Piękna, pomazana sukienka i nowa norma


Kiedy gruchnęła wiadomość o ślubie Angeliny Jolie i Brada Pitta, a w sieci pokazały się zdjęcia sukienki panny młodej od razu pojawiły się skrajne opinie.

Byli tacy co pisali ze sukienka była piękna i tacy co uważali ją za żenadę roku. Sukienka wyszła z domu mody Versace, a jej tren zdobiły rysunki dzieci Angeliny i Brada.
brad-and-angelina-wedding-photos-ctr
Mnie osobiście zachwyciła. Byłam pod wrażeniem decyzji o takiej dekoracji sukienki. Ten pomysł był tak prosty i banalny a jednocześnie wyjątkowy.

Jak już masz dzieci kilkuletnie i decydujesz się na ślub to na pewno wiesz z czym to się je. Znasz już siebie i swoją rodzinę. Wiesz gdzie leży prawdziwa miłość i że rodzina to jest siła. Nie masz dziwnej potrzeby odcinania się od dzieci. Uciekania od nich. Macierzyństwo i rodzicielstwo akceptujesz w pełni i wiesz ze dzielisz życie nie z jedną a z wieloma osobami. Taki dowód miłości dla całej rodziny jak obrazki na sukience Angeliny to według mnie piękny wyraz tej dojrzałości.
Jestem osobą która widzi w domu rodzinę – nie męża osobno i dziecko osobno. Kiedy widzę rodziców, którzy gonią wizję wolności sprzed macierzyństwa kiedy widzę jak na siłę starają się żeby było jak przedtem, to jakbym widziała starca, który mówi całemu światu, że stary nie jest i on da radę wejść schodami na wieżę Eiffla. Wchodzi na półpiętro i mówi, że  wszedł i dalej nie idzie bo mu się nie chce. Wszyscy wiedzą, że nie wejdzie dalej.

Kiedy widzę rodziców, którzy dziecko traktują jak pełnoprawnego członka rodziny, którym dziecko nie przeszkadza podróżować, którzy pokazują mu świat idąc ramię w ramię, którzy budują dom z dzieckiem i patrzą we wspólną, rodzinną przyszłość łza wzruszenia kręci się w oku.

Piękne słowa Williama Searsa ostatnio były w Coachingu:

‚Młodzi rodzice często pytają mnie: „Kiedy nasze życie wróci do normy?”.

Odpowiadam: „To jest Wasza nowa norma”‚

Dokładnie tak widzę rodzicielstwo – ja to tak czuje. Nie ma już mnie sprzed, ani mojego związku z mężem sprzed, ani moich rodziców sprzed, ani nic sprzed, ani pracy sprzed, ani pasji sprzed, ani sposobu na czas wolny sprzed dziecka – to jest moja nowa norma i nie potrzebuję uciekać od dziecka, żeby czuć się kobieco czy normalnie „jak kiedyś”, bo normalnie jest teraz. To co było to przeszłość – przeszłość ma taką właściwość, że nie wraca. Można żyć przeszłością ale tak daleko się nie zajdzie.

I ta sukienka Angeliny w połączeniu z cytatem z Searsów mówi mi własnie tyle. Już nie ma tylko mojego męża i mnie i nigdy nie będzie. Mogę uciec na koniec świata, moje dzieci wylecą z gniazda, założą swoje rodziny ale już nigdy nie będzie tylko ty i ja. Rodzicem zostaje się na całe życie i albo można dźwignąć tą prawdę i miłość, pogodzić się z tym, jak ze starzeniem się, albo gonić za tym co przedtem i nigdy nie znaleźć. Ta sukienka to taki piękny dowód miłości dla rodziny i taki dowód na to, że miłość rodziców to miłość rodziny.

Oto moja nowa norma.

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

32 komentarze

  • Anita
    8 września 2014 at 18:53

    pięknie to opisałaś, czuję tak samo

  • Asia bloguje o prezentach
    8 września 2014 at 18:59

    Bardzo piękny ten Twój dzisiejszy wpis! Jestem tak daleko od czytania o życiu celebrytów, że dopiero u Ciebie dowiedziałam się o tej sukience, ale też podoba mi się ten pomysł. Ale tak jak piszesz ten pomysł musiał wynikać z akceptacji i świadomości samej siebie oraz kochania swojej rodziny. Mam wrażenie, że wielu ludzi, o których piszesz, że chcą wrócić do czasów sprzed dziecka robi to, bo nie akceptuje swojego obecnego życia. Dla mnie jednym z podstawowych dowodów na różnicę w tym podejściu są podróże (z dzieckiem). Zawsze kochałam podróżować i wiedziałam, że będę podróżować ze swoim dzieckiem i zarażać je pasją do poznawania nowych miejsc i nowych ludzi, ich kultur, kuchni i muzyki. Jesteśmy właśnie po 3 tygodniowych francuskich wakacjach z naszą 2-letnią Oleńką i powiem szczerze, że choć były to inne wakacje niż gdybyśmy w te wakacje wybrali się tylko we dwoje to nie uważam, żeby były gorsze i nie wolałabym zostawić Oli z dziadkami i pojechać tylko z mężem. To były cudowne rodzinne wakacje, bo byliśmy na nich całą rodziną!

  • Anita
    8 września 2014 at 19:19

    Tak, tak, tak!

  • Gizanka
    8 września 2014 at 19:27

    Mnie ta sukienka zachwyciła i zgadzam się z Tobą w 100%. Dla mnie również nie ma czegoś takiego jak my i dziecko. Teraz jesteśmy we 3 i idziemy ramię w ramię. Wszyscy razem. To nasza najpiękniejsza norma 🙂

  • Magda
    8 września 2014 at 20:07

    Ja również się z Tobą zgadzam. I że suknia piękna (ach rysunków na ścianach nie mogę się doczekać), i że rodzicielstwo to nowa norma. A gdy tę normę zaakceptujemy, to przestaniemy walczyć i dostosowywać dziecko do swojej wizji życia „sprzed”, tylko poddamy się nowemu i po prostu będziemy się tym cieszyć. 🙂

  • Kamila
    8 września 2014 at 20:25

    Pięknie napisane!

  • Kama
    8 września 2014 at 20:56

    Bardzo ważny dla mnie tekst. Chciałabym już pożegnać ten czas „sprzed dziecka”, ale nadal tęsknię za nim. A jak go trochę mam to tęsknię za dzieckiem 🙂 Miotam. Np. spotykając się z przyjaciółką chciałabym usiąść, napić się herbaty i odpocząć. Odpowiedzieć coś nie koncentrując się na tym, czy moje dziecko nie wkłada palca do kontaktu lub nie je kwiatka albo czy nie oddala sie zbyt daleko. Jak radzicie sobie wtedy, jakie myślenie Wam pomaga? Was to, w którymś momencie, nie złości?

  • magda
    8 września 2014 at 21:14

    Piękne!

  • Agnieszka
    8 września 2014 at 21:18

    Będąc w ciąży obiecywałam sobie, że nic się nie zmieni. Będziemy dalej podróżować, spotykać się wieczorami ze znajomymi, nie zrezygnujemy ze swoich pasji i celów…
    Zrezygnowaliśmy, bo odkąd urodził się nasz syn, cele mamy zupełnie inne. To nic, że tamtych nie udało się zrealizować. To nic, że czasu nie mamy na wieczorki towarzyskie. To nic, że nasze podróże już nigdy nie będą takie jak kiedyś. To nic, że kochamy inaczej.
    Z początku było mi trudno, często myślałam „w co ja się wpakowałam”. Prawie rok trwało moje dojrzewanie, oswajanie się z nowym życiem.
    Jest pięknie i za nic w świecie nie chciałabym cofnąć czasu!

  • Ola z Róża marzy...
    9 września 2014 at 06:25

    Cytat do oprawienia w ramkę. A tekst świetny. Dokładnie tak samo czuję. I jak się tak czuje to lepiej się człowiekowi żyje. Bez frustracji,żalu czy tęsknoty za ty, co było. Pozdrowienia;) i dzięki Tobie suknie piękną obejrzałam, bo jakoś wcześniej się nie natknęłam na nią!

  • Aleksandra
    9 września 2014 at 06:45

    Sukienka i pomysł na jej ozdobienie są cudowne! 🙂

  • m_ysz_ka
    9 września 2014 at 07:55

    Jak najbardziej tak 🙂 Uwielbiam tę skunię Angeliny 😉 I bardzo mi się spodobał opis, że każde dziecko brało udział w ślubie te obrączki, te kwiatki te cośtam…
    Tylko jednego nie lubię, tego przykładu z podróżowaniem. On jest taki oklepany, chcesz powiedzieć, że wszystko można z dzieckiem to powiedz, że można z nim podróżować po świecie. Ale cały myk polega na tym, że można, ale nie trzeba. Jeśli wolisz z niemowlęciem pojechać na Mazury nad jezioro to naprawdę nie musisz wybierać się w miesięczną podróż po Azji żeby komukolwiek cokolwiek udowadniać. Jeśli nie masz ochoty nigdzie jechać i chcesz sobie te lato póki dziecko małe spędzić w domu – to też dobrze. To jest właśnie ta nowa norma, że bierzemy pod uwagę potrzeby wszystkich członków rodziny i nie robimy nic na siłę 😉

    • Kinia
      28 lutego 2015 at 23:38

      ale z tymi podróżami jest tak: jak „przed” dzieckiem nie chciałeś/aś teraz Ci się nie zachce.. ja ciągam dzieci wszędzie bo opcja my tam oni tu z dziadkami odbiera mi radość podróżowania i nawet nie chce jej testować ( nie licząc romatikonu z mężem przez weekend jakiś raz na 4 lata póki co 🙂 ), wybieram formę podróżowania akceptowalną dla nich itd. nie myślę tylko o sobie planując.. polecam parę blogów familywithoutborders i podobne..

  • HAART
    9 września 2014 at 08:22

    Brawo! Pięknie to ujęłaś
    pozdrawiam

  • Hono
    9 września 2014 at 09:45

    a poza tym wszystkim, jest po prostu ładna

  • Patrycja
    9 września 2014 at 11:22

    Urzekł mnie widok tej pomazanej sukni 🙂 Pięknie to wszystko ujęłaś! Pozdrawiam!

  • Mother of appointment
    9 września 2014 at 13:05

    To również moja nowa norma 🙂 i nie chcę innej!

  • Mother of appointment
    9 września 2014 at 13:07

    I wiesz co…to właśnie jest DOJRZAŁE macierzyństwo 🙂 w którym dziecko jest częścią naszego życia a nie kulą u nogi.

  • Tedi
    9 września 2014 at 16:20

    Mnie sukienka nie zachwyciła, ale ja zwyczajnie nie lubię takich sukni. Za to pomysł z rysunkami bardzo mi się spodobał 🙂

  • Meipu
    10 września 2014 at 04:24

    Przepięknie to ujęłaś 🙂 Próbowałam ostatnio przypomnieć sobie, jak to było kiedyś, gdy byliśmy sami z mężem. Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że musiałam się strasznie nudzić 😀 Teraz, gdy jest nas w sumie sześcioro, czuję, że to jest to 🙂 Dom pełen dzieci, wieczny rozgardiasz i czas który staje okoniem … to wszystko jest tak normalne, tak moje, tak bardzo nasze i nie zamieniła bym tego na nic innego 🙂

  • ania jm
    10 września 2014 at 07:25

    Amen.
    Dlatego też uwzględniamy obecność córki przy porodzie, jeśli będzie chciała. Co do życia „przedtem” cóż… chyba to zależy od tego, dlaczego ktoś zdecydował się na dziecko.

  • Gosia
    12 września 2014 at 12:53

    Nie siedzę na Pudelku i sukienkę Angeliny zobaczyłam dopiero tu u Ciebie. Pierwsze co pomyślałam „To cudowny pomysł. W końcu to ważny moment dla całej rodziny. Świetnie, że nie izolują od niego dzieci i pozwalają w pełni współuczestniczyć” A potem przeczytałam tekst i jedyne co chciałabym dodać to „Amen”

  • roginskaanna@gmail.com
    19 września 2014 at 21:23

    sama nie wiem co mysleć. chyba nie jestem taka optymistką jednak. a realistką. podrózowanie z dzieckiem jest mało relaksujące, wgl posiadanie dziecka wcale nie jest relaksujące i nie sprzyja różnym innym aktywnością. Nie można tak ot powiedziec że nic sie nie zmieni, ale też nie można chcieć by było jak dawniej. trzeba sie przystosować albo giń kobieto, giń…

  • Budująca Mama
    28 lutego 2015 at 21:59

    Jasne! Trzeba się rozwijać, a nie stać w miejscu. Sukienka piękna i idea też 🙂

  • Kinga
    28 lutego 2015 at 22:13

    Tak, też przyjęłam tą normę, choć na początku wydawała mi się nie do ogarnięcia. Teraz to moje, szczęśliwe życie. Dzięki za ten tekst!

