Test kokosa


Jest walka, w której bierzemy udział. Kiedy mówimy o mamach, jako o grupie ludzi, których łączą pewne cechy (bądź wady) bardzo często słyszymy o ogłupieniu, agresji, walkach, wojenkach piersi vs. butelki, chusty vs. wózki, zagryzanie się na forach, na Facebooku, na blogach. Bierzemy w tym udział chcemy czy nie – jest to naszym udziałem. Stajemy w kontrze zawsze, jak ktoś „robi” inaczej, mówi inaczej, myśli lub pisze inaczej niż myślimy, piszemy, mówimy itd. Bywa, że logika ustępuje emocjom i koniec – nie pogadasz. Jak często czytam pod wpisami o karmieniu sztucznym lub naturalnym „zaraz się zlecą…. (wstaw tu, co chcesz w zależności od grupy, która dyskutuje)”. Wiecie, co? Ja myślę, że jest to dla kobiet zupełnie naturalne.  Ale nie – zanim popukacie się w głowę i powiecie, że mnie pomyliło przeczytajcie jeszcze jeden akapit.

Myślę, że matka natura dała nam mnóstwo zależnych od siebie instynktów i umiejętności. Dała nam np. umiejętność tworzenia życia z marnych dwóch komórek, dlaczego więc nie miałaby nam dać umiejętności bronienia tego życia. Kiedy niedźwiedzice czy lwice są najgroźniejsze? Kiedy mają dzieci! Kiedy muszą bronić ich i bronić siebie, bo bez matki małe giną, więc obrona siebie i umiejętność wygrywania jest nam po prostu niezbędna. To, co różni nas od zwierząt to postawa wyprostowana i mózg (i kciuk) (no dobra i jeszcze kilka innych elementów). Najważniejsze, że nie musimy sobie nawzajem przegryzać aorty, żeby wygrać walkę czy spór – my ludzie mamy do tego o wiele zgrabniejsze narzędzia. Możemy sobie pojechać słowem, pojechać cudzemu rodzicielstwu i wierzyć, że druga strona ucieknie na myśl o słownym ataku (no tak – my ludzie umiemy się precyzyjnie wyrażać słowem – to też nas odróżnia od lwicy czy niedźwiedzicy). Wierzę głęboko, że taka wojenka na słowa, często jest  kwestią nie bycia wariatką z pieluchą w głowie, a po prostu poddawania się pewnym instynktom, które w nas drzemią. Absolutnie nie mówię, że jak taki instynkt mamy  to należy go bezwzględnie słuchać. Mamy, wspomniany już wyżej mózg i możemy te odruchy kontrolować, tylko, że czasem wierzę, że może to być silniejsze od nas. Znacie to? „Znów ktoś w Internecie nie ma racji”! Ponieważ nie grozi nam śmierć z łap i kłów innej samicy – matki postawę obronną przyjmują nie fizycznie wobec siebie, ale wobec postaw i zdań i przekonań. Rozumiem, że taka postawa wynika z tego, że to tak jakby inne życiowe drogi były atakiem na nasze drogi, tak jakby wybory innych były krytyką na naszych wyborów. Krytyka to współczesny atak. Zamiast jeżenia się i dosłownego bicia się między sobą wypluwamy z siebie słowa. Te instynkty – na szczęście bledną z czasem i z każdym rokiem kobiety nabierają dystansu do dzieci, do wyborów swoich, do swoich dróg życiowych, a co jest naprawdę wspaniałe, do opinii i decyzji innych Kobiet. Nabierają też dystansu do spraw rodzicielskich i z czasem – mam nadzieję – większość potrafi uśmiechnąć się do porażek i trudności. Ale na początku Mozę być zupełnie inaczej – i ja to rozumiem, sama taka byłam. Hafija wojownicza mleczarka.

Kiedyś trudno było mi znieść opinie innych mam na temat tego, co dla dziecka słuszne a co nie. Co dla matki słuszne, a co nie. Kiedyś słuchanie opinii różnych od moich, przyprawiało mnie o nieuzasadnioną agresję. Nie chcę tłumaczyć kobiet z absurdalnych wojenek na słowa, bo sama często byłam jej udziałem – baaa bywam do dzisiaj, ale z mniejszą intensywnością. Ale prawda jest taka, że im dalej w macierzyństwo tym bardziej człowiek szuka akceptacji i zrozumienia i daje akceptację a mniej szuka miejsca gdzie można zaatakować lub jak się bronić. Dlatego tak często rozmowy kobiet przypominają atak wściekłego kota dachowca, podczas gdy w tym samym temacie mężczyźni siedzą i dyskutują przy piwku jak koty perskie na kanapie.

Czas, który mija pozwala spojrzeć na wiele rzeczy z przymrużeniem oka, z dystansem, ale przede wszystkim ze zrozumieniem, że każda droga jest dla każdej kobiety inna. W ogóle rodzicielstwo z czasem nabiera mniejszej ostrości, robi się miękkie i elastyczne. Inaczej słucham dzisiaj kobiet na początku drogi, częściej przytakuję, częściej rozumiem, że nie muszę rozumieć, częściej akceptuję a mniej staram się udowodnić pomyłki i błędy, które są nimi tylko w moich oczach. Bardzo bym chciała być wcześniej na początku drogi taka jak jestem teraz. Częściej bym się z tego wszystkiego śmiała i mniej bym się bała, że zrobię lub co gorsza zrobiłam coś źle. Mniej bym się broniła, mniej bym się jeżyła. Częściej rozumiałabym, że nie muszę słuchać tego dzikiego instynktu, że nie muszę się jeżyć, nie muszę gryźć, bo wyszłam już dawno z jaskini i jestem w końcu istotą wysoce inteligentną i społeczną.  Dzisiaj mimo instynktu znajduję miejsce na inność matek, na dystans do macierzyństwa i dystans do siebie. Życzę wam też tego samego, może to w końcu my będziemy tymi perskimi kotami na kanapie…

No to na koniec taki żarcik, który zainspirowała moja czytelniczka z PInteresta, a ja nazwałam go testem kokosa – jak duży dystans można mieć do piersi…:

test kokosa

hafija.pl

Mnie bawi jak cholera 🙂

ps.: Tego wpisu nie podpierają żadne badania naukowe

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

5 komentarzy

  • Vingag
    26 stycznia 2016 at 21:26

    Dodam jeszcze jedno podobieństwo – bywają owłosione:D

    • Hafija
      26 stycznia 2016 at 21:56

      Umieram 😀

    • Ola
      26 stycznia 2016 at 22:08

      Dokładnie o tym samym pomyślałam ?

  • Kasia D
    26 stycznia 2016 at 21:35

    „w środku jest mleko” 😀
    Moja Kornelia dodałaby jeszcze: „bardzo cukrowe” :))))))

  • salusiowa
    26 stycznia 2016 at 21:55

    Wariatka! Ale Matka!
    Ten kokos.. the Best!
    Tekst.. the Best!
    ♡♡♡

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki