Agata jak ty łączysz macierzyństwo z pracą?

Tak, nie raz usłyszałam to pytanie. Nie raz musiałam mówić o mężu, który jest tak samo zaangażowanym rodzicem jak ja. Nie raz musiałam odbijać piłeczkę i rozbijać mur patriarchalnej rodziny – tak zarabiam pieniądze – tak mój mąż umie ogarnąć dziecko jak jestem w delegacji.

Mój mąż też chodzi na L4 z dzieckiem, bierze wolne jak trzeba zostać z nim w domu, też ubiera i karmi (nie potrzebuje do tego piersi – zapewniam, ani nie potrzebował butelki) i usypia.

Zupełnie jak ja.

Mój mąż pracuje na pełen etat – tak samo jak ja.

Mój mąż ma też swoje hobby i pasje, mój mąż miewa złe dni, choruje. Mój mąż jest na równi takim rodzicem jak ja.

On też wyciera pupę, podaje lekarstwo, on też ubiera. On też budzi się w nocy, on też bawi się z dzieckiem. On też zarabia na rodzinę, chociaż jakbym chciała być politycznie poprawna to powinnam napisać, że JA TEŻ zarabiam, – bo że ojciec to wiadomo, no nie?

Niemniej jednak NIGDY NIKT nie zapytał go jak łączy ojcostwo z pracą zawodową! Nikogo to nie interesuje, tak jakby mój mąż był mniejszej wartości rodzicem, a bycie ojcem stanowiło marginalny kawałek jego życia.

Ja – kobieta – na pewno mam natomiast problem z połączeniem pracy i macierzyństwa – takie jest spojrzenie na moją zawodową ścieżkę. Bo skoro jego nie pytają, to musi znaczyć, że jego wkład jest nijaki, a zapewne skoro jego wkład jest nijaki to mój musi być ponad moje siły i mnie przerastać. Ja kobieta pewnie MUSZĘ pracować, bo wiadomo, że tak naprawdę powinnam być Hestią rodziny mojej i to jest moje żeńskie zadanie. Dostałam to zadanie w chwili, kiedy w brzuchu matki wykształciłam jajniki i postanowiłam przy nich pozostać.

Myślą, że nie widzę, ale ja wiem, że patrzą na mnie a potem mówią:

Biedna kobieta. Praca i dziecko, jak ona to robi.

Kiedyś ktoś zapytał czy mąż kiepsko zarabia skoro ja MUSZĘ do pracy iść.

Zaczyna mnie to już mocno irytować. Ja nie jestem jedynym rodzicem mojego dziecka. Ja nie jestem sama odpowiedzialna za życie naszej rodziny i to, co się dzieje z dzieckiem. Mój mąż nie jest jedynym odpowiedzialnym za jedzenie w naszych garnkach i ubrania na naszych barkach. Obowiązki dzielimy na pół, żeby żadnego z nas jeden aspekt życia nie przygniótł do ziemi i nie stłamsił lub wypalił.

Jeżeli brakowałby nam do „pierwszego” to by była sprawa zarówno mojego męża jak i moja. On nie jest sam zobowiązany do utrzymania nas – ja nie jestem sama zobowiązana do rodzicielstwa.

Mojego męża nikt nie pyta „A co z dzieckiem”, kiedy jedzie w delegację na trzy dni. Mojego męża nikt nie pyta czy nie musi już wracać do domu z urodzin kolegi, bo przecież „dziecko czeka”. Nikt na jego widok na spotkaniu towarzyskim bez dziecka nie pyta „A gdzie Gabryś?”, albo, „Kto z nim został?” – wiadomo, zostaje żona. Ja.

Przedzałożenie, że to ona – kobieta – matka powinna być w domu z dzieckiem. My i nasz zakorzeniony głęboko w społeczeństwie patriarchat już mnie mdli.

„A gdzie dziecko?” Pytają mnie jak przychodzę na spotkanie. Szczególnie takie z drinkami.

„Długo dziś zostałaś. Mąż da sobie sam radę?” Pytają na spotkaniach wieczornych tak jakby mój mąż był niekompetentnym pierdołą. I wtedy myślę sobie, że najchętniej bym napyszczyła:

– Nie, nie da sobie rady, jest facetem, więc jest opiekuńczo upośledzony i ciężar posiadania dziecka przygniótł tylko mnie… a ja się tu bawię i pozwalam nieodpowiedzialnej jednostce męskiej opiekować się dzieckiem!

Nie! Mój mąż i ja jesteśmy takimi samymi rodzicami.

Mamy takie same zobowiązania rodzicielskie. Mamy takie same prawa rodzicielskie. Ciężar rodzicielstwa ląduje na nas jednako!

Ja wiem, że istnieją śliscy faceci, po których ten ciężar spływa i kobieta musi wziąć go na siebie prawie w całości, ale i kobiety, które nie biorą odpowiedzialności finansowej za utrzymanie rodziny – nawet w momentach, kiedy nie ma, co do garnka włożyć.

To nie jest i to nie może być społecznie akceptowalna norma.

Minęły czasy, kiedy kobiety, jako jedyny obowiązek i powinność miały opiekę nad domowym ogniskiem. Kiedy mężczyzna był żywicielem i to było jego podstawowe zajęcie. Czas, kiedy dziecko było prawie wyłącznie odpowiedzialnością matki już za nami. Niestety nadal nasze umysły tkwią w tym społecznym średniowieczu.

Oświecę Was! Ojciec nie POMAGA przy dziecku, ojciec nie POMAGA mamie dziecka – ojciec wypełnia swoje podstawowe obowiązki rodzica na równi z kobietą.

Chciałabym żeby więcej ojców brało zwolnienia jak dziecko jest chore. Żeby nie tylko kobiety pytane były na rozmowach o pracę (bezprawnie) o plany rozrodcze i życie seksualne (tak, pytanie o to czy kobieta ma męża / partnera to jest pytanie czy uprawia seks, bo seks prowadzi do posiadania dziecka).

Mentalność człowieka jest ciężko zmienić, ciężko z nią wygrać, a ja znam wiele kobiet, które osiągnęły większy sukces zawodowy niż ojcowie ich dzieci i NADAL to te kobiety są pytane o to „jak sobie radzą”. Mało tego znam kobiety, które pracują na etacie, lub wykonują pracę na pół etatu i one też są o to pytane. Nikt nie pyta o to ich mężów. Ba, potrafią się pytać tych mężów „jak sobie radzi żona”.

Mój kolega, szef firmy zatrudniającej ponad 30 osób, odniósł sukces, jako przedsiębiorca. Ostatnio powiedział mi, że nikt nie zapytał go nigdy jak pogodził ten sukces z ojcostwem. Było mu przykro, bo żeby być codziennym, fajnym ojcem i przedsiębiorcą musiał nauczyć się dzielić oba te zajęcia sprawiedliwie i było mu ciężko.  Jego partnerkę pytali o to wszyscy.

Zapytajcie swoich partnerów, czy chociaż raz ktoś zadał im to magiczne pytanie:

„Facet, jak ty łączysz to ojcostwo z pracą zawodową?”

Kategoria:

rodzicielstwo bliskości,