Dziwne te współczesne matki, takie kompetentne…


Już mi Pani tym dokarmianiem nie przesadza, naczytała się taka blogów i potem mamy tu problem…”

Naczytała się, matka Polka współczesna. Lepiej żeby nie czytała, to chociaż można byłoby jej powiedzieć, że „Trzeba było się uczyć”. A jak nie daj boże się naczytasz, że nie trzeba dokarmiać dziecka żeby spało, albo bo płacze, to umarł w butach. Bo kto to widział takie rzeczy opowiadać, mieć swoje zdanie, swoje potrzeby, swoją wiedzę. „A pani to co, lekarz?”

Żyjemy w pięknych czasach, strasznych czasach, ciekawych czasach. Nie potrzebujemy mieć doktoratu z żywienia i położnictwa żeby wiedzieć że dzieci nie dokarmia się rutynowo, że nie trzeba nam chlastać krocza, że najlepiej jakbyśmy rodziły w pozycji dowolnej. Każdy głupi to wie.

W jednej ze starych książek o porodzie i ciąży przeczytałam :

„Przekroczywszy próg izby przyjęć ciężarna (…) musi poddać się rygorom i zasadom szpitalnym i przestrzegać regulaminu, którego ostatecznym celem jest dobro jej i dobro dziecka. Podstawowe elementy (…) to dyscyplina i koleżeństwo”  1.

To już szanowni Państwo nie podziała – nie na nas – współczesne matki. Dlaczego? Bo czasy się zmieniły, zmienił się dostęp do informacji i zmieniły się możliwości nauki – nie nauki szkolnej, ale nauki tego co nas interesuje i tyczy. Mamy dostęp nie tylko do karteczki, którą otrzymamy  w szpitalu na temat karmienia piersią, ale możemy wyciągnąć zalecenia i informacje najnowsze z całego świata. Świeże. Z ostatnich miesięcy, tygodni i dni. Z nich możemy dowiedzieć się np. że picie przez matkę soku z kartonu po porodzie nie zaszkodzi dziecku (tak, takie mity też słyszałam). Więc mówienie, żematki takie oczytane i wszystko wiedząjest prawdziwe – na szczęście dla matek. Oczywiście wiele kobiet trafi na bzdurne zalecenia i jakieś od czapy teorie, ale na szczęście także, Internetu ręka potrafi pokierować człowieka na właściwe tory jeżeli on tylko tego chce.

My – matki – kobiety które rodzą dzieci w szpitalach to nie ciemna masa. My nie poddajemy się rygorom i bzdurnym zaleceniom, tylko dlatego, żezawsze tak było i było dobrze”.

Było, było ale się zmyło – jak to mówi mój wygadany syn. I teraz jest inaczej, a nas interesuje TERAZ, a nie BYŁO.

Niechaj nigdy nikt nie zarzuci wam, jeżeli jesteście uzbrojone w aktualną wiedzę medyczną, że to że coś wiecie jest powodem do śmiechu, czy obrazy albo co gorsza traktowania was przedmiotowo.

Wy macie prawo wiedzieć dużo i z tej wiedzy macie prawo korzystać.  I macie prawo mówić NIE, macie prawo żądać na papierze zaleceń i uzasadnień wszystkiego – a już na pewno zaleceń i uzasadnień dokarmiania. Żadne tamPłakało to dałam troszeczkę mleka sztucznego”. To jest czas na to żebyście wy tupnęły nogą – będziemy tupać razem. Bo to nie jest kwestia oczytania sięna blogach i w Internecieale kwestia praw waszych, waszych dzieci ich zdrowia i podstawowej wiedzy z książki.

Wierzę, że walkę o standardy okołoporodowe i o standardy karmienia piersią w Polsce należy podejmować na dwóch poziomach. Jeden to taki troszkę mój – NGOsowy, społeczny, uskuteczniany przez osoby, które docierają do góry i do mas – drugi to praca u podstaw. I tutaj, w tej pracy u podstaw,  to WY, matki macie najwięcej do powiedzenia i zrobienia. Im więcej będziecie wiedziały o waszych prawach im więcej wiedzy o karmieniu piersią będzie w waszych zasobach tym będziecie bardziej świadome i będziecie mogły wyrażać swoje zdanie i sprzeciwiać się w sposób asertywny i otwarty, kiedy będzieci zbywane do roliMatki z 5b co się burzy o jedną buteleczkę”.

Wiedza już dawno przestała być tajemna. Wiedza już dawno przestała być trudno dostępna. Wiedza to nie jest już przywilej elit, studentów i władzy. Wiedza to prawo ludzi!

A skąd to Pani wie? Jest pani lekarzem”? pyta moją czytelniczkę lekarz jak ona sprzeciwia się podawaniu marchwi czteromiesięcznemu dziecku.

A ona patrzy na niego i mówi

Może to Pana zaskoczy, ale już w podstawówce nauczono mnie czytać ze zrozumieniem, dzięki czemu przeczytałam aktualne wytyczne.”  temat marchewki nie pojawi się więcej w ich rozmowach.

I takiej asertywności, takiej świadomości życzę Wam wszystkim. Kiedy ktoś wam powie, że to skandal, że wy matki coś wiecie i jeszcze śmiałyście się nie zgodzić z ewidentną głupotą laktacyjną.

Dziwne te współczesne matki, takie kompetentne, takie oczytane, tyle wiedzą… skąd? Jak to możliwe, że nie potrzebują nietrafionej porady żywieniowej od pediatry? Jak to możliwe, że przeszkadza im dokarmianie jak dziecko płacze…? Gdzie one się tego naczytały?

Mam dla wszystkich co się tak zastanawiają jedno słowo: PubMed

  1. https://www.hafija.pl/2014/04/trzydziesci-lat-temu.html

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

23 komentarze

  • Aga
    16 grudnia 2016 at 20:49

    Trafiłaś dziś tym wpisem. Podobne słowa dziś powtarzałam, niestety tylko w myślach gryząc się w język z uprzejmości, jak mi dermatolog próbował wmówić, że typowe objawy grzybicy brodawek, które mam, nie są objawami tejże. Że coś sobie wymyśliłam razem z tą doradczynią laktacyjną co to nie wiadomo jakie ma wykształcenie i śmiem mieć wobec niej, lekarza, jakieś oczekiwania. Leki? Nawet jakby to była grzybica, a nie jest bo to nie możliwe, to trzeba by odstawić od piersi. A jak mnie boli to muszę szukać innej przyczyny, bo to na pewno nie objaw grzybicy, tylko, że to u lekarza, a nie u jakiejś pani co mnie wysluchała więc jej zaufałam, to musi być lekarz. Jaki? A tego to ona nie wie. I żadne argumenty nie przemawiają, a mnie tylko zastanawia czy po tym starciu ze mną poczytała coś o objawach grzybicy brodawek czy stwierdziła, że nie musi i dalej będzie żyć w swojej niewiedzy szkodząc przy tym matkom, które potrzebują pomocy.

    • muszelka
      16 grudnia 2016 at 23:41

      Ja tez przeszłam grzybicę sutków. Przyczyną była rana na brodawce i sama szkodzilam sobie dodatkowo używając maści maltan ktora zawiera glukozę. O grzybicy również uświadomiła mnie położona. Poszłam do ginekologa lekko mnie zbyl stwierdził ze to tylko lekkie podrażnienie ale na wszelki wypada jak on to nazwał przyjdzie pani na oddział na konsultacje z położną laktacyjną… Na szczęście kobieta bardzo pomogła. Gin wypisal leki i bylo lepiej. Ból miedzy łopatkami znikl po kilku dniach i nareszcie mogłam normalnie wstac z łóżka lub zmienić pozycje spania bez krzyku dosłownie. Takze idź również w tym kierunku. Ja brałam flumycon 150- 1 tabl i za 7dni powtórka. Powodzenia bo wiem jaki to ból.

  • marzena
    16 grudnia 2016 at 21:28

    A mi przyszlo na myśl słowo hafija -:-) a tk serio …. Jak bylam ostatnio u pediatry to zdziwiona z corka cztery i pol miesiaca jest TYLKO na cycu i jak to to ona NIC nieje?!? No to odpowiadam, ze moje dziecko lubi hardcore i zywi sie samym powietrzem 🙂

  • Magda
    16 grudnia 2016 at 21:32

    U mnie jak pielegniarka powiedziała „dokarmiamy” zapytałam dlaczego. Na co ona odpowiedziała, że synek za dużo spadł z wagi. Wiec ja licze obliczam i mówię hola hola ! Proszę Pani synek spadł raptem 6% to nie jest spadek żeby dokarmiac i żadnego dokarmiania nie będzie.. a na to ona, że skąd ja wiem?! Odpowiedziałam, że czytałam i się przygotowałam. 🙂 niestety moja przygoda z karmieniem była krótka, bo raptem 2 miesiace i to nie wyłącznego 🙁 chwytalam się wszystkiego, ale moje piersi buntowaly się zapaleniem co tydzień na zmianę, a ja leżałam plackiem z temperaturą i bólem okropnym. Jeszcze daję synkowi cycusia bardziej dla bliskości, ale zawsze to raz dziennie moje mleko. Bardzo mi przykro z tego powodu, bo czuję, że zawiodłam, a tak się starałam. Może kolejne maleństwo uda mi się karmić zgodnie z zaleceniami.

    • Hafija
      16 grudnia 2016 at 21:42

      Magda, każda kropelka się liczy, KAŻDA! Nawet to jedno karmienie ma znaczenie! :* Tulę!

    • A.
      17 grudnia 2016 at 07:48

      Nasza przygoda niestety tez po 2 miesiacach sie konczy, mala tylko raz w nocy zlapie cyca i to by bylo na tyle, serce mi peka i mam wyrzuty ze gdzies popelnilam blad 🙁 ale to pierwsze dziecko i mam nauczke na przyszlosc zeby nie sluchac „dobrych rad”

    • ania
      17 grudnia 2016 at 09:37

      Każda kropla się liczy 😊 Brawo!

  • Ania
    16 grudnia 2016 at 21:59

    -„Pierwsze słyszę, że wędzidełko się podcina noworodkom. Ale przecież ja się nie znam po 20 latach pracy jako położna. A w ogóle to tu żadnego krótkiego wędzidełka nie ma. Jak źle ssie to wkładać swoj kciuk i naciskać na podniebienie, wtedy się nauczy dobrze ssać.”(Takie oburzenie wyraziła położna na wizycie patronażowej, po tym jak powiedziałam ze doradca laktacyjny skierował nas do laryngologa na podcięcie wędzidelka. A w jednym z łódzkich szpitali robi się to nawet na oddziale po porodzie!)

    • KasiaD
      17 grudnia 2016 at 14:40

      Mi to uratowało kp podcieli po porodzie i karmię juz 1,5 roku

  • Angouleme
    16 grudnia 2016 at 22:32

    Mnie położna, którą szanuję, powiedziała, żebym dokarmiała córcię mm, bo powinna już więcej spać w nocy (miała dopiero jakiś miesiąc z hakiem). Zrobiłam to i żałuję. Spała wtedy 7 godzin i, ufając położnej, nie budziłam jej. Na szczęście córa ma jakiś instynkt buntownika i nie dała sobie więcej wcisnąć mm, a ja zdobyłam wiedzę. Laktacja póki co śmiga, choć malutka je bardzo często (średnio co 1-1,5 h i lubi spać przy cycu, w nocy często śpi ze mną i podjada). Ma już 16 tygodni i waży prawidłowo). Mam trochę żalu do położnej, ale bardziej szkoda mi jej i tej niewiedzy, bo zrobiła dla mnie dużo w dobrej wierze. Niestety już jej tak nie ufam. Za to pediatra zabromiła mi jeść miód z powodu jakiejś bakterii i nie mogę się doszukać rzetelnej informacji na ten temat. U pani widziałam w poście o świętach, że można….
    Pozdrawiam!

    • Hafija
      17 grudnia 2016 at 12:39

      Miodu nie można podawać dziecku!! Mama może!

    • Gienia
      9 marca 2017 at 08:51

      chodzi o bakterię Clostridium botulinum, może występować w miodzie, dlatego nie wolno dzieciom do 12 mż podawać miodu

  • vretKa
    16 grudnia 2016 at 22:44

    Ja od swojej własnej matki słyszałam, że się za dużo naczytałam i że nie wiadomo, czy się wszelkie wytyczne za kilka lat znowu nie zmienią. Ale walczę 🙂 Jedna położna na oddziale poporodowym prawie mnie wzrokiem zabijała, bo dokarmiać nie pozwoliłam, z dzieckiem spałam, nie chciałam kąpać w pierwszej dobie, poszłam z dzieckiem na badanie i takie tam inne fanaberie 😉

  • Caitlyn
    16 grudnia 2016 at 23:04

    Pięknie napisane! A ja walczę o karmienie piersią i szukam pomocy żeby się nie poddać… Może coś doradzisz? 🙁

    Mam problemy z karmieniem piersią od samego początku (dzidzuś skończył 10 tygodni).

    Po urodzeniu nie miałam pokarmu wcale, pierwsza doba – ssał ładnie i długo, ale w kolejnych dniach dużo się denerwował i płakał. Więc dokarmiałam… Nauczony jest do butelki praktycznie od początku i bardzo tego żałuję.

    Problemy z laktacją miałam aź przez 2/3 tygodnie, bo dopiero wtedy porządnie mi się laktacja rozhuśtała. Ale on nie chciał ssać. Ssał zazwyczaj 5 minut, maksymalnie wytrzymywał 10 (czyli to czas kiedy pokarm wypływa mi bardzo szybko, strumieniami, a potem wolno) i zaczynał po tym czasie bardzo płakać, ciężko go było uspokoić. Więc robiłam mu butlę…

    Zero wsparcia od rodziny, ile się nasłuchałam, że może mam niepełnowartościowy pokarm, albo za mało go mam, głoduję dziecko, mam sobie odpuścić, bo to nie jest warte tego krzyku (od krzyku dostanie przepukliny), mam mu dać butlę, bo nie mogą tego słuchać. Ile się nabuntowałam, ile napłakałam. I prawie poddałam.

    W psychice miałam długo zakodowane, że się nie najada moim pokarmem i muszę dokarmiać. Skoro po 5 minutach ssania był krzyk (dostawianie do drugiej piersi nic nie dawało, bo jak się zdenerwował to już się go nie dało uspokoić)… Ale pokarm był, tfu, jest nadal, przecieki 5 razy dziennie, wkładki muszę nosić cały czas.

    Jechałam takim karmieniem mieszanym długo. Kiedy w końcu dałam się sobie przekonać, że go nie głodzę – on po prostu był za szybko nauczony do smoczka od butli i się cwany rozleniwił (a łatwo to sprawdzić – mam butelkę z Lovi upodobnioną do karmienia piersią, bardzo wolny przepływ, on nie chce z niej w ogóle ssać) – kiedy już miałam poukładane w głowie, to on zastrajkował. Odrzucił pierś z dnia na dzień, nie chciał ssać nawet minuty, nie potrafił utrzymać piersi. Za miękka, nie trzyma się tak fajnie jak smoczek… Nocą go jeszcze oszukiwałam przez jakiś czas na śpiocha i ssał, bo za dnia nie chciał. Płaczu i nerwów było tyle, że sobie odpuściłam przystawianie. Teraz nie chce nawet w nocy ssać, nie daje się oszukiwać.

    Jedziemy na laktatorze od tamtego czasu, ale: raz, że odciągnę maksymalnie 100 ml z dwóch piersi (czasem tylko 70-80) a to zamało bo on zjada mm aż 150 ml (wiem, że laktator to nie wyznacznik pokarmu i wierzę, że nadal go mam dużo!) czyli po dwóch razach odciągania dopiero mamy całą butlę i mogę go nią karmić – czyli wychodzi 2 x podawane mm i dopiero za trzecim razem nazbierane jest mojego pokarmu. Dwa, że to „laktatorzenie” jest bardzo męczące, zajmuje ponad pół godziny, trzeba pamiętać o regularności, a i ciągłe (po 8 razy dziennie) rozkładanie laktatora na części, mycie i suszenie też jest męczące, poza tym w nocy wstać 2 razy na to by 0,5 godziny odciągać – też jest bardzo męczące.

    Każda próba dostawiania od razu kończy się u malutkiego ogromną złością, u mnie stresem, więc coraz rzadziej próbuję go już dostawiać, bo szkoda mi nerwów… Jestem tym wyczerpana. Prawie się już poddałam, codziennie sobie powtarzałam żeby przedłużyć to karmienie mieszanie jeszcze o tydzień, dwa i odpuszczam sobie. Ale chyba podświadomie jeszcze nie straciłam nadziei – bo pokarmu w ogóle nie tracę, cały czas mam nawały, kamenie, przecieki i mokre wkładki. Albo to podświadomość nie odpuszcza, albo to odciąganie laktatorem utrzymuje tą laktację 😉 Bardzo chciałabym wrócić do całkowitego karmienia piersią – bez laktatora – ale jak malucha namówić do ssania jej? To jest ten problem – nie chce ssać, bo za miękka brodawka, nie jest mu wygodnie (przy butelce się czasami wierci i ogląda świat, przy cycu się nie da), a i nie leci tak łatwo jak z butli. Myślałam na początku, że mu moje mleko nie smakuje – ale jest wręcz przeciwnie, jak odciągam i podaję mu z butli to bardzo łapczywie je, ale jak się domaga jeszcze i jeszcze i muszę mu już wtedy dorobić mm, to się złości, bo to nie ten smak! Ale jak go szybko dostawiam do piersi, to jest jeszcze większa złość.

    Czy jest dla mnie jeszcze nadzieja – po 10 tygodniach, czyli po 2,5 miesiąca przejść na całkowite kp przy takim leniwym maluszku? Tak jak mówię, chciałabym karmić piersią, nie odciagać do butli – nie tylko ze względu na wygodę, ale i dlatego, że uwielbiałam to uczucie. Pomyślałam o kapturkach, może mu one ułatwią zassanie się do piersi (nie mam wklęsłych brodawek, ale tak jak mówię – może jest za miękka, smoczek wygodniejszy dla niego?). Czy polecacie kapturki, jakie polecacie, jak używać, jak długo można używać, czy łatwo odejść od kapturków i przejść do samej piersi (a jeśli nie, to czy można ciągle karmić piersią za pomocą kapturków)? A jeśliby kapturki się nie sprawdziły, to myślę jeszcze o elektrycznym laktatorze w ostateczności co by może więcej odciągał – jaki do tego polecacie i czy uda się przez dłuższy czas tą laktację na takim laktatorze utrzymać?

    Nie mam możliwości skorzystania z wizyty doradcy laktacyjnego, bo niestety w pobliżu nie ma żadnego… Ale może też nieprawidłowo go ustawiam do karmienia i mu niewygodnie? Jak go powinnam ustawiać – może macie/znacie jakieś filmiki jak to powinno wyglądać?

    I proszę o nie ocenianie mnie na podstawie tego, że szybko podałam butlę z mm. Miałam na początku kryzys za kryzysem – jak nie laktacyjny, to baby blues i zero wsparcia od bliskich przy kp, a teraz się mały leniuszek nauczył do smoka z butli.

    Z góry bardzo dziękuję za pomoc. Będę walczyć.

    • Magda
      17 grudnia 2016 at 13:02

      Mój też pił na kapturkach. Polecam te z MAM. Mi położna doradzila żeby po jakimś czasie ucinac ten kapturek, ale młody się budował i dalej ssie tylko na kapturku. Powtarzam sobie, że lepiej tak niz w ogóle 🙂

    • A.
      17 grudnia 2016 at 14:17

      Mamy identycznie 🙁 smoczek butla i walka z laktatorem o kazdy ml 🙁 oczywiscir chec i nadzieja ponownego karmienia tylko mnie przy tym trzyma !

    • marta
      31 grudnia 2016 at 22:09

      A próbowałaś pozycji na boku? Jak dla mnie najlepsza – wygodnie, ja i dziecko jesteśmy rozluźnione. ja czytam sobie ksiazke a dziecko je jak długo chce.
      I czy probowalas przystawiać do piersi kiedy nie jest zbyt glodne? bo jak jest glodne to pewnie nie jest dobry czas na zmuszanie do meczacego ssania kiedy wie ze można latwiej..

  • Marzena
    16 grudnia 2016 at 23:20

    To ciekawe, że wiedza matek lekarzom i położnym tak przeszkadza, a sami rzadko informują. O tym, że w ramach NFZ przysługuje mi w ciąży opieka położnej dowiedziałam się w 36 tc w poczekalni u lekarza; gdy pytałam o strój podczas porodu wywoływałam rozbawienie; o istnieniu doradcy laktacyjnego dowiedziałam się na forum kpi. Kiedy w szpitalu dziecko nie jest w stanie samodzielnie objąć piersi, położne powinny albo same uczyć przystawiania do skutku, albo poinformować mnie, gdzie mogę szukać cdl. Czyli doinformowana pacjentka jest arogancka, wymądrza się na złość personelowi i utrudnia pracę. Niedoinformowaną pozostawia się w błogiej nieświadomości. Marzy mi się, żeby w każdym szpitalu było jak w jednym z komentarzy przeczytanych na jakimś forum: „w moim szpitalu matki nie wypuszcza się do domu dopóki nie ma pewności, że umie wykarmić swoje dziecko”.

  • Agnieszka J
    16 grudnia 2016 at 23:57

    Ehh w szpitalu w ktorym rodziłam tez było nie za ciekawie … w 2014 roku październik pierwsza córeczka cc stan przedrzucawkowy. Kontakt skóra do skóry cesarka 14:55 i do 22 dziecko ze mną . Uruchomiona byłam dopiero nast dnia o 6 rano wiec na noc uwagi na to ze musiałam leżeć plackiem zabrali dziecko na noworodkowy . Rano nie przywiezli po uruchomieniu sama poszłam po nią z okropnym bolem ehhh . Potem nie chciała ssać tłumaczyli ze ma zapasy z brzucha ( mm z nocy grrr ) laktacja ruszyła dopiero pełna para w dobie a bardzo chętnie dawały słoiczki z mm . Byłam nieświadoma . Na wypisie karmienie naturalne. Teraz bylam mądrzejsza cc 21 listopa da bieżącego roku z samego rana ok 9:20 oczywiście córa od razu ze mną mąż byl caly dzień do 18 potem lezala na mne żabka . Neonatolodzy przychodzili pytali jak tam i mówię że nie chce jej oddawac chyba ze ne dm rady bólowo to ew na samą noc i czy jest możliwość zeby córeczkę przywiezli na karmienie . Nie nie ma możliwości pani niech wypocznie nabieze sil a nawet jeśli będzie potrzeba ( ale pewnie nie bo dziecko ma zapasy ) to jak podamy 10 ml mm nic się nie stanie . O 22 uruchomienie kolo północy nie dałam rady cewnik kropłówka ehh i z noworodkowego zabraly córeczkę o 6 przywiózły. Pokarmu jak na lekarstwo przystawialam z uporem maniaka ale ciągle mało . Tez oczywiście tekst ze nic się nie tanie jak ( oczywiście po wielokrotnym opróżnieniu piersi dokarmie niwielka ilością mm ) nie chcialam ryczałam ze nie mam pokarmu dziewczyny z sali jz chyba były złe na mnie bo one pakowaly dzieciom w 1 2 dobie życia po 6090 ml mleka modyfikiwanefo :/ i cieszyły się ze śpią … ekm :/ w końcu tal krzyczała ze i ja ryczac podałam 10 ml ale moje mądre dziecko wszystko ulalo . W pn trafiłam do szpitala w środę rano chcieli nas wypisać córka super do wypisu ..ja mówię jie wejde na q piętro do mieszkania i z propozycji wypisu w środę ordynator mowi oto w czwartek wyjście . Środa wczoraj bardo wysoko poziom żółtaczki klucie rączki i znów wysoko i znów walka o rozkręcenie laktacji . Dopiero nocą coś ruszyło cokolwiek i w czwartek niestety spadek wagi . Noc z czw na piątek przełomowa i wreszcie nawal w piątek rano wypis . Położne te z noworodkowego ciągle pytału jak tam mówiły ze dobrze dostawiam5 ale straszyły mnie ze jak mała spadnie z wagi aja nie podam mm a niee będzie pokarmu to nie wydali bilirubiny i będzie krpołówka a tego bym nie chciała … chyba wiec z poczucia winy trochę jej podalam. Dopiero w domu na spokojnie zaczęłysmy cycac w poniedziałek mija 4 tygodnie od kiedy Małgorzata jest na swiecie. Cholerne .oddziały noworodkowe zależy im by noworodki szybko były do wypisu udają zainteresowanie a byle by się pozbyć ze szpitala pacjenta a może ja tak się źle nastawilam i nie mam racji ??? W wypisie oczywiście zero wzmianki o podaniu w 1 dobie zycia mm !!! ! Karmienie naturalne … na szczęście się udało m starsza Gabrysie karmiłam 18 mcy.i z dnia na dzień nie chciała cycucha . Jak się potem okazało jz byłam w ciąży . Różnice mam 25 mcy . Magorzate chce karmić równie długo jak nie dłużej . Oby nasza mleczna droga trwała duuuzo dłużej i była super . Co by było gdyby … nikt jej w nocy nie dokarmił albo przyniósł ja do mnie a może by było zero kłopotu z laktacja? Jic nie dały tłumaczenia ze mleko modyfilowane zalega w małym Żołądku powoduje zaburzenia flory bakteryjnej jelit . Wiedzieli swoje . Ehh wyzalilam się Hafija przepraszam za mój post ( kuzynka w 3 dobie juz miała kupić mi sns I dowieźć .

  • Kondralina
    17 grudnia 2016 at 00:31

    Wpis idealny, często wiemy, wiemy dużo i słyszymy, że to właściwie wstyd że wiemy, że się naczytała…….że nie słucha starszych…..i zamiast być dumne to jest nam przykro, głupio i udajemy że nie wiemy, że słuchamy tych rad…..

  • Ola
    17 grudnia 2016 at 09:41

    To bardzo trudne być asertywnym w sytuacji, gdy lekarz – jednak człek co uczył się latami, żeby swój zawód wykonywac – coś zaleca. Budzi to wątpliwości – w końcu to on tu jest lekarzem. Ale warto wiedzieć i warto oponowac. Nam w szpitalu neonatolog zalecił po skoku bilirubiny – naświetlania, kroplówkę z glukozy i dokarmianie. Spadek w wagi był w normie, a syn już przybierał, więc powiedziałam, że wolałabym, żeby dokarmiany nie był, bo już przybiera i poradzimy sobie na samej piersi. Lekarz kazał jeszcze raz zważyć (niedowiarek) i stwierdził z powątpiewaniem, żenarazie dokarmiać nie będziemy, zobaczymy jak sobie poradzi. Poradził sobie bez mm. Ale jednak mnie kosztowało dużo stresu sprzeciwienie się lekarzowi i podjęcie decyzji niezgodnej z jego zaleceniami. Ale warto było.

  • Kasia
    17 grudnia 2016 at 23:34

    Warto walczyć o karmienie! Ja z pierwszym dzieckiem walczyłam długo i nie było łatwo… po porodzie nie jadł prawie dwie doby bo podali dolargan i cały czas spał , potem nie chciał chwycić wiec kapturki pomogły, po powrocie ze szpitala waga synkowi spadała i Polozna chciała juz dokarmiać ale ja walczyłam dalej, koleżanka ( matka trójki dzieci) doradziła odstawienie kapturków i normalne jedzenie, podziałało karmiłam synka 11 miesięcy i sam podziękował. Żałuje tylko ze po 5 miesiącu podałam butle na noc bo wariował mi przy piersi tak jakby sie nie najadł , z perspektywy czasu i większej wiedzy myśle ze mogl to byc kryzys laktacyjny, co myślisz hafija?
    Teraz karmie córkę juz 4 miesiące , tylko na początku z małymi problemami typu pogryzione brodawki, ale ostatni czas je coraz częściej i w dzien i w nocy? Czy to moze byc kryzys laktacyjny ??

  • mati
    20 grudnia 2016 at 22:56

    Żeby nie było, że jest tylko źle. Mieszkam na głębokiej prowincji. W moim miasteczku na porodówce jest parcie na karmienie naturalne i tylko lekarka po dokładnym ważeniu tłumaczyła, że jednak trzeba troszkę dokarmić mm i następnego dnia odstawiła butelkę, bo sytuacja się poprawiła.

skomentuj

Pobierz darmowy e-book