Karmienie piersią po cesarskim cięciu


Wiele mam po zabiegu cesarskiego zakończenia ciąży doświadcza problemów z karmieniem – wiele z mam nie ma żadnych trudności. Jak to jest z karmieniem po cesarce?

Dużo zależy od tego czy cesarka była planowana, nagła, czy po początku porodu fizjologicznego, czy akcja skurczowa w ogóle nie miała miejsce, czy ciąża jest donoszona czy wczesna.

Przede wszystkim jeżeli w ciąży doświadczyłaś wycieku mleka to znak, że na pewno masz mleko, jeżeli jednak nie poczułaś wypływu mleka w ciąży to wcale nie oznacza, że mleka nie ma – z największym prawdopodobieństwem jesteś w stanie go produkować.

Kiedy dziecko się urodzi, a łożysko opuści macicę to następuje ogromny skok prolaktyny w organizmie. To m.in. ona odpowiada za początek produkcji mleka. Jeżeli dołożymy do tego dziecko położone skóra do skóry na piersiach mamy i ssące pierś to ogromna fala hormonów zalewa ciało mamy i produkcja mleka rusza.

Jak widzicie wszystkie elementy te z największym prawdopodobieństwem będą miały miejsce podczas porodu zarówno fizjologicznego jak i cesarskiego cięcia (kontakt skóra do skóry w niektórych polskich szpitalach bywa utrudniony lub co gorsza niepraktykowany). Jeżeli urodzimy w dobrym szpitalu to już po wyjęciu dziecka z brzucha mamy możemy dostać je na piersi i cieszyć się wzajemną bliskością. W wielu polskich szpitalach bywa różnie, mamy są bez powodu oddzielane od dzieci, zabierane od razu po wyjęciu, dopychane butlą w nocy „żeby mama sobie odpoczęła” – taki ciemnogród. Nie pozwala się im na kontakt skóra do skóry, ani na pierwsze najważniejsze karmienie. Z góry zakłada się, że mama po CC mleka nie ma i trzeba dziecko zapchać sztucznym pokarmem – a przecież już dwudziestoparo tygodniowe dzieci mogą przeżyć tylko na mleku mamy. 

Do przystawienia dziecka po cesarskim cięciu po porodzie często potrzebna jest pomoc. Czy to będzie położna, czy partner, czy mama. Warto zadbać o wygodną pozycję, bo szwy będą bolały.

Jedną z wygodniejszych pozycji do karmienia jest pozycja na boku. Jest to prosta i bezpieczna pozycja dla mam i dzieci. Na początku warto poprosić o pomoc. Układamy poduszkę lub zwinięta kołdrę/koc z boku. Delikatnie przekręcamy się na bok- bardzo powoli, żeby nie nadwyrężać mięśni i szwów – możemy poprosić kogoś o pomoc lub podanie ręki. Koc/kołdrę/poduszki ustawiamy za plecami mamy, żeby stanowiły dla niej oparcie, pod głowę możemy ułożyć sobie poduszkę lub jasiek.  Obszar przy ranie po cięciu osłaniamy poduszką/kocykiem – żeby uniknąć zderzenia z nóżkami dziecka 😉 Miedzy nogami w okolicy kolan umieszczamy poduszkę lub zwinięty koc. Za pleckami dziecka także można ułożyć zwinięty kocyk. Jeżeli otoczysz maluszka ramieniem możesz podtrzymywać go także z tyłu sama. Dziecko leży brzuszkiem do brzuszka z mamą, uszko, ramie i biodro dziecka powinno znajdować się w linii prostej.

Leki przeciwbólowe przyjmowane po CC nie sprawiają, że nie można karmić – można i nawet trzeba – nie bój się poprosić o coś na ból. Od tego czy dziecko będzie regularnie przystawiane do piersi zależy czy po nawale będzie mleko w wystarczającej ilości. Ten czas po porodzie to czas aktywowania pęcherzyków w naszych piersiach do wydzielania do ich światło mleka – jest to bardzo ważny czas, a nie czas na „odpoczynek, kiedy to można dziecko zapchać sztucznym pokarmem„. Po cesarskim cięciu uderzenie prolaktyny może mieć lekki poślizg (szczególnie na skutek hormonu stresu w organizmie) – tutaj największe znaczenie ma kontakt skóra do skóry i ssanie piersi mamy. Nawet jeżeli mleko się ociąga i w pewnym momencie trzeba podać mieszankę (bywają takie sytuacje, natomiast nie należy w żadnym wypadku dokarmiać rutynowo) to nie należy jej pod żadnym pozorem podawać butlą. Najlepszy jest dren przy piersi tak żeby dziecko zasysając sztuczne mleko nadal stymulowało pierś i organizm mamy pobudzając wydzielanie prolaktyny.

Mleko po CC może pojawić się między drugim a szóstym dniem, a czasem nawet później. Nie martw się – karm dziecko często, wasz bliski kontakt przyśpieszy nawał i produkcję mleka. Nie dokarmiaj na zapas, bez wyraźnych wskazań medycznych – tych naprawdę jest bardzo mało, a bardzo często niestety dokarmia się dzieci po CC na zapas. To błędne koło może paradoksalnie spowodować, że mleka autentycznie będzie za mało.

Należy pamiętać, że oddzielanie matki od dziecka po cesarskim cięciu jest nie tylko niekorzystne pod kątem emocjonalnym zarówno dla mamy jak i dla dziecka, nie tylko ogranicza tak ważny kontakt skóra do skóry, ale bezpośrednio negatywnie oddziałuje na laktację. Wiele razy mamy, które spotkałam mówiły „położna mi zabrała dziecko, powiedziała żebym odpoczywała, poszłam spać obudziłam się za dwanaście godzin, w tym czasie mi go dokarmili” a potem następuje prawie zawsze „mało mam mleka” albo „mleko nie chciało płynąć„.

Jest tylko jeden powód dla którego oddzielenie matki i dziecka są zasadne – zagrożenie zdrowia lub/i życia któregoś z nich. Jeżeli to ma być tylko dla „wypoczynku” to wybaczcie, ale to jakiś bullshit.  Niestety są to praktyki z dawnych czasów, kiedy matki po porodzie CC ale i SN uważano za niezdolne do opieki i karmienia – gdyby tak było wymarlibyśmy już dawno. Obecnie – ze względów także zdrowotnych, i zapobiegając pojawieniu się zakrzepicy mamy muszą wstawać bardzo szybko po porodzie zarówno SN jak i CC. Kobieta po CC, która urodziła zdrowe dziecko i która sama jest zdrowa powinna przebywać od samego początku przy dziecku. 

Niektóre maluszki po cesarce są leniwsze, czasem na skutek działania znieczulenia – wymaga to wiele cierpliwości ze strony mamy i dziecka oraz personelu i bliskich pomagających mamie. Czasami też na skutek stresu po nagłym zabiegu produkcja może mieć poślizg – dlatego tak ważne jest przebywanie blisko dziecka, dbanie o kontakt skóra do skóry oraz o to, żeby mamie nie dostarczać stresów (np. tekstami, że po cc nie ma mleka, albo, że jest trudniej – bywa, że jest trudniej właśnie dlatego, że mówi się mamie, że jest trudniej!)

Czasem lekarze dają mamom po cesarce antybiotyki – możecie wtedy się zdarzyć, że pojawi się pleśniawka u dzieci, co sprawia, że trudniej jest karmić. Miejcie to na uwadze i obserwujcie buzię dziecka. (o plesniawce TUTAJ )

Jeżeli masz planowaną cesarkę i możesz wybrać szpital, w którym wykonuje się zabieg to warto zadać w szpitalu kilka ważnych i istotnych pytań (na podstawie Ina May Gaskin „Karmienie piersią”):

– czy dziecko może być przebadane na Twoich piersiach

– czy po zabiegu może być przez cały czas z tobą w pokoju

– jakie są medyczne powody dla których możemy zostać rozdzieleni – poproś o dokładną listę

– czy wymagana jest zgoda na rozdzielenie a kiedy nie jest wymagana

– kto będzie zajmował się dzieckiem jeżeli zostaniecie rozdzieleni, jak wygląda opieka nad dziećmi, które nie przebywają z mamą

– czy w czasie rozłąki będzie otrzymywało Twoje mleko

– jaka jest procedura karmienia rozdzielonego dziecka i mamy i jaka pomoc w karmieniu naturalnym zostanie udzielona w karmieniu mlekiem mamy

– jakie są zasady kangurowania w szpitalu

To sa bardzo ważne pytania szczególnie kiedy ciąża jest niedonoszona – KANGUROWANIE I KARMIENIE WYŁĄCZNE MLEKIEM MAMY SĄ DLA WCZEŚNIAKÓW LEKIEM, NIE FANABERIĄ MAMY!

Pamiętajcie – badania pokazują, że mamy po cesarskim cięciu karmią równie efektywnie co mamy po porodzie SN.

Przed porodem znajdź dobrego doradcę laktacyjnego, kogoś kto się zna, bądź z ta osobą w stałym kontakcie, niech odwiedzi cię w szpitalu, zobaczy czy dobrze przystawiasz dziecko, pomoże Ci nauczyć się pozycji wygodnych do karmienia po CC.

W Polskich szpitalach często położne laktacyjne nie mają czasu na dokładne zajęcie się mamą po CC, czasem w weekend ich nie ma – warto mieć kogoś zaufanego.

Poniższy post nie zastąpi opieki lekarskiej, nie stanowi też profesjonalnej porady dotyczącej postępowania z dzieckiem oraz porady dotyczącej karmienia piersią. W razie wątpliwości skontaktuj się z lekarzem lub certyfikowanym doradcą laktacyjnym. 

ź:
Sera Martha; William „Księga ciąży”
Sears Martha; William „Księga dziecka”
Ina May Gaskin „Karmienie piersią”
red. Magdalena Nehring-Gugulska „Karmienie piersią w teorii i praktyce” 
Hannah Lothrop „Sztuka karmienia piersią”
LLL „Womanly art of breastfeeding”
Gil Rapley, Tracy Murkett „Baby-led breastfeeding”
www.kellymom.com
http://www.llli.org/
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

89 komentarzy

  • Anita
    27 września 2014 at 18:53

    Urodziłam przez cc w 34 tyg. Dziecko przyniesiono mi po 8h (badania wcześniaka). Córka nie miała odruchu ssania, a ja nawet kropli mleka. Pierwsza poleciała po 3 tygodniach walki z lakratorem. Za 3 dni minie 16 miesięcy karmienia. To mój największy sukces i zwycięstwo.

  • Kaśka
    27 września 2014 at 18:56

    Ja jestem najlepszym przykładem na to, że nie ma reguły. jestem po 3 cesarkach Mateusza (1) nie karmiłam piersią, myślałam że nie mam pokarmu. Dzisiaj wiem, że miałam go aż nadto tylko nie potrafiłam go odpowiednio przystawić. Oprócz tego tak bardzo chciałam, że nic z tego nie wyszło. Bez presji podeszłam do drugiego i trzeciego dziecka, również po cesarkach. Nie było problemu z pokarmem, z przystawianiem z niczym.Karmiłam od pierwszych chwil mimo, że tak jak piszesz brałam środki przeciwbólowe (nawet Ketonal). Szpital rzeczywiście ma bardzo duże znaczenie, w tym w którym ja leżałam dzieci ma się od razu przy sobie.

  • Wioleta
    27 września 2014 at 19:06

    Mi nie położyli Maluszka od razu po zabiegu 🙁 tylko mi Go pokazali.. Mąż mi przyniósł Oskarka zawinietego juz w becik. Po czym zawiezli mnie na salę pooperacyjna i mogliśmy Maluszka dopiero mieć przy sobie po 2 godzinach. To było ogromnie stresujące. Przed chwila miałam Go w brzuszku, a teraz nie ma Go nawet obok mnie 🙁 oczywiście musiałam o pokarm walczyć, ale walkę wygrałam i karmię juz 4 miesiące 🙂 sami doszliśmy do tego jak nakarmić się żeby dzidzi nie burczalo w brzuszku 😉 polozna laktacyjna przyszła po 3 dobach od urodzenia.. wtedy już nie była mi zupełnie potrzebna, tak też jej odpowiedziałam.

  • miliia
    27 września 2014 at 19:44

    Wlasnie nie rozumiem czemu w Polsce zaraz po cc najczesciej zbieraja dziecko, daja do inkubatora, matce nie kaza podnosic glowy nawet na chwile, ma lezec bite 12 godzin :/ ja rodzilam w UK, pierwsza cc byla pod narkoza, zaraz po wyjeciu polozne daly go mezowi, ja synka mialam w ramionach 30minut po porodzie, pierwsze o co mnie zapytaly to czy chce szczepionke z wit. K, a drugie to czy ma mi dostawic go do piersi, druga cc z corcia byla w pelnej swiadomisci, zaraz oo wyjeciu z brzucha , owineli ja i mi dali i tak z nia lezalam caly czas , a mnie szyli, gdy dojechalam na sale po zabiegowa, zapytalam co z karmienie, a polozna, ze o jej zapomniala i ze juz pomaga, bardzo przepraszala. A jak slysze ze w Polsce zabieraja dziecko, ze to nie problem ze dziecko nie je po porodzie bo moze nawet dwa dni nie jesc to mi sie noz w kieszeni otwiera za te brednie… dzieki Tobie Hafijo jestem bardzo uswiadomiona co do kp i nikt mi nie bedzie ciemnoty wciskal, dobrze ze jestes! Posdrawiam 🙂

    • Hafija
      27 września 2014 at 19:48

      Hafija – pogromca ciemności… tfu ciemnoty 🙂 <3

    • miliia
      27 września 2014 at 20:04

      *pozdrawiam (literowka sie wkradla )

    • miliia
      27 września 2014 at 20:07

      Dokladnie! Jak ktos mnie pyta o kp , o pomoc w pronblemie z karmieniem, to pomagam i odsylam do Ciebie, bo nigdzie poza Toba i Kartalnikiem nie wyczyta sie tylu waznych informacji!Dzieki Tobie karmie juz 19 miesiecy, a chcialam tylko 6 😉

    • Hafija
      27 września 2014 at 20:08

      <3 wow!

    • miliia
      27 września 2014 at 22:36

      Takze Kochana dziekuje za to, ze jestes i rob to co robisz dalej, bo jestes najlepsza 🙂

    • Ewa
      24 września 2015 at 09:34

      Pierwszy raz w życiu słyszę, że w Polsce w jakiś szpitalu mówi się, że dziecko może nie jeść przez dwa dni… Co Ty wypisujesz??

    • GosiaG
      24 września 2015 at 22:24

      Ja również rodziłam przez cc (34tc) w Wielkiej Brytanii, ale w moim szpitalu cierpieli chyba na rozdwojenie jaźni. Po zabiegu dostałam synka od razu i pielęgniarka, która była przy mnie od razu kazałą przystawiać dziecko do piersi. Jednak na sali ogólnej, położna spytałą mnie, czy chcę dziecko zagłodzić, bo nie chciałam dać mu mleka modyfikowanego. 7 godzin po porodzie syn został zabrany na oddział podwyższonej opieki neonatalnej ( niski poziom cukru, podejrzenie sepsy)i tam podobno miał problemy ze ssaniem. Przy kolejnej zmianie młoda położna, jeszcze studentka, kazała przystawiać jak najczęściej i kangurować. Po 3 dniach na SCUBie wróciliśmy do domu z mm od szpitala. Połóżne ze szpitala na wizytach domowych zachęcały do kp, a te środowiskowe zniechęcały. Zagooglowałam karmienie priersią, a tam wyskoczyła Agata i tak dzięki niej karmię już 18 miesięcy, i końca nie widać 🙂 Dziękuję ci Agato za tego bloga.

  • Eenn
    27 września 2014 at 20:02

    U mnie sn zakończony cc, juz na sali operacyjnej polozyli mi synka na piersi. Patrzyl na mnie zdziwiony:) na sali pooperacyjnej pomogli przystawic.. Nie wiem czy lecialo mleczko ale ponieważ Maly byl niespokojny przez 2 dni oprocz mojej piersi dostawal kieliszeczek z mm- wtedy nie wiedzialam ze moge odmówic ale po 2 dniach uznalam ze juz nie musze go dokarmiac i mimo ze mialam problemy z przystawieniem (dopiero po 2 miesiacach moge powiedziec ze nauczylam sie karmic bez bolu) to jestem przykladem ze mozna karmic po cc (juz 5 msc i zamierzam znacznie dłużej:)). Chociaz do tej pory gdy ktos dowiaduje się ze karmie po cc (nie ma to jak obcy pytają jak rodzilam i jak karmie- ostatnio pani w kwiaciarni) to zwykle jest zdziwienie: „to po cc moza?”. Mozna:)

  • Małgorzata
    27 września 2014 at 20:22

    miałam dwa razy cesarkę. Mleko miałam ale moje córeczki niestety nie chciały ssać, więc wogóle nie karmiłam piersią.

  • Marta
    27 września 2014 at 20:25

    Mój drugi poród zakończył się cc, przez komplikacje. Dziecko tylko na chwilę mi pokazali, po czym zabrali na badania. Mnie po zszyciu zabrano na normalną salę, przez 2 godziny byłam w strasznym stanie, nie mogłam się ruszyć, po prostu nietomna.. Potem sama wysłałam męża po dziecko, żeby je przystawić do piersi. Jak położna przyszła mi pomóc synek już jadł. Wtedy powiedziałam, że nie chcę by go dokarmiano. Nasza przygoda z karmieniem piersią trwała 13 miesięcy, żałuję, że tak szybko się skończyła 🙁 Dla porównania Starszy syn urodzony sn był karmiony 6 miesięcy. Można karmić po cesarce, ja myślę, że pokarm jest po części w „głowie”. Ja się uparłam, że będę karmić naturalnie i udało się 🙂 Żałuję tylko tego, że po operacji nie mieliśmy kontaktu skóra do skóry.. nadrabialiśmy później- chustowaniem 🙂

  • Olga
    27 września 2014 at 21:17

    Jak to już niejednokrotnie zostało powiedziane – karmienie jest w głowie matki. Wielokrotnie przed porodem słyszałam: czy będziesz karmić piersią? Powiedziałam sobie co ma być to będzie. Mojej mamie karmienie mnie nie było dane, pokarmu brak, babcie karmiły piersią, ja zaufałam swojemu organizmowi. Pierwszą córkę rodziłam przez cc, po którym od razu po przewiezieniu z sali operacyjnej została mi położona na piersi. Powolutku uczyłyśmy się siebie nawzajem, były pokrwawione brodawki, był nawał, był baby blues i była jedna z najpiękniejszych przygód życia – karmiłam 3 lata. Dwa miesiące temu urodziłam bliźniaczki, również cc. Dzieci zobaczyłam po 24 godzinach. Piersi bolały, serce bolało z tęsknoty, umysł szalał za dziećmi. Najgorsze 24h..Nie zostały dokarmione mm prze te 24h. Dzieci miały problemy z chwyceniem brodawki, były leniuszkami, które trzeba było budzić na karmienie. Spadały na wadze. Myślałam, że po 3 latach wiem o karmieniu dużo. Okazało się, że wiedziałam niewiele. Były ogromny nawał, było potworne zapalenie piersi leczone antybiotykiem, był ból i łzy. Obecnie po 2 miesiącach dziewczynki obie, na piersiach mych własnych, przybierają po 50g każda na dobę, chwytają bez problemu. Powolutku, jak za pierwszym razem musiałyśmy się siebie nauczyć. Mam zamiar karmić je jak najdłużej, ile będą chciały i jak długo będą tego potrzebowały. W karmieniu po cc moim zdaniem najważniejsza jest cierpliwość, spokój i słuchanie siebie, a przede wszystkim wiara, że się da, że nie ma rzeczy niemożliwych, że mleko matki to najlepsze co możemy dziecku dać, że te chwile bliskości to najlepsze co dziecko może dać matce (i nawzajem ;)). Nigdy nie można się poddawać. Jesteśmy kobietami, matkami, mamy piersi i mleko i karmmy własne dzieci, nie ma nic bardziej naturalnego i nic bardziej pierwotnego.

  • Mama Pitulka
    27 września 2014 at 22:06

    Urodziłam przez cc w 29 tc. Dziecko widziałam na sali operacyjnej. Trafiło do inkubatora. Mleko pojawiło się w trzeciej dobie po cc. Było to zasługą pielęgniarki z oddziału neonatologii gdzie leży synek. Pokazała mi co zrobić żeby pokarm był. Początki były ciężkie ale teraz odciągam regularnie mleko laktatorem. To mój największy sukces 🙂
    Pozdrawiam

  • Agnieszka
    27 września 2014 at 22:34

    Po dwóch cesarkach w dwóch różnych mogę powiedzieć, że tak, zabierają dziecko i to niezależnie od ilości certyfikatów o przyjazności szpitala dziecku. I że karmienie po CC zależy wyłącznie od uporu matki. Pierwsze moje dziecko bardzo aktywnie ssało, ale się chyba nie najadało, bo wisiało mi na piersi non stop i cały pierwszy miesiąc tak wyglądał. Potem było trochę lepiej, ale po 6 miesiącach się poddałam. Drugie dziecko było apatyczne i nie chciało ssać, tylko spać. Ale ja już wiedziałam, na czym stoję. Laktatory, rurki, seanse ściągania, pobyt w szpitalu z żółtaczką – a tam nie chcieli nas wypisać, bo mała nie przybiera. Kazali mi ściągać i sprawdzali, ile ściągnęłam: 100 ml to było „mało, ona powinna 120 wypijać”. Tyle, że mała nie chciała pić nic ponad to, co dostała z piersi. Nakarmiłam ją mm w tym szpitalu, spowodowało to chwilowe wahnięcie wagi w górę i nas wypisali. Potem dawałam jej po trochu mm po karmieniu piersią i po tygodniu stanowczo przestałam. Młoda zaczęła przybierać jak szalona, jeszcze by mi się zamieniła w kulę. I wytrwałyśmy razem na cycusiu aż do 15 miesięcy. Było pięknie, bo mleka było dużo, ona ssała błyskawicznie, nawet nie chciała diety rozszerzać aż do 7 miesięcy. A jak ją odstawiłam, to odmówiła substytutu z butli. 😀

    • Emilia
      28 września 2014 at 20:53

      Miałam podobne doświadczenie, jak Ty z drugim dzieckiem – apatia, żółtaczka, do tego późno pojawił się pokarm i żeby nie mm nie wyszłybyśmy ze szpitala. W domu ze 2-3 dni jeszcze jej dodatkowo podawałam, a gdy zapanowałam nad laktacją i bolącymi sutkami, zostało nam karmienie piersią, na 9 miesięcy 🙂

  • Berkano
    27 września 2014 at 23:01

    Dziś mija dokładnie pół roku od mojego porodu, który po 15 godzinach sn zupełnie nieoczekiwanie zakończył się cc. Synek był przy mnie w 10 minut po tym, jak trafiłam na salę pooperacyjną. Przez całą ciążę nakręcałam się na jak najbardziej naturalny poród i na karmienie piersią (ekofreakizm ;), przeczytałam wzdłuż i wszerz Karmienie piersią I.M. Gaskin, Drogę mleczną C. Didierjean-Jouveau i oczywiście ten blog, wraz z chyba wszystkimi komentarzami. Jak dziś pamiętam tę noc, gdy leżałam, patrząc w sufit po operacji i mimo ogromnej radości z narodzin Kajetana po głowie tłukło mi się „jak to – cesarka? jak to się do cholery stało?!”. Ale gdy przyszła położna i zapytała, czy zamierzam karmić piersią, i po mojej odpowiedzi pomogła przystawić mi syna, to…hmm…jeśli Bóg istnieje i czasem zerka na ziemię, to w tamtej chwili poczułam się tak, jakby spojrzał dokładnie na nas. I mimo, że jedna z położnych kilkukrotnie sugerowała, że synek ma problemy z przystawieniem się (raz nawet zgodziłam się na podanie mu kilku łyków glukozy, choć z perspektywy czasu uważam, że niepotrzebnie), mimo okrutnego bólu brodawek, który przez 3 tygodnie sprawiał, że karmiąc gryzłam poduszkę, udało nam się jak dotąd ani razu nie skorzystać z butelki. Ale nie dlatego, że się zaparłam, że „butelka – nie!”, to się po prostu działo zupełnie naturalnie. I powiem szczerze, że nie wiem, czy tak by było, gdyby nie ten blog. Bo jestem osobą, którą nawet drobne niepowodzenia szybko deprymują i zniechęcają, która jeśli zrobi krok do przodu, to potem robi dwa do tyłu itd. A z karmieniem piersią poszłam jak burza! 🙂 I jestem przekonana, że stało się tak również dzięki wiedzy i nastawieniu, które zyskałam po lekturze opublikowanych tu wpisów. Oraz większości komentarzy. Świetnie, że istnieje w polskiej blogosferze miejsce, w którym można znaleźć tak kompetentne informacje na temat karmienia piersią. I świetnie, że skupia ono wokół siebie tyle kobiet, często właśnie lakto- i RB-entuzjastek, które dzielą się swymi, niekoniecznie łatwymi doświadczeniami. Ja od początku przygody z karmieniem kierowałam się wszystkimi tymi „złotymi zasadami”: że karmienie piersią zaczyna się w głowie, że piersi to fabryka, nie magazyn, że dziecko ssaniem rozkręca laktację i „zaprogramowuje” piersi według swych aktualnych potrzeb itd. I codziennie przekonuję się, że tak jest, że to działa. A fakt, że od 6 miesięcy produkuję pokarm, dzięki któremu mój syn rośnie niczym Wyrwidąbek (10 kg), naprawdę daje mi moc. Lakto-moc 😉
    Niech lakto-moc będzie z nami.

  • Ania
    27 września 2014 at 23:28

    U mnie poród, po kilku godzinach, zakończył się cesarką. Małego dostał mój mąż, już w beciku. Ja dopiero na następny dzień rano (cesarka była o godz. 17). Do dziś czuję ucisk w dołku i łzy cisną mi się do oczu, jak o tym myślę. Gdzieś w głowie mi to siedzi, że nie dostałam synka do rąk i na brzuszek tuż po porodzie i nie mogę się z tym pogodzić 🙁 Bardzo się nastawiałam na naturalny poród (wyszło jak wyszło) i na karmienie tuż po porodzie. Na szczęście chociaż z karmieniem, pomimo późniejszego ropnia piersi, się udało. Karmię już 16 miesięcy i nie zamierzam szybko przestać 😉 Pozdrawiam i dziękuję za tego bloga. Pomaga wytrwać w decyzji o karmieniu, bo doszłam właśnie do tego momentu, gdy otoczenie zaczyna się dziwić, że jeszcze karmię piersią.

  • GiaModern
    28 września 2014 at 08:25

    Miałam cc.
    Karmię piersią.
    Karmię piersią już prawie 20 miesięcy.
    Da się!
    Jestem tego żywym przykładem.
    Pozdrawiam

  • Paulina
    28 września 2014 at 11:40

    No dobrze, wszystko fajne w teorii, ale jak zmusić szpital by dali maluszka na pierś po CC? Oni mają procedury, oni nie będą przynosić w nocy. Mi został pokazany dzidziuś, mogłam pocałować, pogłaskać, potem drugi raz już ubrany a potem nie widziałam go 3 godziny, dostałam na karmienie, na tulenie i zabrany został na całą noc. Choć chciałam by go przywozili na karmienie lub pomogli, by został. Dopiero po 12 godzinach dostałam go na stałe. Na sali pooperacyjnej nikt nie może być z rodziny, więc w sumie klops.
    I serio mimo moich argumentów, mimo próśb nie było takiej opcji, bo takie są zasady.
    Bardzo bym chciała aby było tak, jak napisałaś, ale absolutnie nie udało mi się to w praktyce. Ale też nie mogę złego słowa powiedzieć, bo już potem pomagali przystawiać, opieka super, tylko ten początek.

    • Hafija
      28 września 2014 at 12:39

      Im głośniej o tym mówimy tym większa szansa na zmiany- Paulina a może napiszesz o tym na http://www.gdzierodzic.info ? Wiesz, że dzięki temu pokazuje się prawdziwy obraz polskiej porodówki! 🙂

  • PolkaMatka
    28 września 2014 at 15:08

    Ja z całego serca dziękuję wspaniałej położnej, która przyniosła mi Alicję po cc. Karmię piersią, jestem po cc, karmię 10 miesięcy:) Przyznaję karmienie zależy od ogromnej motywacji Matki i wsparcia ze strony bliskich i personelu medycznego.

    http://polkamatkaa.blogspot.com/2014/08/blog-post_4.html

  • Mikołajka
    28 września 2014 at 20:09

    Urodziłam w 39tc cc, niespodziewanie 😉 szybka akcja, mały owinięty pępowiną, podduszał się. Na sali usłyszałam od lekarki: a teraz proszę się nastawić, że to jest ssak i ma ssać! I tak też zrobiłam. Pokarm był od razu, synek leniuszek załapał ssanie dopiero w drugiej dobie. Karmię już 5-ty mies. Mały przybiera prawidłowo, a ja to się czasem śmieję że chudego mleczka na pewno nie mam, tylko śmietanką i to kremówkę, bo mały rośnie w oczach 😀

  • Magda
    28 września 2014 at 22:15

    Ja po cięciu dostałam córkę na siebie (ale już po ważeniu i ubraną). Udało się choć na chwilę i koślawo przystawić do piersi. A potem… ja pojechałam na pooperacyjną na noc, a Natka na noworodki. Nikt nie pytał, czy karmić, nikogo nie interesował mój plan porodu (gdzie było zaznaczone, że nie karmić i że chcę dziecko ze sobą), bo nie przewidywał on cięcia. Potem były emocje i co położna to inne rady. Na szczęście ostatecznie trafiłam na tę dobrą położną. Ja wiedziałam, że będę karmić piersią, choćby niebo miało mi na głowę spaść, tylko potrzebowałam wtedy kogoś, kto mnie upewni, że dobrze kombinuję.
    Jeszcze dużo do zrobienia na porodówkach. No bo przywożenie dziecka na żądanie do mamy na pooperacyjną to nie lada kłopot :/
    No i zdecydowanie tylu kocyków nie miałam do obkładania się do pozycji na boku 😉 A tak serio, to nie byłam w stanie się przekręcić na bok, więc dziwiłam się zdjęciom na korytarzu, na których było pokazane, jaka to cudowna pozycja po cięciu.

    • Ania
      27 marca 2017 at 10:00

      Jestem po cc . Na bok przekrecilam sie z bolem ponad tydz po porodzie, nie bylo mowy o karmieniu w takiej pozycji w szpitalu..to bylo dla mnie nieosiagalne . Przystawienie do piersi waymagalo mega wysilku i kombinacji wrecz alpejskich a o tyylu kocykach ti mozna sobie pomazyc.

  • Hybris
    29 września 2014 at 05:19

    Kurcze, czytając te wszystkie historie kobiet którym się udało czuję się przede wszystkim wpędzana w poczucie winy, ja sie spotykam na codzień z opinia, że po CC można i należy karmić piersią. Poświęcić wszystko i karmić.
    Szpital: Szew boli, rana się paprze? Nic to, siedz cały dzień z dzieckiem uciskając miejsce po cięciu, w pozycji spod pachy, z osłonką, z pomocą drugiej osoby bo ci rąk brakuje zeby przystawic prawidlowo dziecko do wklęsłej brodawki. Wizyty są tylko od 15-19? A kogo to obchodzi? Mimo ze byłam przez pewien czas sama na sali i nikomu to nie przeszkadzało mąż został wyproszony a ja becząca i wijąca sie z bolu probowałam wstać do maleństwa. Efekt był taki ze dziecko „spadło” o 450g, a ja załamana poprosiłam o MM, bo mały z piersi wysysał może 2ml w ciagu 2h.
    Brakuje mi już sił.
    Po powrocie do domu po 2tyg: przystawiam, mały possie 35min z obu piersi, niby sie uspokaja, ale doslownie za 5 min wybudza się, ssie znowu ale z piersi już ładnie nie leci więc jest wrzask. Muszę podać swoje odciągnięte mleko i MM palcem po strzykawce.
    Nie chce zaburzyć odruchu ssania, wciąż mam nadzieję, że dam radę karmić piersią tylko, ale powoli trace nadzieje. Laktatorem jestem w stanie sciagnąć mleko- jeśli porcja mleka ma 100ml to 50ml jest ode mnie, 50 MM. Laktatorem ściągam po dokarmieniu go ze strzykawki, zeby na nastepne karmienie zostało mleko w piersiach.

    Nie wiem czy każdemu sie udaje, czy wystarczy tylko chciec. Wszędzie to słyszę, pediatra, polozna, neonatolog, tesciowa – wszyscy wiedzą lepiej, nie widząc moich piersi. „A moze sprobuje Pani innej pozycji, pobudzac laktatorem i przystawiac, niech troche sciagnie z oslonki, a potem od Pani z piersi” TAK wiem probowalam 100x, dzieki za rade, nie wpadlabym na to. Naprawde potrzebuje konkretów – jak sprawiłyscie ze sie udalo? Powoli czy hardcorowo odstawiając wszelkie butle/strzykawki i niech stęka, wrzeszczy ale ma ssac z cycka? Ja tak chyba nie umiem : (

    Czy wystarczy tylko chciec ? Przestaje w to wierzyć. Jest ogrom historii mam ktorym sie nie udalo, ktore karmią np. odciągniętym mlekiem rok, odciągają sumiennie co 3h wiec nie brak im determinacji a jednak: nie udalo im sie karmic z piersi.

    • Hybris
      29 września 2014 at 05:32

      *Dodam tylko, że po „ssaniu z piersi”, normalnie zjada ze strzykawki pełną porcję ~105 ml, jakby nigdy nic, jakby nic sam z piersi nie wyssał : (

    • Hafija
      29 września 2014 at 07:59

      Tobie nie jest potrzebny pediatra ani teściowa a doradca laktacyjny. Ktos kto zobaczy jak przystawiasz, oceni jak dziecko ssie bo moze niepotrzebnie podajesz mm. Masz w domu malutkie dziecko ktore – co jest naturalne – potrzebuje mamy obok, potrzebuje ciepła, bliskosci i mleka. Możliwe ze drobna korekta pozycji zdziała cuda. Rozumiem twoje zdenerwowanie ale nie rób sobie wyrzutów – dopiero zacYnacie, potrEbujecie czasu na naukę, karmienie na poczatku bedzie trudniejsze ale to mija! Na stronie CNOL znajdziesz spis doradców, albo zadzwon do Magdy z LLL.

    • Hybris
      29 września 2014 at 09:26

      Dziękuję za namiary, nie wiedziałam która z list „krążących w necie” zawiera faktycznych specjalistów. Po prześledzeniu jeszcze opinii w necie, umówiłam się na wizytę do jednego z doradców za 3 dni i mam nadzieję, że coś poradzi .

    • Hafija
      29 września 2014 at 09:28

      Trzymam kciuki!!

    • Jellvey
      27 października 2015 at 17:26

      Doskonale Cię rozumiem, u mnie było dosłownie identycznie. Nie udało mi się. Dwa miesiące przystawialam, żeby ściągal chociaż kropelki. Teraz kończy się 3 miesiąc i już tylko mm. Również jest mi bardzo przykro. Wszystko miało być inaczej, ale nie planowana cc plus plan porodu, który w szpitalu mieli gdzieś i zero pomocy ze strony personelu i tak się skończyło 🙁

  • Anheliki
    3 października 2014 at 10:59

    Urodziłam w 38 miesiącu, oczywiście przez CC. Dziecko od drugiego dnia karmiłam piersią – i tak przez dwa lata. Miałam tyle pokarmu, że pewnie jeszcze z rok bym pociągnęła, a i drugie przy okazji wykarmiła 🙂

  • Monika
    6 października 2014 at 11:44

    A u nas było tak – cv nieplanowane, 36 tydzień, po 14 na sali, godzina urodzenia 14.50. Nie dane mi było nawet dowiedzieć się czy chłopiec czy dziewczynka, musiałam sama dopytywać (nie chcieliśmy wiedzieć, miała być niespodzianka). Synka nie zobaczyłam ale mąż go dostał do potrzymania. Później informacja, że maluch w inkubatorze. Zobaczyłam go kolejnej dnia ale nawet nie mogłam dotknąć. Następnego dnia odważyłam się zapytać czy mogę pogłaskać synka chociaż. Dostałam kieliszek żeby wymasowywać mleko ale nic z tego mi nie wychodziło, położne twierdziły, że mleko mam. A później nastąpiła zmiana położnych. Niektóre dzwoniły po mnie na karmienie, niektóre wolały dokarmić i mieć spokój. Niektóre upierały się, że nie mam mleka inne, że kapturki trzeba kupić po mimo tego, że pozostałe mówiły, że piersi idealne. Gdyby nie moja położna ze szkoły rodzenia nic by z tego nie wyszło. Ale udało się i synek w końcu ruszył z wagą, karmimy się tylko piersią i tyle czasu ile on chce. Minął pierwszy miesiąc, co prawda w ciężkim boju ale wywalczyliśmy mleczko:-)

  • ewa
    16 października 2014 at 18:55

    Najważniejsza jest psychika. Po drugim cięciu powiedziałam sobie,że będę karmiła za wszelką cenę i 20 minut po porodzie już przystawiałam małą. W zasadzie miałam ją cały czas na cycku. Tak się rozchulałam,że już na trzeci dzień miałam nawał jak to bywa po porodzie naturalnym 🙂

  • Ann.
    17 grudnia 2014 at 09:45

    Jestem dopiero w 13 tygodniu ciąży, ale już wiem, że będę miała cc. Pierwszego dziecka nie udało mi się karmić piersią, co bardzo mocno przeżyłam. Być może byłoby inaczej, gdybym w odpowiednim czasie uzyskała pomoc zamiast „nie masz pokarmu, głodzisz dziecko” ze wszystkich stron- ale to zupelnie inny temat. Bardzo chcę karmić piersią drugie dziecko. Informacja o koniecznym cc mocno mnie zdołowała. Intensywnie szukam informacji o karmieniu piersią po cc. Twój post dodałam do zakładek. Będę do niego wracać w chwilach zwątpienia.

    • Monika
      4 stycznia 2015 at 00:17

      Nie martw się na zapas! Ja jestem po cc, po dokarmianiu synka mm a karmimy się piersią już prawie 6 m-cy. I nawet zapasy zrobiłam 🙂

  • Agnieszka
    3 stycznia 2015 at 21:16

    No to pare słów ode mnie.
    W szpitalu w którym miałam cc ze względów moich neurologicznych po porodzie maz dostał corcie na ręce bo ja byłam pod całkowita narkoza bo mam mutacje genetyczna odpowiedzialna za krzepliwość krwi.
    Po przewiezieniu na sale pooperacyjna przyniesiono mi córkę na brzuch miałyśmy kontakt skóra do skory ponad 8 godzin. Łącznie z przystawieniem małej do piersi. W trakcie problemow z karmieniem – bardzo podrażnione sutki- mogłam liczyć na pomoc pan z poradni laktacyjnej.
    Jedyne co bym zmieniła to to zeby chociaz mężowie mogli byc przy żonach na sali pooperacyjnej. Czasem samej było ciezko. I smutno….

  • Ewelina
    3 stycznia 2015 at 21:51

    Ja po 17 h porodu naturalnego miałam w końcu cc mała dostałam chyba po 40 minutach nie wiem nie.miałam zegarka miałam znieczulenie zewnatrzoponowe wiec byłam Przypomna ale nie byłam w stanie się ruszyć poza tym Zaczęłam rodzic o 22 wiec na nogach byłam ponad 36 godzin i dziękuję położonym ze zabrały mi mała na te 6 godzin w nocy bo nie dałabym rady Mając do dyspozycji tylko ręce bo reszta jeszcze była znieczulona nie miałam.tyle siły żeby utrzymać mała położne Przychodziły mi ją poprawiać lub odkładać na chwile ale całej noxy bym nie dała rady i.mogłoby się to skończyć tragedia owszem dostałam nawał dopiero 3 dobie ale karmie juz 14 miesiąc

  • Katarzynka
    3 stycznia 2015 at 23:00

    W sierpniu-już ubiegłego roku urodziłam synka przez CC. Odrazu po operacji Maly leżał przy mnie, potem razem ze mną tzn. na mnie pojechal na salę pooperacyjną. Polożne chwalily mi Synka że ma super silny odruch ssania, ssał mnie całą 🙂 mimo że byłam zmęczona i obolała non stop leżał na mnie i ssał ssał…
    W drugiej dobie dostalam pokarm-dużooooo, nawał, mogłabym wykarmić pół oddziału neonatologicznego 🙂
    Hubiś ma już 4 i pół miesiąca i stale się karmimy, tulimuly….jak najdłużej!
    To dla mnie ważne i pięknie chwile.
    Dwa dni odstawilam go od cycy-przedłużająca się żółtaczka-ale odciągalam pokarm, płakałam za tą bliskoscią i kiedy minęły te 72h męki ucieszona zapadłam w wir cyckowania 🙂

    Pozdrawiamy

  • Monika
    4 stycznia 2015 at 00:07

    Kilka słów o moim przypadku… Nieplanowane cc w pełnym znieczuleniu (ale początek sn był), bez kontaktu skóra-do-skóry, synek dokarmiany mm. Poradni laktacyjnej brak, jedynie pomoc położnych w szpitalu i kilka podpowiedzi. Od wyjścia ze szpitala karmimy się WYŁĄCZNIE piersią, najpierw przez osłonki, potem naturalnie i za ok. 2 tygodnie będzie to 6 miesięcy. Da się!

