Jeszcze się Pani dziecko przegrzeje


W zeszłym tygodniu w końcu była u nas wiosna. Było ciepło, wiosennie. Oczywiście im cieplej tym więcej czasu na spacerkach i placach zabaw.

Ubieram się na takie jedno wyjście z dzieckiem i dziecko pokazuje, że chce na plus dwadzieścia założyć:

– kurtkę z podpinką z bluzy

– czapkę z dzianiny jesienną

– chustkę pod szyję

– rękawiczki

– kalosze na misiu

Wszystko to chce założyć i sam zakłada i jest z siebie super zadowolony. Najpierw starałam się jakoś go do tego pomysłu zniechęcić, żeby zmienił zdanie, pomyślał o czymś innym co mógłby założyć np. adidaski i cienką bluzę. Nie chciał. Spakowałam więc alternatywne ubrania i buty do torby i wyszłam z moim małym Eskimoskiem na słońce.

Tylko wyszliśmy z domu jakaś uprzejma Pani nie omieszkała zwrócić mi uwagi, że przegrzewam dziecko. Zaraz druga w kiosku

– Tak ciepło a mama rękawiczki założyła dziecku? Jeszcze się Pani dziecko przegrzeje…. biedaczek.

Ludzie doprawdy mają nie po kolei pod sufitem. Jesienią bombardują czapeczkami co to nie na uszach są, szaliczki by wiązali naszym dzieciom staranniej, zwracają uwagę na za cienkie kurteczki i za krótkie rękawki. Na wiosnę wysyp ludzi co to się troszczą o przegrzewanie cudzych dzieci. Pomyliło ich wszystkich. Nawet jakbym chciała ubrać swoje dziecko w kożuch, czapkę futrzaną i ciepłe buty to to nie jest niczyj interes tylko mój i mojej rodziny (edit: ok tu trochę popłynęłam, bo futrzana czapa i plus 40 w cieniu to przesada, ale i tak bym się nie wtrącała). Zawsze się znajdzie jakaś taka mądra głowa co to uważa, że trzeba uświadomić biedną matkę, że jej dziecko się poci i zgrzewa – lepiej niech te mądre głowy zajmą się odzieżą swoich dzieci.

Kiedyś sama byłam taka mądra, jednak do głowy mi nie przyszło podejść do jakiejś kobiety i powiedzieć „A co Pani tak grubo to dziecko ubiera” albo „Niech mu pani rękawiczki założy bo mu palce odmrozi”

Ja wiem, że to wynika z tego, że my nie pozwalamy decydować dzieciom o sobie samych – nawet w kwestii ubrań.

My właśnie jesteśmy na etapie samodzielności i indywidualności mojego syna. Jeżeli moje dziecko chce założyć puchówkę na plus dwadzieścia to niech sobie zakłada – niech się sam uczy dobierać ubranko do pogody i wara od moich i jego wyborów odzieżowych wszystkim którym się nie podoba czapka, kurtka i rękawiczki mojego dziecka!

.
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

48 komentarzy

  • Nessie
    27 kwietnia 2014 at 19:56

    Nie moge sie z tym zgodzic do konca. Owszem rodzice wtracajacy sie w ubior cudzych dzieci sa wnerwiajacy ale to tez my rodzice jestesmy odpowiedzialni za zdrowie naszych dzieci. Pozwolilabys synowi wyjsc na mroz w cienkiej kurtce bez czapki i szalika po to by sie nauczyl dobierac ubranie do pogody na zasadzie, ze jesli zachoruje to sie nauczy na przyszlosc? Ja nie, a przegrzanie dziala tak samo. Moj syn jest wielkim indywidualista, ale wybor pozostawiam mu w zakresie ubran w moim mniemaniu dostosowanych do pogody.Tu ma w zasadzie pelna dowolnosc nawet jeslu oznacza to sprzedaz super bluzy kupionej przeze mnie na wyprzedazach na wyrost, ktora kompletnie nie trafila w jego gust. W razie koniecznosci tlumacze do znudzenia dlaczego dany ciuch nie nadaje sie do zalozenia ze wzgledu na pogode. Mam w domu jeszcze niemowlaczka i kazda choroba starszego to ryzyko zarazenia kilkumiesiecznego dziecka. Musze je minimalizowac.

    • Hafija
      27 kwietnia 2014 at 19:58

      No to powiem Ci, że jak nie chce założyć rękawiczek na mróz to nie wkłada i zwykle sam potem o nie prosi.
      Problem polega na tym, że to czy moje dziecko się na swoje życzenie przegrzeje czy zaziębi to jest MOJA sprawa i MÓJ problem a nie jakiś wścibskich bab naokoło.

    • Nessie
      27 kwietnia 2014 at 20:02

      Niby tak a niby nie, potem zaraza dzieci w przedszkolu 🙂

    • Hafija
      27 kwietnia 2014 at 20:02

      Moje dziecko nie chodzi chore do przedszkola

    • Nessie
      27 kwietnia 2014 at 20:07

      Zwykle zaraza sie gdy choroba jest w fazie wylegania i nie daje jeszcze objawow, dlatego wlasnie dzieci w skupiskach sie zarazaja.

    • Hafija
      27 kwietnia 2014 at 20:14

      Zapomniałam, że nic nie wiem o rodzicielstwie… A skąd wiesz, że moje dziecko po tym jak raz założyło grubą kurtkę i kalosze zarażało dzieci? A lubisz jak ci ktoś mówi, że „zaziębisz dziecko i potem to hartowane dziecko zaraża w przedszkolu”? To jest to samo tylko w drugą stronę. Mamy w narodzie paranoję tłumaczenia innym rodzicom jak odpowiednio ubrać dziecko do pogody. Dobry był przykład kiedy się naród na księżną Kate rzucił, że synuś w za krótkich spodenkach. Dramat. O tym jest ten post – ubieraj swoje dzieci jak uważasz i nie wtrącaj się do sposobu dobierania ubrania dzieci innych rodziców. Żeby wyjaśnić – moje dziecko zwykle jest dla całego otoczenia „za lekko” ubrane i nie tylko od sposobu ubierania dzieciaki chorują.

    • Nessie
      27 kwietnia 2014 at 20:28

      Piszesz post ogolny, ze nikt nie ma prawa wtracac sie w to jak Twoje dziecko jest ubrane, bo to jest jakis tam aspekt wychowywania go i ze to sprawa wylacznie Twojej rodziny a ja odpowiadam rownie teoretycznie, ze w moim mniemaniu nie do konca. Oczywiscie wiem, ze choroby biora sie z innych zrodel. Zreszta to tak naprawde nielatwy temat. W pracy walczymy z kolezanka, ktora notorycznie przychodzi chora, nie chce zostac w domu i zarazac dwojki swoich dzieci, nie mysli o tym, ze zaraza wspolpracownikow, ktorzy tez dzieci maja.

    • Hafija
      27 kwietnia 2014 at 20:35

      Mnie drażni hipokryzja, jak ktoś mówi, że babcie co to zwracają uwagę na chodzenie „bez czapeczki” to zło, ale sami już udzielają porad „że za grubo ubrane” to ok. Pomijam już to, że każdy człowiek, nawet dziecko jest inne i tak uważam, że każda rodzina ma swój system i sposób ubierania dzieci i wtrącanie się do tego – szczególnie że nie pisze o sytuacji ekstremalnej futro w środku lata, jest trochę nie na miejscu.

    • Nessie
      27 kwietnia 2014 at 20:38

      Zgadzam się. Wtrącanie jest denerwujące. Aczkolwiek spotkałam się również z uwagami naprawdę przyjaznymi, z dobrej woli, po których nawiązywałam fajną rozmowę.

    • Agnieszka
      7 maja 2014 at 13:21

      Też tak uważam jak Nessie. Wybór kilkulatka powinien się ograniczać do tego co przygotujemy maluchowi. Już to jak dobierze kolory, czy zestawi ubrania jest mniej istotną rzeczą jak to, że w zimę nie założy kurtki lub latem będzie chodził w kożuchu.
      Jestem mamą dwóch cudownych dziewczynek i zauważyłam, że w większości uczą się poprzez naśladownictwo niż własne doświadczenia. Oczywiście muszą się również przekonać, czy dana rzecz w ich przypadku się sprawdzi, czy nie ale, zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest to rzecz drugorzędna. Najpierw chciały wszystko robić jak mamusia, później tatuś, a teraz próbują swoich sił podpatrując przyjaciół lub idoli.
      Raz tylko zdarzyło się starszej córce nie posłuchać i eksperymentować kiedy była półtorarocznym maluchem, i jakbym jej nie pilnowała to i tak dotknęła patelni paluszkiem. Nic poważnego ale i tak skończyło się łzami i jej, i moimi.
      Nie życzę żadnemu dziecku rodziców, którzy pozwolą mu na własnej skórze poznawać świat. Do do nas należy rola uczenia i wskazywania właściwej drogi. Tak właśnie rozumiem rodzicielstwo, czyli odpowiedzialność za tą małą istotkę, którą wydaliśmy na świat.
      Pozdrawiam wszystkie mamy i tatusiów oczywiście też 🙂

  • Go/parentnik.pl
    27 kwietnia 2014 at 20:56

    Wiecie co, a mi ta dyskusja pod postem przyniosła jeszcze inną refleksję. Bo czytając post zgadzałam się z Hafiją, że „to moja sprawa jak ubieram moje dziecko”. Nessie z kolei pisze, że nie do końca… I tak sobie teraz pomyślałam, że podobnego argumentu – „to MOJA sprawa jak wychowuję MOJE dziecko” – mogłaby użyć mama, której zwrócimy uwagę w sklepie, po tym jak uderzy swoje dziecko. Albo tej, które pali i niemal dmucha w twarz maluchowi stojącemu obok… Wiecie, na zasadzie – skoro to Twoja sprawa, że potencjalnie szkodzisz dziecku przegrzewając je, to również moja sprawa kiedy potencjalnie szkodzę mu paląc w jego obecności. Zastanawiam się gdzie jest ta granica powyżej której powinniśmy reagować, a poniżej której powinniśmy zachować swoje zdanie dla siebie… Chyba nie znalazłam w sobie jeszcze dobrej odpowiedzi na to pytanie, ale dziękuję Wam za tę refleksję 🙂

    • Hafija
      27 kwietnia 2014 at 21:06

      Piszesz o dwóch różnych rzeczach – bicie jest czynem zabronionym, grozi za niego kara, ubieranie czapeczki – nie do końca. Palenie powoduje nowotwory – zakładanie czy nie czapeczki nie. To tak jakby wszystko było czarne i białe. A tak nie jest. Ubieranie dziecka w oczach matek urasta do wyboru między życiem a śmiercią. Kobiety, no opanujcie się 🙂 Tak jak pisałam już wcześniej – nie mówię o kożuchu w środku lata!

    • Ola
      28 kwietnia 2014 at 10:46

      Dokładnie to samo chodzi mi po głowie, odkąd przeczytałam post i kilka komentarzy.

  • natalijka
    27 kwietnia 2014 at 20:58

    Mnie sie bez przerwy wtrącają „a nie za zimno jej/jemu?” 😉 nienawidze tego wtrącania, a najbardziej w wersji niby do dziecka- ja stoję obok a kobieta: „powiedz mamusi, żeby ci czapeczkę założyłam bo wiaterek wieje”. Swoją drogą jestem zaskoczona że ktoś ci się wtrąca że przegrzewasz- ja widze na co dzien tak okutane dzieci, że nie zdziwiłby mnie Twój syn mówiąc szczerze 🙂 ja nigdy się nie wtrącam, ale czasem faktycznie jest mi żal widząc dziecko czerwone jak burak, sztywne od warstw, próbujące sie uwolnić od tego ubrania.
    Dlatego u nas o grubości ubrania decydują dzieci. Przeważnie chcą mniej niż więcej, więc solidnie szokują społeczeństwo 😉 a najbardziej własnie tym- jak to, to pani pyta DZIECKO czy mu zimno czy ciepło???

    • Hafija
      27 kwietnia 2014 at 21:07

      No właśnie – dzieci się nie pyta, a taki kilkulatek już potrafi powiedzieć czy mu zimno czy nie

  • Lucy eS
    27 kwietnia 2014 at 21:14

    Że nie wtrącać się w niuanse odzieżowe cudzych rodzin to się zgodzę, ale na jawną krzywdę trzeba reagować – rękawiczki w zaawansowaną wiosnę to zagrożenie dla społeczeństwa 😉

    • Hafija
      27 kwietnia 2014 at 21:16

      Umarłam 😀

  • Go/parentnik.pl
    27 kwietnia 2014 at 21:27

    Hafija – ok, podałam może za mocne przykłady, tzn bezsprzecznie negatywne (choć znam wiele osób, które w podanych przeze mnie sytuacjach powiedziałyby: „cóż, jej sprawa..” ). Ale rozumiesz o co mi chodzi? – Mama, która krzyczy na dziecko (na oko 7-latka) na ulicy, bo chciało wbiec na jezdnię – „Ty idioto. Dlaczego jesteś taki głupi? No odpowiedz, dlaczego??”. Paskudnie, ale może właśnie zwolnili ją z pracy, porzucił ją mąż, albo wydarzyło się coś innego, co rozsypało jej świat? To żadne usprawiedliwienie, ale jeśli ktoś nie ma wzorca, nie ma refleksji rodzicielskich, to czy moja uwaga w tym momencie przyniesie korzyść w postaci refleksji, czy raczej szkodę w postaci dalszego odreagowywania na chłopcu?
    Albo mama, której dziecko (znów na oko – 2-3 letnie), dziewczynka idąc chwieje się, żeby nie powiedzieć zatacza. Wygląda naprawdę jakby była pod wpływem alkoholu. Ale może jest chora? Mama obserwuje ją i się śmieje, ale może co tydzień biegają na rehabilitację, może ten spacer po parku to też jakaś forma terapii..?
    Co w takich sytuacjach – reagować, czy nie? Obie to autentyczne sytuacje, które spotkały mnie gdzieś po drodze, a ja za każdym razem bardzo mocno zastanawiałam się czy wolno mi reagować, nie znając całego kontekstu, czy nie…

    • Hafija
      27 kwietnia 2014 at 21:32

      Pisałam już wiele razy – zawsze reagować: https://www.hafija.pl/2014/04/kraj-pasa-i-klapsa.html bo klaps jest zabroniony i „puściły nerwy, mąż ją porzucił” to dla mnie takie wytłumaczenia na odwracanie głowy od problemu i naszą znieczulicę narodową i dopiero kiedy dziecko umiera lub jest zagłodzone nagle wszyscy pytają „A gdzie byli sąsiedzi/rodzina/obserwatorzy”.

  • Go
    27 kwietnia 2014 at 21:47

    No ale nie mówimy o klapsie/biciu. Mówimy o czym, co można by (i pewnie należałoby) nazwać przemocą psychiczną. Nie znam tej pani, nie wiem czy to była jednorazowa akcja na sytuację, w której na pewno zatrzymało jej się serce, czy reaguje tak również np na nieposprzątany pokój. Gdybym mogła w tej sytuacji zostawić bezpiecznie swoje dziecko i ją dogonić bardzo chętnie zapytałabym, co jej zdaniem powinien odpowiedzieć jej syn na to pytanie. Co odpowiedziałaby sama.
    Wielu ludziom brakuje dobrych wzorców, brakuje świadomości, że można/należy inaczej. Tyle, że to nasz system moim zdaniem zawodzi, że uczymy się o budowie pantofelka, zamiast o tym jak rozmawiać z innymi, jak mądrze kochać swoje dziecko.
    I nie wiem czy takich ludzi można tak do końca za to winić. A z drugiej strony – jeśli nie winić, to przyzwalać na takie zachowania?
    I czy w tej sytuacji, gdybym miała możliwość zwrócić tej pani uwagę, a później ona, za rogiem, natłukłaby tego chłopca po głowie, bo „nie dość, że jesteś idiotą, to jeszcze wstyd mi przynosisz i muszę przez ciebie wysłuchiwać” (to sytuacja wymyślona, ale wiem, że i tak się zdarza), to znaczy, że dobrze zrobiłam reagując? Czy ktokolwiek dzięki temu poczuł się lepiej? Czy jakkolwiek poprawiło to sytuację chłopca? Czy mam prawo liczyć na to, że to ostatni raz kiedy go natłukła, bo jednak po czasie zdobędzie się na jakąś refleksję i uzna, że źle postąpiła..?
    Milion takich pytań pojawia mi się za każdym razem w głowie i dla mnie to zupełnie nie 'czarno-białe', tylko bardzo trudne i ciężkie tematy…

    • Hafija
      27 kwietnia 2014 at 21:55

      Szczerze to nie wiem jak to się ma do rękawiczek o których piszę 🙂
      Nie wiem dlaczego przeczytałam, że ta Pani biła dziecko. Podchodziłam nie raz do osób agresywnych wobec dziecka jeżeli to zauważyłam – myślę, że w opisywanej sytuacji tez bym podeszła.

    • Agnieszka
      7 maja 2014 at 13:35

      Żaden system nie nauczy nikogo jak rozmawiać z innymi lub jak mądrze kochać swoje dziecko. Takie wzorce wynosi się z domu. Jeśli nauczymy nasze dzieci, swoją postawą i dobrymi przykładami, że należy szanować innych, tych najmłodszych również, to powielą ten wzorzec we własnym żuciu.

  • Go
    27 kwietnia 2014 at 22:04

    Do rękawiczek nijak, bo tak jak pisałam na początku – taką refleksję wywołała we mnie dyskusja pod postem, a nie sam post 😉

    Ale żeby zakończyć na temat – zazdroszczę Ci tej wewnętrznej wolności. Mi niestety nieraz zdarzyło się powiedzieć (czasem tylko do siebie pod nosem): „Synku, błagam, co innego, bo tak mi się nie chce dziś wysłuchiwać po drodze, że za cienko, za grubo, za 'dziewczyńsko' ” 😛

  • Anna Bartnik
    27 kwietnia 2014 at 22:37

    Kurcze….zbiłaś mnie z pantałyku. Jestem przeciwko wtrącaniu i rękawiczkom wiosną nawet, jeśli dzieć ich pragnie najmocniej na świecie. Jak żyć?

  • M.Laura
    28 kwietnia 2014 at 00:26

    Ja ubieram swoje dzieciątko cieniutko, tak jak siebie- po prostu tak, jak nakazuje mi rozum i INSTYNKT. Nie znam drugiej takiej matki, która ubiera malucha podobnie jak ja:) Od wszystkich musiałam wysłuchiwać, że za cienko ubieram… A mój skarbuś ma za chwilę 17 miesięcy i ani razu nie był chory, nawet przeziębony. Oczywiście karmie piersią i wiem, że to też, a raczej głownie chroni moje dziecko, ale ubiór też. Zgadzam się z Natalijką, serce mi się kraje, gdy widzę biedne dzieciaczki bardzo grubo ubrane, pod kocami itp. Zawsze mówię wtedy do siebie, jeszcze nikomu nie zwróciłam uwagi, ale kto wie… Owszem temat nie jest tej skali co klaps, ale również istotny. Matki nie są zbyt wyedukowane co do sposobu ubierania dzieci, a niektóre nawet bawi to, że ich dziecko ma na sobie jedną lub dwie warstwy za dużo ( mam takie znajome). Trzeba poruszać i ten temat, tak więc Agato, pozwolisz? 😛 Drogie mamy, nie ubierajcie za ”grubo” swoich szkrabów:) Pozdrawiam

  • Alicja
    28 kwietnia 2014 at 06:52

    W tą stronę mi się nie zdarzyło, za to zgodnie z tradycją o czapeczce, zdradliwych wiatrach i tego typu cudach słyszę dość często. Ja w kwestii ubioru się nie wtrącam i uwag nie rzucam – zwłaszcza w odniesieniu do starszaków, bo jak starszak chce czapeczkę, to niech sobie ma. Natomiast jest mi żal dzieci wózkowych opatulonych i ubranych jak na środek zimy podczas gdy na dworze 15 stopni. To nie jest zdrowe.

    • Hafija
      28 kwietnia 2014 at 06:55

      No właśnie ale zwracanie uwagi jest nasza polską tradycją mam wrażenie.

  • Patrycja
    28 kwietnia 2014 at 09:42

    Hmm, ciekawa dyskusja…Ja bym nie zwróciła nikomu uwagi, że dziecko jest niewłaściwie ubrane, nawet w rodzinie gdy widzę, że dziecko jest w moim mniemaniu za ciepło ubrane to nic nie komentuję. Uważam, że rodzic decyduje jak ubrać swojego malucha, bo przecież każde dziecko jest inne, jedno może być chore i przez to cieplej ubrane, drugie żywe i energiczne na spacerze i dlatego cieniej ubrane, itd., itp. Choć gdybym była świadkiem sytuacji ekstremalnej, np. mróz a tu bobas w krótkim rękawku to prawdopodobnie zareagowałabym. Ja osobiście staram się nie przegrzewać swojego synka i przez to zdarza mi się słyszeć, że za cienko, że zimne rączki, itd. Wtedy mnie to bardzo irytuje i tłumaczę swoje zdanie. Pozdrawiam!

  • Inga
    28 kwietnia 2014 at 17:57

    To mój pierwszy komentarz tutaj i śmiesznie będzie jeśli się nie pojawi (zapewne zostanę wzięta za hejterkę:)), ale muszę to napisać, bo coś mi się tutaj nie podoba w tym wpisie i Pani odpowiedziach na komentarze innych. Niech się Pani nie obrazi, ale odnoszę wrażenie (coraz częściej, bo czytam Pani bloga już ponad 2 lata), że Pani motto życiowe to: „będę was pouczać ile wlezie, oceniać wasze postępowanie, ale nie ważcie się nie skrytykować, bo pogryzę”. Tak to widzę i tłumaczę dlaczego (to będzie długi komentarz). Taka sytuacja: matka idzie z dzieckiem przez park, dziecko ma poparzoną wargę. Spotykają starą kobietę szukającą ofiary i pojawia się pytanie adresowane dziecka: „co ci się stało w wargę, że masz taką poparzoną?” Matka śpieszy z odpowiedzią: „a strasznie lubi zupę pomidorową i nie chciał czekać aż wystygnie i gorącą jadł więc się poparzył”. I co? No zdarza się, wielkie mi halo, ale… Znam sytuację (z opowieści lekarza), że matka tak syna nienawidziła, że karmiła go wrzącymi potrawami, często wlewała mu je wręcz do gardła. I co? A może ten chłopiec z poparzoną wargą to ofiara nienormalnej matki? Kto wie? Twierdzi pani, że trzeba reagować, a co jeśli gruba kurtka latem albo brak rękawiczek zimą jest karą za złe zachowanie? Tylko Pani wie, że tak nie jest i NIKT inny. A co jak kobieta krzyczy do dziecka „ty debilu”? Zła matka od razu! A a może to nie jest matka tego dziecka tylko osoba cierpiąca na zespół Tourette’a i tylko przez moment stoi z tym nieszczęsnym dzieckiem, a już na blogu ma laurkę – „ta wredna małpa”. Ile razy rodzice każą dziecku wracać jesienią w mokrej bluzce do domu, bo się wydurniało z napojem (mimo upomnień) i cały napój na siebie wylało? Pisze pani, że palenie powoduje nowotwory… ok, ale nie 100% osób palących (w tym i biernych) umarło na raka! Osób, które umarło z przegrzania (zwłaszcza dzieci) też się trochę znajdzie. Przegrzanie jest niebezpieczne. Propaguje Pani reagowanie na krzywdę dzieci, a jednocześnie jeśli dziecku dzieje się krzywda (nikt mi nie powie, że dziecko, któremu jest za gorąco jest szczęśliwe i wdzięczne) to Pani robi foch face bo to nie Pani jest karcącym, ale tym co karzą. Proszę się tylko nie obrażać. Nie twierdzę, że chce Pani zabić własne dziecko, ale twierdzę, że ma Pani problem z własnymi ideałami. I chyba nawet nie tak dużo wyszło. Pozdrawiam 🙂

    • Hafija
      28 kwietnia 2014 at 18:22

      1. Nikt nie zmusza do czytania akurat bloga 🙂 – blogosfera jest szeroka i można sobie czytać co innego
      2. Ma Pani mylne wrażenie, do którego oczywiście ma Pani prawo ale każdy odczytuje teksty na blogu jak chce przez pryzmat swojej głowy – nie wiem dlaczego czuje się pani pouczana – o to musi zapytać pani siebie samą
      3. Czyli według Pani zgłaszamy na policję każde dziecko z siniakiem i zadrapaniem i oparzeniem? Otóż reagować należy na jawną przemoc, a nie w sferze domysłów – to bardzo logiczna zasada
      4. Zespół Tourette’a, nerwy, śmierć w rodzinie – ludzie mają wiele pomysłów żeby usprawiedliwić nie zwracanie uwagi na JAWNĄ przemoc https://www.hafija.pl/2014/04/kraj-pasa-i-klapsa.html
      5. Tak palenie powoduje nowotwory, choroby serca, zatory żylne…
      6. Czytamy ze zrozumieniem – piszę o czapce jesiennej na wiosnę a nie o zimowej w lato
      7. Bardzo mnie dziwią, a nawet bawią ludzie dla których ubranie dziecka urasta do rangi problemów egzystencjalnych stawianych na równi z biciem, kiedy są to dwie różne sprawy o dwóch różnych rangach i nie wiem czy to przemoc jest dla ludzi tam mało znacząca jak ubieranie dziecka, czy to ubieranie jest tak ważne, że aż w randze bicia, tak czy inaczej zachwianie tych proporcji według mnie świadczy o zaburzonej hierarchii wartości.
      A na koniec powiem jeszcze tak – na moim blogu wyrażam swoje zdanie, mam swój system wartości i „ideałów” taki jaki jest według mnie właściwy i nie musi się on ani podobać wszystkim, ani ja nie będę jak chorągiewka zmieniała swojego zdania na życzenie każdego czytelnika, ma on być logiczny i spójny DLA MNIE – a każdy powinien sobie wypracować swój własny wtedy łatwo pogodzi się z tym, że inni mają swój z którego nie muszą się tłumaczyć i potrafią o nim otwarcie mówić.

    • Inga
      29 kwietnia 2014 at 11:13

      Nigdzie nie napisałam, że czułam się pouczona… ale nie dziwi mnie takie stwierdzenie, bo spodziewałam się ataku na siebie tak więc pełen luz 🙂 i nie napisałam też, że czuję się zmuszana do czytania Pani bloga, robię to świadomie. Pani blog jest może i adresowany do osób z Pani tokiem rozumowania, ale jest PUBLICZNY, więc może go skomentować każdy (chociaż opcję komentowania można wyłączyć). Ale nie to mnie razi – razi mnie coś innego. Podpunkt 4 z Pani odpowiedzi jest dla mnie myślącej i wrażliwej osoby zupełnie nie do przyjęcia (i wręcz jestem w szoku, że ktoś może coś takiego napisać), bo twierdzi Pani, że zespół Tourette’a to wymysł osób, które mają ochotę powrzeszczeć sobie publicznie i poprzeklinać głośno (w szczególności na dzieci). Wiem, że nie jest Pani lekarzem i medycyna jest Pani obca, ale z całym szacunkiem jest coś takiego jak internet i tam można sobie poczytać co to za CHOROBA i że nikt z własnej woli sobie tego nie funduje i to jest koszmarna tragedia dla każdego, kto ją posiada (proszę sobie filmiki pooglądać, może Pani zazna wrażliwości choć trochę). Na prawdę w tej swojej nienawiści do osób stosujących kary szeroko rozumianym umiarze (w sumie jest Pani z domu, gdzie klapsów się nie stosowało, więc nie bardzo Pani wie co to znaczy dostać klapsa, a ja np. wiem i jednocześnie śmiem twierdzić, że mam najwspanialszych rodziców na świecie) się pani trochę zagalopowała – więcej szacunku do osób chorych, zwłaszcza przewlekle chorych i cierpiących. To, że matka z SM za mocno chwyci dziecko za ramię to nie znaczy, że to przemoc tylko, że jej nerwy rdzeniowe szwankują i ma niekontrolowane skurcze mięśni (nie piszę o wyimaginowanych schorzeniach, ale chorobach występujących w dużym nasileniu w naszym społeczeństwie). A co się tyczy jawnej przemocy i domniemanej… to zadzwonienie na policję w środku nocy, kiedy płacze dziecko jest dobre czy złe? Ma kolkę i rodzicie nie dają rady czy jest bite? Nie wszystko jest takie łatwe jak się Pani wydaje. I żeby nie było to nie atak, tylko ciekawość i chęć porozmawiania na ważne tematy i poznania innych zdania, a w tym przypadku Pani.

    • Hafija
      29 kwietnia 2014 at 11:25

      Z całym szacunkiem – proszę czytać ze zrozumieniem – napisałam, że ludzie wymyślają powody, żeby nie zwracać uwagi na krzywdę innych dzieci a nie, że wymyślają sobie choroby, to jest różnica i jest to bardzo częsta wymówka środowiska gdzie jest przemoc
      „Nie zwrócę uwagi bo może jest chora” etc etc ludzie dopowiadają sobie usprawiedliwienia, żeby tylko zrzucić z siebie poczucie winy, że zamykają oczy na przemoc wobec dzieci – nie każda matka krzycząca i szarpiąca jest przewlekle chora i zachęcam, żeby zwracać uwagę na każdą jawną przemoc bo lepiej trafić na osobę chorą i wesprzeć niż olać prawdziwą zagrażającą dziecku przemoc.
      ps. jeżeli mama jest chora to też należy się jej wsparcie i zainteresowanie, żeby pomóc jej budować pozytywną relację z dzieckiem mimo problemów.

    • Marta
      6 maja 2014 at 14:36

      Muszę powiedzieć, że zgadzam sie z Ingą. Pani Agato,prowadzi Pani naprawdę fajnego bloga. Dużo tu ciekawych informacji, szczególnie odnośnie karmienia piersią. Ale rownież zauwazyłam pewną tendencję z Pani strony. Każdy komentarz negatywny jest przez Panią odpierany. Czasami mam wrażenie, że jest Pani alfą i omegą. Jak ktoś zgadza sie z Pani wypowiedzią to ok, cieszymy się. Ale jeżeli jest to komentarz nie do końca pozytywny to zawsze znajdzie Pani odowiedź. Po prostu Pani zdanie MUSI być ostatnie. Taka refleksja mnie naszła. Pozdrawiam

    • Hafija
      6 maja 2014 at 14:40

      To mój blog i moje opinie na nim wyrażam i takie jest moje zdanie, którego naturalnie będę broniła. jeżeli faktycznie czyta pani mój blog to powinna Pani już wiedzieć, że za alfę i omegę się nie uważam, ale nie będę się jak chorągiewka zmieniała pod wpływem innego zdania komentatorów.

  • Gosia
    28 kwietnia 2014 at 22:08

    No dobra, przyznaję bez bicia, pomyślałabym o Tobie wariatka. Ale myśl ta pozostałaby moją tajemnicą 🙂

  • Blisko Dziecka
    28 kwietnia 2014 at 22:12

    Nie można kategoryzować na zasadzie, moje dziecko i będę je ubierała jak mi się żywnie podoba… Ktoś może Cię nie znać (tak jest w Wwie w większości przypadków), nie wiedzieć, jaką jesteś matką etc. Nikt nie przepada za krytyką. Ludzie reagują. I uważam, że to dobrze. Brak reakcji jest oznaką braku empatii.
    Najlepiej by było w końcu nauczyć rodziców, żeby ubierali swoje dzieci tak, jak siebie samych, a nawet i lżej. Skończyło by się wiele dylematów.
    Indywidualność o której piszesz powinna iść w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem. Czasami osobowość dziecka nie pozwala przyznać się do błędu…

  • MamaZone
    29 kwietnia 2014 at 10:23

    Świetnie podeszłaś do tego tematu, z humorem ale i z powaga kiedy trzeba 🙂 Szkoda że to zainteresowanie, troska i opiekuńczość obcych ludzi nie przejawia się wtedy kiedy naprawdę jest potrzebna…

  • Miejskiewiejskie
    29 kwietnia 2014 at 10:57

    Póki co nie mam problemu z poszanowaniem wyborów ubraniowych mojej córki. Ubiera sie sama. Zawsze. W związku z tym w czerwcu miną dwa lata od kiedy chodzi w sukienkach:) spodnie założyła tylko raz od tego czasu. Jesli jest zimno po prostu prosze zeby na dworze miała na sobie jeszcze spodnie które potem może zdjąć. A ze wybiera kropki do pasków… Ze kolory zupełnie od czapy? Przecież w ten sposób tez sie uczy prawda? Choć stylóweczki wychodzą czasami całkiem niezłe:)

    Czy jest jakaś szansa żeby strona inaczej wyglądała na komórce? Tylko tak oglądam blogi- a Twój droga Hafijo uwielbiam- komentarze jednak wyswietlają się jako ciąg dwóch trzech słów po proawej stronie ekranu. Lewa i środek całe puste…
    Pozdrawiam:)

    • Hafija
      29 kwietnia 2014 at 11:19

      Coś pomyślę nad tym

  • natalijka
    29 kwietnia 2014 at 17:54

    Powiem jeszcze jedno jeśli można- nie mówimy tu o niemowlęciu, które nic nie jest w stanie zrobić samo. Jeśli nauczymy dziecko rozpoznawać odczucia- zimno mi, ciepło mi, dziecko samo zdejmie te cholerne, przepraszam, rękawiczki, jak poczuje że jest 20 stopni i naprawdę nie warto się o to kłócić! podobnie jak założy kurtkę kiedy wyjdzie na mróz bez niej. dzięki temu unikniemy niepotrzebnej awantury i nauczymy dziecko że ubrania nie wkłada się bo mama każe, tylko że ono jest po coś. Dzieci nie są masochistami i nie fundują sobie dyskomfortu na życzenie. Nie rozmawiajmy więc o tym jak o ubieraniu lalek, dzieci mają termoregulację i umieją komunikować swoje odczucia- a my pomózmy im się tego nauczyć 🙂

    • Hafija
      29 kwietnia 2014 at 17:57

      Dokładnie !

  • Tedi
    3 maja 2014 at 14:31

    Generalnie się z Tobą zgadzam, bo sama nie lubię jak ktoś mi się wtrąca (a moja matka to uwielbia prawić kazania na temat ubioru), ale czy przypadkiem nie było ostatnio kampanii dotyczącej przegrzewania dziecka w samochodzie? W takiej sytuacji wręcz należy się wtrącić! Te panie, które się do was odezwały mogły przecież też pomyśleć, że to sama kazałaś się tak dziecku ubrać i zakazujesz mu rozebrać się z ciepłej kurtki.

    • Hafija
      3 maja 2014 at 15:46

      1. to nie jest post o dzieciach w samochodzie, musiałabym na głowę upaść, żeby zachęcać ludzi do zostawiania dzieci w aucie, jestem zdecydowaną przeciwniczką – to już jest realna i otwarta krzywda
      2. to nawet nie jest post o przegrzewaniu, bo ja sama uważam, że nie powinno się dzieci przegrzewać
      To jest post o tym jak Polacy lubią się wtrącać w wychowanie innych i małe tego dochodzi do takiej hipokryzji gdzie na zwrócenie uwagi o zbyt krótkie spodenki panuje święte oburzenie, a potem te same oburzone osoby wtrącają się jak czapkę jesienną cudze dziecko włoży, a podkreślam nie było upału!

  • Ola
    7 maja 2014 at 13:41

    „to to nie jest niczyj interes tylko mój i mojej rodziny” – tak również mówią osoby, które biją i poniżają swoje dzieci traktując je jako swoją własność. Wiem, że u Ciebie tak zapewne nie jest, ale ja jednak wolę gdy ktoś się wtrąca bo to oznacza, że mu zależy i obok krzywdzonego dziecka również nie przejdzie obojętnie

    • Hafija
      7 maja 2014 at 13:45

      Dziwne, że osoby, którym ktoś zwraca uwagę, że „nie ma czapeczki”, albo „że zawieje” reagują oburzeniem jak się im ktoś wtrąca i to o tym jest ten post – o ubieraniu się dzieci i pewnej hipokryzji, a nie o biciu i poniżaniu – ale są tu też takie posty, tylko ja akurat nie zestawiam obok siebie ubierania dziecka i bicia, bo to z całym szacunkiem ale jest zaburzenie pewnej ważności tematu. Z resztą pisałam już to wcześniej.

  • Lea
    12 maja 2014 at 22:41

    Mam to samo. Ostatnio moja pannica tez zalozyla czapke, szalik i zimowa kurtke. Nie protestowalam. Poszla, doszla i przezyla jaka z siebie dumna byla. Uprzedzilam tylko pania przedszkolanke, ze jak wyjda na zewnatrz to nei musi jej ubierac czapki czy szalika – chyba, ze sama sobie zazyczy.

  • Ewewelka
    6 kwietnia 2016 at 16:21

    Heh, moja córka ma swoje zdanie. Ma 2 lata i 4 miesiące, 3 zmimy za nami, a mnie jeszcze nie udało się przekonać Jej do rękawiczek. Och, jakie ja je cudaśne kupowałam 😛 Komentarzy usłyszałam pod tym kątem już chyba z milion. I co? Odpowiadam- nie lubi, nie przyszyję Jej do rączek 😛 Rączki z wierzchu smaruję Jej kremem, biorę ze sobą kocyk i kiedy tylko mogę przykrywam rączki. Mała jest gorącą dziewczynką i ciągle Jej ciepło, grzeje łapki pod kocem i zaraz wystawia na mróz.
    O przegrzewaniu się nasłuchałam. O za cienkim ubraniu też. Komentarze ludzi są idiotyczne. Czy jeśli widzi się dorosłego idącego w zimie cienko ubranego, albo w lecie za ciepło to też należy Mu zwrócić uwagę, bo moim zdaniem i w moim odczuciu bla bla bla bla bla….?
    Ludzie! Mójemu mężowi jest wiecznie ciepło, mnie wiecznie zimno. Nawet my sami inaczej ubieramy naszą córkę. A to dlatego, że ubiera się dzieci tak, jak się samemu czuje. Jeśli czuję, że mi zimno od razu mam w głowie, że mała też marznie. To co mi po zdaniu Pani w sklepie, że Jej jest ciepło? Sama też powinnam się rozebrać chociaż trzęsę się z zimna, bo Pani w sklepie wie lepiej?
    Ja w zimie nawet sobie nie zakładałam rękawiczek, żeby mieć świadomość, że małej już może wypadałoby przykryć rączki. Taki schiz 😉 żebym czasem nie paradowała w rękawiczkach z uśmiechem na twarzy. Jak czułam, że bardzo zmarzłam to wracałam do domu, bo mała ma naprawdę jakiś awers do wszelkich okryć na rączki. Ale rączki ma zawsze ciepłe, jak zmarzną to w moment się zgrzewają. Pewnie miała niezły ubaw z tych moich zmarzniętych rąk.
    Kwestie reagowania na ewidentną krzywdę wobec dzieci zupełnie pominę, bo…..bez jaj, chyba wszyscy widzimy, że to zupełnie inne sprawy? Czy komuś trzeba wytłumaczyć?
    Jeszcze raz- to, że dziecko Twojej koleżanki jest zbyt ciepło ubrane to nie Twoja sprawa. Ubrała Je tak, jak czuła, że powinna. Ty ubieraj swoje tak, jak Ty czujesz. Chyba nie chcesz sytuacji, gdy obcy ludzie będą narzucać na Ciebie koce na ulicy, kiedy Ty jesteś zwyczaje ”zimnolubna” 😉
    Pozdrawiam 🙂

    • Ewewelka
      6 kwietnia 2016 at 16:53

      I kurczę, nie wytrzymam….
      Część z Was porównała zachowanie Hafiji względem Jej dziecka do fizycznej i psychicznej przemocy? Naprawdę? Aż strach pomyśleć, że takie osoby mogą pracować w opiece społecznej :O
      Pójdźmy o krok dalej…. Jestem wegetarianką, moim zdaniem mięso, które rodzice dzisiaj serwują swoim dzieciom to trucizna. Czy powinnam zbawiać świat ratując obce dzieci od chorób, które zafundują Im rodzice kładąc na Ich talerze szynki, parówki, pasztety, hamburgery i kiełbasy?
      Może zrobić jeszcze jeden krok do przodu i ratować biedne dzieci przed chorobami spowodowanymi przez brak wit.D zmywając z Ich biednych ciałek przeróżne kremy z filtrami uv?
      Mam jeszcze wiele teorii, w które uparcie wierzę i które stosuję także w przypadku mojej rodziny.
      Kurczę, czy może jednak powinnam obawiać się, że z tego powodu to rodzice posiadający odmienne zdanie niż ja będą spełniać własną misję ratowania mojego dziecka przed szkodliwym promieniowaniem, brakiem jakichś witamin i kto wie, czym jeszcze?
      Nie bójmy się mieć własnego zdania, ale pozwólmy innym także na Ich własne.

skomentuj

Hafijaski – podcast

Nadchodzące wydarzenia

W najbliższym czasie nie są zaplanowane żadne wydarzenia.