  • Aga
    28 lutego 2015 at 22:19

    Moja nowa norma jak to ujelaś, uświadomiła mi, ze wcale nie potrzebuję przesypiać całej nocy 🙂 sniadania też codziennie nie potrzebuję, czas dla siebie da się zredukować bez straty dla mojego samopoczucia… Wspólne aktywności są znacznie bogatsze,, niż kiedykolwiek mogłabym sobie wyobrazić… No i nigdy nie byłam tak szczęśliwa i spełniona jak teraz, od kiedy jestem mamą Ali

  • Alicja - o chłopcu i
    28 lutego 2015 at 22:45

    Tylko do tego trzeba dojrzeć … I nie da sie tego zrobić przed urodzeniem pierwszego dziecka, tylko niektórzy dochodzą do tej prawdy wolniej , inni szybciej… Ja tez sie miotałam… Z jednej strony obezwładniające wręcz porażające uczucie a z drugiej chęć powrotu do tego co było, do siebie… Teraz w drugiej ciszy w ogóle dur tego nie boje … Moje dzieci i rodzina to ta nowa norma o której piszesz … I mając w domu czterolatka juz wiem, ze to wszystko mija… Wstawanie w nocy, kupki, kolki i pieluszki …juz teraz wspominam z czułością i czekam na kolejne 😉

  • lucy es
    28 lutego 2015 at 23:39

    Wyobrażam sobie moją wersję „manifestu” na sukni = to by był Bobofrut marchewkowy albo wtarta ciastolina:)

  • Kasia
    1 marca 2015 at 07:48

    kocham ten wpis, to co opisałaś jest niby takie oczywiste ale dla niektórych niepojęte. piękne. uwielbiam 🙂

  • AgataF
    1 marca 2015 at 13:53

    No po prostu TAK i już 🙂 I ta miłość i ta sukienka urzekają!

  • Gosia
    3 marca 2015 at 23:02

    Bardzo fajny, oryginalny i odważny pomysł. Podziwiam Angelinę za podejście do sprawy ślubu z poczuciem humoru. Ja myślę, że tak na prawdę nie do końca ta suknia była ważna ale symbol który przedstawiła. Prosta, bez zbędnych falban, tiulów, kamieni, ozdobiona tylko tym co najwspanialsze, najcudowniejsze -miłością dzieci, wyrażaną w rysunkach. Dała pstryczka w nos wszystkim zadufanym w sobie bufonom. Gratuluje i podziwiam 🙂
    Co do podróżowania z dziećmi… Ostatnio jechaliśmy na naszą pierwszą wspólną wyprawę z dziećmi w góry. Koszmar straszliwy, którego nie przewidzieliśmy. Długa mecząca jazda wykończyła nas wszystkich. Syn dostał choroby lokomocyjnej, łącznie z wymiotami w samochodzie. Potem pojawiła się u niego gorączka, okropny kaszel. Przeklinałam nie raz dzień w którym postanowiłam, że wyjeżdżamy. Okropna pogoda mimo wyjazdu na święta(w dzień przed wyjazdem zaczął dopiero padać śnieg). Całą podróż padał deszcz. Szczęście, że na miejscu chociaż trochę słońca było. Mimo tych wszystkich strasznych chwil ani razu nie pomyślałam, że dzieci nie miałaby być z nami. Winiłam siebie, że zapewniłam im taki wyjazd i że tak go przeżyły. Nie przewidziałam, że tak będzie i tak będą się męczyć. Z drugiej strony chyba bym przeryczała cały wyjazd jakby ich nie było. Mnie nikt nie namówi, że wakacje z dziećmi to nie wakacje. Wole nigdzie nie jechać, niż nie zabrać ich ze sobą. Są częścią nas więc byśmy musieli serca w domu zostawić a przecież bez nich ani rusz 🙂

Pozostaw odpowiedź Magda Anuluj pisanie odpowiedzi

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki