Timeout precz – co zamiast „karnego jeżyka”


Pisałam kiedyś że nie stosujemy time outów. Karne jeżyki, kąty, zamykanie w pokoju i separacja dziecka od siebie są w naszym domu nieznane.

Bardzo pięknie o takiej izolacji za karę pisze Agnieszka Stein w swoim artykule „Wychowanie przez izolację„. Zgadzam się z prawie każdym słowem w tym artykule.

Nie znam takiego zachowania mojego dziecka, które zasługiwałoby na karę w postaci odseparowania. Żeby była jasność – moje dziecko nie jest słodkim aniołkiem. Wiele jego zachowań sprawia ze włos mi się jeży na głowie – potrafi mnie uszczypać w złości, rzucać rzeczami w złości, wrzeszczeć jak czegoś chce (to akurat już rzadziej bo uczymy go mówić o swoich potrzebach i nauka werbalna bez kar, „sztucznych konsekwencji” i separacji po prostu się dzieje sama) potrafi wyć na ulicy, pokładać się na ziemi – potrafi wszystko to co standardowo potrafi trzy i pól latek.

Time out wg mnie nie wyznacza granic tylko odsuwa problem od rodzica.

Jak więc ja sobie radzę z emocjami dziecka i swoimi?

Kiedy tylko mogę rozmawiam i tłumaczę. Zadziwiające jak dziecko potrafi słuchać kiedy tylko da mu się szansę.

Jak Gabryś mnie szczypie albo uderzy pytam go o to czy ja go bije albo czy tata go bije i podkreślam ze mama i tata nie biją nikogo, bo nie wolno bić – często mówię ze mnie to boli (wtedy zwykle Gabryś mówi „Przepraszam”) czasem jak mnie szczypie bo o coś się awanturuje to mówię mu, że to mamę boli i że to szczypanie nie jest środkiem do osiągnięcia przez niego celu. Zachęcamy Gabrysia wtedy do tego żeby mówił czego tak naprawdę chce – mówimy „Nie szczyp, powiedz dlaczego się zdenerwowałeś”. Coraz częściej tak robi, zamiast histerii mówi: „Obejrzymy Kubusia?” „Poszukamy karetki”, „Wyjdziemy na dwór”, „Mogę to dostać”, „Mogę tam zajrzeć”, „Możemy iść gdzieś tam” – coraz rzadziej histeryzuje i reaguje nerwowo.

To co najważniejsze to zamiast odsuwać od siebie jego emocje staramy się je konfrontować ze swoimi emocjami. Rozmawiamy.

Jeżeli mnie nerwy trzymają, a uwierzcie jestem nerwową osobą to mówię o tym otwarcie. Mówię dziecku ze nie dam rady, ze jestem wkurzona. Chcę żeby brał ze mnie przykład, żeby nie tłumił w sobie uczuć szczególnie tych złych – żeby umiał o nich mówić.

Zmieniam zdanie

W czasach kultu niezachwianej konsekwencji i nieugiętego, nieomylnego rodzica ja zmieniam zdanie, ale nie wtedy kiedy Gabryś stosuje krzyki, wrzaski, szczypanie czy płacz – ale wtedy kiedy powie czego by chciał. Jeżeli awanturuje się, mówię do niego: „Dobrze pójdziemy/zrobimy ale nie trzeba tak krzyczeć i płakać – wystarczy powiedzieć” i jeżeli Gabryś powie o co mu chodzi, a nic nie stoi na przeszkodzie to spełniam jego prośbę a czasem bywa, że odmawiam – najważniejsze to wytłumaczyć dziecku dlaczego tak, a nie inaczej, bo dzieci rozumieją bardzo dużo jeżeli w to uwierzymy i damy im szansę (chociaż czasem trzeba dać i drugą i trzecią zanim podziała).

– dobra chodźmy na ten plac zabaw

– dobrze włączę bajkę

– dobrze chodźmy inną drogą, tą którą ty chcesz

– dobra nie jedz obiadu

– ok kupię ci autko

Dlaczego zmieniam zdanie?

Zdarza się że źle ocenię sytuację, albo, że robię coś dla samego robienia, albo po krótkim namyślę wybór np. drogi do domu nie robi mi różnicy i wtedy zmieniam zdanie. Oczywiście czasem mówię „Bo tak” nim się opamiętam, a potem sama sobie w głowie wyrzucam, bo czasem my rodzice zapędzamy się w naszych decyzjach. Masz jeść bo ja tak mówię, iść tędy bo ja tak mówię, siedzieć prosto itd. itd. Staram się dać dziecku tam gdzie mogę wolność wyboru. Jest cena jaką za to rodzic musi „zapłacić” – dziecko szybko chce podejmować własne decyzje – ta kurtka, a nie inna (Gabryś lubi np. niebieską) ta czapka nie inna, kaloszki, a nie adidaski, do przedszkola rowerkiem, nie na piechotę i jeżeli są to decyzje „bez różnicy” to nie widzę problemu żeby coś było po myśli dziecka – ale jest i nagroda, bo dziecko zaczyna wierzyć w swoje kompetencje i w siebie – to widać.

Nie podejmuję decyzji żeby pokazać „kto rządzi”. Ufam, że w przyszłości Gabryś będzie umiał sam podejmować decyzje zgodnie ze swoimi potrzebami a nie potrzebami świata, ufam, że będzie otwarty na emocje i niezależny w decyzjach i osądach sytuacji.

Pytam o uczucia: „Zdenerwowałeś się?”, „Jest Ci przykro?”, „Chciałeś inaczej?”nazywam emocje i co zaskakujące ten mały człowiek, który wielu rzeczy jeszcze nie rozumie potrafi odróżnić, złość, przykrość, smutek i powiedzieć, że jest mu przykro, albo że się zdenerwował. Dzieci potrafią mówić o uczuciach – trzeba im tylko pokazać jak to robić – przykład idzie z góry.

Dzięki temu nie potrzebuję karać dla przykładu, nie potrzebuję separować, ani straszyć konsekwencjamizaraz pójdziesz na jeżyka lub do kącika„. Udaje się nam dogadywać chociaż na początku nie było ani łatwo ani nie zanosiło się na sukces. Mimo, że nadal bywa ciężko i nie po mojej myśli to coraz częściej odnosimy sukcesy.

A poza tym jeżyki trzeba chronić i podziwiać a nie na nich siadać 😉

hedgehog-252691_1920

ps. tak, zdarza mi się powiedzieć „No chodź do domu z placu zabaw, kupię Ci samolocik tylko chodź” 😉

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

22 komentarze

  • Asia bloguje o prezentach
    23 czerwca 2014 at 19:19

    To ostatnie zdanie o jeżykach – uwielbiam! Ale z całą resztą tekstu też się zgadzam i też próbuję podobnie, choć Oleńka jeszcze dużo mnie potrafi powiedzieć. Ostatnio czytam też „jak mówić, żeby dzieci słuchały, jak słuchać, żeby dzieci mówiły” i znajduję tam bardzo cenne rady, więc polecam, choć pewnie już to znasz.

  • piwnooka
    23 czerwca 2014 at 20:11

    Nie do końca mi się podoba, że przedstawiasz ten temat w barwach czarno-białych. Czyli, że albo się z dzieckiem rozmawia, wyjaśnia, uczy okazywania uczuć, albo sadza się je bezmyślnie na jeżyka, czy zaprowadza do innego pokoju. Jest jeszcze masa szarości, metod wypracowanych, które łączą i jedno i drugie. I tak, stosujemy z mężem tzw. time out, nazywanym w żłobku „pójściem pod chmurkę” (w przeciwieństwie do nagród – słoneczek). Zawsze jest to ostateczność, jeśli synek już tak zapętli się w płaczu, krzyku i czasami też biciu. Próbujemy spokojnie przeczekać, bo z rozmową i tak trzeba chwilkę zaczekać. I również tłumaczymy, że bicie jest złe, dając zawsze upomnienie oraz szansę na przeproszenie. Czasami skutkuje, czasami potrzebny jest time out. A wtedy mówimy dokładnie, że ma chwilkę posiedzieć i się uspokoić, że nie będziemy go przekrzykiwać. Nie czekamy w nieskończoność i nie zostawiamy samego z emocjami, wracamy po 3 minutach i najczęściej wtedy już słyszy, co się do niego mówi, rozumie i jest gotowy przeprosić. Zresztą synek sam też nauczył się uspokajać: w pewnym momencie prosi o przytulenie i nigdy mu tego nie odmawiamy. I kiedy się uspokoi, rozmawiamy. I bardzo często po większej awanturze, przepraszamy się nawzajem. Przy okazji mam jeszcze pytanie, jak to rozwiązane jest w przedszkolu Gabrysia. Rozumiem, że stosują jakieś formy wychowawcze? One są uzgadniane z rodzicami? Zastanawiam, jak rozwiązuje się sytuację, kiedy rodzice kategorycznie sobie takich metod nie życzą. Pozdrawiam 🙂

    • Hafija
      23 czerwca 2014 at 20:36

      Mój syn też nie jest zawsze od razu spokojny, ale time out nie stosuję – generalnie nigdy nie zostawiam go samego w płaczu ani w nerwach ani na minutkę – zawsze któreś z nas jest obok niego. Nie upominamy też – przynajmniej ja tak tego nie widzę, nie oczekuję przeprosin a tłumaczę, że się nie bije, nie wrzeszczy, nie awanturuje skoro można porozmawiać i powiedzieć o co chodzi. Przeprosiny nie są dla mnie najważniejsze – najważniejsze jest zrozumienie przez dziecko własnie tego np., że się nie bije innych ludzi.

      W przedszkolu któregoś dnia Pani jak odbierałam Gabrysia powiedziała że musiała go posadzić na chwilkę osobno, bo ciężko go było opanować. Pech chciał, że były to jego urodzinki akurat i cały dzień był „inny niż zawsze” 😀 Więcej nie dostałam informacji, ze zaszła taka sytuacja 🙂

    • m_ysz_ka
      24 czerwca 2014 at 07:35

      Moim zdaniem to jest czarno-białe. Im dalej i dłużej człowiek obywa się bez jeżyków, kątów, krzesełek i jak by tego nie nazwać, tym bardziej widzi że tak można. Jest różnica pomiędzy siedzeniem obok dziecka i pozwoleniem mu się uspokoić, a kazaniem mu siedzieć/stać samemu gdzieś. Co innego rozmowa o tym że dziecko się zdenerwowało, że to i to było bardzo przykre, że każdy się czasem denerwuje tylko trzeba pamiętać, żeby nikomu nie robić krzywdy, a co innego wymaganie od dziecka przepraszania, podkreślanie, że źle się zachowało i roztrząsanie bicie/niebicia.
      W państwowym żłobku, do którego chodzi mój synek nie istnieje time out jako kara. Jeśli dzieci się biją to się je rozdziela i uspokaja. W państwowym przedszkolu do którego mój synek idzie od września też nie ma czegoś takiego, pytałam. To wcale nie jest taka super i powszechna metoda wychowawcza. To zwykła kara i wcale nie jest nadużywana.

  • Kinia
    23 czerwca 2014 at 20:22

    Nie uznaję separacji, ogólnie zasada „Ty zrobiłeś źle to ja Ci dokuczę” a na tym polega karanie nie przemawia do mne zupełnie.. co nie znaczy, że jestem święta i nei zdarza mi się zabrnąć w tą ślepą uliczkę, jednak stoję na stanowisku, że czasem trzeba zastosować „bo tak”.Najczęściej niestety jak tłumaczenia nie pomagają, a życie w gromadzie ma swoje prawa i konsekwencje, nie żyjemy na bezludnej wyspie i czasem należy dostosować się do otoczenia np. do młodszego niecałe 2 lata 6-cio miesięcznego brata, który poprostu jest głodny, a mega zatłoczony plac zabaw to nie jest miejsce gdzie mama ma ochotę wywalać tak oburzającą wszystkich pierś 🙂

  • piwnooka
    23 czerwca 2014 at 21:29

    Time out, czy jakakolwiek inna forma kary (np. przerwanie zabawy, odłożenie zabawki) już na początku stosowania została przez nas wyjaśniona: „Jesteś niegrzeczny – to ma swoje konsekwencje” – to tak w skrócie. Wydaje mi się, że jest to bardzo dobra lekcja na przyszłość. Jako dorośli niby rozumiemy a jednak popełniamy błędy i często musimy za nie zapłacić. Z kolei zrozumienie synka jest tak samo ważne, jak nauczenie go, że za złe zachowanie wobec drugiej osoby trzeba przeprosić. To tak samo, jak stosowanie zwrotów „proszę” i „dziękuję”. Każdy ma prawo do wyrażania swoich emocji, nie za to jest karany. Karany jest za przekroczenie granic i za to należy też przeprosić. To tyle słowem dopowiedzenia.

    • Hafija
      23 czerwca 2014 at 21:35

      Widzisz ja jestem z domu gdzie nie było kar i w moim domu tez nie występuje zjawisko kary.

  • Agnieszka
    23 czerwca 2014 at 21:52

    Świetny post!
    Nie znoszę gdy rodzice, dziadkowie, opiekunowie straszą dzieci, gdy te są niegrzeczne.
    Sama staram się tłumaczyć dziecku każdą moją decyzję. Choć to bardzo trudne, gdy malec wpada w histerię i głośno krzyczy, i wywija rękami i nogami. Zwykle w takich okolicznościach kucam przy nim i mówię prawie szeptem, a ten widząc ruchy mych ust milknie by usłyszeć co mówię, pewnie też z nadzieją, że powiem „dobrze zrobimy jak zechcesz” 🙂 Niestety aż tak dobrze ze mną nie jest i ulegam tylko wtedy gdy uznam to za słuszne.
    Ja jestem raczej cierpliwa, ale często unoszę się gniewem i trudno jest mi powstrzymać krzyk. Jak już czuję, że mam ochotę wrzasnąć to najpierw mówię „mama jest zła” i… dzieje się cud, bo syn przytula się do mnie i mówi „prze-asiam” (przepraszam) I jakoś oboje wychodzimy z tej często niezręcznej, bo w miejscach publicznych, sytuacji ;p

  • Mordoklejka Ewelina
    24 czerwca 2014 at 08:02

    Bardzo potrzebny tekst. Ważne jest właśnie, żeby najpierw pomyśleć czy zakaz robienia czegoś jest potrzebny. Na studiach i szkoleniach często o tym wspominali – najpierw trzeba pomyśleć, dlaczego czegoś dziecku zabraniamy.

  • Gizmowa
    24 czerwca 2014 at 08:52

    Niby się zgadza, niby robię tak samo, ba, nawet używam tych samych zwrotów. Czasem pomagają, a czasem w ogóle nic nie dają i dalej rzuca swoim królikiem – przytulanką na stół pełen szklanych rzeczy z miną mówiącą „i co mi zrobisz?” 😛

    Jak ze starszym (2 i 8msc) jeszcze rozmowa ma sens, tak 1,5 roczniak, jego brat, to już nie lada wyzwanie. Głównie dlatego, że jemu nie wytłumaczysz, bo on nie przestanie wrzeszczeć, żeby wysłuchać. I co gorsza, ciągle bardzo mocno w złości gryzie brata, ma już takie szramy…nie wiem jak go tego oduczyć (chociaż wiem, że wiele dzieci tak robi), ciągle robi krzywdę starszemu bratu… a ten biedny go wtedy przytula 🙁

  • Kamila
    24 czerwca 2014 at 09:18

    Kurcze, Agata, wszystkie matki powinny brać z Ciebie przykład 🙂 ja też w życiu nie zastosowałam karnego jeżyka, (wgl jak to brzmi 😀 ) trzeba rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać !
    ps. akurat z tym problemu nie mam, bo gaduła ze mnie straszna 😀

  • Budująca Mama
    24 czerwca 2014 at 12:29

    To ja proszę o radę. Roczna Zofia zaczęła bić. Kompletnie nie wiem dlaczego, bo nikt nie bije jej, ani tego nigdzie nie widziała. Bije tylko mnie. Po twarzy, dekolcie i ciągnie za włosy. Tłumaczę, chwytam za rączki. Za każdym razem mówię, że nikt jej nie bije. To samo, jeśli się drze (tak, bo czasem potrafi po prostu krzyczeć). Pytam się (choć może bez sensu), dlaczego na nas krzyczy, przecież na nią nikt nie krzyczy. Każde zwrócenie jej uwagi – ni bij, nie krzycz, nawet uważaj (przy krawędzi tapczanu) to płacz. W sumie nie wiem, jak to ogranąć :/

    • Kamila
      24 czerwca 2014 at 15:59

      Budująca Mamo to po prostu trzeba przeżyć. Ten etap minie, musisz tylko uzbroić się w cierpliwość. Dziecko kształtuje teraz swój charakter, próbuje okiełznać emocje, które w nim siedzą. Moja córka też miała taki etap. Nie raz krzyczała bez powodu albo mi wkładała palce do oka ( ała ) – niedługo wszystko się unormuje. Pozdrawiam

    • Hafija
      24 czerwca 2014 at 17:46

      Miałam to samo – identycznie i to w podobnym wieku – to jest etap, który mija. Najlepiej tłumaczyć i nie robić z tego „halo” czyli na spokojnie jakby nie robiło to na tobie wrażenia bo o to dziecku chodzi 🙂

    • Budująca Mama
      29 czerwca 2014 at 11:21

      🙂 dzięki, czekam, aż minie… 🙂

  • Ewa
    25 czerwca 2014 at 08:36

    Twój tekst pokrzepił mnie. Miałam chwilowy kryzys związany z łobuzowaniem Adasia. Gdzieś tam u ciebie, zobaczyłam siebie. Ufff, to normalne pomyślałam.

  • Joanna Jaskółka
    26 czerwca 2014 at 10:00

    Też kiedyś byłam przeciwko tej karze – bardzo zarzekałam się, że nie będę jej stosować. Ale kiedy Kosmyk włożył głowę kolegi do baseniku, a potem, kiedy starałam mu się wytłumaczyć, że to nie było dobre, obsypał tego samego kolegę piaskiem, a na koniec wyrwał mi się i dobił kolegę łopatką, zmiękłam.

    Mojemu dziecku, kiedy w pensjonacie w wakacje jest kupa rodziców z pociechami, zwyczajnie w tym tłumie nie da się wytłumaczyć. Dzieci go nakręcają, gadający i udzielający swoich rad rodzice obok nas rozpraszają mnie i jego. Kiedy Kosmyk uderzy kolegę, przewróci, popchnie, obleje wodą lub obsypie piaskiem i nic nie działa, żeby go uspokoić, zabieram go w osobne miejsce, ale… idę razem z nim i razem z nim wtedy na spokojnie rozmawiam. Kiedy obgadamy sprawę, a Kosmyk się uspokoi, możemy razem wrócić do zabawy.

    • Hafija
      26 czerwca 2014 at 20:09

      Asia, ale to nie jest time out ani karny-marny jeżyk. Zabierasz dziecko, żeby się skoncentrowało na rozmowie z Tobą i tyle 🙂

  • Pędzę Lecę
    26 czerwca 2014 at 11:00

    A my chcemy by nas ktoś zamykał, odseparował, ja na pewno nie.. chwili bym nie wytrzymała i pewnie przez to jeszcze więcej bym gadała i narzekała… grunt to rozmowa, tłumaczenie, braterstwo, takie ludzkie podejście, nawet jeśli miałoby się raz na jakiś czasu kupić coś za, w końcu my dorośli też ten sposób stosujemy, pozdrawiam M.

  • Ania
    26 czerwca 2014 at 19:33

    Uwielbiam! Popieram! Kocham :)))

  • Klaudia
    7 marca 2016 at 14:18

    Piękna teoria. Niestety milion rozmów z synem, żeby nie wywracał siostry nie zadziałało. Ale jak jeden raz mu odmówiliśmy jego ukochanej bajki przed snem, to problem zniknął i od dwóch miesięcy nie muszę się bać o Małą… Myślę że nie da się wychować dzieci idealnie i bez błędów. Podoba mi się to co piszesz, bardzo jestem za, ale świat nie jest czarno biały i rodzic też czasem ma emocje. Raz mi się zdarzyło Małego wypędzić do jego pokoju. To mi dało czas na uspokojenie się i obranie strategii. On się uspokoił w te kilka minut i mogliśmy porozmawiać. Nie uważam że było to coś złego. W tamtej sytuacji separacja była lepsza niż to żebym wybuchła i nawrzeszczała na niego. Bardzo Ci zazdroszczę że tak potrafisz panować nad emocjami. Też bym chciała, ale czasem zmęczenie bierze górę. Praca, dom, nieprzespane noce… Jedno chodzi po suficie, drugie gryzie kable… Wychowanie dzieciaków to niezły orzech do zgryzienia 😀 na szczęście moje są relatywnie grzeczne 😀

  • Renia
    23 maja 2016 at 07:34

    Chciałabym być taka pewna swoich działań wobec rozwścieczonej czterolatki jak Ty. Bo w głębi duszy też uważam, ze separacja jest krzywdząca, ale jednak ostatnio zdarza mi się ją stosować, bo zauważyłam, że jak jestem przy córce, to ona jeszcze bardziej się nakręca, kopie nogami np. o krzesło i wręcz wyje, krzyczy na mnie, a jak wychodzę i zamykam drzwi to nie ma już na kim się wyżywać i powoli się uspokaja. Potem sama przychodzi, mówi, że nie wie czemu tak robi, wie że była wściekła, ale nie wie czemu krzyczała i kopała. A powody oszalałej wściekłości są prozaiczne, np. bo nie przyszłam do niej jak mnie wołała, bo chce kalosze na 20 stopni ciepła, lub że nie podałam jej chusteczki, która była na wyciągniecie jej ręki. Staram się pytać, jak Ci pomóc, czy chcesz się przytulić, policzmy do 10, zaśpiewajmy coś, połóż się na podusi, ale ona odpowiada tylko, że uspokoi ja bajka i słodycze. Oczywiście ja się nigdy na to nie zgadzam, chociaż jestem prawie pewna, że włączenie telewizora załatwiłoby sprawę w sekundę. No i tak to u nas ostatnio wygląda. Trwa jakieś 2 tygodnie. I co dzień lub co drugi dzień wpada w takie szał, jak idę po nią do przedszkola to się zastanawiam czy dziś będzie „akcja”, dodam że takie zachowanie tylko przy rodzicach, w przedszkolu i przy innych opiekunach z rodziny jest aniołeczkiem, a przy obcych nieśmiała 😉

skomentuj