szpitalu okaże się (rzadko jest taka faktyczna potrzeba, najczęściej zaszczepiona przez brak lub niewłaściwą pomoc laktacyjną) że musisz dokarmić to:

1. nie dokarmia się butelką, lepiej więc nie kupuj butelki a ROZEZNAJ się w tym czy szpital dysponuje właściwym sprzętem do dokarmiania (zwykła strzykawka starczy albo prosty dren) i skup się na nauce prawidłowego przystawiania do piersi. Poczytaj o innych metodach dokarmiania – łyżeczka, kieliszek, miękki kubeczek itd.

2. jeżeli w szpitalu wystąpi konieczność podania mieszanki (radzę jednak odciągnąć swoje mleko!) to dostaniesz (niestety) w większości szpitali po prostu  małą buteleczkę z porcyjką mleka – nie potrzebujesz mieć butelki.

Rozeznaj się w rynku, zobacz jakie są butelki i gdzie ewentualnie możesz je kupić i tyle.

To samo tyczy laktatora. Nie kupuje się laktatora zanim się nie zacznie karmić.

W szpitalu możesz wypożyczyć na czas pobytu w nim odpowiedni sprzęt  i wspomagać się nim w trakcie nauki przystawiania. Jeżeli będziesz potrzebowała go dalej – życzę Ci żeby tak nie było, to albo pożycz go z poradni laktacyjnej lub szpitala albo dopiero na tym etapie kup. Tak jak z butelkami – obejrzyj dostępne modele i rodzaje, poznaj ich funkcje i zapisz sobie co kupić i gdzie.

Możesz też, co jest jak najbardziej normalnym i naturalnym podejściem, nauczyć się odciągać ręcznie, bo ręcznie, wprawne dłonie, potrafią bardzo dużo i szybko mleka odciągnąć.

Nigdy, ale to przenigdy nie kupuj mleka w proszku na zapas. Nie jest ono potrzebne, bo po pierwsze jak musisz dokarmić w szpitalu to pierwszym wyborem jest twoje mleko odciągnięte, potem mleko z banku, a na końcu mieszanka, którą i tak dostaniesz na oddziale. Mleko sztuczne kupisz na każdym kroku, taki zakup może zrobić nawet dziecko (niestety 🙁 ). (Znaczy nie Twoje dziecko tylko, jakieś dziecko, bo to jest tak zatrważająco łatwe)

podsumowując: O ile gadżety typu poducha, fotel do karmienia, stanik do karmienia mogą być przydatne to ich obecność nie determinuje karmienia i nie są niezbędne, będą to będą, nie będą to nie, o tyle butelka, laktator i mleko w proszku kupione na zapas mogą w tym karmieniu po prostu przeszkadzać.

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

56 komentarzy

  • Matka Dzika
    29 lipca 2014 at 18:45

    Świetny tekst.
    Od siebie dodam że butelki są rozdawane za darmo w celach reklamowych, czy to u ginekologa, szkole rodzenia u położnej środowiskowej czy warsztatach dla rodziców. Na szczęście próbki mleka rozdają dopiero takie od 6 miesiąca. Zresztą pisałam o tym u siebie na blogu 🙂

    • Hafija
      29 lipca 2014 at 18:59

      Takie rozdawanie butelek jest niezgodne z prawem i można to zgłaszać nawet na policję

    • Olga
      9 czerwca 2017 at 07:35

      A jaka jest podstawa prawna ?

  • Piwnooka
    29 lipca 2014 at 18:48

    Wszystko to prawda, gadżety mnożą się w sklepach i ma każdym kroku ktoś próbuje nas przekonać, że ich produkty zadziałają cuda. Z drugiej strony piszesz z perspektywy kobiety, dla której karmienie to już druga natura a uważam, że pisząc podobne poradniki trzeba się trochę wczuć w sytuacje młodej, często niepewnej mamy. Dlatego uważam, że o ile pudło mm faktycznie jest niepotrzebne, o tyle jedna butelka dla świętego spokoju kobiety, to nic złego. Jedna mała, a nie kilka o rożnych pojemnościach. Nie wyobrażam sobie zmęczonej mamy, która z jakiegoś powodu musi odciągnąć pokarm dla maleństwa, że w tym wszystkim uczy się odciągania ręcznego. Zwłaszcza, że u boku nielicznych znajdzie się wtedy cierpliwy doradca. Prosty laktaror ręczny nie jest przesadą, a prawdopodobnie i tak się przyda, jeśli mama będzie chciała zamrozić zapas mleka na pózniej. Zdrowy rozsądek jest najważniejszy i nie trzeba zaraz doradzać zakupu rzeczy, które ułatwią życie. Pozdrawiam 🙂

    • Hafija
      29 lipca 2014 at 19:00

      Ale to nie trzeba kupować – wystarczy wybrać w najbliższym sklepie. Sama byłam posiadaczką wszystkich tych rzeczy – gdyby mi ktoś powiedział, że można inaczej to bym nie kupila

    • czajnik
      31 lipca 2014 at 21:50

      Dostałam butelkę w szkole rodzenia. Po 3 tygodniach dokarmiania odciągniętym mlekiem z butelki, dziecko zaczęło gryźć mnie w sutki, zapewne żeby leciało z nich jak z butelki. Oduczenie jej tego zabrało sporo czasu i nerwów. Jeśli będę jeszcze kiedyś potrzebowała dokarmiać noworodka, to nie z butelki.
      Użyłam butelki, bo byłam właśnie młodą, niedoświadczoną i niepewną mamą, a butelkę miałam pod ręką i nie musiałam się nad tym zastanawiać.

      Miałam od koleżanki laktator, który zupełnie na mnie „nie działał”. Później wypożyczyłam elektryczny z wypożyczalni i jak go oddałam, to już nigdy nie użyłam żadnego laktatora, bo nie było takiej potrzeby i absolutnie nie miałam takiej ochoty. Cieszę się, że nie kupowałam laktatora na zapas, bo mogło się okazać, że kupiłam, a nie jestem w stanie nim odciągnąć ani kropli.
      Inna sprawa jest taka, że nikt mi nie mówił, ani do niedawna nigdzie nie przeczytałam o ręcznym odciąganiu. Po lekturze ostatniego kwartalnika laktacyjnego okazało się, że ręczne odciąganie działa! I na dodatek jest dla mnie jedyną sensowną, działającą i nietraumatyczną opcją odciągania mleka. Czyli więcej reklamy ręcznego odciągania!

      Spotkałam się też z sytuacją, kiedy młoda mama w nawale zaczeła używać laktatora (kupiła go, bo nie wiedziała, jak ręcznie odciągać), a potem płynnie przeszła do odciągania zamiast niektórych karmień, co poskutkowało niedoborem pokarmu, którego nie udało się jej wyrównać. Dopiero rozszerzenie diety dziecka wyeliminowało z jadłospisu MM… WG mnie laktator był jednym z czynników szkodzących.

      Masz rację, że zdrowy rozsądek najważniejszy. Tylko posiadanie „odpowiedniego” sprzętu może ten rozsądek uśpić.

  • Projekt Londyn 2014
    29 lipca 2014 at 18:52

    Wiesz, nie końca się z Tobą zgodzę – choć jak zawsze bardzo cenię Twoje rady dotyczące karmienia piersią.

    Mnie kupno laktatora i butelek „na zapas” absolutnie nie przeszkadzało w karmieniu piersią. Co więcej – ponieważ krótko po porodzie zaczynałam studia – wiedziałam, że nie zawsze będę miała możliwość karmić prosto z piersi. Kupiłam odpowiednie butelki i smoczki z malutką dziurką i moje dzieci musiały się sporo namęczyć, kiedy ssały z butli.
    Przy nawale – kiedy nie wystarczało opróżnienie piersi przez dzieci – też używałam laktatora – żeby choć nieco ulżyć.
    Także – nie do końca widzę związek. A myślę sobie, że gdybym nie kupiła butelek i laktatora na początku, zanim jeszcze urodziłam Księciunia, to ponieważ po jego porodzie byłam oszołomiona posiadaniem dziecka i co tu dużo kryć – w pierwszych miesiącach posiadanie dziecka mnie przerastało – nie bardzo wiedziałabym nawet co wybrać.
    Ale pewnie to jest tak – że każdy przypadek jest indywidualny :).

    • Hafija
      29 lipca 2014 at 19:01

      Ale nie jest to zakup bezwzględny – jest to opcja bez której sobie poradzisz natomiast to co jest tak naprawdę potrzebne – o tym rzadko myślimy przed porodem – kontakty do doradców, doświadczona koleżanka, numer do wypożyczalni sprzętu, nauka karmienia i odciągania. Po prostu zdajemy się na rzeczy, a nie na swoje kompetencje.

    • Zuzanna
      29 lipca 2014 at 19:39

      ja się zgadzam. Ja po prostu wolałam te rzeczy mieć, bo dzięki temu byłam spokojniesza. I przydały mi się. Nie przydała mi się natomiast poduszka do karmienia, bo karmię zazwyczaj na leżąco 🙂 Natomiast kupno mleka modyfikowanego na zapas uważam za bezsens.

    • Famii
      29 lipca 2014 at 22:29

      Zgadzam się z Tobą. Butelkę kupiłam, używana była już nie raz ( ściągałam mleko i zostawiałam babci ) gdy musiałam wyjść na dłużej z domu. Przy drugim dziecku zrobiłam tak samo – kupiłam przed porodem i też się przydała ( pomimo, że też karmiłam piersią ). Nie wyobrażam sobie biegać po butelkę po porodzie. Oczywiście można karmić kieliszkiem albo łyżeczką, ale jednak butelka była tak samo na mojej liście jak np. pieluszki 🙂

  • Matka Dzika
    29 lipca 2014 at 19:08

    to ja mam jeszcze taką propozycję, może jakiś poradnik jak ręcznie odciągać, bo nigdzie nikt o tym powszechnie nie mówi. Wprawdzie osobiście nie pytałam i jakoś szczególnie nie czytałam, ale też nie było mi to potrzebne, a myślę że wielu by to jednak pomogło 🙂

    • Hafija
      29 lipca 2014 at 19:14

      Trochę na ten temat jest w Kwartalniku Laktacyjnym

    • Hafija
      29 lipca 2014 at 19:15

      A warto też wiedzieć, że w szpitalu powinni Was nauczyć odciągać ręcznie.. niestety to zwykle teoria i po prostu podtykają laktatory

  • Beata
    29 lipca 2014 at 19:17

    Nic z tych rzeczy nie miałam i teraz jakbym miała rodzić to laktator jak najbardziej bym kupiła. Miałam cesarkę. Wyszłam po 3 dniach zgięta w pół. Syn został na oddziale noworodkowym- leżał jeszcze tydzień. I ja taka ledwo chodząca ganiałam po mieście za laktatorem bo myślałam że wykorkuję. Co dzień dowoziłam swoje mleko. Przy drugim synu miałam i od razu spakowałam w torbę do szpitala żeby komuś nie zajmować w razie potrzeby.

    • Hafija
      29 lipca 2014 at 19:19

      Dlatego zachęcam, żeby znaleźć model i sklep, żeby nie latać i nie szukać 🙂

  • kasia
    29 lipca 2014 at 19:25

    Wszystkie moje koleżanki oczekujące dostały link i gorące polecenie 🙂 Dzięki Hafijo!

    • Hafija
      29 lipca 2014 at 19:26

      :*

  • Zuzanna
    29 lipca 2014 at 19:35

    Wiem, że tak teoretycznie powinno być. Z tym, że ja miałam i butelki i laktator i nie żałuję. Nie kupilam tylko mleka modyfikowanego, choc mały był dokarmiany 3 razy w szpitalu faktycznie jednorazowa buteleczką. Laktator kupilam dzien przed porodem, ale nie zdążył dojść (rodziłam w piątek). Był to laktator elektryczny i taki polecała mi kolezanka. Nie za bardzo mnie korciło i nadal nie chcę odciągać ręcznie. Na szybko tata kupował mi w sobotę rano ręczny tłok do odciągania i używanie go było straszne. A musiałam go użyć, bo małego nie miałam przy sobie początkowo i też musiałam dodatkowo, żeby wycągnąć przed karmieniem spłaszczone brodawki plus odciągnąć trochę mleka, bo piersi były twarde jak kamienie, co utrudniało dziecku ssanie. Ręczne odciaganie było dla mnie bardzo bolesne i nieprzyjemne. O wiele lepszy okazał się elektryczny laktator użyty po powrocie do domu. Butelki użyłam kilkakrotnie sproadycznie kiedy musiałam zostawić małemu odciągnięty pokarm.

  • Marta
    29 lipca 2014 at 19:42

    Poszłam dziś do lekarki z potwornym bólem ucha, pytam co mi może zaoferować bo karmię piersią. Pani na to, że nic. Ok, byłam na to przygotowana. Ale to nie był koniec. Pani pyta ile ma dziecko, no to mówię, że 8 miesięcy. A, to mogę przestać karmić i już lekarka sięga po receptę. Ja wyobrażam sobie jak mówię Emi, że dziś nie ma cyca… Myślę, że nie ma takiej opcji i spokojnie mówię, że chcę karmić. I co usłyszałam? Wciąż w to nie wierzę, ale usłyszałam: a czy pani wie, że po 9 miesiącu mleko to sa pomyje? ???!!! I to mówiła kobieta. Kobieta! No szok. Z wrażenia gorączka mi spadła… Czyli za miesiąc będę karmić Emi pomyjami? Czy one jej dalej będą smakować? 😛

    • Karolcia
      29 lipca 2014 at 22:03

      nie wiem czy się śmiać czy płakać? Najpierw parsknęłam śmiechem, ale to przerażające że takie HEREZJE wygłaszają lekarze 🙁 Ja karmię córkę rok i 3 dni i choć marzę o przespanej nocy (budzi się na cyca regularnie o 1 i 4 w nocy) to będę ją karmić własną piersią dopóki mi sił starczy:-)

    • Agata
      4 marca 2015 at 21:19

      Ja mam 3 latkę, która nie jest na piersi i budzi się o 1 i o 4 😀 Więc cyc nie ma tu nic do rzeczy 🙂 Jak miała rok (niestety była już wtedy na mm to budziła się znacznie częściej) 🙂

    • Gienia
      9 marca 2017 at 21:41

      paracetamol i ibuprofen przecież można zażywać podczas karmienia, amoksycylina też jest bezpieczna, nie wiem co ta lekarka chciała takiego przepisać, że chciała zakończyć karmienie

  • Kasia
    29 lipca 2014 at 20:03

    Ja nie wiedziałam czy chcę karmić piersią dlatego kupiłam 2 butelki i przydają mi się teraz w czasie dłuższych podróży samochodem kiedy nie mogę np nigdzie stanąć żeby nakarmić piersią to oszukuję trochę wodą żeby uspokoić maleńtwo aż dojadę w jakies dogodne miejsce 😉 myślę, ze kupno jakichkolwiek rzezczy to sprawa indywidualna. ja np kupiłam staniki do karmienia – nie przydały się, irytowały mnie i uważam że to nie wypał (a każdy jest inny) – wolałam sportowe są praktyczniejsze i wygodniejsze; poduszka – używałam w ciązy do spania – do karmienia sie nie przydała wcale; fotel do karmienia – totalnie niepotrzebny – jeżeli umie się przystawić dobrze maluszka to moim zdaniem nakarmić można wszędzie :). Mi do karmienia potrzebna jest tylko pieluszka flanelowa i święty spokój ;P

    • Justyna
      30 lipca 2014 at 08:01

      Mi również poduszka do karmienia do samego karmienia się nie przydała, ale za to do spania w ciąży, a teraz robię z niej gniazdko i mogę bezpiecznie zostawić w niej na chwilę małą. Bardzo lubi też w niej spać 🙂

  • Sylwija
    29 lipca 2014 at 20:22

    W pierwszej ciazy zakupilam laktator, butla ze smokiem byla w zestawie. Potem dokupilam jeszcze jedna, zeby byla i potem wieksza, a jeszcze potem probowalismy rozne kubki i niekapki. I tak zebralo sie tego plastiku. Laktator rozbroil synek przed ukonczeniem roku, jakos spasowal mu bardziej niz inne zabawki. W butelkach do tej pory trzymam zamrozone posiekane ziola. Drugie dziecko butla bylo karmione raz w szpitalu i raz w domu. Odmawial smoka.
    Gdybym wtedy wiedziala, ze do kupy z 300 wydam niepotrzebnie, to bym odpuscila te zakupy. Buty bym kupila. Albo torebke. Ale w tych wszystkich pismach, portalach pisza, ze nawet jesli zamierzasz karmic piersia, jedna butelke na wszelki wypadek miec powinnas.

  • Mysza
    29 lipca 2014 at 21:13

    😉 z mojego doświadczenia mogę napisać, że warto mieć kupiony chociaż ten zwykły ręczny laktator… przyda sie przy nawale mleka, jesli bedzie potrzeba przechowania mleka a potem na końcówce mlecznej drogi , kiedy juz dziecko nie dostanie cyca a bedzie trzeba troszke sobie ulżyc…
    jeśli ktoś oczywiscie dysponuje wiekszą gotówką i nie liczy się z pieniedzmi to moze zwlekac do ostatniej chwili i potem wyslac tatusia , ktoremu wcisną jakis drogi badziew..
    mozna przecież w internecie znaleźć tanio ale i z wyprzedzeniem (dobry mozna juz dostac za ok 60zl) a jak sie nie przyda to trudno…mozna przeciez sprzedac…
    nie rozumiem tez tej calej nagonki odnosnie butelek… przeciez nawet jak sie nie wykorzysta to mozna wymienic smoczek na nastepny przepływ i bedzie butla na później do soczku/herbatki a mama zawsze bardziej spokojna…
    mleczka nie polecam na zapas faktycznie bo w razie czego w szpitalu jest 😉 a z tym recznym odciaganiem z piersi to juz to sobie wyobrazam jak zmywam mleko ze ścian i sufitu hehhhh poza tym moze i powinni tego nauczyc w szpitalu ale mi szczerze mowiac nie chcialo sie nikogo sluchac, bylam zmeczona, chcialam jak najszybciej wyjsc do domu, o nic nie pytalam a podpowiadal mi po prostu instynkt i tego sie trzymalam…poród byl takim szokiem , ze nie chcialo mi sie z nikim nawet gadac…musialam to przezyc… co innego polozna w domu wtedy pokazala mi , ze mam mleko, dobrze, ze miala na sobie pieluche tetrową ;P
    co do dokarmiania tzw kubeczkiem to szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tego przy noworodku… leje sie bokami, dziecko sie krztusi… piec razy ogladalam filmik instruktazowy Medeli odnosnie tego sposobu dokarmiania ale nie wychodzilo nam nawet kiedy mój synek miał 3miesiące…

  • Magdalena
    29 lipca 2014 at 21:14

    Hymmm, długo zastanawiałam się czy coś napisać, bo trochę zawiodłam się na tym wpisie… 🙁 ale chcę być szczera, bo BARDZO cenię sobie Twojego bloga i informacje w nim zawarte…
    Nie chcę Hafijo byś zrozumiała mnie źle (jak również Twoje czytelniczki), jednak dzisiejszy post jest dla mnie bardzo, ale to bardzo ideologiczny…
    Na każdym kroku do tej pory podkreślałaś, że Twoje podejście do KP nie jest już takie rygorystyczne i bezwzględne jak kiedyś, że dostrzegasz szare barwy życia – a w tym poście wszystko jest białe lub czarne…
    A tak w życiu nie jest…
    Piszesz o Banku Mleka – super że jest, ale w Polsce są AŻ dwa… Jakie jest więc prawdopodobieństwo, że będzie można skorzystać z mleka w banku mleka??
    Piszesz o ręcznym odciąganiu – też super – ale nie łudź się, że w szpitalu ktoś tego uczy… Może się tak zdarzy, że trafimy na położną, której będzie się chciało, ale to pewnie będzie wyjątek…
    Piszesz by nie kupować butelki – a do czego odciągnąć mleko? do szklanki? Jak to zabezpieczyć w lodówce przed rozlaniem lub obcymi zapachami?
    Laktator wypożycz lub kup jeśli okaże się niezbędny – kolejny mit… Jakie wypożycz? W szpitalu? Zapomnij… Prędzej dadzą mm niż udostępnią ci laktator, bo „to nie higieniczne…”, często nawet własnego w szpitalu nie można używać jawnie… A gdy wrócisz już do domu i masz chwilę by kupić wybrany przez siebie sprzęt, to maluszek ma już w nosie cycuszenie i woli mm…
    Poradnia laktacyjna? Może i tak – w dużym mieście… W miastach do 100tys. o poradniach można pomarzyć…
    Każdy przypadek jest inny – i ok – z kupnem mleka za zapas zgadzam się w 100% – bez sensu…
    Ale wiele gadżetów do karmienia jest pomocne – co nie znaczy że bez nich nie da się karmić piersią… Da się, oczywiście… Ale po trudach porodu – czy to naturalnego czy cesarskiego – warto mieć „gadżety” ułatwiające życie – poduszkę, butelkę, nakładki, laktator… W chwili koszmarnego zmęczenia o kryzysie karmienia może przesądzić pęknięta brodawka – bez nakładki będzie boleć, a po nakładki do sklepu może nie mieć kto pójść…

    • Hafija
      29 lipca 2014 at 21:59

      No ale to zamiast mówić, że nikt nie pomaga w szpitalu trzeba to zgłaszać, do FRPL, do CNOL, do dyrekcji szpitala. Jeżeli ktoś w szpitalu mówi, że laktator jest niehigieniczny to tak samo trzeba zgłosić, nie można siedzieć cicho i zgadzać się na to że „w szpitalu powiedzieli” trzeba egzekwować swoje prawa. Do odciągniętego mleka służą specjalne pojeminiki i torebki i ja nie piszę, żeby nie kupować tylko żeby nie kupować na zapas, żeby nie traktować tego jako sprzętu bez którego się nie uda bo to nie jest prawda – uda się tylko nam ta współczesna gadżetomania przysłania świat i wydajemy majątek na zbędne graty. O nauce odciągania i przechowywania pokarmu, o warunkach w szpitalu w którym chcemy rodzić, o poradniach laktacyjnych i miejscach gdzie można kupić pomoc należy myśleć PRZED porodem, jak najwcześniej w ciąży to wtedy te wszystkie gadżety i butelki nie będą potrzebne.

    • Gosia
      30 lipca 2014 at 15:49

      Zgadzam się w 100% z przedmówczynią!

    • buzz
      31 lipca 2014 at 18:48

      Zgadzam się w 100% z przedmówczynią, niestety w mniejszych miastach o bankach mleka można pomarzyć to samo o poradni laktacyjnej nie wspominając już o ‚wypożyczalni sprzętu” noworodki są hurtowo dokarmiane i dopiero 3 dnia pobytu w szpitalu jakaś położna zdecydowała się mi pomóc.

      Nie wspomnę już o kupowaniu na gwałt laktatora, którego wcale nie było łatwo dostać bo na hasło: laktator panie w sklepie z rzeczami dziecięcymi nie wiedziały nawet co to takiego ;p a tak naprawdę laktator uratował moją laktację, bo syn miał niepodcięte wędzidełko (o czym nie wiedziałam), więc było dużo bólu i łez.

      O woreczkach i kubeczkach nawet nie wspomnę, bo nigdzie tego nawet w wojewódzkim mieście nie dostaniesz – owszem możesz zamówić przez internet, ale przez ten czas dziecko ma umrzeć z głodu? Uważam, że taka awaryjna butelka powinna być w każdym domu, bo nigdy nie wiadomo co się może stać i kto będzie musiał dokarmić dziecko – natomiast W OGÓLE to nie przeszkadza w karmieniu dziecka. Przecież każde zdrowe dziecko będzie wolało pierś mamy a nie kawałek plastiku, a argument, że łatwiej płynie ze smoczka w dzisiejszych czasach już nie ma racji bytu 🙂

    • Ania
      31 lipca 2014 at 23:01

      Ale dlaczego liczysz tylko na to że zabiegana położna w szpitalu nauczy Cię ręcznie odciągać? Jestem przed porodem więc praktyka dopiero przede mną, ale poczytałam o tej metodzie, obejrzałam kilka filmików na youtube i mniej więcej wiem jak to ma wyglądać, więc spróbuję sama to zrobić. W razie problemów wezwę doradczynię laktacyjną.
      Powstrzymaj się od pisania niesprawdzonych informacji – w Polsce jest 285 certyfikowanych doradców laktacyjnych (lista tutaj http://www.kobiety.med.pl/cnol/index.php?option=com_content&view=article&id=10&Itemid=3) – sprawdziłam pierwszych 10 miast na liście – jest tam m.in. Bochnia (30 tys. mieszkańców) i Andrychów (21 tys. mieszkańców), przejrzałam resztę listy i jest tam więcej takich mniejszych miast. Zresztą z okolicznego miasta doradca może dojechać, nie mówiąc już o tym, że można szukać porady telefonicznie. Co prawda jest to niestety usługa płatna, ale moim zdaniem warta wydanych pieniędzy.
      Polecam zatem zaopatrzyć się w wiedzę a nie gadżety.

  • Tedi
    29 lipca 2014 at 21:57

    Ja kupiłam laktator i jedną butelkę, ale miałam zamiar raz dziennie odciągać mleko i przekazywać synka mężowi, aby ten też mógł malucha karmić. Tak chcieliśmy oboje a wiem, że bez problemów da się dziecko przyzwyczaić do piersi i do butelki jednocześnie. Czas pokazał, że akurat u mnie bez laktatora ani rusz. Aczkolwiek większość moich koleżanek laktatora zupełnie nie używały. Warto za to rozeznać się w tym co i gdzie można kupić i poinstruować męża. Gdy zajdzie potrzeba, pójdzie i kupi 🙂

    • Hafija
      29 lipca 2014 at 22:03

      Na kursie promotora karmienia piersią poznałam mamę która przez wiele lat nie mogła odciągnąć ani kropli ręką, ponieważ nikt nie pokazał jej jak to powinno się robić. 30 z doradczynią i mama odciągała mleko jak szalona. Warto o to odciąganie zadbać PRZED porodem i o edukację w laktacji bo zostajemy wszystkie z ręką w nocniku potem i „nie można, nie da się, nikt mi nie powiedział” – a to takie podstawy laktacyjne i szkoda się nie zainteresować.

  • Ania
    29 lipca 2014 at 23:49

    Moim zdaniem to bardzo dobry post, bo przypomina, że tak naprawdę do karmienia potrzebna jest mama z odpowiednią wiedzą i nastawieniem, a nie gadżety. Gadżety nie pomogą jeżeli nie będziemy miały wiedzy i wsparcia. Ja na dniach rodzę i czuję się trochę jak przed egzaminem, bo naczytałam się o karmieniu piersią tyle, że teraz mam wrażenie że ta cała wiedza w głowie mi się kotłuje i mam nadzieję, że będę umiała ją zastosować w praktyce 🙂 Przeczytałam m.in. całe „Womanly art of breastfeeding” (polecam) i rozumiem że nie każda z nas ma na to czas (ok 500 stron), ale nie rozumiem jak można podchodzić do karmienia na zasadzie „jakoś to będzie” i nie dowiadywać się na ten temat przed porodem w ogóle. Ostatnio na którymś forum dziewczyna opisywała jak to się nudzi na zwolnieniu bo pokoik już urządzony i wszystko gotowe a ona nie ma co robić, ale na sugestię forumowiczek podpowiadających tytuły książek do przeczytania odpowiedziała że nie lubi czytać więc niczego na temat karmienia ani w ogóle opieki nad dzieckiem nie czytała. Wiadomo że da się wykarmić i wychować dziecko nie czytając wszelakich poradników czy nawet stron takich jak ta, ale kiedy pojawia się problem to jednak ta wiedza się przydaje, bo łatwo wtedy takiej nieświadomej mamie ulec „dobrym” radom mamy czy koleżanek (albo niedoinformowanych lekarzy) i dać mm, a czasu i sił na zagłębianie tematu może wtedy zabraknąć.
    A co do kupowania wszelkich gadżetów, to odnosząc się do jednej z wypowiedzi powyżej – właśnie dzięki temu mojemu czytaniu dowiedziałam się, że butelka wcale nie jest dobra do herbatki ani soczków czy kaszek i nie zamierzam jej w tym celu stosować.
    Gadżetów okołokarmieniowych żadnych na razie nie mam – kupię kiedy okażą się potrzebne. Kupowanie mm zanim się okaże potrzebne to dla mnie zupełny absurd. Koleżanka kupiła puszkę na wszelki wypadek, a potem podała dziecku dlatego że okazało się że zaczęło się zbrylać (otworzyła je wcześniej żeby zobaczyć jak to w ogóle wygląda) i żal jej było wyrzucić (!) A karmienie skończyła w 7 mż, bo akurat zbliżało się Boże Narodzenie i mama przekonała ją, że karmiąc nie będzie mogła jeść potraw wigilijnych (strach przed kolkami). Gdyby poczytała trochę o karmieniu (np. tutaj), to może szczęśliwie karmiłaby do tej pory.

  • Sylwia
    30 lipca 2014 at 07:16

    Wszystko zależy chyba od tego, gdzie się trafi… ja każdą z córek rodziłam w innym szpitalu i podejście do ciężarnej/karmiącej było zupełnie inne. Za pierwszym razem chyba standardowo – poród przez cc, laktacja niemrawa ale o doradcy laktacyjnym nie ma co marzyć. Po porodzie szczęśliwie mała była ze mną, ale na noc dziecko zabrano (poród o 22.00) i oczywiście dokramiono butelką. Rano położne pokazały jak przystawiać i poszły. A kiedy mała płakała położna przychodziła z butelką ze smokiem – ja w amoku, nie protestowałam a potem łykając łzy walczyłam o naturalne karmienie. Laktator w ruch poszedł nie na nawał tylko na ‚rozbujanie’ laktacji. Za drugim razem skrajnie inaczej. Od początku razem z instrukcją przystawienia położne uczyły mnie ręcznego odciągania pokarmu. Mała cały czas była ze mną, mimo że też po cc. Położne na zawołanie przychodziły i przystawiały zamiast zabierać i dokarmiać więc z mlekiem od początku nie było problemu. A ręczne odciąganie pokarmu jest o niebo łatwiejsze niż stosowanie ręcznego laktatora (o elektrycznym się nie wypowiem bo nie używałam) – tym razem laktator nawet nie znalazł się na liście zakupów 🙂 Bo listę zawierającą smoczki/butelki/laktator w obu przypadkach robiłam dopiero po wyjściu ze szpitala – a mm kupiłam dopiero po zakończeniu karmienia.

  • Agnieszka
    30 lipca 2014 at 07:55

    Uwazam, ze wszystko co można załatwić, czy kupić przed porodem należy zrobic przed porodem. Potem mie ma na to czasu, szczególnie jeśli nie ma sie na miejscu rodzicow.Ja bym laktator kupila na pewno. A jesli dziecko urodzi się chore i laktator bedzie niezbedny kto bedzie wtedy miał głowę latac po sklepach albo nawet isc do tego jednego sklepu…ten gadżet moze uratować laktacje.

  • Agnieszka
    30 lipca 2014 at 07:58

    Ociąganie ręczne pokarmu-przydałoby się czasem, bo syn od modyfikowanego uczulony, a ja do pracy czasem jeżdżę i trzeba dać mu coś w zamian… Z kolei laktator nic nie działa.
    Kupiłam 3 butelki przed drugim porodem (nauczona doświadczeniem, że starsza piła i takie i takie mleko jak była potrzeba) , żeby starczyło do dwóch lat, jednej jeszcze nie odpakowałam, a w jednej dopajam malucha przegotowaną wodą w taki upał. A laktator leży i się poniewiera…
    Ja uważam, że butelkę jedną można kupić, ale jedną przed porodem

  • Justyna
    30 lipca 2014 at 08:12

    Ja zakupiłam butelkę i laktator, bo gdzieś (na jakimś blogu) przeczytałam, że to przydatne i owszem, w moim przypadku właśnie takie się okazało. Na szkole rodzenia karmienie piersią przedstawiano jako tak oczywiste, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę mieć z tym problemy. A tak, laktator mnie uratował, bo już 3 miesiące karmię odciąganym mlekiem i nie muszę sięgać po mm.

  • Budująca Mama
    30 lipca 2014 at 13:16

    Kurczę, ja butelkę jedną miałam, bo stwierdziłam, że kiedyś się przyda, a nie przydała się nigdy przez 14 miesięcy życia 😉 Ale laktator kupiłam przed porodem, bo szukałam używanego w dobrej cenie, a po porodzie miałam już mieszkać na wsi i wiedziałam, ze będzie ciężej z dostępem – sprawdził się super i przydał po kilku dniach do ściągnięcia mleka do miękkich piersi 😉

  • Gosia
    30 lipca 2014 at 15:39

    A ja uważam, że jednak ponad 90% kobiet skorzysta chociaż kilka razy z tej butli choćby wtedy kiedy wychodzi bez dziecka, przecież zawsze może zdarzyć się sytuacja, że jednak gdzieś wyjść musimy. Karmienie piersią nie ma nic wpólnego z zakupem butelki, bo jeśli ktoś chce karmić to choćby miał w domu 10 butelek to mu w niczym nie przeszkodzi. Ja miałam kupione 3 butelki różnych firm mimo że karmiłam piersią to czułam się bezpiecznie i gdy musiałam wyjść z domu bez małej wiedziałam, że Mąż będzie miał czym nakarmić ją podczas mojej nieobecności. Laktator na początku miałam pożyczony, później kupiłam swój i bardzo mi się przydawał. Ja nie umiałam efektywnie odciągać ręką mleka. I nie demonizujmy rozdawania butelek przez położne i lekarzy. Ja taką dostałam i mi się przydała, używałam jej jako pojemnika do mrożenia pokarmu, a później Mała piła z niej wodę. Więc uważam, że nie ma co przesadzać ani w jedną ani w drugą stronę. Pozdrawiam
    Gosia

    • Hafija
      30 lipca 2014 at 17:50

      Tylko, że najlepiej podawać inne płyny z kubeczka. Tak się mówi, że butelka jest ok a potem problem z przystawianiem i wszyscy załamują ręce „jak to się stało”

  • Aga
    30 lipca 2014 at 17:30

    Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że butelka może przeszkadzać w karmieniu. Sama butelka, leżąca spokojnie w szufladzie raczej krzywdy nikomu nie wyrządzi.
    Wszystko jest kwestią świadomości młodej mamy, jej podejścia do karmienia piersią oraz wpływu innych „życzliwie” doradzających.
    Dokarmianie rzadko kiedy jest konieczne – zgadzam się, w szpitalach niestety podejście bywa różne, w samej Wwie tylko 3 szpitale położnicze upowszechniają w dosłownym słowa tego znaczeniu karmienie piersią, więc o czym w ogóle jest mowa, skoro już na wstępnie kobieta nie otrzymuje właściwych wskazówek?
    Terror laktacyjny, jaki również ma nieraz miejsce, również potrafi skutecznie zniechęcić do KP.
    Moja dobra rada? Nie słuchać nikogo, nawet własnego rozsądku, wsłuchać się natomiast w siebie i w swoje dziecko i pójść za głosem intuicji 🙂

    • Hafija
      30 lipca 2014 at 17:52

      No cóż butelka kosztuje, jej produkcja to koszt zarówno butelki ale i np. środowiskowy. Poza tym jest kultura butelki w naszym społeczeństwie i zamiast uczyć się dobrych dla dziecka metod karmienia poza piersią bach butla i cześć. Pomijając już to, że panuje zatrważające przekonanie, że „bez butelki się nie uda” – bzdura

  • Ania
    30 lipca 2014 at 20:14

    Fakt, butelka się nam nie przydała. Ale jednak byłam spokojniejsza wiedząc, że ją mam. Jeśli mama wie dużo na temat kp i bardzo chce karmić naturalnie, bez potrzeby po butelkę nie sięgnie 🙂

    • Blisko Dziecka
      31 lipca 2014 at 00:07

      Dokładnie tak, jak pisałam wcześniej. Sam fakt jej posiadanie nie ma nic wspólnego z jej używaniem. Jeżeli daje poczucie komfortu i spokoju, to dlaczego zakazywać jej kupowania?

    • Hafija
      31 lipca 2014 at 07:18

      Ja nie piszę”zakazywać” ale mowię że bez tego kobieta poradzi sobie równie dobrze. Natomiast reklama butelek – tutaj bym zakazała na całej linii zgodnie z WHO – bo zyjemy w świecie gdzie kobieta zeby karmić musi mieć uspokajacz w postaci butelki w szufladzie. Straszne czasy.

    • Panizwlasnymzdaniem
      15 sierpnia 2017 at 15:49

      Przepraszam za porównanie, ale samochód tez kosztuje ,ale ostatnimi czasy czesciej sie mowi o oszczedzaniu na noworodkach, butelkach, przystawkach, bo drogo , za to dawno nie slyszalam zeby ktos oszczedzal na nowym aucie, paznokciach czy alkoholu(rowniez w butelce!), ktore sa miara poziomu zycia wspolczesnej rodziny… Swiat staje na glowie moje panie 😉

  • Angelika
    30 lipca 2014 at 20:42

    Kiedy byłam w ciąży, dziecka oczekiwała też moja szwagierka. Ja nie kupowałam butelek, bo chciałam karmić piersią (i karmię już ponad 6 miesięcy, choć był krótki epizod podawania mm, kiedy Zosia zostawała z babciami, zanim nauczyłam się używać laktatora). Szwagierka rodziła kilka miesięcy wcześniej, wcześniej więc też robiła zakupy wyprawkowe. No i przy tej okazji podarowała nam parę rzeczy, które kupiła też dla siebie, a które uważała za niezbędne, m.in. smoczek (nie planowałam używać, ale niestety wyszło inaczej) oraz dwie butelki TT ze smoczkiem o niby „anatomicznym” kształcie (nie użyliśmy ich ani razu, Zosia piła z butelki dołączonej do laktatora, który kupił mi Mąż już po porodzie). Zmierzam do tego, że szwagierka wręczyła mi to ze słowami „Jakby trzeba było dokarmić”. Pamiętam, że strasznie przykro mi się zrobiło. Jakby z góry zakładała, że trzeba będzie dokarmiać, że taka jest norma. No i ona dokarmiła, jeszcze w pierwszej dobie po porodzie, mm przyniesionym z domu, bo twierdziła, że „nie ma pokarmu”. Nie karmiła piersią ani jednego dnia.

    Może nie tyle sama w sobie butelka przeszkadza w karmieniu piersią. Przeszkadza podejście w stylu „w razie czego mogę dokarmić butelką z mm”.

  • Agnieszka
    30 lipca 2014 at 20:55

    A przypomniało mi się. ..jak młody ssal to mleko leciało i nawet się najadal a jak włączalam laktator to ledwie coś tam kapalo. Nic to ja jestem panikara i laktator musiał byc:) choć prawie nieużywany.

  • Ewa
    31 lipca 2014 at 15:47

    A ja się zgadzam w 100%. Warto zrobić rozeznanie co i gdzie można wypożyczyć. W większości szpitali jest wypożyczalnia laktatorów. Podobnie myślę o smoczkach i innych gadżetach. Najpierw warto poznać swoje dziecko i siebie w nowej roli. Nie jestem przeciwniczką gadżetów ani orędowniczką minimalizmu. I chciałam się podzielić pewną gadżetową historią. Za ścianą bardzo często słyszałam płacz noworodka. Płakała praktycznie przez całą dobę. Pewnego dnia spotkaliśmy w windzie sąsiada i w tej krótkiej rozmowie mój mąż opowiedział o takim śmiesznym gadżecie WhyMiniCry. I nagle płaczu słychać było mniej i mniej. Sąsiad kupił deszyfrator płaczu w ten sam dzień, na tablicy czy allegro. Mówi, że uratowało ich to jako rodziców. Że najpierw używali cały czas, potem co raz mniej, a teraz w ogóle. Ale zrozumieli jak płacze ich dziecko, co chce, że wystarczy zaspokoić potrzebę i płakać przestaje. Głupi gadżet? Może. Warto gu kupić na zapas? Na pewno nie! Ale warto wiedzieć, że coś takiego jest. Podobne jak z innymi rzeczami, o których piszesz 🙂

  • Karolina
    5 sierpnia 2014 at 10:23

    Ja natomiast wypróbowałam wszystkie smoczki dostępne na rynku łącznie z kauczukowymi i cóż mój synek uspokajał się tylko przy piersi.

  • Nieznajoma
    24 sierpnia 2014 at 10:10

    Dokładnie, nic na zapas. Poszłam rodzić bez laktatora, bo założyłam, że będzie mi on zbędny. Jednak okazał się potrzebny, ponieważ synek pierwsze dni był na intensywnej terapii i podawali mu sztuczne mleko. Mi zalecili odciągać laktatorem mleko i mu przynosić chociaż kropelki, bo siara jest najważniejsza. Tak więc wypożyczyłam szpitalny laktator na cały pobyt w szpitalu. Po wyjściu ze szpitala karmimy się tylko piersią;), więc niekupowanie laktatora okazało się dobrą decyzją.

  • Mama KP po raz drugi
    19 marca 2015 at 21:50

    Witam 🙂 Po porodzie często jest tak trudno, że mając mm czy butelkę w szafie nie myśli się racjonalnie (myślenie kobiety w ciąży a kobiety w pierwszych dniach po porodzie, gdy pojawiają się problemy, gdy zmęczenie z każdym dniem zaczyna być coraz większe, to wielka przepaść) i wtedy najłatwiej wyciągnąć je z szafy i użyć a jak ich nie ma to trzeba uwierzyć w siebie, wyciszyć emocje i z każdym dniem okazuje się, że jest się w stanie wykarmić swoje dziecko. Niektórym kobietom nie zaburzą może laktacji, ale ja wolałam dmuchać na zimne, bo problemów miałam sporo i nie chciałam ich spotęgować nie stosowaniem się do zasad kp. Nie kupowałam też smoczka uspokajacza, bo to jak to mówili na szkole rodzenia uspokajacz dla rodziców, którzy chcą się dziecka pozbyć i tak mi to mocno utkwiło. Później dostałam w prezencie smoczek i dwie butelki i oczywiście znalazły swoje zastosowanie, bo smoczek raz użyty, aby pokazać mojej mamie (która nie mogła zrozumieć dlaczego nie daję smoczka) jak bardzo córka nie lubi smoczka, bo na szczęście wypluła go przynajmniej na metr i temat się skończył 😉 a butelka jedna nowiusieńka stoi w szafce w pudełku i zajmuje miejsce a z drugiej córka karmi swoje lalki. Co do laktatora to mi uratował karmienie w szpitalu, kiedy córka urodziła się z niską wagą i niskim cukrem, nie potrafiła ssać, bo nie mogłam jej dobudzić do karmienia. Co prawda przez pierwsze użycia, co kilka godzin, nie odciągnęłam ani kropli, ale później ładnie mi rozruszał laktację i gdy zapełniłam dno butelki od laktatora to miałam ochotę skakać pod sufit 😉 Jestem ogólnie wdzięczna tej maszynie… jak ja to wspominam dojarce, bo to był mocny sprzęt Madeli (wypożyczany ze szpitala), bo wtedy kiedy traciłam nadzieję, że coś w tych moich piersiach jest to namacalnie dał mi dowód, że jednak może się uda spełnić moje plany co do kp, którego tak bardzo zapragnęłam będąc w ciąży. A odciąganie ręczne? No cóż, w szpitalu gdzie rodziłam córkę to był duży szpital przyjazny kp i nie to, że położna nie próbowała, bo bardzo się starała odciągnąć ręcznie to się nie udało wydobyć ani jednej kropli – zapewniła mnie jednak, że jak przystawię dziecko to na pewno leci i pozostało mi tylko jej zaufać, choć nie było to łatwe, bo jak kobiecie „sika” z piersi na kilka metrów to zupełnie co innego a ja czułam się tak jakby w piersiach była susza – wcale się nie dziwię, że niektóre kobiety mogą wtedy stwierdzić, że nie mają mleka, bo psychika robi swoje i wtedy potrzeba dużo samozaparcia, wiary w siebie, pomocy laktacyjnej, wsparcia od męża czy partnera, żeby się udało. I tutaj nastawienie męża to też podstawa, bo u mnie przydał się bardzo w kp, żeby w trudnych sytuacjach ktoś racjonalnie doradził a nie tylko miał jakieś ale, że obiad nie ugotowany czy chata nie ogarnięta. Myślę, że to jak karmimy w dużej części zależy nie tylko od fachowej pomocy, ale też wsparcia tej zaufanej osoby, która też powinna co nie co „liznąć” na temat karmienia piersią… a tak na koniec to dzisiaj śniło się mojemu mężowi (karmię piersią teraz synka), że wyrosła mi trzecia pierś i tym razem ta była tylko jego 😉 Pozdrawiam wszystkie mamy 🙂

  • Asia
    4 marca 2018 at 11:41

    Stary post ale napiszę od siebie: ja za radą znajomej położnej (z doświadczeniem w poradni laktacyjnej) i doradczyni laktacyjnej ze szkoły rodzenia nie kupiłam przed porodem laktatora („bo w razie gdyby był potrzebny, to po porodzie lepiej wybrać, w zależności od sytuacji”) i bardzo żałowałam. Syn po porodzie spał 24 h/dobę, budził się max. 2 razy dziennie może, nawet butelką był problem go nakarmić, przystawienie do piersi graniczyło z cudem, spędzałam za każdym razem godziny na próbach obudzenia go. Pomoc laktacyjna na oddziale dostępna kilka godzin dziennie dla kilkudziesięciu pacjentek, dostępu do laktatora brak, do mleka modyfikowanefo trzeba było mieć własną butelkę i jeszcze specjalny worek do wyparzania jej w mikrofalowce i robić to po każdym karmieniu (przy odwiedzinach szpitala nie było takiej informacji). Mąż zamiast mi pomóc biegał po Krakowie za tymi akcesoriami i laktatorem, który – mimo iż renomowanej firmy i kupiony z polecenia na oddziale – zepsuł się w pierwszym tygodniu. Ja w pierwszych dniach po porodzie w ogóle nie mogłam spać, więc mój stan umysłowy był taki, że rozkminienie jak to urządzenie działa było poza moimi możliwościami, zero porady w szpitalu jak odciagać itp. Przez te początki nasza droga mleczna to były trzy miesiące walki z pomocą kilku doradczyń laktacyjnych (z zapaleniem piesi i infekcjami po drodze), dopiero po tym czasie wyszlismy na prostą. Dlatego bardzo żałowałam, że nie zrobiliśmy tych zakupów wcześniej.

  • Beata
    27 marca 2018 at 23:00

    Wiadomo. Wszystko z głową. Warto będąc jeszcze w ciąży przejść się po sklepach a art. dla bobasów i zaczerpnąć nieco wiedzy w internecie i od dośwaidczonych koleżanek na temat tego co może nam się przydać, gdzie to można kupić i za ile, ale nie musimy od razu kupować wszytskiego na zapas. Jeśli dobrze się przygotujemy będąć jeszcze w ciązy wystarczy jedna wizyta w sklepie i mamy wszytsko czego nam trzeba. Bez stresów, wybierania i szukania.

  • Ola
    8 maja 2018 at 21:48

    Kupiłam laktator przy okazji internetowych zakupów, zwykły ręczny, za około 50 zł. Nie brałam pod uwagę, że będę go używać, przecież na pewno będę karmić piersią. Niestety, miałam wiele problemów z kp. Córka nie umiała chwycić mojej płaskiej brodawki, krztusila się swoim sluzem, płakała z głodu. Położne i doradczynie laktacyjne polozyly krzyżyk na moim karmieniu („mała nie ssie, tylko dziamga, nic z tego nie będzie”). Moja laktacja nie chciała ruszyć, zanosiłam się płaczem patrząc na koleżanki z sali, które tryskaly mlekiem, jedna nawet spuszczala nadmiar do zlewu. Zaryczana chodziłam po mm, żeby córka coś zjadła (w trzeciej dobie dalej mogłam jej wykarmic). Gdybym nie miała laktatora pod ręką, pewnie podawalabym mm, zwłaszcza, że dopadł mnie ogromny baby blues. Dzięki laktatorowi podałam dziecku siare, potem rozkrecalam nim laktacje i podawałam pierś na zmianę z butelką. Dziś karmię już tylko piersią, laktacja szaleje 🙂 przeszlysmy z córką wiele, od butelki przez nakładkę aż do piersi. Laktator okazał się najczesniej używanym przedmiotem w domu, odciagalam jak szalona. Cieszę się, że go miałam w szpitalu, nikt tam nie zaproponował wypożyczenia, nawet nie wiedziałam że jest taka opcja. Ba, na użycie tego sprzętu wpadłam sama, Położne nie raczyly wspierać mnie w podaniu dziecku mojego mleka.

skomentuj