Kiedy urodził się Gabryś, moje szczęście nie miało końca. Jakie to było kochane, moje dziecko, najpiękniejsze i w ogóle macierzyństwo to esencja mojego życia i tęcza.
Oczywiście pojawiły się już wtedy głosy, że najtrudniejsze przede mną. Że taki roczniak to daje w kość.
Nie pamiętam, żeby roczniak mi dał w kość, ale jak Gabryś miał roczek, a mnie oburzały klapsy usłyszałam, że taki dwulatek to mnie doprowadzi do takiej cholery, że na pewno mu „przyłożę”.
Dwa lata skończone rok temu, nie „udało” mi się dać dziecku klapsa. No ale jak miał dwa lata i nadal klapsy piętnowałam to usłyszałam, że jak taki trzylatek mnie wkurzy to na bank dostanie w tyłek.
Ostatnio było wiele momentów kiedy podejrzewam, że nie jedna ręka tyłek dziecka by przetrzepała – moja nie 🙂 W kałuży się taplał, płakał pół osiedla że chce „na kulki” albo w przeciwnym kierunku, tupał nóżką, złościł się i chciał żelka a inaczej dramat na podłodze odgrywał.
Klapsów nie daję i nie mam zamiaru dawać – tłumaczę, rozmawiam, czasem wezmę na ręce i wyciągnę z kałuży, a czasem po prostu trwam przy nim i tyle.
No ale… nie znam podobno życia, bo teraz słyszę, że skoro nie biłam wcześniej to na pewno zdarzy mi się to później – koło podstawówki, albo koło liceum, bo w ogóle nastolatki to „rozwydrzone bachory, którym się czasem należy”.
Tylko te rozwydrzone bachory którym się należy produkujemy my – klapsami, biciem, strachem, absurdalnymi karami. To nie im należy się ten klaps…
Czy dzieci można wspierać bez bicia?
Według mnie można i taki jest mój plan podstawowy. Bicia w moim domu nie będzie. To jest założenie, z którego wychodzę. Ja nie biję męża, mąż nie bije mnie, mąż nie bije dziecka, ja nie biję dziecka.
Chciałabym, żeby rodzin z takimi założeniami było więcej… mam nadzieję, że są 🙂
Komentarze