Kobieta pracująca…


Ostatnio dość głośno w mediach było o wyjątkowo niesprawiedliwym pomyśle, który miał ukrócić proceder wyciągania wielkich zasiłków od ZUS przez młode matki, a stał się kosą na matki przedsiębiorcze.  Dzięki ogromnym „staraniom” władz kobiety są systematycznie i systemowo zamykane w domach i jest to proces który nie tylko ma się w najlepsze ale jest coraz to mocniej nakręcany.

Nie interesuje mnie, jeżeli kobieta nie chce pracować zawodowo i ma ochotę być z dziećmi w domu. Bardzo dobrze, niech będzie. Ale kobiet, które chcą iść do pracy jest więcej. Ponad 70% deklaruje, że po urodzeniu dziecka wcale nie chce spędzać czasu na pracach domowych. To dla mnie całkiem normalne. Praca matki jest jak każda praca i wypalenie zawodowe (tutaj nazywane rodzicielskim) także czyha na kobietę. Czasem można się odnaleźć w roli matki i na 10 lat jak ktoś lubi. Ja też pracowałam 10 lat w jednym miejscu zanim się wypaliłam, więc rozumiem, że można – droga wolna, nie moje życie.

 

Jednak… Coś jest nie tak z krajem, w którym, kobietom bardziej opłaca się być bezrobotną osobą, tylko i wyłącznie „pracującą” w domu,  niż zakładać własną małą działalność lub po prostu iść do pracy.

 

Można by powiedzieć, że dobrze być bezrobotnym w naszym kraju. Nie – nie dobrze. Bezrobocie, na krótki dystans, dla kobiety – matki może być atrakcyjne. 1000 zł przez rok. Fajnie. Patrząc na to, że matki przedsiębiorcze mają dostać „nieco” mniej to jest kusząca opcja.

 

Tylko, dla kogo? Tak szczerze? Kto przy zdrowych zmysłach cieszyłby się ze statutu bezrobotnego?

 

W zamyśle, to ma być pomoc dla kobiet z miejsc – nie oszukujmy się – gdzie bezrobocie szaleje, dla osób, które nadal się kształcą, więc nic lepszego nie znajdą, a spodziewają się dziecka, dla kobiet, które przez niesprzyjający matkom sposób zatrudniania kobiet, wypadły na wiele lat z rynku pracy i nie mogą za cholerę powrócić. Kobiet, którym się nie chce pracować i generalnie mają na pracę wywalone jest mało. Wybaczcie, ale ostatnią rzeczą, jaką bym chciała zrobić, jako kobieta i matka to iść zapisać się na kuroniówkę. Więc dla przedsiębiorczej kobiety, która nagle musi zamykać swój początkujący biznes (zamknięcie czasowe biznesu w pierwszych dwóch latach rozkręcania to po prostu wyrzucenie go do kosza) i żeby cokolwiek mieć musi zarejestrować się w urzędzie to jest tragedia. Tragedia i cios poniżej pasa. A może i powyżej – w pysk od władzy.

 

Skutki bezrobocia są mało przyjemne, skutki wykopania z rynku są zabójcze dla nadal źle opłacanych i traktowanych po macoszemu na rynku kobiet. W takiej mikro skali zaczyna się od trudności z powrotem na rynek pracy w ogóle, potem następuje izolacja społeczna, im dłużej się nie pracuje tym trudniej znaleźć pracę bo wiedza zawodowa i praktyczna się dezaktualizują, spadają dochody osobiste, ale spada też kondycja intelektualna osoby bezrobotnej. Spada kondycja finansowa całego kraju. Spada wartość kobiet ogólnie na rynku pracy. Niech was nie przekona to, że lepiej jest dostać 1000 zł niż mieć własny biznes. Nie lepiej. Niestety finansowe wybory zwykle przeważają szalę.

 

Czym jest dla kobiety przedsiębiorczej udanie się na kuroniówkę? Zabójstwem. Zawodowym gwałtem na jej wiedzy, zaradności, przedsiębiorczości i odwadze. Skopaniem jej kompetencji zawodowych na rzecz kompetencji rodzicielskich.  Jest próbą ściągnięcia jej do roli pani domu, której ona nie chce. To kobiety są zagrożone bezrobociem bardziej niż mężczyźni, to ich najczęściej spotyka długie i brzemienne w skutkach bezrobocie długookresowe, a co jest zupełnym paradoksem – to one są lepiej wykształcone od mężczyzn, i oczywiście jak to już w Polsce jest, zarabiają gorzej.  Kobietom po przerwie jest wrócić ciężej, kobietom jest ciężej wejść na rynek w ogóle, (dlaczego? No, bo przecież to one rodzą dzieci i dłużej ich nie ma i kółeczko się zamyka). Oczywiście, przekłada się to na to, że w KAŻDEJ grupie zawodowej kobiety zarabiają mniej. No, więc żeby zarabiać więcej trzeba by własny biznes założyć… Ale jak już wiecie może z tym być już niedługo generalnie do dupy jak rodzina będzie się chciała powiększyć.  Ciekawe jest to, że w grupie kobiet z dziećmi od 7. Roku zycia pracuje 70% kobiet. Dużo? Chyba warto zapytać, co się dzieje z AŻ 30% kobiet, które nie pracują. Na litość boską, to że zostałam matką nie oznacza, że juz nie potrafię zarządzać kryzysem, obsługiwać Photoshopa i edytować pieprzonych maili. Macierzyństwo nie kasuje tego, że jestem w swoich obszarach wymiataczem, ale rynek widzi to inaczej.

Co zabawne – kolejne absurdy – pracujące kobiety najczęściej posiadają wykształcenie wyższe i średnie, a wśród pracujących mężczyzn dominują posiadający wykształcenie średnie i zasadnicze zawodowe. I nadal zarabiamy mniej!

Żyjemy, więc w kraju, w którym kobiety i mężczyźni doświadczają wielkich dysproporcji zawodowych, ale też w kraju, w którym kobiety, które chcą pracować doświadczają braku wsparcia, jeżeli swoją sytuację zawodową chcą zmienić.

 

Po co kobiecie praca skoro i tak zarabia tylko na żłobek? Po co kobiecie praca skoro mąż pracuje?

Ciężko na to jednoznacznie odpowiedzieć. Był czas, że po powrocie do pracy zarabiałam z etatu jedynie na żłobek i koniec. (Mój żłobek jest jednakowoż chyba nieco drogi, ale i tak cholera jasna!).

I po co mi to było? Ponieważ pracy nie liczy się tylko w złotówkach. Wiem, wiem złotówki są ważne, nic nie jest tylko czarne i białe. Ale są też rzeczy, które pośrednio do tych złotówek prowadzą. Praktyka, doświadczenie zawodowe, networking, rozwój osobisty, aktualizacja wiedzy zawodowej, bycie na bieżąco z rynkiem.

 

Po co to, komu?

Wierzę, że niezbadane są nasze ścieżki życiowe i nic nigdy nie jest na pewno i na stałe. Ja jestem osobą niezależną. Życie na garnuszku męża było dla mnie nieznośne. Ja zawsze chciałam być niezależna finansowo. Chciałam mieć nawet głupie 500 złotych byle było moje, moimi rękoma wypracowane, moją głową, moją aktywnością. Potrzebowałam czuć, że się rozwijam zawodowo, a kiedy się nie rozwijałam to się cofałam i było to dla mnie bolesne doświadczenie. Chciałam mieć pewność, że jeżeli nadejdzie taki dzień, kiedy mój mąż odejdzie, albo ja będę chciała odejść, jeżeli zdarzy się wypadek i zostanę sama, jeżeli mój mąż straci pracę to nie będę dla rynku pracy nieatrakcyjną mamą li tylko i wyłącznie. Bo tak – tak patrzy rynek pracy na kobiety. Jest to smutne i niesprawiedliwe i nie musi się nam podobać. To, co do tej pory robi się z polityką wsparcia i antywsparcia dla matek pogłębia tą przepaść.  Polskie prawo chce mnie widzieć, jako żonę w fartuchu, nad zupą ogórkową, która odrabia z dziećmi lekcje aż po gimnazjum, a nie biznesy otwiera. W tym kierunku idzie polityka tzw. pro rodzinna. Polskie prawo faworyzuje męski świat zawodowy poprzez działania na rzecz zatrzymania kobiet, w domu. Kobiety stanowią 60% biernych zawodowo osób, które pracować by mogły. Myślę nad tym i jakoś mnie to nie dziwi. KOMU by się chciało? Kobietom ma prawo się nie chcieć w naszym kraju pracować.  Kobietom funduje się lepką podłogę, szklany sufit, premiuje bezrobocie i kara za przedsiębiorczość. Opieka nad dzieckiem w postaci żłóbka lub niani jest dla wielu nieosiągalna. Dziwaczne konkursy i punktowanie w przedszkolach jest jak wyścig szczurów. I te drżące dłonie matki czy dziecko się dostanie czy nie, bo ona chce iść do pracy i jej kariera leży w rękach punktów i pani dyrektor przedszkola. No ja pieprzę! Gdzieś na górze ktoś nie pokumał, że matki też chcą pracować, a ich ambicjami nie są jedynie pieluchy i obiady.

 

Niestety też gdzieś w naszych głowach tkwi „miejsce kobiety”. Młodzi ludzie (MŁODZI!) zapytani o to gdzie jest miejsce kobiety to mimo ochoczo popieranego partnerskiego modelu rodziny nadal opowiadają się w większości za pozostaniem MATKI w domu. Kobieta według młodych ludzi ma „stand by her man” i przy garach. Ponad połowa, wróć – prawie 70% myśli, że kobieta powinna (nie może, POWINNA) być z dzieckiem w domu, jeżeli ono nie ukończyło 3 roku życia. Jeżeli wybierzesz karierę i przedsiębiorczość matko to w społeczeństwie będziesz „ta dziwna”. Większość z nas uważa to za coś nieporządanego – prowadzi to do mentalnej bariery w podejmowaniu przez kobiety aktywności zawodowej. To aktywność zawodowa kobiet jest postrzegana jako wynaturzenie i wydziwianie. Społeczeństwo lubi matki które mają wychodne jedynie do piaskownicy.  Nie pomaga niestety urlop rodzicielski.  Dlaczego? Wracamy do punktu wyjścia. Nadal mężczyźni zarabiają więcej, ponieważ nadal to kobietom w finansowej kalkulacji rodziny opłaca się zostawić pracę na rok. Mimo lepszego wykształcenia, mimo teoretycznie równego traktowania, kobiety są na rynku pracy pracownikami podwyższonego ryzyka. W tej sytuacji nie mam zamiaru i nigdy nie miałam zamiaru pozostać bierna zawodowo. To jest takie środowisko, w którym niestety kobieta musi więcej żeby być przez rynek pracy traktowana poważnie.

 

Często dostaję pytania, po co?

Po co pracuję jak mam, bloga? Po co mam bloga skoro pracuję? Po co pracuję pro bono i społecznie?

Ponieważ w naszym kraju, jeżeli zatrzymasz się, jako kobieta na jednym zajęciu, albo na opiece nad dzieckiem, to istnieje ogromne zagrożenie  finansowe, społeczne i mentalne, że jeżeli któraś z nóg twojego świata, niezależna od ciebie upadnie to ty polecisz na sam dół razem z nią. Póki wybór dla kobiet czy dom czy praca jest wyborem między życiem zawodowym a śmiercią zawodową, póty słowo „wybór” wydaje mi się śmieszne. I na koniec – musze to napisać – nie uważam, że państwo powinno kobietom płacić za to, że będą w domu z dzieckiem 3-4 lata. Uważam, że powinno się im ułatwiać powrót do aktywności zawodowej lub godzenie aktywności zawodowej z macierzyństwem.  Nie jestem zwolennikiem podawania złowionej ryby. Wolę żeby kobietom dano w końcu do ręki wędkę żeby sobie mogła złowić taką rybę jaką ma ochotę. Jest to niesamowicie ważna kwestia polityki prorodzinnej, ale  jak widać ustawodawcy mają ją w dupie.

 

http://www.instytutobywatelski.pl/wp-content/uploads/2014/03/analiza_sytuacja_kobiet_na_rynku_pracy_w_polsce.pdf
„Kobiety i mężczyźni na rynku pracy” GUS 2014
„Mamy wracamy” Marta Waszczuk, Mamania
http://wyborcza.pl/1,76842,11928113,Zona__Niech_siedzi_w_domu_i_wspiera_meza.html
http://bkl.parp.gov.pl/system/files/Downloads/20140523082725/Raport_badanie_ludnosci_IVedBKL.pdf?1400826467
http://haloziemia.pl/to-nie-jest-kraj-dla-dobrych-matek/
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

59 komentarzy

  • Ela.dzi
    4 lipca 2015 at 20:59

    Nic dodać, nic ująć. Zamiast rocznego urlopu wolałabym mieć pewność, że dziecko dostanie się do żłobka lub dofinansowanie do niani. Z wielką chęcią wróciłam do pracy.

    • Piotr | artTATA.pl
      5 lipca 2015 at 14:44

      Hej!
      Myślę, że to akurat powinna być sprawa wyboru: czy roczny urlop, czy dofinansowanie do niani…. Różne, różni rodzice mają w tej kwestii poglądy….
      Ale co do żłobka – zgadzam się w stu %! I opieka w miejscu pracy – to byłoby to!

  • I'm young wife
    4 lipca 2015 at 21:51

    I właśnie takie słowa nam (matkom/żonom/kochankom) są potrzebne!

  • Gosia
    4 lipca 2015 at 22:10

    Mam własną działalność gospodarczą i ZUS płaci mi macierzyński 280 zł na miesiąc. Nie mam możliwości oddać dziecka do żłobka (w moim miasteczku przyjmują dopiero 2,5 letnie dzieci). Zajmuję się dzieckiem całymi dniami (co uwielbiam!) ale chciałabym mieć możliwość zarabiania…

    • Ela
      4 lipca 2015 at 23:03

      Masz taką możliwość, ale w wymiarze mniejszym niż pół etatu chyba.

    • Agata
      5 lipca 2015 at 12:05

      Elu, Gosia ma DG, czyli, czysto teoretycznie, może zarabiać ile chce. Czysto teoretycznie, bo z dzieckiem w domu po prostu NIE DA się tyle pracować ile by się chciało.

      Hafija – świetnie napisane!

      Sama jestem mamą, już dwójki. I mam DG. I, choć bardzo się cieszę z rocznego macierzyńskiego, to w obu przypadkach ze 4 miesiące po porodzie chciałam zacząć ŻYĆ nie tylko macierzyństwem. Dzięki obecnym przepisom, kiedy dzieci chorują, to mogę bez stresu odłożyć pracę na bok, bo mam jakiś sensowny zasiłek opiekuńczy. Przy nowych przepisach, to byłyby psie pieniądze.

      Warto dodać, że (na mój nos, ale pewnie są gdzieś badania), to najczęściej Mamusie biorą opiekuńcze na chore dziecko. Mój mąż NIGDY nie wziął chorobowego na dziecko, na mnie po porodzie brał tylko tydzień, bo nie umiał w domu usiedzieć. Argumentem są także finanse. Tatusiowie więcej zarabiają, więc bardziej opłaca się mamom wziąć L4 na dziecko. Tacierzyńskiego nasz Tatuś nie wybrał, bo ma przesadzone podejście do swojej pracy zawodowej. Ale jak ma nie mieć, skoro jak się nie angażujesz, to nie awansujesz, gorzej na Ciebie patrzą itd…

      Czasem mam wrażenie, że wszyscy mężczyźni (ale i kobiety), którzy są przeciwko kobietom w ich firmach, byli chyba zrodzeni z.. kosmicznego pyłu. Może ich żadna matka nie urodziła, żadna matka ich nie pielęgnowała w czasie choroby itp itd… Takie ich podejście jest, w moim odczuciu, totalnym brakiem szacunku dla ich własnych matek!

    • Ela
      5 lipca 2015 at 16:35

      Shit! Masz rację! Sama mam DG i byłam przez rok na macierzyńskim z wiedzą, że nie mogę za dużo pracować, bo ogranicza mnie prawo. Mam nawet gdzieś wydrukowaną przez panią w ZUS-ie kartkę z nakazami i zakazami – tam właśnie miałam to info o 1/2 etatu. Nie, żebym się do niej stosowała… Gdybym miała zliczyć godziny, to dziennie pracowałam jednak ponad pół etatu (zlecenia).
      W naszym przypadku mężowi nie opłacało się wziąć urlopu, mój zasiłek był znacznie wyższy, ale przy kolejnym dziecku już pewnie tak nie będzie…

    • Gosia
      5 lipca 2015 at 15:59

      Chodzi o to, że nie mogę. Bo jak- z dzieckiem? Nie da się pracować w domu przy 11 miesięcznym dziecku. Dostaję tak niski zasiłek, że śmiech na sali a wkrótce macierzyński mi się skończy i co dalej? Chodzi o to, że nie zawsze jest żłobek czy babcia, której można powierzyć malucha i w dużych miastach dużo łatwiej jest znaleźć pracę. Mam wrażenie, że u nas z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej…
      Jestem zdecydowanie za wolnością wyboru -jeśli mama chce pracować to powinna mieć pomoc ze strony państwa a jeśli woli zostać w domu to też powinno jej się to ułatwić.

    • Kotu
      5 lipca 2015 at 10:29

      Mając działalność możesz pracować. Przynaniej tak powiedziano mi w zusie:) matki prowadzące działalność nie obowiązuje zakaz pracy.

    • Blisko Dziecka
      5 lipca 2015 at 22:45

      Na zasiłku macierzyńskim można prowadzić działalność…

    • Paulina Opałka
      6 lipca 2015 at 09:54

      Na macierzyńskim (20 tyg.) można pracować. Na rodzicielskim (następne 20 tyg.) nie można pracować

    • Żaneta
      6 lipca 2015 at 15:12

      Na rodzicielskim też można pracować – w przypadku dg nie trzeba jej zamykać.

  • Zaradna Mama
    4 lipca 2015 at 22:14

    Podpisuję się pod Twoim postem obiema rękami!

  • Karola
    4 lipca 2015 at 22:28

    Hm. trochę się nie zgadzam z tym „matczynym” stereotypem. Wydaje mi się, że dzisiaj w czasach dużego rozwoju i świadomości, i kultury wielkich miast, stereotyp krąży raczej zgoła inny. Matki, które zostają w domu z dziećmi (bo tak chcą, bo tego pragną, bo nie mają wyjścia itd) traktowane się jak stare mętne dinozaury. Teraz raczej oczekuje się od kobiety wizerunku Matki zaradnej, inteligentnej, wracającej do kariery jak najszybciej, bo przecież nie może się Jej produktywność na rynku pracy zmarnować. To media ciągle nakręcają, żeby wrócić, wrócić jak najszybciej do pracy, żeby się spełnić, żeby się „nie zasiedzieć”, bo „co Ty kobieto przy tych garach wiecznie będziesz stać i pieluchy tetrowe prać”. Tak mi się wydaje. Czasy, kiedy kobiety zostawały w domu bez żadnych wyrzutów i z taką lekką naturalnością, przeszły do lamusa.

    • Hafija
      4 lipca 2015 at 22:31

      70% kobiet w Polsce chce wrócić do pracy. Chcą wrócić bo teraz widać co się porobiło z kobietami które 30 lat temu wybrały macierzyństwo. jak wygląda ich emerytura i jak wyglądał ich powrót do pracy (jakiejkolwiek pracy).

    • Agniszka M.
      4 lipca 2015 at 23:52

      70 % chce, czyli znacznie mniejsza ale jest też część kobiet, która nie chce przez jakiś czas – dłuższy niż określił ustawodawca, wrócić do pracy. Zgadzam się z postulatem i treścią tekstu, ale tez zgadzam się z Karolą – sama doświadczyłam dość nachalnych pytań i zdziwień dlaczego to wolę”siedzieć z dzieckiem” niż „wziąć się do roboty”. Tak jak piszesz – problemem jest brak wsparcia dla matek – bo jeśli moja pensja ma opłacić a nawet nie opłacić żłobka – takiego jakiego chcę dla dziecka, to jedna mama woli pracować – i niech to robi, tylko zarabia więcej!!! A inna mama chce ” mamusiowac na placu zabaw” i też powinna mieć na to społeczne pozwolenie.

  • Freelance Mama
    4 lipca 2015 at 23:14

    Przeczytałam jednym tchem, podpisuję się pod każdym słowem! Polityka prorodzinna i wspieranie kobiet w naszym kraju ładnie brzmi tylko w kampaniach politycznych. Przykra rzeczywistość :/

  • Karola
    4 lipca 2015 at 23:40

    Zgadzam się! Wędki, nie ryby! *tylko zerknij na interpunkcję, momentami ciężko się czyta…

  • Moniaa
    4 lipca 2015 at 23:50

    W moim odczuciu straszne jest to, że trzy miesiące temu urodziłam moje maleństwo i już główkuje co tu zrobię gdy będę chciała wrócić do pracy… w mieście jeden państwowy żłobek a chętnych…. Gratuluje wpisu nic dodać nic ująć…

  • Marta
    5 lipca 2015 at 08:32

    miło byłoby nie musieć wybierać między pójściem do pracy i zarabianiem tylko na opłacenie żłobka a zostaniem w domu bo nie stać nas na żłobek prywatny…
    ja zostaję w domu na (być może) kolejny rok, ale w tym czasie zamierzam nad sobą popracować, rozwinąć swoje kompetencje, nauczyć się czegoś nowego.
    nie chcę „zmarnować” tego czasu i mam nadzieję, że wyjdzie mi to na dobre.

    • Agata
      5 lipca 2015 at 18:05

      Marta! Lubię to!!

      Ja dzięki macierzyńskiemu miałam czas na to, by właśnie się rozwijać. Skupiłam się na tym, odkładając doktorat i rozkręcanie firmy. Bo dzięki temu mam teraz lepsze przygotowanie do tego, co będę chciała w przyszłości robić. Najlepiej jako właściciel małej firmy, ale jak się przepisy zmienią, to jako bezrobotna, albo na umowach zlecenie.

  • giamodern
    5 lipca 2015 at 09:04

    Oj Agato! Całkowicie zgadzam się z Twoim tekstem. Od początku chciałam wrócić do pracy jak tylko młody skończy rok. I co? NIC. Miejsce w żłobku znalazło się dopiero jak mały miał 1,5 roku ( i tak dobrze 😉 ). Pracy szukałam rok. I bardzo różne i wręcz wścibskie pytania na rozmowach wstępnych padały. Jak tylko okazywało się, że mam małe dziecko – w większości przypadków , nagle okazywało się, że nie jestem dobrym kandydatem na dane stanowisko. Jedno pytanie, które mnie wkurzyło na prawdę brzmiało mniej więcej tak: ” Po co pani praca? Przecież mąż pracuje”. No, ręce opadają. Nigdy nie chciałam być zależna finansowo od czy nawet od państwa. Mogę na siebie ( i żłobek ) zarobić, bo posiadam kwalifikacje i doświadczenie. Ale w naszym kraju te dwie rzeczy są usuwane poprzez zajście w ciążę i urodzenie dziecka. Niestety. Chciałabym mieć drugie dziecko…ale nie będę miała, bo już na pewno nie wróciłabym na rynek pracy. Nie w tym kraju, nie w moim mieście….

  • Anna Weyland
    5 lipca 2015 at 09:08

    Tak!Jeśli ktoś postuluje o płaceniu kobiecie za rezygnacje z pracy,aby pozostać z dzieckiem 3-6lat to ja postuluje o te same pieniądze dla moich rodzicow-po 50%.Oraz dla innych rodziców,którzy nie dostali przedszkola,byli zmuszeni zmienić swoje godziny pracy i bez niczyjej pomocy wychowywać swoje dzieci. Nie sadze,żeby poświęcenie matki rezygnują ej z pracy było większe niż poświęcenie rodziców,którzy szukaja takiej pracy,żeby wymieniać się po równo wychowawniem i opieka.To jest dopiero prorodzinne- równe obowiązki,równe prawa.Tylko wtedy trzeba przyznać,ze ojciec dziecka jest pełnoprawnym rodzicem-a to juz innych temat.

  • matka- nauczycielka
    5 lipca 2015 at 10:22

    Hafijo, z wieloma twoimi argumentami się zgadzam. Ale nijak przystaje to do rzeczywistości w której ja żyję. Za kilka dni przywitamy nasze Trzecie. Żyjemy w stolicy, mąż z wyższym wykształceniem zarabia wystarczająco. Od ponad 5 lat nie jestem aktywna zawodowo, ale tylko teoretycznie, bo w praktyce jestem nauczycielem przedszkolnym. I powiedz mi proszę PO CO mam zatrudniać nianię?!?! Żeby pójść i obce dzieci bawić?!?! Żeby nasze dzieci przywiązały się do Obcej?! Żeby całą jej oddawać?! Bardzo się cieszę, że jestem z dziećmi. To dla nas piękny czas. A znajomi? Wytykają mnie palcami, bo matka powinna szybko wrócić do pracy. Cieszę się, że mam wybór i możliwość bycia z pierworodnymi! Ja to nazywam Świadomym Rodzicielstwem!!!

    • Hafija
      5 lipca 2015 at 11:59

      Ja świadomym rodzicielstwem nazywam dbaniem tez o swoje kompetencje poza rodzicielskie

    • Hafija
      5 lipca 2015 at 12:01

      Z reszta moje dziecko chodzi do żłobka i przedszkola i zapewniam cię nie przyzwyczaiło sie do nikogo obcego. Nikt nie zastąpi matki jakkolwiek zdecydujemy sie pracować.

    • MagdaLena
      8 lipca 2015 at 13:06

      Jestem w tej samej sytuacji co komentujaca matka – nauczycielka. Wybralysmy identycznie 😉 Pracowalam na umowe o dzielo bo jestem nauczycielka przedszkolna, wczesnoszkolna i dodatkowo jezyka angielskiego. Zawsze bylam na umowach o dzielo. Kiedy zdecydowalam sie z Mezem na powiekszenie rodziny… stwierdzilam ze po prostu rezygnuje z pracy na czas rozwoju rodziny 😉 nasza decyzja, swiadoma i dobrowolna. Nie pobieram zadnych zasilkow, nie jestem aktywna zawodowo, nie zarabiam nic… Jestem w domu… bo chce… dla moich dzieci jestem Nauczycielka (spelniam sie tutaj… i tak jak poprzednia komentatorka – matka nauczycielka… po prostu nie chcialam wracac do pracy opiekowac sie innymi dziecmi skoro w domu mam swoje!!) Chcemy miec z Mezem trojke dzieci… a potem jak pojda do przedszkola (u nas przyjmuja od 3 lat) to zobaczymy 😉 taki wybor 😉 ale Twoje racje Hafijo rowniez rozumiem i przyjmuje. Kazdy powinien miec wybor i polityka pro rodzinna powinna wspierac kazda grupe matek…

  • Beata
    5 lipca 2015 at 12:50

    Generalnie OK. Szkoda tylko,że nikt w tym wszystkim nie bierze pod uwagę dziecka! Do 3.r.ż. kształtuje się trzon osobowości i do tego czasu dziecko powinno być z rodzicami, wychowywane przez nich, a nie przez panie ze żłobka czy nianie… No ale..szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko, prawda? Nawet jak widzi dziecko tylko wieczorami i w weekendy…

    • Hafija
      5 lipca 2015 at 14:40

      Właśnie nie tylko z rodzicami – do wychowania dziecka potRebna jest cała wioska a nie mama. To nasza kultura zamyka matki z dziećmi.

  • Piotr | artTATA.pl
    5 lipca 2015 at 14:49

    Dobrze, że o tym piszesz, bo mnie też szlag trafia, jak widzę takie pomysły naszych rządzących!

    Ja rozumiem, że może ktoś nadużywał możliwości prawnych i powstawały firmy-widma, które miały na celu wyciągnięcie trochę grosza od państwa… Ale czy nikt nie zadał sobie trudu, by odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak się działo?! Przecież w naszym kraju, polityka prorodzinna LEŻY!

    A już proponowanie przedsiębiorczej matce 200 złotych, które w dodatku i tak musi oddać naszemu państwu jest po prostu policzkiem w twarz. Przecież właśnie takie mamy powinno się wspierać!

  • Nika
    5 lipca 2015 at 17:43

    Ja jestem wściekła. Pracowałam 13 lat w korporacji. Wróciłam po rocznym macierzyńskim. Skorzystałam z prawa do wykorzystania częściowo urlopu wychowawczego i zdecydowałam się na 7/8 etatu + godzina na karmienie. Myślałam idealnie, młody poszedł do żłobka, ja do pracy, myślałam nic mi nie zrobią, przecież ja tylko korzystam z przysługujących mi praw. Młody zaczął chorować. Jedno zwolnienie, drugie, potem trochę mąż, a trochę babcia z nim siedziała, ale choroby się nie kończą na nasze życzenie. Za to firma mnie podziękowała argumentując, że na tle zespołu jestem za mało dyspozycyjna (nikt nie patrzyła na to, że zarabiałam 7/8 pensji, a każde zwolnienie, to też straty finansowe dla mnie). Chcę od września zacząć własną działalność i mogę zapomnieć o drugim dziecku, bo nie damy rady. A za dwa lata może być już trochę za późno na dziecko (o pierwsze starałam się 6 lat i też mi państwo w tym nie pomogło). Po prostu chrzanię taką politykę pro rodzinną i tylko mi żal moich marzeń o drugim dziecku.

    • Hafija
      5 lipca 2015 at 20:36

      Słaba zagrywka ze strony twojej firmy

  • betka
    5 lipca 2015 at 19:01

    Smutna ta nasza rzeczywistość…

    Dodam tylko, że często trzeba pracować jak za dwóch by udowodnić, że jest się pracownikiem na 100%, a nie tylko matką pracującą. Ja tylko 2 razy wzięłam zwolnienie (łącznie 2 dni w ciągu 2 lat:( ) z powodu choroby dziecka (mąż, który ma DG zazwyczaj zostaje z młodymi) bo nie chciałam by wytykano mi zwolnienia na dziecko..by moje wyniki w pracy nie były weryfikowane, jako ta co ma dzieci… Jakiś taki strach, by nie być tym gorszym pracownikiem..

    • Natalia
      6 lipca 2015 at 12:01

      Ja przez to, że brałam opiekę na córkę nie dostałam wyczekiwanego awansu;) niestety w naszym związku to mąż więcej zarabiał i po prostu nie kalkulowało Nam się ;/

    • Hafija
      6 lipca 2015 at 14:29

      No właśnie ekonomia rodzinna zupełnie jest niezaopiekowana

  • Blisko Dziecka
    5 lipca 2015 at 22:47

    Państwo w Państwie. Najpierw okroili becikowe, teraz „dołożyli” przedsiębiorczym matkom, które mocno zasilają corocznie PKB. Nic dodać nic ująć, po prostu nastała era polityki antyrodzinnej.

  • mati
    5 lipca 2015 at 23:03

    Nie wiem, czy Panie wiedzą jakie są wymagania odnośnie założenia żłobka, wizyty sanepidu itp. Wszystko wymyślone jakby przeciwko matkom, które chcą lub muszą wrócić do pracy. Szlak mnie trafia, gdy pojawiają się terminy badań ortopedycznych, dostanie się państwowo wymaga starań jak w stanie wojennym zdobycie podpasek, prywatnie wydatek 80 zł. Uważam, że zamiast becikowych czy innych pseudopomocy dzieciom i matkom należy ułatwić życie w podstawowej opiece medycznej. Ja mam komfort psychiczny, bo wiem, że wrócę do pracy i mogę liczyć na życzliwość.

  • Natalia
    6 lipca 2015 at 11:58

    Dobrze napisane. Za 5 miesięcy kończę macierzyński, ze strachem myślę, co mam zrobić z młodym (bo o państwowym żłobku możemy zapomnieć). W dużym miejscu jakim jest Gdańsk czeka się średnio 2 lata na miejsce w żłobku (tyle czekaliśmy ze starszą córą). Baardzo chętnie wrócę do pracy, i nie dla tego żeby uciec od dzieci tylko dlatego, że już na ponad rok wypadłam z obiegu a na moje miejsce jest 100 innych chętnych. Wrócę żeby zarobić na żłobek i przedszkole, to takie smutne i banalne;) Dla Mnie pomysł z 1000 zł zasiłku dla studentek, bezrobotnych to jakaś totalna porażka.Mogliby pomyśleć już o tych dzieciach, które są i pootwierać nowe miejsca opieki, bo i te matki za jakiś czas będą potrzebowały miejsca żeby zostawić dzieciaki…

  • ita88
    7 lipca 2015 at 16:08

    Chyba pierwszy raz Twój wpis mnie trochę zaniepokoił. Przedstawiłaś sytuację czarno-biało, a przecież nigdy tak nie jest. Ile matek tyle podejść do macieżyństwa i aktywności zawodowej. Osobiście pracowałam od 17 roku życia. Jako 18 latka uczyłam się do matury i byłam nianią. Teraz mając dziecko wybieram pozostanie z córką jak najdłużej i towarzyszenie jej w rozwoju dopóki nie pójdzie do przedszkola. Jest do decyzja w pełni świadoma i przemyślana wzdłuż i wszerz. Jestem nauczycielką, miałam okazję pracować w przedszkolach, żłobkach i jako niania. Widziałam, co dzieje się z dziećmi których rodzice nie mają dla nich czasu. Widziałam jak funkcjonują placówki różne i te świetne i te, które nie powinny powstać. Przedszkole i rozwój społeczny, zabawy z rówieśnikami jak najbardziej tak. Przez najbliższe trzy lata mam zamiar zrobić prawo jazdy, kolejne studia podyplomowe i nauczyć się grać na gitarze. Wszystko to jednak jest dodatkiem do codzienności z moim dzieckiem, która nigdy już się nie powtórzy. Żłobek i zabawy obok siebie, nie za bardzo. Wiadomo jednak, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Rozumiem więc kobiety, które nie są zafascynowane jak ja każdym milimetrem postępu swojego dziecka, które potrzebują wyzwań i męczą się będąc w domu. Wtedy powinny mieć szanse realizować się na obu polach, co jak wiadomo bywa trudne (warunki, wykształcenie, nieadekwatne wynagrodzenie, brak możliwości pozostawienia z kimś dziecka). Dlatego wybór istnieje tak naprawdę dla nielicznego odsetka kobiet, takich jak ja, które mogą sobie pozwolić na luksus decydowania i olewania krytykantów. Wiele z „nas” nie ma wyboru i musi zostać w domu lub iść do pracy. I w tym właśnie miejscu jest pole popisu dla ustawodawcy, aby wreszcie dać prawdziwy wybór kobietom, a nie półśrodki. Wszystkim kobietom życzę jednak mniej krytyki ze strony otoczenia, a więcej zrozumienia i akceptacji ze strony innych do radzenie sobie z rzeczywistością na swój własny sposób.

    • Hafija
      7 lipca 2015 at 16:14

      Dlaczego tylko zle piszesz o żłobku i przedszkolu? To tez jest czarno-białe.

    • Emilia
      7 lipca 2015 at 19:36

      Chyba nie umiem czytać ze zrozumieniem, skoro piszesz, że Ita pisze tylko źle o żłobkach i przedszkolach: cyt: „Widziałam jak funkcjonują placówki różne i te świetne i te, które nie powinny powstać.”. Z naciskiem na świetne. Czy to zła opinia?
      Mi też wyjątkowo nie podobał się ten wpis. Za dużo oceniania wyborów innych. Jako matka jestem odpowiedzialna za wychowanie swojego dziecka. Jako matka mam prawo podejmować decyzje jego dotyczące. Mam prawo stwarzać mu takie warunki rozwoju, jakie uważam za słuszne i dobre. Jak można powiedzieć, że potrzebuję WĘDKI, NIE RYBY i że wybór nie istnieje? (w domyśle- każdy inny wybór jest zły, ja tak to rozumiem) Twój wybór, Twoja decyzja, że dałaś dziecko do żłobka, masz swoje argumenty, ja mam swoje i będę się troszczyć o swoje dziecko sama, póki nie pójdzie do przedszkola. 70% kobiet chce wrócić do pracy- wiesz dlaczego? Dlatego, że wiedzą, że po wychowawczym nie będą miały gdzie wracać- to nazywasz wyborem? Gdyby te kobiety miały pewność, że po dwóch latach opieki nad dzieckiem będą miały gdzie wrócić, to część z nich odpowiedziałaby na to pytanie inaczej. Co pokazuje też popularność rocznego macierzyńskiego- mimo wszystko większa część kobiet wybiera roczną jego wersję.
      Ciekawe, że w przypadku kp, mimo naukowych dowodów na korzyści z karmienia, potrafisz przyznać, że długie karmienie nie jest dla wszystkich- tutaj absolutnie nie masz wątpliwości, że z powrotem do pracy jest tylko jedna właściwa droga- Twoja;)

    • Hafija
      7 lipca 2015 at 19:40

      A skąd wiesz że one właśnie dlatego chcą wracać bo się boją? 🙂 To nie jest prawda.

    • Emilia
      9 lipca 2015 at 09:49

      A skąd Ty wiesz, że to nie jest prawda? Bo u CIEBIE nie była to prawda? 😉
      Nie żyję na pustyni i mam mnóstwo znajomych. Kobiet, które mimo wszystko wróciły po pół roku do pracy, też. Ale dużo więcej jest tych które wybrały roczny macierzyński (gdyby chciały wrócić po pół roku do pracy, to przecież miały taką możliwość). Swego czasu szukałam drugiego dziecka do opieki. Widziałam zapłakane bezradne mamy, które płakały że muszą zostawić kilkumiesięczne dziecko obcej kobiecie, bo mają kredyt który trzeba spłacić. Nie mówię o całkowitej rezygnacji z pracy zawodowej. Ale na te dwa, trzy lata.
      Zresztą nie muszę Ci tego wyjaśniać, bo i tak będziesz wiedziała swoje:]
      Ale trochę szerszego spojrzenia przydałoby Ci się, oj przydało.

    • Hafija
      9 lipca 2015 at 10:32

      Ale nadal nie napisałaś skąd wiesz, że matki chcą wracać bo się boją. Przecież obserwacja koleżanek to nie jest obserwacja grupy która reprezentuje całą populację.

    • ita88
      10 lipca 2015 at 11:19

      W żadnym wypadku nie powiem nic złego na placówki typu przedszkole. Sama zapisałam swoją córkę do najlepszego niepublicznego przedszkola jak miala miesiąc. Na 2017 rok byla 13 na 25 wolnych miejsc. Żłobki tez bywaja dobrym wyjsciem ale wg mnie rozwojowo nienajlepszym. Jako nauczycielka patrzę na rozwój. Do 3 r.z. Dziecko bawi sie bardziej równolegle, czyli obok a nie z rówieśnikami. Są to zabawy konstrukcyjne i manipulacyjne. Dopiero ok 3r.z. pojawiaja się zabawy tematyczne symboliczne z rówieśnikami i co za tym idzie większy rozwój społeczny. O tym wszystkim mówi psychologia rozwoju i nie tylko „nawiedzone mamy” ale Piaget lub w Cieszynska.
      W skrócie to jeśli mama ma być w domu i nie towarzyszyć dziecku w rozwoju to żłobek jesf super rozwiązaniem. Jeśli jednak mama jest zainteresowana rozwojem i zabawami swojego dziecka to wystarczy mu do etapu przedszkolnego.

    • Hafija
      10 lipca 2015 at 19:47

      Mama pracująca tez może dziecku towarzyszyć w rozwoju =/

    • ita88
      10 lipca 2015 at 20:53

      Wydaje mi się, że jest różnica między 8-9 godzin bez towarzyszenia dziecku, a obserwowaniu go i przebywaniu z nim przez cały czas. Widzę różnicę choćby na własnym przykładzie. Jestem z córką cały czas, mąż pracuje, ale kiedy wraca stara się poświęcać dziecku czas. I wychodzi na to, że wiem o niej o wiele więcej niż mąż, bo mam więcej czasu na obserwację i budowanie więzi. Oczywiście można całą resztę czasu poświęcić dziecku i chwała takim rodzicom za to, ale zejdźmy na ziemię, kiedyś trzeba ugotować obiad, posprzątać i nagle znów czas dla dziecka się kurczy. Sytuacje są różne. Jeśli kobieta musi pracować, bo… To nie powinna mieć z tego tytułu wyrzutów sumienia. Jeśli potrzebuje wyjść z domu, bo to ją męczy też ok. A jeśli chce zostać z dzieckiem w domu to też ok. W tym wszystkim najważniejszy jest czas dla dziecka i to wszystko 🙂

    • Hafija
      10 lipca 2015 at 21:37

      W tym wszystkim ważne są potrzeby wszystkich – mamy, taty i dziecka. Bo kobiety wcale nie MUSZĄ pracować ale jest też tak że CHCĄ i tak TEŻ im towarzyszą w rozwoju i dzieci w żłobku i w przedszkolu też się fajnie rozwijają. jako matka pracująca też byłam i jestem zainteresowana rozwojem i zabawami i jeszcze jestem zainteresowana sobą 🙂

  • Atka
    8 lipca 2015 at 21:18

    A ja uważam że to jest zawsze trudna decyzja. Nigdy czarno – biała. Ja np. jednocześnie chcę wrócić do pracy, bo cenię sobie kontakty z ludźmi i osobisty rozwój, z drugiej strony muszę, bo boję się że wypadnę z obiegu, że mi podziękują, bo mamy kredyt na kawałek podłogi, który sam się nie spłaci…. a jednocześnie mam to uczucie, że coś bezpowrotnie stracę, że tego czasu nie uda się odzyskać, że ciężko będzie mi pogodzić obie role. I gdyby tych muszę było mniej myślę, że nie mialabym nic przeciwko zostaniu w domu dłużej albo częściowy powrót np. na 3/5 etatu. Ale tu znów wkracza strach. Niby tak można a jednak rzadko który pracodawca cieszy się z pracownika na niepełnym wymiarze. I koło się zamyka. Jakąkolwiek decyzję się podejmie zawsze najbardziej poszkodowana będzie matka, która się nie rozdwoi a pewnie by chciała.

  • Emilia
    9 lipca 2015 at 13:02

    Pierwsze z brzegu: http://www.regiopraca.pl/portal/porady/mama-w-pracy/po-porodzie-nie-spieszy-nam-sie-do-pracy

    Cytat: Większość decyduje się jednak na pracę z przyczyn zewnętrznych. Prawie trzy czwarte robi to, ponieważ ich pensja jest ważną częścią dochodu rodziny, a co dziesiąta mama boi się, że w przeciwnym wypadku szef zwolniłby ją z pracy.

    Nadal uważasz, że to tylko moje obserwacje, a nie ogół? 😉

    • Hafija
      9 lipca 2015 at 18:34

      To są dane z 2011 roku, sprzed rocznego rodzicielskiego 🙂 I w dodatku bebilonu 😀

    • Emilia
      29 lipca 2015 at 13:06

      Zgodnie z badaniami, przeprowadzonymi przez organizację Mouvement Mondial des Mères-Europe zaledwie 11% matek w Europie chce być zatrudniona w pełnym wymiarze czasu pracy. Znacznie więcej kobiet chciałoby całkowicie poświęcić się opiece nad dzieckiem i pracy w domu (26%). Najwięcej kobiet (63%) chce mieć możliwość elastycznego kształtowania czasu pracy, by móc dostosować go do obowiązków rodzinnych wynikających z konieczności opieki nad dziećmi.
      To też dane bebilonu? 😉
      http://gosc.pl/doc/2610440.Stereotyp-przy-kolysce
      Z pozdrowieniami;)

    • Hafija
      30 lipca 2015 at 11:10

      Właśnie: Najwięcej kobiet (63%) chce mieć możliwość elastycznego kształtowania czasu pracy, by móc dostosować go do obowiązków rodzinnych <- bo chcą pracować 🙂

    • Emilia
      30 lipca 2015 at 19:24

      Tak, ale niekoniecznie 8h dziennie i pół roku po urodzeniu dziecka;) Obecnie jednak nie mamy praktycznie ŻADNEGO elastycznego systemu, więc wybór jest albo- albo. Czyli żaden.

    • Hafija
      30 lipca 2015 at 19:28

      Elastyczny czas pracy oznacza tez osiem godzin ale w takim czasie jaki ja sama sobie wybiorę, albo osiem godzin ale w domu z dzieckiem, albo cztery w domu i cztery w pracy. Brak wyboru nie oznacza braku chęci

  • salusiowo
    9 lipca 2015 at 22:09

    Dobrze babo gadasz… Tylko się nie gniewaj za wstęp.. Osobiście pracuje zawodowo, zaczęłam niedawno prowadzić bloga.. Usłyszała już 100 razy po co!? A po to,że chce.. Nie chce tylko być pamnią z banku na etacie + mama… Chce robić to co lubię!

    Salusiowo.blogspot.com

  • ewa
    9 lipca 2015 at 22:45

    Do 3r.z dziecko ksztaltuje swoj trzon osobowosciowy….hehehe ale magia,znam takie dzieciaki co przy nozce mamuni albo babuni siedzialy az do przedszkola nie poszly…taki dramacik byl lekki w konfrontacji z przebojowym dzieckiem,ktore przeszlo sobie zlobeczek bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym i intelektualnym!! Zareczam,ze dzieci te nadal bezgraniczna miloscia kochaja mamy swoje,a nie kochane dobre ciocie ze zlobka.z doswiadczenia wiem bo dwa razy przechodzilam,chlopaki zuchy ze az milo i nie jedno dziecko ktore z mamunia ksztaltuje swoj trzon wyprzedza w rozwoju…bo zycia czlowiek uczy sie w stadzie.a jak mamunie chca byc w domciu 5 latek prosze bardzo,enjoy!!

    • Seviad
      14 lipca 2015 at 10:55

      A ja mam w rodzinie dzieci, które spędzają czas z matką do momentu wejścia do przedszkola – i są bardzo przebojowe, odważne, bardzo inteligentne, zdecydowanie wyprzedzają swoich rówieśników. Czy wobec tego mogę sobie teraz pozwolić na tworzenie teorii dotyczącej ogólu dzieci? Nie. Podobnie w przywołanym przez Ciebie przypadku. Zbyt często uogólniamy. Co do tematu dyskusji – sama jestem z kategorii tych, które uważają, że przebywanie z dzieckiem w domu jest dobre, nie chciałabym być zmuszona, żeby dziecko oddawać do żlobka. Jak wspomniała jedna z mam powyżej – będąc w domu z dzieckiem też można się rozwijać, a jednak zdecydowanie bardziej uczestniczy się w jego rozwoju. Nie wiem jak jest z większością mam, należałoby zrobić konkretne badania, ale wypowiedź mojej pracującej koleżanki utkwiła mi w pamięci: mały się przestraszył, stojąc obok swojej mamy zaczął płakać i mówić „chcę do mamusi” – choć była obok nie umiała go uspokoić! Powiedziała, że jak dotarło do niej, że robił to tak często jak się przestraszył w żlobku, że nawet jak jej przy niej to tak mówi, to jakby jej serce pękło.

  • Anna
    12 sierpnia 2018 at 07:16

    Witam,
    Jestem matką 3 małych dzieci (3-7 lat). Zajmowałam się nimi przez te wszystkie lata właściwie samodzielnie. Mąż pracuje po 9, 10 godzin dziennie! Nie wydaje mi się, by moja praca w domu była mniej wymagająca pod względem zaradności i przedsiębiorczości niż praca na etacie w jakiejś firmie. Wręcz przeciwnie, mój dom wygląda tak, jakby nie było w nim dzieci -niemal idealny porządek, wszystko dobrze zorganizowane, na swoim miejscu. Przy 3 dzieci i domu 250m2, to jest nie lada wyczyn.
    Studia chemii skonczylam ze średnia 4,75. Mimo to nie mogłam znaleźć pracy, bo trafilam na boom bezrobotnych, Boom spowodowany byl wejsciem na rynek pracy osob z wyżu demograficznego. Ostatecznie byłam na 2 stazach(biblioteka i sklep) przed urodzeniem dzieci, nic więcej. O pracy w zawodzie chemika mogłam tylko pomarzyć!
    Obecnie uczę się angielskiego i zapisałam się na studia podyplomowe, choć jestem świadoma bezsensu mojgo położenia. Babcie umywaja ręce(obie pracują), dzieci choruja lacznie przez 3/4 roku!!!, mąż nas utrzymuje, w domu WSZYSTKO robię samodzielnie, a rekruterzy patrzą na mnie jak na oblakana. Odkąd skończyłam studia rynek pracy się zmienił i jest dużo pracy dla chemików. Ja jednak mogę liczyć na pracę na produkcji lub w sklepie spożywczym i też nie zawsze. Niestety po urodzeniu dzieci mam duże problemy zdrowotne, które uniemozliwiaja mi wykonywanie pracy związanej z noszeniem cięższych przedmiotów.
    Chcę wrócić do pracy i co z tego. Po tych kilku miesiącach poszukiwania pracy pisze w pelni swiadomie: nawet jesli stanę na głowie, to i tak nikt mnie nie zatrudni, ba nikt nawet nie zaprosi na rozmowę kwalifikacyjną. Nawet przy mojej organizacji, to ze względu na ilość dzieci będę zarówno kiepska mama, jak i pracownikiem a lubię być dobra w tym co robię!!!
    Smutne, bo nie tak powinno to wyglądać, niestety.

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki