Ze swoimi uwagami możesz zwracać się tylko do mnie


Moje dziecko ma jedną wadę, tfu wspaniałą zaletę: nie słucha się wszystkich.
Granice jakie mu stawiamy są cienkie i budujemy je powoli. Z tysiąca razy kiedy tłumaczymy że w domu się nie wrzeszczy, a on nadal wrzeszczy, że obiad jemy przy stole, a on nadal w biegu połyka łyżki, że nie skacze się z szafki, ani nie trzęsie się stołem w końcu pojmuje nasze prośby i uczy się. I tak powoli granic uczymy wtedy kiedy nam są potrzebne.

Nie stawiamy ich na zapas. Naciągamy je jak można usztywniany jeśli trzeba. Wynikiem tego jest jego niezależność i odwaga.
Wracamy z zakupów, pada deszcz. Mam ciężkie siaty w rękach, ledwo ciągnę się obok dziecka. Gabryś idzie przy ścianie budynku. Mokry jakby ktoś nas szlauchem polewał, szoruje nową kurtką po białym murze. Śpiewa finger family song jakby mu ktoś płuca wyszarpywał. Jest mi to obojętne. Jest uśmiechnięty, zadowolony, co i rusz przypominam mu zwrotki, on co chwila radośnie podskakuje.
Nagle  znikąd pojawia się starsza babcia. Jedna z TYCH babci. Odwraca się do mojego dziecka. Wszystko widzę w zwolnionym tempie jak w filmie. Brakuje tylko efektów świetlnych
– Nie szoruj tak tą kurtką, bo sobie dziurę wyszarpiesz i mama będzie musiała kupić nową. O Boże, jesteś cały mokry musisz szybko do domu.
Młody odwraca twarz, patrzy na nią z góry z dołu jak na UFO, które pyta o cenę biletu ztm i mówi z uśmiechem

– Nie – po czym patrzy na mnie, kiwam głowa.

– Szoruj i chlap – myślę i idę dalej, a Młody wraca do wycierania ramieniem ściany budynku.
Kiedy pozwalam mojemu dziecku skakać w kałuży aż będzie miał mokre majtki, szorować ścianę budynku aż ma biały rękaw, siadać na mokrej zjeżdżalni, rzucać kamienie do wody i śpiewać na głos to znaczy może to robić. I żadna ciocia dobra rada ani życzliwa osoba nie zabronią mu tego robić i on to wie.
Słucham rad na temat granic i dyscypliny jakby to było przedzałożenie, coś uszytego na każde dziecko jak rompers z sieciówki. Zasady równe dla wszystkich, ale przykro mi –  tak nie jest.
Przykro mi, że obcy ludzie mówią mi kiedy i co ma moje dziecko robić, przykro mi, że ludzie uważają, że mają prawo zwrócić się do mojego dziecka z uwagami kiedy ja stoję pół metra od niego, wkurzam się, bo myślą że będę pakowała swoje dziecko w pudełeczko, które oni szykują na dzieci. Zakładanie, że wszystkie dzieci są jednakie, że zasady i granice należy zaplanować w trakcie ciąży i trzymać się ich kurczowo jest po prostu oderwane od rzeczywistości. Wystarczy poznać swoje dziecko i poznać jego charakter i jego temperament oraz jego i nasze potrzeby żeby wiedzieć gdzie i jakie granice można położyć.

Przypomina mi się scenka kiedy moja znajoma szła z małym niepełnosprawnym bratem na zakupy. Chłopiec miał w zwyczaju niekontrolowane wybuchy krzyku lub rozmowy krzykiem. Ona wtedy dostała też od jakiejś Pani uwagę, że jej dziecko jest niewychowane bo wrzeszczy na ludzi w sklepie i „do czego to dzisiejsze wychowanie doprowadzi”

Mój postulat na dzisiaj – wynocha od cudzych dzieci na ulicy. Masz ochotę coś powiedzieć dziecku? Zamknij to w sobie ale odzywaj się TYLKO do mnie ze swoimi uwagami. A jeżeli masz kretyńskie uwagi typu „nie szoruj kurteczką” to proponuję Ci znaleźć sobie jakieś hobby.

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

34 komentarze

  • polisz mam i dzieciole
    11 listopada 2014 at 20:51

    Mam dokładnie tak samo zdanie…czasami mam ochotę rzecz „wara od moich dzieci”:/

  • Ola z Róża marzy...
    11 listopada 2014 at 20:52

    <3

  • KatKal
    11 listopada 2014 at 20:53

    Oj, tak 🙂

  • Ola z Róża marzy...
    11 listopada 2014 at 20:59

    Moja scenka z ostatnich dni to: ” biedna dziewczynka, pewnie nóżki cie bolą”. Bo wózkiem wyrodna matka nie wozi królewny. Bo chodzić na nogach kazała. Moja córka spojrzała DOKLADNIE JAK NA UFO i odpowiedziała ze zdziwieniem „nie bolą „. Ja mam alergie na to jak obcy próbują coś wmówić mojemu dziecku. Nosz k*! Później tłumacz w domu o co pani chodziło. Albo tłumacz co znaczy słowo grzeczniutka.. Bo to puste słowo to jak mantrę obcy lubią powtarzać. Czasem aż strach wyjść.

  • Ania
    11 listopada 2014 at 21:10

    Moje zdanie jest identyczne. Czytam jak postepujecie z synkiem i jakbym siebie czytała.

  • Ania
    11 listopada 2014 at 21:29

    Tak, moja mama ma zwyczaj zwracania uwagi obcym dzieciom (jest nauczycielką i to trochę takie zboczenie zawodowe). Zawsze strasznie sie z bratem wstydziliśmy, gdy zaczynała te swoje gadki:) żaden rodzic tego nie lubi

  • RedRose
    11 listopada 2014 at 22:08

    Masz stu procentową racje. Gdzie daja taką mądrość bycia mamą i zdrowy rozsadek??

  • Kasia B
    11 listopada 2014 at 22:24

    Przypomniała mi się pewna sytuacja… Mój synek miał wtedy niecałe dwa miesiące, upał jak cholera (ponad 40 stopni w cieniu) a my niestety musieliśmy zrobić zakupy. Więc wpakowałam mojego synka do wózka i dawaj na podbój miasta. Wspomnę o najważniejszym, że dziecko leżało wtedy w samych bodach na krótki rękawek. W aptece zagląda do wózka starsza Pani i… „O matko! Czy Pani jest poważna? Takie małe dziecko prawie na golasa! Ono przecież w beciku powinno leżeć i pod kocykiem!”. Ja na to grzecznie: „A dlaczego Pani jest w takiej zwiewnej sukience? Nie jest Pani czasem za zimno?”.

  • Asizna
    11 listopada 2014 at 22:29

    A ja nie do konca sie zgadzam. Szczególnie gdy rodzic nie reaguje a dziecko:
    – kopie mnie w nogę
    – biega i krzyczy w okół stolika, przy którym siedzę w restauracji na randce z mężem
    – jestem u kosmetyczki a dziecko jednej z klientek krzyczy, biega w okół mnie itd.

    Zawsze należy uszanować druga osobę. I owszem kazdy wychowuje jak chce i generalnie nikomu nie zwróciłam nigdy uwagi w kontekście wychowania dzieci i jeśli zachowanie dziecka nie robi nikomu krzywdy, nie poniża ani ubliża to zapewne się nie wtrącę. Niestety wielu rodziców zapomina, że żyją wsród ludzi i ich dzieci tez bedą wsród ludzi zyc. Zatem bywa ze trzeba nauczyć zasad panujących w rożnych miejscach, gdy chcemy tam z dzieckiem iść..
    Oczywiście przykład, który podałaś jest ok, bo nie krzywdzicie tym nikogo i nie niszczycie wspólnego mienia. W takich sytuacjach faktycznie – wara obcym od dziecka i rodziców:)

    • Hafija
      11 listopada 2014 at 23:31

      Oczywiście zasad trzeba nauczyć ale ZAWSZE należy sie zwracać do rodzica nie do dziecka, a o czym zapominają często ludzie to to ze dzieci jak sa małe to nie w ich naturze jest siedzenie na baczność, cicha rozmowa, ą i ę . ale osobiście powiem ci ze żadna z wymienionych prEz ciebie sytuacji nigdy mnie nie spotkała natomiast spotkało mnie wiele mam ktore nie wychodzą nigdzie z dziećmi bo boja sie publicznego ględzenia „jakie to ich dzieci niewychowane bo BIEGAJĄ” a dzieci biegają bo sa dziećmi a nie dlatego ze rodzice sobie nie radzą o bardzo często o tym zapominamy.

    • Marza
      12 listopada 2014 at 14:21

      A ja się nie do końca zgadzam, że do rodzica. Jak widzę malucha kopiącego psa (sytuacja z życia), to zwracam jemu uwagę, bo to on to zrobił, nie jego rodzic. Czasami jest tak, że dzieci mają w nosie upominanie rodziców i dopiero obca osoba je zawstydzi. Tak sobie myślę, że dziecku na złe nie wyjdzie, jeżeli ktoś obcy je upomni, bo jako dorosły będzie żyć wśród ludzi i będzie musiał uszanować różne normy społeczne. Przecież do nas, osób dorosłych zwraca się uwagę bezpośrednio, nie do naszych mam 🙂 Jeśli tobie przeszkadzałoby jakieś dziecko w miejscu publicznym, naruszając twoją przestrzeń, niszcząc coś itp… to co? Pobiegniesz do jego mamy? Dla mnie lepszy skutek odniesie zwrócenie uwagi samemu dziecku – tak mówią zasady starej dobrej kindersztuby, na którą dziś za bardzo jesteśmy czasami obrażeni.

    • Hafija
      12 listopada 2014 at 14:25

      Właśnie ta kindersztuba to coś czego nie lubię nie stosuję i nie polecam, a jak stoję obok mojego dziecka to ja jestem od zwracania mu uwagi a nie obcy ludzie. Natomiast – znów podkreślam – moje dziecko nie robiło nikomu ani krzywdy ani nie niszczyło mienia. Jeżeli matki nie ma w pobliżu to do dziecka trzeba się zwrócić ale jak jest i stoi obok niego no to sorry ale taka osoba zawsze ode mnie usłyszy, że musi uwagi kierować do mnie.

    • Marza
      12 listopada 2014 at 14:32

      Masz twarde stanowisko, bronisz swoich racji, ok. W twoim przypadku jakaś baba po prostu się czepiła. Ja też bym była wkurzona. Ale uważam, że dzieci w społeczeństwie powinny być traktowane na równi i takie same ich obowiązują zasady jak i nas. Niech będą wolnymi duchami, indywidualistami itp, ale zwracanie im bezpośrednio uwagi uczy je, że są inni ludzie wokół, nie tylko mama, za którą zawsze mogą się schować, jak coś przeskrobią. I mnie nie interesuje, że mama stoi obok. Jeśli cudze dziecko krzyczy mi nad uchem, to mu powiem, żeby tak nie robiło, bo to nie jego mama mi krzyczy, tylko ono.

    • Hafija
      12 listopada 2014 at 14:35

      Wszystkie pięknie ale nie do takiego malucha i tak jak pisałam wcześniej – nie znamy dziecka nie wiemy czy nie krzyczy aby z innych powodów niż „krzyk dla krzyku”. Najbardziej w macierzyństwie podoba mi się to że jak dziecka nie muszę dla nikogo wychowywać prócz dla niego samego 🙂 To zwracanie się do dziecka to mi kojarzy się z tym, że ludzie boją się po prostu rozmawiać z rodzicami i idą na łatwiznę swoje uwagi kierując do dziecka

    • Rozsądny tata
      16 marca 2015 at 08:36

      Ufff! Wreszcie jakiś głos rozsądku. Bo już mi się „Ballada o Januszku” przypomniała…

    • Asizna
      13 listopada 2014 at 09:37

      Tak. Z tym sie w pełni zgadzam.

      Dodałam inny aspekt bo niestety miałam wątpliwa przyjemność spotkania dużej ilości przypadków o ktorych napisałam. Nie zmienia to faktu, ze masz racje:) dzieci biegają, bo sa dziećmi. Poza tym jak maja poznawać swiat gdy wszystkiego im sie zabroni.

  • Kasia
    11 listopada 2014 at 23:13

    upewniłam się – kocham Cię 😉

  • Kasia
    12 listopada 2014 at 10:23

    Jeżeli dziecko nie robi nic, co ingeruje we mnie, to spoko, niech sobie robi co chce, skoro rodzic mu pozwala, jednak jak dziecko zaczyna mi dokuczać, krzyczy kiedy moje dziecko śpi, to najpierw jemu zwrócę uwagę, dopiero później rodzicowi, który często nie widzi problemu.

    • Hafija
      12 listopada 2014 at 10:24

      Nawet jak rodzic stoi pół metra od Ciebie? Ja w takim przypadku nie byłabym już zainteresowana dyskusją

    • Kasia
      12 listopada 2014 at 10:35

      Tak, ponieważ mądry rodzic powinien zareagować wcześniej , bo ja z grzeczności dałabym czas rodzicowi, żeby zwróciło uwagę dziecku przede mną.

    • Hafija
      12 listopada 2014 at 10:59

      Straszne to co piszesz, ja natomiast od razu zwróciłabym uwagę Tobie, że jak coś chcesz od mojego dziecka to przeze mnie, to o czym piszesz to nie grzeczność tylko bezczelnosc.

    • Kasia
      12 listopada 2014 at 11:21

      Straszne i bezczelne, że uczę dziecko żyć w społeczeństwie i mam na uwadze granice nie tylko swoje, dziecka, ale również obcych osób? Cóż. Trudno.

    • Hafija
      12 listopada 2014 at 11:35

      Nie to, że uważasz rodziców za osoby niemądre

  • MałeSzczęścia
    12 listopada 2014 at 10:42

    Uwielbiam „ciocie dobre rady”, już w ciąży ciągle coś ktoś mi radził… teraz ja zwracam tym osobom uwagę, że wiem jak opiekować się swoim dzieckiem…

  • Patrycja
    12 listopada 2014 at 11:21

    Mnóstwo mam takich sytuacji 😀 Choć zazwyczaj ludzie zwracają się do mnie. Najczęściej czepiają się mojego wieku. Taaaaaaaaka młoda mama! No ale co mogę zrobić, z dowodem zawieszonym na szyi chodzić, że 25 lat mam? 😀

    A jeśli chodzi o zwracanie uwagi innym dzieciom, to owszem zdarzyło mi się to. Najczęściej to chyba mówiłam: Nie syp innym dzieciom piaskiem po oczach. Rodzica nie było w pobliżu, albo był zaczytany. Tylko, że ja jestem pozytywnie nastawiona do dzieciaków, może dlatego, że mam z nimi super kontakt i nawet gdy im zwrócę uwagę to chcą ze mną dalej gadać 😀

  • Tedi
    12 listopada 2014 at 12:44

    Pamiętam jak dziś pewnego pana, który na widok mojego rocznego synka z cumlem zaczął do niego mówić: a fe, jak brzydko tak z cumlem chodzić. Zamurowało mnie a potem mało faceta nie zabiłam wzrokiem…

  • lili
    12 listopada 2014 at 13:38

    U nas ciągle ktoś Maję upomina, żeby nie ciągnęła misia po chodniku. Przecież ja widzę, że go ciągnie, ale co z tego? Misiek się wypierze, a dziecko radośnie spaceruje.
    Zawsze znajdzie się ktoś, kto lepiej nam dziecko wychowa 😉

  • kasia
    12 listopada 2014 at 15:25

    A ja mam odwrotny problem – moja teściowa pozwala mojej dwuletniej córce na wszystko, mimo że ja niektórych rzeczy zabraniam. Jeszcze do niedawna nie przeszkadzało mi to tak bardzo, ale jest coraz gorzej. Kiedy jesteśmy u babci lub córka od niej wraca, wcale mnie nie słucha, jest zwyczajnie nieznośna i naprawdę trudno mi sobie z nią poradzić. Nie jestem konfliktową osobą, lubię moją teściową, ale ona ma zły wpływ na moje dziecko. Moje delikatne uwagi i sugestie teściowa puszcza mimo uszu i dosłownie udaje że nie słyszy. Mam tego dosyć! Wydaje mi się że jedyne co mogę zrobić to ograniczyć wizyty u babci. Mała jest z teściową jakieś trzy razy w tygodniu po 3-4 godziny, i sądząc po zachowaniu córki, to stanowczo za dużo. Poza tym, ja nie daję córce np. parówek a teściowa za KAŻDYM razem karmi ją parówkami. Podobnie ze słodkimi sokami – mała w domu ich nie pije, a u babci zawsze dostaje. Wiem że dziadkowie nie mają np. obowiązku zajmować się wnukami i jest to wyłącznie ich dobra wola. Ale za to mają obowiązek szanować i respektować zasady wprowadzane przez rodziców. Czasem sobie myślę że może przesadzam. Ale kiedy córka po raz kolejny wraca od babci i zachowuje się jak diabeł wcielony upewniam się w przekonaniu że mam rację.

  • magda
    12 listopada 2014 at 16:53

    Nie zgadzam się, choć jak najbardziej staram się wychowywać dzieci w duchu rb, nvc i wolności. Dla mnie mimo wszystko takie zwracanie się do dziecka przez jego rodzica, to jakby tego dziecka nie było, było powietrzem, czy też nie uważało się go za osobę… tak ja to odbieram… obgadywanie osoby stojącej obok. dziwne. o moich granicach, które narusza jakieś dziecko mogę mu powiedzieć sama.
    druga sprawa, to taka, że przez lata czytania Twojego bloga, narasta we mnie pewność, że na Twoje dziecko nie odważyłabym się spojrzeć i nie odezwałabym się ani jednym słowem do niego, choćby i tego chciało. Bo na co mi problemy?
    a trzecia sprawa – irytuje mnie to podejście, że „dziecko biega wokół mnie” więc wyskakuję z pretensjami, lub czekam aż mądry rodzic sam zwróci uwagę… a cóż ma dziecko robić?? nie biega po Tobie, to nie robi Ci krzywdy, tylko zajmuje przestrzeń publiczną na swój, dziecięcy sposób. jak tak bardzo Ci to przeszkadza, to może powinnaś się przemieścić? – ta ostatnia uwaga, to oczywiście nie do Ciebie, Hafijo, skierowana.

    ja też nie lubię, jak do mojego dziecka z jakimiś bzdurnymi tekstami wyskakują ludzie. z tego typu bzdurami jak opisałaś na przykład. rzadko się w to wtrącam, częściej tłumaczę to dziecku. denerwuje mnie to. jednak nie uważam, że ZAWSZE można tylko przez rodzica, bo bywają różne powody zwracania uwagi, nie tylko taka chęć dogadania komuś.

  • Ania
    13 listopada 2014 at 19:53

    Hm, rozumiem zdenerwowanie z powodu głupich tekstów. Ja też nie chcę, żeby mojemu dziecku przypadkowe osoby na ulicy serwowały uwagi typu „Bądź grzeczny, bo inaczej zdenerwujesz mamusię” – mieszają tylko dziecku w głowie.

    Nie rozumiem natomiast, dlaczego nie wolno mi WCALE odezwać się do cudzego dziecka. Jak mi dziecko sypie piaskiem w oczy, to choćby to był roczny maluch, mówię do niego „Nie syp na mnie piaskiem, proszę” – i w moim pojęciu okazuję w ten sposób temu dziecku szacunek. Dlaczego mam nie skierować tej uwagi do dziecka? Przecież nie daję w ten sposób do zrozumienia, że uważam rodzica za niemądrego ani że źle wychowuje swoje dziecko. Nie próbuję też wychowywać cudzego dziecka – jeśli będzie sypać tym piaskiem w oczy swojej mamie, słowem się nie odezwę, nie moja sprawa. W tej sytuacji odzywam się dlatego, że ja osobiście nie lubię mieć piasku w oczach i dlatego reaguję. Mam powiedzieć rodzicowi „Proszę przekazać swojemu dziecku, żeby przestało we mnie rzucać piaskiem”? Bez sensu taki głuchy telefon.

  • A.
    14 listopada 2014 at 17:16

    Czyli co? NIe zwracamy na nic uwagi? Ktoś sam wychowuje? Nawet jak w upalny dzień ktoś trzyma dziecko w wózku, zgrzane, spocone i zapłakane, bo gotuje się z gorąca? No i ba, że w czapce.

    I nie zgadzam się z kimś powyżej, że jak ktoś krzyczy koło mojego dziecka, które śpi w wózku, że to ja mam z nim uciekać. Jeżeli siedzę w miejscu ustronnym ze śpiącym dzieckiem i ktoś inny przybiega i wrzeszczy, to rolą rodzica jest zwrócenie swojemu dziecku uwagi. A nie moja ucieczka z dzieckiem w inne miejsce, gdzie dziecko nie zostanie wybudzone ze snu.

    Jeszcze nie raz w procesie edukacji (jeżeli puścisz G. do szkoły) będziesz zwracać uwagę innym dzieciom.
    Bo czasami rodzice nie będą zainteresowani, co będziesz mieć do powiedzenia (bo niektóre dzieci to anioły z aureolami nad głowami). Nawet jak kradną, oszukują i kłamią.

    A ja nie mam nic przeciwko by ktoś zwracał się do moich synów.
    Ani do starszego 17-tka, ani do młodszego bąbla.

    A zasady … mają to do siebie, że co kilka lat tracą na aktualności.
    I trzeba je na nowo ustalać.
    Póki dzieci są małe, problemu nie ma lub jest marginalny.
    Inaczej, gdy dziecko z poczwarki zaczyna się przeistaczać i ktoś inny niż mama zaczyna być ważniejszy i chętniej słuchany. Wtedy nasze zasady mogą być mało ważne. 🙂
    A.

  • MagdaLena
    16 listopada 2014 at 13:01

    Zgadzam sie!

    U nas bylo ostatnio tak…
    Cora idzie z pilotem w reku, maszeruje sobie dziarsko, bo uwielbia przenosic rzeczy z miejsca na miejsce. A tu nagle… wypada jej z rak. Fakt solidnie spadl bo cos tam odpadlo. Ale dla mnie to nic. Przeciez nic sie nie stalo. Zaraz zloze pilota i po sprawie. Nie rzucila celowo. A tu komentarz „oj, oj, nieladnie, nie wolno rzucac rzeczami, popsujesz, nu, nu, niegrzeczna”. Kurcze! Przeciez nie rzucila specjalnie. Wypadl jej z raczek. To co lepiej zeby nie dotykala tego pilota. Nie moze? Popsuje? I co… komentarz z bliskiej rodziny.

  • Grzegorz
    6 sierpnia 2015 at 00:57

    Ciekaw jestem do jakiego wieku będzie Pani jedynym i wyłącznym rzecznikiem swego dziecka? Czy np. 12-to latkowi będzie można już zwrócić uwagę, czy nadal tylko za Pani pośrednictwem? W którym momencie nastąpi zmiana?
    Czy nie sądzi Pani, że cudze komentarze drażnią nas szczególnie wtedy, gdy niestety jest w nich ziarenko prawdy, a nam nie przychodzi do głowy żadna sensowna riposta?

    • Hafija
      6 sierpnia 2015 at 09:45

      Najlepsze w rodzicielstwie jest to że nie jest to stan stały – kiedy zmienia się dziecko zmienia się i rodzić więc naturalne jest że zmienia się też nas sposób wychowania. Jak Będę miała w domu 12-to latka to wtedy powiem coś więcej 🙂

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki