Kiedy nie ma kogo karmić
laktacja po poronieniu i śmierci dziecka


Ciężko jest dotykać tego tematu i bardzo często nie jest on w ogóle poruszany. Poronienie i śmierć dziecka w porodzie lub okresie okołoporodowym jest wciąż dla wielu tabu. Tym większym tabu staje się laktacja, która często u kobiety doświadczonej stratą dziecka po prostu się pojawia.

Śmiertelność dzieci i kobiet w porodzie oraz poronienia bywają rzadsze niż kiedyś. Rozwój nauki i medycyny pozwala zapobiegać śmierci okołoporodowej, która kiedyś była nieunikniona. Pewnie dlatego mało się mówi o śmierci i mało o laktacji i śmierci. Szkoda, bo wiele kobiet jest pozostawianych z tym problemem same ze sobą.

Kiedy dziecko urodzi się zbyt wcześnie i nie uda się go uratować, kiedy mama straci ciążę, lub na skutek nieprzewidzianych komplikacji w porodzie lub ciąży dziecko urodzi się martwe, mama powinna (tak uważam – praktyka bywa brutalnie inna) otrzymać pomoc psychologiczną, lekarską oraz laktacyjną. Po co pomoc laktacyjna? Ponieważ strata dziecka nie oznacza tego że nie pojawi się laktacja. Często mówi się, że ogromny stres związany ze śmiercią ukochanej osoby może stłumić laktację – może tak być jeżeli stracie towarzyszy ogromna trauma, natomiast nie jest to ani regułą, ani częstym zjawiskiem. Nie ma także sprecyzowanych wytycznych postępowania z laktacją w przypadku śmierci dziecka. Dlaczego? Ponieważ ta strata i żaloba po niej jest procesem indywidualnym.

Ciało kobiety skonstruowane jest w ten sposób, że nawał fizjologiczny pojawia się bez pobudzania piersi. To normalne i steruje tym skok hormonalny. Najczęściej mamy po stracie muszą sobie poradzić własnie z nawałem. Dla wielu mam samo pojawienie się mleka bywa ciężkim i zaskakującym doświadczeniem.

Ile czasu mleko pozostaje  piersiach? Nie ma tu reguły – może pojawić się nawał i mleko być obecne długo po nim, albo produkcja staje zaraz po. Niektóre kobiety doświadczają wypływu kropelek mleka na długo po stracie, bywa i miesiące po. Może być różnie – to zależy też na jakim etapie spotkała mamę strata dziecka. Nie powiem niestety jak sobie poradzić z bólem emocjonalnym. Nie jestem psychologiem, ale mogę dać kilka wskazówek jak zrozumieć swoje ciało – laktację, w tym ciężkim momencie.

W nawale pomóc mogą:

  • chłodne okłady, zamrożone liście kapusty,
  • odciąganie delikatne niewielkiej ilości mleka do momentu poczucia ulgi w piersi  – może się zdarzyć że będziesz tą czynność musiała powtórzyć kilkukrotnie w ciągu doby – ale nigdy nie odciągaj dużo mleka tylko tyle ile to konieczne żeby nie zrobił się zastój ani nie doprowadził do zapalenia piersi. nie potrzeba do tego laktatorów – ręka kobiety jest wystarczającym sprzętem
  • leki przeciwbólowe i przeciw zapalne w przypadku wystąpienia bolesności

Żeby spowolnić i wyhamować zupełnie produkcję mleka warto pić napar przede wszystkim z szałwii – działa szybko i sprawnie likwiduje produkcję mleka, podobnie działa mięta.

Na bolesne i obrzmiałe piersi, z których nie możesz odciągnąć pokarmu dobrze robi też czasem ciepły prysznic lub kąpiel (nie za gorąca) które pomagają rozluźnić piersi i często stymulują wypływ samoczynny pokarmu

W przypadku zapalenia, zastoju, kiedy piersi są rozpalone pojawia się gorączka to warto odwiedzić doradcę laktacyjnego lub dobrego lekarz,a bo potrzebne mogą być antybiotyki. Kobiety w żałobie po stracie dziecka są podatne na stany zapalne w związku ze stresem i wrażliwą kondycją emocjonalną, co może obniżać organizm pod kątem odporności.

Absolutnie nie wolno obwiązywać piersi ściśle bandażami lub ciasnymi  stanikami – może to uszkodzić delikatną tkankę piersi, może prowadzić do infekcji i bolesności.

Nie należy też ograniczać  spożycia płynów – pić należy wtedy kiedy odczuwamy pragnienie inaczej można doprowadzić do odwodnienia. Picie wody (płynów) nie wpłynie na wydłużenie laktacji.

Pojawienie się mleka dla dziecka, którego nie ma z nami jest bardzo często dla kobiet traumatycznym i bolesnym przeżyciem. Wiele kobiet decyduje się w tym momencie na przyjęcie syntetycznych środków hamujących laktację pomimo, że ich przyjmowanie może dawać różne nieprzyjemne skutki uboczne i nie jest to metoda polecana. Moim zdaniem jest to decyzja, którą każda kobieta podejmuje indywidualnie.

Dostępne są także środki homeopatyczne, które wspomagają proces zakończenia laktacji.

Dla niektórych mam proces hamowania laktacji jest procesem żegnania się z dzieckiem i jest nierozerwalnie związany z żałobą, dla innych jest bolesnym przeżyciem, które zaognia bolesną ranę po stracie i którą chcą jak najszybciej wyleczyć.

Niektóre badania sugerują, że wydłużony etap zakończenia laktacji może zmniejszać ryzyko zapadania na depresję po stracie.

Każda kobieta ma prawo do przejścia przez etap straty dziecka według własnych potrzeb emocjonalnych. Niektóre mamy chcą utrzymać mleko w piersiach dłużej bo przynosi im to ulgę emocjonalną. W Stanach mamy, które straciły dziecko często odciągają swój pokarm i przekazują do banków mleka – istnieje tam taka możliwość.

Niektóre mamy mrożą sobie małą ilość mleka na pamiątkę i żegnają się z nim w swoim czasie. Proces pożegnania jest bardzo indywidualny i każdej kobiecie należy się zrozumienie, wsparcie i szacunek dla podjętych decyzji – także tych w pożegnaniu z laktacją. Jest to też ważne, żeby ten etap był zrozumiany i akceptowany przez najbliższych oraz personel medyczny. Nie wolno pozostawiać matki po stracie bez wsparcia laktacyjnego i taka opieka powinna być dla kobiet, które straciły dziecko równie ważna jak dla każdej innej mamy. Czy tak jest? Nie wiem, ale wątpię i to mnie smuci :

dalsza lektura i źródła:
„Womanly art of breastfeeding” LLL
„Przerwane oczekiwanie” Giorgia Cozza
www.kellymom.com
www.breastfeeding.asn.au
http://www.sands.org.au/
www.clinicallactation.org

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

83 komentarze

  • Projekt Londyn 2014
    27 lipca 2014 at 19:27

    Hafija – jesteś WIELKA 🙂

    • Tina
      15 października 2015 at 21:17

      Rzeczywistość z polskiej patologii ciąży – urodziłam martwą, obarczona wada genetyczna, córeczkę.
      Poród trwał 23 długie godziny, podczas których umieralam razem z moim dzieckiem.
      Nikt nie wyciągnął do mnie ręki, nie było psychologa, choć wiem ze takowa jest na etacie w szpitalu. Nie było też żadnych wskazówek co dalej. Co dalej z moim ciałem, z moja dusza. Kiedy i czy wogóle będę mogła mieć dziecko. O laktacje tez nikt się nie zatroszczyl, nie wytłumaczył. Akurat wróciłam z łazienki wieczorem i na moim stoliku stał juz kieliszek z lekami – hydroxsyzine bo to bardziej bezosobowy sposób na ból duszy niż rozmowa i coś jeszcze. Nie wiedziałam co, bo nikt mi nie powiedzial. Pani z łóżka obok tylko przekazała to co pielegniarka mówiła. Żeby wziąć te pigułkę przed samym snem i juz najlepiej nie wstawać bo może być słabo, niedobrze i ogólnie od psem. Bromergon – tak potraktowano moja laktacje dla naszego aniołka :'(

  • Sylwia N
    27 lipca 2014 at 19:38

    nie wyobrażam sobie jaki to musi być ból, a o tym że mogą być dodatkowe takie „problemy” to w życiu bym nie pomyślała!

  • Milowe Wzgorze
    27 lipca 2014 at 19:57

    Ważne info ale plakac sie chce..

  • W.
    27 lipca 2014 at 20:17

    Dziękuję że zdecydowalas się podjąć ten szalenie delikatny problem, który jednak niestety spotyka kobiety. Ja co prawda otrzymałam wskazówki od położnej po stracie córeczki, ale musiałam się o nie dopominać. Nikomu nie przyszło do głowy, że mogę mieć tego typu problem. A problem był ponieważ pięć dni odciagalam i mrozilam pokarm w nadziei, że wszystko będzie dobrze. Niestety nie udało się…

    • Kulka
      15 października 2015 at 15:24

      Współczuję:-( tez stracilam dzidziusia ale na początku ciąży. …

  • Magda
    27 lipca 2014 at 20:47

    super, ze podejmujesz taki trudny temat. Nie wyobrazam sobie, jak moga sie czuc niedoszle mamy w takiej sytuacji. Zdecydowanie powinny otrzymac niezbedne info na ten temat. Plakac sie chce;(

    • Daga Tree
      28 lipca 2014 at 19:19

      Pani Magdo, kobiety takie jak ja , które straciły swoje dziecko nie są „niedoszłymi” mamami – one są mamami. Często takie słowa bardzo ranią.

    • Aleksandra
      30 stycznia 2015 at 00:25

      To prawda, każda z nas zostaje mamą w momencie kiedy zamieszka w niej życie i pozostaje nią na zawsze.

    • Fit Maminka
      30 stycznia 2015 at 20:28

      Ja jak urodziłam Kubę w 34TC nigdy nie usłyszałam jego płaczu. Długo zastanawiałam się w samotności, czy w związku z martwym porodem jestem matką. Czy „urodziłam” też było dla mnie dylematem, bo „poród” kojarzył mi się z radosnym macierzyństwem. Miałam wtedy tylko 24 lata, pierwsza upragniona ciąża i wielka pustka.
      Nikt nie pomógł mi w laktacji, dostałam od razu silne leki.

      Dziś, po 4 latach od straty jestem znów mamą. Mój skarb ma 2,5 roku….

    • Hafija
      30 stycznia 2015 at 20:53

      Przytulam!

    • N
      5 lutego 2015 at 20:23

      Pierwsze dziecko urodziłam w 24 tc i tylko dzięki własnej determinacji i nie słuchaniu „dobrych rad” udało się utrzymać laktację dzięki czemu w 11 tygodniu życia przystawić do piersi z sukcesem. Gdy urodziłam drugiego synka w 20 tygodniu znów przyszedł pokarm. Ale tego synka już ze mną nie było. Starszy już nie był na moim mleku a ja miałam siarę i wiedziałam jak istotna jest dla wcześniaka. I nie dość, że nie było ze mną mojego ukochanego dziecka, nie dość, że w tym wszystkim przyszedł pokarm to wiedziałam jak ważna jest siara i że mógłby ją dostać (jak i resztę mleka) jakiś walczący o życie skrajniak, któremu jego mama z różnych powodów nie może tego mleka od siebie dostarczyć. Użycie tego pokarmu, który powstał przecież w moim organiźmie dla mojego wynika, nie wsiąkanie jego we wkładkę laktacyjną na pewno pomogłoby mi emocjonaknie w tamtym czasie. W naszym społeczeństwie doszło do takiej nowoczesności w której przebadana, zdrowa matka (bo miałam przecież z ciąży komplet badań mogących potwierdzić mój stan zdrowia) nie może choćby pójść do szpitala, do pokoju matek z laktatorami i oddać od razu mleka (co znacząco obniżyłoby ryzyko złego transportu i przechowywania mleka). Aha, też dostałam lek na wygaszenie laktacji, standardowo recepta z wypisem ze szpitala, oddałam go do utylizacji do apteki od razu po przeczytaniu ulotki. Lista przeciwskazań była tak długa, łącznie ze zgonem jako działaniem niepożądanym, że nawet nie próbowałam go stosować.

    • Karolina
      28 lipca 2014 at 20:46

      Magda, „niedoszłe”? Bardzo okrutny epitet.

  • Emila
    27 lipca 2014 at 21:27

    Jestem mamą bliźniąt urodzonych w 30 tc. Jedna z Córeczek zmarła w 5 dobie… po usunięciu macicy, cholecystektmii i 7 miesiącach w szpitalu w ciąży, uparłam, się że będę karmić. W 12 tygodniu życia moja 2 córeczka zaczeła ssać pierś… i tak już 2 lata i 3 miesiące. Niewyrażalnie trudno było nieść jedną buteleczkę mleka zamiast dwóch na szpitalną R-kę neonatologiczną…

    • kejt
      27 lipca 2014 at 21:38

      To wręcz nieprawdopodobne i wspaniałe, co Pani zrobiła. Jestem pełna podziwu.

    • Izabela
      15 października 2015 at 20:30

      Aż się popłakałam… Jesteś mamą na medal!!

  • Ania
    28 lipca 2014 at 00:07

    Trochę już szukałam informacji na temat karmienia piersią, ale na spojrzenie od tej strony jeszcze nie trafiłam. Brawo za podejmowanie także trudnych tematów! Polecam Twój blog koleżankom i mam nadzieję, że trafi do jak największej liczby czytelniczek.

  • Meipu
    28 lipca 2014 at 05:06

    Po raz pierwszy spotkałam się z takim podejściem do karmienia. Nie pomyślałam nawet, że tak może być. Nie pisze się o tym, nie mówi, i na pewno wiele mam na własną rękę doszukuje się informacji co zrobić, gdy upragnionego maluszka już nie ma. Ogromne brawo! Za to, że podejmujesz tak trudne, dla wielu bolesne, ale bardzo ważne tematy.

  • Ania Kuberska
    28 lipca 2014 at 06:44

    Z tego co wiem, w szpitalu w którym rodziłam drugiego syna, mamom po późnej stracie od razu podaje się lek na zatrzymanie laktacji. Jeśli na ten moment go nie chcą, dostają receptę ze szpitala i możliwość porady na potem. We Wrocławiu w klinikach dziewczynie kazali „sobie radzić”. Brak wsparcia dla mam po stracie jest porażający. Dobrze ze jesteś.

  • Małgorzata K
    28 lipca 2014 at 06:57

    Ja straciłam maleństwa dwa razy. Na szczęście mleko jeszcze się nie pojawiło. Nikt mnie wtedy nie wspierał. Drugą ciążę straciłam półtora miesiąca temu. Niestety do tej pory nie potrafię sobie z tym poradzić. Ja zostałam z tym sama. W domu też nikt nie chce o tym mówić 🙁

    • Kinga
      28 lipca 2014 at 09:34

      Fundacja „By dalej iść” dla rodziców po stracie dziecka – http://www.bydalejisc.pl/.
      Mają grupy wsparcia w różnych częściach Polski i telefoniczne dyżury. Myślę, że nawet jak nie będziesz z danego regionu to mogą wesprzeć rozmową. Przy telefonie dyżurują psycholożki, które też doświadczyły straty dziecka, więc znają temat.

  • aga (mamyporady.pl)
    28 lipca 2014 at 08:05

    Z tym wspieraniem to różnie bywa.. Niestety częściej słyszę ‚musisz sobie z tym sama poradzić, to twoje cycki’
    Z całego serca współczuję dziewczynom które musialytprzez to przechodzić ;(

  • Polisz mam
    28 lipca 2014 at 09:27

    Oczy mi się zrobiły mokre:((( Ten post na pewno pomoże wielu kobietom.

  • Daga Tree
    28 lipca 2014 at 19:12

    Rzeczywiście ze wsparciem nie jest dobrze. Temat ważny i potrzebny.

  • Mother of appointment
    29 lipca 2014 at 09:58

    Trudny temat i niestety pomijany. Niektórym się wydaje, że śmierć dziecka to już koniec, a jeszcze tyle się dzieje później z kobietą i jej ciałem. Bardzo dobrze, że podjęłaś ten temat. U mnie też ostatnio o stracie dzieci, ale z zupełnie innej strony…

  • Kaa
    2 października 2014 at 09:40

    Stracilam druga ciaze w 16tc. Pojawienie sie pokarmu bylo dla mnie szokiem i ogromnym ciosem… Mysialam sobie, jakie to okrutne, tyle kobiet walczy o mleko dla swoich dzieci, a ja mam mleko, a nie mam kogo karmic. Stosowalam sposoby „na nawal”, ktore pamietalam z pierwszej ciazy (kapusta, oklady, delikatny prysznic) – pomagalo, ale tez bardzo pobudzalo kurczenie sie macicy (okropnie bolesne!). Moj gin tez byl troche zdziwiony, ale odradzal farmakologie tak dlugo, na ile bedzie to dla mnie do wytrzymania psychicznie. Bardzo mi pomogl – moglam o kazdej porze dnia i nocy zadzwonic/napisac sms. Pokarm utrzymywal sie ok.2 tyg.

    • Tyśka
      28 stycznia 2015 at 21:51

      Chciałam podziękowac,ze zdecydowała sie Pani poruszyc ten temat.Dwa tygodnie temu w 16 tygodniu straciłam ciąze.Dzieciatko w brzuszku zyło,ale musiałam urodzic,bo miałam wpuklony pecherz i rozwarcie Teraz walcze z laktacja.Kazano mi owijac piersi bandazem i gdyby nie ten PANI WPIS robilabym to dalej. Brałam rowniez tabletki bromocorn,czułam sie po nich straszne,zawroty głowy,strasznie obnizały mi cisnienie. Nie wedzałam o tych herbatkach z szałwi mięty,od jutra zacznę pic..dziękuję.

    • Hafija
      28 stycznia 2015 at 22:15

      Mam łzy w oczach, nawet nie próbuje zrozumieć przez co przeszłaś.
      Dziękuję…

    • Fit Maminka
      30 stycznia 2015 at 20:30

      Ja niestety też nie wiedziałam o tych metodach… brałam te okropne leki i czułam się jakbym umierała kolejny raz…

  • Marta
    15 października 2014 at 23:03

    Trzeba mieć odwagę by poruszać tak trudne i smutne tematy. Pięknie napisane, niezamiecione pod dywan. Od razu wszystkie te Mamy, które straciły kogoś tak bardzo ważnego chciałabym przytulić.
    „Dla świata byłeś jednym z wielu, dla mnie byłeś całym światem”

  • Jowita
    17 października 2014 at 18:46

    Brutalna prawda, ktora wywołała u mnie łzy…..To największy ból jaki jest gdy matka traci swoje dziecko. Nie wyobrażam sobie, aby nagle teraz miało by zabraknąć mojego prawie 8 miesięcznego synka….

  • Karola
    29 stycznia 2015 at 19:52

    Dobrze, ze podjełas ten temat. Ja straciłam synka w 9 miesiącu, bólu po stracie dziecka nie musze opisywać, ale jednym z największych fizycznych bóli i najgorszych wspomnień było dla mnie „wyciskanie” na siłę mleka przez położną po porodzie. Sztucznie wywołany poród, sam proces, wszystko bez znieczulenia, nacinanie , skrobanie i szycie to nic w porównaniu do tego.Do tej pory wspominam ten ból. Straszny. Mi owijanie i tabletki pomogły-cieszyłam sie ze skutkują, chociaz laktacja uparcie wracałą po ich odstawianiu. Ale za bardzo byłam zajęta własna głową, emocjami i uczuciami, zeby jeszcze dodatkowo, powoli wyciszac laktacje. Ja chciałam jak najszybciej o tym zapomniec. Teraz po kilku latach spodziewam sie córeczki-juz jestem na ostatnich nogach, ale im bliżej rozwiazania tym bardziej sie boję pomna poprzednich powikłań. Postanowiłam ze będe karmic piersia, od dawna juz mam pokarm. TYLKO dzieki tamtym wspomnieniom tak strasznie sie boję. Jeżeli karmienie boli tak jak to zapamietałam to raczej nie będe w stanie tego robić. Trzymajcie kciuki dziewczyny-za mnie i moja córeczkę-tym razem musi sie udac!

    • Hafija
      29 stycznia 2015 at 19:57

      Trzymam kciuki. Nawet jeżeli na początku boli to jest to inny ból. Ból przy złym przystawianiu można szybko zlikwidować!

    • Natalia
      29 stycznia 2015 at 20:04

      Uda się na pewno! Karmienie nie boli! Jest wspaniałym przeżyciem! Mam nadzieję, że jeśli pojawi się jakikolwiek problem z karmieniem, trafi Pani na kompetentne osoby, które pomogą, ale nie ma się co nastawiać na ból, bo tak jak napisałam- karmienie piersią jest cudowną sprawą! Trzymam kciuki za Panią i córeczkę!

    • chijosan
      29 stycznia 2015 at 20:47

      Trzymam kciuki! ! Bedzie dobrze! Prosze się nie bać i nie rezygnować z karmienia z powodu bólu..on trwa bardzo krótko i nie jest taki straszny(przy porodzie to pikuś). Zresztą jak tylko przystawi Pani córcie do piersi to żaden ból nie będzie sie wtedy liczył 😉 Po karmieniu smarowac sutki np. Maltanem i da się przetrwać.
      Karmienie jest piekną magiczną chwila tylko dla mamy i dziecka. …tatusiowe moga tylko zazdrościć i szukac swoich magicznych chwil np.przy zmianie pieluchy 😀

    • Dorota
      29 stycznia 2015 at 22:11

      Karmienie z mojej perspektywy nie musi, ale czasem może sprawiać ból. Ten ból jednej zniknie, jeśli dobierze się właściwą, wygodną pozycję do karmienia i zadba o spokój dla siebie i maluszka ☺ U mnie problemem był kształt piersi, a dokładnie uniesione lekko w górę brodawki. Synek trzymany przede mną na ramieniu, gdy siedzialam (czyli najczęściej chyba stosowana pozycja, dla wielu kobiet naturalna i bezproblemowa) po prostu wisiał na tej piersi. Podkładanie pod niego poduszki czy nawet dwóch nie pomagało. Pochylanie się nie pomagało tym bardziej, bo dochodził ból tak zgarbionych pleców. To mechaniczne obciążenie brodawek powodowało ból, a dla synka dodatkowe utrudnienie w ssaniu. I ogromny stres dla nas obojga. Po ok 2tyg zmagań i łez poprosiłam o pomoc położną środowiskową, która nas odwiedziła wcześniej w domu. Bardzo życzliwie podeszła do tematu, wysłuchała, zbadała piersi (czy nie ma zastoju, guzów, czy w ogóle pokarm wypływa bez siłowego dzialania itd) i uspokoiła mnie. Powiedziała, że to dziecko do mnie, a nie ja do dziecka muszę się dostosować i podpowiedziała wypróbowanie kilku innych pozycji. Strzałem w 10kę okazało się karmienie na leżąco na boku. Odtąd karmienie było już spokojną, relaksującą czynnością, bez nerwów, łez, bólu i widma utraty pokarmu. Synek zaczął się najadac, a ja cieszyć tą chwilą tylko dla nas 🙂

    • Dorota
      29 stycznia 2015 at 22:41

      *ten ból jednak zniknie

    • Marta K.
      30 stycznia 2015 at 12:48

      Nie chcę wyjść na malkontentkę, ani nie chcę straszyć, ale u mnie ból przy karmieniu był dość mocny i po ciężkim porodzie chyba zadziałał efekt kumulacji i nie mogłam go znieść. Na początku przystawiałam maleństwo i przez pierwsze sekundy patrzyłam w sufit z zaciśniętymi zębami, ale po kilku takich karmieniach miałam ciarki na samą myśl, że zaraz będzie następne. Z pomocą przyszły silikonowe nakładki XXX (piszę konkretną nazwę firmy, ponieważ od doradcy laktacyjnej słyszałam, że są najlepsze). Myślę, że dzięki nim udało mi się w ogóle karmić, bo nie wiem jak bym znosiła ten ból. Co prawda, po wyjściu ze szpitala, kiedy umówiłam się na prywatną konsultacje laktacyjną, dowiedziałam się, że nakładki mają też wiele efektów ubocznych (dziecko musi mocniej ssać, przez co może się nie najadać tak szybko i denerwować, laktacja jest słabiej pobudzana i w długim terminie może doprowadzić do zaniku pokarmu, w kapturkach też zbiera się powietrze, które później może powodować bóle brzuszka maleństwa), dlatego nie należy ich zbyt długo stosować. Ale jeśli jest to być albo nie być laktacji to myślę, że warto doraźnie skorzystać z takiej pomocy 🙂 Pisze o tym dlatego, ponieważ uważam, że czasami lepiej się nastawić na to, że może nie być łatwo, człowiek zbiera w sobie wtedy więcej siły. Mnie np. dość mocno zaskoczył ból porodowy i trochę mu się poddałam, czego żałuję ;/ Tak czy inaczej myślę, że to, co robiła tamta położna musiało być straszne i wydaje mi się, że był to kompletnie inny rodzaj bólu. Trzymam baaardzo mocno kciuki za Was i zachęcam do wytrwałości, bo po jakimś czasie, kiedy karmienie już przychodzi łatwo, cudownie jest się poprzytulać z maluszkiem 🙂

    • Hafija
      30 stycznia 2015 at 13:25

      1. Wyxowałam nazwę bo to nie jest prawda – każda kobieta jest inna i inne nakładki będą dla niej lepsze o ile w ogóle.
      2. ZAWSZE kiedy idziemy w silikonowe nakładki to z terminem ich zdjęcia, zawsze nakładki są tylko pomocą doraźną nie stałą. Ból przy karmieniu to efekt złego przystawiania i jeżeli na ból od razu zakładamy nakłądki to łatwo i szybko możemy sobie zaszkodzić

    • Aga
      20 marca 2015 at 20:58

      Po ciezkiej i niezbyt udanej cesarce to polozne przykladaly mi dziecko do piersi. I milo to bolalo strasznie przez pierwsze 5-6 dni. A potem przestalo. Naprawde zalezy to tylko od zlego przystawiania ?

    • DominikaS
      15 października 2015 at 15:54

      Aga u nas przez pierwsze dni ból był, choć Mały dobrze przystawiany. Po prostu musiał ‚dopracować’ technikę ssania, przestał się siłować i wszystko przeszło. Ale te 3-5 dni da się przetrwać

    • Ania
      13 listopada 2015 at 22:52

      A ja mysle ze piersi ktore nigdy nie karmily (lub bardzo dawno) nagle musza sie przestawic na inne tory i bo sa silnie eksploatowane przez malucha. U mnie bol trwal jakies 2-3 tygodnie, ale nie bylo to cos nie do wytrzymania. Co wiecej polozna i doradca laktacyjny nie widzieli zadnych nieprawidlowosci w tym jak sie karmimy. Co wiecej doradca laktacyjny mowil drugiej mamie ktora byla z nami na sali ze tak powinno to wygladac. Bol Pojawial sie gdy mala zaczynala jesc a po jakis 2-3 lykach ustepowal. Za to potem calkowicie zniknal i karmienie bylo juz tylko przyjemna i magiczna chwila 😉 tak ze karmilam przez 14 miesiecy.

      bardzo wspolczuje wszystkim mamom ktore zostaly dotkniete taka strata, do tego pozostawione se sobie, bez wsparcia. Nawet nie chce sobie wyobrazac przez co przeszlyscie… dla mnie kazda z Was jest niesamowita kobieta!

    • Kulka
      15 października 2015 at 15:42

      Trzymam kciuki!!!! Musi się udać

  • niora
    29 stycznia 2015 at 20:52

    To temat tabu.. w szpitalach się o tym nie mówi a my matki aniołków mamy radzić sobie same.
    Trzy razy przez to przechodziłam i byłam z tym sama.
    Przy wpisie tylko recepta na bromergon i koniec.
    Idziesz do domu a twoje ciało dopomina się tego malutkiego człowieczka wczepionego w piersi…
    Nigdy nie zapomnę tej nienawiści do siebie, swojego ciała które zawiodło.
    Karmienie dziecka to coś pięknego, intymnego… doświadczam tego od pół roku każdego dnia.

    • Dorota
      29 stycznia 2015 at 22:24

      To poczucie winy i żal do ciała, że zawiodło… do siebie, że nie sprostalam podstawowej z punktu widzenia natury i płci funkcji jako kobieta… Nie opuscilo mnie do dziś, choć wkrótce minie 9lat, odkąd moja córeczka odeszła.
      Była skrajnym wcześniaków (27tc), żyła 2,5m-ca, a ja przez cały ten czas walczyłam laktatorem o podtrzymanie laktacji. Mój pokarm mógł być jej podany tylko, gdy go odciagnelam na oddziale {nie, nie bylo ani specjalnego pokoju, ani nawet krzesła czy parawany. Musiałam to robić na sali OIOM, wciśnięta między inkubatory). Wieczorem, w nocy i rano w domu płakałam za każdym niemal razem, gdy musiałam ten pokarm wylewać (nie miałam wtedy warunków do mrozenia go w takich ilościach). Gdy wydawało się, że wreszcie córcia zaczęła wychodzic na prostą, przybierać na wadze, że jeszcze może kilka tygodni i wreszcie opuści inkubator…zachorowała na zapalenie płuc i zmarła tydzień później. A ja dostałam receptę na bromergonu, ktory i tak nie zatrzymał laktacji calkowicie. Tak walczylam wcześniej o pokarm, że później przez parę miesięcy nie mogłam się go pozbyć. Wylam z zalu, wściekłości, poczucia winy… Nikt nie pomógł

    • Dorota
      29 stycznia 2015 at 23:10

      * skrajnym wcześniakiem… czy parawanu… na bromergon

    • Aleksandra
      30 stycznia 2015 at 00:31

      Bardzo mnie poruszyło co napisałaś. Tak krótko a tak głęboko

  • Marta T.
    29 stycznia 2015 at 21:23

    Bardzo dobrze że poruszasz takie tematy… Jesteś wspaniała

  • Motka24.pl
    29 stycznia 2015 at 21:29

    Szczerze to nigdy nie myślałam o tym temacie… A przecież to jest takie ważne. W tak smutnej, ciężkiej i trudnej sytuacji trzeba radzić sobie ze zwykłymi czynnościami, które przychodzą z trudem… a co dopiero z laktacją (i pewnie często jej problemami, bo w końcu nie ma tego Kogoś, dla kogo miała być darem…).

  • AT
    29 stycznia 2015 at 21:31

    Witam.
    We wrześniu straciłam dzidziusia w 20 tygodniu ciąży idąc na wizytę spodziewałam się wszystkiego ale nie takich informacji.
    Dzieciątko musiałam urodzić normalnie na oddziale ginekologicznym, na sali z inną ciężarną, która była tylko na zapalenie pęcherza. O tym, że laktacja przyjdzie nikt mi nie powiedział, ba! jestem już mamą i nawet sama o tym nie pomyślałam.
    Na szczęście moja położna, która poznałam przy okazji pierwszej ciąży chętnie udzieliła mi rad a nawet w sytuacji gdybym nie dała sobie rady zaproponowała że przyjedzie. Tylko, że ja chciałam zapomnieć i pozbyć się laktacji jak najszybciej. Stosowałam okłady z kapusty, i ciepłe kąpiele również, szałwię także piłam ale i tabletki przyjmowałam, co prawda tylko 1/4 bo wiedziałam jakie mogą być objawy i szybko pożałowałam, czułam się jak bym łomem w głowę dostała.
    Obwiązywałam się bandażami bo dawało mi to ulgę ale zamiast tego mogę polecić noszenie stanika na dość mocno zaciśniętych na na ramkach tak by piersi były jak najwyżej. Tyle! Nikomu nie życzę takich przejść ale jeśli już ktoś tam do góry ,zdecyduję się nas wystawiać na takie próby niech postawi nam na drodze fachowa i profesjonalną pomoc

  • Mama anioła
    29 stycznia 2015 at 21:49

    witam…ja straciłam synka w 33 tyg. Laktacja pojawiła sie w 3 dni po porodzie…to była trauma dla mnie. Dostałam leki na zatrzymanie . Po powrocie do domu nie dawałam sobie rady z pokarmem, pomagała mi moja siostra bo ja nie mogłam patrzeć na swoje piersi pełne mleka…laktacja sie po jakimś czasie zatrzymała….
    Niestety za bardzo za nim tęsknie i pomimo stosowania tych wszystkich sposobów, pokarm powrócił. Najgorsze jest to ze nie wiem co robiç…gdzie prosić o pomoc…

    • Hafija
      29 stycznia 2015 at 22:00

      A z jakiego miasta jesteś, może jest w okolicy doradca laktacyjny?

    • Dorota
      29 stycznia 2015 at 22:30

      Jeśli pokarm powrócił, zbadaj proszę poziom hormonów, zwłaszcza prolaktynę. To jego ważne dla Twojego zdrowia

    • Dorota
      29 stycznia 2015 at 22:30

      *to bardzo ważne

  • Emilia
    29 stycznia 2015 at 23:49

    Nigdy nie myślałam o problemie z laktacją w tym kontekście. Mój Aniołek odszedł szybko, pokarm nie wystąpił na szczęście bo i tak ledwo się pobierałam. Kolejny osesek przy piersi już 4 miesiąc i czasem już mam dość przez różne kłopoty z piersiami, jednak finalnie cieszę się że mam kogo karmić.

  • Alina
    30 stycznia 2015 at 07:43

    Ja pamiętam jak moja mama 18 lat temu straciła przy porodzie moją siostrę. Jak w domu płakała z bólu, pomagałam jej owijać piersi właśnie bandażem elastycznym. Tak jej kazano. Ten ból minął, nie minął ból po stracie.

  • she mother
    30 stycznia 2015 at 15:52

    Chociaz czesto słyszy się o kobietach które poroniły, straciły dziecko to nigdy nie pomyslałam o laktacji, o tym że przecież mleko od tak nie zniknie. To smutne. Dziecka nie ma, a wszystko przygotowane…:(

  • Jola
    30 stycznia 2015 at 20:18

    Ja miałam nawet na wypisie ze szpitala zalecenia ucisk piersi i receptę na bromergon.

  • Dora Dorcia (Oli Loli Love)
    30 stycznia 2015 at 23:29

    Moja przyjaciółka urodziła martwego synka i fakt po porodzie od razu dostała leki i zastrzyki w brzuch. To że nie ma porady laktacyjnej jest okropne ale karygodne jest to że kobieta traci dziecko i nikt jej nie wspiera… O psychologa musieli się kłócić… powrót do żywych po takim ciosie jest długi… i wymaga stałej opieki psychologa. A tego w naszych szpitalach brakuje!
    Ajjj zryczałam się….

  • zasmucona
    2 lutego 2015 at 11:01

    dlatego tak bardzo boje sie zajsc w ciaze…

  • Zrozpaczona
    23 kwietnia 2015 at 21:11

    Straciłam Synka po dwóch tygodniach walki o życie i mimo,że wszyscy nas wspierali i mówili że mamy XI wiek i wcześniactwo to nie problem,jednak nie dane nam było usłyszeć jego głos i poczuć go przy piersi.Natura jednak dała znać o sobie. Synek nie dostawał mojego pokarmu już od kilku dni przed jego odejściem.Moja laktacja nadal występuje to już 3 tygodnie….:(

  • Paulaff
    11 maja 2015 at 22:58

    Ja sie czulam mama jak tylko zobaczylam dwie kreski na tescie. Upragniona ciaza, duzo staran, lekow i diagnoz ale sie udalo. Niestety w 16 tyg okazalo sie ze maluszek zmarl w brzuszku. Po bolesnym procesie ronienia i zabiegu wylyzeczkowania, poszlam do domu i tu pojawila sie laktacja. Bolene piersi, pokarmu duuuzo pokarmu – powiedzieli ze samo przejdzie, niestety zostaje mi odciganie i homeopatia, a strata przez to boli bardziej.

  • justa
    31 maja 2015 at 06:24

    Drugi dzień w domu po zabiegu. 16 tydz. ciąży zakończył się stratą dziecka. Usłyszałam że serduszko nie biło od 13.5 tyg. To drugie dziecko. Córa ma 3,5 roku. Narazie o nic nie pyta. Wszyscy siedzą cicho. Mąż wspierał ale teraz wszyscy wracają do codziennej rutyny. Wczoraj pojawiła się laktacja. Bolesne nie tylko fiz. Od początku nastawialam się na karmienie piersią tak jak przy pierwszym dziecku. Najgorsze to ze nie ma z kim pogadać. Trzymam kciuki za Was dziewczyny.

  • Lukrecja
    13 czerwca 2015 at 15:50

    3 dni temu urodzilam zdrowiutkiego chłopca, ale po lekturze tego artykułu strasznie się splakalam, bo przypomnialo mi sie, jak bardzo sie balam, zeby na ostatniej prostej wszystko poszlo ok. Mam 42 lata, 2 poronienia za soba i to byla moja ostatnia proba z macierzynstwem. Kiedy maly sie urodzil, wszystkie strachy automatycznie poszly w zapomnienie, ale teraz znow o tym mysle i strasznie wspolczuje kobietom, ktore zmagaja sie z utrata dziecka. A juz zupelnie rozkleilo mnie wspominanie o laktacji w TYM kontekscie. ..

    • Hafija
      13 czerwca 2015 at 21:30

      Przytulam!

  • Ronja
    22 lipca 2015 at 09:19

    Ilość komentarzy świadczy o tym, że to temat bardzo potrzebny. Tyle smutku w Waszych historiach…

    Hafijo, a ja mam do Ciebie pytanie całkowicie poboczne. Dlaczego polecasz środki homeopatyczne? nigdy wcześniej nie spotkałam się u Ciebie z wzmianką o tym i tym bardziej mnie to dziwi.

  • Zorka
    22 lipca 2015 at 09:20

    Przeżyłam to, wiem jakie to trudne, dziękuję Ci za ten tekst. Oby komuś pomógł!

  • Justyna
    15 października 2015 at 16:11

    ;(

  • iz
    15 października 2015 at 19:54

    2007r., 21 tc, nie było mi dane nakarmić synka 🙁 leki hamujące laktacje. Brałam, wydawało mi się oczywiste, że muszę…może musiałam, żeby nie zwariować. Ulotki nie czytałam, chociaż zawsze czytam, chyba skutki uboczne nie miałyby znaczenia, trudno mi byłoby wyobrazić sobie coś gorszego…
    ale żeby nie było tak smutno…
    2009 r. 41 tc, córka łakoma, ssąca bezproblemowo przez pół roku (musiałam przyjmować uderzeniowe dawki leków wykluczajacych karmienie)
    2015 r. 39 tc, syn-ssak, z gatunku i zamiłowania 😉 karmimy się 6,5 m-ca i mam nadzieję że to najwyżej 1/4 naszej drogi mlecznej 🙂

  • kinga
    20 października 2015 at 18:32

    znam ten temat bardzo dobrze 🙁 niestety 2.5 roku temu urodziłam w 25 tygodniu ciąży synek żył 3 godziny i zmarł – to było nasze pierwsze wyczekane dzieciątko 🙁 3 dni po cieciu dostałam nawał pokarmu , pamiętam to jak dziś ból w sercu , gniew złość niezrozumienie po stracie małego jeszcze to pomyślsłam co się dzieje co jest nagle cała koszula nocna mokra piersi kamienie i dotarło do mnie to laktacja pokarm dla Frania tylko że jego nie było… potem zauważyłam na stoliku przy łóżku kubeczek z lekami to był bromergon pielęgniarka przyniosła ale ja spałam wiec położyła przy łóżku nic nie mówiąc bo i po co zmagaj się z tym sama kobieto….potem wyszłam do domu i radziłam sobie sama to było okropne 🙁 i choć teraz jestem mamą prześlicznego zdrowego chłopca i moja przygoda z laktacja trwa już 11 miesięcy to tamtych chwil nigdy nie zapomnę i niestety one wracają jak okropny sen…mam nadzieje ze ten temat będzie poruszany i zmieni coś w tej kwestii jestem sercem ze wszystkimi kobietami które muszą się z tym zmagać:*

  • Nari
    15 października 2016 at 12:05

    Córcia zmarła w brzuszku w 36 tc. Nie miałam ani śladu laktacji. Później dostałam leki na wstrzymanie laktacji ale mi to nie bylo wtedy potrzebne. Wg się nad tym nie zastanawiałam miałam coś ważniejszego na głowie. Może to że leżałam 3 dni z wiadomością o jej śmierci spowodowało że laktacja się sama zatrzymała. Nie było śladu po niej. Pomoc z zewnątrz było mi oferowana. Nie chciałam tego. Trafiłam do psychologa po 3 miesiącach od śmierci córeczki. Teraz w lipcu urodziłam sroga corcie w tym samym szpitalu cała i zdrowa. Byłam miło zaskoczona że tak wiele osób z personelu mnie pamięta i się o mnie troszczy. Lekarzam pod koniec ciąży na patologii.
    W 1 ciąży miałam swój pokój gdzie mógł spać również mój mąż. Leżałam na ginekologii. Spędziłam 2 h z córcia.

  • Joanna
    15 października 2016 at 14:39

    Moja znajoma stracila synka w 19 tygodniu ciąży i po jego śmierci zdecydowała sie odciagac pokarm i oddawać potrzebującym maluchom. Odciagala przez ponad 3 msc i pomogła 6 dzieciom. Mówiła, ze laktacja pomogla jej uporac się z żałoba po stracie dziecka i czuła, ze jego śmierć miala sens, bo pokarm dla niego przeznaczony pomógł tylu dzieciom. Jest niesamowita osoba! Byla nawet z laktatorem na Times Square podczas tygodnia promocji karmienia piersią. Tu artykuł o niej https://www.babble.com/parenting/mom-donates-over-2000-ounces-of-breastmilk-after-losing-her-baby/

  • Zuza
    16 października 2016 at 12:15

    3 lata temu urodziła się Ewunia. Aniołek odszedł przy porodzie. Odkleilo się łożysko.Laktacja pojawiła się w 3 dobie. 2 letnia Ania czekała na mnie w domu więc musiałam o siebie zawalczyć bo nie było różowo po cesarce. Personel medyczny jednak wykazywał najwyższy stan troski i delikatności. Mnie pomógł bromergen w mniejszych dawkach. Teraz karmię 3,5 miesięcznego Pawełka który pojawił się w 32 tygodniu. Jest silnym wspaniałym mężczyzną.

    • Zuza
      16 października 2016 at 12:16

      Ewunia urodziła się w 25 tygodniu

  • Mamusia Aniołka
    10 stycznia 2017 at 15:56

    Dwa dni temu straciliśmy synka, mnie ledwo odratowali po bardzo dużym krwotoku. Straciliśmy go w połowie ciąży, dziś rano obudziłam się z bólem piersi, które są gorące i nabrzmiałe. W szpitalu czułam się fatalnie, po zabiegu słyszałam robione ktg innych kobiet, badania i bicie serduszek innych dzieci… a mój Ignaś już był w prosektorium, zdecydowaliśmy się na pochowanie naszego Aniołka, ten dzień jeszcze przed nami. Nasz kochany synek będzie naszym Aniołkiem Stróżem. W domu na mnie czekał starszy synek, po powrocie do domu przybiegł i dał mi buziaka a ja się rozpłynęłam… Ma 1.5 roczku a jest taki dzielny i kochany, gdyby nie on pewnie byłoby nam o wiele ciężej…
    Z laktacją pewnie będę musiała sobie poradzić sobie sama 🙁
    Dziękuję za ten wpis…

    • Joanna
      10 stycznia 2017 at 17:44

      Tak mi przykro 🙁
      Trzymaj sie dzielnie!

    • Justyna
      11 stycznia 2017 at 10:14

      Współczuję z całego serca. Ja straciłam synka w 16 tyg. Po 5 miesiacach ponownie zaszlam w ciążę i taraz jest z nami półroczny Kubuś. Moja córka byla dla mnie najwiekszym pocieszeniem. A jesli chodzi i zatrzymanie laktacji to pomogla mi homeopatka, u ktorej leczylam i lecze corke. Po dwoch dniach juz odczulam ulge. Sciskam serdecznie i zycze powodzenia!!

    • iwonek
      13 stycznia 2017 at 21:31

      Mamusiu Aniołka, my dziś pochowaliśmy córeczkę urodzoną w 13 tc, 7 stycznia. 6 stycznia w nocy odeszły mi wody, 7 rano urodziła się żywa jeszcze 10 centymetrowa Marianka. Był ze mną cudowny lekarz. Mogłam wziąć Malutką na ręce i potrzymać, chociaż przez chwilę, zanim zabrano mnie na łyżeczkowanie. Wczoraj ruszyła mi laktacja. 5 lat temu przeżywałam to samo, wtedy urodziłam w 17 tc, synka Mikołaja. Oba Maluszki leżą teraz w tym samym grobie. Mam za sobą też 3 zupełnie inne straty- w innych warunkach szpitalnych, bez wsparcia, tamtych dzieci nie pochowaliśmy z różnych powodów i do tej pory żałujemy tego z mężem.

  • Emm
    16 lutego 2017 at 22:50

    Mój synek urodził się w 38tc. Od razu był reanimowany gdyż oddzieliło się lozysko. Został przewieziony do innego szpitala. Od samego poczatku przyszła do mnie doradca laktacyjna żeby walczyć o pokarm- miałam nadzieje, że będę mogła go nakarmić. W 3 dobie pojawił się nawał. Jasinek odszedł w 4 dobie. Siedziałam w domu i odciagalam pokarm zeby troche ulżyć… a mąż go wylewał, ja nie byłam w stanie. Siedziałam i płakałam,ze mam tyle pokarmu a nie mam kogo nim nakarmić. Dziecko umiera, nie ma go przy mamie a organizm działa tak jakby dziecko było….

    • lesi
      15 kwietnia 2017 at 14:05

      To straszne 🙁 U mnie po zahamowaniu laktacji bromergonem po kilku tygodniach samo zaczęło znów płynąć, kiedy pomyślałam o mojej zmarłej córeczce. Leciało mi z oczu i z piersi. To był bardzo krytyczny moment dla mnie, nienawidziłam swojego ciała za to, że nie może pojąć, że dziecka nie ma.

  • aga
    26 lutego 2017 at 20:53

    Cztery dni temu urodziłam naszą bardzo chorą córeczkę w 37 tc, zmarła na naszych rękach 1,5 godziny po porodzie. Jeszcze w szpitalu, trzy dni po cesarskim cięciu zaczęłam dzwonić do banków mleka, dowiedziałam się, że matki po stracie nie mogą oddawać mleka. Miałam nadzieję, że uda mi się tym mlecznym skarbem podzielić z kimś, że skoro nasza mała Aniołka nie może się nim karmić to może jakieś inne potrzebujące dziecko. Ze szpitala wyszłam z receptą, nie zrealizowałam jej. Dziękuję za ten blog, dał mi więcej informacji niż rozmowy w szpitalu z położnymi. Piję szałwię i czuwam żeby nie nagromadziło się zbyt wiele pokarmu.
    Przykro mi wylewać takie dobro do kanalizacji, ale wiele rzeczy w tej bardzo trudnej ciąży boleśnie mnie zaskoczyło i pokazało, że trzeba o tym mówić, bardzo głośno.

  • Natalia
    17 kwietnia 2017 at 22:56

    Urodziłam córeczkę w 23 t.c. Po porodzie umierała na mojej piersi… Mam synka, 4 letniego, wtedy miał 3 latka, karmiłam go piersią do 2 lat 10 msc czyli jeszcze w ciąży. Od 3,5 lat prowadzę grupę wsparcia Karmienia piersią, aktywnie promuje karmienie piersią w swojej okolicy. Po stracie córeczki laktacjia ruszyła w 3 dobie po porodzie. Wiedziałam co robić. Jak ściągać, jak hamować itd. Było ciężko, mleko było dla mojej córeczki, ale wiedziałam, że nie mogę go poprostu wylać więc ściągnięte przechwycałam synkowi w jego jedzeniu oraz dawałam do wypicia mojej już niestety zmarłej mamie do wypicia (chorowała na nowotwór złośliwy jajnika)… Chciałbym jednak podzielic się z wami jedną jak dla mnie niezwykłą historią… Moja córeczka po porodzie miała opartą buźkę po prawej stronie prawej piersi, i to było jedyne miejsce gdzie od razu powstał zastój, było wciąż rozgrzane. Używałam różnych technik pozbycia się zastoju, nic nie dawało skutku. W końcu po 3 dniach poprostu odpuściłam, miejsce zastoju było ciepłe ale nie obolałe… Po około tygodniu czy dwóch, nie pamiętam dokładnie, zastój odpuszczał… Do dzisiaj z jednego kanalika tej prawej strony prawej piersi jestem w stanie wycisnąć krople mleka. Może to zwykły przypadek, a może nie……..

  • Sofi
    26 maja 2017 at 09:48

    Kilka lat temu (to juz prawie 10) dowiedziałam się że mam hiperprolaktynemię i od tamtego czasu brałam bromergon, dość szybko mój organizm przyzwyczaił sie do tego i nie miałam skutków ubocznych. Półtora roku temu urodziłam córeczkę w 30t, niestety miała wadę genetyczną i urodziła sie … ciężko to napisać, nie ma odpowiednich słów, umarła wcześniej we mnie. Od razu tego samego dnia dostałam bromergon, ale nie działał na mnie, po 2 dniach jak już byłam w domu zaczęła się laktacja i okropnie mi nabrzmiały piersi, a w nocy wylewała się z nich kałuża. Nie wiedziałam co robić, zadzwoniłam do szpitala na oddział położniczy bo pomyślałam, że każda pierwsza lepsza położna powinna mi coś doradzić, cokolwiek, ale usłyszałam tylko tyle że powinnam iść z tym do lekarza. Więc poszłam następnego dnia do przychodni, a tam lekarz mi doradził tylko tyle że mogę obwiązać ciasno piersi i zapisał mi zwiększenie dawki bromergonu do 2 tabletek dziennie. Przyznam że obwiązanie piersi mi pomogło, musiałam je nosić związane non stop przez 3 tygodnie, nie wiedziałam, że to może być niebezpieczne czy coś. I jeszcze przez kolejne 2 miesiące ciekło mleko. Nie wiedziałam, że napar z szałwii mógłby pomóc, chociaż nie wiem czy u mnie dała by rade sama szałwia. Bromergon brałam przez rok aż do kolejnej ciąży (bez tego bym nie zaszła). Teraz jestem w szczęśliwym 28 tygodniu, jak narazie zapowiada sie zdrowy synek 🙂 nie dał żadnych powodów do niepokoju 🙂 Tym razem jak urodzę zdrowe dziecko i nie będę brać bromergonu to będę mieć chyba tyle pokarmu że nakarmiłabym 8-raczki 🙂

    Jak wyobrażam sobie poród synka to zapominam o tym że dzieci rodząc się nie śpią, odruchowo wyobraża mi się że synek śpi. Wcześniej moją śpiącą królewnę mogłam przytulać przez godzinę.

skomentuj

Pobierz darmowy e-book