Dlaczego nie warto sprzątać dziecku w pokoju?


Pokój mojego dziecka. W końcu. Jego własny kącik (duży kącik). Jego zabawki, jego łóżko, jego stół. Jego kawałek podłogi.

Chciałabym móc wam powiedzieć ile razy dziennie wchodząc do jego królestwa mam ochotę uciekać z krzykiem. Albo przywołuję sobie w głowie obrazy pięknych pokoi dziecięcych z blogów wnętrzarskich przepełnionych delikatnymi wzorami, śnieżnobiałymi poduszkami i pastelowymi obrazami i załamuję ręce. Albo, kiedy patrzę na ściany w kolorze gołębiej szarości i na trzy wielkie brązowe krechy z mazaka i pragnę wyszarpać sobie włosy z głowy.

Obcięłabym sobie rękę żeby mieć u dziecka w pokoju ład jak z żurnala.

Ale nie mam i mieć nie będę pewnie nigdy. Mam za to ścieżki między porozwalanym na podłodze klockami LEGO, mam tory Tomka i przyjaciele porozkładane tak żeby można było przejść TYLKO między dzikim mostem a tunelem. Mam ubrania wystające z szafy i książki w nieładzie. A tak naprawdę, źle to wszystko napisałam – nie mam. Mój syn ma.

Ma mazaki pod stołem i kapcie pod łóżkiem. Ma wszystko wszędzie tak jak sobie sam układa. Czasem na środku stoi wielki tunel lub namiot. W zależności do humoru dziecka.

– Ogarniesz trochę żeby można było przejść? – pytam

– Nie, bo ja mam tu bazę – odpowiada

Albo, kiedy już zasypia

– Mamo ty wyjdź już z mojego pokoju…

Wracam, więc myślami do mojego dzieciństwa. I pierdolnika, który robiłam na każdym kroku. Bo w życiu są dla mnie rzeczy istotne i rzeczy absolutni nieistotne. To gdzie kładłam spodnie i bluzkę było nieistotne, to gdzie odkładałam plecak i kapcie. Nieistotne. To gdzie schowałam książkę o przygodach piratów było dla mnie istotne. To, że wiem gdzie mam moje „skarby” i wiem, że nikt mi tego nie ruszy. To było dla mnie istotne.

Teraz mój syn ma swój pokój i wierzę, że jest coś więcej w posiadaniu swojej przestrzeni, coś ważniejszego niż ładnie zasłane łóżko i białe ściany. Myślę, że nazywa się to bezpieczeństwo. Poczucie posiadania miejsca swojego na świecie. Gdzie można swój świat układać na swoją modłę. Azyl od świata.

Znacie taki mem z Einsteinem? „Jeżeli bałagan na biurku to symbol bałaganu w głowie, to symbolem, czego jest puste biurko?”

Mam takie poczucie, że to jest to, do czego zmierzam nie tylko z życiem swoim, ale co chcę pokazać dziecku. Kreatywny bałagan. Bałagan podyktowany zabawą, bałagan z rozmysłem stworzony przez dziecko to bałagan, któremu się przychylam. Tak jak bałagan na moim biurku w pracy, bałagan w mojej torebce. Bałagan z sensem.

Dokopałam się nawet do badań, które mówią, że przebywanie w porządku, w poukładanym otoczeniu sprawia, że ciężko nam wyjść ze strefy komfortu. Ludzie przebywający w takim otoczeniu trzymają się częściej zasad i są mniej kreatywni. Ci, którzy mają wokół siebie własny chaos częściej wychodzą poza schemat. 1

Kocham porządek i układność. Jestem fanką ludzi, którzy mają pięknie poustawiane wazony na półkach i zdjęcia w czarnych ramach powieszone według schematu. Poważnie.

Od czasu do czasu sama podejmuję próby przeniesienia tych godnych podziwu umiejętności na łono mojej rodziny. Najczęściej ten ład trwa od godziny do dwóch dni, i jest to czas kiedy staram się uładzać, co się da w każdej chwili. Syzyfowa jest to praca.

