Dzień Matki to nasz dzień – książka z autografem Jeannette Kalyta czeka na Ciebie!


Dzień Matki to nasz dzień!

Czy wiecie dlaczego dzień matki to nasz dzień. Dlatego, że roztaczamy nad nowym, małym życiem skrzydła miłości każdego dnia do końca życia.

Możemy sobie w tym dniu same składać życzenia i być naprawdę z siebie dumne. Ja mam dla Was prezenty w tym wyjątkowym dniu.

Książka Jeannette Kalyta Położna odniosła ogromny sukces. Większość znanych mi kobiet uroniła niejedną łezkę przy jej lekturze. Jest to książka o tym jak przychodzi na świat życie, jak zmieniały się realia przyjmowania porodów w Polsce na przestrzeni lat, jaką rolę odegrała w tej zmianie autorka.

Jeannette_Kalyta4_PR

Książka to historie rodzin, kobiet i mam których porody przyjmowała Jeannette Kalyta. Wzruszająca lektura.

Moją recenzję tej książki znajdziecie o TUTAJ 

Dzisiaj chciałabym Wam rozdać trzy egzemplarze tej książki – ale nie będą to zwykłe egzemplarze. W każdym z nich znajdzie się autograf samej Jeannette Kalyta, specjalnie dla Was.

polozna_

Od dzisiaj do 18 maja możecie pod tym postem zostawiać swoje opowieści macierzyńskie pt.

Czego nauczyło mnie macierzyństwo.

Ja z tych wszystkich odpowiedzi wybiorę trzy i nagrodzę książką z autografem autorki!

Dodatkowo  składając zamówienie w sklepie znak pod TYM linkiem  otrzymacie rabat 35% na całe zamówienie w sklepie. Jedynym warunkiem jest to, żeby w koszyku znalazła się także „Położna”

banerek-boczny

Czekam na Wasze opowieści.

Regulamin: TUTAJ

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

38 komentarzy

  • Sylwia
    12 maja 2014 at 18:41

    Moje macierzyństwo, choć nie trwa długo, bo zaledwie 18 miesięcy, nauczyło mnie, że jedyna rzecza, która jest dla mnie w zyciu wazna stało sie szczęście, zdrowie i zadowolenie mojej córeczki. gdybym mogła sprawic, że nigdy nie spotka jej nic złego, że zawsze bedzie zdrowa i szczęśliwa, zrobiłabym to bez wahania. Ale któraz matka by tego nie zrobiła. Macierzyństwo nauczyło mnie także pokory w stosunku do rodziców, bo sama będac rodzicem wiem juz , że wychowania dziecka na porzadnego człowieka nie jest wcale takie proste. macierzyństwo nauczyło mnie bardziej doceniac rodziców, a także tesciów, bo uważam, że zarówno ja jak i mąz, otrzymalismy najlepsze mozliwe wychowanie. Macierzyństwo to dla mnie wszystko, było we mnie serce pod moim sercem, a teraz mam kochane serce obok mojego:)

  • Pola
    12 maja 2014 at 18:48

    Macierzyństwo nauczyło mnie funkcjonować na pełnych obrotach po nieprzespanej nocy, uśmiechać się szeroko, mimo podłego nastroju, kochać najbardziej na świecie i celebrować każdy dzień, bo czas tak szybko ucieka.

  • Joanna
    12 maja 2014 at 19:07

    Czego nauczyło mnie macierzyństwo? Nauczyło mnie, że nic nie jest takie proste, łatwe i kolorowe jak to lansuje wiele poradników, reklam w tv. Nauczyło mnie, że nie ma mam idealnych, ale wiele za takie chce uchodzić…Nauczyło mnie, że macierzyństwo może być okupione nerwami, stresem. Że nie ma gotowych recept na wychowanie dziecka. Nauczyło mnie także cieszenia się,że dziecko jest, że jest zdrowe, że mogę zasypiać wąchając ten cudowny, niepowtarzalny zapach mojej córki. Nauczyło mnie jak piękne jest „Kocham Cię Mamo” i te malutkie ręce obejmujące moją szyję. I ciągle mnie uczy cierpliwości, zrozumienia dla własnej niedoskonałości, dla niedoskonałości innych matek oraz do samego dziecka i jego emocji.

  • Izoldka
    12 maja 2014 at 19:16

    Oto sedno bycia Mamą: „Zanim zostałaś poczęta- pragnęłam Cię, zanim się urodziłaś- kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia…- byłam gotowa za Ciebie umrzeć…” Mama dała życie dziecku i jest gotowa nawet za nie oddać własne i właśnie to stanowi dla mnie istotę bycia mamą!! Właśnie ta stała gotowość do czynu, cierpliwość, czytanie w myślach dziecka. Istotna jest również bezwarunkowa miłość bez ciągłego poprawiania, ustawiania i ingerowania. MAMA to najpiękniejsze słowo świata, Mama urodziła, wychowała, wychowuje, bezgranicznie kocha. Narodziny maleństwa już same w sobie są wyjątkowym, nadnaturalnym, niewiarygodnym wydarzeniem w życiu każdej kobiety. Małe rączki, małe nóżki, mała główka i cieszymy się z kolejnego aniołka- obywatela naszego globu. Kobieta zostaje matką, od tego momentu priorytetem staje się troska o tą małą kruszynkę. Co oczywiste, dziecko to chodzący cud, jedyny i niezastąpiony. Narodziny dziecka to początek nowego etapu dla całej rodziny. Gdy trzymam w ramionach dziecko, tę drobną kruszynkę, tulę do siebie nieba odrobinkę! Matka bez pamięci zakochuje się w swoim nowo narodzonym dziecku. Miłość macierzyńska to zastrzyk hormonów, dzięki którym ulegają osłabieniu myślenie racjonalne i wszelkie negatywne emocje, kontrolę zaś przejmują przyjemności. Rodzic odkrywa, że da się nie spać w nocy i przeżyć tylko na kawie, bo dziecko jest tak absorbujące, że chwilami zapomina się o swoich potrzebach. Rodzic, dla swojego dziecka, jest w stanie zrobić wszystko- pójdzie nawet żebrać jeśli od tego zależy życie jego dziecka. Cud Narodzin to także narodziny miłości bezgranicznej, totalnej, ogarniającej wszystkie komórki ciała. Z biegiem lat mama staje się niepodważalnym autorytetem dla dziecka. To dzięki niej jesteśmy na świecie, dała nam życie i chce, abyśmy wyrośli na wspaniałe dzieci i dobrych ludzi. To ona stara się przez całe swoje życie wychować nas tak, abyśmy mogli potem potrafili samodzielnie żyć. Stara się, abyśmy byli zawsze nakarmienie i ubrani. Stara się, by nasze życie było dobre, abyśmy byli porządni. Mama zawsze była przy mnie w chwilach dobrych i złych. Nigdy mnie samego nie zostawiła z problemem. Zawsze starała się pomóc mi go rozwiązać. Zawsze starała się mnie uszczęśliwić, chociaż ja nie zawsze dawałam jej do tego powód. Kończąc chciałabym zacytować słowa Katharine Hadley: „Kiedy decydujesz się na dziecko, zgadzasz się, że od tej chwili Twoje serce będzie przebywało poza twoim ciałem”. Kobieta powinna być dumna z bycia mamą…

  • An
    12 maja 2014 at 20:24

    Macierzyństwo nauczyło mnie żeby nie zakładać czarnych ubrań jak dziecko ma katar:D
    A tak serio to dzięki macierzyństwu home management mam teraz w jednym paluszku, a kiedys bycie panią domu nie było moja mocna stroną. Uwierzyłam w moc kobiet!

  • Marysia
    12 maja 2014 at 20:26

    Macierzyństwo nauczyło mnie wielu rzeczy… Pierwszą z nich była świadomość, że można sobie planować jaka będzie córka, śliczna, mądra, doskonała. I taka jest, ale rodzi się z zespołem Downa. Macierzyństwo wszystko przewartościowało w moim życiu. Pokazało kto jest najważniejszy i o kogo warto codziennie walczyć. Sprawiło, że – jak twierdzi mój mąż – więcej się uśmiecham niż zanim pojawiła się Majka. I jeszcze jedno – macierzyństwo pokazało mi, że mimo, że jest ciężko z jednym dzieckiem, nie ma na nic czasu, bo rehabilitacje, logopedzi i neurolodzy, psycholodzy, bla bla bla, to chce się jeszcze więcej i tak pojawia się na świecie Adrian 🙂 Ale jemu już nic nie planuję, macierzyństwo nauczyło mnie tego, żeby żyć z dnia na dzień, chwytać chwile 🙂

  • Angelika
    12 maja 2014 at 20:59

    Jestem mamą krótko, dopiero 4 miesiące. Jako początkująca mama oczywiście musiałam nauczyć się wielu praktycznych umiejętności związanych z obsługą i pielęgnacją małego człowieka. Jednak najważniejsze, czego nauczyło mnie – jak na razie – moje macierzyństwo to ogromna empatia. Nie znaczy to oczywiście, że wcześniej nie byłam empatyczną osobą. Lecz od kiedy mam moja Zosię widzę ją w każdym innym dziecku, a w innych mamach – siebie. Kiedy widzę w TV tragedie jaka spotkała rodziców pewnych bliźniąt, które zmarły – myślę, że to mogło spotkać i nas. Kiedy widzę chore czy niepełnosprawne dziecko myślę, że przecież każdy, więc również i ja, może takie urodzić. Gdy ktoś opowiada mi o znajomej, która urodziła wcześniaczka myślę, że na pewno jest jej bardzo ciężko, kiedy jej dziecko zamiast przy niej jest w inkubatorze. Bo mi by było. Jadąc autobusem bez dziecka proponuję pomoc we wniesieniu wózka innej mamie, myśląc wtedy, że to ja mogłabym być na jej miejscu. Widząc każde inne dziecko myślę, że mogłaby to być moja Zosia i widząc inne mamy myślę, że to mogłabym być ja. Rozumiem ich troski i zmartwienia. Współodczuwam.
    Z pewnością za parę miesięcy, lat zapytana czego nauczyło mnie macierzyństwo będę mogła udzielić innej odpowiedzi. Na razie, na początku mojej drogi, to jest najważniejsza zmiana jaką w sobie odczuwam.

  • Gizmowa
    13 maja 2014 at 12:11

    Czego nauczyło mnie macierzyństwo?
    Cierpliwości. Dopiero teraz wiem, co to słowo oznacza, zanim pojawiły się dzieci na świecie, mogłam co najwyżej przypuszczać czy jestem cierpliwym człowiekiem czy wręcz przeciwnie. Teraz widzę, że różnie to u mnie z nią, ale wiem, że muszę o nią walczyć, bo jest to naprawdę pożądana cecha w marcierzyństwie.
    Macierzyństwo nauczyło mnie też bezwarunkowej miłości. Kocham moich chłopców bezwzględu na wszystko, nie oczekuje nic w zamian, chociaż nie ukrywam, że uwielbiam słyszeć „Totam Cię mamo”, ale kto by nie lubiał, prawda?
    Wszystko co robię, robię dla nich. Dla uśmiechu na ich buźkach, nie ma nic piękniejszego od faktu, że są szczęśliwy, że czują się kochani.
    Ja się czuję kochana, bo macierzyństwo nauczyło mnie właśnie miłości. Tej pięknej i jedynej, tej bezwarunkowej, tej bardzo silnej, której zburzyć nikt nie da rady…

  • LotsOfSources
    13 maja 2014 at 12:19

    Ach jaka szkoda, że się chyba jeszcze nie łapię na konkurs, bo póki co mam maleństwo w sobie- choć, czy to nie jest przypadkiem tak, że jest to stan permanentny w macierzyństwie? 🙂

    • Hafija
      13 maja 2014 at 12:20

      ciąża to też macierzyństwo – pisz śmiało!

  • anna
    13 maja 2014 at 14:11

    Mnie macierzyństwo nauczyło walki o siebie. Wcześniej w pracy każde „gnojenie” doprowadzało mnie do płaczu, agresji, kilku dniowego stresu i depresji. Po urodzeniu córki – na wszelkie takie zaczepki szefowej nauczyłam się odpowiednio reagować czyli podnoszę głowę i patrzę jej w oczy, nie denerwuję się, mówię spokojnie, nie płaczę, po prostu walczę o swoje bo wiem że mam rację i że nie mogę się tak po prostu dawać pomiatać. Nie mogę przynosić stresu z pracy do domu bo odbija się to na dziecku. Macierzyństwo podniosło moje morale a jednocześnie pozbyłam się zazdrości, zawiści i chowania głowy w piasek. Trzeba walczyć!

    • Anna
      13 maja 2014 at 20:45

      Gratuluję!Tak trzymaj:)

  • Justyna
    13 maja 2014 at 14:14

    Macierzyństwo nauczyło mnie bezgranicznej miłości oraz niezbadanych pokładów cierpliwości.Nadało memu życiu sens, uczyniło go piękniejszym i pełniejszym. Macierzyństwo to nie jest sielanka, czasem brakuje mi sił i chwili wytchnienia jednakże patrząc na moje dzieci bezgranicznie mi ufające i bezgranicznie mnie kochające wiem ,że bez nich moje życie byłoby jałowe. O każde z mych dzieci walczyłam jak lwica, każdą ciąże przeleżałam i choć wiem co to jest wszechogarniający strach, gdy serce staje w miejscu i choć wiem że zawsze będę się o nie martwić, wiem również że warto bo one są wspaniałe i są częścią mnie-tą lepszą.

  • Kamila
    13 maja 2014 at 15:53

    26 miesięcy jestem matką, tfu, wróć. 34 miesiące. Poczułam te emocje jak tylko w 4 tyg ciąży dowiedziałam się o Niej. Kolejne 8 miesięcy próbowałam się nauczyć/wyuczyć macierzyństwa.Po Jej narodzinach okazało się, że to nie taka łatwa sprawa podołać obowiązkom wychowania nowego życia. Uczyłyśmy się siebie nawzajem przez długie miesiące. Kiedy myślałam, że wszystko już się poukładało, zostałyśmy same. To była dopiero nauka macierzyństwa. Bycie mamą i trochę tatą jednocześnie. Pogodzenie pracy z macierzyństwem, pogodzenie domowych obowiązków z macierzyństwem, pogodzenie życia osobistego z macierzyństwem. Ale jakoś sobie radzę. Dzięki tym wszystkim „upadkom”, to że jestem mamą dało mi siłę do działania i dążenia do wyznaczonych celów właśnie dla Niej.

  • Agata
    14 maja 2014 at 12:18

    Czego nauczyło mnie macierzyństwo? Uważności w obserwowaniu świata i dokonywaniu wyborów – by wybierać to co najlepsze dla mojej rodziny. Cierpliwości, bo bez niej macierzyństwo lukru nie ma wcale. Determinacji i słuchania intuicji – bez tego nie wiem, czy jeszcze miałabym zdrowe dziecko. Spania w trybie stand by – by każdy szelest budził, a jednocześnie by się czuć wyspanym. Tego, że tylko krowa nie zmienia zdania i moje poglądy z czasów nawet jeszcze ciąży mogą się pójść bujać w trzy minuty jak tylko wzięłam dziecko do rąk. Pokory, bo nie jestem dziecku jedyna niezbędna, jak to się często mogło wydawać na początku. Zaufania, by móc puścić dziecko do świata. Wychodzenia poza swoją strefę komfortu by wyjść naprzeciw potrzebom dziecka. Dowiedziałam się także, jakie są moje plany i potrzeby. I ile mam siły w sobie…

