Kupuję dziecku zabawki


Zaobserwowałam nowy rodzicielski trend – niekupowanie zabawek. Zamiast tego rodzice deklarują, że dają dzieciom coś zupełnie innego – czas. Jak dar, który należy się dziecku tylko przy wyjątkowych okazjach. Dostają, więc wyjście z mamą do kina, do zoo, zabawę z tatą w piaskownicy itd. itd. W prezencie. Mnie to dziwi i jednak lekko przeraża. Czy doszliśmy do punktu rodzicielstwa gdzie czas spędzony z dzieckiem będzie czymś tak rzadkim, że będzie dostępny tylko od święta?

Z jednej strony mam w sobie zakorzenione takie romantyczne podejście do sprawy zabawek. Kiedyś nasze pokolenie – trzydziestoparolatków, a obecnie młodych rodziców – bawiło się na trzepakach, patykami, kamieniami, starymi kapslami i rzeczami, które pewnie współczesne dziecko nazwałoby nudą, śmieciem lub brudnym kijem. Nam jednak jawi się to teraz, jako nostalgiczne wspomnienie beztroskich lat i te emocje z nimi związane chcielibyśmy przekazać naszym dzieciom. Rozumiem to – jest to dla mnie tak samo ważne. Jednak…

To, czego bym nie chciała, to być taką starą matką, która jak katarynka powtarza „za naszych czasów to czegoś takiego nie było i jakoś sobie radziliśmy”. Trochę tonem – kiedyś było lepiej a teraz to jest durnowato. Czasem mam takie poczucie, że te kapsle, te trzepaki i patyki, z których tworzyliśmy świat zabawek i rozrywki były takie fajne, tylko, dlatego, że tylko one były dostępne. Lalka Barbie, LEGO – to było WOW! Na pierwsze super zabawki czekało się jak na święto lasu dawno temu w trawie. Teraz zabawki są powszechne wszędzie. Czy teraz mamy odwrócenie proporcji? Czy teraz czas rodzica jest tym WOW, a LEGO to każdy ma? Myślę, że to zależy WYŁĄCZNIE OD NAS. Wiem, że zmniejsza się ilość czasu, a czasem i jakość czasu, jaki rodzice spędzają z dziećmi. Jednak jestem zdecydowanie przeciwna odcinaniu się od zabawek i prezentów na rzecz czasu z mamą i tatą.

Uważam, że nawet, jeżeli zrezygnujemy z zabawek – na szeroką skalę, całkowicie wykreślając je z naszej codzienności – to nie pomoże, to nam, jeżeli nie będziemy się angażować, a zostawimy dzieciom tylko te nasze lepsze patyki lub świętem uczynimy wyjście do teatru.

Wyjście do kina w prezencie zamiast pudełka z klockami?

Nie wiem jak to, że nie damy dziecku pod choinkę czy na urodziny prezentu ma poprawić, jakość wyjścia do kina, czy sprawić ze wyjście będzie czymś magicznym. Zabawka nie zabierze nam wspólnego czasu, jeżeli sami do tego nie dopuścimy. Po prostu trzeba znaleźć balans między jednym i drugim. Jeżeli nie uczynimy wyjścia do kina „quality time” z dzieckiem, to nie będzie to niczym fajnym, nawet jak będzie to jedyny wyczekany prezent. Problem nie tkwi w tym że dajemy dziecku zabawki – problem tkwi w tym, że „quality time” z dzieckiem jest dla nas wyzwaniem in czymś niecodziennym, a to już zaczyna się robić smutne. Na tą bolączkę nie pomoże nam rezygnacja z kupowania zabawek i dawania prezentów. Jedno z drugim nie ma wiele wspólnego – chyba, że sami zastąpimy siebie dziecku zabawkami wtedy to mamy „pozamiatane”.

Ponadto, uważam jednak, że spędzanie czasu z dzieckiem nie powinno mieć charakteru prezentu od rodzica. Mam wrażenie, że pewne obowiązki rodzicielskie raczej nie mieszczą się w ramach prezentu, tylko no właśnie – obowiązku. Chodzenie do kina, teatru, muzeum, biblioteki, wspólne czytanie książek, nawet granie i układanie klocków, to część budowania więzi rodzinnych, a tego nie można łaskawie dziecku darować i „niech się cieszy z takiego prezentu”. O to trzeba dbać stale.

Dla mnie Święta i prezenty zawsze były czasem wyjątkowym. Nie dostawałam tony prezentów, ale jakieś prezenty zawsze dostawałam. Były to rzeczy, które miały dla mnie wyjątkową wartość. Jedyny zawód, jaki przeżywałam to były ubrania i rzeczy właśnie niematerialne a do tej samej kategorii podchodzi też gotówka w kopercie „kup sobie, na co masz ochotę”. Te trzy rzeczy są według mnie takim prezentem typu „talon na balon” – nie cieszą.

Po pierwsze, my mamy jako rodzice obowiązek ubrać dziecko – spełnienie obowiązku to nie prezent.

Po drugie – spędzanie czasu z dzieckiem jest następnym obowiązkiem rodzica i znów – ta sama kategoria, co ubrania – to jest taki rodzicielski basic. A pieniądze no cóż… są jedynie oznaką niechęci poświęcenia odrobiny czasu na obdarowywaną osobę i uważam, że dawanie dziecku pieniędzy nie prezentu przez rodziców jest smutne. Lepiej poznać dziecko, zobaczyć, czym się fascynuje, co go kręci i kupić coś, co przypadnie mu na pewno do gustu.  W moim domu prezenty nie wykluczały udanych wizyt w zoo czy w kinie – staram się żeby teraz było tak samo u mnie.

Bywa, że kupuję dziecku zabawki, kiedy zobaczę je na półce. Kompulsywnie. „O jaka czadowa zabawka – biorę!” Wiem, że nie mamy takiej, więc ją kupuję, a potem składamy w pocie czoła wspólnie we trójkę, wydłubujemy z piachu dinozaura, razem bawimy się robotem lub grą. Bywa, że kompulsywnie kupię książkę i potem czytamy sobie. A bywa, że w sklepie młody powie „Mamo kupisz mi coś” a ja powiem „Kupię” i szukamy. A bywa, że powiem „Nie kupimy dzisiaj nic” – i wtedy nie kupimy. Mamy jednak zasadę, że przy takich okazjach bez okazji, jest to jedynie malutka zabawka – duże rzeczy są na okazje i święta. Mimo to, nie raz Młody próbuje szczęścia i namawia nas na kupno dużej zabawki. Zwykle bez skutku.

Duże zabawki, które kupuję często zupełnie nie w czasie ważnych uroczystości, odkładam na szafki lub trzymam w pracy. Dojrzewają do swojego dnia, mimo, że korci mnie dać je już i teraz.

Zabawki też w naszym domu rotują. Raz na jakiś czas robimy czystki. Zbieramy zabawki już mocno nadgryzione zębem czasu i wyrzucamy, a te mniej zużyte oddajemy rodzinie, znajomym, czasem do domu samotnej matki czy na inne cele. Generalnie zabawki są u nas obecne – kto nas śledzi na INSTAGRAM wie, że mamy z dzieckiem (i ja i ono) lekką obsesję klockową więc obecne są u nas prezenty najczęściej właśnie takie, ale z okazji – nie np. za osiągnięcia w przedszkolu czy w domu – takich nagród nie stosuję, lub bez okazji i bez powodu.

Mam też takie osobiste uczucia, co do prezentów, że jednak fajnie jest je dostawać. Nie muszą być duże ani drogie, ale ważne żeby były od serca, bo nie trzeba być dzieckiem żeby lubić czasem po prostu coś dostać.

A jeżeli chcecie, to napiszę niebawem z jakiego klucza kupuję te zabawki – bo nie kupuję wszak „na oślep” 🙂

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

55 komentarzy

  • MamaSpace
    4 lutego 2016 at 21:25

    Zgadzam się, zabawki też są potrzebne, nie ma co przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę. Ostatnio doszłam do wniosku, że i tak najlepszymi przyjaciółmi dzieci są pluszaki, ukochany miś nigdy się nie nudzi.

  • Oszczędnicka
    4 lutego 2016 at 21:52

    Uważam, że to jest bardzo dobry trend. To niekupowanie zabawek 🙂
    Ale tu nie chodzi o całkowity brak zabawek. Tylko o niezagracanie przestrzeni wokół dziecka milionem rzeczy. Mnie przeraża widok 9miesięcznego dziecka otoczonego stosem zabawek, które nie wie na czym ma skupić swój wzrok.
    Myślę, że to jakie kto ma podejście do kupowania rzeczy dla dziecka, wynika z tego, jakie ma podejście ogólnie do nabywania produktów.

    Kupować zabawki, jasne, że kupować, ale mądrze. [Lego nigdy za wiele :P]

    • Hafija
      4 lutego 2016 at 22:03

      😀 widzę, że sami maniacy LEGO 😀 <3

    • Monika
      5 grudnia 2016 at 22:44

      A czy jak maniacy Lego w ramach komunijnego prezentu zorganizowali wypad do Legolandu na 2 dni, to się wpisują w ten nowy trend? Na miejscu i tak zakupili nowe zestawy..i nawet frytki w kształcie klocków 😉

    • KKK
      5 grudnia 2016 at 22:59

      I lego może byc za wiele…. 🙂

    • Magda
      6 grudnia 2016 at 06:10

      Myślę podobnie. Nie lubię mieć niepotrzebnych rzeczy, ani rzeczy za dużo – źle mi się z tym żyje. Często je przeglądam i segreguję. Dlatego każda okazja (a jest ich dużo, bo celebrować to my lubimy i imieniny, i urodziny, i wszelakie rocznice) jest dla mnie nie lada wyzwaniem – jak obdarować dzieci, żeby za bardzo nie zagracić im pokoju. Tym bardziej, że u nas (to się nie zmienia z wiekiem) i tak największa popularnością cieszą się garnki kuchenne, kasze, fasole, samoloty z papieru i samochód z pudła po pieluszkach młodszego brata ;-).
      Co do wyjść, moim zdaniem takie bardziej „specjalne” wyjścia mogą być fajnym prezentem np. na Dzień Dziecka. I nie chodzi tutaj o czas z mamą i tatą, ale o nie najtańsze bilety np. do niektórych dziecięcych teatrów – ok. 40 zł od osoby, czyli dziecko z rodzicami to 120 zł = mały zestaw Lego Duplo.
      Według mnie to kwestia bardzo indywidualna – co kto lubi. Jeśli dziecko naprawdę potrzebuje jakiejś zabawki, pragnie jej, prosi – nie widzę problemu, żeby ja kupić, ale jeśli „trzeba coś znowu kupić”, bo jest okazja, wtedy zastanawiam się nad ciekawa alternatywą.