Ponieważ wiem, jak wpływa na mnie praca w miejscu, gdzie nie mam jak odłożyć kubka w przypływie weny, to wiem, że i moje dziecko może czerpać z bałaganu pewne korzyści. Na przykład móc myśleć o ważniejszych rzeczach niż LEGO na podłodze czyli m.in. o tym, dlaczego wymarły dinozaury, czy będziemy mieć kotka a jak tak to czy z mamą kocią czy bez mamy kociej, dlaczego nie wolno bić nikogo mieczem, jak zbudować statek kosmiczny itd. itd. Moje dziecko mówi, że bardzo lubi swój pokój, że lubi w nim spać, bawić się i jak się zezłości to idzie do siebie i zabrania nam wchodzić do środka, ma swój azyl. Pytamy zawsze czy możemy wejść porozmawiać i czekamy aż się zgodzi. Jesteśmy jednymi z tych ludzi, którzy oddali przestrzeń dziecka dziecku. Ze wszystkimi konsekwencjami.

Nie, to nie znaczy, że jak wyleje się sok na podłogę to zostawiamy go na podłodze i niech się do niego dziecko klei.  Nie, to nie znaczy, że jak młody wysmaruje ścianę kredką to nie próbujemy trochę tych mazgajów odczyścić. Jesteśmy w tym naszym zapatrzeniu na bałagan rozsądni.

Czasem, kiedy ilość zabawek nas przerasta bierzemy worki i odgruzowujemy zabawki, którymi już się dziecko nie bawi.

Czego więc uczę swoje dziecko skoro nie uczę go sprzątać?

Pamiętaj gdzie odkładasz.

Nie musi to być „na miejsce” ważne żeby pamiętać. Moje dziecko często gubi zabawki.

– Mamoooo!! Gdzie mój Mario? Pomoże mi ktoś? – Krzyczy spośród stosu zabawek

– A gdzie ostatnio się nim bawiłeś?

– Nie pamiętam

– Jak mamy, więc go znaleźć? Pamiętaj gdzie odkładasz swoje zabawki

 

Nie kładź pod nogami

Moje dziecko zdeptało sobie nie jedno Ninjago. Był płacz, żal, były nerwy.

– Kochanie delikatne klocki odkładaj do pudełka – wtedy nie zniszczą się na podłodze – mówię. A on czasem tak robi. A czasem nie. Jednak widzę, że to działa lepiej niż musztra sprzątania.

 

Nie zagracaj łóżka

Kiedy położysz się na klocku lego to będziesz tą noc pamiętać długo? Moje dziecko też pamięta jak zasnął na Jayu Ninjago. Teraz uważa, żeby nie było klocków w łóżku. Bardzo tego pilnuje.

Wierzę, że pokój – przestrzeń, jaka jest wokół nas – to odbicie tego, kim jesteśmy. Wierzę, że każdy powinien mieć prawo organizować swoją przestrzeń jak tylko tego chce i jak to czuje. Mieć własną definicję porządku czy ładu rzeczy. Wierzę, że samodzielnie układając swoje rzeczy układamy nasz świat ergonomicznie dla nas, Uczę, więc moje dziecko ergonomii jego przestrzeni osobistej. Dbam o to żeby pamiętał o mojej przestrzeni i nie wynosił swojego chaosu w moje zacisze kuchni czy sypialni. Wierzę, że ja uczę się szanować przestrzeń mojego dziecka żeby on szanował przestrzeń innych. Pamiętamy o tym żeby widział, dlaczego nie może przestawiać na moich półkach, dlaczego nie może u nas wywalać klocków.

Nie, nie wejdziecie w moim domu do królestwa bałaganu. Nie zobaczycie, jak rwę włosy z głowy, bo w toalecie pływa dinozaur (bo nie pływa). Nie.

Zobaczycie całkiem ogarnięte pokoje, twórczy chaos zabawek i książek w pokoju dziecka i zadowolone dwie osoby – mnie i dziecko – leżących nogami do góry na tapczanie i czytających „Magiczny Domek na Drzewie”.

  1. http://www.psychologicalscience.org/index.php/news/releases/tidy-desk-or-messy-desk-each-has-its-benefits.html
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

17 komentarzy

  • bałaganiara :D
    18 maja 2016 at 20:20

    Super post. Szkoda, że moi rodzice nie mogli go przeczytać 20 lat temu :P. Ja właśnie miałam taki twórczy bałagan w pokoju, ale zawsze wiedziałam gdzie co mam. Od razu odnajdowałam każdą pierdółkę, np. nożyczki pod stertą notatek, książek i innych rzeczy. A jeżeli zdarzyło mi się, że mama mi posprzątała to wtedy nie wiedziałam, gdzie co jest. Za to moja pierwsza siostra była pedantem od urodzenia. Wszystko zawsze musiała mieć poukładane prawie, że od linijki :P, widziałam jak patrzy na mój pokój z przerażeniem. Moja kolejna siostra wdała się we mnie :P, a teraz jak to się ma do kreatywności – hmm – ja szyję, robię różne rzeczy handmade, rysuję, miewam szalone pomysły. Moja siostra pedantka jest inżynierem, bardzo dobry matematyk, ale dalej ma nieskazitelny porządek u siebie. Moja druga siostra uczęszczała na choreografię, balet, grała na skrzypcach, śpiewała, grała w siatkę – wszystko ze świetnymi osiągnieciami, ma niecodzienne spojrzenie na nauki ścisłe, nawet nauczyciele nie nadążają za jej tokiem rozumowania a i tak zawsze „wychodzi” jej dobrze ;), czy to faktycznie jest potwierdzenie wyżej postawionej tezy? – nie wiem, być może w jakiejś części na pewno, ale wiem, że ja nie będę swojego dziecka napiętnować za ten „kreatywny nieład” w jego pokoju. Jego pokój to jego pokój. Zawsze mi tego brakowało, tego poczucia, że nikt mi tu nie będzie się panoszył – oceniał, kazał sprzątać i porównywał z siostrą, która ma porządek. Przekonałam się na własnej skórze jak to jest. Właściwie teraz z perspektywy czasu nie pojmuje o co tyle rabanu wiecznie z tym „bałaganem”. Ludzie sami stwarzają sobie problemy tam gdzie ich nie ma. Ja miałam wieczny „bałagan” w pokoju i jakoś skończyłam studia, mam pracę w której się realizuję, rodzinę i prowadzę własny dom, a do tego mam czas na hobby. I jeszcze mam kota :P. Wszyscy mają się świetnie :D. Pozdrawiam wszystkich bałaganiarzy. Do nieszablonowych ludzi świat należy 😀

  • Gosia
    18 maja 2016 at 20:24

    Moja mama raczej nie wtrącała się w to, co działo się w moim pokoju. Od czasu do czasu jednak mój bałagan przerastał nawet mnie. Wtedy opuszczałam dziecięcy pokój i zaczynałam przesiadywać w salonie. Gdy ta sytuacja trwała zbyt długo, mama wywalała mnie z salonu z kategorycznym nakazem posprzątania własnego pokoju. Jako całkiem mała dziewczynka sprzątałam bałagan z biurka tak, że wszystko co leżało na biurku wrzucałam do wózka dla lalek. Za to jako nastolatka, wszystkie ulubione ciuchy trzymałam na wielkim fotelu. 🙂

  • Salusiowo.blogspot.com
    18 maja 2016 at 20:56

    U nas różnie bywa raz Kubuś sam sprząta.. A raz mama mu pomaga…
    Uczymy go obowiązków i konsekwencji..

    • Hafija
      18 maja 2016 at 21:03

      Mam takie poczucie, że jak moje dziecko zgubi zabawkę (i w wyniku tego jej nie ma) lub na nią nadepnie (w wyniku czego jest zniszczona) to jest to najwłaściwsza „konsekwencja” jaka może się wydarzyć, a co najlepsze dzieje się bez ingerencji rodzica, tak naturalnie.

  • Kasia
    18 maja 2016 at 21:11

    A myślałam już, że tylko ja jestem jakaś dziwna, a cała reszta świata żyje we wnętrzach jak z żurnala czy instagrama 😛

    • Hafija
      18 maja 2016 at 21:15

      Nie, na pewno ja tak nie żyję 🙂

  • MamaSpace
    18 maja 2016 at 21:22

    Moje dziecko nie odbiega od opisanego wyżej schematu, bałagani, ale często sprzątamy razem dobrze się przy tym bawiąc, a gdy już skończymy jest efekt WOW! Nie tylko w moich oczach, mój syn mówi: „ale tu ładnie”. To znaczy, że wie co to jest porządek uff, czyli jednak mnie słucha 🙂

  • Marta
    19 maja 2016 at 00:08

    Moi synowie tez panują w swoim pokoju 🙂 jedyne o co proszę, to by tak ukladali zabawki, by dalo sie zamknąć drzwi i by starszy sam w nocy trafil do wc nie depczac swych budowli 😉 działa 🙂 czasami proszą o pomoc w ogarnieciu chaosu …a książki ustawiamy nawet na parapetach! Jedyne czego żałuję, to, ze nie mają takich wydzielonych swoich przestrzeni, tylko odnosi sie wrażenie, ze starszy króluje…ale zmienie to, by obaj mieli swoj prywatny kątek…jak poznany płeć kolejnego czlonka rodziny 😉

  • Asia
    19 maja 2016 at 10:39

    „przywołuję sobie w głowie obrazy pięknych pokoi dziecięcych z blogów wnętrzarskich przepełnionych delikatnymi wzorami, śnieżnobiałymi poduszkami i pastelowymi obrazami i załamuję ręce”

    Mam tak samo! Te wszystkie blogerskie dzieci takie spokojne, nie robią awantur, i właśnie te piękne, wymuskane i wysprzątane pokoje! – a my, jako jedyna rodzina na świecie, żyjemy w wiecznym nieładzie i codziennym dzieckowym fochu 😉

    Proszę Cię przełam tę wizję – pokaż jakieś zdjęcie pokoju Gabrysia, opisz kilka najbardziej spektakularnych awantur 🙂

    Co Ty na to? 🙂

  • Agnieszka
    20 maja 2016 at 12:52

    Gdzieś ostatnio przeczytałam, że „sprzątanie mieszkania przy dzieciach to jak mycie zębów czekoladą”
    :DDD
    Niesamowicie prawdziwe, prawda?:)
    p.s. Ostatnio w kuchennej szufladzie, w ktorej trzymam przyprawy, znalazłam 2 autka mojego 3latka:) Od miesięcy Dominik ich szukał:)))

  • Izabela
    22 maja 2016 at 00:58

    I u nas to samo.:) jeszcze jakis czas temu wydawało mi sie ze tylko u nas taki bałagan wieczny. Ale dzis juz sie nie martwie i odkad przestałam to nawet łatwiej zadbać o porządek. Ja tez robie ścieżki miedzy zabawkami w pokoju mojej corki. 🙂 ostatnio wyzwaniem dla mnie były koraliki do przeprasowania z ikei(jesli ktos je widział to wie o czym pisze) były wszedzie bo podobno pluszaki bawiły sie „niegrzecznie” i wysypały wszystko a ona bardzo chciała posprzątać ale nie dała rady. 🙂

  • Gatka
    24 maja 2016 at 16:39

    Moja mama nie wytrzymywała nerwowo i w końcu ogarniała nam pokoje bo nam to jakoś nigdy nie wychodziło (albo nie wychodziło tak aby sprostać standardom mamy 😉 ). Do dzisiaj z rodzeństwem nie potrafimy sprzątać a mamy już 30 na karkach. Mogę gotować, szorować piekarnik i wannę i podłogi tak, że z nich jeść można a sprzątać nie potrafię, nigdy nie wiem co gdzie odłożyć żeby było dobrze i żebym potem mogła znaleźć i żeby znowu na środku nie wylądowało. Choć teraz, z niemowlakiem, chyba się wreszcie tej umiejętności powoli uczę bo inaczej w naszym malutkim mieszkanku mogłabym zgubić naszego szkraba 😉

  • Geny po ojcu
    19 kwietnia 2017 at 07:30

    Ach ten twórczy bałagan, skąd ja to znam, u nas bardzo pomocna okazała się półka na resoraki?
    Opisałam ją w poście na naszym blogu, polecam artykuł i pozdrawiam?
    http://genypoojcu.blogspot.com/2017/04/poka-na-resoraki-super-pomys.html?m=1

  • Gabrysia
    11 grudnia 2017 at 21:46

    Nie mam jeszcze dziecka, ale mieszkam z bratankiem. Nie ma żadnych obowiązków. Ciągle tylko krzyczy, bardzo mądry wpis gratuluję! Myślę, że pokaże go bratu i jego dziewczynie i może w końcu wprowadzą jakąś dyscyplinę i nie będą odwalać całej roboty za niego! 🙂

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki