Jest takie powiedzenie – własne zdanie jest jak dupa, każdy ma swoją dupę i każdy uważa, że cudza śmierdzi.

Każdy z nas ma zadnie na dany temat. Są tacy, co uważają, że kobieta jak nie chce mieć dzieci to jest zaburzona, są tacy, którzy uważają, że przeciwciała w mleku kobiecym to mit (ci to chyba nie potrafią w ogóle czytać) i tacy, że ziemia jest płaska, albo stworzył ją kosmiczny szaleniec. Szerokiej drogi.

Jednak, co innego jest własne przekonanie a co innego obowiązująca wiedza EBM (evidence based medicine). Kiedy chcemy pogadać o karmieniu piersią na forum prywatnym bazując na naszych obserwacjach to będziemy mieć zaburzony obraz zjawisk związanych z nim?

Gosi córka, choruje a karmiona piersią, a moja na sztucznym i zdrowa. Itd. itd.

Oczywiście jest to niewspółmierne do faktów naukowych, ani nie świadczy o niczym, ale jednak często – co z resztą osobiście mnie bawi – ludzie kwestionują badania naukowe, opierając się na domysłach i osobistych przejściach, lub co zabawniejsze na niezrozumieniu prowadzeniu badań naukowych:

– a ciekawe jak oni tą grupę badaną wybrali,

– a ciekawe czy uwzględnili takie i smakie dzieci w tym badaniu

– a ciekawe czy wzięli pod uwagę dzieci, które, nie są otyłe, albo nie mają problemów z wagą, albo ten 0,001% który choruje na rzakdą chorobę genetyczną… Itd. itd.

 

Nic to, że w tych badaniach jest opisana grupa badana, sposób przeprowadzenia badania, uzasadnienie, wyniki, klauzula o braku konfliktów interesów. Nic to. Nie rozumie jeden z drugim to kwestionują. Czasem też wysuwają wnioski, że skoro nie jest wynik badań zgodny z moim światopoglądem to znaczy, że to nie prawda. A ja jak tego słucham to myślę, że równie dobrze ci ludzie mogliby mówić: Nigdy nie widziałam tygrysa na żywo, więc takie zwierzę pewnie nie istnieje

To nie jest takie rzadkie zjawisko – nie każdy jest naukowcem i nie każdy wie, chociażby czym jest grupa badana.

Ale wróćmy do przekonań. Kiedy mamy jakąś opinię na dany temat to jest to nasze zdanie – nasze zdanie nie zawsze = prawda naukowa i nie zawsze jest ona (EBM).

Dr Kowalski może uważać, że jedzenie kapusty może leczyć raka, ale dopóki nie przeprowadzi niezależnych  badań naukowych, a badania naukowe te będą podparte aktualną wiedzą i dopóki badania te nie zostaną oficjalnie opublikowane to może sobie uważać, co chce, ale szerzyć tego poglądu wśród pacjentów nie może.

Ostatnio usłyszałam o dwóch przypadkach, kiedy to lekarze, baa profesorowie o licznych tytułach wygłosili opnie, że:

Jeden – karmienie piersią po roku jest szkodliwe dla matki id dziecka, bo tak wynika z jego praktyki (tak dobrze czytacie – praktyki nie badań. Słowa wypowiedziane na forum naukowym)

Drugi – dziecku z alergią na mleko krowie należy bezwzględnie wykluczyć mleko matki z diety i wprowadzić krowie mleko zmodyfikowane, bo tak (żadne powody takiego działania nie zostały podane)

I wiecie, co gotuje się we mnie. Jak można, być lekarzem i opierać się w nauczaniu innych oraz w zaleceniach nie wiedzą naukową, nie zaleceniami obowiązującymi, ale swoimi przekonaniami i obserwacjami, które nie są podparte żadnym naukowym badaniem – nawet jednym!

Już kiedyś to pisałam, napiszę i dzisiaj. To tak jakbym powiedziała:  Ludzie – jedzcie gówno, miliony much nie mogą się mylić! Tak wynika z moich obserwacji.

To się może skończyć. Jest duża szansa, że to się skończy i nikt nam matkom nie będzie kitu wciskał. Pierwszy jednak krok należy do nas.

Ostatnio jedną z czytelniczek lekarz wyrzucił za drzwi, ponieważ ŚMIAŁA nie zgodzić się z nim, co do wartości mleka matki po roku. Drugiej powiedział, że gówno go obchodzi, co sobie myśli i po znieczuleniu miejscowym ma nie karmić dwa dni (Sic)

To, co z tym zrobimy to nie jest tylko nasza sprawa, ale sprawa naszych dzieci i dzieci naszych dzieci.

Pierwszy krok nasz – matek – to WYMAGANIE wszystkich zaleceń na piśmie w naszej dokumentacji medycznej. W książeczce zdrowia, na karcie. WSZYTSKIE zalecenia i uzasadnienia do nie karmienia musimy mieć na piśmie, jeżeli chcemy coś z tym zrobić. To musimy zrobić same!

Nie wolno nam milczeć w gabinecie, musimy pytać, a lekarzowi nie wolno na nas krzyczeć. Nie wolno i koniec. Mamy prawo do zgodnego z EBM traktowania i zaleceń zgodnych z prawdą, a nie dupą, sorry własną opinią. Nie interesuje mnie czy pan doktor Kowalski nie lubi widoku matki karmiącej piersią, ani czy uważa, że dzieci karmione piersią są „uzależnione” od matki, w pompie mam psychologa, który uważa, że dziecko karmione po roku wymusza i robi to żeby uzależnić matkę od siebie, albo, że więź matki z dzieckiem karmionym piersią jest chora – to jest ta dupa, o której pisałam na początku. Wiedza medyczna jest zupełnie inna i wygłaszanie z pozycji lekarza i specjalisty własnych przekonań a nie EBM jest w mojej opinii nadużyciem i wstydem dla tego, kto się w ten sposób wypowiada. O ile laik kwestionując wiedzę naukową robi z siebie jedynie idiotę, to lekarz już szkodzi.  Zdanie własne lekarz winien zostawiać za drzwiami gabinetu. I nie tylko o karmienie piersią się tu rozchodzi. Kiedy słyszę, że kobiecie chorej na raka lekarz pozwala jeść wszystko jak sobie chce, bo uważa dieta nie ma żadnego znaczenia przy leczeniu choroby to już wiem, ze własna opinia po prostu może zabijać.

Mamy już kilka mam, które są chętne do tego, żeby z nami stworzyć drogę ochrony laktacji w gabinetach lekarskich. Każda z was może nam pomóc. Wiecie gdzie nas szukać!

Matki, o których kiedyś myślałam, że nigdy nie podburzą się przeciwko traktowaniu laktacji w sposób niezgodny z wiedzą medyczną właśnie powstają. Już niedługo jedyne, co będziecie musiały zrobić, kiedy lekarz wam powie ze wasze mleko to woda to napisać do nas maila.

Gdzieś tam, zza monitora, rozpoczęła się mała rewolucja, rewolucja porządnie wkurzonych kobiet…

Kategoria:

karmienie piersią,