Kiedy spotykam się z kobietami – matkami, bardzo często słyszę to pytanie: „Kiedy to się skończy?” często zaraz przed pytaniem słyszę komunikat „Nagle moje dziecko zaczęło…

Jeżeli jest coś, czego nauczyło mnie macierzyństwo, czy też całe rodzicielstwo, to tego, że jest ono jedną wielką zmienną. Malutkie dzieci rosną, rozwijają się i zmieniają w tempie ekspresowym. Jednego dnia maluch leży i nie kuma, co się dzieje, a drugiego szczerzy buzię do mamy i woła „Gugugu”. Im starsze dziecko, tym zmiany następują wolniej i są bardziej długotrwałe. Popatrzmy na siebie. Dorośli ludzie zmieniają się powoli i w długich bardzo odstępach czasu. A dzieci? Dzieci cały czas się rozwijają i zmieniają i jest to proces szokująco nieprzerwany i szybki. Budują charakter, poznają świat. A zmiany w dzieciach bywają nagłe i duże.

Nie inaczej jest w sferze karmienia piersią. Wiedzcie jednak, że wiedza o zmianach, które następują nie sprawi, że będzie lżej, czy że będą miały na nas mniejszy wpływ. Niestety – tak to nie działa.

Boimy się, że zmiana może wyjść na gorsze. To naturalne. Boimy się nieprzespanych nocy, zmęczenia, braku czasu dla siebie, utraty kontroli nad uporządkowanym światem. Nikt nas nie pyta czy mamy odwagę stanąć twarzą w twarz z kolejną zmianą naszego dziecka. Po prostu musimy i koniec, a to bywa, sama w sobie, przerażająca perspektywa.

Bardzo często od mam karmiących piersią dostaję wiadomości takiej treści:

 

„Rany boskie Agata jak ja mam dość! Jak on się budzi w nocy na mleko to ja po prostu mam ochotę sobie wydrapać oczy! Jestem okropnie zła, nosi mnie, klnę pod nosem.”

Myślę, że jest to dobry moment na moje #wstydliwewyznania

Jak wiecie, karmienie piersią dziecka było dla mnie naturalne i uważam, że był to magiczny czas dla nas obojga. Bardzo się cieszę, że udało mi się z sukcesem karmić piersią moje dziecko, ale nie znaczy to, że nigdy nie miałam kryzysu czy wątpliwości. Myślę, że każda z nas karmiących to ma, albo prędzej czy później to nastąpi.

Były momenty w moim karmieniu piersią, kiedy sunąc do dziecka, które się przebudziło, wyrwana w połowie pracy, którą nadrabiałam, w połowie kąpieli, w połowie lektury, w połowie wizyty w toalecie, klęłam po nosem. „Nosz k@#*a mać. Kiedy to się k*&#a skończy?!”. Były dni, kiedy prawie rozpadałam się z dzieckiem przy piersi myśląc „No nie skończę tej pracy, no nie zrobię tego projektu, no chcę tylko obejrzeć ten odcinek do końca no!”. Ale było też coś, co mnie wtedy ratowało. Myśl, która sprawiała, że złość była mniejsza. To nadal działa, długo po tym jak przestałam karmić. Nadal mam chwile w rodzicielstwie, które podnoszą mi ciśnienie. W takich chwilach powtarzam sobie jak mantrę „To minie szybciej niż myślisz”. Kiedy patrzę wstecz na rodzicielstwo, to właśnie to, jest ta myśl, która pozwala mi zachować zdrowy rozsądek. Wszystko mija.

Wiszenie na piersi, częste pobudki, problemy związane z wyżynaniem się zębów, początkowe trudności. Wszystko mija. Niektóre problemy mijają same z siebie, ponieważ są podyktowane jakimś tam etapem rozwoju dziecka, a inne nie – inne są po prostu problemami, z którymi musimy się uporać z pomocą zewnętrzną. Tak naprawdę jakikolwiek nie byłby efekt końcowy tych zmagań, to perspektywa, która pozwala nam widzieć ich koniec jest pocieszająca i podnosząca na duchu. Kiedy widzimy koniec ciężkiej drogi, kiedy wiemy, że zmierzamy ku jakimś celom to jest nam łatwiej podejmować walkę, łatwiej pokonać niedogodności i narastające negatywne emocje. Łatwiej powiedzieć sobie: „Zobacz – tam jest twój cel, dasz radę, jeszcze chwila”. Co wykrzykuje Ewka na swoich treningach? „Dasz radę!”, „Jeszcze tylko…. razy”. Nie jest ważne, że krzyczy 80 razy a mamy zrobić 100. Widzisz koniec zmagań. Widzisz linię mety. Ktoś, kto już tam był mówi do ciebie: „Tam jest koniec i tam będzie już lepiej, łatwiej, inaczej”.

Jednym z najbardziej pocieszających dla mnie słów, jakie usłyszałam od bliskiej mi osoby, która pewien etap macierzyństwa miała już za sobą było „To wszystko minie i znów będzie łatwiej”.

To prawda. Rozsiewam tą radosną nowinę jak szalona ogrodniczka rozrzucająca nasiona w ogrodzie gdzie popadnie.

„Jestem z tobą! To minie! Będzie inaczej! Wszystko się zmieni! Jeszcze wiele lepszych chwil przed Tobą”

Ku mojej uciesze, ku pokrzepieniu często piszecie potem, że dałyście radę, że już jest dobrze, że warto było lub że dałam Wam nadzieję na zmianę, albo, że nie dałyście rady, że się coś nie udało, ale to jest też zmiana, która przyszła i sprawiła, że czujecie się lepiej.

Górki i dołki w macierzyństwie mijają. Raz jest lepiej raz jest gorzej. Rzadko, kiedy jest tak samo jak było, ale życie płynie dalej. Macierzyństwo ewoluuje, dzieci rosną i zmieniają się nieraz całkowicie. A my wychodzimy z ciężkich chwil bogatsi o wiedzę i łatwiej nam kolejne trudności pokonać, a życie znów jest dobre…

 

Kategoria:

karmienie piersią,