Mam dla was łamiącą wiadomość…. Rodzicielstwo jest trudne. Ciąża bywa trudna. Nauka w szkole jest trudna. Życie jest do ciężkiej cholery trudne. Jeżeli do dnia porodu nie wiedzieliście, że życie to nie je-bajka, to nie wiem gdzie się uchowaliście.
Tak – karmienie piersią wymaga pracy i zaangażowania i może nie wyjść albo coś może pójść nie tak i trzeba naprawiać. Jak z rowerem. Nauka jazdy na rowerze często kończy się zdartym kolanem. Możemy rzucić rower, nakleić plaster i nigdy już nie jeździć. Nasz wybór. Ale wiecie, jeżdżenie na rowerze jest fajne. Tylko trzeba trochę poświęcić czasu, zaangażowania i energii.
Nie mogę wyjść ze zdziwienia kiedy czytam, jakie to karmienie piersią trudne, jaka to masakra… Ale nie tylko karmienie! Naprawdę! Ja już nie karmię, a rodzicielstwo dla mnie nadal jest czasami masakrą, nadal czasem siadam wieczorem jak już wszyscy śpią i przeklinam pod nosem i dziękuję losowi, że udało nam się kolejny dzień przeżyć w jednym kawałku. Czasem nawet o tym głośno mówię. Mogę wymienić milion rzeczy, które podobnie jak i rodzicielstwo i jak i karmienie są ciężkie, są masakrą, są wymagające i pełne wyzwań. Ale wiecie co? Summa summarum to jest fajne! Nie wymaga to ode mnie bycia twardzielem i mega babą. Wymaga tylko pracy.
Karmienie piersią jest fajne.
Tak, ja wiem, nie każdy lubi i nie każdemu sprawia to radochę (a czasem nie od razu) – ale tak, jest ono fajne. I miłe jest. I karmienie piersią jest też przyjemne.
O jeny, powiedziałam to? Przyjemne karmienie piersią jest w naszej kulturze jakimś tabu. Zupełnie tego nie rozumiem. Mam wrażenie, że oczekuje się od kobiet, jak dziecko ssie pierś, to że one będą odczuwać co najwyżej radość emocjonalną – byleby tylko nie przyznała się taka matka, że jest to przyjemne.
Usłyszy, że kłamie. Usłyszy, że koloryzuje. Usłyszy, że na pewno jest zboczona, zaspokaja się dzieckiem a mąż jej już od trzech lat patykiem nawet nie tyka… na pewno. Mam wrażenie, że jest to jeden z największych straszaków na kobiety – matki. Nie karm za długo bo mąż będzie miał fochy, odejdzie, będzie zdradzał. A z innej beczki, pamiętam, jak mi kiedyś ktoś powiedział, że jak tak długo karmię to mnie mąż zostawi, bo mu cycki zabrałam. To nawet zabawne, bo nie tylko cycki są TYLKO moje, to jeszcze skąd pomysł, że najgorsze, co może spotkać kobietę to fakt, że ją partner zostawi? A może to kobieta zostawi partnera, jak ten jej będzie jęczał o oddanie cycków i niech szuka sobie innych?! Pfff.
Ale wróćmy do karmienia. Czy ono może być przyjemne czy powinno być gorzej jak ukamienowanie?
Ma boleć? Ma być trudne i okupione potem, łzami i krwią? No bo przyjemnie może być tylko jak facet pieści piersi. Dziecko jak jest przy piersi to ma boleć i być co najwyżej neutralne fizycznie!
Chciałam nawiązać do tego co mówiłam w radiu Tok FM w ostatnich dniach. W książce „Odstawieni” pada fajna informacja, ze na 190 kultur tylko 13 ma jakiegoś fioła na punkcie cycków kobiecych w kontekście seksualnym. W przeważającej więkoszości kultur piersi to piersi, jak dla nas dłonie albo kolana (chociaż fajne męskie kolana to ja lubię). Ale generalnie z tego powodu mnóstwo kobiet, żeby ten atut seksualności jakim są piersi podbić, poddaje się operacjom ich powiększania. We wspomnianej przeze mnie książce pada ciekawe porównanie do dalekiego wschodu, gdzie dziewczętom w dawnych czasach wiązano stopy, tak żeby one się podobały mężczyznom, bo wtedy małe stópki były uważane za atut i symbol seksu. Więc w kulturze, w której piersi kobiece są obiektem uwagi seksualnej (której to funkcji seksualnej panowie niekiedy broną jak niepodległości), jakakolwiek sugestia, że karmienie piersią może być przyjemne, tak po ludzku, nie pod kątem seksualnym, może być nie do pomyślenia. A wiele tysięcy kobiet nie ma strefy erogennej na piersiach tylko np. na karku, albo na udach, czyli co – nie kładziemy dziecka na uda, żeby nie pobudzało tych sfer? Nie nosimy na barana? Nie pozwalamy się tam dotykać? O ludzie! ( I nie, ja nie piszę żeby dziecku piersiami przed nosem patałętać!)
Tak bardzo pielęgnujemy w sobie to nieprzyjemne karmienie piersią, opowiadając sobie chętnie o zastojach ranach i bólach przetrwałych, że zapominamy o jednej bardzo ważnej rzeczy… karmienie piersią nie tylko może być przyjemne, ale dla milinów kobiet na tym świecie takie właśnie jest.
Out of the closet! Uwaga rzygam tęczą! Ale po prostu muszę, bo się uduszę!
Uczucie, kiedy przystawia się dziecko do piersi, kiedy płynie z nich mleko, kiedy czujemy zapach kochanego dziecka pod samym nosem, kiedy czujemy małą łapkę na piersi jak maluch się najadł i właśnie błogo odpadł, to jest magia tak bardzo nie do opisania, że kiedy ono się zakończy jest to uczucie ulotne niczym wiosenny deszcz. Tak to jest przyjemne, to jest cudowne uczucie, ten wzrok, którym obdarowuje matkę dziecko jednocześnie będąc przyssane do piersi powoduje, że uruchamia się w naszym całym ciele poczucie spełnienia i pewnej zajebistej wyjątkowości. O to uczucie dzisiaj, jakbym była w ciąży walczyłabym bez mrugnięcia okiem. Nie umiem – ja matka karmiąca – ubrać tego w słowa tak jak powinnam, żeby nie było to lekko kiczowate. Nie ma niczego innego z czym jestem w stanie to porównać. NICZEGO! Tak jak nie da się porównać jazdy na rowerze. Jazda na rowerze to jazda na rowerze, nie jak na motorze, nie jak autem – jak na rowerze i koniec. Nie jestem w stanie – po tych wszystkich latach od karmienia – znaleźć ani jednej rzeczy która byłaby porównywalna do uczucia, jakie ma matka, której dziecko żywi się jej mlekiem. Nie mówię tego po to, żeby tu jakąś swoją przefajność z karmienia piersią pompować – nie zrozumcie mnie źle. Ja po prostu chcę powiedzieć kobietom, że to jest piękne i przyjemne doświadczenie, które może być naszym udziałem tylko jeden raz. Unikalne. Spróbujcie cokolwiek porównać do kopniaków dziecka w brzuchu podczas ciąży. Nie ma drugiego takiego doświadczenia dla naszego ciała – nie ma i nie będzie. Te emocje, te uczucia, te odczucia są tylko wtedy, kiedy dziecko kopie w brzuch od środka – nie zastąpi tego nic innego. Tak samo jest z karmieniem piersią!
A piersi, do seksu? Do karmienia?
Piersi tylko do seksu? To tak jakby ktoś mówił: „Poród naturalny, tamtędy gdzie mąż wkłada penisa?! przecież pochwa jest od seksu i orgazmu a nie żeby tam dzieci się pchały… ohyda! Dobrze, że ją to boli, bo jeszcze by jej się chciało tak ciągle”. Z drugiej strony, jak powiedziałam kiedyś znajomemu, że poród jest rewelacyjny (zważcie, że rodziłam SN bez znieczulenia i wiem jak to boli) i że mogłabym tak co miesiąc, bo to jest niezwykle przyjemne doznanie na swój bolesny sposób, to popukał się w czoło… dlaczego? „Bo ma boleć, a nie jakieś hipisowskie radości z porodów” ot cała prawda o tym, jak się traktuje ciało kobiety. Ma boleć. Ma być nieprzyjemne. Przyjemnie ma być tylko z panem mężem. Koniec. I tak w tym klimaciku seksu i cyckowej paranoi, nie mówimy głośno o tym, o czym należy mówić. Karmienie piersią może być przyjemne, baaa, ma prawo być przyjemne, bo w czasie karmienia wytwarza się oksytocyna – tak ta sama co przy orgazmie i przy porodzie! Bo kiedy dziecko ssie piersi, to w mózgu kobiety uaktywniają się te same obszary, co przy doznaniach erotycznych. Dlaczego? Autorka „Odstawionych” twierdzi, że naukowcy sugerują, że to ma sprawić, że kobieta będzie chciała karmić – właśnie dlatego, że jest jej przyjemnie nie tylko emocjonalnie ale i fizycznie.
Odbieramy sobie to same my kobiety. Bo o tym, jakie to jest cudowne uczucie fizycznie i emocjonalnie mówimy sobie po cichu. W kulturze wstydu i zażenowania. Bo jeszcze ktoś pomyśli, że jesteśmy zboczonymi madkami… Więc pisze mi moja czytelniczka
„Mało mnie nie zjadła moja mama, jak jej powiedziałam, że to jest jedno z najprzyjemniejszych rzeczy, jakie w życiu robiłam. Powiedziała, że powinnam się wstydzić tak mówić”
„Wstyd to kraść” odpisałam. „Karmić piersią to nie wstyd, cieszyć się z tego to nie wstyd, lubić karmienie piersią to nie wstyd”
Chociaż raz – jeden raz napisz swojej bliskiej przyszłej matce, że to jest przyjemne. Że karmienie piersią, to nie są ciągłe zastoje, rany i droga przez mękę. Mówcie sobie i swoim partnerom, że to jest przyjemne i ten fakt jest normalny, jest dobry i wyjątkowy. Bo jest.
Komentarze