  • Kasiunia_
    4 stycznia 2015 at 03:31

    Dziewczyny moj przykład pokazuje, że karmienie piersią jest naprawde bardzo zależne od tego jak bardzo nam na tym zalezy. Ja sama jestem po dwóch cesarkach. Pierwsza z nich była 3 lata temu, to było nieplanowane cc, powodem był brak postępu porodu. Niestety małego nie położyli mi na piersi, po wyjeciu z brzucha prztulili nas tylko do siebie policzkami na kilka chwil a potem go zabrali. Zobaczyłam go po ok pół godzinie kiedy zawieżli mnie na pooperacyjną a tam czekał już na mnie mąż z naszym szczęściem na rękach. Na szczęście tam już szybciutko dostałam go do łóżka a on dostał cycusia:-). Przez te kilka dni spedzonych w szpitalu mały został 2-3 razy dokarmiony ale poza tym cały czas go przystawiałam do piersi. Nie bylo latwo przez pierwsze dni ale udalo sie a w domu pojawilo się już tyle mleka, że dziesięcioro mogłabym wykarmić ;-). I tak pierwszego synka karmiłam przez 16 miesięcy. Za kilka dni minie też 3 miesiące od urodzenia drugiego syncia. Tym razem wszytsko nie było już takie łatwe i piękne. W 13 tygodniu na usg genetycznym dowiedzieliśmy sie, że coś jest nie tak. W 20 tygodniu dowiedzieliśmy się, że nasz synek ma przepuklinę przeponową i to w bardzo rzadko spotykanej postaci. Jest to bardzo cięzka wada rozwojowa której śmiertelność po porodzie wynosi nawet do 80% . Tym razem poród był całkowicie zaplanowany, ponieważ wcześniej szpital musiał zapewnić specjalną karetke z inkubatorem do przewozu tak chorego dziecka a także Centrum Zdrowia Dziecka zostało tydzień wcześniej poinformowane aby mogli się prYgotować na przyjęcie i zoperowanie takiego maluszka. Cc odbyła się w 38 tygodniu.. Wczasie porodu byłam przytomna bo chciałam zobaczyc maluszka bo nie wybaczyłabym sobie gdyby coś się stało a ja bym spała. Po wyjęciu z brzucha lekarz pokazał mi go dosłownie na sekundę a potem od razu przejeto go aby go zaintubować itd. To były bardzo cieżkie chwile. Jego intubowali i badali a mnie w tym czaseie musieli uspokoić farmakologicznie bo zaczełam histeryzować widząc to wszystko. Maluszek został tylko ochrzczony i zbadany i natychmiast przewieziony do CZD a ja zostałam z taka wielką pustką, żalem i strachem co będzie dalej. Poród odbył się o dziesiątej rano ale dopiero wieczorem byłam w stanie poprosić o fiolkę do której mogłam wycisnąć choć kilka kropli. Dzień przed porodem też udało mi się też kilka mililitrów wycisnąć i choć były to 2mililitry w 45 minut to dla mnie były na wagę złota.. Takim sposobem udalo mi sie uzyskać 3 fiolki 2-ml. Wiem, ze dla kogos to nic ale mimo to poprosiłam o zamrożenie. Następny dzień był fatalny, niedość, że miałam za sobą cieżką noc bo drżałam o życie synka to tego dnia miała sie odbyć bardzo poważna operacja beż której by nie mógł żyć. Jego wada polegała na ty, że miał diurę w przeponie i jelita i watroba weszły do klatki piersiowej przez co miażdzyły płuca i nie pozwalały sie im rozwinąć a lekarze musieli to wszystko w tym maleńkim brzuszku poukładać i pozszywać. Tego dnia ani też następnego nie udało mi się uzbierać ani kropli, mimo iż ciągle stymulowałam piersi masażami, piłam herbatki na poprawę laktacji i mnostwo wody. Stres zrobil swoje i po prostu myślałam, że to już koniec. W piatek rano (rodziłam w środę rano) mąż żabrał mnie wreszcie do naszego maleństwa a razem z nami zabraliśmy to co mielśmy dla niego njalpeszego czyli te zamrozone kilka mililitrów mleka. Cięzkie to było przeżycie zobaczyć takie maleństwo śpiace pod całą tą aparaturą, pod respiratorem, milionem kroplówek, stżykawek, wężyków z tym małym brzuszkiem przeciętym na pół, synek przez tydzień był utrzymywany w spiaczce farmakologicznej żeby nie cierpiał i nie powyrywał sobie całej tej aparatury,. Tego samego dnia wróciłam też do domu i zobaczyłam też drugiego synka którego niie widziałam ponad tydzień ponieważ do szpitala zostałam położona kika dni przed porodem. Dopiero w domu przy nim troche się uspokoiłam, odetchnęłam i wyciszyłam mimo iż ciągle w głowie miąłam że tam szpitalu ten drugi maluch walczy o życie. Dzięki temu uspokojeniu nad ranem pojawiło się mleko. Na początku tylko kilka mililitrów ale z każdą godzina bylo go wiecej. Miesiąc po porodzie upłynął nam na codziennym jezdzeniu do maluszka.. Po ok 5 dniach maly zacząl miec podawane przez sondę moje mleko, poczatkowo 3 mililitry a stopniowo z dnia na dzien przy dobrej tolerancji porcje te byly zwiekszane. Ja systematycznie w domu i w szpitalu odciągałam mleko laktatorem i miałam go juz tyle źe z jednego odciagnięcia starczyło na cała porcję dobowa i jeszcze było do zamrożenia. Po 2 tygodniach małego zaczęto karmić butelką, a to co nie zjedzone szło do sondy. Niunio po tygodniu śpiączki nie miał siły a poza tym nie miał też takk mocnego odruchu ssania i sukcesem było jak wypił kilka mililitrów. Na szczeście okazało się że to całkiem silny chłopak i z dnia na dzień coraz więcej wypijał butlą. Po 2,5 tygodniach wzięłam go pierwszy raz na ręce i to był magiczny moment. Wszystko szło coraz lepiej. Kiedy mały już całkiem ładnie pił z butelki zaczęłam prónować go przystawiać do piersi i o dziwo udało sie! Może nie za pierwszym a za drugim razem ale jak już sie przyssał to zjadł całkiem sporo. I tak codziennie ja dojedzałam na kilka godzin ( nie mogłam zostac z nim tam na stałę bo nie chciałam w domu drugiego malucha zostawiac) karmiłam malego odciągałam mleko, porcjowałam i zostawiałam, żeby miał aż do mojego przyjazdu na drugi dzień. Niestey niektore pięlegniarki nie były na tyle cierpliwe, żeby prz 45 minut podawać mu 50ml mleka więc robily to byle szybciej i tak maly pewnie nałykal sie powietrza wiec one potem nrzekaly zema kolki bo ja sie czego najadlam i podawaly pod moja nieobecnosc mm. Dopiero jedna z fajniejszych pielegniarek powiedzial ze to niemozliwe ze to przez moje mleko bo skoro od rana dostaje to mleko i caly dzien jest oki a wieczorem dostaje mleko z tego samego rozlania i placze to nie jest to powod mleka a kolka. Niemniej nie moglam sie juz doczekac jak tylko wrocimy do domu i wreszcie zaczniemy sie karmic po swojemu. Synek na szczęście szybko doszedł do siebie i ładnie juz jadł wiec po miesiacu został wypisany i żabrany do domu z zaleceniami karmienie piersią plus dokarmianie mm ale w domu pnkt drugi totalnie olaliśmy ;-)! Ustaliliśmy swój rytm karmienia tzn. na żadanie i tym samym poźegnaliśmy co trzygodzinny szpitalny reżim ;-)! I po w domu maly już jakoś wieczorami nie plakał mimio ,że jadłam mniej restrykcyjnie niż kiedy byl w szpistalu bo iwedzialam, że nawet jak cos mu nie bedzie pasowalo to w domu od razu to zobacze i będe mogla to eliminowac a kiedy byl w szpitalu nie mialam takeij ,ozliwosci. Uuu ale sie rozpisalam.no coz na zakonczenie dodam , ze malego karmię nadal mimo wszystkich przeciwności losu jakie napotkalismy na naszej drodze. Więc grunt to pozytywne nastaiwenie do karmienia i wszytsko jest wtedy mozliwe:-)!!!

  • mamadwojga
    4 stycznia 2015 at 15:36

    Życie zawsze i tak nas zaskoczy. Ja miałam dwie cesarki z powodu wady wzroku – jedną zaplanowaną na termin porodu – po której karmiłam natychmiast i bez żadnego problemu oraz drugą, z zaskoczenia, po odejściu wód płodowych, po której rozpoczęcie karmienia szło bardzo opornie.. Obie cesarki w terminie, dzieci zdrowe, donoszone.

  • Aga
    4 stycznia 2015 at 20:45

    Witaj, dopiero po lekturze jednego z Twoich artykulow zdalam sobie sprawe z mojego szczescia, bo mimo cc, antybiotykow, niewidzenia Malej (nie rodzilam na porodowce tylko na oddziale chirurgii i potem mnie transportowano) etc etc wszystko rewelacyjnie sie udalo. Dzis minely 4 miesiace od kiedy karmie:) Dobrze, ze nie wiedzialam o tym wszystkim, bo bym sie zestresowala.
    Dziekuje za uswiadomienie mnie 🙂

  • Magda
    13 stycznia 2015 at 22:53

    O karmieniu piersią po CC mogłabym napisać dużo  Pierwsze dziecko było donoszone ale CC było wymuszone, bo lekarz przy badaniu przebił mi wody płodowe. Nie było mowy o jakimkolwiek kontakcie poza całusem, nie mówiąc już o karmieniu. 24 godziny leżenia plackiem. Nikt nie fatygował się, żeby mi pomóc karmić, bo nie wolno było (taki komunikat usłyszałam w szpitalu). Przez 3 dni pobytu na oddziale raz tylko usłyszałam, że jak będę brała paracetamol to nie zacznę karmić bo nie mogę. A ja mając krwiaka z łóżka wstawałam tylko za pomocą sznurka od szlafroka i to dzięki starej położnej, która mi podsunęła ten pomysł patrząc jak śpię na siedząco. Powrót do domu z 39 stopniową gorączką i tygodniowa walka i karmienie piersią. Nawał mleka, córka nie chcąca ssać. Masowanie, smarowanie, liście kapusty, laktatory na nic. (Gdybym wtedy wiedziała o doradcach laktacyjnych …. ) Mama przy moich piersiach i ja we łzach z bólu. Dopiero któraś z koleżanek mamy powiedziała jej w wielkiej tajemnicy, że jej pomógł mąż. I tak mój M stanął na wysokości zadania i zaczął ssać  Odetkał kanaliki i o dziwo Mała później też. Może dla niektórych to odrażające ale tak właśnie było i jestem mu za to baaaardzo wdzięczna, bo skończyło by się wszystko na MM.
    I tak przygoda z karmieniem trwała 7 miesięcy, bo dostałam zapalenia piersi i musiałam wziąć antybiotyk i córka nie chciała ssać. Nie walczyłam o powrót do laktacji, bo przecież po 6 miesiącu się już nie karmi 😉
    Z drugim było prościej. Ciąża donoszona, zakończona CC. Tak samo leżenie, całus i tyle. AZ do wstania z łóżka. Tyle że tym razem wiedziałam co mnie czeka i o dziwo tym razem po 5 latach w tym samym szpitalu dowiedziałam się, że mam od razu dziecko przystawiać do piersi. I poszło jak z bajki. Mały ssał ssał itd. Najchętniej przez cały czas by wisiał przy cycu  tyle, że chyba nie całkiem szło to jak powinno, bo w domu doczekałam się pękniętej na pół brodawki. I znów myślałam, że nic z tego nie będzie. Ale się zawzięłam  Była krew pot i łzy. W końcu wyleczyłam brodawki i zaczęła się cudowna przygoda, która trwa już 17 miesięcy. I teraz musimy walczyć z pytaniami ile jeszcze, czemu tak długo i najbardziej bolesne od lekarzy dałaby sobie Pani już spokój naprawdę. Ale nie zrażamy się bo wiemy co dobre. Także dzięki Wam ! Także ja i moje dzieciaczki jesteśmy dowodem na to, że po CC i problemach, które zdarzają się WSZYSTKIM mamom można karmić piersią i tego Wam życzę !!! 

  • Ladybzyk
    22 stycznia 2015 at 22:01

    Ja właśnie wybrałam taki szpital, gdzie jest opcja kangurowania przez ojca, jeśli mi coś będzie lub skóra do skóry zaraz po cc, gdy będę czuła się dobrze.
    2h plus badania w mojej obecności lub męża.
    Poradnia laktacyjna i Pani z tej poradni na zawołanie.
    Jest też opcja RoomingIn gdzie mogę 24h/7 przebywać sama z dzieckiem i mężem i wszystko za darmo 🙂
    No i oczywiście wzmianka o KARMIENIU PIERSIĄ!
    Dla pewności wszystko spisane w planie porodu 🙂

  • AsiaW
    11 lutego 2015 at 12:44

    Nasza historia jest taka jak wiele powyższych – poród – godziny mocnych skurczy, a potem szybka decyzja o cc – ze względu na spadek tętna dziecka – potem okazało się, że miał trzy razy szyjkę obwiniętą pępowiną i jeszcze dodatkowo nóżkę, naturalnie nie urodziłby się zdrowy. Po wyjęciu dziecka pokazano mi je i przyłożono jego rączkę do mojego policzka, a potem niestety synek został zabrany (później dopiero się dowiedziałam, że miałam rozległy krwotok, więc może gdyby nie to, jakoś to inaczej by wyglądało). Dzieciątko dostałam od razu po przewiezieniu mnie na salę po operacji, wcześniej maluszkowi towarzyszył mąż. Mogłam malucha na jakiś czas przytulić skóra do skóry i dać mu pierwszy raz pierś, chociaż on jakoś nie był za bardzo zainteresowany. Potem niestety młody trafił do plastikowego „korytka”, mąż musiał wyjść (była 1 w nocy), a ja nie mogłam się ruszyć, żeby go wziąć, na szczęście przespał całą noc do rana (szpital z systemem rooming-in, więc miałam synka cały czas na oku). Następnego dnia uczyłam się przystawiać dziecko, ale nie szło mi zbyt dobrze – położne twierdziły, że mam wklęsłe sutki i trudno mi będzie karmić, a młody był bardzo malutki i miał problemy z chwyceniem piersi. Pierwszą i drugą dobę młody wisiał na piersi non stop, a mleko się nie pojawiało (a może tak mi się tylko wydawało..), w trzeciej dobie, mimo przystawiania praktycznie bez przerwy, maluch płakał z głodu. Położne zgodziły się go dokarmić mm – na szczęście szpital przyjazny dziecku i dokarmianie odbywało się za pomocą kieliszka, a nie butli. Byłam załamana tym, że nie mam pokarmu, kiedy koleżanki na sali walczyły z nawałami.. Ale porozmawialiśmy z mężem i stwierdziliśmy, że jeśli będziemy musieli karmić mm to nie będzie koniec świata. Kolejny dzień – czwarta dobra, nagle okazało się, że jeszcze przed karmieniem kieliszkiem mojemu dziecku ULAŁO się mocno MOIM pokarmem, który nagle w tajemniczy sposób się pojawił 🙂 Położne natychmiast przestały dokarmiać i od tego czasu mój maluch był już karmiony piersią. I tak już ponad dwa lata 🙂 Można? Można 🙂
    A puszkę mm, którą kupiliśmy zaraz po powrocie ze szpitala jako awaryjne wyjście, wyrzuciliśmy po roku praktycznie nietkniętą 🙂 (mm z niej użyte było tylko raz, przez położna środowiskową, która próbowała małemu dać mm jak miał dwa tygodnie, żeby mi tak ciągle nie ‚wisiał” na piersi.. :/ ale to już zupełnie inna historia..)

  • Kamila
    25 lutego 2015 at 17:37

    Podczas cc dostałam dodatkowo znieczulenie ogólne. Małego zobaczyłam po wybudzeniu, gdy przyniosła go do mnie mama, żadna położna sie nie pofatygowała. Poleżał koło mnie ok. 1 h i dopiero na następny dzień po postawieniu mnie na nogi mogłam udać się po dziecko. Było ciężko, dokarmiałam mm, bo z piersi kilka kropli wypływało. Dostawiałam jak najczęściej, ale dokarmiałam tez mm przez pierwszy tydzień…ale sie udało!!! Już 7 miesiąc na piersi na leci.Wszystko jest w głowie!!!!

  • PurBlanka
    19 marca 2015 at 21:28

    Oliwier za parę dni kończy 5 miesięcy. To moje pierwsze dziecko, cc planowana ze względów zdrowotnych. Od 20 tyg ciąży mleko się pojawiało codziennie. Synek zaraz po operacji już był jak glonojadek dossany do cyca. Nie wiem co to nwaał, ale wiem co to kryzys laktacyjny, 2 pierwsze miesiące cycusiowania non stop, gadanie teściowej (w 2 mscu), że powinnam u dać marchewkę albo mm bo na pewno się nie najada. Ale karmię do teraz, marchewę dostanie za 3 tygodnie, rośnie klucha jak na drożdżach. W szpitalu bardzo mi pomagały panie, zaraz po operacji rodzina ale w nocy, kiedy nie miałam siły przełożyć Małego, położne przychodziły i go przekładały i pomagały dostawić. W planie było karmić do 6 msca, teraz sobie nie wyobrażam, żeby odstawić. Każda z nas da radę !

  • Ania W.
    24 marca 2015 at 09:33

    Przede mną właśnie ten czas, bo cc już zaplanowane, a we mnie strach jak będzie z karmieniem po… 🙁 Rodzimy w szpitalu, gdzie dziecko po cc jest zabierane, ale już po godzinie, czy dwóch mąż może je do mnie przynieść – ufam, że to będzie owocny czas i pokarm się pojawi. Bardzo na to liczę i bardzo tego chcę – mam nadzieję, że nie dopadnie mnie chwila zwątpienia i się nie poddam…
    Dziękuję za Twoje podejście do tego tematu – dodaje sił i realizacji tego jednego z najważniejszych elementów (wczesnego) macierzyństwa.

  • Emka
    22 września 2015 at 22:22

    Witam!

    Ja sie na szczescie moge podzielic wspaniala historia… Mieszkam w UK… Juz na spotkaniu w szkole rodzenia polozna przekonywala wszystkie matki jak wazne jest kp, nazywajac piersi „mozgami” polaczonymi z dzieckiem i bron Boze nie kazala zadnych pompek ruszac bo to „mozgi” oglupia a one sie tak zsynchronizuja z dzieckiem, ze nic wiecej nie bedzie potrzebne 🙂 Z powodu przodujacego lozyska mialam planowana cesarke… Jak tylko Ellena zostala wyjeta i zwazona dostalam ja do piersi na pierwsze karmienie 🙂 przyssala sie na ponad godzine „skin to skin” i byly to nasze najpiekniejsze, pierwsze chwile… Po cc bylo ciezko, nie moglam sie podniesc przez 2 dni ale wszystkie pielegniarki przychodzily chetnie by mi pomoc malenka przystawic i probowac najrozniejsze metody 🙂 uczylysmy sie siebie nawzajem 🙂 pierwsze 2 tygodnie we lzach, bolace, krwawiace… Plakalam i karmilam ale sie nie poddalam 🙂 Moj mlekolak juz pije swoje mleczko ponad 12 miesiecy!!!

  • narkoza
    23 września 2015 at 07:30

    Lekarze planują w moim przypadku cięcie cesarskie. Ciąża jest bliźniacza. Czy warto kupić laktator przed rozpoczęciem karmienia i zabrać ze sobą do szpitala?

  • Agata
    23 września 2015 at 09:49

    Ja kroplę pokarmu zobaczyłam w trzeciej dobie po cc. Niestety całym porodem byłam megazestresowana więc może dlatego… Wywoływany przez tydzień poród, przy 4 kroplówce i baloniku ruszyły skurcze, były regularnie 9 godzin, przebili pęcherz płodowy, po odłączeniu kroplówki znów cisza… szybka decyzja o cc. Tak się w życiu chyba niczym nie stresowałam. Ale dostałam golutką córę na piersi jak mnie zszywali i pół godziny później leżała ze mną na pooperacyjnej. Tylko pokarmu nie było od razu… Ale dzięki temu, że w ciąży czytanie Twojego bloga to było moje główne zajęcie, wiedziałam żeby się nie poddawać i Mała cały czas ze mną leżała, ssała albo spała przy gołych piersiach. Wczoraj minęło nam 6 miesięcy wyłącznego cycusiowania 🙂

  • Miła :)
    23 września 2015 at 09:52

    Ja po 19 h porodu zrobili mi cc .Niestety pojawiły się komplikacje syn zaraził się sepsa i miał mocną żółtaczkę od razu został mi zabrany co też strasznie nad tym ubolewam 🙁 Niestety dziecko mogłam przystawić dopiero po około 3 tyg i przytulić bo ciągle była wala o jego życie .Ale odciągałam na szczęście pielęgniarki bardzo mnie zachęcały i ja bardzo chciałam bo wiedziałam ze chce mu dać wszystko co najlepsze 🙂 Udało się dzisiaj już 5 lat minęło i mam kochanego synka a w kwietniu będzie drugi szkrab 🙂 I też chce karmić piersią 🙂

  • Ania
    23 września 2015 at 10:43

    Grunt to się zaprogramować- nie ma bata, będę karmić. Bolało na początku, siedzieliśmy na 45 minutowych posiedzeniach z pierwszym maluchem, pomogły kapturki i mega dużo cierpliwości, w ktorą kazały mi się uzbroić moje siostry. jestem im bardzo wdzięczna, bo karmienie piersią to dla mnie jedna z najcudowniejszych prezentów natury dla mnie i moich dzieci. Pozdrawiamy z

  • DominikaS
    23 września 2015 at 14:12

    U nas kontaktu skóra do skóry nie było, procedury przy cc są tragiczne. Do tego szpital po burzy medialnej, spowodowanej ich błędem, wpadł w lekką paranoje i po cc dostałam Małego po 6h. Najgorsze uczucie świata. Zwłaszcza kiedy zapowiedziane miałam, że w 2h po zabiegu Mały będzie u mnie, a ten czas spędzi z Tatą, na kontakcie skóra do skóry. Niestety inkubator, pulsoksymetr… Ciężko jest, kiedy poród wygląda zupełnie odwrotnie niż sobie człowiek zaplanuje…. NA szczęście położna jak już Go przyniosła, to pomogła przystawić i pięknie się przyssał. Uczucia co do podejścia personelu do KP mam mieszane, bo bywało różnie przez te 4 dni na oddziale. Dokarmianie nas nie ominęło (ze wskazań medycznych), ale po 3 dniach był już nawał i karmimy się zaciekle od 2miesięcy;) mam nadzieje, że uda się nam karmić dłuuuuugo:)
    Szczerze Ci dziękuję Hafijo, bez wiedzy jaką u Ciebie zdobyłam, pewnie dziś bym dokarmiała. A to nasze przytulanie przy karmieniu to jedna z najfajniejszych rzeczy we wczesnym macierzyństwie.

  • Karolina
    24 września 2015 at 15:31

    Jestem mamą trójki dzieci i z każdym miałam inne doświadczenie w karmieniu. Córka przyszła na świat w 32 tygodniu ciąży przez CC w stanie krytycznym, spędziła 54 dni w szpitalu. Ja się nie poddałam i ściągałam pokarm. Nastąpił w końcu czas, że mogła dostawać moje mleko i tak jak wyszła do domu po krótkim czasie udało mi się Ją przystawić do piersi, z której piła do 16 mca. Drugie dziecko urodziłam też przez CC, choć akcja porodowa była, ale nie było jej postępu, więc lekarze nie chcieli ryzykować i dlatego zdecydowali o cesarce. Synek zdrowy, duży (4260 g), a ssać nie potrafił. W szpitalu zero pomocy. W domu ostra walka, krwawiące brodawki, długie przystawianie, karmienie z bólem ze zgrzytającymi zębami i morze moich i syna łez. Gdyby nie znajoma chyba nie dałabym rady, ale się udało i karmiłam 2 lata i miesiąc. Musiałam przestać, bo zaszłam w kolejną ciążę i trafiłam do szpitala. Trzecie dziecko urodziłam też przez CC (już wskazanie po 2 cesarkach) w 37 tygodniu. Synek miał problemy z oddychaniem i 3 doby spędził w inkubatorze. Ja odciągałam siarę i ją dostawał. I tak jak wyglądało karmienie mojego trzeciego dziecka to od zawsze myślałam, że to tak właśnie jest. Zupełnie bezproblemowo! Synka jak jeszcze nie był ze mną na sali, wyciągnęli z inkubatora i z sondą w buzi dostawili mi go do piersi, a on pięknie zaczął ssać! I też zamierzam karmić go długo, no chyba, że on zdecyduje inaczej 🙂

  • baśka
    22 listopada 2015 at 00:57

    Tylko mamy zrozumieją okrutność i tortury jak po 19 godzinach walki sn robi się cc, pokazuje maluszka z daleka i zabiera, by po 2 godz.przynieść i powiedzieć, że coś nie tak i tylko 5 min mamy. Dotknął tylko mojej skóry na dekolcie i piersi na więcej nie dano nam szans. Potem inkubator, diagnoza-zapalenie płuc i ja sama w sali oddalonej od synka o niemożliwy dla mnie do pokonania dystans. Nikt nie przyszedł pytać o karmienie piersią, nikt nie doradził by odciągać, gdy ocknęłam się w nocy (cc było o 10 rano) serce pękało z bólu, i zazdrościłam mamom, że mają swoje maluszki obok siebie, wpadłam w panikę, że nikt mnie na karmienie nie budził, że maluszek głodny, ale niestety środek nocy, dwa różne oddziały, a ja przykuta do łóżka.
    Jak tylko rano pojawił się mąż, zaczęłam walkę o karmienie i z systemem szpitala. To była najtrudniejsza walka w moim życiu. W łóżku, z laktatorem, walcząca o każdą kropelkę. Nie pozwolili mi karmić piersią, mówiąc, że synek jest za słaby by sam ciągnął, mąż biegał z siarą i podawał z palca. Nie pozwolili małego przystawić, z trudem dali przytulić na kilkanaście minut, ale ja się uparłam, że muszę walczyć o moje mleko, bo nie chciałam by dostawał mieszankę. Walka była zażarta i bolesna, a ja ciągle słyszałam, że za mało tego mleka, nosiłam każdą ilość i chciałam karmić, ale niestety personel miał inny plan. Pakowali go mm ze strasznej butelki, jak przynieśliśmy taką która przypomina smoczkiem pierś z medeli to im nie odpowiadała bo za wolno leci. Nie wołali na karmienia bym sama podawała, nie pomogli. Konsultantka laktacyjna w szpitalu po wielokrotnym suszeniu głowy, kazała mężowi kupić herbatki na laktację i pilnować bym się przespała, ja dzielnie budzik co 3 godz. I odciąganie laktatorem, dzidziuś nadal osobno. Szukaliśmy pomocy, prywatna konsultantka odmówiła wizyty w szpitalu, tłumacząc się konfliktem interesów. Ściągałam nadal i walczyłam do krwi i choć bolało strasznie (potem okazało się że naderwałam sutek) wywalczyłam taką ilość mleka, by maleństwo dali mi na pierwszą całą noc. Całą spędził wisząc na piersi i w nosie miałam wszystkie te ,,mądre rady,,-15 min jedna 15 druga bo brodawki zmaceruje, lub za słaby na cycka nie naje się. Nie był za słaby tylko zły bo z butelki szybko i bez problemów leciało, a tu trzeba było pracować. Ale wywalczyliśmy. 12 miesięcy mija i wiem, że warto każdy pot i łzy przezwyciężyć, by karmić (brodawka goiła się2 miesiące, konsultantka do domu przyszła i sprawdziła, że mały dobrze łapie, bo bolało strasznie). Mam żal do ciemnoty szpitalnej, bo kompetentne były 4 osoby na 20. Przeszkadzały, podkopywały wiarę w siebie, specjalnie dokarmiały mm na chwilę przed karmieniem. Trzeba wierzyć, że to co się czuje jest słuszne i nie słuchać innych, zamknąć się z dzidziusiem w sypialni i udawać, że jesteście tylko we dwoje i wierzyć, że oboje wiecie instynktownie co robić.

  • edra
    3 grudnia 2015 at 13:32

    Żałuję że wcześniej nie trafiłam na ten artykuł, byłoby mi łatwiej w walce o mleko…:) którą notabene na razie wygrywam. Rodziłam przez CC, zabieg był gwałtowny (12h porodu naturalnego), nikt się nie spodziewał takiego obrotu sprawy, a szczególnie ja… byłam pewna że urodzę naturalnie-bardzo tego chciałam. Stad też zabieg i wszystko co miało miejsce tuż po nim spowodował u mnie ogromy stres i łzy. Dodam, że z niewyjaśnionych przyczyn, CC było dla mnie bolesne.. było omdlenie, wymioty podczas zabiegu ponieważ odczuwałam ból.Oczywiście po porodzie byłam jak z krzyża zdjęta, nie podano mi więc maluszka od razu.. oczywiście mleka nie było, były za to poranione brodawki i maluszek który mega wymiotował bo przejadał się MM. Nie miałam też pomocy od żadnej sensowne położnej… Ale uparliśmy się z mężem, że damy radę… było potwornie ciężko, 15 min. do jednej piersi, 15 min. do drugiej (płacz bo nie ma mleka) i butla z której zjadał 100ml i wymioty… chlustające! Tak było przez tydzień albo i dłużej, później zapalenie piersi z gorączką 39,5 stopnia przez 4 dni, kapusta i inne przyjemności… (nie życzę nikomu!!!), następnie egzema piersi i jeszcze 2 razy zapalenie…Dodam, że synek ma na razie 8 tygodni, i dopiero teraz wszystko zaczyna się układać… zapomniałam jeszcze o kolkach synka i alergii na jakiś składnik mojego mleka (i próba wyeliminowania go). Piszę to wszystko, by dodać otuchy innej mamie która ma podobny problem lub problemy… to prawda, że podczas TAKIEGO karmienia ciężko poczuć tę magię bliskości, ale uwierzcie (!) że ona nadejdzie jak to wszystko się uspokoi… wtedy spojrzycie w oczy dziecka i poczujecie OGROMNĄ SATYSFAKCJĘ. To najlepsze co możecie dać swojemu dziecku i sobie… trzeba o tym cały czas pamiętać podczas walki o mleko:)

  • szaky
    14 grudnia 2015 at 06:18

    U nas cc było planowane – a ja, jak to ja, wszystkiego już przed musiałam, po prostu musiałam się dowiedzieć, dopytać, doczytać. Z góry byłam nastawiona, że BĘDĘ karmić piersią. Nie, że spróbuję, nie że może – tylko BĘDĘ.
    Krojona byłam jak już zaczęła się akcja skurczowa – może stąd wynika to, że nie miałam problemów z kp ? Nastawiona byłam, że może nie być lekko – ale było.
    Przez cały pobyt w szpitalu żałuję tylko jednego, że nie domagałam się kangurowania, położenia małej na piersi zaraz po porodzie – pokazano mi ją tylko, przytuliłam i dziecko zabrali na badania, a mnie szyli. Przy następnym dziecku (niestety, też czeka mnie cc) będę już twardo się domagać pierwszego kontaktu.
    Ale już po przywiezieniu na pooperacyjną mała na mnie czekała. Położne pomogły przystawić, choć nie trwało to długo, dziecko usypiało non stop.. Ale to chyba wystarczyło, bo karmię już ponad 9 miesięcy bez ani mililitra mm 🙂 A mleka tyle, że spokojnie wykarmiłabym bliźnięta 🙂 Mąż to się śmieje, że mając bliźnięta mówiłabym tak lekko o karmieniu trojaczków

  • Janula
    6 marca 2016 at 22:09

    2 razy rodziłam przez CC, obie nagłe po SN…
    Pierwszy poród 6 lat temu godz. 19. Małą mi pokazano na sali, zabrano do męża. Oddano po przewiezieniu na pooperacyjną. Próba przystawienia, bo dziecko „szuka cyca”, ale niestety nie wyszło. Udało się dopiero po 23, gdy mąż poszedł. Personel namawiał na oddanie dziecka na noc, nie oddałam. Przychodzili do mnie co i rusz sprawdzić czy wszystko ok. Przetrwałyśmy noc drzemiąc i mała jedząc 🙂
    2 poród 2 tygodnie temu godz. 20:50, szpital ten sam tylko 6 lat później. Podchodziłam do sn z własną położną pracującą w tym szpitalu. Odrazu mi powiedziała, żeby mieć pieluszkę do kangurowania, nawet jeśli się skończy cc. Małą po wyciągnięciu z brzucha mi pokazano i zbadano na stoliku obok, po czym oddano i położono na mnie. Mialam wrażenie, że trwa to tylko krótką chwilę, ale zdążono mnie w tym czasie zszyć. Dziecko dali mężowi, mnie przełożono na łóżko i przewieziono na salę pooperacyjną. Mała zaczeła jeść odrazu na sali pooperacyjnej.
    Tym razem walczyła ze mną o oddanie tylko jedna położna i dopiero koło 1 w nocy 🙂 Na jej nieszczęście naszą rozmowę usłyszała przechodząca neonatolog i wyjaśniła jej, że nie ma obowiązku odbierania dzieci i że dziecko może przebywać non-stop z mamą. Co ciekawe neonatolog kilkakrotnie w nocy do nas zaglądała i za każdym razem z uśmiechem na twarzy, gdy widziała jak mała je 🙂

    2 razy udało mi się nie oddać dziecka na noc w szpitalu w którym standardowo dzieci są odbierane w dobie „0” na 6h w nocy. Nie mogę powiedzieć, że było łatwo, bo nie można podnieść głowy, bo mamy podane kroplówki (miałam w zgięciu łokcia, więc nie mogłam zginać ręki :/ )… ale mi się udało. Jeśli tylko czujecie się w miarę na siłach to proście o dzieci już na sali pooperacyjnej. Przy drobnej pomocy partnera, personelu można przetrwać nawet noc zaraz po cc, czego my jesteśmy przykładem.

    • Ilona
      1 czerwca 2016 at 09:12

      Poprosiłam o dziecko gdy tylko wwieźli mnie do pooperacyjnej, żeby móc nakarmić malucha. Usłyszałam, że po cc nie można karmić, dopóki nie zejdzie znieczulenie, ewentualnie dopiero po 6h, „bo chyba nie chce pani nakarmić całą chemią maluszka?”. I tu nastąpiło pytanie o to, czy ma podać sztuczne mleko. Cóż, zgodziłam się, bo nie wiedziałam, że robią mnie w kulki z ich lenistwa, bo tak to by musiał ktoś przy mnie siedzieć a przecież fajniej jest być w dyżurce.

  • Martaaa
    7 marca 2016 at 22:11

    Ja również jestem po cc, odbyło się bardzo szybko. W 40 tygodniu ciąży poszłam na rutynowe badania ktg, usg, ciśnienie. Okazało się, że mam bardzo wysokie ciśnienie pierwszy pomiar 220/150 drugi 170/110, praktycznie od razu zostałam skierowana na salę porodową. Po godzinie trafiłam na salę operacyjną. Mój mąż był ze mną i to on pierwszy widział naszą córeczkę podczas wyciągania jej z brzucha. Potem pokazali mi małą i na chwilę położyli na piersi. Potem po zaszyciu dostałam córkę na ręce i caly czas już była ze mną. I wtedy pierwszy raz ją karmiłam, później niestety musiałam przestać ze względu na leki jakie mi podawano na nadciśnienie. Dopiero po 3 dniach znowu mogłam przystawić córkę do piersi i wtedy zaczął się problem. Mała nauczona już do smoczka nie chciała ciągnąć wrzeszcząc i wyginając się na wszystkie strony, do tego płaskie brodawki i brak wsparcia położnych. Dopiero położna z innej zmiany pomogła mi przy przystawieniu, z nią jakoś to działało bez niej w ogóle. Kupiłam nakładki i poszło, mała zaczęła ssać, nawał dostałam dopiero w 6 dobie bo wcześniej nie mogłam przystawić dziecka, korzystałam z laktatora. Karmimy się już ponad 4 miesiące przez pierwszy miesiąc z kapturkami, potem powoli się z nich wycofywałam. I udało się 😊 po trudnościach i obawach o kp jestem z siebie dumna, że nam się udało. Wiem, że szybko nie skończymy naszej mlecznej drogi☺
    PS. Jedna z pań ginekolog drugi dzień po porodzie stwierdziła, że „Pani to może się już pożegnać z karmieniem piersią”, bardzo mnie tym zdołowała, ale to głównie przez nią nie zrezygnowałam 😁

  • Kasia
    30 marca 2016 at 10:49

    „Jeżeli masz planowaną cesarkę i możesz wybrać szpital, w którym wykonuje się zabieg to warto zadać w szpitalu kilka ważnych i istotnych pytań (na podstawie Ina May Gaskin „Karmienie piersią””…..niestety nie jest to takie proste….w szpitalu uniwersyteckim, gdzie za tydzien bede miec cesarke (ze wzgledu na bardzo dobrego lekarza przeprowadzajacego zabieg, chcialam w innym szpitalu, ale musze tu) w ogóle nie ma mowy o takich pytaniach! Rodze, to mam sie przygotowac na to, co oni proponuja i tyle. Na zapytanie o kangurowanie przez Tate polozna popatrzyla sie na mnie, jakbym sobie zazyczyla pozlacanego lozka…w dzisiejszych czasach, gdzie wszedzie sie o tym mowi, jakie to wazne…no comments…jakbym przed cc poprosila o medyczne powody dla ktorych mozemy byc rozdzieleni to by mnie wysmiali…od razu mowia, ze dziecko jest pokazywane na minute, a potem po 4-6 godzinach przywozone dopiero..i bez dyskusji! .co do pomocy laktacyjnej…jak sie ma szczescie do milej poloznej to pewnie tak…za pierwszym, drugim razem, potem trzeba sobie samemu radzic…bedzie to moje pierwsze dziecko, godziny odwiedzin sa tam mocno ograniczone, ja po cesarce malo ruchliwa pewnie wiec przeraza mnie to, ze mozliwe, ze nawet nie bedzie mi mial kto pomoc z przystawieniem dziecka…takie sa niestety jeszcze polskie realia w wielu miejscach….a niby 21 wiek..

  • Marta
    16 maja 2016 at 16:21

    Moje CC było nagłe i nie planowane, po zabiegu pokazali dziecko już umyte, owinięte, przynieśli mi Syna jak leżałam po CC, owszem przytulił się do piersi i nawet szukał,żeby zassać, ale na mnie pielęgniarki warknęły,że głowy mam nie ruszać, bo będzie mnie bolała, mam się nie podnosić etc, żadna nie przystawiła mi Dziecka do piersi, przytuliłam Go tylko mocno i międzyczasie zadzwonił Tatuś,dowiedział się o Naszym Cudeńku, to Nasze pierwsze Dziecko, dlatego czytając Twojego Bloga popłakałam się, bo ominęło mnie pierwsze przystawienie do piersi, potem pielęgniarki powiedziały,że dały sztuczne mleko Małemu-człowiek nie zdawał sobie sprawy z tego pierwszego kontaktu…i później przez kolejnych 5 dni Dziecko jadło butle, nikt do mnie nie przyszedł, nie pokazał jak zacząć karmić, sama nieudolnie próbowałam, nic z tego nie wychodziło, miałam odpuścić…potem teściowa i Jej masaż moich piersi–czułam się strasznie…wymuszony poród naturalny, wymuszenie laktacji, zaczynało mi to wszystko być obojętne, kupiłam nawet sztuczne mleko i w ruch poszły butelki, podgrzewacze, miarki, etc, na szczęście trafiłam na fajną położną, która „truła” o karmieniu piersią do znudzenia, najpierw próbowałam przez kapturki,zanim cokolwiek poleciało, Mały płakał, odciągałam i podawałam Mu moje mleko, potem znów „trucie”lekarki, położnej, stwierdziłam,że jestem wyrodną i złą matką…aż pewnego pięknego dnia, nawet chyba 2 pięknych dni, płacząc przy piersi razem z Synem,wreszcie załapał o co chodzi ze ssaniem Mamy cyca, nikt mi nie pokazał, nikt nie pomógł, o mały włos brakowało,żebym sobie odpuściła, bardzo maleńki włos…na szczęście mam takiego mądrego Synusia, który wiedział co zrobić i do tej pory /2 miesiące/ karmimy się na żądanie kiedy On tylko chce 🙂 Pozdrawiam wszystkie Mamy!!

    • Hania
      9 września 2016 at 14:18

      Gratuluję determinacji, jesteś wielka!

  • Ilona
    1 czerwca 2016 at 09:06

    O Twoim blogu słyszałam będąc w ciąży ale jakoś tak nie miałam czasu ani weny na wejście i poczytanie. Jaka ja byłam głupia! Cholernie żałuję, że tego nie zrobiłam. Miałabym wiedzę i nie dałabym się zbyć, żeby po cięciu dostać dziecko, walczyłabym o swoje prawa! Hafijo, Twój blog będę czytać i polecać każdej ciężarnej do końca swojego życia, jeżeli doczekam się kiedyś córki to dam jej do przeczytania Twoje wpisy. Robisz naprawdę dobrą robotę i nigdy nie przestawaj!

    • Hafija
      1 czerwca 2016 at 20:28

      <3

  • Monika
    3 lipca 2016 at 18:36

    Ja też miałam cc w 40tc + 2 dni, w szpitalu św Zofii na Żelaznej. Córeczka ułożona była posladkowo plus moja macica jest dwurozna. Ja chciałam rodzić sn ale lekarze namowili mnie na cc bo to pierwszy poród i za duże ryzyko. W nocy w szpitalu, czekając na poranną cc odeszły mi wody. Mąż był przy cc. Malutka po zwazeniu itp położono mi na piersi i leżala ze mną na sali pooperacyjnej. Położne od razu starały się ja przystawic. Ona nie chciala ssac, miala ostra zoltaczke i przez pierwsze dni non stop spala… Położne wycisnely mi z piersi kilka kropel siary do kubeczka i wlaly jej do buzi. Później była walka o karmienie… Malutka nie mogła się przyssac do moich brodawek bo one są bardzo płaskie a ona była bardzo malutka i nie umiała ładnie ssac. Położne doradzily żebym używała kapturkow silikonowych i przez nie zaczęła ssac. Miałam mało pokarmu więc chodziłam co 2 godz do pokoju laktacyjnego i przez pół godz stymulowalam piersi metodą 7-5-3. Na początku udawało się ściągnąć dosłownie kilka kropel… Później stopniowo 5, 10 az po tyg 60 ml mleka.. malo przybierala na wadze wiec musialam przez tydzien ściągać i karmic ja z butelki odciagnietym mlekiem. W szpitalu mala była naswietlana i spędzilyśmy tam rowno tydzień. Do tej pory karmię ja przez kapturek bo niestety nie nauczyła się ssac bezpośrednio brodawki ale karmię ja wyłącznie piersią i jestem dumna że udało się mimo cesarki i płaskich brodawek! 😀

  • Hania
    9 września 2016 at 14:14

    U mnie cc było nieplanowane – trafiłam do szpitala kilka dni wcześniej z powodu sączenia się wód płodowych. Po jednym z ktg, lekarze zauważyli, że prawdopodobnie odkleja się łożysko i Malutka niedotleniona – błyskawiczna cesarka, mąż nawet nie zdążył dojechać. Zobaczyłam tylko jak wyciągnięto ją za nóżki głową w dół i zaczęłam płakać. Ja, po lekturze „Narodzin bez przemocy”, ja, marząca o pięknym (i bolesnym!) porodzie naturalnym. Ryczałam jak bóbr. Zabrano mi Małą na blisko 4h na obserwację. Po 4h umytą i ubraną w kilka warstw przyniosła mi położna. Byłam w takim szoku, że nie poprosiłam nawet o rozebranie jej. Dopiero w domu zauważyłam, że w Książeczce Zdrowia Dziecka zaznaczono, że kontakt skóra do skóry miał miejsce. Miał, w domu… Pierwsze karmienie poszło dobrze, ale Mała spadła na wadze – mimo że w normie, lekarz kazał dokarmiać mm. Mnie nawet nie zapytano o zdanie. Uparłam się, żeby karmić i wyprosiłam o dokarmianie mm „jedynie” co drugie karmienie. Przystawiałam non stop i odciągałam laktatorem, żeby dokarmiano ją moim mlekiem. KAŻDĄ kroplę zbierałam jak największy skarb. Cały czas mówiono mi, że Mała się nie najada moim mlekiem. Z tego powodu przetrzymano mnie dłużej w szpitalu, bo nie chciałam podawać tyle mm, ile zalecił lekarz. W końcu Malutka trochę przybrała i wypuszczono nas. Dziś ma 8 tygodni, karmimy się tylko piersią. Poród wspominam traumatycznie, niewiele pamiętam, wszystko jakby zamazane. Mam wrażenie, że sporo zostało nam odebrane, dlatego wiedziałam od początku, że karmienia piersią nie odpuszczę.

  • Morganna
    11 września 2016 at 11:55

    Dziewczyny, moja historia świadczy o tym, że jeśli ma się dużo woli, to można karmić. Przeczytałam wszystkie komentarze i serio nie znalazłam niczego podobnego do mojej sytuacji, więc ku pokrzepieniu przyszłych mam opisuję, bo skoro mi się udało, to każdej się uda!
    Urodziłam przez CC w 36. tygodniu ciąży. Moje dziecko, mimo iż zdrowe, trafiło do inkubatora na 3 dni. 3 dni, kiedy nie miałam jej przy sobie, a to robi ogromną różnicę. Pierwsza próba dostawienia (i zarazem mój pierwszy kontakt z dzidziusiem) nastąpiła jakieś 10h po porodzie! Kolejne dostawienie miało miejsce jakieś 5h później. Moja córka leżała piętro wyżej niż ja (na oddziale nie było miejsc, więc trzymali mnie na porodówce), nie było mi łatwo zwlec się z łóżka po operacji, ale i tak to robiłam (choć z przerwami, np. przez pierwsze dwie noce nie poszłam jej dostawiać o 3.00 w nocy, o czym zaraz napiszę). Problemów było dużo od początku. Brak kontaktu skóra do skóry, dziecko z dala ode mnie przez 3 dni. Oczywiście, od samego początku dziecko karmione mlekiem modyfikowanym, bez żadnej konsultacji ze mną czy próby naturalnego karmienia (powiem szczerze – położne miały to w 4 literach…) Mała miała dobry odruch ssania, ale zasypiała po jakiś 5-10 sekundach i nici z pobudzania moich piersi. Tak było za każdym razem, także prawdę mówiąc mogłam liczyć tylko na laktator (którego nota bene nie było na stanie szpitala, dobrze, że miałam swój, bo bez tego mogłabym zapomnieć o karmieniu piersią). Dodatkowo, ja dostałam jakiejś infekcji i gorączki, męczyłam się z tym przez 3 dni i podali mi antybiotyk. Mimo to byłam bardzo zmotywowana, więc co 3h z zegarkiem w ręku odciągałam pokarm laktatorem w systemie 7-5-3 minuty. To zabierało pół godziny i było okropnie obciążające psychicznie i fizycznie, ale co zrobić. Pokarmu jak nie było, tak nie było. Nie pomogły herbatki laktacyjne, Femaltiker, kładzenie niemowlaka skóra do skóry itp. Dość szybko zaczęłam się martwić (łatwo powiedzieć, żeby się nie stresować…). Trzeciego dnia przyszła do mnie Pani z poradni laktacyjnej i powiedziała mi, że robię wszystko dobrze, za wyjątkiem tego, że nie dostawiam małej o 3.00 w nocy. Powiedziałam jej zgodnie z prawdą, że położne mnie od tego odwodziły i że mówiły, że ważne, żebym odpoczęła. Powiedziała, że przerwa 6h przy problemach z laktacją to za dużo. Strasznie się wkurzyłam na położne za to i poszłam do nich i im powiedziałam, że o 3.00 chce dziecko przystawić. A one znowu mnie odwodzą od tego i mówią, że maja ciszę nocna o tej porze i gaszą światła…. Ręce opadają. Nie dałam za wygraną i powiedziałam, że ja świateł nie potrzebuje do dostawienia dziecka i że przyjdę tak czy siak. No i efekt był taki, że jak przyszłam, to wszystkie spały, także chyba dlatego nie chciały mnie tam. Na szczęście 4. dnia dziecko już miałam u siebie na sali.
    Pierwszy pokarm pojawił się w czwartej dobie po porodzie, ale mówimy tu o objętości rzędu 1 – 1,5 ml podczas pół godzinnej pracy z laktatorem. Bardzo sie ucieszyłam i liczyłam, że ta objętość będzie się zwiększać, niestety, nie udało mi się przekroczyć 8ml ściągniętego mleka przez dłuższy czas. Byłam w dużym stresie, zwłaszcza, że pokłóciłam się z mamą, która na mnie naskoczyła, że moje dziecko nie chce ssać, bo ja tego nie chcę. Bardzo mnie to zraniło i po tym wydarzeniu zmniejszyła się ilość ściąganego pokarmu. Coś w tym jest, że stresy nie sprzyjają laktacji. Wyszłam ze szpitala w szóstej dobie i nadal ściągałam ilości rzędu 5ml. Bardzo to wszystko przeżywałam, wpadłam w apatię, byłam zmęczona i zniechęcona. Po kilku dniach spędzonych w domu (przez cały ten czas pracowałam z laktatorem w systemie 7-5-3 po KAŻDYM KARMIENIU!) pękłam psychicznie i postanowiłam się poddać. Będzie co będzie – pomyślałam. Poczułam, że spadł mi ogromny ciężar z serca. Było mi bardzo smutno z myslą, że nie będe karmić córki naturalnie,a le równocześnie tak się cieszyłam, że mam ten stres już za sobą. od razu odżyłam. Przestałam ściągać pokarm po pół godziny po każdym karmieniu (robiłam to jedynie 7 min na każda pierś). Nadal dostawiałam dziecko przed każdym karmieniem z butelki i oczywiście, to co ściagnęłam podawałam jej przez smoczek. Także w praktyce nie było to takie prawdziwe poddanie się, a raczej odpuszczenie sobie napięcia i presji. Niestety, córcia była apatyczna i nadal nie chciała ssać. Pocieszałam się, że może jak się wzmocni, to nie będzie tyle spała i zacznie ssać (tak też się stało, zmiana była zauważalna mniej więcej po 2-3 tygodniach, wtedy córcia zmężniała, miała dłuższe okresy czuwania i znacznie dłużej ssała). Miałam tez duże oparcie w mężu. I jakoś w momencie, gdy odpuściłam, wszystko ruszyło. W ilości ściąganego pokarmu nie było tego tak widać, ale sukcesywnie zmniejszała się ilość MM wypijanego przez moją córkę, co oznaczało, że musiała wysysać coś z piersi. najpierw wypijała 50ml z butli, potem tak bliżej 40, 30, 20 itp. Po jakimś czasie i z laktatora pojawiało się więcej mleka. Także w okresie dwóch tygodni od porodu z karmienia sztucznego udało mi się przejść na karmienie mieszane. Długo nie mogłam uwierzyć, że mi się uda. Cały czas myślałam, że pewnie i tak niedługo stracę pokarm, skoro karmie mieszanie (dużo takich historii od koleżanek słyszałam)., Dlatego tez zależało mi, żeby spróbować całkowicie odstawić mleko modyfikowane. To było bardzo trudne. Poczałkowo podawałam butle po każdym dostawieniu. W pewnym momencie zamiast mleka modyfikowanego, udawało mi się podawać moje mleko odciągnięte. W czwartym tygodniu po porodzie doszłam do tego, że mleko modyfikowane podawałam mniej więcej 1-2 razy dziennie a reszta to moje mleko wypijane z piersi lub z butelki. Przyznaję, to było dla mnie trudne, bo cały czas się bałam, czy dziecko się najada. Problem był taki, że moje piersi po dostawieniu były puste (co oznaczało, że dzidzia wypijała z nich wszystko), więc rodziło się pytanie – czy jest już najedzona, czy nie? To dla matki ciężki orzech do zgryzienia i łatwo jest się złamać i jednak spróbować podać MM. Jednak bardzo się starałam nie popadać w paranoję i jednak nie dawać MM. Zaufać sobie i naturze. I to poskutkowało! Ostatni raz, kiedy podałam MM to było dokładnie miesiąc po porodzie (znam dokładne daty, bo prowadziłam dziennik karmień). Miesiąc – tyle zajęło mi przejście od karmienia sztucznego do karmienia naturalnego. Udało się! Dziś dzidzia ma już 7 tygodni, jest wyłącznie na mojej piersi, nie ma podawanej butelki w ogóle. W tej chwili już uwierzyłam w swój sukces i jestem z siebie bardzo dumna, że mimo tylu przeciwności losu, dokonałam tego. Gdy położne mi mówiły: proszę się nie poddawać, uda się Pani – nie wierzyłam im. Dziś widzę, że miały rację. nie poddawajcie się dziewczyny! Czasem to trudna droga, w moim przypadku było bardzo bardzo trudno, ale dałam radę! Wy też możecie. Jeśli któraś z Was ma ochotę ze mną porozmawiać na temat mojej historii, możecie się ze mną skontaktować poprzez moją witrynę internetową – z chęcią was wesprę.

  • Amelia
    17 października 2016 at 20:00

    Ja miałam planowaną cesarkę w 36 tygodniu ponieważ dla lekarzy był to tydzień 38 – nikt nie chciał słuchać że dokładnie wiem kiedy fasol pojawił się w moim brzuszku, wiedzieli lepiej z kalendarza. Na sali ledwo go zobaczyłam, nawet nie cmoknęłam bo miałam machę tlenową… Po cc zabrali mi synka na dobę. Już to że odchodziłam od zmysłów pomijam i to że mąż nie wiedział czy pocieszać mnie czy siedzieć z synem. Mały leżał w inkubatorze, bo uznali go za wcześniaka morfologicznego. Karmili go oczywiście sztucznie. Kiedy już wyprosiłam żeby mi go chociaż na karmienie przynieśli nie umiał ssać, a ja nie miałam mleka, na szczęście mógł zostać z nami na stałe. po kilku karmieniach jakoś opanował o co chodzi, ale zaraz jak tylko się przyssał to krzyczał bo się męczył. Jednak w ciągu jego drugiej doby dokarmili mi go raz. Ja albo przystawiałam synka, albo laktator, w zasadzie bez przerwy. Jak spałam robił to mąż ( mógł być z nami cały czas) 😉 i tak 5 dni w szpitalu. jakoś to nam poszło, ale bardzo zawzięta byłam. Po powrocie do domku dość długo dokarmiałam go własnym mlekiem z butelki, bo szybko męczył się ssaniem i krzyczał. Za dwa dni kończy pół roku i tak opanował sztukę ssania że najada się w 4 minuty 🙂 jako motywację do wiszenia na laktatorze żeby mieć mleko w butli i do karmienia mimo pogryzionych brodawek ( przez osłonki) kupiłam pudło sztucznego mleka i robiłam wszystko żeby nie dać go synkowi. Położna na szkole rodzenia mówiła że karmienie piersią jest w głowie. Ja w głowie miałam pełno mleka dla synka i przełożyło się to na piersi 🙂 teraz jestem z siebie dumna

  • Amelia
    20 października 2016 at 20:58

    Morgana, ja przystawiłam synka po 26 godzinach od porodu, wtedy też pierwszy raz go dotknęłam, na sali tylko go zobaczyłam i to ledwo, bo byłam bez okularów 😉 w szpitalach nikogo nie interesuje żadne kangurowanie ( „Co? Gazet się naczytałaś, to w stanach takie mody są” ) … Na karmieniu piersią zależy położnym, bo pielęgniarki od dzieci tylko czychają za drzwiami ze sztucznym mlekiem w butli, żeby tylko cisza na oddziale była

  • marta
    27 lutego 2017 at 11:54

    Ja po cc walczyłam o mleko- corka została przewieziona na intensywna terapie miała transfuzje krwii mogłam ja zobaczyć dopiero 4 dobę po porodzie- mleko pojawiło sie na 6 ale pobudzała piersi regularnie laktatoren i udało sie! Karmimy a mała zdrowa i uśmiechnięta:)))

  • Laura
    6 czerwca 2017 at 08:16

    Przeczytalam wszystkie komentarze i jedno tylko powiem – tyle tu dzielnych kobiet i strasznych historii! Dlaczego musimy walczyc o cos, co nam sie nalezy, jak np.bycie z dzieckiem od razu po porodzie, pomoc w tych najwazniejszych momentach kogos doswiadczonego i cierpliwego…?

    Ja mam miec tez niestety cesarke, mimo ze tak swietnie psychicznie przygotowalam sie na porod naturalny i wrecz go wyczekiwalam. Ale dziecko lezy wciaz glowka do gory… tak mi zal, ze nie bede mogla przezyc z moim dzieckiem wspolnie tego pierwszego doswiadczenia jakim jest porod 🙁

    Dziekuje za wszystkie historie, one mi dodaly odwagi, zeby zawalczyc o karmienie piersia mimo cesarki i ze sie uda!

  • Kkasia
    8 lipca 2017 at 21:04

    Chciałam spytać jak to jest z tą prolaktyną. Ponoć to hormon stresu. Jej poziom podnosi się między innymi w sytuacjach stresowych. Jednocześnie jest ona odpowiedzialna za laktację. A mówią, żeby matki karmiącej nie stresować. Piszesz, że stres podczas cc więc laktacja może się opóźnić. Zgłupiałam 😉

  • Lolka
    20 sierpnia 2017 at 15:28

    A ja wywalczyłam cesarkę choć miałam mieć naturalny poród pośladkowy. Drugi poród . nikt nie wziął pod uwagę kilkunastu lat przerwy. Wdzięczna byłam szpitalowi za pomoc i ludzkie potraktowanie. Z tej wdzięczności o zdrowe dzieck,. nie przeszkadzał mi brak kangurowania i rozłąka. Rana zagoila sie blyskawicznie, a mnie humor dopisywal lepszy niz po Sn. Liczyl się tylko zdrowy maluszek. Karmie 13 miesiąc i Bobo nie chce mm.

  • Katarzyna
    15 października 2017 at 17:15

    Witam ja urodziłam dwóch synów przez cc pierwszego w Polsce co wspominam tragicznie i też mi go zabrali i przyniesli po kilku godzinach. Nie było żadnego skóra do skóry!
    Drugiego synka urodziłam w Londynie i strasznie się bałam porodu w obcym kraju. Jednak to było przeżycie nie do opisania! Wszyscy byli poprostu prze mili, mój mąż był ze mną na sali operacyjnej , przeciął pepowine i nawet na chwilę nie odebrano nam maluszka! Pytali czy mogą podać witK i wszystko po kolei tlumaczyli no i oczywiscie skóra do skóry! Malutki jadl przez 1h a mleczko miałam już po 2 dniach. Było to najwspanialsze przezycie w życiu a tak obawiałam się że nie rodze w kraju. U nas naprawdę kobiety traktują okropnie!

  • Monika
    26 października 2017 at 01:14

    A ja nie wiem co robić. .
    Jestem po cc 41tydzień, próby wywoływania i w końcu z powodu braku postępu operacja.
    Nie było kontaktu skóra do skóry, mały był dokarmiany w szpitalu. W domu walka o laktację. Od samego początku przysypiał, ale jakoś szło. Karmienia były długie ale mały się najadał, przybierał na wadze.
    Od poltorej tygodnia jest słabo 🙁 ciągle na piersi, oczywiście z przysypianiem i jak próbuję go odstawić np po półtorej godziny, jest płacz więc znowu przystawiam a on usypia. Często też odrywa się.
    Jaksciagam laktatorem po karmieniach to zawsze coś wypłynie. Czasem więcej, czasem mniej ale zawsze coś. Piję femaltiker regularnie.
    Nie wiem co robić 🙁
    Proszę o radę. Nie chciałabym przestać karmić ale przyristy wagi są małe 🙁 Maluszek ma 2,5 mca

  • Michalina
    3 listopada 2017 at 21:11

    Pierwsze dziecko, nagłe CC po pełnym rozwarciu i godzinie „dmuchania zupy” na partych skurczach. 40t.c i 6 dni. Nie było kontaktu skóra do skóry. Po porodzie mały w inkubatorze, potem na sali pocięciowej kilka razy przystawiono mi go w nocy, bo nie mogłam się ruszać. Był dokarmiany mm. Mleko pojawiło się po ponad 3 dobach. Na szczęście miał tak silny odruch , że mm w butelce nie zepsuło.Teraz ma 5 tyg. przybiera i je tylko pierś.

  • Aga
    7 listopada 2017 at 12:09

    Witam, nie wiem czy przeczytasz mój komentarz, ale chciałam Ci podziękować. Za dwa tygodnie na świat przyjdzie mój syn – moje pierwsze dziecko. Z powodu przebytej operacji kręgosłupa, będę miała planowane cc. Do tej pory, bardziej niż porodu bałam się karmienia (żadnego pozytywnego doświadczenia w rodzinie i wśród koleżanek). Slyszalam mnóstwo negatywnych opinii o karmieniu po cc. Dzięki Twoim artykułom przestałam się bać, wiem, że sobie poradzę. Znalazłam świetnego doradcę laktacyjnego, czytam książki i przygotowuję się na dzień narodzin mojego synka. Dziękuję z całego serca za pomoc. Jestem przygotowana na to, że może być ciężko, ale czuję, że się uda. Pozdrawiam serdecznie

  • Anna
    30 maja 2018 at 20:50

    Moim zdaniem to nie ma aż tak dużego znaczenia czy sn czy cc. Problemy z laktacją mogą się pojawić zawsze. Ja miałam z drugim dzieckiem chyba częściej pustkę niż pełne piersi, na szczęście z pomocą przyszedł prolaktan

  • kasai
    19 czerwca 2018 at 11:40

    Mam planowaną cesarkę za kilka tygodni. Pytam położnej z poradni przyszpitalnej czy dziecko na pewno zostanie mi przyniesione zaraz po zszyciu do kontakt skóra-do-skóry (wg. szkoły rodzenia – tak powinno być, do tego czasu ojciec kanguruje) i o inne rzeczy. Dowiedziałam się, że wg. położnej będę wtedy chciała odpoczywać a nie przytulać dziecko (chyba ja powinnam o tym zadecydować, nie ona, prawda?), że bez przesady, że to nie jest ważne, a że w ogóle to ona nie miała mleka i nie powinnam się nastawiać bo ja tez mogę nie mieć i w ogóle po co przystawiać od razu skoro mleko pojawia się dopiero po 3 dniu od porodu. Ogólne nastawienie – „proszę się nie nastawiać na karmienie piersią bo może nie wyjść (jak mi nie wyszło)”. A co mnie obchodzi to, że ona nie miała mleka i, że nie każda kobieta ma i, że „mam się nie nastawiać aby się nie rozczarować”?! Czy to jest coś co się mówi kobiecie w ciąży w 35 tygodniu?! Pocieszam się, że ta położna akurat to nie pracuje na samym oddziale (tylko w poradni), a z tego co słyszałam na szkole rodzenia to szpitalne położne bardzo dbają o karmienie piersią. Ale nadal. Czy to jest coś co powinna mówić położna, jakakolwiek?! Ręce mi opadły po wyjściu z gabinetu.

  • Ana
    4 lipca 2018 at 17:29

    Pierwsze dziecko próbowałam urodzić sn a skończyło się na cc w nocy o 3.50 syna dostałam do piersi dopiero o 11 mimo że id samego rana się o niego dopominalam (miałam się wyspać choćby na siłę) problemy z laktacja a pan od laktacji pojawił się u mnie dopiero w dzień wypisu. Drugie maleństwo już w innym szpitalu też próbowałam urodzić sn a skończyło się na cc. Pół godziny po przewieziu na salę pooperacyjną przyszli z malutka na pierwsze przystawienie do cyca. I choć w drugiej dobie przyszedł kryzys karmienia to opieka personelu nie zostawiła mnie samej i co chwilę ktoś do mnie zaglądał. Dzięki tym ludziom córcia na cycu przesiedziała 2 lata i 8 miesięcy. Jutro czeka mnie trzecie cc tym razem planowane. Wierzę że i tym razem uda się z kp

  • Kamila
    8 lipca 2018 at 21:45

    A zatem co robić jak po cc mleko nie pojawia się przez 5-6 dni? Rozumiem i wiem, że maleństwo moze nie jesc w pierwszej dobie ale w drugiej juz w końcu się jedzenia domaga. A go nie ma mimo przystawiania co 2h. I co wtedy? 🙁 Moja córka po cc byla leniuszkirm, nie szło jej w ogóle dobudzić, czy warto w rakich sytuacjach działać laktatorem co 2-3h? U mnie mleko się nie pojawialo a doby płynęły (nie bylo zupelnie czynnowci skurczowej, porod po terminie, ulozenie miednicowe – stąd cc).

    • Hafija
      19 lipca 2018 at 11:41

      5-6 dni powinnyście być pod opieką polożnej, udać się do IBCLC lub CDL ocenić wskaźniki skutecznego karmienia.

    • Agata
      22 sierpnia 2018 at 21:12

      Kamila, mialam to samo, nagłe cc, brak skurczów, złe ułożenie dziecka (mój maluch wstawiał się twarzą, a nie tyłem głowy…), Dziecko przystawiałam, a synek wył (z glodu…). Ja z solidnym baby bluesem itd. Na szczęście trafiłam na genialną położną, poradziła po karmieniu (!), jeśli dziecko głodne, dokarmiać. I działać laktatorem metodą 7 – 5 – 3 (na to trudno znaleźć czas przy noworodku). Pierwszy miesiąc to ciągła walka, zakończona sukcesem.

  • Maja
    19 października 2018 at 18:43

    Miałam nagłe cc 9 października w 35tc. Synek 1740g lekki hipotrofik. Na początku odciagałam ręka. Potem ręcznym laktatorem.
    Synka zobaczyłam dopiero 30godzin po cc.
    Kilka dni temu próbowałam z panią od wcześniaków przystawić do piersi ale nam za duże brodawki do jego buzi.
    Karmię go moim mlekiem z butelki.
    Dziś mnie wygonili do domu, synek został na intensywnej.
    Co 3 godziny ściągam bo teraz będę mogła raz dziennie go odwiedzać.
    Dziś 10 dzień po cc, nie zauważyłam żadnego nawału mleka.
    Zastanawiam się,czy jest opcja, żebym mimo wszystko przystawiła kiedyś synka do piersi ?

skomentuj