Gdyby nie…


Standardy opieki okołoporodowej są, istnieją gdzieś w naszym systemie opieki nad rodzącą i jej dzieckiem.

Standardy te są nie do końca takie jak być powinny.

Pewnie gdyby nie Fundacja Rodzić po Ludzku, te standardy byłyby jeszcze gorsze, albo żadne. Na domiar złego szpitale – żaden szpital – nie wprowadziły tych standardów w całości.

W Polsce jest 400 szpitali i oddziałów położniczych. W żadnym standardy (i tak niedoskonałe) nie są respektowane.

Fundacja Rodzić po Ludzku nie przyznaje szpitalom nagród i wyróżnień od 2006 roku – za to szpitale wysyłają ankiety na portal gdzierodzic.info ale… od początku kampanii 20% szpitali nie odesłało ankiet, wiele z nich otwarcie przyznaje się w nich np. do „wymuszonej pozycji leżącej podczas porodu”, wiele z nich pisze to co by chciały kobiety przeczytać. One i my wiedzą, że to nie jest prawdziwy obraz szpitali!

Na www.gdzierodzic.info pod każdym szpitalem możecie zostawić komentarz, można wystawić szpitalom ocenę (ale jak same dziewczyny z Fundacji piszą, skala musi zostać rozszerzona bo na razie jest po prostu zbyt mała). Jednak najważniejsze są słowa kobiet i to co możemy przeczytać między wierszami w ich opisach. Szerzej na ten temat napiszę w felietonie do Kwartalnika.

To co podoba mi się w Fundacji Rodzić po Ludzku to wiara w kobiety! Dziewczyny wiedzą, że to my – kobiety możemy zmienić rzeczywistość – tak jak to my kobiety (a właściwie kobiety 18 lat temu rozpoczęły przewrót porodowy i powołały do życia Rodzić po Ludzku). tak my teraz możemy pokazać prawdę – objawić to co się dzieje na porodówkach.

Dzisiaj poproszę Was o to żebyście weszły na stronę www.gdzierodzic.info i wypełniły komentarz pod szpitalem gdzie rodziłyście. Możecie napisać swoją historię, możecie wypunktować co było a czego brakowało. Jeżeli uważacie, że czas przestrzec kobiety przed jakimś szpitalem to tam właśnie możecie to zrobić – a jak jakiś szpital chcecie polecić to też to jest najlepsze do tego miejsce.

na_GRI

Oprócz tego, że Fundacja zwraca się do kobiet bezpośrednio i do nich wyciąga rękę, to działa. Wystarczy jedna wizyta w Fundacji i zobaczycie ile publikacji wydają – w sumie to nie, nie trzeba jechać – wystarczy wejść na stronę Fundacji np. o tu: www.rodzicpoludzku.pl/Biblioteka-Fundacji

Jestem pod wrażeniem działań dziewczyn, ich spokoju, wiedzy, życzliwości, chęci pomocy i ducha oraz tego, że nie współpracują z producentami mleka modyfikowanego – to zapewne odcięło dziewczyny od potężnych zastrzyków gotówki ale mimo to pokazują, że można – one mówią moimi słowami i działają tak jak ja bym chciała działać.

Możecie przekazać Fundacji też swój 1% !

www.rodzicpoludzku.pl/Ogolne/1-dla-Fundacji-Rodzic-po-Ludzku.html

Fundacja Rodzić po Ludzku jest dla mnie wielkim autorytetem w dziedzinie położnictwa, karmienia piersią, opieki okołoporodowej. Żałuję tego, że było nas blogerek tak mało na tym spotkaniu… za mało, a szkoda bo dostałyśmy porządną dawkę rzetelnej wiedzy i emocji – dwa razy łzy stanęły mi w oczach. Dziewczyny no co z Wami!

Zapytuję Was więc tutaj – blogerki i nieblogerki – czy ktoś chce się spotkać z Fundacją Rodzić po Ludzku?

Czy chcecie posłuchać tych kilku niezwykle mądrych i wrażliwych kobiet?

Jak Wy chcecie to ja Was zapewniam – Fundacja też chce! 

Moim osobistym dramatem stało się dzisiaj poznanie prawdy o tym, że zostałam źle zszyta po porodzie. Wiem, że to może wydawać się takim żartem poporodowym – szycie kobiety na tzw. dwa palce żeby „mąż nie był na porodzie stratny” ale dopiero dziś dowiedziałam się, że to jest po prostu krzywdzący proceder.

Moja trauma jest o tyle większa że mnie to przecież spotkało i uwierzcie mi – mój mąż nie był zadowolony, bo ja to nawet nazywałam „przywróceniem dziewictwa” i długo pracowałam, żeby moje ciało odzyskało elastyczność intymną.

Dziś coś co dla mnie było czymś normalnym i wg mnie nie naruszającym mojej godności okazało się czymś wyjątkowo upokarzającym.

Wracam myślami do porodu, do tego jaka byłam naiwna w swojej wiedzy o porodzie i o tym co mi się należy i jest mi najzwyklej wstyd.

Nadal uważam, że miałam piękny poród – nie idealny, nie taki jakiego bym chciała teraz, ale nadal jest on dla mnie pewnym misterium którego byłam centrum i czymś głęboko duchowym i wiem, że następnym razem będzie jeszcze lepiej.

Ale poznany przeze mnie dzisiaj fakt złego zszycia mojego krocza zabrudził obraz porodu – najpierw lekarz mówił że tyle szwów mi musi założyć, tak przecież i pisałam kiedyś na blogu, a potem położna, która je zdejmowała taka była zdziwiona że taka ranka i szwy normalne zamiast rozpuszczalnych i teraz już wiem…

Po trzech latach już wiem, że szył mnie mężczyzna dla drugiego mężczyzny – tylko ten co szył nie wiedział, że mój mężczyzna i ja liczyliśmy na coś odwrotnego i chyba każda „mała” kobieta wie o czym mówię.

Ja wiem, że nacięcie pomogło mi urodzić dziecko, wiem, że położna chroniła moje krocze bardzo długo i nie nacięła mnie rutynowo bo widziałam jak o ochronę mojego krocza walczy.

To dopiero to co stało się potem dzisiaj okazało się dla mnie ciężkim przeżyciem…. trzy lata po porodzie.  Na porodówce połozna chciała mi chronić, po porodzie nie ochronił mnie nikt – bo nie wiedziałam, bo nie mogłam temu przeciwdziałać, bo nie wiedziałam, że nie powinno tak być.

Ciężko mi to tłumaczyć teraz kiedy zrozumiałam że to co mnie spotkało nie powinno mnie było spotkać i chyba to poruszyło mnie najbardziej w tym dzisiejszym spotkaniu.

Za to że uświadamia, że zmienia rzeczywistość, że jest –  Fundacji Rodzić po Ludzku dziękuję.

Mam w ręku publikację o rutynowym nacięciu krocza dedykowaną profesjonalistom i otwieram i zaraz będę czytała – o ile dam radę…
DSC05471
DSC05488 DSC05495 DSC05500 DSC05519 DSC05563

A do lektury zjem sobie rogalika od piekarni Maison du ble która obdarowała nas swoimi pysznymi wypiekami i zapewniła słodkie bułeczki na spotkaniu ! 🙂

DSC05477

DSC05571

.
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

37 komentarzy

  • Mifufu
    25 marca 2014 at 22:40

    Jak zawsze tekst, który porusza.

  • Mifufu
    25 marca 2014 at 22:45

    Piszesz o wstydzie, to lekarz, który Cię szył powinien się wstydzić.

    • Hafija
      25 marca 2014 at 22:45

      Wstyd mi za moją niewiedzę i ignorancję!

  • Budująca Mama
    25 marca 2014 at 22:49

    Ja na szczęście trafiłam na dobrego lekarza, nie mogę narzekać i już 2 miesiące po porodzie nie czułam żadnego dyskomfortu. Takie mam szczęście. Chętnie wypełnię informację. O swoim porodzie pisałam i widzę wejścia na blog pod hasłem rodzenia w moim szpitalu. Cieszę się, że ktoś z tego korzysta 🙂

    Chętnie pojawiłabym się na wykładach czy warsztatach Rodzić po Ludzku, ale nie widziałam możliwości takich warsztatów dla nie-położnych?

    • Hafija
      25 marca 2014 at 22:50

      Ja też nie czułam, nie mam blizny, nie wiem gdzie byłam szyta, ale wiem, że zostałam zszyta źle – dziś – trzy lata po porodzie

    • celesta
      16 lutego 2015 at 22:10

      Czyli jak zszyta jesli moge wiedziec, zeby uniknac tego

    • Budująca Mama
      25 marca 2014 at 22:58

      Oby takich „lekarzy” było jak najmniej… I jak najwięcej kobiet douczonych.

  • Polisz Mam
    25 marca 2014 at 22:51

    Też miałam dziś dwukrotnie mokre oczy:) Jestem pełna podziwu dla fundacji, to spotkanie dało mi dużo do myślenia…widzę, że nie tylko mi:))

    Ps. a bułeczki ma nadzieję, że pójdą mi w biust:P

  • Marta (Mama's First)
    25 marca 2014 at 22:54

    Żałuję, że mnie nie było. Niestety nałożyły mi się terminy, plus choroba J. i moje przeziębienie. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazją, a nawet gorącą nadzieję po Twoim poście…

  • Babatu
    25 marca 2014 at 22:55

    Dobrze, że tu trafiłam i że powstaje baza szpitali. By ułatwić wybór przyszłym mamom gdzie rodzić, gdzie jest tak jak należy.
    Wprawdzie jestem już mamą od 2 lat, ale chętnie bym wysłuchała wykładu nt. rodzenia po ludzku. Na temat naszych praw i tego co jest przekroczeniem granicy. O tym gdzie właściwie ta granica leży. Bo chciałabym jeszcze kiedyś zostać ponownie mamą. A i wiedzy nigdy za wiele 🙂

  • Zuzanna
    25 marca 2014 at 23:00

    Mój poród bynajmniej nie był mistycznym przeżyciem, choć położne i lekarze zrobili moim zdaniem wszystko tak, jak najlepiej potrafili. Takie przynajmniej odnioslam wrazenie, choc pozniej dowiadywalam się, że manewru Kristellera, który wykonał lekarz teoretycznie nie powinno sie stosowac (jest o tym na stronie fundacji). W moim jednak przypadku chyba się przydał i dzięki Bogu krzywdy dziecku nie zrobil. Opisalam mój poród na blogu: http://zuzanna-bloguje.blogspot.com/2014/02/kilka-tysiecy-sow-o-rodzeniu.html

    natomiast jesli chodzi o szycie, to mnie akurat szyla kobieta i zszyla mnie dokladnie odwrotnie niz Ciebie – szeroko. Ladnie. Tak mi tez powiedziala moja ginekolog.

  • pinezki
    25 marca 2014 at 23:09

    A ja mam bliznę. Grubą jak sznurek- wyczuwalną przy każdej codziennej toalecie… z resztą- kogo to obchodzi?

    I wiesz, co? Milion razy bardziej wolałabym być na tej konferencji, niż na Medeli.

  • Alina Dobrawa
    25 marca 2014 at 23:23

    Przykro, że cały czas dzieją się takie rzeczy…
    Jednak z drugiej strony dobrze, że coraz więcej kobiet jest bardziej świadomych tego wszystkiego.

    Z chęcią opiszę swój szpital. Jestem wdzięczna, że mogę się wypowiedzieć o nim pozytywnie.

    Pozdrawiam ciepło

  • Natalia
    25 marca 2014 at 23:43

    Fundacja Rodzić po Ludzku robi kawał dobrej roboty. Ja szpital wybrałam właśnie biorąc pod uwagę wpisy dziewczyn na stronie gdzierodzić i sama po porodzie dodałam swoją ocenę. Niestety dzisiaj w regionalnych inormacjach podano, że „moja” porodówka idzie do likwidacji i zamiast niej a także oddziału dziecięcego w szpitalu MSW w Krakowie będzie oddział geriatryczny… No i ok, takie łóżka też są potrzebne, ale dlaczego to spotkało akurat tą krakowską porodówkę, skoro właśnie ona ma najlepsze opinie na stronie Fundacji? Echhh, i gdzie tu teraz rodzić w Krakowie?

  • Ktoś
    26 marca 2014 at 04:52

    Jak mnie szyli, też tak mówili :/ Durne żarty :/ Ja byłam zszywana pod narkozą, bo miałam wszystko w środku popękane. Trudno powiedzieć, jak to się wszystko zagoiło, bo jest rok od porodu, a my próbowaliśmy współżyć może dwa razy. Za każdym razem bolało, ale może bardziej ze strachu.

    • Hafija
      26 marca 2014 at 07:27

      Znajdź proszę ten szpital na mapie gdzierodzic.info i napisz co Cię tam spotkało!

  • Anita
    26 marca 2014 at 06:29

    Ja też żałuję, że nie mogłam być, ale w środku tygodnia jest to dla mnie niewykonalne 🙁

    Dzięki stronie Gdzie rodzić, nie miałam wątpliwości, który szpital wybrać.

    A Twoja historia…brak mi słów 🙁

  • Asia - Wypaplani.pl
    26 marca 2014 at 08:04

    Moje zdanie znasz. Niektóre 'rutynowe praktyki’ są tak niesmaczne, że aż ciarki przechodzą. Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w spotkaniu i dla Fundacji zawsze będę do dyspozycji 🙂

  • bożena
    26 marca 2014 at 08:19

    wiem, nieładnie z mojej strony,ale zaspamuję
    wpis”jak śmiesz być matką” pomógł mi wyrzucić z siebie potrójną traumę, a po trzecim porodzie… no cóż, położna powiedziała, że jej suka ma lepiej zrobione szwy, że powinnam pozwać lekarza…
    http://mama-trojki.blogspot.com/2014/02/jak-smiesz-byc-matka.html

  • Hafija
    26 marca 2014 at 08:42

    Mam nadzieje ze wypełniłaś formularz pod szpitalem na stronie gdzie rodzic! Jak nie to mam nadzieje ze to zrobisz – to bardzo wazne!

  • An.
    26 marca 2014 at 08:48

    Tez bardzo żałuje, ze noe mogłam byc. Moj porod był wspaniały dzieki cudownej położnej. Wiem, ze gdyby nie ona nie mogłabym sie dostac do szpitala, który wybrałam. Smutne to dosc i bardzo polskie. Rowniez wypełnię ankietę i jestem chętna na kolejne spotkania.

  • Hafija
    26 marca 2014 at 08:50

    Powiem Ci całkiem przewrotnie, Ze to co zyskałaś jako przywilej należy ci sie za darmo bez specjalnych starań. Jednym z haseł fundacji jest: „rodzić po ludzku to nie przywilej”

  • Marta
    26 marca 2014 at 10:27

    Bardzo żałowałam, że nie znalazłam nigdzie informacjo o tym spotkaniu Dopiero kiedy mamy blogerki pisały że jadą że były. Chciałabym bardzo na takim spotkaniu być. Tym bardziej teraz w drugiej ciąży przed drugim porodem. Pierwszy był w porządku w miarę. Ale nie miałam na niego wpływu wszystko mi kazali. Wtedy nie wiedziałam że może być inaczej. Drugi chciałabym przeżyć inaczej mieć na niego wpływ i słuchać mojego ciała a nie położnej która „każe”

  • RedRose
    26 marca 2014 at 13:49

    byłam i już zagłosowałam. Cieszę się, że powstają takie strony, rankingi może w końcu coś się zmieni…

  • Karolina
    26 marca 2014 at 14:34

    Ja też nie byłam najlepiej pozszywana, położna, która przyszła ściągać szwy, zrobiła ogromne oczy! Poplątane nici, dostałam zapalenia, dodatkowy tydzień bólu i płaczu. Na szczęście nasiadówki z kory dębu pomogły i wszystko się ładnie zagoiło, ale złe wspomnienia pozostają. Na szczęście sposób zszycia nie miał wpływu na nasze dalsze życie intymne, do którego dość szybko wróciliśmy, ale trauma pozostaje i boję się, co będzie przy drugim porodzie…

  • Alicja
    26 marca 2014 at 14:50

    Strasznie Ci zazdroszczę tego, że mieszkasz tam gdzie mieszkasz i możesz bez problemów uczestniczyć we wszystkich fajnych spotkaniach w tym tych z FRpL!

    Przykro jest natomiast czytać o tym co Cię spotkało. Jeszcze gorzej jest myśleć o szpitalach które nacinają rutynowo.

    Po raz kolejny natomiast dziękuję, za to co robisz w blogosferze. Za uświadamianie i informowanie. Mam nadzieję, że nowa praca nie będzie z tym kolidować!!:)

    • Hafija
      26 marca 2014 at 14:51

      Nowa praca wręcz otwiera mi nowe możliwości!

  • Marteczka Marteczka
    26 marca 2014 at 15:18

    Ja miałam super , młodą i uroczą lekarkę która pozszywała mnie jak artystka. Nacięcie musiało być, bo mój Franio miał wielką główkę i 4,630 żywej wagi. Jednak położnej (przypadkowej bo „moja” nie dojechała, tak szybko urodziłam) nie zapomnę nigdy. Wredna, skrzywiona, ciągle pokrzykiwała (bynajmniej nie mobilizująco) jej ze wstrętem wykrzykiwane „co mi tutaj tak dyszysz” itd będę długo pamiętała… Zero empatii, zero zrozumienia a to moje pierwsze dziecko, przyjechałam już w czasie akcji porodowej, przerażona… Dobrze, że wszystko trwało tyko 38 minut bo więcej czasu w towarzystwie tej jędzy skończyłoby się tramą… A jak czytam co sie dzieje w szpitalach to i tak miałam super luksusowo! Rodziłam w Warszawie na Solcu w 2010 roku 🙂

  • Mama Filipka
    26 marca 2014 at 22:02

    Mnie w szpitalu, w którym rodziłam najbardziej zabolało to, że w przeciwieństwie do tego,co czytałam o szpitalu przed porodem, na miejscu okazało się,że mężowie nie mogą towarzyszyć rodzącym, ba nawet nie mają prawa wejść na oddział. kazali mojemu K. zostać na korytarzu przy windach. Prosiłam,żeby pozwolili mu posiedzieć ze mną przed porodem, w czasie zapisu ktg, ale nawet tego nam odmówiono….a tak mi go brakowało…

  • Karina
    26 marca 2014 at 22:43

    Ja mam jakieś dziwne przeświadczenie, że u mnie po porodzie było coś nie tak. Może i sama jestem sobie winna, że taka wyrywna, hop siup i wszystko chciałam szybko robić, a w rezultacie przez 4 miesiące goiło mi się krocze… O tym, że nie tylko nacięcie krocz i łyżeczkowanie miałam, ale jeszcze pękniętą szyjkę macicy, to zauważyłam w wypisie ze szpitala, jak z poradni ginekologicznej w moim mieście, do której poszłam na zdjęcie szwów, odesłali mnie do szpitala (gdzie rodziłam) z wizją wypadającej macicy. W szpitalu lekarz przepisał mi maść… Bliznę mam niepiękną, i wcale nie zmienia tego fakt, że to z tej okazji. 6 tyg. połogu było dla mnie stanowczo zbyt krótkim czasem, a nadal mam problem z odczuwaniem przyjemności w czasie aktu małżeńskiego. Odnoszę wrażenie, że mam uszkodzony jakiś nerw. Żałuję, że mnie rozłożyło akurat:(. Mam jednak nadzieję, że jeszcze uda mi się do Fundacji wybrać. Pozdrawiam serdecznie

  • Izabela
    26 marca 2014 at 23:27

    Niestety, fundacja jest często wyśmiewana przez lekarzy czy położne podczas prowadzenia szkoły rodzenia, sama byłam świadkiem kpin ordynatora jednego z większych krakowskich szpitali. Nikt z nich nie docenia pracy fundacji. Wtedy mało jeszcze o niej wiedziałam, a jego „żarty” sprawiły, że trafiłam na stronę gdzierodzic.info. Co do samych statystyk jestem sceptyczna, jeden ze szpitali, miał wyższy wskaźnik cc niż pozostałe, i tu już duży minus, ale nikt nie dopisał, że jest to spowodowane najlepszym oddziałem neontologicznym w regionie i że trafiają tam trudne przypadki, ciąże mnogie i zagrożone. Stąd ten wysoki %! Uważam, że sama ankieta wypełniana przez szpitale to nie wszystko, choć na pewno rzuca światło na placówkę. Dużo bardziej wartościowe są opinie pacjentek.

    • Hafija
      27 marca 2014 at 07:35

      dokładnie tak, dlatego tak ważne jest pisanie komentarzy!

  • Ola z Róża marzy...
    2 października 2014 at 19:43

    Wiem jak to jest- gdy dopiero po dwóch latach dowiadujesz się,że coś zrobili źle.. Ja przy pierwszym porodzie po rozpoznaniu sączenia wód dostałam od razu „na chama” oksytocyne, bez żadnego przygotowania szyjki.. Stąd pęknięcia szyjki, która przy drugiej ciąży była przez to strasznie słaba… A niby cudowny szpital, płatna położna. Przeżycie dla mnie cudowne mistyczne,głębokie. Położna wspaniała kobieta, no ale ta oksytocyna… Teraz na szczęście wybrałam inny szpital, nie płaciłam i poród przebiegał w sposób idealny. Byłam pytana o każdy szczegół. O pozycję,preferencje, oczekiwania. I był to pan polozny. Najlepszy.Wiec ankietę lecę wypełniać!

  • Anna
    2 października 2014 at 21:18

    Hej dziewczyny. Nie rodzilam w Polsce wiec nie znam szpitali , ale z tego co czytam, to nasuwa mi sie taka mysl…a wlasciwie pytanie- czy nasz dyskomfort podczas wspolzycia wynika ze zle zszytego krocza, czy tez tak po prostu musi byc ? Ja tez mam problem, w czasie porodu nie mialam naciecia ale pekniecie, a potem szwy rozpuszczalne ktore zle sie goily, cos tam popekalo , mialam zapalenie . 6 tyg to stanowczo za malo na cokolwiek co mozna byloby nazwac wspolzyciem..po ok 2 m-cach to byly dopiero proby podczas ktorych ja czesto plakalam z bolu(stresu , dyskomfortu itd) Teraz, po roku od porodu caly czas jest roznica , nie da sie niektorych pozycji, czasem czuje jakby uciskanie na pecherz moczowy (przesunal sie naprzeod ?) …Jedno mnie zastanawia wlasnie – czy to wszystko jest skutkiem zlego postepowania podczas porodu??? Czy zlego gojenia sie rany po porodzie , czy to jest po prostu kwestia czasu ? Nie wiem kogo sie poradzic dlatego bardzo sie ciesze Agata ze podjelas ten temat … moze to i jest dosc mocno intymne, ale warto raczej pogadac tutaj niz plakac w samotnosci … wspolzycie nie jest takie samo , ale mam wrazenie ze sie bardzo powoli polepsza..mam taka nadzieje ze moze z czasem wroci do tego co bylo przed ciaza …jak sadzicie, czy po roku , ciagle sie polepszajac, z czasem wszystko wroci do normy ? Agata , masz wrazenie ze z czasem jest lepiej , czy blizna juz zawsze bedzie tak samo przeszkadzac ??..To strasznie trudne i niesprawiedliwe uwazam ze to my kobiety musimy cierpiec a mezczyzni…oni maja dobrze ….

  • Ann
    2 października 2014 at 22:53

    Moim zdaniem to takich pseudo lekarzy czy położne powinno się pociągać do odpowiedzialności. Ja poród miałam bardzo łatwy i króciutki. Ale dzięki Pani dowiedziałam się że również i mnie źle zszył ginekolog. Podczas codziennej toalety wyczuwam grubą twardą warstwę, czuć jakby był sweter zszyty a nie miękka tkanina, podczas współżycia z mężem za każdym razem odczuwam ból. Co najgorsze miałam mieć poród rodzinny to zaprowadzili mnie do sali gdzie była jeszcze inna rodząca kobieta, mojego męża wywalili i trzepneli przed nosem drzwi, jedna położna podeszła do mnie z grymasem na twarzy żebym podniosła koszule a później do mnie że duże rozstępy mam, gdzie miałam tylko jeden centymetrowy przy pępku który już zniknął. Ale najgorsze było po porodzie jak już zostałam z moim maluszkiem w nocy, byłam strasznie obolała, cięzko mi było wstać z łóżka ale jakoś dla mojego maleństwa musiałam dać sobie radę, gdy już było coraz gorzej dzwoniłam dzwonkiem prawie godzine po to żeby położna przyszła i mi dałą jakiś środek przeciwbólowy, wreszcie przyszła Pani i do mnie z krzykiem (nie patrzyła na to że maleństwa śpią) Co chcecie! ja na to czy mogę dostać jakiś środek przeciwbólowy a ona do mnie Ten przycisk jest w nagłych wypadkach jak coś się dzieje a nie po to żeby dać środek przeciwbólowy (nagłe przypadki, coś się dzieje to trzeba po godzinie przyjść) później okazało się po dwóch dniach że z moim słoneczkiem coś się dzieje po jakimś tygodniu wyszło że to gronkowiec ale pomimo tego że lekarze nie wiedzieli o tym że to ta bakteria podawali antybiotyk właśnie na gronkowca, dziecko mi zabrali na ponad tydzień chodziłam do niego non stop płacz i żadnych informacji o stanie zdrowia dziecka i wpieranie mi jak i innym matkom że to nasza wina że dziecko ma gronkowca. Na moje pytanie ale skąd się to wzieło u mojego dziecka Pani położna z pytaniem wyskoczyła czy byłam przeziebiona w czasie ciąży, no powiedziałam że tak i tu już była odpowiedz Pani że byłam przeziębiona i dlatego dziecko ma gronkowca. Innej kobiecie przy mnie wpierali że to przez cesarskie cięcie bo nie potrafiła urodzić naturalnie i dziecko złapało od niej tą bakterię juz jak było w brzuchu. Poprostu obłęd. Żadna położna nie uczyła jak karmić piersią, dopiero później jak chodziłam do dziecka to wreszcie mi jedna porządna położna której jestem bardzo wdzięczna pokazała mi jak to dobrze robić i rok czasu karmiłam mojego maluszka piersią. Reszta położnych to tylko czekały chyba na to żeby im coś sypnąć. Jak rozmawiałam z innymi kobietami to a to jedna teraz do tej pory ciągle ma plamienia miedzy miesiączkami nie wiadomo co się dzieje, poród miała okropny 16 godzin rodziła jednak nie zdecydowali się lekarze zeby zrobic cesarskie ciecie i dziecku juz przestało bić serduszko ale jakos odratowali no ale później dziecko miało gronkowca. Do drugiej lekarz krzyczał na nią i pretensje do niej miał że źle prze, jak ona powiedziała że ją bardzo boli to odp : Trzeba było się nie pie***** to by teraz nie bolało. Poprostu istny koszmar już nigdy więcej nie bd w tym szpitalu rodziła. I teraz do tej pory przechodzę traumę po tym porodzie i jakie mnie rzeczy tam spotkały że aż cięzko mi myśleć o drugim dziecku a bardzo bym chciała żeby mój synek miał braciszka czy siostrzyczkę ale się strasznie boję że znowu będę przez to przechodziła i przez niesprawdzany (nie przebadany) personel moje drugie dzieciątko będzie przez to przechodziło a ja i moja rodzina również.

  • lola
    13 sierpnia 2016 at 18:55

    ja tuż po urodzeniu dziecka usłyszałam od chirurga, który przyszedł mnie zszyć „ale wszystko rozpieprzone”… wyobrażasz sobie?
    zdałam sobie sprawę z tego, ze spotkała mnie chyba podobna sytuacja do tej, którą opisujesz czyli zbyt ciasne zszycie

skomentuj