„Już mi Pani tym dokarmianiem nie przesadza, naczytała się taka blogów i potem mamy tu problem…”
Naczytała się, matka Polka współczesna. Lepiej żeby nie czytała, to chociaż można byłoby jej powiedzieć, że „Trzeba było się uczyć”. A jak nie daj boże się naczytasz, że nie trzeba dokarmiać dziecka żeby spało, albo bo płacze, to umarł w butach. Bo kto to widział takie rzeczy opowiadać, mieć swoje zdanie, swoje potrzeby, swoją wiedzę. „A pani to co, lekarz?”
Żyjemy w pięknych czasach, strasznych czasach, ciekawych czasach. Nie potrzebujemy mieć doktoratu z żywienia i położnictwa żeby wiedzieć że dzieci nie dokarmia się rutynowo, że nie trzeba nam chlastać krocza, że najlepiej jakbyśmy rodziły w pozycji dowolnej. Każdy głupi to wie.
W jednej ze starych książek o porodzie i ciąży przeczytałam :
„Przekroczywszy próg izby przyjęć ciężarna (…) musi poddać się rygorom i zasadom szpitalnym i przestrzegać regulaminu, którego ostatecznym celem jest dobro jej i dobro dziecka. Podstawowe elementy (…) to dyscyplina i koleżeństwo” 1.
To już szanowni Państwo nie podziała – nie na nas – współczesne matki. Dlaczego? Bo czasy się zmieniły, zmienił się dostęp do informacji i zmieniły się możliwości nauki – nie nauki szkolnej, ale nauki tego co nas interesuje i tyczy. Mamy dostęp nie tylko do karteczki, którą otrzymamy w szpitalu na temat karmienia piersią, ale możemy wyciągnąć zalecenia i informacje najnowsze z całego świata. Świeże. Z ostatnich miesięcy, tygodni i dni. Z nich możemy dowiedzieć się np. że picie przez matkę soku z kartonu po porodzie nie zaszkodzi dziecku (tak, takie mity też słyszałam). Więc mówienie, że „matki takie oczytane i wszystko wiedzą” jest prawdziwe – na szczęście dla matek. Oczywiście wiele kobiet trafi na bzdurne zalecenia i jakieś od czapy teorie, ale na szczęście także, Internetu ręka potrafi pokierować człowieka na właściwe tory jeżeli on tylko tego chce.
My – matki – kobiety które rodzą dzieci w szpitalach to nie ciemna masa. My nie poddajemy się rygorom i bzdurnym zaleceniom, tylko dlatego, że „zawsze tak było i było dobrze”.
Było, było ale się zmyło – jak to mówi mój wygadany syn. I teraz jest inaczej, a nas interesuje TERAZ, a nie BYŁO.
Niechaj nigdy nikt nie zarzuci wam, jeżeli jesteście uzbrojone w aktualną wiedzę medyczną, że to że coś wiecie jest powodem do śmiechu, czy obrazy albo co gorsza traktowania was przedmiotowo.
Wy macie prawo wiedzieć dużo i z tej wiedzy macie prawo korzystać. I macie prawo mówić NIE, macie prawo żądać na papierze zaleceń i uzasadnień wszystkiego – a już na pewno zaleceń i uzasadnień dokarmiania. Żadne tam „Płakało to dałam troszeczkę mleka sztucznego”. To jest czas na to żebyście wy tupnęły nogą – będziemy tupać razem. Bo to nie jest kwestia oczytania się „na blogach i w Internecie” ale kwestia praw waszych, waszych dzieci ich zdrowia i podstawowej wiedzy z książki.
Wierzę, że walkę o standardy okołoporodowe i o standardy karmienia piersią w Polsce należy podejmować na dwóch poziomach. Jeden to taki troszkę mój – NGOsowy, społeczny, uskuteczniany przez osoby, które docierają do góry i do mas – drugi to praca u podstaw. I tutaj, w tej pracy u podstaw, to WY, matki macie najwięcej do powiedzenia i zrobienia. Im więcej będziecie wiedziały o waszych prawach im więcej wiedzy o karmieniu piersią będzie w waszych zasobach tym będziecie bardziej świadome i będziecie mogły wyrażać swoje zdanie i sprzeciwiać się w sposób asertywny i otwarty, kiedy będzieci zbywane do roli „Matki z 5b co się burzy o jedną buteleczkę”.
Wiedza już dawno przestała być tajemna. Wiedza już dawno przestała być trudno dostępna. Wiedza to nie jest już przywilej elit, studentów i władzy. Wiedza to prawo ludzi!
„A skąd to Pani wie? Jest pani lekarzem”? pyta moją czytelniczkę lekarz jak ona sprzeciwia się podawaniu marchwi czteromiesięcznemu dziecku.
A ona patrzy na niego i mówi
„Może to Pana zaskoczy, ale już w podstawówce nauczono mnie czytać ze zrozumieniem, dzięki czemu przeczytałam aktualne wytyczne.” temat marchewki nie pojawi się więcej w ich rozmowach.
I takiej asertywności, takiej świadomości życzę Wam wszystkim. Kiedy ktoś wam powie, że to skandal, że wy matki coś wiecie i jeszcze śmiałyście się nie zgodzić z ewidentną głupotą laktacyjną.
Dziwne te współczesne matki, takie kompetentne, takie oczytane, tyle wiedzą… skąd? Jak to możliwe, że nie potrzebują nietrafionej porady żywieniowej od pediatry? Jak to możliwe, że przeszkadza im dokarmianie jak dziecko płacze…? Gdzie one się tego naczytały?
Mam dla wszystkich co się tak zastanawiają jedno słowo: PubMed
Komentarze