Wiedza o karmieniu piersią i mleku matki jest wiedzą ogólnodostępną. Każdy może do niej dotrzeć i ją znaleźć. Nie jest to czarna magia, ani jakieś informacje pokątne spod stołu. Im więcej wiem na temat mleka matki tym bardziej istotne jest dla mnie żeby wiedzieli o tym inni.

O tym, jakie mleko kobiece ma właściwości już niedawno pisałam[1]. W sumie zaskakujące jest to, że właśnie takie proste wiadomości nie są powszechne. Ale nie są i pisać o tym trzeba.

Jest taki szpital w Filadelfii[2] gdzie rodzą się dzieci w stanie poważnym, w stanie bezpośredniego zagrożenia życia lub z takimi schorzeniami, że niejednemu specjaliście oczy zachodzą łzami. Wykonuje się w tym szpitalu operacje serca dzieci w łonie matki, dzieci, które na świat przychodzą miesiące za wcześnie, a którym inni nie dali by najmniejszej szansy na życie rodzą się i wracają do zdrowia. W tym szpitalu te dzieci, które w naszym kraju pewnie spokojnie mogłyby się nie narodzić, albo umrzeć, dojrzewają i żyją. W szpitalu tym, dzieci te, nie są karmione sztucznymi mieszankami, a mlekiem kobiecym. Tam dzieci nie mają martwiczego zapalenia jelit, nie umierają jak w Polsce, (bo bez karmienia mlekiem matki szanse na MZJ u wcześniaka to 50%, odsyłam do Matki Prezesa[3]). Tam po prostu , u tych dzieci którym podaje się pokarm kobiecy, nie występuje MZJ,  bo – co bolesne – to karmienie sztuczne jest z wielkim prawdopodobieństwem odpowiedzialne w największym stopniu za to śmiertelne schorzenie.[4] Tam, w USA, potrzeba było jakiejś „szalonej baby”, która dzisiaj ratuje dzieci! Udało się – i wierzę, że i tu się uda. Przecież nawet w Polsce pierwszy bank mleka już ma takie wyniki, o których inne oddziały dla wcześniaków tylko mogą marzyć.

Myślę też o mamie, której trzylatek dostał takiej okropnej reakcji alergicznej, że skóra schodziła mu płatami z ciała. Myślę o niej, bo ona wzięła laktator, pomimo, że już od dwóch lat nie karmiła i przywróciła sobie laktację. Dzień w dzień przez dwa lata dawała mu swoje mleko do picia. Tylko po to żeby te wielkie czerwone wybroczyny z jego ciała zniknęły – i zniknęły. I nie wróciły, kiedy przestała jak miał prawie sześć lat.

Myślę o mamie dziewczynki kilkuletniej, która zachorowała na nowotwór. O tym, że mleko mamy – pite, O LOSIE, z jej piersi, było przez długi czas bolesnych zabiegów i naświetleń jedynym pokarmem dziecka. Pokarmem, który dawał ulgę obolałym poranionym ustom dziecka i zapewniał końską dawkę przeciwciał i komórek macierzystych. Mleko, które dziecku przywracało zdrowie.

Ja wiem. Połowa ludzi nawet nie wie, co to jest HAMLET i nawet wiem, że niektórzy mówią HELMUT lub HENRYK.

HAMLET[5] – to taki składnik mleka matki, który zabija komórki nowotworowe, a nietknięte pozostawia zdrowe. To jest przyszłość, nad którą pracują naukowcy na całym świecie. To jest nadzieja na lek na jedną z najgorszych epidemii XXI wieku – na nowotwory. O komórkach macierzystych już pisałam – płonie ogień nadziei na NIEWYCZERPANE źródło ratunku dla osób, które tych komórek potrzebują.

Myślę o dziwnych ludziach, których nie spotykam na konferencjach naukowych, na szkoleniach, na spotkaniach o karmieniu naturalnym i myślę o tym jak mało wiedzą, a dużo myślą, a mówią już na pewno za dużo. Nie widzę ich na wykładach osób, które całe życie naukowe poświęciły karmieniu piersią. Są wśród tych wykładowców wybitne kobiety, specjalistki -naukowcy, które – o losie, karmiły dłużej niż ja. Bo prawda jest taka, że kiedy zaczynasz czytać i uczyć się o mleku matki to nigdy nie zobaczysz końca korzyści karmienia naturalnego, i nigdy – gwarantuje, nie znajdziesz w karmieniu naturalnym szkody dla dziecka czy matki[6]. Bo tego końca nie ma. Ja jestem, na tych spotkaniach, słucham, uczę się ale i wiem, że tych specjalistów tylko od wypowiadania się, na nich nie ma, bo przecież bym ich spotkała! I nawet przy tak powszechnej i łatwo dostępnej wiedzy o laktacji nadal nic nie wiedzą. Nie znają nawet polskich zaleceń[7]. Bo jakby znali to chyba by nie pieprzyli trzy po trzy jak to robią teraz.

Ale chodzi też o coś więcej. O swobodę karmienia i wiedzę, która w narodzie jest żadna, chociaż pełna nadziei i optymizmu wierzę, że jest większa i lepsza niż kiedyś.

Ja póki karmiłam, karmiłam swobodnie, w miejscach publicznych w domu, między rodziną, między znajomymi, w szpitalu, w kinie, w Lublinie. Ale tu jeszcze chodzi o swobodę społeczną, emocjonalną.

Z ogromną przyjemnością, z ogromną radością dołączyłam do akcji Karmię Swobodnie, bo karmię – już nie mlekiem, już nie dziecko, ale karmię swobodnie nadzieją inne kobiety. Nadzieją, że pewna NORMA naturalna w końcu dostanie dostrzeżona. Karmię nadzieją kobiety, które się boją i wstydzą.

Jestem wykształconym, dyplomowanym Promotorem Karmienia Piersią, rozmawiałam ze specjalistami od laktacji z całego świata, z psychologami, którzy o laktacji wiedzą więcej niż niejeden pediatra, czytam dziennie więcej o karmieniu piersią niż stu Kowalskich przez całe życie, wiem prawdopodobnie o laktacji więcej niż niejedna psycholożka i moja ex pediatra. Od trzech dni pomogłam znaleźć wsparcie lub udzieliłam go większej ilości matek niż w ostatnim miesiącu razem wziętych. Jestem jednak wkurzona, że mamy, które karmią więcej niż rok, dwa lata, albo O JEZU trzy, piszą do mnie, że się boją, że się wstydzą, że się krępują, że je inni oceniają. Przyjęłam na klatę ten, pożal się boże hejcik – nie macie się czego bać – gorzej mieć nie będziecie 😉

Widzę kolosalną różnicę, między tym, co naukowe, a tym, co wydajemisię. Kiedy zagraniczny naukowiec, profesor, autor licznych prac naukowych i badawczych o karmieniu naturalnym, człowiek, który to mleko bada codziennie, a któremu mówię, że karmiłam prawie cztery lata przytula mnie i ze łzami w oczach gratuluje, kiedy polska wybitna badaczka mleka kobiecego, współzałożycielka banków mleka mówi, że też tyle karmiła, bo ma taką wiedzę, że nie wyobraża sobie inaczej, wiem, że jestem we właściwym miejscu.

Czy powinnam się załamać plastelinowym mężem i tym, że jestem zboczoną wariatką?

Bitch please! Mam na to z grubsza wywalone.

Są w naszym kraju tysiące kobiet, które potrzebują wsparcia, wiedzy i pomocy i żadne internetowe pierdolenie o Szopenie nie przeszkodzi w tym ani mi, ani Kwartalnikowi Laktacyjnemu, ani żadnej z nas, która chce karmić swobodnie.

Więc, mam nadzieję, że mnie nie zabije nikt z redakcji za wyjście przed szereg, ale z przyjemnością i radością ogłaszam, że Kwartalnik Laktacyjny już niebawem stanie się

Fundacją Promocji Karmienia Piersią,

która nie tylko będzie wiedzę przekazywała i normalizowała, ale także stanie się narzędziem do prostowania niezgodnych z aktualną wiedzą wypowiedzi i działań specjalistów. A o tym, co aktualne i zgodne z wiedzą oraz prawem decydują nie Internety a nauka. I my – ja, stajemy po stronie nauki. I ja w tej Fundacji będę działała także, tak poza tym, że pracuję, poza tym, że mam rodzinę i poza tym, że tworzę gazetę i jeżdżę po Polsce.

Kwartalnik będzie drukowany dla Was i dla Waszych córek i matek.

A teraz zachęcam Was drogie mamy, żebyście dołączyły do akcji #karmieswobodnie i jak babcię kocham, karmiły swobodnie zarówno ciałem jak i duchem!

 

 

 

 

[1] https://www.hafija.pl/2015/04/trawienie-mleka-matki-i-komorki-macierzyste-czyli-o-komorkach-ktore-nie-chca-umierac-w-przewodzie-pokarmowym-dziecka.html

[2] https://www.chop.edu/

[3] https://matkaprezesa.pl/2015/05/naturalne-lekarstwo-dla-wczesniaka.html

[4] https://www.nature.com/pr/journal/v72/n6/full/pr2012125a.html

[5] https://www.sciencedaily.com/releases/2010/04/100419132403.htm

[6] https://kellymom.com/ages/older-infant/ebf-benefits/#normality

[7] https://www.mz.gov.pl/zdrowie-i-profilaktyka/zdrowie-matki-i-dziecka/karmienie-piersia

Kategoria:

karmienie piersią,