Zdejmuj kaloszki, nie zdejmuj kaloszków
Jak już wszyscy wiedzą z wpisu o prawie jazdy, poruszam się po mieście komunikacją miejską. Młody sobie siada przy oknie i kontempluje oraz omawia widoki za oknem, a ja sobie jednym okiem czytam, czy nadrabiam zaległości mailowe, a drugim okiem oczywiście doglądam Młodego.
Ostatnio jechaliśmy jeszcze z wózeczkiem na drugi koniec miasta. Wyjęłam dziecko z wózka, jego noga od przedpokoju domu nie dotknęła podłogi, posadziłam przy oknie i jedziemy. Na chwilę Młody uklęknął na siedzeniu i nagle zza moich pleców słyszę huknięcie umoralniającego tonu:
– Niech Pani go posadzi, bo brudzi siedzenie!
Siedzenia co prawda nie brudził, bo nóżki miał nadal poza fotelem, ale faktycznie to nie jest najbezpieczniejszy sposób na podróżowanie autobusem. Usadziłam więc dziecko normalnie i tyle, mimo iż sposób zwracanie się do obcej osoby w wykonaniu tej kobiety, był dla mnie nie do przyjęcia.
Nie chcąc znów się narazić na krzyki oburzonych osób, mimo że podkreślam – moje dziecko nie stało na siedzeniu, teraz sadzam dziecko i zdejmuje mu butki i niech sobie trzyma te nogi gdzie chce. Tak tez zrobiłam ostatnio i jak tylko kaloszki zostały zdjęte, zza moich pleców usłyszałam:
– Jezu, niech mu Pani nałoży te kaloszki, przecież nogi mu zmarzną!
Społeczeństwu nie dogodzisz, ot co! A napiszę jeszcze, że kiedy zostałam ofukana przez oburzoną Panią, że brudzę siedzenia, a potem ktoś tam przecież siada pupą, to kilka miejsc dalej leżał rozwalony na dwóch fotelach bezdomny z siatami. Ciekawe czy miał bilet, bo odniosłam wrażenie, że on jednak bardziej brudził te fotele niż mój syn muśnięciem buta. Czy ktoś mu zwrócił uwagę? Chciałoby się!
Jakoś tak łatwo przychodzi wrzeszczenie na matki, że dziecko coś tam „brudzi”, a jak się na siedzeniu rozwali pijak, cały usmarowany błotem i nie-chcę wiedzieć-czym-jeszcze, a na fotelu obok postawi śmierdzącą siatę z nie-chcę-wiedzieć-czym to jakoś nikt larum nie podnosi. Matce z dzieckiem jest łatwo zwrócić uwagę i to ta matka z tym dzieckiem, które – ponownie podkreślam, wcale nie brudziło, bardziej oburzyła Panią i nie tylko Panią, bo Pan obok z dezaprobatą pokiwał głową. No tak tylko, że nawet jakby się zdarzyło mojemu dziecku coś ubrudzić to ja na komunikację miejską się składam podatkami, biletami, a pan który się wybrał autobusem z workiem puszek do skupu już nie i wybaczcie, ale to on powinien wzbudzać większy gniew i oburzenie niż kobieta z małym dzieckiem. Ale oto kobieta z dzieckiem okazała się demonem i wandalem.
Ja absolutnie nie pozwalam dziecku w butach stawać na siedzeniu, nie uważam, że to jest ok – na ławce w parku, na ławce na przystanku uczę dziecka nie brudzić miejsc gdzie potem ktoś usiądzie czystymi spodniami, a jednak mimo to nawet cień możliwości, że dziecko moje ubrudzi fotel w autobusie jest GŁOŚNO i z oburzeniem komentowany.
Jakoś tak mi przykro z tego powodu, no bo matce dogadać łatwo, czyż nie?











Oj tak… Podróżowanie z dzieckiem komunikacją miejską bywa koszmarne ze względu na innych pasażerów i ich podejście… W ogóle czasem ma wrażenie, że najlepiej byłoby gdyby wszystkie matki zabunkrowały się z dziećmi w domach i w ogóle z nich nie wychodziły 😛
http://kamaszkowo.wordpress.com/2013/02/25/czy-matka-zawsze-musi-czuc-sie-winna/
Dokładnie, matce zawsze można dowalić, nic chyba już mnie w życiu nie zdziwi.
W kaloszkach źle, w rajstopkach źle :-p, bez czapeczki źle, bo każdy ma rozum tylko nie matka swojego dziecka 🙂
trzeba Cię zamknąć w domu na 5 spustów i pod żadnym pozorem nie wypuszczać. Psujesz ludziom nerwy ot co 🙂 Idź rób prawko 🙂
Dla dobra pasażerów komunikacji miejskiej zrobię prawo jazdy 😛
Ja mam jakieś szalone szczęście, nawet o tym pisał
am dziś, bo mnie nigdy nic takiego nie spotkało. Zawsze pozytywne reakcje, pozytywne emocje, oby tak dalej. Ale przykro, smutno się czytało Twój post. Czasami mam wrażenie, że modnie jest zwrócić dziecku/matce uwagę. Mama raczej nie odpyskuje, dziecko to już w ogóle, zawsze wygrywasz 🙁 Co innego podejrzany typ pod wpływem.
A jednak pakowanie się nawet z czystymi butami na siedzenie to bardzo brzydki obyczaj. Nie obrażaj się, bo nie ma o co.
Toteż napisałam, moje dziecko nie pakowało się butami na siedzenie, nigdy się nie pakuje i pilnuję żeby się nauczyło nie pakować.
Myślę, że nie warto chcieć zadowolić wszystkich. Nie ma mocnych, ile ludzi tyle teorii.
Są ludzie, którzy po prostu MUSZĄ gadać. Byle co, byle powiedzieć 🙂 Nie ma co się przejmować. Czasem nie wytrzymuję i wchodzę w dyskusję z taką „zaczepialską” – za każdym razem żałuję.
PS. Nie wiedziałam, że kalosze grzeją nogi
Grzeją, grzeją. Mój syn ostatnio w słoneczna pogodę uparł się na kalosze i wrócił do domu (nomen omen) z mokrymi nogami 😀
Z komunikacji miejskiej nie korzystam, ale za to chetnie poczytalabym, co ludzie sadza na temat wsadzania dzieci do wozkow sklepowych…
W „tylko że” przecinek przed tylko, nie przed że 🙂
Co do sytuacji, my na razie jesteśmy na etapie: „Och, jaka słodziaśna, uśmiecha się do mnie!” 😉
Ja zwykle stosuje metode na „prosze o propozycje”. Kiedys dawno juz temu jechalam z wozkiem, ktory owszem zawadzal bo w autobusie byly juz trzy inne. Tlok wiec by wysiasc musialam poprosic kilka osob by wyszly z pojazdu. Jeden pan zaczal mamrotac wiec glosno acz grzecznie spytalam go „rozumiem, ze to uciazliwe jednak musze wysiasc, czy ma pan moze jakis lepszy pomysl jak zrobic to inaczej niz drzwiami?”
Oj, przecież najłatwiej jest wrzeszczeć, zwracać uwagę i w końcu wyżywać się na matkach. Każdy rodzic na pewno zdążył zauważyć przez okres swojego rodzicielstwa, że dziecko generalnie przeszkadza w miejscach publicznych. A że za głośno, a że krzyczy, a że płacze, a że histeryzuje… Mrożące krew w żyłach spojrzenia lądują na nas, rodzicach. W takich momentach mam ochotę „coś” powiedzieć i czasem mówię. Pomóc wnieść wózek po schodach, to problem, ale uwagę to łatwo zwracać…
W Anglii mojemu dziecku nikt, nigdy nie zwrócił na nic uwagi, nigdy mnie nikt opcy nie pouczał, ta polska mentalność jest paskudna…
My swego czasu jeździliśmy często i kiedy był młodszy budził raczej dobre emocje. Dostał mandarynkę, lizaka od obcych ludzi. Jedna pani pamiętam bawiła się z nim całą drogę a kiedy jej podziękowałam wysiadając powiedziała „przyjemność po mojej stronie”. Teraz jest gorzej, jeździmy rzadko ale prawie 3latek to przecież już taaakie duże dziecko. Dużo rzadziej ktoś sam z siebie ustępuje miejsce, tak jakby 3letnie dziecko było w stanie ustać w autobusie.
Najśmieszniejsza sytuacja była ostatnio, ludzie rzucili się biegiem do autobusu, który zatrzymał się dalej niż zwykle, zanim my się tam doczłapaliśmy prawie wszystkie miejsca były zajęte, zostały dwa. Zapytałam synka, które woli, a zanim on zdążył odpowiedzieć już jedno z nich było zajęte. Te które zostało nie bardzo mu się podobało, nie chciał siedzieć, wyrywał się i jakiś obcy chłopak zwrócił mi uwagę, że „jest rozpuszczony bo nie umiem go utrzymać na miejscu i nie powinien chodzić po autobusie”. Więc wychodzi na to, że miejsce zająć przed nosem dziecka to ok, ale i tak ma siedzieć nawet kiedy nie ma gdzie.
Jak ja nie lubię kiedy ktoś mi zwraca uwagę – sama bym się nie odważyła! Ale są ludzie i parapety :-p
Może odbiegnę od tematu ale mój przykład z kościoła -miejsca gdzie moim zdaniem powinno się skupić na modlitwie -ano teoretycznie! 😀
Nie chodzę tam często ale jak już idę to pół godziny wcześniej chcąc mieć komfort siedzenia w ławce wybranej przeze mnie. Ot co historia następująca -siedzę już 20 min i czekam aż się zacznie… Nagle wpada jakaś moherowa i mówi żebym ją wpuściła na miejsce na którym siedzę (przy czym ławka przede mną i za ma wolna) a więc odpowiadam NIE 😀 taaa wpycha się do środka „mojej” ławki a korkiem wdeptuje mi się z całej siły w stopę, ból jak cho**rka aż wymsknęło mi się „ała” a ona odwracając się w moją stronę „to za kare że mnie wpuścić nie chciałaś”… -przypomnę kościół, modlitwa i te sprawy -a gdzie tam life is brutal zwłaszcza kiedy coś nie idzie wg myśli pewnych osób,
„nie dotykaj tej lodówki”
„nie rzucaj ta ulotką”
„no niech pani kupi temu dziecku ta gumę…”
„mamusia nie chce Ci kupić, oj mama popraw się”
No kurczę ja tego tylko słucham z boku przy zakupach stojąc w kolejce, będąc w sklepie… i mnie nosi! Nie wiem ile zniosę będąc matką!
😉