  • Justyna
    14 maja 2014 at 13:04

    macierzyństwo, a dokładniej ósmy miesiąc ciąży nauczył mnie cierpliwości:
    -wstawanie po 7 razy w nocy siku
    -tygodnie w szpitalu, by podtrzymać ciążę
    tolerancji
    -dla własnego odbicia w lustrze
    szacunku do najbliższych:
    – mało który mąż pojedzie w nocy na koniec miasta po truskawki
    – pomoże zawiązać buty na środku ruchliwego rynku
    – zniesie huśtawkę nastrojów
    Podziwu do pracy innych:
    -fachowa opieka mojej Pani ginekolog i pielęgniarek na patologii ciąży budzi mój respekt.”Rano wieczór, we dnie w nocy…..” opiekują się obcymi kobietami.
    Od zobaczenia dwóch kresek na obsikanym teście, ciągle się uczę i poznaję siebie na nowo.
    Wiem,że najtrudniejsze jeszcze przede mną.
    Maleństwo już dziś potrafi dać mi niezłego”kopa” ale już teraz, będąc jeszcze w brzuchu nauczyło mnie co to „bezgraniczna” miłość.

  • AnetaNatalia
    14 maja 2014 at 15:44

    Obserwuję, jak się bawi. I nadziwić się nie mogę. No bo niby to takie naturalne, takie nieuchronne, takie oczywiste… dzieci rosną. Ale kiedy Ona tak urosła?!? Przecież widzę Ją codziennie… Z małego, wrzeszczącego zawiniątka wyłoniła się Dziewczynka. Rozmiar ubranek powiększa się systematycznie, już przywykłam, ale nie w tym rzecz. Niesamowite jest to, jak 100%-owo zależna od nas istotka przeobraża się w coraz bardziej samodzielnego człowieka. Jeszcze trzeba pomóc w zapinaniu zamka, ale z guzikami już sobie radzi. Jeszcze trzeba wytrzeć pupę, ale pampersy już dawno pożegnaliśmy. Boże, dzięki Ci za sznurówki, ale i te przecież kiedyś nauczy się wiązać. Instynktownie walczy o tę swoją ‘samoobsługowość’ : sama, sama, ja, ja. To oczywiście cieszy, napawa dumą, zwalnia z wykonywania wielu czynności, ale medal ma i drugą stronę. Rodzic powoli usuwa się w cień i uświadamia sobie coś, o czym oczywiście zawsze wiedział, co przyjmował jako naturalne, co niemniej jednak jakoś go zaskakuje: Dzieci dorosną!!! Z naszych ramion pójdą w daleki świat.
    Czego do tej pory nauczyło mnie więc macierzyństwo? – tak wspierać w rozwoju tę naszą Istotkę, by kiedyś chciała z tego wielkiego świata od czasu do czasu wrócić w nasze ramiona.
    A dziś znów od rana „uczę się Ciebie, Człowieku” 🙂

  • ania
    14 maja 2014 at 21:24

    Pytanie łatwe. Gorzej z odpowiedzią. Dlaczego? Bo mam wrażenie, że dzięki moim dzieciom codziennie poznaję się na nowo. Mam bliźnięta i jedyne co o sobie wiedziałam to to, że będę chciała karmić je piersią. Udało się. Mają 14 m-cy i nie zużyliśmy ani grama mleka modyfikowanego. Czego uczy bycie mamą bliźniąt? Systematyczności – jak nie nauczysz spania i karmienia synchronicznego nie masz życia, cierpliwości (głównie do innych mam, kiedy czeka się w kolejce do poradni i słyszy się: „Bliźnięta??? WSPÓŁCZUJĘ!!!”; zaczęłam odpowiadać: „Nie ma czego. Są cudowni;-)” i zarządzania czasem (to niesamowite ile kobieta potrafi robić rzeczy jednocześnie; mężczyźni też tak potrafią???). Za to wszystko jest nagroda: pierwszy uśmiech, pierwsze wskazanie maleńkim paluszkiem na mnie kiedy mąż pyta naszych Synków: „Gdzie jest mama?”.

  • Justyna
    14 maja 2014 at 22:47

    Macierzyństwo nauczyło mnie siebie samej na nowo. Zatrzymałam się, przestałam gonić, ciągle się spieszyć, tracić chwile. Życie tak szybko umyka… dopiero co tuliłam do snu 3,5kg okruszek szczęścia, a dziś to 3,5 letni szalony mały człowiek z milionem pomysłów na każdą chwilę, tysiącem emocji wymalowanych na twarzy i oceanem ciekawości skrytym w najpiękniejszych niebieskich oczach jakie znam. W tych oczach oglądam siebie co dzień i jestem z siebie dumna. Czemu? Bo boję się wyzwań, mam siłę by walczyć o wszystko czego pragnę, doceniam każdy dzień. Bycie matką to najpiękniejsza lekcja życia jaka mogła mi się przytrafić…