  • mati
    4 lutego 2016 at 21:54

    Pewna porcja zabawek jest potrzebna, ale opisany dziś trent to obraz naszych czasów, ile par nie ma czasu na ciążę i dziecko! Ale kiedyś też rodzice byli zaganiani i dzieci chowały się same na podwórkach. Dziś pozostawienie malca samego w miejscu publicznym nie wchodzi w grę.

  • Ola
    4 lutego 2016 at 22:14

    Kocham Twoje posty o laktacji, ale tr o innych tematach mnie rozczarowują i to nie ze względu na odmienne zdanie.
    Co do tematu problemem jest chyba proporcja. Nie widzę nic złego w fajnej zabawce na święta, ale kiedy widzę ile dziecko tego dostaje od rodziny znajomych itp itd widzę ze nie jest w stanie się z tego cieszyć. A wyjscie to super prezent. I nie chodzi tu o czas z rodzicami, ale o przeżycie, doświadczenie- ciekawej sztuki w teatrze, ulubionego obiadu w restauracji, zabawy na łyżwach czy ciekawej podróży. Moim zdaniem to dużo lepsze niz zabawka których i tak się nie da uniknąć. Ją kupuje zabawki jak widzę ze są ciekawe i mogą się spodobać, ale obdrowuje doświadczeniami głównie :))

    • Hafija
      4 lutego 2016 at 22:21

      Ja uważam, że te przeżycia – teatr, łyżwy, restauracja – to nie jest nic nadzwyczajnego. Mam poczucie, że obowiązkiem rodzica jest wprowadzić dziecko w świat – kultury, sztuki, kulinariów. Jest to w pewnym sensie na początku dla dziecka coś fascynującego i nowego, ale potem jak i dla nas staje się to normalnym elementem życia, jak praca, czytanie dobrej książki itd.

  • Maro
    4 lutego 2016 at 22:31

    Trochę w tym racji jest. ZOO, muzeum, kino, czy teatr, to u nas praktycznie codzienność – od pierwszych miesięcy życia. Zabawek nie kupujemy dużo, więcej mała dostaje. Lego i inne klocki też są u nas ciągle w ruchu. 🙂

    • Pam
      5 lutego 2016 at 14:31

      „ZOO, muzeum, kino, czy teatr, to u nas praktycznie codzienność” – no właśnie, tylko że tak nie jest u wszystkich. Z różnych powodów.

  • Ela
    4 lutego 2016 at 23:50

    Kompulsywne kupowanie książek – wiem coś na ten temat. Książki kupuję głównie ze względu na ilustracje. Nie liczyłam, ile ich już mamy, ale jest np. taka o dziadziusiu, wspaniałe akwarele, tania jak barszcz. Córka „czyta” ją min. trzy razy z rzędu, czasem dwa razy dziennie. Czy to nie jest czas spędzony z dzieckiem?

  • Taty creme de la creme
    4 lutego 2016 at 23:53

    Zgadzam się że w złapaniu balansu pomiędzy kupowaniem zabawek, a podarowaniem czasu pomaga obserwacja dziecka. Ale, żeby chcieć podpatrywać, trzeba znaleźć czas, nie gonić, zatrzymać się na chwilę. Muszę być przekonany, że obserwowanie zachowań dziecka nie jest żadną stratą czasu. Dzięki temu uczę się przecież odczytywać komunikaty dziecka, również te dotyczące zabawy. Kluczem do sukcesu jest zmiana pewnych nawyków myślowych – np. jak się na chwilę zatrzymam, to znaczy, że nie działam 🙂

  • orangutan
    4 lutego 2016 at 23:57

    Takie rozkminy może mieć tylko ktoś z workiem kasy.Sorki, ale wielu rodziców nie stać i na kino (cena 3 biletów + dojazdu) i na LEGO. Dlatego mając wybór między wspólnym wyjściem a zabawką, wolą to pierwsze.

    • Hafija
      5 lutego 2016 at 00:02

      Chciałabym mieć ten worek… 🙂

    • Joanna
      5 lutego 2016 at 09:01

      tu nawet nie chodzi o worek, a chociażby małą sakiewkę. Nas nie stać totalnie, żeby codziennością było u nas kino, teatr, czy restauracja. Siebie czy rodzinę obdarowujemy biletami na różne imprezy i sami takie bardzo chętnie dostajemy, więc nasze dziecię też w taki świecie jest chowane. I jak ktoś wyżej napisał, tu zupełnie nie chodzi o to, że takie wyjście jest jedyną okazją, żeby spędzić czas z dzieckiem, bo można być superrodzicami, którzy spędzają czas z dzieckiem/dziećmi na milion różnych sposobów, a których nie stać, żeby regularnie, bez okazji wprowadzać je w świat kultury czy kulinariów.

    • Heidi
      5 lutego 2016 at 10:20

      Zgadza się, dla niektórych wyjście do kina to spory wydatek, coś o tym wiem… Mimo to dla mnie jest to „święto bez święta”, taki super prezent bez okazji. (Ale wiem, że niektórych nie stać jeszcze bardziej i wtedy uważam, że faktycznie kino może być super prezentem 😉 ) Zabawek wolę nie kupować ot tak, bez okazji, bo i tak już teraz, mimo że synek jest jeszcze mały, toniemy w zabawkach – na same Święta dostał z milion… Ale wiem po sobie, że zabawka cieszy, a inne prezenty nie bardzo… Gdy dziecko jest starsze, można to z nim skonsultować, co woli. Może niektóre dzieci wolą „doświadczenia”, a inne – zabawki. Np. jeśli kino ze względu na cenę to rzadkość, dziecku może je uważać za szalenie atrakcyjne. Obdarowywanie na siłę (co z tego, że chcesz zabawkę, idziemy do kina – i na odwrót) nie ma sensu 😉

    • iwona
      5 lutego 2016 at 22:49

      zabawki nie muszą byc drogie. sama mam niewiele kasy – bezrobotna jestem, ale można kupić klocki za 5 zł (takie plastikowe, zwykłe, nie lego), książeczki w antykwariacie, albo pluszaki z lumpexu – jak sie chce to się znajdzie po taniości coś fajnego. można tez zabawki zrobić samemu.
      Co do wyjść do kina, teatru itp – często gęsto jest mnóstwo imprez dla rodzin za darmo ;ub symboliczne kwoty w domach kultury, bibliotekach, szkołach lub świetlicach itp.
      ps. i w bibliotece książki sa darmo 😉

    • Nat
      6 lutego 2016 at 11:56

      Jako samodzielna mama roczniaka nie mam worka kasy (delikatnie rzecz ujmując), a jakoś Mały ma i wyjścia w fajne miejsca, zabawki (klocki <3) i książki, które uwielbia. Wszystko jest kwestią podejścia. Można poszukać imprez czy zajęć dla rodziców z dziećmi, to jest tańsze niż kino dla całej rodziny, książki i zabawki można znaleźć na olx lub w second-handach (wypasione pluszaki). Ostatnio Mały się zakochał u mojej znajomej w szczeniaczku uczniaczku Fisher Price a nie stać mnie, żeby mu kupić nowego za stówkę, więc znalazłam używanego, w idealnym stanie za 30zł 🙂 Czyli da się, trzeba tylko pokombinować 😉 Poza tym przecież nie każde wyjście musi być do kina, można iść na piknik, spacer, do zoo czy ogrodu botanicznego gdzie bilety są dużo tańsze. Filmy można oglądać w domu z wcześniej zrobionym wspólnie popcornem i wyciśniętym sokiem a ile jest przy tym frajdy i też jest to wspólnie spędzony czas :))

  • salusiowa
    5 lutego 2016 at 08:46

    Fajnie opisane.. i dobra lekcja.
    U nas jest troszeczkę inaczej: my kupujemy z umiarem.. ale jest ich sporo. Od pluszakow po legosy. W związku z tym, że młody jest najmłodszych z męża i mojej rodziny.. to cała reszta też kupuje mu..niby nie dużo – jednak od 50 osób zbiera się sporą ilość..
    P.S. teraz Kubuś zaczął wchodzić w etap piłkarza, więc bqstuje z zabawkami.

  • Natalia
    5 lutego 2016 at 12:42

    Dla wielu dzieci wyjście do kina ,teatru, zoo itp. nie jest codziennością i wtedy może stać się prezentem. Nie sam czas z rodzicem a to kino właśnie. I nie jest prawda że dziecku to wyjście się należy. Nalezy mu sie czas z rodzicem, ale niekoniecznie w teatrze. Nie zawsze rodzica na to stac, a jeśli nie mieszka w mieście takie wyjście to wyprawa (czyli jednak cos wyjatkowego). Generalnie chyba w twoim wpisie jest podstawowy błąd, w wyjściu zamiast prezentu liczy się samo wyjście a nie to że rodzić znajdzie na nie czas. Bo nigdy nie slyszalam, żeby ktoś robił prezent z zabawy w piaskownicy, czy w ogóle z tego że spędzi z dzieckiem czas.

  • Karina
    5 lutego 2016 at 12:44

    Jak we wszystkim najważniejsze jest zachowanie złotego środka. Ja osobiście staram się nie kupować zabawek bez okazji, a te które mamy raz na jakiś czas chowam by się nie znudziły.

  • Monika
    5 lutego 2016 at 12:47

    Hafija, to jest Twoje miejsce w sieci i oczywiście masz prawo wyrażać na nim swój punkt widzenia 🙂 jednak dla mnie to nie jest takie czarno białe.
    Chodzi mi o biedniejsze rodziny, dla których wyjście do kina, teatru czy zoo jest to spory wydatek. A w ramach obowiązku rodzicielskiego chodzą do parku, biblioteki na jakieś bezpłatne warsztaty dla dzieci itp. Jednak nie mogą pozwolić sobie na to, żeby chodzić z dzieckiem dwa razy w tygodniu na basen. Zamiast tego raz na jakiś czas jako szał traktować wyjazd do aqua parku. Biedniejsi ludzie też pragną mieć dzieci. Kochają je równie mocno jak ci bogatsi. Także spędzają z nimi czas, dbają o rozwój fizyczny (tyle, że nie na płatnym basenie a grając z dzieckiem w piłkę na boisku) kulturalny (chodzą do wspomnianej biblioteki czy na jakieś organizowane przez miasto bezpłatne warsztaty a nie do teatru) itp. I to nie jest tak, że nie kupują zabawek. Kupują, tylko mniej i nie takie kultowe (swoją drogą piękne) prosto z reklam blogów parentingowych, tylko tańsze odpowiedniki, albo robią sami z kartonu 🙂 Po prostu nie stać ich (także mnie osobiście) na to, żeby te płatne rozrywki były na porządku dziennym. Kocham swoje dziecko nad życie i poświęcam mu bardzo dużo czasu. ( w sumie to cały dzień bo nie wróciłam jeszcze do pracy i całą noc z wywaloną piersią ;))Zabawki są fajne, ale zabawa z rodzicem fajniejsza. (przynajmniej na razie – mam na stanie 2,5 latka)
    Najlepszy jest zdrowy rozsądek i znajomość własnego dziecka. Jedno będzie najszczęśliwsze jeśli dostanie kolejne lego a drugie jeśli pojedzie do aqua parku.
    Każdy mądry rodzic wie, czego jego dziecko najbardziej potrzebuje i stara się ze wszystkich sił mu ta zapewnić. Nie wrócę jeszcze do pracy po to, żeby nas było stać regularne wyjścia na salę zabaw 😉 byłby to lekki przerost formy nad treścią.
    Natomiast jeżeli te super ekstra wyjścia w ramach nagród mają być jedynym czasem jaki poświęcają rodzice swoim dzieciom to coś tu jest nie halo 🙂

    • Hafija
      7 lutego 2016 at 11:52

      Wpis jest o trendzie – czyli o wyborze, który dokonują rodzice, a nie o tym do czego zmusza nas życie.

    • justyna
      6 grudnia 2016 at 08:28

      No właśnie!
      Mam stówkę na prezent. Do mnie należy wybór co za to kupić. Nie wspólny czas, ale wyjątkowe przeżycie.
      Idziemy do opery na przepiękny balet!
      Hafija, nie wiesz jak bardzo się ucieszyło moje dziecko, bardziej niż z zabawki, jestem tego pewna!! I będzie o tym pamiętało przez lata, ach może przez całe życie! „Pamiętam jak byłam z mamą pierwszy raz na tym balecie” 🙂
      Moje najpiękniejsze przeżycia z dzieciństwa to też takie właśnie wyjątkowe zdarzenia. I pamiętam jak byłam pierwszy raz z mamą na tym balecie ;))

    • Dagmara
      6 grudnia 2016 at 10:21

      Moniko, uchwyciłaś idealnie to co sama chciałam powiedzieć. Sama pochodzę z biedniejszej rodziny. I z dzieciństwa nie pamiętam zabawek a właśnie te wyjścia „gdzieś” na które było nas niestety rzadko stać. A rodzice poświęcili nam bardzo dużo czasu tak w ogóle. Ja robię podobnie.

  • Ania dd
    5 lutego 2016 at 12:58

    Świetny post! Czekam na Twoje rekomendacje 🙂

  • m_ysz_ka
    5 lutego 2016 at 13:10

    O jak ja się zgadzam 🙂 I jeszcze dodam do tego nie wtrącanie się w to kto i ile kupuje zabawek swojemu dziecku. Nie wiem skąd się wzięło takie założenie z góry, że teraz to każde dziecko ma pełno zabawek, a dokładniej za dużo. Ja spędzam masę czasu z dzieckiem i bardzo lubię wspólne wyjścia, ale zabawki to jest przyjemność w ogóle z innej kategorii. Ja zabawkami też się bawię z dzieckiem. I mimo że lubię robić masy plastyczne z mąki i czegośtam 😉 albo razem kleić coś z tekstury – to sobie nie wyobrażam żebyśmy nie mieli klocków, figurek, autek, puzzli albo gier. Wkurza mnie za to niemiłosiernie, kiedy ludzie komentują ile to moje dziecko ma zabawek. I to najczęściej po takim pobieżnym zerknięciu na jego pokój, bez oglądania jakie to zabawki i ile tak naprawdę 🙂 Znajomi kiedy przychodzą w odwiedziny silą się na zabawki edukacyjne – bo przecież tyle już ma. Dziadkowie i rodzina to w naszym przypadku mimaliści i z radością oszczędzają na wnuku – bo tyle przecież ma. Więc nadrabiam ja. I mam w nosie to co myślą. Wystarczy jak sobie przypomnę minę z ostatnich świąt, kiedy to dziadkowie w myśl „ależ on ma już tyle zabawek” podarowali mu dresik, malowankę i drobną zabawkę, na który był już zupełnie za duży i jeszcze opakowali to w piękny papier i narobili smaku, że zraz coś przyniesie mikołaj. 🙁

  • m_ysz_ka
    5 lutego 2016 at 13:10

    O jak ja się zgadzam 🙂 I jeszcze dodam do tego nie wtrącanie się w to kto i ile kupuje zabawek swojemu dziecku. Nie wiem skąd się wzięło takie założenie z góry, że teraz to każde dziecko ma pełno zabawek, a dokładniej za dużo. Ja spędzam masę czasu z dzieckiem i bardzo lubię wspólne wyjścia, ale zabawki to jest przyjemność w ogóle z innej kategorii. Ja zabawkami też się bawię z dzieckiem. I mimo że lubię robić masy plastyczne z mąki i czegośtam 😉 albo razem kleić coś z tekstury – to sobie nie wyobrażam żebyśmy nie mieli klocków, figurek, autek, puzzli albo gier. Wkurza mnie za to niemiłosiernie, kiedy ludzie komentują ile to moje dziecko ma zabawek. I to najczęściej po takim pobieżnym zerknięciu na jego pokój, bez oglądania jakie to zabawki i ile tak naprawdę 🙂 Znajomi kiedy przychodzą w odwiedziny silą się na zabawki edukacyjne – bo przecież tyle już ma. Dziadkowie i rodzina to w naszym przypadku mimaliści i z radością oszczędzają na wnuku – bo tyle przecież ma. Więc nadrabiam ja. I mam w nosie to co myślą. Wystarczy jak sobie przypomnę minę z ostatnich świąt, kiedy to dziadkowie w myśl „ależ on ma już tyle zabawek” podarowali mu dresik, malowankę i drobną zabawkę, na który był już zupełnie za duży i jeszcze opakowali to w piękny papier i narobili smaku, że zraz coś przyniesie mikołaj. 🙁

    • KKK
      5 grudnia 2016 at 23:29

      Zazdroszczę Ci takich dziadków 🙂 serio

  • Pam
    5 lutego 2016 at 14:30

    Agata, a Twoim zdaniem zabawki nie stają się „normalnym elementem życia”, jak dziecko dostaje ich milion z i bez okazji np. od dziadków? Wydaje mi się, że nie wzięłaś tego aspektu pod uwagę – że dziecko czasem jest bombardowane prezentami przez dziadków, bez okazji, mimo umowy z rodzicami (tak jest u mnie), więc właśnie kupon na coś wyjątkowego, ale niematerialnego, staje się właśnie wymarzonym prezentem, a nie kolejna „pierdółka” zawalająca pokój, którą dziecko przestaje się bawić po tygodniu?
    Ja staram się żyć w miarę minimalistycznie i rozsądnie, rezygnując z nadmiernej konsumpcji i pragnę przekazać to nastawienie dzieciom. Mój syn z mężem dostali ode mnie pod choinkę „AutoPrzygodę tata + syn” i pojechali na weekend do Stuttgartu, od rana do nocy odwiedzając fabryki i muzea samochodowe, bo to ich wspólna pasja. Zdjęcia, pamiątki stamtąd są materialnymi pozostałościami prezentu, ale jednak sam w sobie był niematerialny, był przeżyciem zafundowanym dziecku i jego tacie. Jestem absolutnie pewna, że żadna zabawka nie dałaby im tyle wspomnień i wrażeń, no i najprawdopodobniej długo nie zdecydowalibyśmy się na wydanie takiej kasy na wyjazd dla nich dwóch OPRÓCZ dużej, prezentowej zabawki.

    I jeszcze jeden czynnik: styl życia rodziców. Ty jesteś aktywistką z motorem w pupie 😉 inni w weekendy odpoczywają na kanapie czy dywanie, jedzą leniwy obiad w pobliskiej knajpie i grają z dziećmi w planszówki, oglądają razem film. Dla takich rodzin kupon na 10 wyjść do kina będzie dużą atrakcją i rozrywką. Podobnie z rodzinami, których na co dzień nie stać na kino.

    Wydaje mi się, że post napisany jest bardzo z Twojej perspektywy i to jest OK, tylko do tego niepotrzebnie dodałaś generalizacje 😉

    • Hafija
      7 lutego 2016 at 11:51

      Mam wrażenie, że jeżeli dla dziecka czas z rodzicem jest „czymś wyjątkowym i szczególnym” to niestety rodzicielstwo chyli się ku upadkowi. Czas z rodziną powinien być normą. Wpis jest o trendzie – o wyborze jaki dokonujemy a nie o tym do czego zmusza nas życie.

    • Pam
      8 lutego 2016 at 21:29

      nie „czas” tylko „wyjątkowa wycieczka”. Nie codziennie robisz wyjątkowe rzeczy z dzieckiem, a codziennie spędzasz czas i to powinno być normą, zgadzam się. Darowanie w prezencie wyjątkowej wycieczki / wyjątkowego wyjścia to nie to samo, co robienie z czasu z rodzicami czegoś wyjątkowego. To dwie różne rzeczy.

    • Hafija
      8 lutego 2016 at 21:50

      Nawet jeżeli, to nadal nie jest to wg mnie powodem do nie dawania zabawek

    • Pam
      8 lutego 2016 at 22:20

      Ja nie mówię o niedawaniu zabawek w ogóle. Daję i pozwalam dawać. Mówię o samym aspekcie niematerialnych prezentów.

  • Karolina
    5 lutego 2016 at 14:57

    A ja nie kupuję, bo kupują je inni: na święta jedne i drugie, urodziny, imieniny, dzień dziecka, dzień babci, dzień dziadka (bo przecież jest ich wnukiem!). Dziadkowie jedni i drudzy, chrzestni. Nie mamy potrzeby już nic dokupować, bo jest tego aż nadto! Czasem Syn nas namówi na pudełko ciastoliny tudzież resoraka 😉 Ale rzeczywiście, radość dziecka z prezentów nie ta, co kiedyś. Może gdyby dostał jeden zestaw Lego, zamiast czterech, byłoby inaczej, ale ciężko rodzinie przetłumaczyć… 😉 Za to jeśli chodzi o czas spędzony z nami, Syn zapewne nie może narzekać! Codziennie pokonuje kilometry (10-15!) z Tatą na rowerze ( także zimą), a naszym rytuałem jest wieczorne granie w planszówki! Czyli czas tak spędzony, by nie nadszarpnął portfela, ale był tym NASZYM czasem!

  • Agnieszka Małgorzata
    6 lutego 2016 at 23:04

    Ograniczenie ilości zabawek oceniam pozytywnie, ale niestety tego trendu nie widze w moim otoczeniu. Zawsze trzeba wybierać, bo zasoby, i czas, i pieniądze sa ograniczone. Nie mozna równocześnie byc w kinie z dzieckiem i w delegacji. A będąc w tym kinie nie da sie równocześnie pracowac na tablet czy inny zabytek. Ps. Pochodzę z domu gdzie brak wspólnego czasu zastępowano pieniędzmi.

  • Gosia
    8 lutego 2016 at 15:40

    Ja też nie będę ograniczać synowi zabawek. Już teraz chowam w piwnicy lego, którym ja się bawiłam jako dziecko. Wyciągnę je za kilka lat, kiedy skończy się etap pakowania wszystkiego do buzi 🙂
    Dziwi mnie określenie, że dziecko ma za dużo zabawek. Ja jako dziecko miałam dużo zabawek. Część z nich mama chowała do piwnicy. Co jakiś czas następowała wymianka. Miałam wtedy niesamowitą radochę. Niektóre zabawki odkrywałam na nowo i cieszyłam się jakby były dopiero co otrzymanym prezentem. Część tych, którymi się już nie bawiłam trafiała do piwnicy i tak w kółko. Polecam tą metodę wszystkim, którzy uważają, że ich dziecko ma za dużo zabawek 🙂

    • Pam
      8 lutego 2016 at 21:30

      Zapewniam Cię, że można mieć za dużo zabawek… I nie każdy ma piwnicę lub strych 😉

    • Hafija
      8 lutego 2016 at 21:50

      Myślę, że dla każdego „za dużo” znaczy coś innego.

  • Tedi
    9 lutego 2016 at 11:49

    We wszystkim trzeba zachować umiar. Ja też lubię wstać rano i powiedzieć synkowi „choć, pójdziemy dzisiaj kupić coś fajnego” i oboje się z tego faktu cieszymy. Nie codziennie, nie co tydzień i nie z jakiejś okazji. Bez okazji też jest dobrze. Grunt, żeby zabawek nie była zbyt duża ilość.

  • Gosia
    9 lutego 2016 at 13:51

    To prawda, że dla każdego „za dużo” znaczy coś innego. Mój mąż na przykład (według mnie zupełnie bezzasadnie) uważa, że 10 para szpilek to „za dużo”. Ja natomiast myślę, że 20 śrubokręt to lekka przesada. Za to oboje kochamy książki miłością nieograniczoną i chwilowo rozważamy czy lepiej wyrzucić na śmietnik stół czy kanapę, żeby zmieścić kolejną biblioteczkę 🙂

  • Justyna
    9 lutego 2016 at 22:03

    A może w tym nurcie „niekupowania zabawek” chodzi o to, że rodzice mniej zamożni, aby kupić dziecku ekstra zabawkę, muszą poświęcić wolną sobotę na nadgodziny – wtedy to ma sens. Nie pamiętam jakie miałam zabawki w dzieciństwie, za to doskonale pamiętam mnóstwo zabaw, spacerów i wycieczek z rodzicami. Bo jeśli chodzi o niekupowanie mądrych zabawek dla samej zasady – dla mnie bez sensu. Pozdrawiam

  • gosia
    10 lutego 2016 at 11:36

    Ja jestem gdzieś pośrodku obu ideologii. Uważam, że na urodziny i święta Bożego Narodzenia prezent ma być i koniec 🙂 natomiast ogrom zabawek z okazji mniej istotnych to już nie jest niezbędna sprawa (drobiazg jakiś jak najbardziej). Za to jestem straszną przeciwniczką mody, że jak się idzie to ludzi posiadających dziecko to TRZEBA za każdym razem kupić coś dziecku. Teściowie mają taki zwyczaj, że zawsze coś kupują. Dziecko czeka na prezent, a nie na babcie i dziadka. Smutne to bardzo. Myślę, że i dziecko i my i nasze mieszkanie (w którym już nie ma na te graty miejsca) wolelibyśmy, żeby babcia z dziadkiem poszli z wnukami do ZOO, palmiarni, do kina, na basen czy gdziekolwiek- w ramach prezentu właśnie.

  • Staromodny
    11 lutego 2016 at 09:41

    Zabawki z codziennych przedmiotów często bardziej rozwijają niźli zabawki edukacyjne

  • Olga
    29 lutego 2016 at 21:52

    Dać dziecku wyjście do ZOO, na basen czy na huśtawki jako prezent – ok, pod warunkiem, że to np. dzień dziecka, pierwszy dzień wiosny/lata itp. Ja do tej pory pamiętam, że na dzień dziecka rodzice zabrali mnie i siostrę do parku na drugi koniec miasta na huśtawki. Niby nic wielkiego, nie raz tam bywaliśmy, ale to było SPECJALNIE dla nas, a nie przy okazji zakupów, czy innego wyjścia. Ot jakoś tak to zapamiętałam i miło wspominam.
    A na urodziny czy święta prezenty musiały być obowiązkowo 😀 Wyjście z okazji urodzin na lody/do kina itp też mile widziane, ale nie jako cały prezent.
    Po prostu są okazje na prezenty i dni (typu dzień dziecka) w które jeśli już się dostaje prezent to jest to symboliczna czekolada i jakaś miła atrakcja 🙂

  • Aliq
    21 listopada 2016 at 09:39

    Ale to strasznie brzmi – spędzanie czasu z dzieckiem to prezent. Moim zdaniem zabawki są bardzo ważnym elementem w zyciu dziecka, bo dobre, edukacyjne zabawki wspomagają rozwój dziecka. Mojemu kupuje zabawki na .pl Widzę jak rozwija się jego kreatywność, co jest bardzo ważne

  • Anelle
    5 grudnia 2016 at 21:35

    Ja raczej nie kupuję dziecku zabawek, bo tyle dostaliśmy że jak przychodzi do sprzątania to tylko grabie wziąć. Ale jak akurat trafię coś fajnego w sklepie to biorę. I to są najlepsze zabawki mojej córy:)

    • Anelle
      5 grudnia 2016 at 21:36

      Potem siedzimy we dwie i się tym wszystkim bawimy 😛

  • Anna
    5 grudnia 2016 at 22:01

    My naszego 14 mcznemu synkowi czesto kupujemy prezent- ksiazeczke. Woli je niz zabawki. Albo oglada sam albo przynosi jakas I wdrapuje sie na kolana zeby z nim ogladac.

  • KKK
    5 grudnia 2016 at 23:16

    Mnie najbardziej wkurza tandeta i mnogość! Wolę, kupić jedną droższą zabawkę raz na jakiś czas – na konkretna okazje, niż badziewie za grosze. Jestem wściekła na rodzinę, która nie szanuje mojego wyboru – uważam, że im mniej gotowców – tym lepiej dla dziecka. Potrafi samo wymyślić zabawy z tego co już ma. Co roku proszę by wszyscy złożyli się na jeden prezent JEDEN!!!!! Na ostatnie święta synek dostał tyle zabawek, że ostatecznie nie wiedział już co ma odpakować , co składać, wpadł w jakiś szał. Miałam ochotę to wszystko spakować i wywalić…. I nie rozumiem też tego – że prezent musi być okazały – duży – gabarytowy, bo małe „lego” to wstyd… no proszę! Ehhhh W tym roku zostajemy na święta sami 🙂

  • justyna
    6 grudnia 2016 at 08:33

    Ten tekst jest dla mnie bardzo słaby, niestety.
    bo dla mnie rodzic, który chce poświęcić czas swojemu dziecku, nawet jeśli robi to za rzadko, to rodzic, który idzie w dobrym kierunku.
    Nareszcie odkrywa, że nie zabawka jest ważna (które, nie oszukujmy się, każde dziecko ma w nadmiarze!) ale wspólne przeżycia.
    To jest dobry trend.

  • Ania
    6 grudnia 2016 at 08:42

    A może źle rozumiemy wyjście z dzieckiem do kina jako dawanie w prezencie wspólnego czasu?
    Wyjście z rodziną do kina to niekiedy koszt sporych klocków Lego. Nie każdego stać na takie wyjścia na codzień… wiec staje się ono prezentem ‚od okazji’.

  • Dagmara
    6 grudnia 2016 at 10:10

    Niestety to kino, zoo czy teatr nie dla wszystkich jest codziennością. Sama często staje przed wyborem czy kupić dziecku zabawkę czy zafundować wyjście do kina. Nie wszystkich niestety stać na jedno i drugie. I często wybieram właśnie kino lub zoo (na marginesie do najbliższego zoo mam jakieś 70 km) bo wiem, że to sprawi mojemu dziecku dużo więcej radości. Nie dlatego że spędzę z nim czas tylko że przeżyję coś czego na codzień nie mogę mu dać.

  • Szmaragdowo
    6 grudnia 2016 at 14:54

    Wszystko fajnie, tylko problem zaczyna się wtedy kiedy nie możemy finansowo sobie pozwolić i na zabawki, i na wyjścia w różne ciekawe miejsca… Mnie w tej chwili nie stać ani na jedno, ani na drugie tak szczerze mówiąc, ale gdzie mogę to ciągam moją 1,5-roczną latorośl. Do biblioteki już jest zapisana. A mąż właśnie w tej chwili szlifuje stary taboret który już za chwilkę, nakładem może 30zł, stanie się kuchenką 😉 To tak na marginesie. Wiem o co Ci chodziło, Hafijo, ale jeśli będę miała wybierać czy kupić dziecku w prezencie zabawkę czy karnet na jakieś fajne ciekawe zajęcia, to wybiorę to drugie. I mam w tym miejscu na myśli tylko względy ekonomiczne… Też uważam że obowiązkiem rodzica jest wprowadzanie dzieci w różne aspekty życia, tylko nie zawsze się da i czasem trzeba z czegoś zrezygnować…

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki