Opowieści Alma Mater | Warto było walczyć!


Nazywam się Aleksandra i mieszkam w Amsterdamie. To tutaj urodziłam synka sześć i pół miesiąca temu! Kiedy byłam w ciąży, było to dla mnie oczywiste, że urodzę naturalnie i będę karmiła piersią. Nie mogłam się już doczekać, kiedy po raz pierwszy przystawią mi dziecko do piersi. Los miał jednak dla mnie inne plany.

Po 10 godzinach walki zdecydowano, że muszę mięć cesarskie cięcie. Małego przystawili mi do piersi zaraz po operacji, ale ten moment pamiętam jak przez mgłę. Byłam wykończona i odurzona. Pamiętam tylko pielęgniarkę powtarzającą: „Zrób z piersi kanapkę (make a sandwich) i włóż mu głęboko do buzi”.

W szpitalu spędziliśmy dwa dni. Co trzy godziny pielęgniarka przychodziła i podawała mi Małego – 15 minut lewa pierś, 15 minut prawa. Niby wszystko szło okej, ale z każdym karmieniem czułam coraz więcej bólu. Pielęgniarki przyglądały mi się, jak próbuję karmić, i każda komentowała tak samo: „Wszystko wygląda dobrze, nie powinno boleć”. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam pielęgniarce, że nie dam rady nakarmić synka. Zaproponowała laktator i zaraz dorzuciła: „To ja przygotuję dla Małego mleko modyfikowane”. Na te słowa, rozpłakałam się jak jakaś wariatka. Poczułam wielki zawód, jakbym poniosła olbrzymią klęskę.

Mój chłopak i pielęgniarka uspokoili mnie, pomimo że kompletnie nie zrozumieli mojej reakcji. Zaczęłam ściągać mleko i poleciały pierwsze krople. Po mleku modyfikowanym dostał moje, a ja czułam, że odzyskuję kontrolę.

Wróciliśmy do domu z laktatorem wypożyczonym ze szpitala, przy czym każde następne odciąganie bolało coraz bardziej. Patrzyłam, jak lejki zasysają mi brodawki, i płakałam. Miałam wrażenie, że zasysają mi pół piersi!

Szybko wygooglowaliśmy z chłopakiem, jak dobierać lejki, i okazuje się, że rozmiar, który dostaliśmy w szpitalnym sklepie, jest za duży. Skonsultowaliśmy się z pielęgniarką, która przychodziła nam pomagać, a ona stwierdziła odwrotnie: lejki są za małe. Do tego dorzuciła mi do wypróbowania nakładki na brodawki, w rozmiarze XL.

Pierwsze dni życia mojego syna mijały, a ja frustrowałam się nad laktatorem. Wszystko wydawało mi się takie trudne i czułam się jak połowa matki. Płakałam całymi dniami i nerwowo odliczałam mililitry. Czułam, że oszalałam. Okazało się, że dopadł mnie baby blues.

Postanowiłam jednak, że zasięgnę porady specjalisty. Wydaliśmy setki euro na konsultacje, które kończyły się tak samo: „Wszystko wygląda okej, nie powinno boleć”. W międzyczasie potwierdziliśmy, że Mały nie ma za krótkiego wędzidełka, ale pojawiła się też teoria, że mam grzybicę sutków. Dostałam z tego powodu zalecenie niejedzenia cukru.

Ja jednak cały czas kwestionowałam użycie laktatora i w końcu zdecydowałam się zmienić swój na inny, z silikonowymi wkładkami do lejków (mniejszych lejków).

Bingo!

Ból był coraz mniejszy i po kilku dniach moje brodawki miały się lepiej. Skonsultowałam się jeszcze raz i dowiedziałam się, że mam bardzo małe brodawki i potrzebuję najmniejszych nakładek.

Moja walka trwała miesiąc.

Przez miesiąc ściągałam mleko 6–7 razy na dobę. Ten miesiąc był jednym z najdłuższych w moim życiu.

Wiele osób wokół mnie mówiło: „Nie spinaj się tak, mleko modyfikowane to nie trucizna”, ale ja nie chciałam tego słuchać. Do dzisiaj karmię, a mój Syn jest zdrowym i szybko rozwijającym się bobasem. Z czasem zrozumiałam, co było nie tak:

 

  1. Okazało się, że Syn ma krótki język, co uniemożliwiało bezbolesne picie zaraz po urodzeniu.
  2. Laktator miał za duże lejki, które raniły mi brodawki, i nie była to grzybica.
  3. Mam ogólnie bardzo wrażliwe brodawki.
  4. Nakładki były za duże i Mały nie dawał rady z nimi ssać.

Po miesiącu, jak przystawiłam Małego, a on napił się bez wywoływania u mnie bólu, to aż się rozpłakałam. Warto było walczyć!

Aleksandra

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

skomentuj

Obrazek