    • Justyna
      14 maja 2014 at 22:49

      oczywiście miało być „nie boję się wyzwań”:) za szybko wysłałam:)

  • Weronika
    15 maja 2014 at 16:35

    Macierzyństwo okazało się dla mnie niezłym turbodoładowaniem!
    Gdy moja nowonarodzona Zoszka zachorowała na zapalenie opon mózgowych połączone z sepsą, miałam wrażenie, że świat się skończył.
    Bycie mamą Zosi, która dzielnie poskramia Złośnicę – Mózgowe Porażenie Dziecięce nieustannie uczy mnie, że mogę udźwignąć wszystko, nawet jeżeli los śmieje mi się w twarz i próbuje pozbawiać dobrych okruchów codzienności.
    Macierzyństwo pozwoliło mi również nabrać dystansu do wielu problemów, które wydawały mi się kiedyś nie do przejścia.

    Jestem mamą, a jaka jest twoja supermoc :)?

  • Małgorzata
    15 maja 2014 at 18:04

    Jestem mamą od 5 miesięcy (+9 miesięcy) a właściwie jeszcze dłużej. Pierwsze moje maleństwo dołączyło do aniołków i opiekuje się swoją siostrzyczką i rodzicami. W związku z tym macierzyństwo najpierw nauczyło mnie tego, że nie wszystko zawsze się uda dokładnie tak jak to sobie zaplanowałam. Nie każdemu dziecku dana jest szansa żeby się narodzić, ale każda matka małego aniołka wie jakim szczęściem jest to, że choć przez kilka tygodni było w jej łonie.
    Obecnie macierzyństwo uczy mnie rezygnowania z własnych oczekiwań – bo zdarza mi się oczekiwać od mojej córeczki żeby spała wtedy kiedy ja chcę, żeby jadła kiedy mi wygodniej, żeby uśmiechała się do wszystkich. To normalne że chcę być dumną mamą, ale uczę się tego że to ja mam się dostosować do dziecka a nie ono do mnie.
    Nauczyło mnie także odkrywania samej siebie na nowo – bo jak już świat trochę się zatrzymał i zaczęłam mieć chwilę dla siebie to nie wiedziałam co z tą chwilą sensownego zrobić? I jak to moje dziecko mnie nie potrzebuje? Szukam nowych pasji bo dziecko kiedyś zechce mieć swoje życie a ja nie chcę nigdy mu wypominać ile dla niego poświęciłam, bo skoro poświęciłam to z całkowitą pewnością tego, że to nie jest i nigdy nie będzie czas stracony.

    • Małgorzata
      16 maja 2014 at 10:17

      Jeszcze jednej rzeczy nauczyło mnie macierzyństwo – ufać sobie i swoim przeczuciom. Od początku macierzyństwa dostaję mnóstwo rad, i na początku rzeczywiście się nimi przejmowałam – bo przecież były to rady od innych matek. Teraz wiem, że mimo iż rady są dawane z dobrymi intencjami, to jednak w niczym mi one nie pomagają a wręcz przeciwnie – czasem dołują. Nauczyłam się że ja znam swoje dziecko najlepiej i jak dobrze mu zasypiać przy cycku to ok – niech tak robi, jeśli nie może zasnąć to muszę je poobserwować i znaleźć sposób żeby pomóc. Warto słuchać rad i czytać książki – dużo mi one dały, ale zdecydowanie nie jest to żadna wyrocznia, bo każde dziecko jest INNE tak jak i każda matka jest INNA 🙂

  • Klaudia
    15 maja 2014 at 20:12

    Ja mamą jeszcze nie jestem… Co nie oznacza, że macierzyństwo niczego mnie nie nauczyło ! Niedługo będę położną – mam nadzieję – więc dzień w dzień mam do czynienia z macierzyństwem. Spotkałam na swojej drodze „magiczną” mamę, która jest dla mnie pomnikiem poświęcenia, magii uczuć. To osoba, która zniesie wszystko dla swoich dzieci. Usłyszałam od niej takie słowa „Żeby innych zapalić, trzeba samemu płonąć…” i to właśnie uważam za motto macierzyństwa i mojej pracy również . To moja pierwsza lekcja macierzyństwa.

  • Ewa
    15 maja 2014 at 20:24

    Macierzyństwo nauczyło mnie dawać nic nie mając, kochać bezwarunkowo i starać się ze wszystkich sił być taką mamą, aby moje dziecko tęskniło za mną gdy mnie zabraknie chociaż w połowie tak, jak ja tęsknię za swoją mamą.

  • AgataF
    15 maja 2014 at 23:05

    Przez macierzyństwo nauczyłam się wielu rzeczy. Nie raz przez łzy szlifowałam swój charakter, często odkrywałam samą siebie, nierzadko przekraczałam granice teoretycznie nie do przekroczenia. Ale jest jedna rzecz, która najmocniej wprawiła mnie w zdumienie, napełniła empatią i – latami poszukiwanym spokojem. Jest to szacunek do mojej mamy.
    Od najmłodszych lat widziałam u niej błędy wychowawcze. Patrząc z perspektywy czasu niestety to potwierdzam. Nigdy nie nawiązała ze mną relacji, nigdy z niczego jej się nie zwierzałam. Trzymała mnie pod pancernym kloszem, na grubym łańcuchu. Dawała mi przykład jak pogardzać ludźmi, jak być zawistnym i jak nie mieć pasji. Wszystko czego nauczyłam się o życiu, o ludziach, optymizm, szacunek, zaradność – przyszło kiedy wyjechałam na studia i kosztowało mnie kawał życia, nerwów i powodzenie pierwszego związku, wielkiej miłości. Jest za co mieć żal. I miałam go przez te wszystkie lata. Ale po urodzeniu dziewczynek odkryłam pewne prawdy. Zrozumiałam co to znaczy bać się o swoje dziecko, o jego rozwój, o bezpieczeństwo, o relacje z ludźmi. Zrozumiałam, że moja mama – choć w trochę nieodpowiedni sposób – troszczyła się o mnie jak umiała. Chciała jak najlepiej. Nie wiedziała, że skrajność może przynieść tak przykre konsekwencje. Jej intencje były dobre. Pogubiła się w tym, ale dopiero teraz widzę jak trudno się w tym nie pogubić. Jest tyle dylematów. Pozwolić na bajkę czy nie, zatrudnić opiekunkę czy dać do przedszkola, pilnować na każdym kroku kiedy ktoś się bawi z dzieckiem czy pozwolić na luz i szaleństwa, pozwolić na frykasy czy z żelazną konsekwencją pilnować zjedzenia zupy. I takich pytań są tysiące. I takich i większych. I jak moja mama miała się w tym odnaleźć?
    Kiedy już znalazłam ten szacunek do niej przyplątały mi się do świadomości dobre wspomnienia: jak razem z tatą odkładali grosz do grosza, żeby zabrać nas na wakacje, jak dopingowała mnie, żebym poszła do dobrej szkoły, jak dokładała wszelkich starań, żebym utrzymała się na studiach finansując mi je mając niewiele.
    Zapełniła się w końcu luka w pamięci o mojej przeszłości i czarne chmury zaczęły blaknąć.

  • Marta
    15 maja 2014 at 23:56

    … A wiesz, że to trudne pytanie?! Jedno wiem – to nie jest tryb dokonany. Każdego dnia jest nowa lekcja… Nowe zadanie do rozwiązania… Nauczyłam się już, że nie ma czegoś takiego jak „plan” przy dzieciach. Raczej motto „go with the flow”. Że moje serce ma w sobie tyle miłości do moich chłopaków, że patrząc na nich mam łzy radości w oczach, a mleko zalewa mi kolejne biustonosze 😉 Nauczyłam się wyższego poziomu cierpliwości, wyrozumiałości i optymizmu.
    Ale właśnie przerabiam bardzo ciężkie dla mnie nowe tematy: „Maciek i, że ciężko mu się skupić by zasnąć”, „Że cycuś nie jest lekiem na wszystko” i „Kuba i jego spazmy pełne płaczu rozpaczy-jak to ogarnąć”…
    Widzę, że Maćkowi kleją się oczka…Że chciałby usnąć. Nie- nie uśnie przy piersi (tylko w nocy). Biorę go na ręce, a on zaczyna krzyczeć. Nie płacze, ale jest poirytowany i się wydziera. I wygina. A mi tak źle i ciężko wtedy. Bo mam wrażenie, że on myśli, że na siłę go usypiam. Uspokaja się w ramionach mojej Mamy lub Męża. I gdy jesteśmy sami, gdy przychodzi ten moment w ciągu dnia – truchleję…Moje ciało zamiera, czekając aż jego temperament wybuchnie 😉 I mobilizuję całą siebie, by dać mu spokój, ukojenie w swoich ramionach.. Ciężka lekcja…
    I Maciek nie jest „mlekołakiem” jak to mówię 😉 Mleko…gdy musi. Rzadko uśnie przy piersi, gdy smutny, gdy boli, gdy tulimy – nie szuka cycusia. Jakie to inne dla mnie!
    A Kubie chyba w takich momentach jest przykro. Bo tulę i tulę Maćka, a on też potrzebuje uwagi.. I woła „Mami, chodź”, „Mami, słyszysz…”, „Mami, goń mnie…”. I gdy słyszy: jeszcze chwileczkę, momencik, tylko odłożę/utulę/uspokoję Maćka – jest mu smutno. Nawet później spędzony czas tego mu nie wynagradza. Więc rzuca się na podłogę, rozpacza, zmusza do płaczu, ignoruje prośby… Bo wie, że tak ma gwarantowaną moją uwagę. Bo odłożę Maćka utulę, uspokoję. I odkładam Maćka. Tulę, Trzymam poirytowany, zmęczony głos na wodzy. Ocieram łzy, tłumaczę milionowy raz…
    I na koniec dnia ja płaczę. Że nie utuliłam Maćka-zrobił to Mąż, że dziś zabrakło mi cierpliwości dla Kuby, że….
    Ale nic. Jutro nowy dzień! Nowa siła. Więcej czekolady, kawy i herbatki laktacyjnej. I będę znowu najlepszą Mamą dla swoich chłopaków 🙂

  • Anna
    16 maja 2014 at 13:22

    Macierzyństwo nauczyło mnie tego, że jestem cudowna. Z mojego ciała wyszło nowe życie, dwa serca biły w jednym ciele. Mój organizm, za sprawą magii, wytwarza mleko, które pozwala rosnąć mojemu dziecku. Mam w sobie morze miłości, mam super moc, jestem matką 🙂
    Macierzyństwo otworzyło moje serce na falę niesamowitej miłości.

  • Anibarpoiomar
    16 maja 2014 at 15:14

    mnie bycie mamą nauczyło – może wydać to Wam się śmieszne ale dzięki moim synkom umiem walczyć o swoje 🙂 umiem powiedzieć NIE 🙂 to dzięki nim i tak jak oni ciesze się z najmniejszej rzeczy cieszy mnie słońce za oknem ale jak jest deszcz też umiem sobie to tak wytłumaczyć aby to też był powód do zadowolenia 🙂 macierzyństwo dało mi pewność siebie kiedyś nie wychylałam się poza szereg teraz uwiem pierwsza czy to zadagać czy nawiązać kontakt kiedy w poczekalni na przykład do dentysty jest niemiłosierna cisza 🙂 dzięki byciu mamą mam chęć do działania nie czekam na gotowe a chcę sama coś zorganizowaĆ 🙂 niedługo będę organizowała spotkanie dla rodziców na którym nauczymy się pierwszej pomocy 🙂 macierzystwo jest wspaniałę 🙂

    Ania Korzeniecka-Klisz

  • Joanna
    16 maja 2014 at 21:33

    Nauczyło mnie by zawalczyć o siebie, bo dopóki nie zrobię porządku z własnymi lękami oraz problemami nie będę mogła być najlepszą matką dla swoich dzieci. Nauczyło mnie bawić się dniem, chwilą z synem ( bo córka duża ), a dla córki dało mnóstwo cierpliwości. Przeżywam renesans własnego macierzyństwa, to drugie po piętnasu latach, układa mi myśli, uczy pokory, daje szansę by szukać siebie i odkrywać własne pragnienia. Nigdy nie byłam szczęśliwsza a wszystko dzięki macierzyństwu.

  • Anna
    17 maja 2014 at 11:45

    Macierzyństwo nauczyło mnie oddania i poświęcenia, że praca to nie wszystko i są inne wartości. Nauczyło mnie nowego wymiaru bezwarunkowej miłości, mimo ciężkiej pracy i nieprzespanych nocy. Nauczyło mnie troski o właściwe wychowanie i odpowiedzialności za życie drugiego człowieka, który poznaje od podstaw ten zagmatwany świat.

  • Ula
    18 maja 2014 at 12:43

    Hmmm… Od niedawna – bo do 9 miesięcy jestem w tej niezwykłej Szkole i mam nadzieję, że do końca moich dni będę jej uczennicą…! Bo uczę się tu rzeczy wielu – spraw pierwotnych, głębokich – tak naprawdę uczę się tego, co jest zapisane gdzieś w środku, we mnie… Macierzyństwo uczy mnie do tego wnętrza zaglądać… Przez chwile radosne i trudne – już od momentu, kiedy dowiedziałam się, że pod moim – bije drugie serce – nauczyłam się, że mam w sobie ogromną SIŁĘ! Mam siłę nie tylko człowieka, nie tylko kobiety, ale siłę matki! I co to oznacza uczę się każdego dnia… Myślałam, że epicentrum tej siły jest poród – rzeczywiście, to było oczyszczające, wyjątkowe doświadczenie swojego wnętrza i swojej cielesności… Ale ta siła przejawia się i skupia także w każdym – zwyczajnym, codziennym dniu – jak w soczewce… Oblewając te mijające tygodnie, miesiące wszystkimi kolorami, jakie ma w sobie światło… No właśnie – macierzyństwo uczy mnie doceniać każdą chwilę. Ba! ŻYĆ każdą chwilą! Wcześniej ich nie doceniałam – przelatywały przez palce… Od kiedy jestem mamą, każda chwila odciska się mocno w moim sercu, w pamięci. Czuję, że żyję (szczególnie, po nieprzespanej nocy – każda mama wie, o czym mowię ;)). Nauczyłam się odczuwać szczęście z tego, że żyję… Przed Epoką Małej – żadne szczęście nie było tak wielkie, a żaden strach tak przerażający… ALE – dzięki tej sile, którą mam w sobie wiem, że mogę iść do przodu, że dam radę! Choć kiedyś – pewnie nawet bym nie próbowała… Tu dochodzę do najważniejszej dla mnie lekcji – lekcji miłości. Bezinteresownej. Choć nie zawsze cukierkowiej i w serduszka, jak walentynkowe kartki… Ale takiej, którą czuję pochylając się nad zmęczonym, płaczącym dzieckiem, podając po raz setny wyrzuconą zabawkę, gotując obiad w środku nocy, zmieniając pieluchę, czy też – widząc pierwszy uśmiech, pierwsze samodzielne siedzenie, zjedzoną samodzielnie marchewkę… z tą miłością czekam na pierwsze słowo… i na każdy, kolejny dzień…!

  • Renata
    18 maja 2014 at 20:21

    Zawsze byłam pokukładana, wszystko miało swoje miejsce, dostawałam szału kiedy tylko coś burzyło moje plany, zawsze musialam mieć idealny porządek do czasu gdy nie pojawił się Misiek… Dzięki temu, że zostałam mamą nauczyłam się, że nie ład i porządek są w życiu najważniejsze, że trzeba zwolnić tempo. Nauczyłam sie bezgranicznie ufać i pozwolilam mojemu synkowi prowadzić sie przez życie. Odłożyłam wszystko na bok. W końcu poznałam co to bezgraniczna miłość, taka która aż dech zapiera i odciaga wszystkie myśli.

  • Vingag
    18 maja 2014 at 20:54

    Macierzyństwo nauczyło mnie, paradoksalnie, egoizmu.
    Ale nie takiego w negatywnym sensie. Od kiedy jestem mamą, zrozumiałam, że zdrowy egoizm jest jak najbardziej na miejscu, że są momenty, kiedy muszę być sama i dać sobie odpocząć, bo bym zwariowała.
    Kiedy mój synek był noworodkiem, płakał przez cały czas. Lekarze kręcili głowami, mówiąc „takie się pani dziecko trafiło”, a ja wszystko robiłam w biegu. Jadłam w biegu, kąpałam się w biegu, rano ubierałam się w to, co leżało pod ręką. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że to nie tak miało być. Że zgubiłam radość z bycia mamą małego człowieczka, a zaczęłam działać jak automat. Karmienie, przewijanie, kąpiel, szybka kolacja, drzemka, karmienie.
    Zrozumiałam, że nie muszę być ze wszystkim sama. Że czasami muszę wyjść na zakupy, na plotki, do fryzjera. Że nie mogę bać się prosić o pomoc. Nie muszę być idealna i czasami powinnam myśleć o sobie.

  • mika19
    18 maja 2014 at 22:04

    (cierpliwość+motywacja +wiedza) x wysiłek +wytrwałość do kwadratu = SUKCES
    Wygrały marzenia…

  • Daria Dominika
    18 maja 2014 at 22:22

    Macierzyństwo nauczyło mnie przede wszystkim Wyrozumiałości i Tolerancji.
    Po pierwsze wyrozumiałości wobec mojego Maluszka. Nauczyłam się, że nie będzie tak jak ja chcę. Czasem, owszem, to ja zadecyduję o planie dnia, ale zdecydowanie częściej zadecyduje o nim moja Żabka. I nic nie zrobisz, trzeba zaufać i być wyrozumiałym. Gdy ma potrzebę „pocyckać” trzeba być wyrozumiałym, pewnie nie bez powodu ma taką potrzebę. Spacer przecież może poczekać.
    Po drugie, nauczyłam się wyrozumiałości wobec innych rodziców. Każda mama zawsze ma rację i wie najlepiej co jest dobre dla jej dzieciaczków. Ja nie mam prawa nikogo oceniać, a już tym bardziej pouczać! Precz z „dobrymi” radami! Zanim zostałam mamą, zdarzało mi się pomyśleć: „Spać z dzieckiem? Paranoja!”.. A teraz nie wyobrażam sobie, aby nasza Żaba teraz przeniosła się gdzieś poza nasze łóżko..
    A na końcu, wyrozumiałości wobec samej siebie. Nie muszę być super nianią i perfekcyjną panią domu! Można sobie odpuścić, a podłoga nie zawsze musi być czysta!

  • Hania
    18 maja 2014 at 22:44

    Trudne pytanie, niełatwa odpowiedź 😉
    Bo to moje macierzyństwo to ciągle mnie właściwie uczy…
    Uczy mnie, że odkąd w mojej głowie zaczęła kiełkować myśl, by zostać mamą, wzięłam na siebie odpowiedzialność za nowe życie. Podczas ciąży nauczyło mnie radości, uśmiechu i pogody ducha jeszcze większej, niż miałam wcześniej. A od dnia porodu bycie mamą uczy mnie i pokazuje, że tak naprawdę to i ja i moje dziecko mamy do „wykonania” konkretny plan. Od początku uczymy się siebie nawzajem, poznajemy swoje emocje i uczucia, poznajemy swoje potrzeby, swoje mocne i słabe strony. Można powiedzieć, że wraz z narodzinami mojej Córki narodziłam się też nowa ja. Tak samo, jak Marysia poznaje świat i wszystko co ją otacza, tak samo ja na nowo poznaję świat z jej perspektywy. Przed nami długa droga, wiele wspólnych doświadczeń i tak naprawdę pewna niewiadoma. Ale mimo zmęczenia, niewyspania, a czasami i niemocy, wiem, że warto podejmować tę naukę każdego dnia.

  • aniajm
    18 maja 2014 at 23:47

    Nie wiem czy się łapie, bo u mnie jest godzina wczesniej… Nie ważne…

    Macierzyństwo nauczyli mnie wiary. W siebie, we własne możliwości. W męża – jego wsparcie i miłość. W córkę- bo to ona lepiej niż poradniki i lepiej niż ja wie, kiedy jest gotowa zrobić krok w przód, a kiedy w tył. Nauczylo mnie też, by niczego nie brać za pewnik i nie polegać tylko na intuicji, a tę popierać wiedzą.

Skomentuj AgataF Anuluj pisanie odpowiedzi