Kiedy to się skończy?


Kiedy spotykam się z kobietami – matkami, bardzo często słyszę to pytanie: „Kiedy to się skończy?” często zaraz przed pytaniem słyszę komunikat „Nagle moje dziecko zaczęło…

Jeżeli jest coś, czego nauczyło mnie macierzyństwo, czy też całe rodzicielstwo, to tego, że jest ono jedną wielką zmienną. Malutkie dzieci rosną, rozwijają się i zmieniają w tempie ekspresowym. Jednego dnia maluch leży i nie kuma, co się dzieje, a drugiego szczerzy buzię do mamy i woła „Gugugu”. Im starsze dziecko, tym zmiany następują wolniej i są bardziej długotrwałe. Popatrzmy na siebie. Dorośli ludzie zmieniają się powoli i w długich bardzo odstępach czasu. A dzieci? Dzieci cały czas się rozwijają i zmieniają i jest to proces szokująco nieprzerwany i szybki. Budują charakter, poznają świat. A zmiany w dzieciach bywają nagłe i duże.

Nie inaczej jest w sferze karmienia piersią. Wiedzcie jednak, że wiedza o zmianach, które następują nie sprawi, że będzie lżej, czy że będą miały na nas mniejszy wpływ. Niestety – tak to nie działa.

Boimy się, że zmiana może wyjść na gorsze. To naturalne. Boimy się nieprzespanych nocy, zmęczenia, braku czasu dla siebie, utraty kontroli nad uporządkowanym światem. Nikt nas nie pyta czy mamy odwagę stanąć twarzą w twarz z kolejną zmianą naszego dziecka. Po prostu musimy i koniec, a to bywa, sama w sobie, przerażająca perspektywa.

Bardzo często od mam karmiących piersią dostaję wiadomości takiej treści:

 

„Rany boskie Agata jak ja mam dość! Jak on się budzi w nocy na mleko to ja po prostu mam ochotę sobie wydrapać oczy! Jestem okropnie zła, nosi mnie, klnę pod nosem.”

Myślę, że jest to dobry moment na moje #wstydliwewyznania

Jak wiecie, karmienie piersią dziecka było dla mnie naturalne i uważam, że był to magiczny czas dla nas obojga. Bardzo się cieszę, że udało mi się z sukcesem karmić piersią moje dziecko, ale nie znaczy to, że nigdy nie miałam kryzysu czy wątpliwości. Myślę, że każda z nas karmiących to ma, albo prędzej czy później to nastąpi.

Były momenty w moim karmieniu piersią, kiedy sunąc do dziecka, które się przebudziło, wyrwana w połowie pracy, którą nadrabiałam, w połowie kąpieli, w połowie lektury, w połowie wizyty w toalecie, klęłam po nosem. „Nosz k@#*a mać. Kiedy to się k*&#a skończy?!”. Były dni, kiedy prawie rozpadałam się z dzieckiem przy piersi myśląc „No nie skończę tej pracy, no nie zrobię tego projektu, no chcę tylko obejrzeć ten odcinek do końca no!”. Ale było też coś, co mnie wtedy ratowało. Myśl, która sprawiała, że złość była mniejsza. To nadal działa, długo po tym jak przestałam karmić. Nadal mam chwile w rodzicielstwie, które podnoszą mi ciśnienie. W takich chwilach powtarzam sobie jak mantrę „To minie szybciej niż myślisz”. Kiedy patrzę wstecz na rodzicielstwo, to właśnie to, jest ta myśl, która pozwala mi zachować zdrowy rozsądek. Wszystko mija.

Wiszenie na piersi, częste pobudki, problemy związane z wyżynaniem się zębów, początkowe trudności. Wszystko mija. Niektóre problemy mijają same z siebie, ponieważ są podyktowane jakimś tam etapem rozwoju dziecka, a inne nie – inne są po prostu problemami, z którymi musimy się uporać z pomocą zewnętrzną. Tak naprawdę jakikolwiek nie byłby efekt końcowy tych zmagań, to perspektywa, która pozwala nam widzieć ich koniec jest pocieszająca i podnosząca na duchu. Kiedy widzimy koniec ciężkiej drogi, kiedy wiemy, że zmierzamy ku jakimś celom to jest nam łatwiej podejmować walkę, łatwiej pokonać niedogodności i narastające negatywne emocje. Łatwiej powiedzieć sobie: „Zobacz – tam jest twój cel, dasz radę, jeszcze chwila”. Co wykrzykuje Ewka na swoich treningach? „Dasz radę!”, „Jeszcze tylko…. razy”. Nie jest ważne, że krzyczy 80 razy a mamy zrobić 100. Widzisz koniec zmagań. Widzisz linię mety. Ktoś, kto już tam był mówi do ciebie: „Tam jest koniec i tam będzie już lepiej, łatwiej, inaczej”.

Jednym z najbardziej pocieszających dla mnie słów, jakie usłyszałam od bliskiej mi osoby, która pewien etap macierzyństwa miała już za sobą było „To wszystko minie i znów będzie łatwiej”.

To prawda. Rozsiewam tą radosną nowinę jak szalona ogrodniczka rozrzucająca nasiona w ogrodzie gdzie popadnie.

„Jestem z tobą! To minie! Będzie inaczej! Wszystko się zmieni! Jeszcze wiele lepszych chwil przed Tobą”

Ku mojej uciesze, ku pokrzepieniu często piszecie potem, że dałyście radę, że już jest dobrze, że warto było lub że dałam Wam nadzieję na zmianę, albo, że nie dałyście rady, że się coś nie udało, ale to jest też zmiana, która przyszła i sprawiła, że czujecie się lepiej.

Górki i dołki w macierzyństwie mijają. Raz jest lepiej raz jest gorzej. Rzadko, kiedy jest tak samo jak było, ale życie płynie dalej. Macierzyństwo ewoluuje, dzieci rosną i zmieniają się nieraz całkowicie. A my wychodzimy z ciężkich chwil bogatsi o wiedzę i łatwiej nam kolejne trudności pokonać, a życie znów jest dobre…

 

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

54 komentarze

  • Sadystka-karmiąca
    20 marca 2016 at 20:00

    cytat wycięty z dzisiejszego planu dnia -.- aż wstyd, ale tak było 🙁

    • Olga
      2 maja 2016 at 17:18

      Przy pierwszym dziecku myślałam, że „złe chwile” będą już na zawsze, a wszystko co dobre się skończyło. Dopiero wraz z mijającym czasem, kiedy przekonywałam się, że trudności są chwilowe, zaczynałam łapać sił i chęci do zmagania się z kolejnymi wyzwaniami. „To mija” – magiczne hasło które podnosi z kolan w najgorszych momentach macierzyństwa. Teraz przy drugim dziecku powtarzam to sobie milion razy dziennie. I tylko to daje mi nadzieje że dam radę!

  • Asia
    20 marca 2016 at 20:14

    Jeju! Mam tak samo! Kolejna noc, kiedy Mały chce jeść, a ja zaspana wpół myślę sobie „niech to się już skończy”!
    A rano, z dziką satysfakcją myślę sobie – dałam mu to, co najlepsze, a przecież to nie będzie trwało wiecznie. Kiedyś się wyśpię. Bo to wszystko mija – karmienie mlekiem, kolki, ząbkowanie, guganie, mruczenie, ani się nie obejrzę a mi trzaśnie drzwiami, „pa mamo, wyprowadzam się na swoje” 🙂

  • Natalia
    20 marca 2016 at 20:20

    A dla mnie to „wszystko mija” jest dość smutną obserwacją. Każdego dnia patrzę na mojego syna, widzę, jak szczerzy się do mnie swoim niespełna trzymiesięcznym, bezzębnym, najpiękniejszym uśmiechem, to widzę, że jest najszczęśliwszy na świecie i myślę, że wszystko mija. I kiedy przychodzi, a czasami przychodzi, moment trudny, kryzysowy, kiedy przychodzą myśli „nosz zaśnij już”, „no i czemu płaczesz”, „Boże, jak bym chciała w końcu się porządnie wykąpać”, „kiedy w końcu wyjdę z domu na dłużej, niż dwie godziny…” to wtedy też przypominam sobie, że wszystko mija. To wszystko minie szybciej, niż myślę. Niestety.

    I każdego dnia już tęsknię do poprzedniego.

    • Asia
      20 marca 2016 at 20:52

      „I każdego dnia już tęsknię do poprzedniego” – pięknie napisane. Nam minęło już osiem miesięcy i chwytam się na tym, że patrząc na Małego, pytam: dlaczego, dlaczego tak szybko?

    • iz
      20 marca 2016 at 21:15

      O, ja też tak mam 🙁 „to minie” doprowadza mnie do łez. Syn zaraz kończy rok, córka ma siedem, kolejnych synów i córek nie planuję i kiedy patrzę, jak mi tak szybko rosną to strasznie mi smutno. „to minie” i pójdą w świat, „to minie” i dom ucichnie i choć tak strasznie czasem marzę o.ciszy, o przespanej nocy, o swoich sprawach, to wiem, że „to minie”i zatesknie za tym chaosem, a najsmutniejsze jest, że to minie i juz nie wróci 🙁

    • Iza Wu
      20 marca 2016 at 21:26

      Mam to samo, Natalia, to samo…
      Mam siedmiomiesięcznego smyka w domu i czasem dopada mnie myśl „kiedy to minęło?”. Dziecko, które jeszcze niedawno nie potrafiło się przekręcić z plecków na brzuszek, teraz próbuje… chodzić. Nieśmiało już, niczym przebiśniegi, pokazują się białe kreseczki w dolnych dziąsłach i zaraz zniknie ten rozbrajający, bezzębny uśmiech.
      Łapię się na tym, że odczuwam pewną tęsknotę, ale górę bierze jednak ekscytacja, że ten szkrab w ciągu ostatnich kilku miesięcy dokonał tylu postępów i nie mogę się doczekać kolejnych.
      Mój Syn budzi się średnio co dwie godziny. Tylko przez półtora tygodnia swojego dotychczasowego życia przespał całą noc, ale, o dziwo, choć czasem nie pamiętam, jak się nazywam, nigdy nie miałam myśli „kiedy to się skończy?”, bo wiem, że kiedyś na pewno.
      Najważniejsze to być tu i teraz. Towarzyszyć, obserwować, dawać… Nigdy potem nie będziemy tak ważne i niezastąpione, jak teraz.

    • Monika
      19 sierpnia 2016 at 22:35

      Mój ma ponad dwa lata i dziś grał na prawdziwej perkusji… kiedy to minęło? 🙁 tak głupio teraz na wspomnienie tych tekstów w stylu: mam już tego dosyć, kiedy to się skończy etc

    • Dorota
      16 listopada 2018 at 20:14

      Ja też.

  • ania
    20 marca 2016 at 20:29

    Sama do tego doszłam, że wszystko trzeba przeczekać , wszystko z czasem mija, czas jest najlepszym „lekarstwem”☺

  • Agata
    20 marca 2016 at 20:34

    Kiedy towarzyszysz w porodzie jest tak samo, powtarzanie rodzącej, że to się skończy, że jeszcze tylko x centymetrów rozwarcia, że jeszcze dziś przytuli swoje dziecko, działa cuda z głową kobiety 🙂

  • Nika
    20 marca 2016 at 20:35

    Wszystko mija nawet najdłuższa żmija :). Karmię 2 lata i 9 miesięcy, chodź ostatnio jest to coraz rzadsze, zdarzają się wieczory, że młody zasypia przy czytaniu książek. I jest mi żal, że to się kończy, że już nie poprosi o mleko i nie uśmiechnie się radośnie na widok mojej piersi i nie zawoła „Moje mleczko!”. A przecież były chwile, że myślałam muszę to skończyć, bo mam dość.

  • Pyrcia
    20 marca 2016 at 21:27

    Dziękuję za ten tekst. Miałam poczucie, że wreszcie ktoś napisał to co potrzebowałam przeczytać/ usłyszeć. Z takim myśleniem łatwiej o cierpliwość. Pozdrawiam ciepło.

  • Ajuto
    20 marca 2016 at 21:35

    Właśnie 5 raz próbowałam wstać odkleiwszy 21 miesięczną córkę od piersi. Córka ta „zasypia”, ale jak tylko wstanę z łóżka od razu oczy jak 5 złoty i ryk na cały dom. W desperacji ze łzami w oczach, bo praca czeka, kładę się z powrotem, odpalam fb, a tu taki wpis. Z tym, że ja już naprawdę nie mogę i płakać mi się chce, bo nie potrafię jej odstawić od piersi. Przy redukcji ilości karmień był pisk, krzyk, podnoszenie ubrań, bicie, więc odpuściłam. Czekałam z nadzieją, że sama zrezygnuje, ale się na to w ogóle nie zanosi. A w nocy nadal min. 3 pobudki 🙁 jakoś teraz jednak trudno mi uwierzyć, że to się skończy.

    • Hafija
      20 marca 2016 at 21:37

      Przeszłam ten etap. Nie raz mi się łezka w oku kręciła. Pamiętam, że kilka ładnych dni z dzieckiem dyskutowałam o tym, że tak dalej nie dam rady. Minęło! Naprawdę minęło!

    • Paulina
      20 marca 2016 at 22:20

      22 miesiące i jakbym czytała o nas…. ściany się trzęsą jak nie dostanie „mniaaaam” w nocy, a 3 pobudki to niestety ta lepsza noc, która nie zdarza się zbyt często, prawda?

      Dyskusje niestety nic nie dają bo drze się w niebogłosy aż nie padnie po czym po pół godziny jedzie od nowa. Nie mam sumienia tego słuchać, może z niektórymi dziećmi da się dyskutować jak mają półtora roku, a z innymi dopiero jak mają 2,5. Chciałam z nią rozmawiać, traktować jak pełnoprawną osobę, ale z drugiej strony jak ja się czuję w tej sytuacji..? Nienawidzę słowa terror używanego w kontekście dzieci, ale chyba właśnie zaczynam się czuć terroryzowana wrzaskiem o cysia, zmęczona, niechętna, z poczuciem że kazde jej mlaśnięcie wywołuje u mnie falę złości.

      I wiem że to się skończy, ale szczerze na prawdę nie mogę się doczekać. Szkoda będzie tych miłych, słodkich dziennych karmień i wyjątkowego rodzaju tulenia, ale litości, za tymi nocami, niekończącym się koszmarem, który trwa od dwóch lat i ani jedna noc nie była przespana za tym że jestem dla niej niemiła, za wyrzutami sumienia, za porannym „zostaw mnie” za poczuciem że nie mogę na nią patrzeć NIGDY nie zatęsknię i niestety wiedza, że to minie nie dodaje siły… nic nie dodaje, jest 22.00 a ja na samą myśl że mam zaraz się położyć na te kilka drzemek obok niej najchętniej zwinęłabym się w kłębek na wycieraczce czy gdziekolwiek i zasnęła jak normalny człowiek na 8 godzin.

