Czytając Pani wpis o kryzysie laktacyjnym przypomniałam sobie te wszystkie dni „kryzysowe” dni.
Jestem mamą już 8 miesięcznego Pawła. Jest on moim pierwszym dzieckiem i od samego początku ciąży a nawet wcześniej byłam nastawiona na karmienie piersią, sama byłam karmiona 3 lata przez mamę, więc myślałam, że to nic trudnego, ale może dzięki temu moje zawzięcie, co do karmienia piersią doprowadziło, że nie wyobrażam sobie innej formy karmienia.
Kiedy miałam pierwszy kryzys, wsparcie narzeczonego było tu kluczowe, bo to on mnie wspierał i mówił, że dam radę. Mały urodził się dość spory 4,080 kg od początku dużo jadł a przynajmniej potrzebował, niestety jak w większości szpitali u nas zakres wsparcia laktacyjnego jest nikłe do tego stopnia ze do wyjście, że szpitala nie wiedziałam czy dobrze przykładam dziecko do piersi, nie mówiąc, że mały stracił na wadze dokarmiali go a mi mówili, że nie mam pokarmu.
Ok szybko w Internet i co tu robić żeby mieć niestety małego zabrali na lampę gdzie też go dokarmiali, teraz wiem ze mogłam normalnie chodzić karmić każdy uczy się na błędach. Kiedy był pod lampa dostałam nawał. Tak, że laktator i heja, co 2 godziny odciągałam tyle tylko żeby poczuć ulgę. Rano już miałam małego i ładnie poszło.
Wróciliśmy do domu i tak.. To był pierwszy kryzys dwa dni oczy na zapałkach spalam po 3 -4 godziny. Myśli o mleko modyfikowane były takie ze już stawały się faktem, ale ze wiedziałam, że nie mogę, bo postawiłam sobie jakiś cel mówiłam sobie jeszcze trochę jak jutro będzie tak samo to dam mleko modyfikowane. I trwało to dwa dni i byłam dumna, że nie musiałam dać mleko modyfikowane, bo mały zaczął jeść ładnie, zasypiał sobie i siedział 40 min a nie ponad godz. przy piersi, więc był sukces.
To moim zdaniem był największy kryzys w moim karmieniu piersią gdzie wsparciem i to ogromnym był mój partner, który mnie karlim, wspierał a zarazem kibicował i wierzył, że dam radę.
Oczywiście były później inne kryzysy mniej więcej w okresach jak wspominała Pani w artykule, ale trawy 2 3 dni i po prostu mały sobie wisiał na piersi dłużej. Jestem oddana dziecku i jestem przy nim cały czas, więc nie było to dla mnie jest problemem. Pewnie nie jeden jeszcze przed nami, ale pisałam się na to wszystko z czystym sumieniem.
Jedyne, co mnie denerwuje to, że wsparcie laktacyjne w szpitalu jest tragiczne a nawet można powiedzieć, że w ogóle go nie ma. I nie tylko tu u mnie. Przykre jest też to, że lekarze bez diagnozowania zalecają mleko modyfikowane a nawet nie pokierują do podorani laktacyjne.
Natalia
Dziękuję Ci Natalio, za to, że zechciałaś podzielić się swoją opowieścią!
Tymczasem my zbliżamy się już od końca naszego cyklu w tym roku. Przed nami jeszcze jedna historia – kończąca Wasze opowieści. Możecie przysyłać swoje historie do końca miesiąca listopada na adres almamater@hafija.pl.
W grudniu ostatnia historia oraz Wasze „Sto pytań o karminie piersią” w PDF do pobrania ukaże się na blogu.
Jeżeli macie pomysły na kolejne „trudne” tematy, które warto poruszyć i o których chciałybyście napisać to koniecznie dajcie znać!


Komentarze