Pytanie, którego nie usłyszy ojciec twojego dziecka


Agata jak ty łączysz macierzyństwo z pracą?

Tak, nie raz usłyszałam to pytanie. Nie raz musiałam mówić o mężu, który jest tak samo zaangażowanym rodzicem jak ja. Nie raz musiałam odbijać piłeczkę i rozbijać mur patriarchalnej rodziny – tak zarabiam pieniądze – tak mój mąż umie ogarnąć dziecko jak jestem w delegacji.

Mój mąż też chodzi na L4 z dzieckiem, bierze wolne jak trzeba zostać z nim w domu, też ubiera i karmi (nie potrzebuje do tego piersi – zapewniam, ani nie potrzebował butelki) i usypia.

Zupełnie jak ja.

Mój mąż pracuje na pełen etat – tak samo jak ja.

Mój mąż ma też swoje hobby i pasje, mój mąż miewa złe dni, choruje. Mój mąż jest na równi takim rodzicem jak ja.

On też wyciera pupę, podaje lekarstwo, on też ubiera. On też budzi się w nocy, on też bawi się z dzieckiem. On też zarabia na rodzinę, chociaż jakbym chciała być politycznie poprawna to powinnam napisać, że JA TEŻ zarabiam, – bo że ojciec to wiadomo, no nie?

Niemniej jednak NIGDY NIKT nie zapytał go jak łączy ojcostwo z pracą zawodową! Nikogo to nie interesuje, tak jakby mój mąż był mniejszej wartości rodzicem, a bycie ojcem stanowiło marginalny kawałek jego życia.

Ja – kobieta – na pewno mam natomiast problem z połączeniem pracy i macierzyństwa – takie jest spojrzenie na moją zawodową ścieżkę. Bo skoro jego nie pytają, to musi znaczyć, że jego wkład jest nijaki, a zapewne skoro jego wkład jest nijaki to mój musi być ponad moje siły i mnie przerastać. Ja kobieta pewnie MUSZĘ pracować, bo wiadomo, że tak naprawdę powinnam być Hestią rodziny mojej i to jest moje żeńskie zadanie. Dostałam to zadanie w chwili, kiedy w brzuchu matki wykształciłam jajniki i postanowiłam przy nich pozostać.

Myślą, że nie widzę, ale ja wiem, że patrzą na mnie a potem mówią:

Biedna kobieta. Praca i dziecko, jak ona to robi.

Kiedyś ktoś zapytał czy mąż kiepsko zarabia skoro ja MUSZĘ do pracy iść.

Zaczyna mnie to już mocno irytować. Ja nie jestem jedynym rodzicem mojego dziecka. Ja nie jestem sama odpowiedzialna za życie naszej rodziny i to, co się dzieje z dzieckiem. Mój mąż nie jest jedynym odpowiedzialnym za jedzenie w naszych garnkach i ubrania na naszych barkach. Obowiązki dzielimy na pół, żeby żadnego z nas jeden aspekt życia nie przygniótł do ziemi i nie stłamsił lub wypalił.

Jeżeli brakowałby nam do „pierwszego” to by była sprawa zarówno mojego męża jak i moja. On nie jest sam zobowiązany do utrzymania nas – ja nie jestem sama zobowiązana do rodzicielstwa.

Mojego męża nikt nie pyta „A co z dzieckiem”, kiedy jedzie w delegację na trzy dni. Mojego męża nikt nie pyta czy nie musi już wracać do domu z urodzin kolegi, bo przecież „dziecko czeka”. Nikt na jego widok na spotkaniu towarzyskim bez dziecka nie pyta „A gdzie Gabryś?”, albo, „Kto z nim został?” – wiadomo, zostaje żona. Ja.

Przedzałożenie, że to ona – kobieta – matka powinna być w domu z dzieckiem. My i nasz zakorzeniony głęboko w społeczeństwie patriarchat już mnie mdli.

„A gdzie dziecko?” Pytają mnie jak przychodzę na spotkanie. Szczególnie takie z drinkami.

„Długo dziś zostałaś. Mąż da sobie sam radę?” Pytają na spotkaniach wieczornych tak jakby mój mąż był niekompetentnym pierdołą. I wtedy myślę sobie, że najchętniej bym napyszczyła:

– Nie, nie da sobie rady, jest facetem, więc jest opiekuńczo upośledzony i ciężar posiadania dziecka przygniótł tylko mnie… a ja się tu bawię i pozwalam nieodpowiedzialnej jednostce męskiej opiekować się dzieckiem!

Nie! Mój mąż i ja jesteśmy takimi samymi rodzicami.

Mamy takie same zobowiązania rodzicielskie. Mamy takie same prawa rodzicielskie. Ciężar rodzicielstwa ląduje na nas jednako!

Ja wiem, że istnieją śliscy faceci, po których ten ciężar spływa i kobieta musi wziąć go na siebie prawie w całości, ale i kobiety, które nie biorą odpowiedzialności finansowej za utrzymanie rodziny – nawet w momentach, kiedy nie ma, co do garnka włożyć.

To nie jest i to nie może być społecznie akceptowalna norma.

Minęły czasy, kiedy kobiety, jako jedyny obowiązek i powinność miały opiekę nad domowym ogniskiem. Kiedy mężczyzna był żywicielem i to było jego podstawowe zajęcie. Czas, kiedy dziecko było prawie wyłącznie odpowiedzialnością matki już za nami. Niestety nadal nasze umysły tkwią w tym społecznym średniowieczu.

Oświecę Was! Ojciec nie POMAGA przy dziecku, ojciec nie POMAGA mamie dziecka – ojciec wypełnia swoje podstawowe obowiązki rodzica na równi z kobietą.

Chciałabym żeby więcej ojców brało zwolnienia jak dziecko jest chore. Żeby nie tylko kobiety pytane były na rozmowach o pracę (bezprawnie) o plany rozrodcze i życie seksualne (tak, pytanie o to czy kobieta ma męża / partnera to jest pytanie czy uprawia seks, bo seks prowadzi do posiadania dziecka).

Mentalność człowieka jest ciężko zmienić, ciężko z nią wygrać, a ja znam wiele kobiet, które osiągnęły większy sukces zawodowy niż ojcowie ich dzieci i NADAL to te kobiety są pytane o to „jak sobie radzą”. Mało tego znam kobiety, które pracują na etacie, lub wykonują pracę na pół etatu i one też są o to pytane. Nikt nie pyta o to ich mężów. Ba, potrafią się pytać tych mężów „jak sobie radzi żona”.

Mój kolega, szef firmy zatrudniającej ponad 30 osób, odniósł sukces, jako przedsiębiorca. Ostatnio powiedział mi, że nikt nie zapytał go nigdy jak pogodził ten sukces z ojcostwem. Było mu przykro, bo żeby być codziennym, fajnym ojcem i przedsiębiorcą musiał nauczyć się dzielić oba te zajęcia sprawiedliwie i było mu ciężko.  Jego partnerkę pytali o to wszyscy.

Zapytajcie swoich partnerów, czy chociaż raz ktoś zadał im to magiczne pytanie:

„Facet, jak ty łączysz to ojcostwo z pracą zawodową?”

.
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

141 komentarzy

  • elianka
    19 lutego 2015 at 19:58

    No bo to tak jak w kabarecie Starszych panów ” Można zostawić dziecko z babcia, ciocia, przyjaciółką, sąsiadką, panią z warzywniaka.. najgorzej to zostawić dziecko bez opieki czyli z ojcem”.
    Dla mnie to współdzielenie obowiązków z mężem jest naturalne, nigdy by mi nie przyszło do głowy inne rozwiązanie. Ale ostatnio zrobiłam oczy jak 5 zl, kiedy znajoma wybiegła z obłędem w oczach ze spotkania przy kawie bo nadszedł czas kąpieli jej dziecka a ono było z ojcem, który nie był w stanie tego zrobić. Dlaczego – nie wiem.I chyba nie chcę.

    • Hafija
      19 lutego 2015 at 20:00

      ja chyba też bym nie chciała

  • Alina
    19 lutego 2015 at 20:07

    A mój mąż zostaje z dzieckiem, a ja wracam do pracy 🙂
    PS. Idzie nam coraz lepiej 🙂

    • ABM
      4 kwietnia 2018 at 20:29

      Mój tez ?

  • Ważna pisze
    19 lutego 2015 at 20:07

    Super temat, zupełnie pomijany. Tak pomijany, ze nawet mi do głowy nie przyszło, ze moze byc problemem. Ignorancja, nie? Mój maz wrócił z pracy, kąpie wlasnie nasze wspolne dziecko i zaraz położy je spac. Ja teraz po całym dniu opieki nad 2 letnia córa w 35 tc, leżę w łóżku i mam czas na swój relaks. I wiem juz co zrobię, jak tylko usłysze dźwięk zamykanej klamki od pokoju Hani. Spytam sie go jak łączy ojcostwo z praca. Wydaje mi sie ze wiem, ale nigdy go o to nie pytałam. I nie wiem czy ktokolwiek pytał.

    • Hafija
      19 lutego 2015 at 20:21

      Zapytaj! I daj znać jaka była jego odpowiedź!

  • Tedi
    19 lutego 2015 at 20:13

    A ja właśnie się wkurzam, bo mąż pojechał na tygodniową delegację. Z jego teamu nie pojechała jedna dziewczyna, bo ma dziecko, ale mojego męża nikt się nie zapytał, czy mimo posiadania dziecka może jechać na tak długo.
    Denerwuje mnie takie podejście.

    • Ewwwa
      4 marca 2015 at 07:38

      A mój zięć właśnie zmieniła pracę z „delegacyjnej” na „stacjonarną”. bo mu za dużo z „pierwszych razów” umykało! Nie zobaczył pierwszych kroków, bo był na delegacji, nie usłyszał, jak jego syn śpiewa pierwszą piosenkę w swoim własnym języku, którego na razie nikt nie rozumie, nie zobaczył jak jego córka sama, bez zachęcania, zasiadła na nocniku itp.
      Stwierdził, że za dużo mu ucieka, że nie chce być weekendowym tatusiem.
      Muszę stwierdzić, że jeszcze bardziej go polubiłam 🙂

    • Aga
      29 sierpnia 2016 at 08:53

      U mnie to samo. Jak urodziłam 2 córkę to męża wysłali na tygodniową delegację. Nikogo nie interesowało, że ma 3 tygodniowe i 2 letnie dziecko, a żona jest w stanie jakim jest…

  • Matka Debiutująca
    19 lutego 2015 at 20:15

    Fakt, nie spotkałam się z takim pytaniem. Mój mąż też nie. Pewnie wynika to z tych naleciałości z przeszłości, gdzie matka miała zajmować się domem a ojciec zarabiać pieniądze. I chyba potrzeba zmiany pokoleniowej by te stereotypy zmienić.
    Z jednej strony ja się strasznie cieszę, że mój maż potrafi przy dzieciach zrobić wszystko, dosłownie wszystko, ale z drugiej martwi trochę fakt, że to nie jest jeszcze naturalne w naszym społeczeństwie i ciągnie za sobą kwestię przesadnego chwalenia ojców za każdą drobnostkę wykonaną przy dzieciach. Drażni mnie to niepomiernie.

    • Hafija
      19 lutego 2015 at 20:23

      Ojcowie wg mnie są bardzo pomijani

    • Matka Debiutująca
      19 lutego 2015 at 21:38

      Z takiej formalnej nawet strony jak najbardziej – wystarczy powiedzieć jak są traktowani w sądach. Choć nawet na co dzień i ja się z tym spotykam – u lekarza, w żłobku itd. Nie zmienia to jednak faktu, ze z jednej strony coraz częściej mówi się o potrzebie równouprawnienia pod względem opieki nad dzieckiem a z drugiej wychwala ojców pod niebiosa za każdą wykonaną czynność. Nie gra mi to.

  • Kasia - Mummy's World
    19 lutego 2015 at 20:28

    Wiecie co? Tak naprawdę bardziej szkoda mi tych wszystkich fantastycznych Ojców, bo mało kto traktuje ich w tej roli poważnie i docenia ich zaangażowanie w rodzicielstwo. Mam to szczęście, że taki wspaniały Tata jest też moim mężem i co prawda nie pytam się go jak on to robi, ale codziennie pokazuję mu, że to doceniam.

  • moniowiec
    19 lutego 2015 at 20:37

    Mnie, jako kobiety, irytuje to POMAGANIE żonie. Nie wyręczanie, a POMAGANIE. Nigdy jednak nie zastanawiałam się, jak ta druga strona się czuje, gdy jednak WYRĘCZA, a jest brana pod uwagę tylko jako pomagająca.

  • Dominika Pe
    19 lutego 2015 at 20:39

    Jestem po pedagogice gdzie tłumaczą, że są rodzice i jest ich dwoje i jak we dwoje mają wychować dziecko. Mimo to gdy przyszłam na zaliczenie (około 45minut) dla moich koleżanek było oczywiste, że Latorośl została z moją mamą. Gdy powiedziałam, że poszła do pracy i Dziecko jest ze swoim ojcem usłyszałam, że jestem odważna i szalona. „Myślisz, że sobie poradzi? Nie boisz się tak zostawiać go z dzieckiem?” Serio. Trzeci rok pedagogi, dziewczyny po 21 lat i takie komentarze.
    Jak powiedziałam, że radzi sobie z dzieckiem, umie wykąpać, zmienić pieluchy to zaczęły komentować, że dobry ojciec. Szkoda, że ja nie jestem dobrą matką z samej racji zmieniania pieluch, kąpania i jeszcze karmienia (bo chłop nie da cycka i nie obudził się ani razu na płacz dziecka w nocy czy nad ranem).

    Moim zdaniem to magiczne pytanie jeszcze trzeba dopełnić: „Praca, dom, dzieci – jak sobie z tym radzisz?” Przecież każda Matka Polka ma perfekcyjny dom, w którym nikomu prócz niej nie wolno nic posprzątać czy ugotować.
    Dzielne są te nasze polskie matki!

  • M.
    19 lutego 2015 at 21:04

    A ja się zdołowałam. Serio…. Nikt oprócz mnie nie karmi synka, nikt, oprócz mnie nie zmienia mu pieluch, nie kąpie. Mój mąż jest 'do zabawy’. Biegnę do sklepu i z powrotem jak najszybciej… Dziecko zrobi kupę i chociażbym właśnie obiad jadła mąż go położy na przewijaku i zawoła mnie, że mały się sfajdał i ja biegnę zmienić tę pieluchę połykając w drodze jedzenie. Bo on nie umie i jak już zdarzy mu się zmienić pieluchę (osiusianą) to zakłada ją odwrotnie. Bo on nie umie… Syn ma 8 miesięcy i nie byłam poza domem dłużej niż 1,5 h raz u fryzjera. Mąż ma męczącą pracę, często wyjeżdza od pn do piątku… I tak to wszystko spadło na mnie… Usypianie? „Daj mu cyca to zaśnie”. Tak wyszło, z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc i chyba jak jutro wróci to porozmawiamy, bo otworzyłaś mi oczy. To, że jestem póki co w domu, nie pracuję, więc mam wrażenie, że nie mogę wymagać jakiejkolwiek pomocy… No właśnie POMOCY… Ehhhh….. 🙁 i dodam, że to fajny facet, mega pracowity, mądry i rozsądny, ale mimo wszystko coś poszło nie tak…..

    • Karolina z PoradyMamy
      19 lutego 2015 at 21:20

      Myślę, że 80-90% kobiet mogłoby się podpisać pod tym komentarzem. Ty masz czas, możesz, masz siły, musisz i tak 24h na dobę, 7 dni w tygodniu – w końcu po to „siedzisz w domu”.

    • Ola
      12 marca 2015 at 10:53

      Chciałam zauważyć, że jeżeli już mówimy o zajmowaniu się dzieckiem w kategoriach „pracy”, to ustawowo tydzień pracy to 40h tygodniowo. Popołudnia i weekendy rodzice powinny dzielić się opieką nad dzieckiem po równo 😉 Kiedyś usłyszałam taki argument w odpowiedzi na zarzut, że dziecko to praca kobiety i baaardzo mi się spodobało!

    • Kinia
      20 lutego 2015 at 09:56

      Nie chcę żebyś poczuła się oceniana czy coś.. ale jak już zdecydujecie się wdrożyć plan zmian to trzeba pamietać, że my też się uczyłyśmy dziecka i jego potrzeb i tata też musi, a to oznacza możliwość popełniana błędów i robienia inaczej niż Ty, po swojemu, po ich.. ja ejstem osoba o silnej potrzebie kontroli sytuacji każdej i znając siebie poprostu wychodziłam jak mąż coś robił ( a robił już w szpitalu bo po CC z małymi komplikacjami wykorzystywałam każdą okazję aby ktos inny schylal się nad przewijakiem) aby darowac mu uwagi, porady i komentarze 🙂

    • mietlisiowe bytowanie
      20 lutego 2015 at 10:11

      Mój mąż pomaga, kąpie, ubiera, przewija (byle nie kupy 🙂 ), ale… Nie jest to współdzielenie. Często czuję się sama. Wraca do domu tuż przed kąpielą. A gdy ma więcej czasu, zazwyczaj ma ważniejsze sprawy na cito. Dzieckiem zajmuje się dobrze, ale tylko chwilę.
      Jeśli go zapytam jak łączy ojcostwo z pracą powie, że jest zmęczony. Tak jak ja.
      Różnica jest taka, ze on znajduje czas na kawę w niedzielę. Ja nie.

    • ka
      20 lutego 2015 at 11:09

      Skąd ja to znam…Bo on chodzi do pracy,bo on musi rano wstawać i takie tam. Kiedyś sam kąpał.Podjarał się tym po szkole rodzenia,że to taka 'ojcowska’ część,a że syn już w ogóle. Ja miałam jakąś godz dla siebie. Nagle jemu samemu za ciężko i mały tak krzyczy( a niedawno sam mnie wyganiał z łazienki

    • Melman
      20 lutego 2015 at 14:51

      O kurczę! U mnie dokładnie tak samo 🙁 No! Może poza kąpielami 9 m-cznej córeczki od czasu do czasu, ale i tak zaraz po nich mąż przekazuje mi mokre zawiniątko do ogarnięcia…Ehhh 🙁

    • anka
      20 lutego 2015 at 15:12

      No niestety mam podobnie 🙁
      Mąż nawet jak naczynia umyje to twierdzi że mi pomógł w domu-wtf, to ja sama te naczynia brudze, czy jak? Jak wyjdę z domu, no do sklepu bo gdzieżby indziej, to potrafi zadzwonić z dziobem, że zaraz pora kolacji małego a mnie nie ma. A przecież nie da sobie rady żeby przygotowac kąpiel i jednocześnie zapodac dziecku kolacje, matka tu niezbędna. Raz, RAZ, udało mu się małego uspac, to chodził dumny jak paw. Dodam, że owy Mały, ma 2 lata

    • amalka
      20 lutego 2015 at 16:40

      M, nie dołuj się! Ty pracujesz w domu, mąż poza domem i wcale nie musi być zawsze i wszystko „po równo”. Musi być tak, żeby wszyscy byli jak najbardziej zadowoleni. Zgadzam się, że hasło że mąż nie umie przewinąć to przegięcie, i to jest do korekty ale nie przesadzajmy w drugą stronę. Na pociechę coś z autopsji – przy drugim dziecku trochę się to zmienia, bo siłą rzeczy każdy ma jednego malucha do ogarnięcia 😉

    • Dora
      11 września 2015 at 08:16

      A przy trzecim…. – wtedy niesamowicie rozwijaja sie zdolnosci ojcowskie – juz nie ma, ze kazdy ma swoje – wtedy Tatus potrafi kapac, przewijac i karmic jrdnoczesnie a przy okazji swietnie sie bawic 🙂
      Wtedy sa niesamowite interakcje – juz kaprysny, wymuszajacy placz jednego dziecka nie robi wrazenia – koniec paniki.
      Jest druzyna, z kora mozna w pilke grac i widownia niesamowita, gdy sie ksiazke czyta, i grupa wsparcia, gdy gorszy dzien, i jest sie bohaterem dla dzieci i zony 🙂

    • asiach
      4 marca 2015 at 09:20

      Łączę się w żalu 🙁
      Długo czekaliśmy na potomstwo. Zdążyliśmy założyć założyć firmę i wtedy pojawiły się dzieci – parka (ogonek i szparka). Na początku wszystko było super. W domu tak jak w firmie – partnerstwo, wspólnota. Jednak z czasem mąż zaczął się wycofywać z prac domowych i zajmowania się dziećmi. Od czasu do czasu trzeba było nim „wstrząsnąć”. Pomagało, jednak na coraz krócej. Wcześniej gdy w złości mu zarzuciłam: Ty masz firmę a ja dzieci to była obraza majestatu. Teraz już nawet nie reaguje na takie stwierdzenie – chyba mu wmówiłam 😉 Dziś, gdy dzieci mają 7 lat jest mi z tym coraz gorzej i widzę, że nieświadomie sama wycofuję się ze spraw firmowych. Nigdy tego nie chciałam.

    • Agata
      30 marca 2015 at 13:46

      Pogadaj z chłopem 🙂

      Delikatnie chciałabym wspomnieć, że często kobiety same zabieramy robotę mężczyznom, więc warto też spojrzeć na siebie i nie wyręczać.
      Jeśli faktycznie mężczyzna nigdy nie zakładał pieluszki, to raz mu pokazać, drugi raz patrzeć jak on robi, a potem już leci sam. To nie jest jakiś wielki wyczyn! A jak założy przód na tył – to też nic się nie stanie. Jak założy na lewą stronę to trochę gorzej, ale z moim facetem stwierdzamy, że póki nie ma trwałęgo uszczerbku na zdrowiu, to w sumie nic się nie stało. Kupę z podłogi też można wytrzeć 🙂

      Dajmy mężczyznom też popełniać błędy, tylko w ten sposób się nauczą.

      Powodzenia!

    • ell
      1 marca 2016 at 13:01

      coś zdecydowanie poszło nie tak. Nie umie zakładać pieluchy? To niech się nauczy. Nikt się nie rodzi z darem umiejętności „pełnej obsługi noworodka”. Nie dołuj się i chyba nawet nie mają sensu pogadanki z mężem tylko normalnie jak Cię następnym razem zawoła to powiedz, żeby sam dziecko przewinął, bo Ty akurat jesz, albo chcesz chwilę odpocząć.

    • S
      3 lipca 2016 at 09:35

      Rozumiem Cię M. Mąż ma swoją firmę i pracuje po 12-14 godzin dziennie. Wyżebrałam u niego żeby miał wolne soboty. Po prostu sie przyzwyczaiłam, że wychowanie i zajmowanie się dziećmi i domem to głównie moja broszka. A gdy pracowałam dzieci były w przedszkolu lub niania z nimi zostawała, bo babcie pracują… Teraz jestem na urlopie macierzyńskim z trzecim. Ale wiem że mój wysiłek nie idzie na marne chociaż wieczorem padam ze zmęczenia i nieraz płakać mi się chce. Żadne „pierwsze razy” mnie nie ominęły i nie ominą :).

    • Natala
      29 sierpnia 2016 at 09:25

      Jakbym czytała o sobie. A jak planowaliśmy ciążę to były ustalenia, było tak pięknie. W marzeniach. Siku nie zmieni, a o dwójce w ogóle nie ma mowy, ucieka z pokoju bo śmierdzi i go brzydzi (najczęściej udaje że musi natychmiast do WC;). Nie wyprasuje bo nie umie, do zmywania jest zmęczony. Poza tym to ja jestem na URLOPIE a on pracuje. Nasz synek ma 8 miesięcy. Marudzi, płacze, chce spac? Idź do mamy, mama daj cyca. I po kłopocie. A potem mama o 23 myje podłogi bo kurz na pop centymetra, pracuje, pierze, zmywa. Facet pracowity, mądry, z poczuciem humoru. Zawsze było ok a teraz na rodzicielskiej ścieżce toczymy ciągle wojny. W zeszłym tygodniu byłam u fryzjera. 2,5h. Mialam taka awanturę ze płakać mi ie chciało – bo porzuciłam dziecko, co ze mnie za matka, dziecko płacze i chce się przytulic do piersi itd. I faktycznie poczułam się jak zła matka która zanoedbala swoje dziecko…

    • Hafija
      29 sierpnia 2016 at 11:54

      jezu…

  • Gosia
    19 lutego 2015 at 21:11

    Nikt nie zadaje takich pytań.
    Co więcej mężczyznę żonatego, najlepiej 2 dzieci uważa się za wzór przyszłego pracownika – dorosły, odpowiedzialny, długodystansowiec na pewno nie będzie chciał zmieniać pracy z byle powodu. Natomiast kobieta w tej samej roli – będzie non stop na zwolnieniu więc” jej wartość jest zerowa”.

  • Karolina z PoradyMamy
    19 lutego 2015 at 21:15

    Świetny tekst! Uwielbiam jak piszesz tak od serca 🙂
    Ostatnio zdarzyło mi się być na wieczorze panieńskim na którym odpowiadałyśmy na różne pytania. Na pytanie która z nas zarabia więcej od swojego męża/ narzeczonego/ chłopaka wszystkie podniosłyśmy dłonie. Było nas 9.
    Świat się zmienia. Podejście do ojcostwa również powinno ale wielu mężczyzn nie usłyszy tego pytania bo są tylko dodatkiem do kobiety – żony i matki, bo jedyne co muszą pogodzić to rozkład meczów na różnych kanałach TV. Oczywiście są wyjątki, ale ciągle jest ich zbyt mało. Zbyt mało mężczyzn bierze udział w wychowaniu swoich dzieci bo to wygodne, zbyt mało rodziców dzieli obowiązki po równo i póki „zbyt mało” będzie trwało nikt nie będzie pytał ojców, bo zbyt trudno jest znaleźć tych co muszą cokolwiek godzić.

  • Ania
    19 lutego 2015 at 21:27

    Wiesz co… To jest bardzo ważny wpis i oczywiście prawdziwy. Wkurza mnie to, że moje zmienianie pieluch, karmienie i usypianie jest traktowane jako coś oczywistego, a te same czynności w wykonaniu mojego męża to niemalże heroizm. Ale wkurza mnie też coś innego: pogarda dla matek, które urywają się z kawy, żeby iść do domu i wykąpać dziecko (w komentarzach takie coś wyczytałam). Mój niespełna trzylatek chce, żebym go usypiała, śpiewając mu kołysanki. Ojciec może ubrać w piżamę, umyć zęby i przeczytać książeczkę, czyli dokonać prawie całego wieczornego rytuału, ale do zasypiania mogę być tylko ja. Kaprys dziecięcy taki. I wiecie co? Ja się zgadzam na ten kaprys. I zrezygnuję z dowolnego drinka i dowolnej kawy, żeby być w domu i zaśpiewać te kołysanki, BO TAK! I niech mi tylko ktoś spróbuje spojrzeć z wyższością, bo u mnie w domu nie ma równości. Mam pomysł: następnym razem, kiedy dziecko poprosi o kołysanki, wygłoszę mu zamiast tego wykład o równości i dyskryminowaniu ojca. Ciekawe, jaki przyniesie efekt.

    • Hafija
      19 lutego 2015 at 21:30

      Ty się zgadzasz na ten kaprys i ja też, ale jeżeli chciałabym zostać jednak na kawie to to że mój mąż ogarnie wszystko to nie jest żadne halo 🙂

    • Kiziulkowa
      19 lutego 2015 at 21:49

      Aniu ale to różnica – kiedy CHCESZ być przy usypianiu swojego Dziecka (i super!) a kiedy UciekaszWPaniceBoOnNie umie. Najważniejsze żeby każde z rodziców czuło się komfortowo – żeby w sytuacjach ekstremalnych (szpital chociażby) mieć świadomość, że Pociecha ma najlepszą możliwą opiekę – drugiego rodzica. Czego życzę każdej z Mam (i zapobiegawczo sobie, ciekawe jak mój Pan Mąż sobie poradzi…? 🙂 )

    • Malenstwo
      19 lutego 2015 at 22:20

      zgadzam sie z Tobą w 100%. moj Synek tez bez Mamy nie zaśnie. moze sie tak z Tata tulić do północy i zasnie dopiero gdy przytuli Mama i da mleczko. Nie widzimy oboje powodu by to zmieniać mimo ze czasem padam, zle sie czuje ale jest Dziecko a Ono jest naszym priorytetem. Mało tego u Nas każdy ma swój dział w którym jest lepszy i tak nam dobrze. Jestem feministka która uważa ze dobro moje jako Kobiety jest byc przy dziecku gdy tego potrzebuje a nie robic karierę, moj maz tez tak chce, ale gdy ktoś mu każe jechać w delegacje, czy iść na durne spotkanie integracyjne to moj Najlepszy Maz mowi ze ma dziecko i ma to gdzieś wraca do domu bo tylko On potrafi tak fajnie wykapać Małego. Raz miał ucięte za to premie świąteczna. machna ręka bo sie niedal. ważniejsze jest dziecko i cudowny czas z nim spędzony. miesiąc po świętach premie otrzymał bo głupio było, wiec to co sie dzieje to wybór. mało tego moj Maz pewno zaraz straci prace i ja nie wybieram sie do pracy chyba ze na pół etatu wiec jestem nie poczuwająca sie do odpowiedzialności bo co? bo mnie dziecko potrzebuje w domu i ja tyle kasy nie przyniosę wiec to moj Maz jej szuka a ja wrócę do pracy dla przyjemności na pół etatu. codziennie szykuje Syna i dzwonię do Męża jak sobie radzi ze wszystkim i czy ma sile w tej pracy przetrwać, a On pyta mnie czy mam ciężki dzień i czy sie trzymamy bez niego i nie dlatego ze ja jestem gorsza i mniej umiejętna, czy ze moj maz mniej umiejętny tylko dlatego ze każde z nas wie ze bez siebie wzajemnie nie bylibyśmy wstanie na codzienność i dobre rodzicielstwo. Każdy ma swoje 5min. i swoją role. wkurza mnie gdy ktoś wbija mnie w role kobiety pracującej=sukcesu lub matki która dla przyjemności nie moze wrócić do pracy na trochę. jestem feministka i chce mieć wybór najlepszy dla Naszego dziecka bo wtedy czuje sie najlepsza kobieta i mam prawo. to głupie ze rodzice oboje musze tyrać by był chleb,to głupie ze patrzymy kto lepiej zarabia i z jakiego powodu do domu wraca. każdy ma prawo wyboru, a jako rodzice oboje chcemy by był to wybór najlepszy dla dziecka bo kochamy. nie czuje dokonać tego artykułu, moze dlatego ze mnie nie dotyczy.my mamy inaczej i to mnie nikt nie pyta procz Męża jak sobie radzę, bom nie chodząc do pracy, w mentalności ludzkiej nie biorę odpowiedzialności finansowej i siedzę w domu. co ja tam robię?siedze i pachnę bo nie chce mi sie pracować?ot co najcześciej słyszę. Każdy ma swój wybór i nikomu to oceniać bo nie zna cudzego życia. nie jestem za równouprawnieniem. to krzywdzące dla obu stron, rób to w czym nam dobrze i w czym jesteśmy dobrze i oby każdy z Nas był doceniany bo każdemu człowiekowi potrzebne. przepraszam ze sie rozpisałam, ale to właśnie mi ciążyło

    • Hafija
      19 lutego 2015 at 22:37

      Mój wpis jest zupełnie o czyms innym, takie mam wrażenie niezrozumienia

    • Malenstwo
      20 lutego 2015 at 08:54

      absolutnie zrozumiałam tylko mam inny punkt widzenia i zraziło mnie to ze przy okazji poruszania istotnej kwestii, w jakiś dziwaczny sposób przy okazji moze i nieświadomie padły przesmieszcze teksty w stosunku do osób ktore maja jednak inaczej – znaczy decydują sie inaczej, jak powrót Mamy do domu z imprezy bo tylko Ona moze uśpić dziecko itp., w Twoim tekście tez pada jakoś mniej sympatycznie o kobietach co nie biorą odpowiedzialności finansowej.mi chodziło o to ze każdy ma wybór i Go nie ocenieniajmy, bo nie wiemy jakie życie i dlaczego ktoś prowadzi choc fakt dobrze piszesz ze co matka usłyszy to czesto Ojciec nie, ale ja tez pisałam ze bywa i na odwrót bo nowy modny model kobiety to kobieta pracująca i jak tak sie nie dzieje to Ona sie nasłucha, a nie Facet. Moj Maz np. od Rodziny wiecznie: jaki On biedny i niewyspany, jak sobie daje z rodzina radę i nas sam utrzymać i poprawy dzieckiem sie zajmować. to ja nie mogę, by On mógł inne rzeczy załatwić? problem niezrozumienia rodzicielstwa jest naprawdę szeroki i wielopłaszczyznowy, a każde dziecko przecież potrzebuje obojga rodziców jak najwiecej. życzę by zrozumienie dla potrzeby rodzicielstwa była rozumiana przez wszystkich, bo każdy kto kocha jest kompetentnym rodzicem bez względu czy jest Ojcem czy Matka i jaka drogę przy tym obierze

    • Hafija
      20 lutego 2015 at 09:19

      Jasne, chodziło mi o to że rola ojców jest niedoceniana. Mają oni jednak mniej czasu na to żeby być z dzieckiem, właśnie szczególnie kiedy muszą w pojedynkę utrzymać rodzinę. Ojciec jest tak samo kompetentnym rodzicem i ma takie samo prawo żeby spędzić z dzieckiem tyle samo czasu co kobieta.

    • lilka
      20 lutego 2015 at 09:32

      Wydaje sie ze Ciebie rozumiem tez jestem na wychowawczym i zajmuje sie nasza malutka w domu. Bardzo ciesze sie ze tak sie w zyciu ulozylo ( maz dostal lepiej platna prace) ze moglam zostac w domu. Mam tez kochanego meza ktory mi pomaga i akceptuje moje wybory min moje potrzebe bycia z mala. Staramy dzielic sie obowiazkami ale jednak uwazam ze rola kobiety matki jest inna niz mezczyzny i w gruncie rzeczy kto powiedzial ze ten nowoczesny swiat kiedy dziecko siedzi po 10 godzin z niania lub w zlobku jest lepsze od staromodnego swiata kiedy kobieta mogla zajac sie swoim dzieckiem?Mnie mierzi podejscie powszechne wsrod innych kobiet ktore patrza na kobiete na wychowawczym jak na dinozaura.. lub leniucha…ktory nie chce pracowac . Ja z kolei nie wierze drogie matki supermenki ze bedac 10 godzin poza domem robiac kariere da sie byc dobra matka bo badzmy szczere doba ma tylko 24h i czy naprawde 2h Z dzieckiem przed snem to to samo co 12? Dziecko potrzebuje czasu i uwagi. Mysle ze dalysmy sie zwariowac i wepchnac w innym stereotyp kobiety ktora musi robic kariere miec super hobby podrozowac dzialac na hiperobrotach laczyc to wszystko z opieka nad dzieckiem dbac o siebie aby stale btc atrakcyjna to wszystko wyglada ladnie ale tylko na fb.
      Ja wole postapic tak jak slowa piosenki niech ktos zatrzyma wreszcie swiat ja wysiadam I NIE CHCE DAC SIE ZWARIOWAC Mam wrazenie ze to co bylo koniecznoscia (powrot mamy do pracy aby utrzymac dom) stalo sie norma. Dlatego pytanie jak Ty to robisz mnie nie dziwi a ze mogloby byc zadawane dwom osobom z tym sie zgadzam.

    • Hafija
      20 lutego 2015 at 09:38

      Ale wiesz, że można też być w domu z dzieckiem i robić karierę/zarabiać pieniądze. Ja jak najbardziej uważam, że każda kobieta sama podejmuje decyzję co dalej ale nie zgadzam się i nigdy nie zgodzę, żeby podejmowanie pracy zawodowej poza domem przez kobietę było podsumowywane tekstem ” nie wierze drogie matki supermenki ze bedac 10 godzin poza domem robiac kariere da sie byc dobra matka” . Otóż skoro mi się to udaje, bo tak uważam, że jestem dobrą, ba jestem świetną matką i tak pracuję po 8 godzin dziennie i tak mam dziecko w żłobku – więc się da. 🙂

    • Malenstwo
      20 lutego 2015 at 13:44

      w sumie to sie z Tobą zgadzam;). moj Synek nie nadaje sie do żłobka, zreszta najlepiej dziecku z Rodzicami. fakt tez uważam ze2 godziny z dzieckiem to mało, bo żaden żłobek ani niania nie da tej miłości rodzicielskiej, ktorej maluchy potrzebują ogromnie tu i teraz. czas szybko mija, a ten pęd wiele moze popsuć. Moj Maz mowi ze cieszy sie ze jestem z Synem bo On moze spokojnie pójść pracować nie trzęsąc sie ze coś grozi Małemu,a przede wszystkim wiedząc ze Syn zawsze jest szczęśliwy. Pewnie ze chciałabym pracować. moja praca jest mega wartościowa, ale tu i teraz Syn mnie potrzebuje. mojego Męża tez, dlatego my niewyobrazamy sobie zeby któreś jechało w delegacje i zostawiło resztę bo jesteśmy zżyta rodzina=dla nas jednością niepodważalna. Żadne z Nas nie pójdzie wieczorem itp. na samotne spotkanie, nie zostawimy Babciom na cały czy pół weekendu dziecka. nie mnie oceniać cudze wybory i z pewnością inne Matki tez sa super Mama nawet jak pracują, tylko wiem ze2godz. dziennie dla dziecka to za mało. wszystko mozna jednak ułożyć i dostawać do swoich potrzeb i dziecka. potrzeby mojego dziecka sa takie ze szybko nie wrócę w pełnym wymiarze i z określona przez pracodawcę godzina ale będę pertraktować. dzieki za ten wpis Lilka poniewaz oboje z Mężem czujemy sie jak dinozaury i dziwaki w nowoczesnym, kosmicznym świecie. Nie chciałabym nikogo urazić, ale sama tez nie lubię słuchać co jest dobre a co dziwne. najważniejsze bysmy kochali całym sercem te Swoje Małe istotki i dbali by Rosły na szczęśliwych i dobrych ludzi, a My Mamy i ogólnie Rodzice powinnismy sie wspierać bez względu czy pracujemy czy jesteśmy w domu.

    • lilka
      20 lutego 2015 at 17:47

      Troche przesadzilam to prawda takze przepraszam wszystkie mamy ktore poczuly sie urazone. Chodzilo mi tylko o to ze ten nowy typ macierzynstwa nie jest taki bez wad nie ma co sie oszukiwac . Wydaje mi sie ze jednak jest to czas kiedy powinno sie zwolnic Jak czytalam o Twoim mezu to tak jakbym czytala slowa mojego i to jest super wspierajace i doceniajace. Niech kazdy robi jak mu sie w zyciu uklada i czego tak naprawde chce i nie ulega modom to tyle

    • Hafija
      20 lutego 2015 at 19:26

      Nie wiem czy to jest nowy typ maicierzyństwa – wydaje mi się że nie jest, bo nawet w plemionach indian dzieckiem nie zajmuje się tylko matka ale cała wioska. Fakt że my teraz jesteśmy społecznie oderwamni od naszych rodzin, najbliższych, babć, dziadków sprawia, że nie mamy jak tego dzielić tak jak kiedyś. macierzyństwo w starych kulturach nie sprawiało, że kobieta rezygnowała z pracy – o nie nadal pracowała. dziećmi opiekowały się starsze dzieci, inne matki, ciotki, babki. Teraz mamy przedszkola i żłobki, co szczęśliwsze mamy mają babcie chętne i gotowe do pomocy. Kobiety dawniej nie poświęcały się wcale tylko macierzyństwu.

    • lilka
      21 lutego 2015 at 00:05

      Praca jak dla mnie jak najbardziej tak ale nie po12 h ma dobe. Nie pisalam zeby nie pracowac swoja droga w domu tez mam jej calkiem sporo to tez praca. Chodzi mi tylko o to ze moze troche czasu jednak poswiecic dziecku a nie wracac od razu na pelne obroty bo ktedyt bo wakacje bo inni tak robia bo potrzebujemy miliona rzeczy ktorych nie do konca moze jednak potrzebujemy Chodzi mi o to ze czesami sa to wybory byc czy miec i nie kazdy ma przyslowiowy noz na gardle ale nie kazda tez kobieta chce zostac w domu i to jest tez ok ale nie jest ok robienie czegos pod wplywem innych panujacej mody na bycie super aktywna hipermatka dlatego jest to pytanie z jednej strony z podziwem z drugiej z politowaniem. Nie jestem psychologiem ale zastanawiam sie na dluzsza mete czym konczy sie takie zabieganie…

  • Marta
    19 lutego 2015 at 21:37

    Trafiłam tu niedawno i to pierwszy mój komentarz…
    Kiedy mój mąż próbował planować pracę ze swoim szefem w sensie projektowym, mówi, ze w okolicach takich i takich chciałby mieć wolne bo dziecko mu się rodzi. Wiadomo trudno zaplanować tak od do – bo nigdy nie wiadomo kiedy maluch zechce przyjść na świat i dlatego będąc odpowiedzialnym pracownikiem nie chciał brać na sobie zobowiązań, których nie mógł by dotrzymać. Jego szef chciał mu na siłę wcisnąć jakieś zadanie, kiedy mój mąż oponował, że różnie może być i trudno będzie mu to wykonać w tym terminie usłyszał – no przecież to nie ty będziesz rodził….

  • E.
    19 lutego 2015 at 21:46

    no to się teraz pożalę 🙁 zanim zaszłam w ciążę pracowałam jako rezydent/pilot wycieczek za granicą. Urodziłam i w tym sezonie (po rocznej przerwie) chciałam wrócić do pracy. Załatwiłam opiekunkę, która wyjechałaby ze mną na pół roku i zajmowała się dzieckiem 24h/dobę 7dni/tydz., ale firma, z którą współpraca, jak do tej pory, układała się bardzo pomyślnie, po dwumiesięcznym okresie „zastanawiania się” nad moją kandydaturą, stwierdziła następująco: „My nie mamy nic przeciwko młodym matkom, ale to nie wychodzi”… Genialnie! Czyli nie mam szans na powrót do zawodu, bo jestem mamą. Rzecz jasna, dla mojego męża droga stoi otworem, ale ja mogę z nim jechać tylko rekreacyjnie, bo przecież ktoś musi zajmowac się dzieckiem. :/

  • Zuzanna
    19 lutego 2015 at 21:49

    Wiesz, że ja nigdy nie zostałam NA CAŁĄ noc SAMA z dziewczynkami? A mój Mąż owszem – bo ja byłam w pracy (jako doula) albo na szkoleniu (jako trenerka). I to dla niego zupełnie naturalne i dobrze rozumie co to znaczy być tak k…wsko zmęczonym, bo jest ojcem na 100% i pracuje na etacie. I bardzo bardzo to doceniam. Bo gdyby nie on, nie mogłabym się rozwijać.

    Nigdy go o to nie zapytałam. Ale, że kocham – mówię mu (prawie) codziennie 😉

  • Marta
    19 lutego 2015 at 22:30

    Dziwne, wszystkie kobiety ktore znam, lacza prace z macierzynstwem- normalne… ale nie kazda ma tak dobrego faceta, niektorzy nie pomagaja przy dzieciach, bo twierdza, ze to jest rola kobiety, a kobieta tez zarabia, ale za zwyczaj mniej… – tak w moim kregu to wyglada.

  • Kaa
    19 lutego 2015 at 22:54

    Mnie tez to wpienia. A szczegolnie to pytanie „a z kim dzieci?” z ust mojej rodziny, ktora doskonale wie, ze maz zajmuje sie dziecmi na porzadku dziennym. To tak sie wbilo w nasza kulture, ze nie wiem, czy kiedykolwiek da sie wykorzenic:( Moj maz tez chodzi na L4, wychodzi wczesniej ze spotkan „bo czas kapania i usypiania dzieci” oczywiscie za kazdym razem skwitowane pogardliwym „a cycka tez dasz?”. A juz wyjscie do lekarza bez mamy to jakis skandal! Co ciekawe, to on czesciej wstawal do corki w nocy, bo ja jej jakos nie slyszalam. Obydwoje czasami padamy na twarz i odliczamy dni do 18-stki dzieciakow;)

  • Marlena
    19 lutego 2015 at 23:01

    Jestem pracoholikiem i lubię swoją pracę, dlatego kiedy mimo pierwotnych planów rocznego macierzyńskiego postanowiłam wrócić do pracy po pół roku mój mąż zdecydował się wykorzystać drugie pół roku. Jest wspaniałym ojcem i od porodu potrafi zająć się sam dzieckiem mimo że czasem założy body tył na przód nie jest absolutnie rodzicem drugiej kategorii. Ale fakt że zostanie z dzieckiem wywołał ogromne poruszenie dookoła i nie jedna osoba pytała się czy się nie boję lub mówiła że będę żałować. Nie żałuję bo dziś wiem że cała nasza trójka tylko na tym skorzystała.

  • Asia bloguje o prezentach
    19 lutego 2015 at 23:25

    U nas to wręcz tylko mój mąż wstaje w nocy do dziecka i to mimo, że ja jestem na urlopie wychowawczym 😉

  • Magda
    19 lutego 2015 at 23:32

    Kilka tygodni temu koleżanki mąż pojechał z ich córką do szpitala. Od razu usłyszał pytanie „a gdzie mama?”. Dziewczynka ma 6 lat, nie raz była z nią juz czy w szpitalu czy u lekarza i jakoś nikt nigdy się nie spytal „a gdzie tata?”….

  • Ruby Soho
    20 lutego 2015 at 00:45

    Świetny wpis i jakże na czasie! Bo właśnie muszę jakoś zacząć łączyć te dwie rzeczy – macierzyństwo i pracę. Ale nie sądzę by ktoś kiedyś pytał męża jak sobie radzi. A radzi sobie świetnie – jest właśnie takim ojcem, który przy dzieciach robi wszystko. Nie zawsze trafi z doborem ciuchów i przyprowadzi czasem takiego małego delikwenta przystrojonego w czerwień od stóp do głów, ale kto by się niuansami przejmował 🙂

  • Milena
    20 lutego 2015 at 07:27

    A mój mąż z wielką łaską czasem zostanie z dzieckiem. Bo ja jestem na bezrobocie wiec dom i dziecko to mój obowiązek. On po pracy chce zjeść, poćwiczyć i mało czasu zostaje na zajmowanie się córką. Kiedyś czytając taki komentarz złapalabym się za głowę, co za durna baba. A tymczasem jest jak jest. I prawdę mówiąc u wszystkich moich znajomych tak jest. Nawet tam gdzie kobieta pracuje. Chcialabym to zmienić ale do tego potrzeba chęci dwóch osób.

  • Surrealistka
    20 lutego 2015 at 08:02

    W punkt!

  • MatkaDzika
    20 lutego 2015 at 08:24

    Tak się zastanawiam, może jakby faceci byli częściej pytani o to jak łączą bycie ojcem z pracą to może niejeden zorientował by się że ma jakieś zobowiązania wobec dziecka oprócz zapewnienia pieniędzy na utrzymanie dziecka 🙂

  • wieloświaty
    20 lutego 2015 at 09:37

    Ważny temat – dzięki za podjęcie:)
    Zapraszam do siebie – też go podnosiłam niedawno: http://wieloswiaty.blogspot.com/2015/02/wszystko-robie-ja-nie-moge-narzekac.html
    Dlaczego, mężczyźni są pomijani w tej kwestii? Ano dlatego, że w rzeczywistości to przede wszystkim kobiety zajmują się dziećmi (vide badania). Kobiety często zmuszone są ograniczyć aktywność zawodową w sytuacji, kiedy pojawia się dziecko, bo to one mniej zarabiają (często kilkukrotnie – ja też należę do tej grupy) – de facto więc one zajmują się dziećmi, podczas gdy mężowie pracują (często długo i wyjazdowo). Do tego dochodzą względy tradycyjne (kobiety pokroju mojej teściowej, które uważają, że to rola kobieca zajmować się ogniskiem domowym) i tak powstaje błędne koło. Co więcej nie wszyscy mężczyźni są chętni, żeby dzielić się fifty-fifty opieką (bo tak zostali wychowani – vide poprzednie zdanie). Często argumentem jest fakt, że kobieta „nie pracuje”. Obserwuję takie sytuacje nagminnie.
    A w pracy? U mojego męża większość koleżanek ma małe dzieci albo jest w ciąży, więc on gasi pożary i łata dziury, jak koleżanki biorą wolne, on gasi pożary jeżdżąc po całej Polsce. Nikt nie pyta, czy może/jest dyspozycyjny/co z dzieckiem (a jak MY w tej sytuacji mamy dzielić się opieką?).
    To kobiety muszą przerwać błędne koło, wymagając innego podziału ról. Na mnie często (inne kobiety) patrzą, jak na wariatkę, strzelając sobie tym podejściem w kolano.

  • Agnieszka
    20 lutego 2015 at 09:46

    Czyli jak ktos z roznych przyczyn nie decyduje się na powrot do pracy i nie bierze na siebie finansowego ciezaru to co, jest gorszy, tak? Troche latwo oceniasz innych. Sama chyba tez korzystalas z urlopu wychowawczego (a Twoj maz tez?) I z pomocy rodzicow, ktorych nie wszyscy maja na miejscu…jako mama na wychowawczym (i w kolejnej ciazy co troche komplikuje moja dyspozycyjnosc i otwartosc z jaka czeka na mnie pracodawca) jest mi zwyczajnie przykro po Twoim wpisie.

    • Hafija
      20 lutego 2015 at 09:53

      Nigdzie nie napisałam, że jest gorszy tylko że odpowiedzialność za rodzinę – zarówno ta finansowa jak i ta wychowawczo-opiekuńcza spada na rodziców po równo.

    • Tores-
      20 lutego 2015 at 15:38

      „Po równo” to opcja idealna. A w życiu, np. moim jest tak, że ja jestem niepracującą zawodowo mamą, a mój maż pracuje zawodowo. Siłą rzeczy nasza odpowiedzialność rozkłada się tak, że ja dbam o rzeczy domowe (w tym w większości o potrzeby dzieci), a on o stabilizację finansową. Nie mam zawodu/kariery, do których byłoby mi pilno po urodzeniu dzieci, dlatego bardzo się cieszę, że nie muszę (póki co, tfu tfu) pracować zawodowo. Dlatego też przyjmuję obowiązki domowe i opiekę nad dziećmi jako głównie mój obowiązek – nie dlatego, że „siedzę” w domu, ale dlatego, że to jest moja część tej wspólnej odpowiedzialności właśnie. A mój mąż bardzo dba, żeby też z nami być i brać udział w „życiu domowym” nie tylko bierny. W sumie częściowo życie się tak ułożyło, ale jednak w dużej mierze to był nasz wybór, że jest tak jak jest. I trochę mnie też zabolały słowa, że „to nie powinno być społecznie akceptowalne”. Że ja nie zarabiam. Ale moja praca w domu jest tak samo ważna i ja nie czuję, że to mój mąż coś mi „daje” – wprawdzie tylko on dostaje za swoją pracę pieniądze, ale to również dzięki mojej pracy w domu nasze życie jest takie, jakie jest. On może pracować zawodowo tak, jak pracuje – również dzięki temu, że ja robię to, co robię w domu i przy dzieciach.

    • Dorota
      5 kwietnia 2018 at 16:05

      W związkach międzyludzkich nie ma czegoś takiego jak „po równo”. Ja rozumiem, że dwójka rodziców wspólnie odpowiadają za bezpieczeństwo dziecka – i finansowe, i emocjonalne – ale nie da się tego podzielić idealnie na pół. Bo jeśli np. jedno z rodziców zarabia o 100zł więcej miesięcznie, to znaczy, że drugi rodzic ma się zajmować dzieckiem o kilka godzin dłużej w ciągu miesiąca niż pierwszy? Czy w związku dwóch dorosłych osób ktoś liczy co które dla drugiego zrobiło, jak się poświęciło itp i potem wylicza, ile druga osoba jest mu „winna”, żeby było po równo? Każdy robi to, co uważa za najlepsze, a kwestia równowagi to subiektywne odczucie. Bez żadnych wyrzutów sumienia, czy poczucia niesprawiedliwości można zdecydować się to, co nam odpowiada. Jedni stwierdzą, że oboje pracują i oboje zajmują się dziećmi, inni rozdzielą te dwie rzeczy. Najważniejsze to czuć się kochanym i wspieranym oraz kochać i wspierać, a nie oceniać. Dla jednej matki opieka nad dzieckiem 24/7 nie będzie problemem, dla drugiej ledwie parę godzin dziennie doprowadzi na skraj wyczerpania. Jedna matka będzie się wręcz modlić, aby jej partner wykazał jakiekolwiek zainteresowanie dzieckiem, a druga mu będzie wyrywać potomka z rąk, bo „nie umie”, albo „tak źle, ja zrobię to lepiej”. Jeśli nam odpowiada sytuacja w związku, to nikomu nic do tego, a jeśli nie, to trzeba rozmawiać i walczyć o swoje. Ojciec nie chce, żeby go wysyłali w delegację, kiedy w domu swoją przygodę z rodzicielstwem dopiero rozpoczyna świeżo upieczona matka i noworodek, to niech zaprotestuje. Matka chce szybko wrócić do pracy, a ojciec wziąć urlop wychowawczy – droga wolna.

  • Kinia
    20 lutego 2015 at 10:08

    Właśnie mój mąż dziś z dzieckiem chorym z domu pracuje i sam poszedł z nim do lekarza z rana bo ja z drugim do przedszkola leciałam, dla nas normalne, logiczne i naturalne.. Nie bedę mu bić brawa jak zajmie się dzieckiem bo oboje jesteśmy rodzicami, podjęliśmy decyzję o dzieciach razem i już.. nie pomneijszam też jego roli, staram się wspierać jak ma w pracy ciężej i odciążyć w domu, on robi to samo.. i śmieje się, że ciągle odpoczywa bo w pracy odpoczywa od obowiązków dzieciowych ,a w domu przy dzieciach od pracy i że chyba jest najbardziej wypoczętym pracownikiem w swoim dziale bo tylko on ma dzieci 🙂 Jednak przyznaję Ci racje pomija się role ojców, nawet mnie się zdarza gdzieś wpaść czasami w ten stereotyp, ale może dlatego, że dookoła siebie wsród znajomych szczególnie do 3 r. życia dziecka widzę jego powielanie.. dziś spytam czy ktos mu zadal rzeczone pytanie 🙂 wiem, ze w pracy jak wracałam z macierzyńskiego i starszy załapal akrat ospę mój mąz strzelił wykład szefowi, że teraz jak żona pracuje musi on przejąć część obowiązków i pomimo pracy na kontarkt nei na umowe o pracę zostało to zrozumiane..

  • Ewa
    20 lutego 2015 at 11:06

    Mężczyzna nie usłyszy pytania czy radzi sobie z łączeniem pracy zawodowej z ojcostwem, ale usłyszy pytanie czy zemdlał w tracie porodu potomka. Bo poród to sprawa wybitnie kobieca i takiego ciężaru mężczyzna może nie udźwignąć. Nasz światopogląd tak zaprogramowano, że praca polegająca na opiece nad dziećmi, domem i tym podobne to też sprawa wyłącznie kobieca i mężczyzna w zetknięciu z nią mógłby zemdleć 😉 A serio – to co się teraz dzieje to reorganizacja wiekowego podziału ról. On się dokonuje teraz, w naszych domach. I w zależności od tego jakiego mężczyznę wybrałyśmy na partnera i jak udało nam się porozumieć niektóre kobiety mają realne wsparcie, a niektóre z przymusu stają się Matkami-Polkami. Jak one czegoś nie zrobią to to będzie niezrobione… Śmieszy mnie czytanie o feministkach w Polsce, bo zawsze sobie wtedy myślę, że te Panie i ja żyjemy w innych krajach. Tu gdzie jestem ja robi się to co zrobić trzeba. Nikt nie pyta czy dajesz radę, czy chcesz – robisz to co musisz.
    Żeby nie było – mam wspaniałego męża, bardzo mądrego faceta i ogromne wsparcie w nim. Teraz zaczęłam się zastanawiać czy ja daję jemu takie wsparcie. Bo powinnam. Mam też syna i drugiego w drodze i mam nadzieję wychować ich na równie mądrych ludzi.
    Wychowujmy dzieci tak, żeby przyszłe pokolenie było już po reorganizacji ról w rodzinie i życiu społecznym. Żeby nie raczono nas infantylnym obrazkiem tatusia co mdleje przy porodzie, żeby umiejętność przewinięcia czy ponoszenia dziecka nie czyniła z faceta herosa, ale normalnego ojca. Czy też tak macie, że jak widzicie samego tatę z wózkiem na spacerze to oczami wyobraźnie widzicie też tą kobietę co została w domu jak lata z mopem po parkiecie, a na piecu kipią ziemniaki i pachnie prawie gotowy obiad? Nieraz byłam w tej sytuacji, ale musicie mi na słowo uwierzyć, że było wiele razy kiedy było na odwrót. Ot taki nasz prywatny podział ról….

    • Renata
      20 lutego 2015 at 13:54

      Reorganizacja ról. Właśnie pracujemy nad następnym pokoleniem. Mój mąż piekący z 5-letnim synem ciasteczka, czy robiący z synem i córkę pizzę, co by nie myślały, że kuchnia to jakieś szczególnie miejsce pracy tylko dla jednej z płci, i że facet ma obie lewe ręce, jak to było w pokoleniu moich rodziców. Mój syn jest na etapie wymyślania własnych przepisów, a my potem musimy to jeść 😉 Tak, ze mną też gotują. Ale nie pieką, mąż jest w tym lepszy. Tylko to poprzednie pokolenie (moja matka) wielbiące mojego męża, bo zajmuje się dziećmi, co chyba normalne skoro chciał je mieć. Ale gadanie, że jest lepszym rodzicem, bo zajmuje się nimi tak samo jak ja, to przesada. Tak jakby robił coś nadprogramowego. Tak, następuje przemiana pokoleń.

  • Radek
    20 lutego 2015 at 13:35

    To może tym razem głos ojca 🙂 Z 2 synami na karku (często dosłownie): 1,5 i 3,5 roku.

    Jeśli jakiś facet mówi mi że nie zajmuje się dziećmi bo „nie umie”, to od razy wychodzę z założenia że jest leniwym i wygodnym dupkiem (wybaczcie język). Jeśli ja, chodząc na szkołę rodzenia, byłem w stanie nauczyć się jak przewinąć, wykąpać i przebrać dziecko, to każdy potrafi. Wiadomo, na początku jest stres ja diabli, ale po miesiącu wszystko człowiek ogarnia. JEŚLI CHCE.

    Czy słyszałem pytanie „A gdzie mama?” podczas wizyty u lekarza czy gdziekolwiek indziej gdzie trzeba było coś załatwić w „dziecięcych sprawach”? Oczywiście, nie raz. Zazwyczaj odpowiadam w stylu „A co, tata nie umie? Nie ogarnia?” Zazwyczaj szybko się ludzie zaczynali krygować „nie, oczywiście że nie, ale zazwyczaj to mama…”.

    Co do pracy: mam to szczęście, że pracuje w firmie gdzie w pełni rozumie się potrzebę balansu między rodziną a życiem zawodowym. Zarówno w przypadku matek jak i ojców. Wiem też niestety że nie wszyscy i nie wszędzie mają takie podejście – mam nadzieję że to się zmieni.

    Wiadomo, każdy czasem chce mieć trochę wolnego od domu i dzieci, zarówno my, jak i nasze partnerki. I czasem diabelnie trudno jest samemu ogarnąć dwójkę hiperaktywnych dzieciaków które absolutnie nie mają ochoty iść do kąpieli, bo akurat urządzają sobie dzikie pogonie po domu wrzeszcząc i śmiejąc się przy tym wniebogłosy. Ale drugiej połowie, jak psu micha (wybaczcie porównanie) należy się chwila wytchnienia przy drinku/kawie, z koleżankami, w spa, na imprezie czy ogólnym świętym spokoju.
    Poza tym dla mnie to jest po prostu PRZYJEMNE móc spędzić czas ze swoimi dziećmi. I na szczęście wśród moich znajomych takie podejście jest normą a nie marginesem.

    PS. Zacząłem kilka lat temu pewien projekt fotograficzny, mający pokazać ojców spędzających czas z dziećmi, zarówno przy zabawie, jak przy przy zwykłych codziennych czynnościach, właśnie po to, żeby pokazać że można. Niestety z braku czasu, projekt na razie wisi (do znalezienia na FB).

    • Hafija
      20 lutego 2015 at 13:42

      Radku – może czas odświeżyć! Chętnie się zaangażuję!

    • Renata
      20 lutego 2015 at 14:20

      Tak, chodzi o to żeby chcieć. Aż dziw bierze jaka część kobiet nabiera się na to męskie „nie umiem”. Ja też nie umiałAm dopóki nie pojawiły się dzieci i się tego nie nauczyłAm. Matki też się tego uczą. Nasza naturalna przewaga w umiejętnościach kończy się na urodzeniu dziecka i karmieniu piersią. Potem jest 1:1. Ale nieumienie jest wygodniejsze.

      Odpoczynek fizyczny i mentalny każdemu z rodziców się należy. W końcu szczęśliwy (nie sflustrowany) rodzic to szczęśliwe dziecko. Poza tym jak np. mama odpocznie to będzie miała więcej siły żeby zająć się dzieckiem potem 🙂

      Świadomy ojciec. Jak powiedziałeś spędzanie z dzieckiem czasu jest po prostu fajne. Szkoda, że nie wszyscy ojcowie to rozumieją i świadomie lub nie marnują te chwile sobie i dziecku.

  • Marcin
    20 lutego 2015 at 14:48

    Ważny temat – niemodny, ale fantastycznie, że go poruszyłaś. Od ponad 3 lat, a właściwie od 4 – rech z kilku powodów, ale przede wszystkim z powodu mającego przyjść na świat dziecka (wtedy myślałem córeczka tatusia) przeorganizowałem swoje życie. Nie bez problemów z samym sobą – te tesknoty za meczami w pubie, wyjazdami w dowolne miejsce na narty kiedy tylko masz ochotę itd. Zrobiłem to świadomie, uznałem, że już czas się „poświęcić”. Od czasu kiedy Iwo (okazało się, że nie córcia) przyszedł na świat spędziłem z nim ponad 5000 h na zabawie, opiece i przekazywaniu mądrości życiowych. Wizyty u lekarza – no problem = męskie wyprawy. Wypady na weekend na Mazury (mama też musi odpocząć) – żaden problem. Wakacje zagraniczne z 1/2 dzieckiem – bez kłopotu. Kocham to, kocham go i kocham ją (matkę dziecka i swoją rodzinę). Czego nauczyłem ancymona ? Większości złych zachowań – wspinania, jazdy rowerem przez kałuże, skokówi do wody, balansowania na krawędzi (przed nami czas na narciarskie 1- sze kroki) i kilku dobrych – sprzątania po sobie, mycia zębów, okazywania uczuć mamie (tu był problem, bo „tata jest mój”) i szacunku do ludzi. Teraz uczymy się odpowiedzialności za młodszych w zabawie, tego, że trzeba uważać w swoich fantazjach, by nie zrobić krzywdy innym i konsekwencji własnych wyborów – po co ? Żeby był takim ojcem jak ja, o ile kiedyś dostąpi zaszczytu. Bo bycie ojcem to jest zaszczyt, często kłopotliwy, trudny i wymagający poświęceń, ale efekty pracy i starania są tutaj widoczne błyskawicznie – na nic nie czekasz. Przekazujesz wiedzę i widzisz czy działa. Poza tym, jak dla mnie (rocznik ’74) możliwość zabawy dzisiejszymi zabawkami – spełnienie marzeń, rozwijające mazanie po ścianie (jedna jest wyznaczona, ja nie miałem takiego luxusu) – super sprawa, piłka z utwardzonej pianki do grania w domu – extra wynalazek. Bycie ojcem dzisiaj to są same przyjemnosci, a że czasami jakiś projekcik trzeba nocą złożyć – pal sześć ! Kumpli od pokali z browarem zastąpił mi 3 – letni mądrala, który zawsze chce się bawić, gdy moja ukochana drużyna gra mecz, żegnaj kibicowska braci… mam zajęcia z plastyki, rytmiki i galimatjasu. Ot ojcowski trud i znój, ale nie ma takiej pracy i takich pieniędzy, które skłoniłyby mnie do rezygnacji chociaż z 1h spędzanej z moim synem.

  • em
    20 lutego 2015 at 15:21

    Bardzo madry artykul. Mysle, ze to troche glebszy problem generowany rynkiem pracy i panujacym na nim niestety nierownouprawnieniem. Malo kto wyobraza sobie faceta na tacierzynskim, niejeden pracodawca postukalby sie w glowe. Inna sprawa to wieksze zarobki dla mezczyzn niz kobiet na zbieznych stanowiskach, co pcha do stereotypowego podzialu rol w domu – on zywiciel, ona matka.

  • Mamo Działaj
    20 lutego 2015 at 15:37

    http://m.onet.pl/tygodnik-powszechny/kultura,9yqp0 wywiad z J.Juul’em o odpowiedzialności w związku warto przeczytać choć w niektórych momentach jest po prostu smutno jak sobie uświadomimy pewne rzeczy

  • Mamo Działaj
    20 lutego 2015 at 15:38

    http://m.onet.pl/tygodnik-powszechny/kultura,9yqp0 artykuł który warto przeczytać

  • marta
    20 lutego 2015 at 16:28

    Jaki związek z polityczną poprawnością ma stwierdzenie, że „matka też zarabia”? Z tego co wiem, poprawność polityczna to używanie języka jak najbardziej neutralnego, który nie dyskryminuje żadnej grupy społecznej. W swoim pierwotnym założeniu miała mieć zastosowanie przede wszystkim w dyskusjach. Poprawność polityczna nie jest więc zbiorem utartych przekonań. Powodem, dla którego ludzie lubią mówić, że są niepoprawni politycznie, jest to, że political corectness polega na nakładaniu ograniczeń i do pewnego stopnia unikaniu mówienia dokładnie tego, co się myśli. Ale głoszenie poglądów sprzecznych z obiegowymi opiniami nie oznacza niepoprawności politycznej.

  • Lajfstajlowe
    20 lutego 2015 at 16:33

    naszą mentalność bardzo ciężko zmienić. Facet jest postrzegany zwykle jako gamoniowata, pozbawiona wszelkich rodzicielskich – głębszych uczuć maszynka do robienia pieniędzy, by KOBIETA mogła w spokoju w domu, czuwać nad dzieckiem. Jeśli ten schemat w jakiś sposób jest zaburzany to pojawia się pytanie: dlaczego MĘŻCZYZNA

    • Lajfstajlowe
      20 lutego 2015 at 16:36

      … ucieło mi komentarz… ;/ c.d. nie umie zapewnić kobiecie spokojnego czasu na zajmowanie się dzieckiem? Dlaczego robi jej taką sytuację, by MUSIAŁA iść do pracy. Mało kto bierze pod uwagę, że kobiety też mogą pracować, też mogą chcieć czegoś więcej, a te którym „jakimś cudem” „udaje” się połączyć matkowanie z pracą są postrzegane jako te, które na pewno gdzieś coś robią źle lub są zmuszone przez „trudną sytuację w domu” i złego męża, który nie zapewnił jej środków do życia.. nikt nie bierze też pod uwagę, że facet jest zdolny do opieki nad dzieckiem, bo (UWAGA!) też może je kochać mimo, że nie wyszło bezpośrednio z niego… nie wiem dlaczego nasza kultura decyduje się tak upośledzać facetów i unieszczęśliwiać kobiety.

  • Mama Tata Ono
    21 lutego 2015 at 00:14

    Wymieniamy się opieką nad synem, odkąd ja pracuję poza domem. Mam elastyczny grafik i dostosowuję go do pracy męża. Kiedy ja jestem w pracy, mąż zajmuje się dzieckiem. Ale zdarzały się już sytuacje, w których jego przełożeni naciskali, żeby został po godzinach. Kiedy mówił, że nie może, bo zajmuje się w tym czasie dzieckiem, spotykał się z niedowierzaniem i nie wypowiedzianym pytaniem: Ty? Czemu nie żona? Wprost proponowano, żebyśmy nianię zatrudnili. Tylko po co? Po to, żeby zarabiać na pensję dla obcej osoby zajmującej się naszym dzieckiem? Nie tego chcieliśmy, dlatego przez ten nasz układ zawodowo-prywatny trochę obalamy stereotypy, jakoby tylko kobieta była uprawniona do opieki nad dzieckiem. Ale łatwo nie jest, dlatego na wszelki wypadek nastawiamy się na dorywczą pomoc niani, gdyby jednak mąż MUSIAŁ (Kodeks Pracy ) zostać ustawową ilość nadgodzin.

  • Ewelonka
    21 lutego 2015 at 07:03

    Witaj,
    To o czym piszesz jest już troche przestażałe- bynajmniej w moim otoczeniu. Dziś jest już normalne, że role się podzieliły. Oczywiście, że pada pytanie do mojego męża jak godzi prace i ojcostwo? Większość naszych znajomych obydwoje angażuje się w dzieci i dom na równi.
    Jedyna sytuacja, która mnie spotkała to, bilans 2 latka u pediatry, na króry poszedł tata z córczką;) Pani doktor była obużona, gdzie jest matka? Nie przyszła z dzieckiem? Ja byłam w pracy a tata wziął wolne;)
    Pozdrawiam mamy pracującę:)

    • MariaOla
      10 września 2015 at 21:46

      A mnie do szału doprowadza stwierdzenie MAMA PRACUJĄCA. Do jasnej cholery. KAZDA Matka pracuje!!!!!!!!!!!! jak wół!!!!!

    • Hafija
      13 września 2015 at 16:54

      Są mamy pracujące zawodowo i mamy pracujące w domu

  • Marcin
    21 lutego 2015 at 09:03

    Podpisuję się pod tym wszystkimi kopytkami! Stwierdzenie tato pomaga mamie ma w sobie założenie, że jest on jakimś pod-rodzicem, nieudacznym asystentem jedynej profesjonalnej w tym zajęciu kobiety. Czego uczymy naszych synów? Te stereotypy zabijają bliskość i zaangażowanie. Ja pieniądze, ona macica. Każdy w swoim zadaniu samotny, bez prawa do słabości. Komu na tym zależy? Matkom polkom, które chcą się czuć usprawiedliwione swoim wielkim udręczeniem z tego że hodują w domu cara i nie walczą o siebie? Tatusiom weekendowym, którzy chcą być modni, bo zmienili raz pieluchę? Tak mało w tym wszystkim miłości i szacunku. A cierpią dzieci, które sfrustrowaną mamę mają w nadmiarze, a ojca sprzedaje się im jako dobro luksusowe na które może zasłużą a może nie. A może to nie nasza wina? Ja protestuję.

  • Mamachika
    21 lutego 2015 at 09:11

    Święte słowa, ja sama stykam się z tymi samymi pytaniami na co dzień. Sytuacja jaką ma Pani czy ja, gdzie ojciec w pełni angażuje się w wychowanie dziecka to powinna być norma. Nie znam statystyk ale obawiam się, że ogromna część mam niestety nie ma takiego wsparcia i funkcjonuje „średniowieczny” model kobiety która musi pracować, zajmować się domem dziećmi itd. To smutne, ale niestety mentalność w społeczeństwie jest rzeczą która zmienia się najwolniej. Potrzeba chyba zmian paru generacji żeby był postęp.

    • Marcin
      21 lutego 2015 at 10:14

      …jednak moim zdaniem jest w takim stanie rzeczy wielka wina kobiet! Należy pamiętać, że my jesteśmy „prości jak obsługa cepa” i jeżeli nie zaangażuje się nas od samego początku w proces „obsługi dziecka”, bo robimy coś nie tak, zbyt wolno, albo nieudolnie – to później proszę nie oczekiwać, że nagle sami wystrzelimy z ochotą. Jeśli facet widzi, że czytał gazetę, a naczynia „same” się pozmywały i podłoga się „sama” umyła i kurze zniknęły – nie ruszy 4 rech liter. Często tak jest, że wyręczacie nas panie z różnych czynności, bo będzie szybciej, lepiej itd. To jak z dziećmi – jeśli nie zaczniemy uczyć od najmłodszych lat zamiłowania do porządku, najpewniej wyhodujemy bałaganiarza, który będzie miał rozpierduchę w ciuchach, notatkach, relacjach itd. Wstyd się przyznać, ale będąc opieranym, oprasowanym i wykarmionym przez mamusię i babcię, zetknąwszy się z dorosłością byłem wystraszony. Poradziłem sobie jednak i dziś jestem czysty, schludny i syty – samodzielny. Zatem nie róbcie NICZEGO za swoje dziecko i to małe i to duże 😉 Bycie ojcem zaangażowanym to nie jest żadne aj waj – jest konsekwencją wcześniejszych decyzji mężczyzny i kobiety, ojców nie należy traktować jak bohaterów z innej bajki, to są po prostu dorośli mężczyźni, a od nieojców różni ich tylko inny sposób konsumpcji wolnego czasu 😉

    • Mama z prądem i pod prąd
      21 lutego 2015 at 21:51

      A facet to sam z siebie nie może? Zawsze mnie dziwi, że większość facetów trzeba popchnac, bo inaczej nie widzą, nie rozumieją, nie łapią. To takie męczące czasami to popychanie… Wracajac, że ojca się nie pyta jak łączy prace z byciem ojcem, bo taki jest schemat, który jest stary i szalenie wygodny i obawiam się, że długo tak jeszcze zostanie… Myślę, że sami faceci musieli by wziąć się za zmianę w sposobie patrzenia na nich, a bez popchniecia, mogą nie dać rady… Sorry, wyszło realistycznie myślę…

    • Marcin
      22 lutego 2015 at 01:42

      nie miałem na myśli tego, że nie może – jak widać po wpisach tych co na to wpadli jest kilku… niemniej, spotykam się z sytuacjami, gdzie faceta się nie dopuszcza w pierwszych miesiącach życia dziecka do obsługi… ze strachu, że jest za duży, za mało delikatny ? Lepiej zawołać mamusię, siostrzyczkę, sąsiadeczkę – zatem po tygodniach, czy miesiącach nie ma co oczekiwać zmiany. Facet zmieni swoją wyścigówkę, z wypieszczonymi welurowymi dywanikami i nakremowaną skórą siedzeń na rodzinne toczydło bardziej przypominające tramwaj niż auto i z radością będzie wydłubywał z przeszyć tapicerki okruszki po bułeczkach. Poza tym 100% facet nie pozwoli zepchnąć się do roli donosiciela pieluch i montera mebelków tylko od pierwszych chwil życia ruszy do roboty przy potomstwie, bo będzie przygotowany, wszak też miał na to 9 miesięcy.

    • Mama z prądem i pod prąd
      22 lutego 2015 at 11:00

      O, kilku jest co wpadli na to, uważasz, że to obfitość? Bo ja uważam, że to w druga stronę? Ja wiem, że kobiety często zwłaszcza dzieciaka, ale pierwsze miesiące to jest ta bliska symbiozie matki i dziecka, kontynuacja niejako tego co było w brzuchu, ale potem to jest pole do popisu dla faceta. Dla mnie to jest wykres, kobieta nie dopuściła do dziecka jak był malutki, to wziąłem zabawki i se poszedłem…? Nie mówię do Ciebie osobiście, oczywiście, idę w generalizacje…

    • Mama z prądem i pod prąd
      22 lutego 2015 at 11:01

      Sorry, pisze w locie, dla mnie to wykret, że kobieta/matka nie dała dostępu do dziecka wcześniej…

    • Matka Pauka
      22 lutego 2015 at 12:03

      Są kobiety, które nie chcą dopuścić faceta do dziecka, bo ona zrobi lepiej – lepiej umyje, lepiej ubierze, lepiej zmieni pieluchę itd, ale to jest tylko jakiś nieduży procent nadgorliwych mam. Myślę, że żadna strona nie powinna zrzucać winy na drugą. Facet powinien się zainteresować, a kobieta powinna dopuścić faceta do dziecka. Ja na szczeście wśród znajomych obserwuję duuużo więcej fajnych tatusiów, interesujących się i zajmujących się dzieciakami (w tym mój) niż tych co siedzą z boku i bardzo mnie to cieszy.

  • Matka Pauka
    21 lutego 2015 at 11:45

    Podpisuję się rękami i nogami pod tym tekstem! I udostępniam na swojej stronie, bardzo dobry tekst. Pozdrawiam 🙂

  • Sebbbi
    22 lutego 2015 at 02:54

    No szkoda że tak traktuje się ojców, ale ten tekst że nikt szefa nie zapytał o to jak wychowuje dziecko jest dość smutne bo nie każdy ojciec to leser i obibok.

    • Matka Pauka
      22 lutego 2015 at 10:51

      Śmiem twierdzić, że wsród moich znajomych par dzieciatych dużą przewagą są ojcowie świetnie zajmujący się swoimi dziećmi, kochający, troskliwi, tacy prawdziwi tatusiowie z dziećmi zapatrzonymi w ich stronę. Cudowny widok, na prawdę bardzo mnie cieszy, że łamią ten durnowaty stereotyp o facecie wracającym z pracy i wołającym do żony o browara.

  • Gaduła
    22 lutego 2015 at 11:19

    Nie sposób się nie zgodzić z głównym przesłaniem, ale myślę, że niepotrzebnie się irytujesz, zamiast docenić podejście Twojego męża. Irytujesz się tak, jakby od wiek wieków ojcowie chodzili na zwolnienia lekarskie na dzieci, a kobiety zostawiały maluchy z ojcami jadąc na 3-dniową delegację. Przecież to równouprawnienie to stosunkowo nowe zjawisko. Mój tato 30 lat temu nie miał urlopu ojcowskiego, nie brał L4 na dziecko. Moja mama była przez ponad 2 lata na wychowawczym i to było dla nich oczywiste, że ona wstaje do mnie w nocy, a nie tato, który ma na 6 do pracy. Teraz jest inaczej, co docenia też pokolenie moich rodziców, ale dla nich to jednak nie jest oczywista oczywistość. Zatem proponuję się raczej cieszyć z tego, co współczesne kobiety mają, czego nie miały ich mamy (możliwość pracowania mimo małego dziecka i dzielenie obowiązków 50 na 50 z mężem), zamiast tracić energię na irytację. Żyją jeszcze 2-3 pokolenia ludzi, którzy mieli całkiem inaczej i nie zmienimy ich myślenia, zresztą po co? Przecież nie z babcią, ciocią wychowujesz dziecko, tylko ze swoim mężem.

  • mistigris
    22 lutego 2015 at 14:58

    Mnie nie zdarza się często słyszeć tego pytania, może po prostu dużo mam pracujących mam w swoim otoczeniu. Ale krew mnie zalewała, gdy ktoś pytał, czy tata dziecka pomaga…

  • GiaModern
    22 lutego 2015 at 19:52

    I ciągle schematy, schematy….łamać je!
    Pracujemy oboje, mały chodzi do żłobka. Nie, nie musiałam wrócić do pracy…po prostu tego potrzebowałam i już.
    Tatuś jutro idzie z małym na bilans dwulatka i szczepienie. Zobaczymy jakie będzie pierwsze pytanie pielęgniarki i pani doktor 🙂
    Nikt go nigdy nie zapytał jak łączy ojcostwo z pracą. Mnie zapytano na rozmowie kwalifikacyjnej – kto będzie zostawał z dzieckiem. Nie powinno to nikogo interesować. Jeśli chcę pracować – organizujemy sobie życie tak, aby było dobrze…w tym również opiekę nad dzieckiem.
    Łamcie te krzywdzące schematy!
    Krzywdzą ojców i matki…

    • Hafija
      22 lutego 2015 at 19:53

      Dokładnie!

    • Magdalena
      6 maja 2015 at 23:40

      Wybaczcie, ale nie rozumiem… jesteśmy na blogu, gdzie pisze się o dobru dzieci. Właśnie przeczytałam zachętę do łamania schematów krzywdzących ojców i matki. A ja nawołuję do NIE WCHODZENIA W SCHEMATY KRZYWDZĄCE DZIECI!!!!! I to w dodatku pod pięknym płaszczykiem jakiegoś „postępu”. Moim zdaniem oddanie dziecka do żłobka nie jest niczym dobrym dla niego. Przez pierwsze lata życia najważniejsza jest dla dziecka stała obecność bliskiej mu osoby, najlepiej rodzica, a z praktyki wynika, że jeszcze lepiej matki (dziecko mające niczym nieskrępowany wybór wybierze przecież mamę). Kiedyś rzeczywiście kobiety nie rezygnowały ze swych zajęć sprzed urodzenia dziecka, ale błagam, nie porównujmy rzeczywistości żłobkowej do całej wioski, która brała udział w wychowaniu dzieci. To zupełnie coś innego! Rozumiem, że czasem nie ma wyjścia, jedna wypłata nie wystarcza na utrzymanie rodziny, nie ma w pobliżu instytucji babci itp. Ale co innego, kiedy nie ma wyjścia, a co innego kiedy ŚWIADOMIE, DOBROWOLNIE I BEZ PRZYMUSU ODDAJEMY DZIECKO INSTYTUCJI ŻŁOBKOWEJ a w dodatku się tym chwalimy i sugerujemy, by uznać to za normę. Ja normy w tym nie widzę i przeraża mnie sytuacja, gdy margines zaczyna stawać się normą. Najlepszym środowiskiem dla rozwoju dziecka jest zdrowa kochająca się rodzina, lub rodzina do takiej dążąca… I tak jak Ty, Hafijo, promujesz naturalne karmienie piersią (i popieram Cię tu całą sobą), tak ja krzyczę z całych sił: DAJMY NASZYM DZIECIOM TO, CO DLA NICH NAJLEPSZE W KWESTII RODZICIELSTWA BLISKOŚCI: PO PROSTU BLISKOŚC I OBECNOŚĆ. Nie przez 3h dziennie, bo to trochę mało jednak….

    • lilka
      7 maja 2015 at 07:06

      Uff wreszcie normalny glos Dziękuję Jest jeszcze pare dibozaurow na tym świecie gdzie mam wrazenie duzo osob podaza za schematem juz tu pisalam super mamy ktora ma super prace czutaj kariere w korpo lub jest bizneswoman wyglada jak modelka ma hobby poza praca i oczywiscie jest wspaniala matka przez dokladnie 2 godziny przed snem.

  • m_ysz_ka
    23 lutego 2015 at 08:56

    Mnie jeszcze wkurza strasznie, że mój mąż nigdy nie słyszy pytań „czy możesz zostać po godzinach?” „czy możesz przyjść w sobotę?” – pracodawca zakłada, że może, bo przecież jest facetem. Kiedy odrzucił propozycję zmiany miejsca i godzin pracy, bo nie zdążyłby na czas dojechać do przedszkola i odebrać dziecka usłyszał wielce zdziwione „a dlaczego żona nie może go odbierać?”.

  • jed
    23 lutego 2015 at 12:59

    3 tygodnie po porodzie musiałam wrócić do szpitala na jeden dzień. Tata Małej wziął na ten czas wolne w pracy – tzn.pracę wziął do domu. Za to moja mama zabiła mnie pytaniami:
    – A kto z dzieckiem zostanie? Moja odpowiedź – Jak to kto? Samo, skoro robi już takie duże kupki, to samo może zostać
    – A co będzie jadło? Moja odpowiedź – A wiesz… D poszedł akurat po obiad to przy okazji kupi kozę i będzie od jutra ją doił i Małej dawał takie mleko.

    My współuczestniczymy w opiece i wychowaniu Młodej. Co prawda dużo cierpliwości mnie kosztuje tempo wykonywanych czynności mojego męża.
    Jak ostatnio jechał na szkolenie, to dzień przed wyjazdem łaził i marudził, że musi nas zostawić, że nie będzie wspólnych zabaw i kąpieli.
    Bardzo się cieszę, że zmienia się to, jak panowie angażują się w opiekę nad dzieckiem (oczywiście nie wszyscy). Bo mój tato i teściu dziecko zauważają dopiero jak można się z nim pobawić.

  • Nasze Kluski
    23 lutego 2015 at 22:12

    Sporo w tym racji. Ale u nas dla odmiany póki co zdecydowaliśmy, że ja jestem w domu z Kluskami. A mąż pracuje. Taki był nasz wybór, na razie nie wyobrażam sobie zrobienia tego inaczej. Nie chcę nawet. I to też budzi wiele pytań i uwag. Bo niby ja się nie rozwijam i jestem stłamszona i w ogóle. Tak więc zawsze znajdą się tacy, którym nie pasuje. Tak jak z karmieniem, albo pytają „Czemu już nie karmisz?” albo się dziwią „To ty jeszcze karmisz?” Zawsze jest powód do czepiania się;)

  • Kasia
    24 lutego 2015 at 10:06

    Nie jestem Mamą, ale zaintrygował mnie Twój tekst, blisko mi do Twojego punktu widzenia, choć ten temat przede mną. Teraz głośno walczy się o prawa kobiet marginalizując prawa mężczyzn, a przecież ostatecznie o całości stanowi suma jednostek, które mają wybór 🙂

  • Tata Śpiewa
    26 lutego 2015 at 09:18

    Dziękuję za ten tekst.
    Ważna kwestia.

  • Stowarzyszenie "Tata jest OK"
    26 lutego 2015 at 10:02

    Genialnie ujęte :-)!

    Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek czytał tak dobry, prosty, rzeczowy, obrazowy, bezpośredni, ukazujący sedno sprawy, prawdziwy, itp., itd. tekst w tym temacie. Gratuluję i zarazem dziękuję w imieniu wszystkich fajnych tatów.

  • tom
    4 marca 2015 at 06:07

    jestem pod wrażeniem Twojej empatii. Potrafiłaś postawić się w sytuację faceta, który opiekuje się dzieckiem. Pewnie moja żona nie spyta mnie jak łączę ojcostwo z pracą zawodową, ale wystarczy mi że Ty o to spytałaś w swoim tekście.

  • ona28
    4 marca 2015 at 09:00

    Niestety, to głównie kobiety umniejszają Tatusiom.. Traktują ich gorzej, jakby właśnie byli upośledzeni umysłowo i nie potrafili pojąć jak trzeba zająć się dzieckiem… Niektórzy z nich to akceptują, bo dzięki temu mają spokój i mogą oddać się swoim przyjemnościom.. Straszne eh.. Znam wiele takich rodziców wśród swoich znajomych.. Mój mąż ma tyle samo obowiązków co ja.. Nie boi się przebierać, usypiać, kąpać, uwielbia się bawić z synkiem… Dla mnie to ewidentna wina kobiet, że pozwalają czuć się swoim mężczyznom niepotrzebnym…

  • Estera
    4 marca 2015 at 14:07

    Tak… to co mnie martwi, to fakt, że kobiety często samodzielnie utrwalają ten stereotyp. Moja teściowa cały czas mówi, że „co matka, to matka”, „zostaw, Estera zrobi to lepiej”, „tylko jej nie upuść” i tym podobne :/ Na szczęście mój mąż ma zdrowy rozsądek, ale podobne treści powtarzane i utrwalane przez lata (zanim mieliśmy jeszcze dziecko) nie przeszły niestety bez śladu.

    • ona28
      4 marca 2015 at 18:48

      Moja teściowa dziwi się, że pozwalam mężowi kąpać nasze dziecko… Że na to pozwalam.. Że mąż zostaje z nim sam.. I wiele wiele innych.. Samego jego dziwi takie podejście do sprawy.. Na szczęście wspieramy się we wszystkim i odpowiadamy jednogłośnie, że nasze dziecko ma dwoje rodziców na równych prawach i o jednakowych „obowiązkach”

  • ManiMama
    18 marca 2015 at 02:18

    Trochę mnie zabolał ten tekst.
    Pomijając kwestię samego pytania… mój mąż pracuje w delegacji non stop. Wraca co 2-3 tygodnie na weekendy, wtedy jest pełnoetatowym Tatą. Na delegacji z kolegami w podobnym wieku wymieniają się spostrzeżeniami dot. wychowania, zabawy, karmienia. Tego pytania tam nie zada mu nikt, bo większość z nich jest w takiej sytuacji.
    Ale czy przez to, że mąż jest jedynym żywicielem rodziny (na miejscu zarabiałby 1/4 obecnej pensji), a głównie ja wychowuję dzieci i bycie mamą w domu sprawia mi ogromną przyjemność, bo mogę dać swoim dzieciom czas, którego mi tak bardzo brakowało w dzieciństwie ze strony moich rodziców, którzy pracowali i to, że mogę uczyć w domu swoje dzieci w formie uzupełniającej szkołę w różne doświadczenia, być z nimi dla nich, bo z tego czerpię przyjemność, to mnie nie nudzi, dla mnie to praca – znaczy, że jestem gorsza od takich, jak Ty? Jestem socjalną i zarobkową ciemnotą, bo wolę się poświęcić dzieciom, niż stałej pracy poza domem?

    • TatadlaMarianny
      17 kwietnia 2015 at 00:06

      Jak widać nawet kobiety niedocenianą pracy w domu. Nie łączą jej z rozwojem i wspaniałą przygodą jakim jest codzienne uczestnictwo w życiu naszych dzieci. Grunt to się nie przejmować. To daltoniści w krainie kolorów. Dla mnie tym są dzieci i wychowanie 😉

  • Carioca da Polonia
    1 czerwca 2015 at 19:38

    Dzięki za ten wpis, Hafija, z głowy, serca i duszy mi go wyjęłaś. Dostaję już drgawek i piany na ustach od ciągłych pytań „czy on ci pomaga?”. Wszyscy zakładają, że wychowanie dziecka to mój obowiązek, a mój mąż wykazuje się nadprogramową gorliwością jeśli do tego wychowania przyłoży rękę. Co gorsza, on – wychowany w tym patriarchacie – wychodził z podobnego założenia. Ale już nad nim pracuję. I nad sobą – odkryłam, że sama jestem swoim największym wrogiem, bo sama używam określenia „pomoc”i sama prezentuję postawę „to ja jestem odpowiedzialna za dziecko”. Czasem zmianę trzeba zacząć od siebie…

  • Tata
    9 czerwca 2015 at 18:41

    Zgadzam się ale jako tata który jest normalny z perspektywy artykułu czuję się gorzej bo jestem obiektem podejścia o którym piszesz,ale z drugiej strony gdzie nie ma zrozumienia dla mojego zaangażowania. Wiem że to co piszesz to prawda ale facet któremu się chce staje się często obiektem negatywnego odbioru…

  • Amanda
    29 czerwca 2015 at 13:23

    Przeglądałam swojego twittera i trafiłam na swój twitt o tym wpisie – przypominam go sobie dzisiaj i jest tak samo genialnie trafny jak prawie pół roku temu. Tak się musiałam podzielić tym, że napisałaś genialny tekst 🙂

  • OpinieMamy
    2 września 2015 at 20:21

    „Ojciec nie POMAGA przy dziecku, ojciec nie POMAGA mamie dziecka – ojciec wypełnia swoje podstawowe obowiązki rodzica na równi z kobietą.” Święte słowa, szkoda tylko, że tak rzadko ojcowie podchodzą do tego tak jak piszesz.. :/ Spośród wielu mężczyzn, których znam – będących mężami, ojcami, tylko kilku wypełnia swoje obowiązki bezproblemowo i naturalnie. Większość jednak – z tego co słyszę od moich koleżanek – zamiast zabawy z dzieckiem woli poświęcić czas wolny od pracy na swoje hobby, siedzenie przed tv lub komputerem lub po prostu wyjście z kolegami.. Chyba, że żona ich „wypchnie z domu” na plac zabaw z dzieckiem.. Znam też przypadki, gdzie po kilku takich „wypchnięciach męża z dzieckiem na spacer”, facet z rozpaczy za „ograniczeniem swojej wolności” wolał się rozwieźć.. :/

  • Escott
    11 września 2015 at 01:06

    Fantastyczny wpis! W różnych rodzicielskich kwestiach jestem z innej planety niż Ty, ale tym bardziej chciałam docenić ten świetny, celny tekst w bardzo słusznej sprawie. Ojcowie są pomijani w absurdalnym stopniu, szczególnie przez osoby postronne. Na przykład w przychodniach, u położnej itp. ojciec nie istnieje w ogóle, ojciec to taki trzymak do dokumentów, chyba. Nikt nie patrzył na ojca mojego dziecka nawet wtedy, gdy udzielał odpowiedzi na zadane przez niego pytanie. Przecież takie sprawy interesują matkę tylko. I tylko matka ma obowiązek porady potem wcielić w życie, naturalnie. I matki są pomijane w kwestiach związanych z potrzebą życia z ludźmi, poza domem, realizowania się w pracy, etc.
    Szczególnie taki typ rodzicielstwa, jaki promujesz, może kusić do tego, żeby przyjmować postawę typu „no co, skoro pierś jest taka wazna i niezbędna, to ojciec może najwyżej coś tam pomagać”. Swietnie, że piszesz właśnie zupełnie inaczej. Bardzo, bardzo cenne!

  • prawniczka
    11 września 2015 at 08:12

    A ja taka niepostępowa, upupiona i zanukana uwielbiam siedzieć w domu i zajmować się dzieckiem. Straszne.

  • AniaK.
    11 września 2015 at 09:13

    nie lubię słowa MUSZĘ, jesteśmy wolni, nic nie musimy 🙂

  • Bess
    11 września 2015 at 10:01

    Pięknie piszesz , Hafija , na pewno trzeba docenić ojcostwo. Na pewno jest wielu mężczyzn, którzy angażują się w 100% i jest to dla nich normalne. Mój mąż jest w stanie dopilnować czwórkę dzieci przez jeden dzień, nakarmić, umyć i położyć spać, wspaniałe jest to, że fantastycznie sobie radzi z najmłodszym bez piersi (ja bym nie umiała!). Oboje pracujemy zawodowo. Jednak ja zajmuję się praniem , prasowaniem, sprzątaniem, ogarnianiem terminów, gotowaniem ( mąż czasem w weekend coś ugotuje), ja wychodzę z dziećmi na podwórko.Przez 13 lat małżeństwa i prośby i groźby i rozmowy, nic nie jest w stanie zmienić codzienności. Mogłabym nie zrobić- będzie nie zrobione, jemu nie przeszkadza ( albo po prostu nie dostrzega konieczności zrobienia pewnych domowych rzeczy). I tak , krótkofalowo jest fajnie, długofalowo- kiepsko. Myślę,, że trochę to charakter, trochę wychowanie. Dodam, ze nie możemy sobie pozwolić na gosposię. Dzieci robią swoje porządki- ale to jest w małej skali oczywiście.
    I dlatego to do kobiety tytułowe pytanie jest kierowane, bo myślę, że po prostu faceci zazwyczaj nie prowadzą gospodarstwa domowego- a to jest 200% etatu . I to, że wykąpie, uśpi, pójdzie na plac zabaw jest cenne i powinno być normalne, ale powiedz, który facet sam z siebie zacznie ścierać kurz, albo weźmie się za prasowanie?Jeżeli Twój tak- gratuluję Egzemplarza.

  • lagre
    27 października 2015 at 16:54

    ja zostałam z dwójką, 5 i 2 latka, mąż długotrwałej delegacji. i w sumie nie zobaczyłam różnicy w prowadzeniu domu i zajmowaniu się dziećmi, niestety. za to matka męża raczy mnie tekstami, no mąż Cię utrzymuję!
    bo niektórzy tak mają, że muszą odpocząć po pracy, nie potrafią się bawić/zająć dzieckiem… nikt icj tego nie nauczył niestety

  • m
    27 października 2015 at 20:49

    Trafilam tu przypadkiem. Zaciekawil mnie blog bardzo. Szczerze tez jestem tego zdania ze oboje rodzicow wychowuje dziecko i oboje godza to z praca zawodowa. Wiekszosc ludzi mysli jak za sredniowiecznych czasow. Kobieta siedzi w domu z dzieckiem/dziecmi a ojciec tych dzieci tyra aby zapewnic im jakikolwiek byt.. Co prawda nioe mam jeszcze meza ani dzieci ale rowniez tak samo z chlopakiem chcemy wypelniac w przyszlosci obowiazki wspolnie. Mamy czasy jakie mamy z jednej pensji zyc we 3 nawet na najnozszym poziome oplacioc rachunki i mieszkanie jest nierealne, nie wiem jak robia to inni..albo wyslac faceta za granice to niektore kobiety tez biora pod uwage. Wraz z chlopakiem planujemy zalozyc rodzine ale chcemy pracowac oboje jak i rowniez wychowywac nasze potomstwo wspolnie. Kazde z nas ma swoje hobby, mamy przyjaciol, znajomych, ktorym tez czasem warto poswiecic czas. Z drugiej strony ja nie chcialabym obarczac mojego meza wszystkim bo wzajemnie trzeba sie wspierac i sobie pomagac. Nie wyobrazam sobie tego gdybym siedziala zamknieta w domu z dzieckiem a on sam by pracowal cale dnie a potem nie mialby sil nawet bawic sie z dzieckiem a co mowic juz sie Nim zajac. Obserwuje wiele rodzin i rzeczywiscie jesli ojciec wyjdzie raz na jakis czas z kumplami nikt nie pyta o dziecko, natomiast jesli kobieta wyjdzie zaraz pada mnostwo pytan „a z kim zostawilas dziecko?”jakby to matka nie mogla pozwolic sobie na chwile wyjsc z domu..

  • ell
    1 marca 2016 at 12:50

    dostałam pracę z daleka od domu i niestety nie ma na razie opcji, że przeprowadzamy się wszyscy tj. ja, mój mąż i syn. Przeforsowałam coś w rodzaju opieki naprzemiennej – synek jest około 2 tygodni ze mną i kolejne 2 tyg. ze swoim tatą. Weekendy spędzamy razem. Otoczenie (dziadkowie, ciocie itp.) było trochę tym zszokowane, ale zaakceptowało to w końcu. W pracy u mnie i u mojego dziecka też o tym wiedzą. I tak pytają zarówno mnie jak i mojego męża jak sobie radzimy – i wcale mi to nie przeszkadza. A teraz pytanie dla oburzonych mam, czy wy w razie rozstania z ojcem waszego dziecka zgodziłybyście się na opiekę naprzemienną?

  • Rapsodja
    9 marca 2016 at 20:35

    Bardzo trafnie ujęte! My z mężem mamy jeszcze inny problem. W związku z tym, że mąż nie tylko dzieli się ze mną obowiązkami przy dziecku, ale też domowymi (sprząta, zazwyczaj to on gotuje), chociaż to on w tej chwili pracuje zawodowo, to systematycznie spotyka się z krytyką innych mężczyzn (w ich opinii zachowuje się jak „baba”). Nauczył się już tym nie przejmować, ale mnie to nadal bardzo denerwuje!

  • Anna
    2 maja 2016 at 11:39

    U nas jest tak, ze z przymusu zostalam Matka-Polka. Maz jest wygodnicki I choc pomaga w domu (zakupy, sniadania, smieci, czasem pozmywa) reszta pozostaje w mojej kwestii. Dodam, ze najwiecej w tej kwestii miala do powiedzenia moja mama I tesciowa. Moja mama jak G.przyjezdzal do mnie krzyczala na mnie ze sobie nie zyczy zeby w jej domu G.zmywal czy mi talerze nosil…to jej kuchnia – wtedy byl bardzo chetny do pomocy (teraz wielce zdziwiona mi zrzedzi”widzisz talerzy za soba nie odniesie”kiedy jestesmy u niej). Mowie zawsze, ze nigdy w jej domu na to nie pozwalala, wiec to jej zasluga. Kazdorazowo znow tesciowa jedzie po mnie, jak mowie o tym, ze potrzebuje pomocy meza w opiece nad dzieckiem, slysze wtedy ze to matka jest od zajmowania sie dzieckiem, ona tez sie zajmowala I do pracy chodzila. I maz bardziej moglby sie angazowac, ale kiedy sam slyszy takie teksty, klepanie po plecach, to sie usmiecha pod nosem mowiac, ze nikt matce dziecka nie zastapi. Ja mowie ze ojca tez nikt. Takie wychowanie…jego brat, kiedys uslyszalam, dawal mezowi „cenne” rady. Mowil mu, ze on to w domu robi meskie rzeczy, trawe kosi, pali w piecu, naprawia, o samochod dba, ale na dzieciach to on sie nie zna, niech sie nimi kobieta zajmuje bo przeciez ona ma instynkt maciezynski a on jest mezczyzna… Rece mi opadly. Zrobilam potem wyklad mezowi, powiedzial ze nie popiera takiego podejscia.. Ale widzicie. Pracujemy po rowno, zarabiam dobrze, tylko odrobine mniej (chociaz zawsze jest to pomniejszane jaki mam wklad w nasz budzet przez cala rodzine, bo to chlop ma utrzymywac rodzine), jednak nacisk na mnie jest olbrzymi od tego starszego pokolenia snujace wizje Kobiety-Robokopa. Zmusilam (okropne prawdziwe slowo) go do opieki nad naszym 3 latkiem. 2 razy w tygodniu chodze na angielski, mam wtedy 2 godziny dla siebie. Maz zostaje z dzieckiem. Uwazam, ze najwiecej zyskal nasz synek – wtedy jest tylko z tatusiem I wtedy maz potrafi zrobic kolacje,pobawic sie… Czasem tez mam wychodne, ide na basen sama. I zdecydowanie byloby nam lzej, latwiej dograc pewne rzeczy gdyby nie te steorotypy, gdyby nie wieczne wyreczania chlopow od kazdej czynnosci. Do teraz (mieszkamy z dala od rodziny) podczas wspolnych odswietnych obiadow karmilam I karmie dziecko tylko ja (on je juz sam ale czasem trzeba mu pomoc), gdy jest kolej meza od razu babcia, obojetnie czy u niego rodziny czy u mnie, go wyrecza…to samo z kapaniem. I taka walka z wiatrakami. Wiec zazdroszcze wam dziewczyny cudownych tatusiow, gratuluje madrosci. Przyznam ze ten artykul mnie zdolowal… pokazal chyba wszystko czego ja nie mam a bardzo bym chciala. Moze macie jakies rady? Mam wrazenie ze juz temat wyczerpalam I dla mnie to jak rzucanie grochem w sciane… Ah…

  • Jola
    29 sierpnia 2016 at 09:10

    Chyba pierwszy raz się nie zgadzam z Hafiją. Nie mam dzieci ale właśnie podjęłam decyzję o podjęciu starań w tym kierunku. Jest to dla mnie trudne. Bardzo tego pragnę ale jest to dla mnie równoznaczne z częściowym poświęceniem kariery zawodowej. Decydując się na dziecko to ja zostanę z nim w domu po porodzie, to ja będę w połogu i to ja będę karmiła piersią i mąż tego nie zrobi za mnie! Ktoś z dzieckiem musi zostać,a niestety przerwa w pracy w dzisiejszym świecie zawsze jest związana z ryzykiem, że nie będzie do czego wracać. Oczywiste jest że to ja zostanę z dzieckiem, bo pomijając kwestie oczywiste jak połóg i kp, to ja mniej zarabiam. Dlaczego? Mąż jest ode mnie starszy kilka lat i zdążył uzyskać lepszą pozycję zawodową. Oczywiście mogę czekać aż sama zdobędę lepszą pozycję i będę więcej zarabiać tylko, że wtedy pewnie będę płakać że nie mogę zajść w ciążę bo jestem za stara. Mam 28 lat i z biologicznego punktu widzenia najbardziej korzystny czas na pierwsze dziecko już się dla mnie kończy. Czas na rodzicielstwo ucieka kobietom znacznie szybciej niż mężczyznom. Oczywiście, jak dziecko podrośnie to może wyrównać się podział obowiązków, ale co jeśli pragnę co najmniej dwójki dzieci?
    Biologii nie przeskoczymy, niestety! I nie ma możliwości równouprawnienia.
    Bardzo lubię moją pracę, planuję pracować do ostatnich dni ciąży, a w trakcie urlopu macierzyńskiego w pewnym zakresie pracować zdalnie. Jednak po roku nie zostawię malutkiego dziecka, wrócę do pracy pewnie na 1/2 etatu i mam nadzieję, że szybko zajdę w kolejną ciążę.
    No i mąż będzie pomagał mi przy dzieciach, a ja będę pomagała mu w utrzymaniu domu. Nie widzę szans na równy podział tych zadań.

    • Hafija
      29 sierpnia 2016 at 09:17

      Bardzo polecam książkę „50/50” lub „Mamy wracamy” 🙂 praca to nie tylko „powrót na etat”. Trzymam kciuki, że znajdziecie wspólnie złoty środek między opieką nad dzieckiem i domem, a karierą 🙂

  • Mama wraca do gry!
    29 sierpnia 2016 at 19:40

    Jestem mamą, która zdecydowała się na wyjście pośrednie, czyli na etat nie wróciłam, ale rozwijam coś swojego, co pozwala mi zarówno na bycie spełnioną kobieta jak i na poświęcanie więcej czasu mojemu dziecku niż przy standardowym dniu mamy pracującej na etacie.
    Teraz pomagam mamom, które zastanawiają się co zrobić po urlopie macierzyńskim (lub innej dłuższej lub krótszej „nieobecności na rynku” dokonać zmian w karierze,
    które pozwolą im odzyskać równowagę oraz zadbać o siebie i Rodzinę na własnych zasadach 🙂

    Zapraszam do siebie 🙂

  • Marta
    30 sierpnia 2016 at 06:10

    Hej sama jestem mama 4,5 latka tatus ” nie podolal” roli ojca ale dobrze pamietam moich rodzicow 35 lat temu jak po rowno nas wychowywali. Moj tata jest profesorem na uczelni mama nauczycielka I pamietam zdziwienie ludzi no jak to wasz tata sie wami opiekuje, kapie, bierze na wyklady a mama chora babci nie ma? Pragne lam podobnego wzorca a tu trafilam na model : dziecko to obowiazek matki, jak potrzebujesz cos dla was to idz do pracy itd kocham I szanuje rodzicow za to ze pokazali mi inna droge

  • Dumna mama
    30 sierpnia 2016 at 06:24

    Ja muszę napisać że są na świecie faceci którzy świetnie łączą pracę zawodową z opieką nad dziećmi, baa nawet pomagaja w obowiązkach domowych, sama mam w domu taki egzemplarz i jestem z niego niesamowicie dumna :). Gdy zaszlam w ciążę mąż aby mnie odciążyć przejął np odkurzanie i zmywanie podłóg, robi to do dzis a nasza pociecha ma 2 latka. Ostatnio jak chciałam pozmywac podłogi to córka zapytała ” mamo czmu bierzesz taty mopa?”. Oprócz tego świetnie zajmuje się dzieckiem, bez obaw mogę pojechać na kilkugodzinne zakupy. Szczerze mówiąc to bardziej obawialabym się zostawić dziecko z babcią czy ciocia niż z tatą, wiem że z nim mała jest bezpieczna, bawią się i super dogaduja ale to zasluga tego że mąż od początku uczestniczył aktywnie w życiu dziecka, zmiana pieluch, spacery czy karmienie nie były dla niego problemem. Jestem w kolejnej ciąży i wiem że znów super sobie razem poradzimy z kolejnym malenstwem :).

  • U.
    30 sierpnia 2016 at 18:25

    A moj mezys to dobry chlop, przewija, poluoa, pobuja. Ogolnie zajmujemy sie mala po rowno. Ja gdy jest w pracy, on gdy wraca. Chociaz ostatnio mala tylko do mamusi i do mamusi, mamusiowanko 100% . I czasem mnie denerwuje podejscie meza , ja: ” Poszlabym na rower na pol godzinki” , on: „jak ci mala pozwoli” . Przeciez ystarczy dziecko chwile czyms , zajac i zaraz by 30 min minelo. Ostatnio czuje ze troche te faze maz wykorzystuje. Ale kapiemy zawsze razem. Usypiam zawsze ja, maz przychodzi i odklada, badz lezy z nia dalej gdy mala wymaga od nas czyjejs obecnosci. Fakt, ze ostatnio nie mial pojecia co dziecko je w ciagu dnia, jak zrobic kaszke. I uczylam go co i jak. Ale wszysto mysle do nauczenia. A i czuje ze jak mala bedzie juz starsza to znajdzie z nia sposoby na wspolne zabawy

  • Shigella
    31 sierpnia 2016 at 06:53

    Przede wszystkim pytanie o status matrymonialny, dzieci i plany prokreacyjne jest zabronione na rozmowie o prace (co oczywiscie nie zmienia faktu ze jest zadawane)

  • Doris
    4 października 2016 at 10:27

    Dziewczyny trochę stanowczości! Po prostu wyjdźcie z tego domu. Przecież my też nie rodzimy się z umiejętnością zakładania pieluchy czy karmienia. Można to sprawdzić w Internecie. Dziecko płacze w nocy, a dzisiaj jego kolej do wstawania? Leżysz twardo, niech płacze. Nie umrze od tego, a jeśli po pół godzinie facet się nie ruszy to go szturchnąć i mu przypomnieć. Mówi, że nie umie kąpać? Powiedz, że ty też nie umiesz i idź się czymś zajmij. Nie pytaj „czy mogę iść do fryzjera, zajmiesz się dzieckiem?”, tylko powiedz „Chcę iść do fryzjera w czwartek o 17, masz jakieś plany wtedy?” i jeśli ma, to się dogadajcie, może fryzjer w piątek. Naszą postawą wszystkowiedzących, stworzonych do macierzyństwa i mało stanowczych utwierdzamy społeczeństwo w przekonaniu, że tak można. A nie można.

    Swoją drogą, jest to jeden z bardzo dobrych tematów do obgadania przed podjęciem decyzji o ślubie. Nie bierzcie kota w worku! A jak powie, że równy podział obowiązków jest ok, to go egzekwujcie! I nie wyręczajcie swoich facetów, bo jest brudno i jak przyjdą goście to będzie syf. Niech przyjdą! A jak teściowa powie, że brudno, to facetowi powiedz „Widzisz Kochanie? Mówiłam Ci, że brudno, a teraz się musisz wstydzić przed mamą.”, a teściowej „No widzi mamusia? Obiecał mi, że posprząta jak będzie brudno, a on mi nie wierzył, że to już jest brudno. Teraz może zapamięta.”

    • welcometohell
      6 kwietnia 2018 at 22:36

      Luzik… tylko po rozwodzie nie wnoście o widzenia dla ojca 2x w miesiącu ! :-/

  • An
    9 listopada 2016 at 23:21

    Fajny tekst! Musze powiedzieć, że mój mąż radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Ma własną firmę, ja też zaczęłam znów pracować (z resztą razem z mężem) i trochę z domu wychodzić a tatuś coraz częściej odstawić potrafi pracę na bok i zająć się dzieckiem jak ja sobie gdzieś tam idę z koleżanką. Z telefonów pod tytułem „o której wrócisz” przeszedł już do „co Ci przygotować na obiad”. Od biedaka w slipach zostawionego z noworodkiem na rękach na godzinę przeszedł do taty co ubierze, nakarmi i jeszcze zmywarkę zrobi jak ja na zakupy w sobotę idę. Nie zastanawiałam się nad tym nigdy bo przecież to ojciec i tak samo jak ja powinien umieć się dzieckiem zająć ale na prawdę przykłada się facet! Chociaż do samodzielnego usypiania na noc jeszcze mu trochę brakuje. Wydaje mi się jednak, ze dużo trudniej jest znaleźć balans jak się ma swój biznes i pracę tak na prawdę 24h na dobę i nie da się o 16 powiedzieć, że na dziś koniec, albo że się na L4 idzie. Dziecko śpi a my po nocach dalej pracujemy.

  • Lui
    30 czerwca 2017 at 21:33

    Mój tato zawsze powtarza głośno: prawdziwy mężczyzna to taki, który potrafi zająć się własnym dzieckiem. Taki, który zaplara warkocze do przedszkola, prasuje sukienki, całuje rozbite kolanko. Dodam, że mój ojciec to typowy silny facet, trochę samiec alfa- żaden wymoczek. To on ukszta£tował mnie na silną kobietę. To on pokazał mi moją wartość. Dziś mam męża i synka – i wiecie kto jest najlepszą nianią dla mojego Michasia? Dziadziuś.

  • M
    3 kwietnia 2018 at 21:12

    Wszystko prawda. Brakuje mi tylko jednego aspektu całej tej historii. Niestety bardzo często spotykam się z uzurpacją całej pracy przy dziecku przez kobietę. Nawet jeśli mąż/ojciec ma chęci to i tak jest tłamszony i odsuwany. A później: „jaka to ja biedna, nikt mi nie pomaga”

  • D.
    4 kwietnia 2018 at 02:14

    Bo to trochę jest tak, że dużo jeszcze kobiet nie da sobie pomóc. Wszystko chcemy same bo my zrobimy to lepiej, a co tam facet Pomorze jak tak bardzo płacze dziecko i mu źle gdy chore … i ojcowie idą sobie na bok nie maja możliwości wykazania się co skutkuje takim upośledzeniem tej równowagi w życiu rodzinnym?!? A później gdy sił brakuje to kobiety płaczą „bo on mi nie pomaga… „ „ bo wcale nie ma zainteresowania wszystko muszę sama” – na własne życzenie!
    Też wkurzam się gdy wyjdę gdzieś bez dziecka i ktoś mnie zaraz pyta, a gdzie jest ? Z kim zostało itd. Wtedy mam ochotę brzydko odpowiedzieć a w du .. ??

  • Klaudia
    4 kwietnia 2018 at 14:00

    A wiecie, co mnie denerwuje? Że czasem facetom jest wygodnie żyć właśnie w tym średniowieczu. Bo niejednokrotnie potrzebowałam pomocy przy dziecku, albo zwyczajnie czasu dla siebie a partner z wyrzutem mówił „ale ja przecież pracuje”. Oni po pracy mogą być zmęczeni, mogą potrzebować odpoczynku. Przecież wychowanie dziecka to żadna praca, pensji za to się nie dostaje. Zawsze wtedy odpowiadam, że ja też wrócę kiedyś do pracy i nadal będę matka…czyli że ja, jako kobieta mam nadprzyrodzone moce? Że mogę dzielić i to i to?

  • Magda
    4 kwietnia 2018 at 19:55

    Niestety taki mamy stereotyp ? Już nie raz spotkaliśmy się z wielkiem zdziwieniem, że tata taki zaangażowany (np teksty w przychodni). A już największy żarty był kiedy dziecko leżało 2 miesiące w szpitalu (wcześniak) I tata mógł tylko wejść na chwilę popatrzeć bo nie jest potrzebny! Ile my się tam nawalczylismy to już wolę nie pamiętać.

  • Beata
    6 kwietnia 2018 at 12:16

    Mnie mąż motywuje do podjęcia pracy. Uczę się nowego fachu. Potrafi gotować, sprzątać, kąpać dzieci i zmieniać zafajdane pieluchy. Przy jelitówkach zawsze pełni wartę nocną i sprząta hafty (ja bym tylko dorobiła od siebie). Mam 2 dzieci – 7 i 1. W tyg ja wstaje w nocy jeśli trzeba, lecz w pt i sob- on. Kobiety narzekają, ale często to one same chcą być niezastąpione, bo tylko one dokładnie wszystko robiâ….

  • Katarzyna
    13 kwietnia 2018 at 13:29

    Podbiłaś mnie tym tekstem! Genialny! Widzę, że ma już swoje lata, a wciąż niestety tak samo aktualny!
    My z mążem łączymy nasz rozwój zawodowy z rodzicielstwem – mamy czwórkę dzieci. Wymaga to mistrzostwa od nas obojga, inaczej by nie wyszło.

Skomentuj em Anuluj pisanie odpowiedzi