Karmienie piersią takie trudne, takie niewykonalne, worek pokutny i boso po rozżarzonym węglu..


Mam dla was łamiącą wiadomość…. Rodzicielstwo jest trudne. Ciąża bywa trudna. Nauka w szkole jest trudna. Życie jest do ciężkiej cholery trudne. Jeżeli do dnia porodu nie wiedzieliście, że życie to nie je-bajka, to nie wiem gdzie się uchowaliście.

Tak – karmienie piersią wymaga pracy i zaangażowania i może nie wyjść albo coś może pójść nie tak i trzeba naprawiać. Jak z rowerem. Nauka jazdy na rowerze często kończy się zdartym kolanem. Możemy rzucić rower, nakleić plaster i nigdy już nie jeździć. Nasz wybór. Ale wiecie, jeżdżenie na rowerze jest fajne. Tylko trzeba trochę poświęcić czasu, zaangażowania i energii.

Nie mogę wyjść ze zdziwienia kiedy czytam, jakie to karmienie piersią trudne, jaka to masakra… Ale nie tylko karmienie! Naprawdę! Ja już nie karmię, a rodzicielstwo dla mnie nadal jest czasami masakrą, nadal czasem siadam wieczorem jak już wszyscy śpią i przeklinam pod nosem i dziękuję losowi, że udało nam się kolejny dzień przeżyć w jednym kawałku. Czasem nawet o tym głośno mówię. Mogę wymienić milion rzeczy, które podobnie jak i rodzicielstwo i jak i karmienie są ciężkie, są masakrą, są wymagające i pełne wyzwań.  Ale wiecie co? Summa summarum to jest fajne! Nie wymaga to ode mnie bycia twardzielem i mega babą. Wymaga tylko pracy.

Karmienie piersią jest fajne.

Tak, ja wiem, nie każdy lubi i nie każdemu sprawia to radochę (a czasem nie od razu) – ale tak, jest ono fajne. I miłe jest. I karmienie piersią jest też przyjemne.

O jeny, powiedziałam to? Przyjemne karmienie piersią jest w naszej kulturze jakimś tabu. Zupełnie tego nie rozumiem. Mam wrażenie, że oczekuje się od kobiet, jak dziecko ssie pierś, to że one będą odczuwać co najwyżej radość emocjonalną – byleby tylko nie przyznała się taka matka, że jest to przyjemne.

Usłyszy, że kłamie. Usłyszy, że koloryzuje. Usłyszy, że na pewno jest zboczona, zaspokaja się dzieckiem a mąż jej już od trzech lat patykiem nawet nie tyka… na pewno. Mam wrażenie, że jest to jeden z największych straszaków na kobiety – matki. Nie karm za długo bo mąż będzie miał fochy, odejdzie, będzie zdradzał. A z innej beczki, pamiętam, jak mi kiedyś ktoś powiedział, że jak tak długo karmię to mnie mąż zostawi, bo mu cycki zabrałam. To nawet zabawne, bo nie tylko cycki są TYLKO moje, to jeszcze skąd pomysł, że najgorsze, co może spotkać kobietę to fakt, że ją partner zostawi? A może to kobieta zostawi partnera, jak ten jej będzie jęczał o oddanie cycków i niech szuka sobie innych?! Pfff.

Ale wróćmy do karmienia. Czy ono może być przyjemne czy powinno być gorzej jak ukamienowanie?

Ma boleć? Ma być trudne i okupione potem, łzami i krwią? No bo przyjemnie może być tylko jak facet pieści piersi. Dziecko jak jest przy piersi to ma boleć i być co najwyżej neutralne fizycznie!

Chciałam nawiązać do tego co mówiłam w radiu Tok FM w ostatnich dniach. W książce „Odstawieni” pada fajna informacja, ze na 190 kultur tylko 13 ma jakiegoś fioła na punkcie cycków kobiecych w kontekście seksualnym. W przeważającej więkoszości kultur piersi to piersi, jak dla nas dłonie albo kolana (chociaż fajne męskie kolana to ja lubię). Ale generalnie z tego powodu mnóstwo kobiet, żeby ten atut seksualności jakim są piersi podbić, poddaje się operacjom ich powiększania. We wspomnianej przeze mnie książce pada ciekawe porównanie do dalekiego wschodu, gdzie dziewczętom w dawnych czasach wiązano stopy, tak żeby one się podobały mężczyznom, bo wtedy małe stópki były uważane za atut i symbol seksu.  Więc w kulturze, w której piersi kobiece są obiektem uwagi seksualnej (której to funkcji seksualnej panowie niekiedy broną  jak niepodległości), jakakolwiek sugestia, że karmienie piersią może być przyjemne, tak po ludzku, nie pod kątem seksualnym, może być nie do pomyślenia. A wiele tysięcy kobiet nie ma strefy erogennej na piersiach tylko np. na karku, albo na udach, czyli co – nie kładziemy dziecka na uda, żeby nie pobudzało tych sfer? Nie nosimy na barana? Nie pozwalamy się tam dotykać? O ludzie! ( I nie, ja nie piszę żeby dziecku piersiami przed nosem patałętać!)

Tak bardzo pielęgnujemy w sobie to nieprzyjemne karmienie piersią, opowiadając sobie chętnie o zastojach ranach i bólach przetrwałych, że zapominamy o jednej bardzo ważnej rzeczy… karmienie piersią nie tylko może być przyjemne, ale dla milinów kobiet na tym świecie takie właśnie jest.

Out of the closet! Uwaga rzygam tęczą! Ale po prostu muszę, bo się uduszę!

Uczucie, kiedy przystawia się dziecko do piersi, kiedy płynie z nich mleko, kiedy czujemy zapach kochanego dziecka pod samym nosem, kiedy czujemy małą łapkę na piersi jak maluch się najadł i właśnie błogo odpadł, to jest magia tak bardzo nie do opisania, że kiedy ono się zakończy jest to uczucie ulotne niczym wiosenny deszcz. Tak to jest przyjemne, to jest cudowne uczucie, ten wzrok, którym obdarowuje matkę dziecko jednocześnie będąc przyssane do piersi powoduje, że uruchamia się w naszym całym ciele poczucie spełnienia i pewnej zajebistej wyjątkowości. O to uczucie dzisiaj, jakbym była w ciąży walczyłabym bez mrugnięcia okiem. Nie umiem – ja matka karmiąca – ubrać tego w słowa tak jak powinnam, żeby nie było to lekko kiczowate.  Nie ma niczego innego z czym jestem w stanie to porównać. NICZEGO! Tak jak nie da się porównać jazdy na rowerze. Jazda na rowerze to jazda na rowerze, nie jak na motorze, nie jak autem – jak na rowerze i koniec. Nie jestem w stanie – po tych wszystkich latach od karmienia – znaleźć ani jednej rzeczy która byłaby porównywalna do uczucia, jakie ma matka, której dziecko żywi się jej mlekiem. Nie mówię tego po to, żeby tu jakąś swoją przefajność z karmienia piersią pompować – nie zrozumcie mnie źle. Ja po prostu chcę powiedzieć kobietom, że to jest piękne i przyjemne doświadczenie, które może być naszym udziałem tylko jeden raz. Unikalne. Spróbujcie cokolwiek porównać do kopniaków dziecka w brzuchu podczas ciąży. Nie ma drugiego takiego doświadczenia dla naszego ciała – nie ma i nie będzie. Te emocje, te uczucia, te odczucia są tylko wtedy, kiedy dziecko kopie w brzuch od środka – nie zastąpi tego nic innego. Tak samo jest z karmieniem piersią!

A piersi, do seksu? Do karmienia?

Piersi tylko do seksu? To tak jakby ktoś mówił: „Poród naturalny, tamtędy gdzie mąż wkłada penisa?! przecież pochwa jest od seksu i orgazmu a nie żeby tam dzieci się pchały… ohyda! Dobrze, że ją to boli, bo jeszcze by jej się chciało tak ciągle”. Z drugiej strony, jak powiedziałam kiedyś znajomemu, że poród jest rewelacyjny (zważcie, że rodziłam SN bez znieczulenia i wiem jak to boli) i że mogłabym tak co miesiąc, bo to jest niezwykle przyjemne doznanie na swój bolesny sposób, to popukał się w czoło… dlaczego? „Bo ma boleć, a nie jakieś hipisowskie radości z porodów” ot cała prawda o tym, jak się traktuje ciało kobiety. Ma boleć. Ma być nieprzyjemne. Przyjemnie ma być tylko z panem mężem. Koniec.  I tak w tym klimaciku seksu i cyckowej paranoi, nie mówimy głośno o tym, o czym należy mówić. Karmienie piersią może być przyjemne, baaa, ma prawo być przyjemne, bo w czasie karmienia wytwarza się oksytocyna – tak ta sama co przy orgazmie i przy porodzie! Bo kiedy dziecko ssie piersi, to w mózgu kobiety uaktywniają się te same obszary, co przy doznaniach erotycznych. Dlaczego? Autorka „Odstawionych” twierdzi, że naukowcy sugerują, że to ma sprawić, że kobieta będzie chciała karmić – właśnie dlatego, że jest jej przyjemnie nie tylko emocjonalnie ale i fizycznie.

Odbieramy sobie to same my kobiety. Bo o tym, jakie to jest cudowne uczucie fizycznie i emocjonalnie mówimy sobie po cichu. W kulturze wstydu i zażenowania. Bo jeszcze ktoś pomyśli, że jesteśmy zboczonymi madkami… Więc pisze mi moja czytelniczka

Mało mnie nie zjadła moja mama, jak jej powiedziałam, że to jest jedno z najprzyjemniejszych rzeczy, jakie w życiu robiłam. Powiedziała, że powinnam się wstydzić tak mówić

Wstyd to kraść” odpisałam.  „Karmić piersią to nie wstyd, cieszyć się z tego to nie wstyd, lubić karmienie piersią to nie wstyd

Chociaż raz – jeden raz napisz swojej bliskiej przyszłej matce, że to jest przyjemne. Że karmienie piersią, to nie są ciągłe zastoje, rany i droga przez mękę. Mówcie sobie i swoim partnerom, że to jest przyjemne i ten fakt jest normalny, jest dobry i wyjątkowy.  Bo jest.

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

29 komentarzy

  • Daria
    13 sierpnia 2017 at 20:15

    Nie umiem powiedzieć czy moje karmię nie piersia jest przyjemnie. Ale wiem ze jest najcudowniejszym uczuciem, daje mi ogromną satysfakcję. Ciesze się ze mogę dać mojej córce tyle dobroci w moim mleku 🙂 Mała ma 6 tygodni i pamiętam jak na początku walczyłem ze zmęczeniem w nocy kiedy chciała jeść, jak wydarłam się w środku nocy na mojego M. Bo on nie miał juz siły, cierpliwości na płacz i mówił „daj jej butelkę, jesteś wykończona” . Nie miałam zastojow, bólów piersi ale walczyłam o kp bo zmęczenie było okrutne. Teraz mój M. jest ze mnie dumny i mówi że to najpiekniejszy widok rano, kiedy karmie Mała 😉 Lubie karmić piersią ;)!

  • Patrycja
    13 sierpnia 2017 at 20:42

    O tak! Zgadzam się w 100 % z tekstem. Uwielbiam karmić piersią, wygrałam walkę o to, ponieważ początki były bardzo ciężkie, warto było. Poród najpiękniejsza chwila moim życiu. Mówiąc to wśród znajomych, rodziny czuję się jakbym oszalała, bo KP ma być złem koniecznym. Trzeba walczyć o zmianę nastawienia! Bo to wszystko leży w naszych głowach!

  • Aga
    13 sierpnia 2017 at 20:47

    Pamiętam jak moja przyjaciolka urodzila synka. Jak sie nawalczyla zeby ten jadl z piersi. Jak nie rozumialam dlaczego karmi tak dlugo (dwa lata) przeciez to dziwne jest. I teraz kiedy to ja w maju urodzilam i co to ja nie robilam zeby tylko nam sie udalo. Wiecznie pod gorke od samego porodu. Skad u mnie takie zaparcie? Zrobic wszystko zeby karmic. Minelo juz 14scie tygodni i karmimy sie jakos karmimy. Nie jest jeszcze idealnie zawsze cos nam stoi na przeszkodzie. Caly czas mowilam jutro bedzie lepiej jeszcze troche damy rade. Jeszcze tydzien. I owa przyjaciola zawsze mi powtarza ze jej syn tak na prawde dopiero po 4 miesiacu zaczal pieknie jesc. Do pol roku jakos to bylo a potem to juz z gorki. I strasznie poleca karmienie piersia dalej i dluzje bo to jest fajna i przyjemna sprawa. I taka wiez z dzieckiem w tej dzenniej gonitwie jest super. Mogla usiasc i go przyrulic i to byly tylko ich chwile.
    I chociaz nie rozumialam i chociaz nadal nie jest tak jak to powinno byc piekny usmiech blogi spokoj. To juz czuje to ze jak tylko mina te kryzysy i wyjdziemy na prosta to tak szybko ze zatrzymamy sie z naszym karmieniem 🙂 teraz to rozumie doskonale. Karmienie jest piekne i czule nawet jak sie placze nad dzieckiem bo cos jest nie tak. Ale jak sie widzi ta mala buzke ciagnaca tak pieknie i umaziana tum mlekiem to jest przyjemne. Mozg odpoczywa serxe mowi ze robisz to najlepiej jak potrafisz i dajesz to co najlepsze masz 🙂
    (Od razu mowie ze nie krytykuje kobeit karmiacych butelka bo one tez karmia… karmia tak jak potrafia ale karmia. Dzieci sa szczesliwe i matki spokojne. Znam bardzo duzo przypadkow nieudanych KP i nie jest to tych matek wina bo chcialy. Sa tez takie ktore po prostu nie chca piersia i tyle. Nie krytykujmy ich. Kazdy karmi jak chce i jak moze) taka mnie jakas refleksja dopadla..

  • Joanna
    13 sierpnia 2017 at 20:49

    Hafijo! Dziękuję Ci za ten tekst tak bardzo dla mnie na czasie. Karmię malca juz 17 miesiąc i ostatnio właśnie sobie uzmysłowiłam że to jest przyjemne. Fizycznie przyjemne . I zaraz sobie pomyślałam z niepokojem, że chyba coś ze mną nie w porządku, halo, jak to, toż to perwersja i skrzywienie. Nie dam sobie juz teraz tego zabrać. Karmienie jest przyjemne. I basta!
    Prawda, że trzeba w to najpierw wlożyć troche wysiłku. Wszystko jest trudne, zanim stanie się łatwe (i przyjemne).

  • Kasia
    13 sierpnia 2017 at 20:51

    O tak, tak. Mam tak samo, ale też mam wrażenie że dziwnie o tym mówić. Dla mnie karmienie było i jest super przyjemne pod każdym względem! Dobrze usłyszeć że nie tylko dla mnie 😀

  • es
    13 sierpnia 2017 at 21:11

    No cóż, niestety dla mnie nadal nie jest to szczególnie przyjemne, mimo że staram się nastawiać jak najbardziej pozytywnie. Może to jeszcze się zmieni, na razie (?) karmię od 6 tygodni…
    Swoją drogą, czy to normalne, że nadal piersi bolą pomiędzy karmieniami, a brodawki są takie wrażliwe i zaczerwienione?
    Pozdrawiam 🙂

    • Andzia
      25 sierpnia 2017 at 09:41

      Z tym bólem i zaczerwienieniem też dlugo mi się ciągnęło (karmię juz 9 miesiecy) – warto wybrac się do doradcy laktacyjnego żeby rzuciła okiem. Czasem jest to mechaniczne podrażnienie, ale zdarza się, że na tym coś może ‚wyrosnąć’. Moj synek miał lekki biały nalot na języku i istniała obawa, że zaczerwienienie może być od drożdżaków (podobno popularne wśród niemowląt). Położna, która mnie ratowała (mialam problem z zastojami) przepisala mi maść przeciwgrzybiczą (w jej praktyce z hardcore’owymi wcześniakami, w szpitalu podają zapobiegawczo 0,5 cm na język…) i rumień znikł. Głowa do góry – niedługo będzie bezboleśnie 🙂

    • Marta
      30 sierpnia 2017 at 09:16

      Ja tak miałam, że brodawki były bardzo wrażliwe pierwsze kilka tygodni, potem przeszło. Ogólnie po 6 tyg maluch już świetnie się nauczył i dobrze się przysysał. Trzeba bardzo pilnować, żeby poprawnie przystawiać, inaczej faktycznie może być nieprzyjemnie 🙂

  • AAl
    13 sierpnia 2017 at 21:11

    Och jak ja uwielbialam karmienie. Jeszcze ostatnio mówiłam mężowi, że tak za tym tęsknie. Jedyne niepowtarzalne uczucie jak dziecko się dossa i tak się uspokaja. Magiczny moment! karmiłam 21 mies Raz rzeczywiście ktoś postronny zapytał czy mężowi to nie przeszkadza. Na szczęście męża mam normalnego. Piersi służyły dziecku i naszej przyjemności też. I dały radę 🙂

  • Nina
    13 sierpnia 2017 at 21:37

    Ale przyjemnie się to czytało! Karmię na razie 10. miesiąc i kiedy mówię, że dla mnie karmienie jest najprzyjemniejszą rzeczą w macierzyństwie to każdy, dosłownie każdy patrzy na mnie jak na kosmitę, albo przynajmniej ze zdziwieniem pomieszanym z… sama nie wiem czym, obrzydzeniem, oburzeniem? Mam to szczęście, że nie miałam żadnych fizycznych problemów, nigdy nie bolało, ani nic z tych rzeczy, więc może dlatego takie to cudowne doświadczenie? Tak czy owak miło że ktoś to napisał. Dzięki za ten tekst 🙂 PS A karmię i karmić będę ile wlezie prawdopodobnie m.in. dzięki Tobie.

  • Ania
    13 sierpnia 2017 at 21:38

    Dziś właśnie swojemu chlopu powiedziałam, że nie rozumiem dlaczego niektóre kobiety dobrowolnie, bez przymusu.i wskazań medycznych pozbawiaja się przyjemności jaka jest karmienie. Ja to uwielbiam 😀 a tak serio dobrze, że o tym piszesz, trzeba odczarowywac tego typu opinie.

  • Bezsenna
    13 sierpnia 2017 at 22:06

    A jak nocne ciumkanie powoduje moje głębokie i ogromne WKU*WIENIE? :((( To uczucie na sutku, to wykrecanie drugiego całą noc sprawia, że mam ochotę odepchnąć dziecko i uciec daleko :((( w dzień nie ma problemu, ale w nocy męczarnia. O tym też „nie wypada” mówić, bo karmienie ma być piękne (albo bolesne, ok 😉 ), ale nikt nie przewidział wk…

    • gosia
      8 września 2017 at 22:11

      Przewidziała, Matka Natura… U mnie w.k…w minął gdy się okazało, że tarczyca się odezwała. Leki wyregulowały wk…a i jest super. Karmimy się juz 25 miesiąc. Pzdr

  • A.
    13 sierpnia 2017 at 22:44

    Dla mnie fizycznie niestety było nieprzyjemne od początku do końca (od problemów z przystawieniem, przez kilkumiesięczny ból z powodu grzybicy brodawek, do nieprzyjemnego i lekko bolesnego odczucia aż do końca karmienia). I co, jak się skończyło, to żałowałam, że to już. Kolejny raz też z całych sił walczyłabym o karmienie. O to przeświadczenie, że daję dziecku to co mogę. O te godziny trzymania w ramionach. O tą wyjątkową bliskość.
    I pomimo odstawienia z inicjatywy dziecka w 21 miesiącu, wiem, że to było dla niej ważne. W 4 miesiące po zakończeniu kamienia jesteśmy na etapie, że ‚to są mamy piersi a moje mleko’.

  • ania
    14 sierpnia 2017 at 01:33

    Jak cudownie, że to napisałaś! O tak! Jest przyjemnie! 🙂

  • Oo
    14 sierpnia 2017 at 05:11

    To chyba w innych „internetach” przebywamy, bo ja widzę głównie rzyganie tęczą na temat kp. Wręcz wyścig przechwalania się – kto karmi dłużej, jak bardzo ma miłe doznania, jak bardzo otoczenie (nieoswiecone buraki) się gorszy, itd. Brak mi wyważonego środka. Bo owszem – przestrogi o zastojach, ranach sutkow itd to norma, ale z podkreśleniem ze to CHWILOWE, a potem masz orgazmiczna rzekę mleka i karmisz do 3 roku życia. A to nieprawda, nie u każdego. Więc trochę mnie ten tekst zdziwił, bo wg mnie nie mówi się całej, odważnej prawdy o kp. Że poza nawalem, zastojami i innymi przygodami z podręcznika dla ciężarnej może się z laktacja przydarzyć milion innych rzeczy, jak karmienie wygląda na różnych etapach życia dziecka, na co trzeba się przygotować. Byłam na szkole rodzenia, czytałam ksiazki, Twojego bloga i inne strony. I dalej byłam zdziwiona – że mleko nie plynelo, ze mimo przystawiania na żądanie (bez bólu, ran, z przyjemnością płynącą z bliskosci z dzieckiem) moje piersi nie produkują tyle ile ono potrzebuje. Że karmic mozna doslownie non stop. Bez przerw na siku czy kanapkę, bo jest bunt. Że tyłek Ci wrasta w fotel i zapomnij początkowo o jakiejkolwiek aktywności innej niż kilka metrów od fotela i z powrotem. Że mimo przystawiania ósmy tydzień dziecko ledwie wyrabia dolną normę przybierania na wadze i dziora się z głodu (tak, głodu – nie nudy, dyskomfortu itd).

  • nieperfekcyjnie.pl
    14 sierpnia 2017 at 08:24

    O rany, jaki dobry tekst! W ciąży powiedziałam sobie, że chcę karmić, ale czy się uda, to wyjdzie w praniu. Ale jak pierwszy raz przyłożyłam syna do piersi, to wiedziałam, że to dopiero początek i nie poddam się. Teraz muszę to napisać – początkowo płakałam, jak przystawiałam Jasia, bo bolało mnie niemiłosiernie. Nie dość, że brodawki wklęsłe, to jeszcze mój ssak nie był taki mały (całe 4400g!), więc potrzebował duuużo mleka, a ponadto byłam po cesarskim cięciu (a pokutuje przekonanie, że wtedy z laktacją ciężko). Miałam tak poranione sutki, że jak mąż podawał mi syna do karmienia, to jeszcze przed przystawieniem płakał jak małe dziecko. Mogłam się poddać i dać butlę dla spokoju, ale karmienie było dla mnie czymś tak pięknym, że wytrwałam, pomimo tego, iż wiele osób krzywo na to patrzyło i nie dawało mi większych szans na wykarmienie tak dużego dziecka – i to z wklęsłymi brodawkami, po cesarce, z ogromnym bólem. O dziwo, za tydzień moje dziecko skończy 1,5 roku i nadal karmię piersią. Ba!, do drugich urodzin będę karmić na pewno, a może i dłużej – kto wie… 🙂

  • AnNa
    14 sierpnia 2017 at 09:12

    Mi karmienie piersią (już 6,5 miesiąca) sprawia przyjemność, tak po prostu, po matczynemu, bez żadnych podtekstów seksualnych, kulturowych, itp. Jak ostatnio na forum rodzinnym wywiązała się rozmowa o karmieniu piersią i powiedziałam, że to naturalnie stało się częścią mojego życia, czuję się z tym dobrze i wydaje mi się, że karmiłam, karmię i będę karmić zawsze … zapadła cisza.

  • Gbnj
    14 sierpnia 2017 at 11:29

    Niestety dla niektórych jest to trudne i nieprzyjemne doświadczenie. Ja nie byłam taka twarda żeby obejść się bez snu. A mój 1,5 roczny syn nie taki samodzielny żeby go zostawić samemu sobie bo jego siostra wisiała CAŁY CZAS. Nawet go nie miałam jak wykąpać czy przewinac. Dla mnie to było koszmarem

  • Monika
    14 sierpnia 2017 at 12:48

    Wiosenny deszcz 🙂 upity pyszczek dziecka to rzeczywiście jest nie do opisania. Nawet na zdjeciach nie wychodzi…
    Ale fizycznej przyjemnosści to nie zaznałam, zresztą nieprzyjemności też nie. Taki sobie normalny fizjologiczny proces. Mleko się leje a dziecko pije. I już.

  • olga
    14 sierpnia 2017 at 14:05

    Ma troche wrazenie, ze w kontekscie karmienia piersia dziala ten sam mechanizm, co w kontekscie opowiesci porodowych- najlepij sprzedaje sie horror. „W tych tematach” nie mamy kultury mowienia o pieknych i pozytywnych doswiadczeniach, a najbardziej nosne sa te tragicznie opowiesci. Bo jak bedzie groza, bol i krew, to wszyscy beda skoncentrowani sluchac/ czytac.
    Ja uparcie mowie roznym osobom o tym, ze mialam piekny porod i wspominam go jest dobre, umacniajace mnie doswiadczenie (nie mylic z: latwy); mowie o tym, ze karmienie piersia jest piekne i fajnie (choc bywa tez uciazliwe). Wiekszosc pierwszych reakcji to: „naprawde? niemozliwe!”.
    Nie wiem, skad wzial sie ten negatywny przekaz- czy chodzi o to, zeby nastraszyc kobiety, zeby w razie czego byly gotowe na najgorsze, czy o dodanie sobie 100 punktow w kategoryy Matka-Polka-wiecznie-cierpiaca.
    Zawsze wrato pisac o tych pozytywnych doswiadczeniach:)

  • Patuniaka
    14 sierpnia 2017 at 22:49

    Ślicznie napisane.
    Choć faktycznie ciężko to ubrać w słowa, tak żeby tani erotyk nie wyszedł 😉
    Moment, w którym się przysysa i z błogością zaspokaja pierwsze pragnienie, w tym jest pasja i namiętność. Potem odpada mały bąbel najedzony po brzegi, jak mała pijawka, i ta strużka nieprzełkniętego mleka wyciekająca z kącika ust 😍

  • Dominika
    14 sierpnia 2017 at 23:04

    Hafijo kochana ja o tym trąbie na prawo i lewo (że to przyjemne jest i wspaniałe i z niczym porównać nie można) i reakcje niestety tak jak piszesz, w większości nieprzychylne, no ale cóż, nie zamierzam kłamać że jest inaczej bo na prawdę jest mi przyjemnie karmić i ta cudna łapka, która trzyma za drugą pierś mówiąc „to też dla mnie”;) i ta główka pachnąca i rumiane poliki no cudo i już! Kocham=dbam=karmię!!!

  • Sylwia
    15 sierpnia 2017 at 04:24

    Hafijo ratuj!!!! Moje kp od jakiegoś czasu właśnie stało się workiem pokutym! Karmie 13 miesięcy wszystko zgodnie z zleceniami – 6 m-cy tylko kp potem powolne rozszerzanie diety. Do 8 m-cy wszystko było ok syn dużo jadł i w dzień i w nocy, oprócz wyjątkowych sytuacji w skokach wzrostowych piersi służyły mu wyłącznie do jedzenia a nie do „ciumkania”. W nocy (w przeciwienstwie do dnia kiedy potrafil jesc na prawde dlugo albo co chwilę jadł ) jadl przez 10-15 minut odrywal się odkładam go i spał dalej (spi w swoim łóżeczku bo technicznie nie jestem w stanie zapewnić mu bezpiecznych warunków do współ spania i kiedy jest w naszym łóżku ja nie potrafię spokojnie spac). Po 8 m-cach sytuacja nocna zaczęła się pogarszac bo nie dość że w nocy zaczął częściej mnie wzywać i żeby go odłożyć musze dlugo czekać aż wejdzie w głęboką fazę snu (lek separacyjny? ) to nie wiem jak to opisać ale jego ssanie zaczęło być dla mnie nieprzyjemne. Do tego stopnia ze płakałam jak karmiłam i zaklinalam w myślach żeby już skończył. I nie chodzi o ból bo to nie boli nigdy nie bolało nie miałam bolacych krwawiacych brodawek i tym podobnych historii nie było to tez jakoś specjalnie przyjemne powiedzialabym ze było po prostu neutralne. No ale we wspomnianym czasie sytuacja zaczęła się zmieniać i począwszy od tego ze nieprzyjemne zaczęły być niektóre karmienia tylko w nocy niczym po równi pochylej doszło do tego ze na chwile obecna praktycznie każde nocne karmienie jest dla mnie strasznie nieprzyjemne a do tego coraz częściej zdarza się to też w dzień. W dodatku syn coraz częściej nie je tylko sobie cyca albo po prostu trzyma w buzi albo go „ciumka ” a to już jest potwornie nieprzyjemne do tego stopnia ze nie mogę długo wytrzymać żeby go nie oderwać kiedy to zrobię to jest straszna rozpacz i lament wiec się znowu przysysa i takie błędne koło może trwać na prawdę długo. Mam wrażenie ze on jakiś tak inaczej teraz ssie jakby tak jakoś za lekko. Kiedy ssie tak ze intensywnie przełyka najada się w mniej niż 10 minut i to nie jest dla mnie ssanie nieprzyjemne ale zdarza się to co raz rzadziej. Zazwyczaj nawet jak je to mam wlasnie wrazenie ze jakos tak inaczej jakby za lekko ssie i tak pobudza tym sutki ze jest straszne uczucie. Nie pomaga oderwanie go i zaczecie od poczatku ani dotykanie go w policzki ani nic innego. Karmie gryze sie w jezyk i zgrzytam zebami co chwila odrywam bo nie moge wytrzymac syn się jeszcze gorzej denerwuje ze zabieram mu cycusia nie raz wpada przez to w taki szloch ze juz nuc mu niw pomaga w końcu przysysa sie znowu i tak w kolko istny KOSZMAR. Jestem zrozpaczona bo bardzo chce go karmić chociaż do 2 r.z. ale jeśli sytuacja się nie zmieni będę chyba musiała go odstawić bo długo juz nie wytrzymam tego uczucia podczas tego jego „slabego” ssania, zwłaszcza ze w bliskim czasie planuje druga ciążę. Nie wiem juz czy to coś ze mną jest nie tak czy to jest problem natury psychicznej czy może jestem juz tak zmęczona brakiem wystarczającej ilości snu ze podświadomie chciałabym zakończyć drogę mleczna czy rzeczywiście coś się fizycznie z tym jego ssanie zmieniło i daje tak nieprzyjemne pobudzenie ze nie mogę tego zaakceptować. Ale wiem jedno – jestem na skraju wyczerpania ta sytuacja i długo już tak nie pociagne. A na prawdę bardzo chce karmić dalej i czuje ze to nie jest dobry moment na odstawianie ze on jest jeszcze na to za mały bo przecież nie rozumie jeszcze ze mowie ze nie mogę mu dać cycusia bo coś tam i w dodatku za 2 tygodnie idzie do żłobka. Nienawidzę siebie za to ze karmienie własnego dziecka stało się takim problemem i rodzi takie emocje. Nie wiem czy komuś jeszcze się to zdarza czy jestem jedyną i coś ze mną jest nie tak. Czytałam o D-MER ale wydaje mi się ze to nie to. Czy ktoś na coś podobnego się skarżył? Czy jest na to jakaś rada? Proszę bardzo o odpowiedź.

  • Anna
    15 sierpnia 2017 at 13:50

    Karmienie jest nie tylko przyjemne, ale też uspokajające. Kiedy wszyscy wokoło się czymś stresowali np podczas chrztu czy w dniu mojego ślubu, ja sobie spokojnie karmiłam co dwie godziny nawet pomiędzy fryzurą i makijażem. I wszyscy się dziwili, jak mogę się nie stresować 😉 teraz po 11 miesiącach boję się tylko że się uzależniłam i będzie mi ciężko to zakończyć 😐

  • Karolina
    16 sierpnia 2017 at 07:09

    Ja tam kocham rodzić (naturalnie) też mogłabym co miesiąc, no może co 2, żeby organizm zregenerować, i karmić też kocham i zawsze będę. Jak skończę karmić mojego nowego dziecia (3 miesiące ma więc jeszcze dużo czasu) to będę do rodzenia i karmienia tęsknić do końca życia.

  • Kleik
    16 sierpnia 2017 at 11:38

    Po intensywnym wpajaniu o karmieniu piersią zdecydowałam, że i ja będę karmiła piersią. Moja przygoda z małym przy piersi trwała…miesiąc? Później zrezygnowałam, ale nie przez brak pokarmu. Jest mi tak wygodniej i tyle. 7dmy miesiąc daję dziecku swój własny pokarm, odciagany rzecz jasna. Są mamy, dla których karmienie piersią jest wspaniałe, czułe i bliskie. Ja tego zdecydowanie nie czułam. Mówienie, że jest karmienie jest super – nie dla wszystkich. Moim zdaniem nie powinno się mówić w ten sposób – każda mama sama decyduje i sama wyrabia sobie zdanie na temat karmienia z piersi. Równie dobrze można porównać: słuchaj, jazda samochodem jest super. No, ale jak kieruję autem tylko z konieczności, a nie przyjemności? Nie mówię tego z przekąsem – jestem pod wrażeniem Twojej pracy i bardzo lubię czytać Twojego bloga – życzę Ci jak najwięcej sukcesów w przemawianiu do młodych mam 🙂

  • Forsycja
    20 sierpnia 2017 at 23:35

    Karmiłam synka 25miesiecy. Bo go kocham, bo tak chciałam bo on tego potrzebował . Podjęłam decyzje o przestanie bo byłam juz zmęczona, bo on juz tez zapominał zjesc, bo chciałam odzyskać wolność. Jestem z siebie dumna, choć było cieżko i trudno to piękna przygoda i szybko przemija..

  • Ania
    22 sierpnia 2017 at 10:04

    a ja wbrew większości opinii twierdzę, że karmienie nie jest przyjemne!
    trudno też powiedzieć, że jest udręką ale do przyjemności (wg mnie!) mu daleko
    dla mnie to po prostu obowiązek i udało mi się go wypełnić dwa razy, za każdym razem ok. roku
    teraz jestem w trzeciej ciąży i również zamierzam karmić i na samą myśl zaciskam zęby…. ale dam radę 🙂
    Pani Hafijo, nie dla wszystkich kobiet piersi są źródłem przyjemności seksualnej i przyjemności wynikającej z karmienia
    myślę że każda z nas ma prawo ocenić to sama a generalizowanie, że „karmienie jest przyjemne bo….. jest” nie działa w każdym przypadku 🙂

skomentuj

Gdzie będę niebawem

  1. Gdańsk: Karmienie piersią od A do Z – warsztaty z Hafiją

    Październik 10 @ 10:15 - 13:15
  2. Hafija w Giżycku – Laktacja od A do Z

    Październik 25 @ 18:00 - 20:00

Pobierz darmowy e-book