      Jak zakończyć to karmienie bez wsparcia partnera i bez awantur ze strony Młodej.. tak bardzo chciałam żeby to wyszło naturalnie, łagodnie, za jej zgodą.. a jest co raz gorzej 🙁

    • Da Wu
      21 marca 2016 at 00:08

      Paulina, nie jestem specjalistką, ale wydaje mi się, że jeśli dziecko słyszy „zostaw mnie” gdy chce piersi to tym bardziej będzie o nią walczyło, ponieważ karmienie staje się czymś niezwykłym „czego mama nie chce mi dać” i o co trzeba walczyć. Dzieci raczej nie rozumieją dlaczego nie chcemy im czegoś dać, a jeśli dodatkowo próbujemy zabrać to siłą, to tym bardziej się tego domagają.
      Również mam córkę (11 miesięcy i też karmię piersią :)) i oczywiście też miewam kryzysowe dni, kiedy to wszystko jest nie tak jak być powinno. Pamiętam, że u nas przez jakiś czas był problem ssania palca i ustąpił on dopiero jak wyluzowałam i przestałam zwracać na to uwagę.
      Spróbuj może przy kolejnym domaganiu się córki o pierś podejść do tego spokojniej i przy każdej możliwej okazji przytulaj małą, bo ona najpewniej potrzebuje Twojej uwagi i czułości. Nie miej też jej za złe, że domaga się Twojej uwagi, jesteś w końcu dla niej wzorem i autorytetem 🙂 Wydaje mi się, że po jakimś czasie córcia się uspokoi i nie będzie już tak mocno się domagać piersi (chociaż wiadomo że dzieci są różne). Jeśli Ty będziesz spokojniejsza to i ona będzie grzeczniejsza (a przynajmniej u nas zauważyłam, że jak ja mam gorszy dzień to i moja córa robi wszystko na przekór).
      Bądź dobrej myśli, bo karmienie na pewno się skończy, a nim się obejrzysz Twoja córka dorośnie i zacznie żyć własnym życiem.

    • Monika
      19 sierpnia 2016 at 22:40

      Mam podobnie. I szczerze powiem ze jakoś źle się z tym czuję. Jakaś taka nieudolna. Bo ciężko mi już karmić (26 mies) i męczę się przy tym, a jednak nie chce się odstawić. Może faktycznie minie? Nie dajmy się przygnębieniu 🙂

    • Ania
      20 sierpnia 2016 at 18:50

      Mam tak samo. Synek 16 mcy i wisi pol nocy na cycu i w ciagu dnia kilkanascie razy się cyckoli… Jak dobrze, że jest ten blog bo już tyle razy miałam wątpliwości- tym bardziej że rodzina i lekarze twierdzą że mu robię krzywdę bo przez pierś spożywa za mało innych pokarmów i ma niedobór żelaza. A on jest przeszczęśliwy jak tylko może sobie possać i nie chcę mu tego odbierać aż sam zdecyduje że już koniec.

    • Mantissa
      17 lutego 2017 at 01:51

      Jakbym czytała o sobie i swoim synu. Za dwa tygodnie 2 latka i nie ma opcji żeby ograniczyć ilość karmien. No nie da nie. Ryk, pisk, wymuszanie. Wielkim wysiłkiem odwroce jego uwagę i za 5 minut powtórka z rozrywki. Póki co się poddałam. Może jak będzie cieplej, będziemy więcej na dworze to uda się jakoś ograniczyć w dzień a później pomyślimy nad nocą. 🙂

    • Monika
      10 maja 2017 at 14:22

      Pani Paulino, jak dalej się potoczyła Pani historia?

    • Jozia
      24 października 2017 at 21:45

      Jak bardzo Cię rozumiem, też już bym chciała powoli odstawić i mam wrażenie że im bardziej staram się tym mniej mi wychodzi. Mam wrażenie że będę go karmiła dopóki nie pójdzie do szkoły bo poprostu nie potrafię

  • Mammma
    20 marca 2016 at 21:56

    W trudnych chwilach z moimi dziećmi dokładnie to sobie powtarzałam, że ”to minie”. Szkoda, że dopiero przy drugim maluchu naprawdę w to uwierzyłam i dawało mi to siłę. Bo przy pierwszym miałam jednak chwile zwątpienia i pytałam sama siebie ”czy to się kiedyś skończy???”. Ale dla dzieci warto przejść przez każdy kryzys i doświadczyć choćby tysiąca takich niełatwych momentów!

  • Alicja - o chłopcu i
    20 marca 2016 at 22:18

    „Pamiętaj to sie skończy ! To nie bedzie trwało wiecznie ! ” tymi słowami uratowała mnie położna w czasie drugiego porodu 🙂 gdy wydawało mi sie, ze szybciej umrę niż urodzę te słowa były jak kopniak … I teraz gdy ośmiomiesięczna Zuza ma gorsze chwile cały czas sobie to przypominam i … Nawet juz żałuje 😉

  • Ola Nie
    20 marca 2016 at 23:10

    Karmię prawie 3-latka. Karmienie piersią można by narysować na wykresie – SINUSOIDA 😉
    Jak teraz nasze karmienie wygląda? Rano i wieczorem po kilka minut, czasem nawet minuta. Prawie jakby go nie było. Dziś usłyszałam „piśne mlecko” 🙂 Upajam się tymi chwilkami, bo już czuję, że to ostatnie…
    Ale nie zawsze tak było, oczywiście. Miałam dość. Jeszcze nie tak dawno! Minionego lata Mały miał już ponad 2 lata i nagle mu się załączyła „opcja noworodka” – przysięgam, ale domagał się cycka co 15 minut, godzina spokoju to już było dużo…myślałam, że oszaleję! Zwłaszcza, że tak duże dziecko jest już dość sugestywne, i czego mu nie chcą dać – chce wziąć samo. Nie wiem ile razy dziennie próbowałam go spławiać, do kibla się nawet chowałam i bałam wyjść. Bałam się usiąść, bo jak tylko usiadłam, to on już leciał na kolana – i do cycka. Trwało to może ze 2ms. Wytrwałam dzięki wiedzy i zrozumieniu – racjonalizowałam sobie, że skoro się tak domaga, to potrzebuje. I rzeczywiście – jak się skończyło, to po jakimś czasie zaskoczyłam, że mu sie to załączyło po jelitówce. No i było – minęło.
    Teraz karmię, jak napisałam. I wiecie co…choć wakacje były raptem kilka miesięcy temu, to mnie się wydaje, że minęło tyyyyleeee czasu, gdy tak było. I choć w tej opcji „rano i wieczorem” jesteśmy od niedawna – może ze 3ms, to mnie się zdaje, jakby to już tak było od dawna. Słowem – to jest ciężkie w danej chwili, ale gdy mija, szybko się zapomina. Tak samo jak 3 miesiące kupy w majtkach po odpieluchowaniu 😛

  • Asia bloguje o prezentach
    20 marca 2016 at 23:18

    Wielka prawda! Prawda, która ratowała mnie gdy na początku Amelka nie chciała zasypiać przed 23 albo 1 w nocy i tylko na rękach i nie dawała się odłożyć do łóżeczka. Bo po 3 latach z Olą wiedziałam właśnie, że każda faza, jakkolwiek by nie była trudna minie, przyjdzie następna, czasem może nawet trudniejsza, ale inna, tamta minie 🙂

  • Gosia
    21 marca 2016 at 09:03

    „Pamiętaj, to się skończy” to jedna z dwóch mantr na uspokojenie, które powtarzam sobie od czasu do czasu. Druga to: „on w końcu kiedyś zaśnie. MUSI zasnąć.” 😀
    Ale muszę się przyznać, że ja nie żałuję minionego czasu. Nie cofnęłabym się do momentu, gdy syn miał 3 miesiące. Teraz jest bardziej rozgarnięty, bardziej kontaktowy i każdy dzień przynosi nam coś ciekawego. No i w nocy nie budzi się już co godzinę. Tylko co półtora 😀

  • mamusia
    21 marca 2016 at 11:24

    Właśnie te słowa „To kiedys minie” powtarzalam sobie w trudnych sytuacjach. A przyznam , że było cieżko, bo 400 km od rodziny, bez zadnego wsparcia najbliższych. Najgorzej było gdy była malutka i non stop chciala byc przy piersi, gdy plakala jak tylko jej ta piers wyciagalam z buzi…. Czekalam tylko na powrot męża z pracy… Pierwsze 2 miesiace po urodzeniu dziecka wspominam najgorzej, potem z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej. Dziecię oduczyło się wiszenia na cycu, nie plakalo calymi dniami, usmiechalo sie jak aniolek, spalo na spacerze. Z kilku pobudek w nocy zrobiły się dwie. Mamusie badzcie dzielne, wasze dzieci Was potrzebują i jesteście dla nich najważniejsze na świecie. Czy jest cos piekniejszego?

  • Mammma
    21 marca 2016 at 11:54

    Do Paulina: Ja nie jestem ekspertem, ale jeśli to karmienie męczy Cię tak bardzo, że generuje w Tobie takie uczucia w stosunku do córeczki, to chyba warto wziąć się w garść i je jednak zakończyć. Jeśli odmówisz córeczce piersi w tym wieku to na pewno jej nie skrzywdzisz. Będzie walczyć, bo maluchowi trudno rozstać się z czymś do czego się przyzwyczaiło. Ale jeśli będziesz konsekwentna, to naprawdę Twoja córka w końcu to zaakceptuje. A wydaje mi się, że to uzdrowi Twoją relację z córeczką i jak osiągniecie sukces to spojrzysz na nią bardziej przychylnie:)

  • hania
    21 marca 2016 at 18:24

    Skończyłam karmic jak mała miała 6 tygodni. Nigdy wcześniej i nigdy później nie doswiadczylam czegoś tak okropnego. Nie chciałam patrzeć na mój olbrzymi biust, z którego ciągle ciurkiem lecialo mleko, na to, że w nocy muszę przebierać się ja, mąż i jeszcze.kołdrę trzeba zmienić, zę moje dziecko po każdym karmieniu płacze z bólu mimo zę odstawiłam wszystko co mogło to powodowac i ciągle.chodziłam glodna i zła, NIE LUBIŁAM własnego dziecka i tego ze wszyscy wokół za wszelką.cenę patrzą.mi.w cycki. Poszłam po mm i wow…. to było naprawdę jak objawienie. Poczułam się trochę bardziej jak człowiek, zaczęłam lubić moje dziecko i to było najważniejsze… ze kochałam je odkąd.przyszło na świat, ale polubiłam kiedy odstawiłam od piersi… Nie chce w żaden sposób dyskutować o tym, ze karmienie naturalne jest lepsze, bo to jest logiczne i wiadome dla wszystkich, którzy tu zaglądają, ale mnie nie pocieszalo to, ze kiedyś to się skończy…

    • ona33
      3 października 2018 at 09:27

      Podpisuję się pod tym. Też po 6 tygodniach odżyłam jak podałam mm. Teraz mam drugie dziecko i tu zaglądam, bo jest inaczej, teraz karmię swoim, na razie 5 tygodni, ale to sukces, bo kocham, nie mam depresji i jestem szczęśliwa. Karmię swoim odciąganym 🙂 i zaglądam tu, bo chcę się przekonać do karmienia. Mam starsze dziecko na mm chowane, zdrowe, mądre, aktywne, waga w normie i mamy magiczną więź, a przecież wg opinii to tylko kp to gwarantuje. Dlatego szukam tu informacji co mogę dać drugiemu, czego pierwsze nie otrzymało, bo dałam mm.

  • Karolina
    21 marca 2016 at 21:11

    Dziękuję za ten wpis! Jak urodziłam drugą córkę codziennie powtarzałam sobie zdanie „najdłuższa żmija mija” i ze spokojem wstawałam w nocy pierwszy raz, drugi… piąty… dziesiąty…
    I minęło, mała spała już dobrze (czytaj budziła się tylko 3 razy – dla mnie to luksus) i nagle znowu nocnym pobudkom na karmienie nie ma końca :/ Zaczęłam się zastanawiać kiedy to się skończy, co mam zrobić, żeby przestała się budzić i wtedy Ty przypomniałaś mi tę oczywistość – TO MINIE, samo, w końcu się doczekam czego i innym mamom życzę 🙂

  • Blisko Dziecka
    22 marca 2016 at 22:42

    To ja dodam jeszcze od siebie, że im mniej się staramy, im mniejszych starań dokładamy do zmiany czegoś czego mamy już dość, co byśmy chcieli zmienić tym szybciej niechciane zachowanie mija. Ot taka trochę psychologia odwrotności. Myślenie pozytywne i sama myśl, że to się kiedyś skończy pomaga 🙂

  • Hania
    22 marca 2016 at 23:39

    Wpis spadł mi jak z nieba. Synek (11 miesięcy) śpi w nocy 12 godzin, oczywiście z przerwami na mleczko. Budzi się czasem pięć, a czasem niezliczoną ilość razy. Po jakimś czasie nauczyłam się, że nieraz tylko chce się przytulić, więc przytulam, a mleczko daję, jak widzę, że szuka cycusia. Śpimy razem, więc ta ilość pobudek bardzo mi nie doskwiera, chociaż nieraz skutecznie rujnuje moje plany pracy nocną porą. Staram się to jednak przyjmować ze spokojem i pokorą, bo uważam, że nie ma w tym nic nienormalnego i wiem, że z tego wyrośnie. Czasem miewam małe momenty zwątpienia, czy aby na pewno to się skończy samo, ale po lekturze wpisu i komentarzy wiem, że to wszystko minie szybciej niż się spodziewam.

  • Mama Ania
    14 kwietnia 2016 at 23:53

    Zawsze Chciałam długo karmić…karmię już rok a dzis uslyszałam.od mojej lekarki, że to już nie jedzenie, a picie…bo mała jest wg. niej za chuda…
    A mnie tak ciężko na sercu, bo było tak trudno na początku, bo były cieżkie noce i któtkie drzemeczki w ciągu dnia… i powinnam się jednak cieszyc, ze soe udaje, tylu koleżankom się mie udało…ale ta gorycz słów pozostaje…bo gdyby była na butli….

  • Aga
    19 sierpnia 2016 at 19:44

    Tekst spadł mi z nieba….dzisiaj mam gorszy dzień. Mały miesięczniak je a po 10 minutach zaczynanpłakać. Szuka cycka, dostaje i zaraz wypliwa o znowu ryk. O tak godzina albo dwie zanim w koncu padnie. Jescze dwa dni temu bylo ok a teraz płacz podczas jedzenia i nie wiem czemu. pocieszam się tylko że to minie.

    • Kalina
      1 czerwca 2018 at 11:13

      Minie. Miałam to samo i przeszło. Także bez nerwów.

    • TakaMama
      28 czerwca 2018 at 18:51

      Minie, na pewno… ja mojego dziecia uspokajam na piłce albo po prostu chodząc z nim obok piersi i dopiero jak widzę ze jest spokojniejszy przykładam , wtedy jest lepiej.

  • Ewqa
    19 sierpnia 2016 at 20:16

    Bardzo się cieszę, że Wy, młode mamy, macie wsparcie w postaci korespondencji ‚na bieżąco’. Chciałbym krótko, ale pewnie się nie da…Mam pięcioro dzieci,średnia karmienia to nieco ponad dwa lata każde. Bywało różnie, bo każde dziecko inne… 22 lata temu urodzilam pierwsze,najmłodsze ma 4 lata. Pracowałam, dzialalam społecznie, robiłam kolejne fakultety, ale nigdy, przenigdy nie przyszłoby mi do głowy mówić czy myśleć źle o tym, co się dzieje.. Przykro mi, że tak wiele z Was posługuje się wręcz przekleństwem czy wulgaryzmem,by określić to, co czuje. Same się nakręcacie negatywnym podejściem do tej czy innej akurat trudnej sytuacji. I słowa w stylu ‚przecież to mija’… – ja sobie tak mówię, kiedy czeka mnie wizyta u stomatologa, operacja czy spotyka ogromna przykrość. Powodzenia☺

    • Jul
      16 lutego 2017 at 22:10

      Wniosek jeden – masz łatwe dzieci. Ciesz się swoim szczęściem i nie oceniaj innych. Ja nauczyłam się przeklinać dopiero przy swoim high need baby, drugie dziecko w ogóle mnie tak nie nastraja. Staram się być dobrą matką dla obojga, bo co innego mi zostało?

  • Jagoda
    19 sierpnia 2016 at 21:13

    O jak cudownie poczytać, że nie tylko ja tak mam… 🙂 Przy pierwszej córce wszystko musiało byś jak od linijki, jak mój plan dnia się sypał to i ja się sypałam. Było mi bardzo ciężko, bo każda zmiana była dla mnie szokiem, nie rozumiałam własnego dziecka. Dzisiaj, kiedy starsza córka ma 5 lat, a młodsza 7 miesięcy to jest zupełnie inaczej 🙂 Dopiero kiedy starsza miała półtora roku czy nawet dwa lata, zrozumiałam, że nie ma się co przyzwyczajać do jakiejś „stałej”, bo ta stała zaraz się po prostu zmieni. Coś, co było oczywiste, jutro będzie już tylko wspomnieniem. Tego nauczyły mnie początki macierzyństwa, dlatego teraz jest mi dużo łatwiej. Wiem, że wszystko mija. Po prostu obserwuję młodszą córkę i każdą zmianę przyjmuję z akceptacją. Jest to momentami trudne, ale… Jak sobie pomyślę, że już wiem jak szybko to mija, to robi mi się smutno. Chciałabym wziąć je obie w garść, zacisnąć pięści i zatrzymać takie, jakie są teraz, żeby nie rosły, nie uciekały mi… Pierwsza ciąża była cudowna, druga przeokropna, ale już za tym tęsknię i chyba zaczynam po cichu marzyć o trzecim dziecku, chociaż byłoby to trzecie cięcie (nie na życzenie, żeby była jasność) i tego się boję. Ech, jak dobrze, że tu trafiłam!

  • Caterina
    20 sierpnia 2016 at 06:12

    A ja chociaż jestem dopiero na początku drogi, bo mamy zaledwie 6 tyg to zawsze sobie myślę że jest masa kobiet (a w swoim otoczeniu mam kilka, którym się wciąż nie udaje, które cierpią straty ledwie zaczną się cieszyć, że w końcu się udalo zajść w ciążę) które oddalyby wszystko, mogły by nie spać, nie jeść, cierpieć przy bolesnych brodawkach, tulić, kołysać przy kolkach byle tylko mieć to Małe Szczęście przy sobie, i że czekają nas jeszcze gorsze momenty niż chwilowe zmęczenie. Więc głową do góry, pierś do przodu, noga za nogą i idziemy na przód 🙂

    • Jul
      16 lutego 2017 at 22:15

      Wiesz, 2-3 lata zarwanych nocy to nie chwilowe tylko chroniczne zmęczenie. Matka też człowiek i może się wypalić. Mam się cieszyć cudzym nieszczęściem, żeby poczuć się lepiej? Już wolę myśleć o przemijaniu.

    • Młoda
      18 lutego 2017 at 13:40

      Caterina twój komentarz jest najlepszy! Znam osobę która jak mantrę powtarza sobie „mam dwie ręce, nogi, oddycham, jestem zdrowy, jestem szczęśliwy”. Grunt to właśnie potrafić docenić to co się ma, nawet jeśli nie jest to idealne. Sama mam już 6 miesięczne maleństwo i nie powiem początki były ciężkie, mętlik w głowie, mała cierpliwość. Karmienie piersią też na początku mnie krępowało ale teraz uśmiech małej zaraz po zjedzeniu to jest coś na co warto czekać. Z usypianiem też nie jest lekko mała śpi w dzień po 45 i często budzi się ewidentnie dalej śpiąca a przy zasypianiu często jest płacz, często mam wyrzuty sumienia ale nie zawsze chce aby zasypiała przy cycku albo na rękach ale jak już usypia to też często się uśmiecha już przez sen i to jest też ten moment o którym zawsze myśle i na który czekam podczas gdy usypianie się przeciąga. Sama nieraz miałam myśl „to minie”, podczas najgorszych momentów, ale teraz zawsze podczas kryzysu przywołuje na myśl jakąś pozytywną sytuację/ myśl która wiem żę nastąpi zaraz po ustaniu nieprzyjemności

  • Mama 29
    16 lutego 2017 at 21:33

    Kurcze… a ja chyba jestem jakaś inna. Albo pobudki co godzinę z pierwszym dzieckiem pomogły mi się przyszykować do kolejnego macierzyństwa. Synek wstaje 3 lub 4 razy w nocy od 3 miesięcy. A ja za każdym razem jestem w siódmym niebie jak pochylę się aby wyciągnąć go z łóżeczka w zamian dostając piękny szczerbaty uśmiech pomimo wcześniejszego popłakiwania. Kocham to i mam nadzieję, że takich częstych pobudek w nocy będzie przed nami jeszcze wiele i jak najdłużej.
    Trudne chwile, nie zawsze minął- tego nauczyła mnie choroba starszego syna. Ale one pomagają nam uczyć się jak walczyć z przeciwnościami.

    • Mb
      21 stycznia 2018 at 21:26

      Mam dokładnie tak samo! W ciągu dnia, zaglądam do pokoju czy może JUŻ się obudził, a w nocy jak słyszę płacz, myślę NARESZCIE ;)) Syn ma 8 miesięcy, pobudki co 3H, czasem 2H, ale na szczęście jeszcze nie mam dość:)) Fakt, ma świetny charakter i ani jednego dnia nie wykorzystał całej mojej cierpliwości, zasypia sam w łóżeczku, ciągle uśmiechnięty. I oby tak dalej… 🙂 Pozdrawiam

  • Ania
    17 lutego 2017 at 07:04

    Trochę zazdroszczę mamom których dzieci same się budza.. moja Mała od samego początku nie budziła się na karmienia. Musiałam ja wybudzac co 3-4 h. Ladnie przybiera na wadze. Teraz ma 10 tygodni i wybudzam ja po 8h snu nocnego, bo boje się o swoją laktacje i tez niepokoi mnie ze tak długo może nie jesc. Czasami mam ochote jej nie budzic i zobaczyc ile bedzie spala, ale mam jakis lek ze jej to zaszkodzi. Wiec tak czy siak zawsze źle 🙂 kp i mam nadzieję że uda nam się karmic minimum rok.

  • Ania
    24 października 2017 at 19:50

    Trafiłam na egzemplarz jedzący od urodzenia poniżej 10minut. A może raczej to kwestia moich tryskających mlekiem piersi, bo 4,5kg kolos potrzebował duuużo mleczka i od początku był najedzony, w 1msc przytył 1,1kg. Do tego mały od początku przesypia noc. Złote dziecko. Nie należę do cierpliwych jednostek, więc wspaniale żeśmy się dobrali. Jednakże ząbkowanie przed nami i wszystko może się zminić. Natomiast przeklinam sporo podczas ….usypiania …. oj często pokój opuszczam żeby emocji rozładować….

  • Maria
    24 października 2017 at 20:11

    Ja już czasem opadam z sił. Córcia ma 10 miesięcy, w nocy budzi się co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście razy, zasypiania innego niż przy piersi nie uznaje. Martwię się, że ją przekarmiam, jest naprawdę puszystym dzieckiem. Dodatkowo ma ogromny apetyt i w ciągu dnia je wszystko, co ma w zasięgu ręki, po chwili popijając wszystko mlekiem.

  • Marta
    25 października 2017 at 20:36

    Z pierwszym dzieckiem było ciężko, ale minęło i z perspektywy 6 lat wydaje mi się, że dość szybko. Było dużo ciężkich chwil, ale przetrwaliśmy je. Tak też było z kp – ciężkie początki, ale nie poddałam się i karmiłam rok i 8 miesięcy. Teraz jest inaczej i wydaje mi się, że ciężej. Córka ma już 5 miesięcy. Przeżyliśmy późne zasypiania i częste pobudki, kolki, pierwsze zęby i nawet szpital. I zamiast być coraz lepiej jest niestety coraz gorzej. Moja chwila zwątpienia nadeszła i wcale nie chodzi o te 3 lub 4 razy, które muszę w nocy wstać żeby ją nakarmić. U nas najgorsze są nocne przerwy w spaniu, które trwają nawet 2 godziny. I tak już od 19 dni. Żeby jeszcze odsypiała to w ciągu dnia to nie byłoby tak źle, ale ona śpi przy cycu ewentualne drzemki trwają 15-20 minut. Straciłam już nadzieję, że kiedyś będzie lepiej, ale po przeczytaniu tego wpisu zrobiło mi się trochę lepiej – pojawiło się znów światełko w tunelu 😉 i przypomniałam sobie, że to też kiedyś w końcu minie. Dziękuję 🙂

  • Anna
    18 stycznia 2018 at 15:30

    Ratunku 😉 Córka ma 4 miesiące. Prawie od początku jadła w nocy co 4-5 godzin, a od trzech dni budzi się w nocy co dwie godziny lub częściej, w dzień też głodna co chwilę. Co mogło wpłynąć na taką zmianę? Czy jest szansa na powrót do poprzedniego trybu? Szukać doradcy? Dopiero 4 miesiące a ja już na ten post trafiłam 😉 help 😉

  • KaMa
    10 kwietnia 2018 at 09:51

    Mam dwójkę dzieci. Córka urodziła się przedwcześnie i nie oddychała samodzielnie. Nie miałam mleka, musiałam nastawiać budzik w nocy co 2 godziny i laktatorem wywoływać laktacje. Udało się. Pierś uratowała nas. Dzisiaj córka ma 6 lat i od urodzenia miała jeden antybiotyk. Wszystko minęło!
    Urodziłam w sierpniu synka. Ze szpitala wyszliśmy w październiku…Synek ma poważną wadę serca. Stres, brak snu i porządnego posiłku, szpitale w innym mieście…Walka o to by pokarmu nie stracić. I znów pierś nas uratowała. I znów minęło. Choroba syna co prawda nie minęła i nie minie, ale kiedy budzi się co chwila w nocy, nawet do głowy mi nie przyjdzie by zamiast piersi dawać mu wodę lub smoczek.
    Jestem mamą przede wszystkim i nikt inny nie może mu dać tego co ja.

  • Ania
    27 czerwca 2018 at 20:27

    Miałam tak samo.. jak bym czytała swoje myśli.. a najśmieszniejsze dla mnie w tej chwili jest to ze tak bardzo tęsknie za karmieniem córki, nawet za tymi chwilami.. aż sama się niespodziewalam.. zwłaszcza ze do decyzji o końcu karmienia zmusila mnie sytuacja, ale za 5 miesięcy będę miała możliwość znowu rozpocząć ta fantastyczna przygodę z drugim maleństwem 🙂

skomentuj