HappyMum – szczęśliwa mama i ciążowe zachcianki – konkurs
Przyjechały do mnie dwie bluzki do karmienia, które podarowała mi marka HappyMum – Mixie Shirt oraz Wonder top.
[accordion title=”+ o marce (rozwiń)„]HappyMum to jedna z największych polskich marek produkująca odzież ciążową wysokiej jakości. Odzież HappyMum jest tak przemyślana, żeby mogła ona cieszyć mamę od pierwszych dni ciąży, w trakcie jej trwania, w okresie karmienia i jeszcze dłużej.[/accordion]
Obie bluzki są bardzo starannie wykonane. Jako sceptyczka odzieży specjalnie do karmienia lub na czas ciąży byłam bardzo pozytywnie zaskoczona wysoką jakością tych bluzek.
Mixie shirt to bluzka, która może służyć jako bluzka ciążowa lub tunika ciążowa i elegncka bluzka do karmienia. Jest to koszula z „dresowym” bolerkiem. Między bolerkiem a dolną częścią koszuli znajduje się dyskretny suwaczek który pozwala nam na nakarmienie dziecka bez rozciągania dekoltu i zadzierania bluzki. Po zakończonym karmieniu zasuwamy zamek i znika on pod bolerkiem stając się zupełnie niewidoczny.
Mój Wonder top to nietoperzowa bluzka w soczystym różowym kolorze (ale są też inne kolory na stronie Happy Mum). Ma suwaki po obu bokach między piersią a ramieniem. Rozsuwamy suwaczek i znów nie musimy ani rozciągać dekoltu ani zadzierać bluzki. Ja bym troszkę dłuższe te suwaczki zrobiła, bo nie wiem czy dobrze by pasowały u posiadaczek dużych piersi.
Podpytałam koleżanek i żadna zanim im tego nie powiedziałam, nie zorientowała się, że to są bluzeczki ciążowe czy specjalnie do karmienia 🙂 Są bardzo eleganckie i ku mojemu zaskoczeniu, rozwiązania do karmienia naprawdę się sprawdzają.
Jedynym ich minusem jest dość wysoka cena, chociaż od kiedy zobaczyłam bluzeczki to przestaję się temu dziwić.
A dla Was mam do przekazania piękną koszulkę nocną od HappyMum w konkursie: „Ciążowa zachcianka”
Sleepy Nursing Gown w dowolnie wybranym przez zwycięzcę rozmiarze i kolorze z dostępnych na stronie HappyMum.
[accordion title=”+ o nagrodzie:„]Kobieca, niezwykle wygodna koszulka nocna wykonana z komfortowej dzianiny. Połączenie delikatnego wrzosu lub szarości z koronką nadaje jej wdzięku. Krój koszulki stworzony został we współpracy z położnymi, tak by zapewnić młodej mamie jak największy komfort podczas karmienia maluszka, zarówno w pierwszych dniach po porodzie, jak i później.[/accordion]
Żeby wygrać koszulkę należy:
1. Polubić na Facebooku HappyMum i Bloga hafija.pl
2. W komentarzu do tego posta opisać swoją (lub swojej partnerki jeżeli chcesz wygrać dla niej tą koszulkę) najdziwniejszą, ciążową zachciankę.
Zabawę zaczynamy dzisiaj a kończymy 7 maja o 23:59
Wyniki ogłoszę do 14 maja
Regulamin dostępny TUTAJ
A dla wszystkich mam rabat 10% na odzież z działu produktów do karmienia sklepu HappyMum – przy składaniu zamówienia wystarczy wpisać słówko „hafija” (z małej literki) i już wskoczy rabat:
Powodzenia!



















Najdziwniejsza zachcianka, którą z resztą zrealizowałam, to była świeża bułeczka z masełkiem, szynką i… czekoladą. Taką z tabliczki, koniecznie z orzechami! Było pyszne i raz na jakiś czas sobie podobne kombinacje serwuję! 😉 Zawsze lubiłam dziwne połączenia smaków! 😛
Moją najdziwniejszą ciążową zachcianką było pożarcie naraz całego słoika nutelli. Zachciankę tę zrealizowałam po czym natychmiast zwymiotowałam. Do dziś nie chce mi się wierzyć,że to mój organizm czegoś ,,domagał się” w ten sposób… 😉
Moja najdziwniejsza ale autentyczna zachcianka bylo zjedzenie kawałka kredy- cos mi mowilo ze smakuje jak mąka:) Ale to nie prawda;)
hahahahaha 😀
Ciekawe, bo ta „zachcianka” była w pewnym programie tvn-u.
Ja jestem wlasnie w 32 tygodniu ciazy 🙂 Ale od poczatku jakos nie mialam jakis specjalnych zachcianek . Tylko tyle ze moglam jesc owoce kilogramami 😀 Za to odpychało mnie na sam widok i zapach ryb .
Oj! Do dzisiejszego dnia czuje tę symfonie smaków. Makaron+biały ser+skwarki boczku, a wszystko posypane białym cukrem:) Smakuje wyśmienicie, tylko mąż się krzywi, że to nie normalne:(
Zachciankę miałam jedną i w ogóle nie dziwną. Mieszkaliśmy, jak to się ładnie mówi- na obrzeżach miasta, jedyny sklep otwarty do 23.00. O 22.55 mówię do mężczyzny mojego: muszę zjeść lody śmietankowe. Spojrzał wymownie to na zegarek, to na mnie… Poleciał. Czekam i myślę o tej śmietance, ślina po brzuchu mi kapie, już jem te lody w myślach. Wrócił. „Śmietankowych nie było, ale kupiłem jakieś podobne.” Taa… o smaku sernika… czy czegoś, fuj! Niby chęci się liczą, starał się chłopina, kolor podobny… Nie zjadłam… 🙂
Świetny konkurs i wpis. Teraz przy Maćku zaopatrzyłam się w ubrania do karmienia z prawdziwego zdarzenia: T-shirty i sukienki dla mam karmiących – rewelacja! A koszul mam z 4… więc mi wystarczy – trzymam kciuki za inne Mamy 🙂
świeże czerwone porzeczki. w grudniu. o 3 w nocy 😉
U mnie od 6 tygodnia wszystko musiało być kwaśne – inaczej mnie mdliło na potęgę.
I tak wszystko, co spożywałam było połączone z kapustą kiszoną, ogórkiem kiszonym albo ogórkiem małosolnym. W ostateczności z cytryną lub bardzo kwaśnym jabłkiem.
Z większych odlotów to był dżem truskawkowy z ogórkiem kiszonym czy lody zakąszane kapustą kiszoną (jak ja to zjadłam, do tej pory nie wiem, ale wtedy było przepyszne) 🙂 Nawet inkę z mlekiem piłam zakrapianą cytryną – dawało radę. Gdzieś ok. 12-14 tygodnia odpuściło, ale do końca ciąży ogórki kiszone były częstym dodatkiem do obiadów (śniadań i kolacji też:)
Ps: pewnie dlatego mój Syn (teraz roczek) już w wieku 4,5 m-ca jak poczuł kiszone ogórki, to wyciągał łapki i była histeria, dopóki nie dostał do polizania 🙂
Krakowskie talarki! Nie słone paluszki czy precle, koniecznie talarki 😉 i kwaśne żelki, ale tylko gdy były posypane kwaśną otoczką, inaczej były kompletnie niezjadliwe. Ponadto na okrągło mogłam słuchać (i słuchałam) trzech piosenek, które o dziwo nigdy nie były moimi ulubionymi 😉
Co do wysokiej ceny to będąc w obu ciążach się przekonałam, że każdy ciuch, który ma w nazwie „ciążowe” lub „ciążowa” w momencie nadania mu tej nazwy robi się o 50 zł droższy.
Szkoda ze nie można umieszczać zdjecia bo bym wstawiła moją zachciankę:) No ale nic moją ostatnią zachcianką było litr nugatowych lodów na to porozkładane żelki myszki i żelki pianki mnóstwo mój mąż nie wieżył ze to zjem bo przed chwilą wciągnełam górę sałtki z zupką chińską . Załujcie że nie widzieliście jego minki gdy talesz po lodach był pusty 🙂 A ja czułam się spełniona:)
Szkoda ze nie można umieszczać zdjecia bo bym wstawiła moją zachciankę:) No ale nic moją ostatnią zachcianką było litr nugatowych lodów na to porozkładane kwaśne żelki myszki i żelki pianki mnóstwo mój mąż nie wieżył ze to zjem bo przed chwilą wciągnełam górę sałtki z zupką chińską . Załujcie że nie widzieliście jego minki gdy talesz po lodach był pusty 🙂 A ja czułam się spełniona:)
Jak co dzień obudziłam się głodna. Ale tego dnia nie byłam pewna na co tak naprawdę mam ochotę. Otworzyłam lodówkę. Patrzę: śledzie w sosie pomidorowym (Taaaaak! To jest to!). Otwierając je zauważyłam na półce nowiutki słoiczek nutelli. I tu chwila zadumy. Śledzie czy nutella? Przekroiłam bułkę, posmarowałam masłem. Śledzie czy nutella? Zaparzyłam herbatę owocową, posłodziłam ją. Śledzie czy nutella? Pół bułki posmarowałam śledziem, pół nutellą. I znów zawahanie. Od czego zacząć? I gryzłam na zmianę. 🙂
chciałam ugotować bigos,ale kapusta kiszona tak mi zasmakowała, że zjadłam kilogram prosto z torebki, a później było mi tak kwaśno, że popiłam kubkiem ciepłego mleczka, achhhh, mniam 🙂
Moją najdziwniejszą zachcianką w dotychczasowej ciąży była chęć na zielone banany takie super twarde otoczone w maśle orzechowym, tylko firmy Felix 🙂 smak nieziemski polecam wszytkim 🙁
Jestem w 24 tygodniu i moją jak do tej pory nietypową zachcianką są lody Kaktus! 😀 wcinam aż się uszy i brzuchol trzęsą! 😀
Moją najdziwniejszą ciążową „zachcianką” było to, że średnio co pięć minut domagałam się od mojego męża wyznań miłości i przytulania. Czy to w domu, czy na przystanku autobusowym, w kościele, w kolejce do lekarza… Myślę, że mój organizm przez to chciał mi powiedzieć, że nasza Lila będzie wielką przylepą. I sprawdziło się! Ma dopiero 7 tygodni, a już to widać 🙂
Moją najdziwniejszą zachcianką a zarazem pierwszym symptomem ciąży okazał się rzeźnik 😉
Od lat nie jem mięsa, wędlin itp. A tu pewnego październikowego dnia idąc ulicą wyczułam zapach świeżej wędliny… Taki aromatyczny że aż ślina mi pociekła… W pierwszej chwili pomyślałam, że chyba jestem chora… A zaraz potem szybkim krokiem ruszyłam do rzeźnika, obwąchałam szynki – kupiłam kilka plasterków i zjadłam na ulicy… 🙂 Tuż za rogiem kupiłam test ciążowy, nie 1en a od razu 4! 🙂 Tak dla pewności 🙂
No i jak się okazało wskazały 2 kreski 🙂
Teraz co jakiś czas zjadam kilka plasterków wędliny, ale mimo wszystko nadal jest to dla mnie bardzo dziwna zachcianka 🙂
Z Pierworodną nie miałam żadnych zachcianek. Tym razem jest inaczej – przestałam się zastanawiać po prostu zachciewajki to standard. Jednak zdałam sobie sprawę, że słodycze to nie najlepsze co mogę oferować dziecku. Moją „zachciewajką” było oduzależnienie się od czekolady. Dzięki jednej trenerce udało mi się to i ta zachciewajka chciałabym żeby została także po ciąży 🙂
Moją najdziwniejszą zachcianką była zalewa ze śledzi opiekanych..z kromką chleba posmarowaną brzoskwiniowym dżemem. Akurat dziś jestem 4 tygodnie po porodzie.. i na samą myśl o tym jak mogłam to zjeść, dziś jest mi nie dobrze. A wtedy bardzo smakowało, jadłam aż się uszy trzęsły. 😉
Moja najdziwniejsza zachcianka to… Lód! W każdej postaci. Zjadalam 2kg torbę w dwa dni do tego lody wodne kupowane hurtem 🙂
Ja miałam zachcianki na mleko, mięso, słone i słodkie smaki i udało mi sie połączyć to w jednym: owsianka na mleku z miodem i baleronem.
Mój mąż był w szoku, hihi 🙂
W pierwszej ciąży nie miałam specjalnie zachcianek, poza obowiązkową tobą mleka skondensowanego dziennie wciagana na raz :-). A w drugiej moją zachcianką był…. ŚNIEG :-). Wiem, że nie jest zdrowy, wiem… Nic na to nie poradzę. Po prostu musiałam jeść śnieg. Całe szczęście tego roku go nie brakowało, ale katusze przezywalam, kiedy topnial.
Pamiętam jak w sierpniu pojechaliśmy z mężem do skansenu-był piękny popołudniowy dzień-sobota-ja byłam w 18 tygodniu ciąży.Dobrze się czułam, więc spacerowaliśmy wśród wiejskich chat krytych strzechą. W powietrzu czuć było pełnię lata-nie było skwaru-wiał lekki wietrzyk-latały kolorowe motyle-sielsko i wręcz anielsko. W pewnym momencie zaczęłam mieć niesamowitą narastającą ochotę na spróbowanie takiej złotej, niemiłosiernie suchej słomy, tak tak- z wielkimi oczami patrzyłam na wiejskie domy przykryte szczelnie równiutko ułożona strzechą, która dla mnie wydawała się bardzo smakowita. Gdy powiedziałam mu o swojej zachciewajce-wybuchł śmiechem-tak przeraźliwym, że zwrócił nim uwagę zwiedzających. Potem, gdy lekko ochłonął, zaczął ze mną szukać tej dostępnej słomy. I posmakowałam, hmmm-smak-określiłabym jako specyficzny-ale zapach…wspaniały-od razu miałam skojarzenia z dzieciństwa-wakacje-ja z siostrą bawiąca się w chowanego wśród stogów siana. Mąż porównał mnie z krówką- męłłam sianko jak to sympatyczne zwierzątko:)To była niezapomniana wycieczka-zresztą sama namówiłam na nią męża-coś musiało w tym być.
W pierwszej ciąży jadłam wszystko co widziałam!!! A zachcianka najwieksza okazała sie kolejna ciąża!!! Jeszcze przed rozwiązaniem wiedziałam ze chce kolejne szczęście nosić pod serduszkiem i tak właśnie sie stało- jestem w 22tyg ciąży i wiem ze smaczki mam zaspokojone na jakiś czas napewno 🙂 pozdrawiam
Zachcianki to chyba jedna ze słodszych przypadłości ciążowych-dosłownie i w przenośni 🙂 Na początku ciąży, zaraz po opanowaniu mdłości zajadałam się lodami i marzyłam o piwie – oczywiście to drugie dostawałam od męża tylko do wąchania,ale dzięki tym zachciankom znajomi śmieją się,że powiję chłopczyka: wiadomo: lody+piwo=męska domena 😉 Ale najciekawsza zachcianka dopadła mnie od niedawna:nieodparta ochota na kochanie się z mężem 😉 Mąż jest zachwycony i zmieszany zarazem,ja też staram się zachować rozsądek i umiar,żeby nie zaszkodzić maluszkowi,ale czasem jest mi trudno powstrzymać pożądanie 🙂 Prawdopodobnie to zmiany hormonalne,ale nigdy nie przypuszczałam, że mogą przybrać ten kierunek. Ale za to nie budzę męża nocami i nie wysyłam do lodówki czy sklepu po swoiste ‚pyszności’. Wszystko,czego potrzebuję mam w … łóżku 😉 Chyba jednak będzie drugi chłopczyk :o)
Moją najdziwniejszą zachcianką było zjedzenie kanapki z pomidorkiem,ogórkiem i szynką oraz tuńczykiem i popicie tego koktajlem truskawkowo-banowym.
Moja dziwną zachciacianka było zjedzenie świeżej bułki z maselkiem i kapusta kiszona, zagryzienie czekolada z nadzieniem jagodowymy i po sekundzie dodatkowa porcja kiszonej kapusty 🙂
Ja w czwartym miesiącu ciąży zajadam się zielonymi oliwkami. To chyba taka współczesna wersja ogórków kiszonych 😉
Ja nie mogłam się opanować na widok rodzynek , jadłam je solo , w czekoladzie lub wydłubywałam z placka. Tyle ich zjadłam, że teraz mam jadłowstręt na ich widok 😉
wąchanie czerwonego wina, którego zapach mnie upajał i zaspokajał moje żądze ciążowe. Nota bene- wina nie znoszę.
Nie będąc w ciąży słodkie zagryzałam słonym dla wyrównania smaku. W ciąży wielokrotnie zdarza mi się zagryzać słodkie słodkim:) A najdziwniejsze zestawienie to chyba lody (koniecznie śmietankowe) na zmianę z ciastkiem z nadzieniem malinowym, a na dokładkę paczka żelek i gum rozpuszczalnych. I nie do pomyślenia jest żebym mogła zepsuć sobie ten przesłodki smak czymkolwiek kwaśnym lub słonym:)
Moją najdziwniejszą zachcianka w ciąży było to jak się obudziłam w środku nocy i nabrałam ogromnej ochoty na kompot z dyni z goździkami! Wręcz czułam jego smak w ustach. Moja mama go robiła a ja go za młodu wręcz nienawidziłam, ale w tej nocy zrobiła bym prawie wszystko aby zdobyć te kompocik 😉
Ogórek kiszony z lodami toffi… Wiem, brzmi masakrycznie, ale to było coś czego potrzebowałam 🙂 Ostatnio mi przeszło, tylko serniki piekę trzeci tydzień z rzędu, mąż korzysta, bo teraz jestem już na wylocie i pewnie po majówce rodzinka się powiększy, więc skończą się wypieki na czas jakiś 😉
Ja w ciąży uwielbiałam masło. Może się wydawać że nic w tym dziwnego, ale ja jadłam je łyżkami, bez jakiś zbędnych dodatków w postaci chleba 🙂
Moją zachcianką w pierwszej ciąży były frytki, nawet codziennie mogłabym je jeść, tylko strach przed nadmiernym przybraniem na wadze ograniczał tę zachciankę… teraz jestem w drugiej ciąży i gdy tylko mogę poczęstuję się frytkami 😀
W pierwszej ciąży przez cały czas miałam zachcianki na ryby, pod każdą postacią i składnikami… Teraz jestem w drugiej ciąży i jest o 100 stopni inaczej… jem wszystko co słodkie w połączeniu z mięsem, ogórkiem kiszonym, serem białym i dżemem aha i coca cola- Boże! jak mam na nią ochotę 🙂
Jestem w 26 tygodniu ciąży. Czy największa ciążowa zachcianka musi być związana z jedzeniem? Musimy czuć się piękne w tym okresie. Ja codziennie mam ochotę na masaż i poświęcanie mi więcej czasu niż wcześniej. O MIŁOŚĆ trzeba dbać:) Pozdrawiam wszystkie teraźniejsze i przyszłe Mamuśki
Bułka z dżemem truskawkowym i cebulką marynowaną (taką ze śledzia 😀 musiał być ten posmak…) :D:D
Moja zachcianka,moze nie dziwna ale tez nie jedna, mialam ich caaałe mnostwo. Obecnie jestem w 37 tyg i sama siebie zadziwiam na co mozna miec ochote w ciazy:) ale jesli juz to zlapało mnie ssanie na orzechy ( akurat pod reka miałam brazylijskie) polane jogurtem naturalnym mniaaaam 🙂
Heh, moja żona jest właśnie w 3 miesiącu ciąży i heh, ma niezłe skoki napięć, bo wyzywając mnie mówi, że mnie kocha heh i wczoraj, znaczy dziś o 2 w nocy, obudziła mnie i heh, powiedziała, że nie może zasnąć i chce abym jej zrobił sok z pomarańczy, banana i grejpfruta heh, obudziłem cały dom gdy mieliłem to wszystko blenderem, a teraz zasypiam w pracy heh.. no ale dla mojej kochanej Paulinki jestem wstanie zrobić wszystko 😉
Jedna z najdziwniejszych zachcianek, której do dziś pojąć nie mogę to były kanapki posmarowane masłem i musztardą a do tego suszone śliwki
Długo grzebałam w swoich wspomnieniach, żeby przypomnieć sobie jaka była moja najdziwniejsza zachcianka, ale uświadomił mnie mąż…Otóż, od początku ciąży, zawsze po kolacji złożonej ze schabowego obsmażonego w panierce z ostrej papryki, ryżu po meksykańsku i szklanki mleka domagałam się od męża…pieszczot 😉 Mąż skomentował to tak, że po prostu była ze mnie „ostra mamuśka” 😉
Moja siostra miała ochotę na kiszone ogórki z miodem, albo zajadała śledzie w occie i zagryzała je czekoladą.. masakraa!
Moja najdziwniejsza zachcianka jaką miałam a póki co mam ich nie wiele to chęć na szprota w pomidorach mniam wsuwałam codziennie przez tydzień aż przerzuciłam się na sam sok pomidorowy 🙂 Pychota 🙂
Moja najdziwniejsza zachcianka to … piwo!!!! Pojawiła się w 6 tygodniu ciąży i męczy mnie po dzień dzisiejszy a jest już 39 tydzień. Mąż ma kategoryczny zakaz picia go w mojej obecności 🙂 czasami żartujemy sobie, że synek od małego wie co dobre 🙂 Pewnie jak już będę mogła się go napić to nie będzie mi się chciało.
Będąc w pierwszej ciąży tylko raz mi się zdarzyło że miałam zachciankę i to w dodatku będąc w pracy, biedna ta dziewczyna co w tedy ze mną pracowała, całe miasto przeszła odwiedzając wszystkie spożywczaki żeby mi kupić makowca, a to był środek lata i nie pora na strucla makowego czy inny placek z makiem. Biedulka w rezultacie kupiła mi drożdżówkę z makiem żeby nie podpaść w pierwszym tygodniu pracy, a ja ją ugryzłam i powiedziałam że to jednak nie to o co mi chodziło i poszłam kupić ogórki małosolne. Do dziś mam to wypominane chociaż to nie moja wina tylko hormonów.
Za to obecna ciąża jest całkiem inna hormony cały czas wariują i mam zachcianki na coś innego, a to kiełbaskę z dżemem jabłkowym, chleb z paszczetem i nutellą, ziemniaki z cukrem a wszyscy w domu cały czas się śmieją. A jak mam na coś ochotę czego nie mam w domu to dzwonię do męża i wiem że jak mu powiem że córeczka chce to zawsze nam kupi bo mi by nie kupił bo i tak skończyło by się tym że ugryzę kawałek i schowam do szafy. a jaka jest pyszna kawa zbożowa z sokiem malinowym wiedzą to tylko kobiety w ciąży
Jestem w 35tc i moją zachcianką w ciąży jest sex! Może brzmi to dziwnie ale właśnie teraz mogłabym nie wychodzić z mężem z łóżka… Czasami słyszę: Znowu?! ale cóż – przecież kobiecie w ciąży się nie odmawia 😉
a z zachcianek kulinarnych najdziwniejszą jaką sobie przypominam to: rosół z ziemniakami o 3 w nocy! Rosół został z obiadu a ziemniaki gotowałam w nocy! Dopiero jak zjadłam solidną porcję wróciłam spać.. ps. wtedy taka obżarta nie miałam ochoty na pieszczoty 😛
z początku ciąży moją wielką zachcianką była ogólnie kuchnia polska( mieszkam we Francji więc nieco ciężko wyczarować nagle polskie dania…a nie chciałam gotować ze względu na mdłości) Gdy chodziliśmy na spacery po Alpach , kończyło się to czasem wielką zachcianką na np zupę pomidorową . W niedzielę w miasteczkach alpejskich szukaliśmy restauracji z zupą pomidorową ..przejechaliśmy ok 60km po czym znaleźliśmy 🙂 później były truskawki – przez okołu półtora miesiąca lub dwa czerwiec i lipiec ,pół kilo codziennie świeżych truskawek, więc co dzień trzeba było kupować, znów nawet w niedzielę o 23:00 mój mąż bywał wysyłany w miasto aby kupić świeże truskawki …pod koniec ciąży na śniadanie musiałam mieć masło orzechowe ,krakersy, orzeszki w otoczce z przypraw z chili ..herbata potrójnie malinowa (z trzech ekspresówek)z świeżym imbirem i cytryną …
Za mną chodziły zachcianki powiedzmy „kosmetyczne”. Po pierwsze w czasie ciąży uwielbiałam „podjadać” pastę do zębów – począwszy od tych zwykłych miętowych, poprzez kupowanie past smakowych, takich dla dzieci, które uczą się szczotkowania. To był nawyk silniejszy ode mnie 🙂 Po drugie często spędzałam czas w drogeriach szukając zapachu dla mojego męża – „testowałam” po kolei wszystkie produkty a jak trafiłam na ten własciwy wykupiłam cały asortyment, który mąż musiał zużyć w czasie mojej ciąży. Ot takie moje kaprysy 🙂
Moja żona jest osobą, która prowadzi zdrowy tryb życia, w naszej kuchni królują warzywa, owoce, sery, nabiał, ryby oraz od czasu do czasu mięso. Żona nigdy nie przepadała za wędlinami, których miłośnikiem jestem ja. Jednak w czasie ciąży nastąpiła radykalna zmiana i małżonka co rusz oglądała się za różnego rodzaju wędlinami, w ten sposób musiałem spełniać o różnych porach jej zachcianki i kupować szynkę, kiełbasę wiejską, kaszankę, krupniok, pasztetową czy też salceson, czyli coś na co przed ciążą jak i po niej niechętnym okiem patrzyła i na myśl jej nie przeszło że dane jej będzie tymi „smakołykami” zajadać… 🙂
Moja najdziwniejsza zachcianka to…..węgiel.Boże do dziś nie mode uwierzyć,że ja go jadłam.Nawet wystraszona pobiegłam do ginekologa,który mnie uspokoił,że to normalne i są dziwniejsze zachcianki 🙂
Moja najdziwniejsza ciążowa zachcianka to chleb z pasztetową i bitą śmietaną ;-);-);-)
Tabliczka czekolady z paczką chipsów Lays Strong (te ostre).
U mnie zachcianki były różne i niespotykane nigdy na taką skalę. W pierwszej ciąży (dziewczynka) były to słodycze ( za którymi nie przepadałam) mieszane z konserwowaną papryką/ przegryzane jedne po drugim. W ciąży drugiej (chłopiec) kilogramami pochłaniałam śliwki… Ciągle było ich pełno w domu w tysiącu odsłon – na surowo, kompot, ciasto ze śliwkami 🙂
Witam, u mnie jest bardzo różnie zachcianki zmieniają sie w zależności od pory dnia i humoru ale 1 zachcianke zapamietam na bardzo długo, otóż nalewając rosół mezusiowi poczułam ze ja nie zjem go jak zawsze. Nalałam sobie rosołek do kubeczka zrobiłam kanapke z dżemem malinowym i zajadałam sie ze smakiem, teraz gdy jem kaspuste kiszona z czekolada nie wiem jak ja to mogłam zjeść 🙂 pozdrawiam
Kiedy pomyślę o najdziwniejszej zachciance Mojej małżonki o dziwo nie jest to związane z jedzeniem. Mieszkamy w Krakowie i któregoś dnia wracając z pracy powitały Mnie wielkie maślany oczy niczym kota ze Shreka i nieodparta chęć…zobaczenia wschodu słońca na Sopockim molo. Padłem jak rażony piorunem i żadne argumenty do Mnie nie trafiały. Myślałem że to żart. W końcu szybko skapitulowałem, wziąłem dzień urlopu z pracy (choć nikt nie uwierzył w prawdziwość moich argumentów gdzie jadę i po co…sam nie wierzyłem), spakowaliśmy się i ruszyliśmy autkiem przez całą Polskę by móc zobaczyć wschód słońca na molo…coś co w słoneczne dni okazało się niezbędnym do życia. Podróż była długa i męcząca przepełniona nieplanowanymi postojami to na budyń, to na sałatkę, to na kurczakburgera, czy na sok z mango i ogórka ale w końcu dojechaliśmy do celu. A łzy szczęścia na policzkach małżonki zrekompensowały wszystko z nawiązką…szkoda tylko że następnego dnia trzeba było wracać. Nie mniej jednak warto było i od tamtej pory stwierdzam że żadna achcianka nie jest w stanie Mnie zaskoczyć.
Zachcianki mojej żony są różne. Czasami jest to pół bułki z pastą rybną a druga połówka z dżemem truskawkowym. Innym razem nagle usłyszałem – zjadłabym coś słodkiego… Tylko co? Więc pojechałem po karton pełen słodyczy. Wszystkie rodzaje batonów, czekoladek i ciastek. Ostatnio na obiad były placki ziemniaczane z bitą śmietaną a do tego wszystkiego ogórek kiszony. Nie ważne na co moja żona ma smak w danej chwili – w telewizji tyle reklam z jedzeniem :)-ale ważne jest to aby każdą zachciankę spełnić. Bo to nie smaki mojej żony ale naszego dziecka więc trzeba się starać i jak na razie moja żona ma wszystko czego zapragnie 🙂
W ciąży nie miałam jakiś specjalnych zachcianek, jadłam po prostu to na co miałam ochotę i było pod ręką. Jednego zaś wieczora zachciało mi się kulek. Mówię do mojego faceta,żeby jechał na stację po kulki. Nie wiedział o co mi chodzi, a ja sama też za bardzo nie wiedziałam. Jednak te kulki nie dawały mi spokoju. Tomek pojechał więc na stację, a że zauważył,że w ciąży miałam wyjątkową ochotę na słodyczę kulek szukał właśnie w tym asortymencie…Nakupował więc różne rodzaje kulek ale jak przyjechał tylko jedne okazały się tymi , właśnie „tajemniczymi” kulkami- były to orzechy w czekoladzie Milka:-))) Na szczęście trafił 🙂
Najdziwniejszą zachcianką moje żony były kanapki z dżemem truskawkowym i poszatkowaną cebulą. Ja nie wiem jak ona to zjadła? Ale nic jej po tym nie było. A jaka zadowolona była.
Ja miałam w ciąży jedną zachciankę, która zapamiętam do końca życia i do dziś jest hitem wsród znajomych. 2 tygodnie przed porodem, w lipcu, zachcianki mi sie imprezy. Grilla dokładnie, bo tła taka piękna pogoda a ja tak długo dziedzinami w domu, gruba i spuchnieta. Kochany mąż zorganizował go dla mnie partyzantki, za na małym skwerku za garazami, z widokiem na ruchliwa ulice. Bawilam sie super, o 12 wróciłam do domu. Kiedy mój maz wrócił chwile pózniej po sprzątaniu, z keczupem i musztarda w ręku, po slusznej ilosci piwa i wina, ja już czekałam z torba porodowa. Wody mi odeszły 🙂 potwm przypadkiem usłyszałam jak położne zachwycają sie mężem, jaki wyluzowany i wesoły, nawet w takiej chwili 😉 I tak dzięki mojej zachciance prawie urodziłam na grillu.
A moja żona miała inne „nietypowe” ale proste zarazem zachcianki. Otóż w związku z tym że musiała większość czasu spędzać w domu jej zachcianki polegały na tym, iż musiałem organizować spotkania z jej koleżankami, które rozsiały się po całej Polsce… Część z nich widziałem po raz pierwszy, za kilkoma wręcz nie przepadałem, ale przełamałem się gdyż czego się nie robi dla ciężarnej żony żeby poprawić jej samopoczucie 🙂 I w ten sposób co drugi/trzeci weekend mieliśmy wizytę a na mnie spoczywała organizacja i koordynacja „babskich” spotkań. Teraz jak jest już po wszystkim na szczęście mamy spokój od posiadówek i dzielimy czas tylko na troje 🙂
Mieszkamy w centralnej Polsce. Któregoś dnia tak bardzo chciało mi się zjeść prawdziwego góralskiego oscypka, że zamienniki z marketu nie działały 😉 Mój kochany mąż postanowił zrobić mi niespodziankę i wziął wolne w pracy i następnego dnia zabrał mnie do Zakopanego po oscypka 🙂 Może nie jest to najdziwniejsza zachcianka, ale wiąże się z nią wspaniała historia 🙂 To było ponad 2 lata temu, teraz czekamy na drugie maleństwo, a małżonek jest szczęśliwy, że tym razem nie miałam takich wymagań 🙂
Środek nocy, regularne skurcze. Mąż wiezie mnie do szpitala oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów. I nagle po prostu MUSZĘ zjeść zapiekankę ze stacji Orlen. Jedziemy i pomiędzy skurczami pogryzam zapiekankę… 🙂 To była najsmaczniejsza zapiekanka w moim życiu 🙂
Moja pierwszą zachcianką była słodka drożdżówka np z serem oblana ketchupem…Wiem,wiem trochę dziwne połączenie,które w tamtym czasie smakowało najlepiej pod Słońcem.
Potem nastąpił przewrót i tak się zraziłam do ketchupu,że przez 3 kolejne miesiące nie mogłam na niego patrzeć bo od razu miałam gule w gardle;/
Teraz już wróciły mi wszystkie smaki i co prawda z ostrożnością,ale jem ketchup 🙂
Moja najdziwniejsza zachcianka ciążowa w pierwszej ciąży to budyń śmietankowy z orzechami i…keczupem. Bleh…do tej pory nie wiem jak mi się udało to zjeść. Innym razem zachciało mi się czekolady o 24 w nocy, wioska, śnieg po kolana, mróz niemiłosierny, nawet psa szkoda w taką pogodę wygnać na podwórko. Z determinacją przeszukiwałam wszystkie szafki z nadzieją na czekoladę…na szczęście w ostatniej szafce znalazłam polewę czekoladową, którą rozpuściłam i smakowała jeszcze lepiej niż zwykła czekolada 🙂 Teraz, w drugiej ciąży, zachciało mi się oliwek z serkiem topionym (mąż pół miasta zjeździł o 22, żeby dostać te oliwki), smakowały wybornie 🙂 Za to słodycze i lody mogą nie istnieć.
W całym 9-cio miesięcznym okresie ciąży miałam tylko jedną jedyną zachciankę. Teraz na samą myśl o niej, aż robi mi się niedobrze. Jednak w tamtym czasie to była dla mnie najsmaczniejsza rzecz na świecie, bez której nie mogłam żyć! Podpieczona bułeczka z kiszoną kapustą posypana wiórkami kokosowymi i ananasem.
moja najdziwniejsza zachcianka byl ogorek kiszony zagryzany czakolada
Moją najdziwniejszą zachcianką były ślimaki O.o
🙂 ja miałam bardzo zdrową zachciankę, lecz trudno dostępną zimową porą… Mianowicie zachciało mi się polskich JAGÓD! W styczniu 😀 W ruch poszły jogurty o smaku jagodowym lub owoców leśnych, ale to nie wystarczyło. Z pomocą przyszła koleżanka mojej mamy, która robi przetwory. Dostaliśmy słoiczek zaprawionych jagód i to były najlepsze jagody jak do tej pory. Stanowiły doskonały dodatek do śmietankowego budyniu, mmhmm PYCHA! Na samo wspomnienie ślinka mi cieknie 🙂
P.S. Chyba w brzuchu mam Gumisia 😉
Zielone jabłko ale koniecznie zielone w srodku nocy.
Moja zachcianka byly nalesniki posmarowane majonezem!!! I do popicia zawsze sok z buraczkow 🙂
Najdziwniejszą zachcianką mojej kobiety było : Jedzenie lodów.
Ale.. nie – NIE takie zwykłe jedzenie lodów.
Lody musiały być codziennie inne (myślę, że moja ciężarówka chciała przetestować wszystkie sklepowe smaki);
Kupowałem je w ilościach hurtowych.. czasem 2 litry lodów na dzień było za mało.
Lody jadła o każdej porze – po przebudzeniu, po śniadaniu, po obiedzie, po kolacji… po siusiu w nocy…
Lody musiały być polane sosem! Jakim? Keczup do tych słodkich, do owocowych musztarda.
Raz zdarzyło mi się ich nie kupić, to zrobiła taką awanturę, że myślałem, że bomba atomowa została zrzucona na moje miasto.
Już myślałem, że zamrozi te nasze maleństwo.
Teraz pod koniec ciąży trochę się już uspokoiła.
Zachcianki lodowe tak mi się dały we znaki, że nawet w śniły mi się wielkie kubełki lodów.
Do tej pory przechodząc obok półek z lodami w supermarkecie robię WIEEELKI ŁUK, byle tylko je ominąć.
I myślę, że minie jeszcze kilka ładnych lat, aż minie mi do nich wstręt.
Takiego właśnie mam Yetiego w domu:)
Och, od początku ciąży czułam się wprost fatalnie. Mimo usilnych prób nie mogłam jeść… i tak przez pierwszy trymestr zamiast przybierać na wadze chudłam=/ Nie potrafiłam nic na to poradzić, organizm nie przyjmował pokarmu poza jogurtem i suchym chlebem ( i to w ilościach szczątkowych). Jednak gdy po długim czasie apetyt się pojawił byłam chyba jeszcze bardziej zaniepokojona. Mimo silnej woli i rozsądkowej natury jadłam na słodko -kwaśno i pochłaniałam ogromne ilości słodyczy! I tak moje ulubione to: kanapka z serem, majonezem i kiszonym ogórkiem, zaraz potem dopadam słoik czekolady albo czekoladę 250 g i znów kwaśne: sledzik bądź cytrynka cała (mniam!) i miód ze słoiczka, którego całe życie nienawidziłam=) I to ostatnie mnie strasznie nurtuje – jak to możliwe?=)
Ciekawe ile w tych komentarzach jest prawdziwych „zachcianek” a ile zmyślonych odpowiedzi – ciężki będzie wybór tych najlepszych. Ja nie miałam wygórowanych zachcianek, w trakcie ciąży prosiłam jedynie męża o robienie blenderem musów owocowo-warzywnych o niektórych dośćc nietypowych kombinacjach typu:
– jabłko, burak, banan, szpinak
– ananas, pomidor, pietruszka
– pomarańcza, ogórek, papryka, kiwi
– brzoskwinia, marchew, rzodkiewka, wiśnia
itp. Co jakiś czas mąż dostawał listę produktów z których miał przyrządzić miksturę na poprawę mojego nastroju…
Zachcianki mojej żony nie są może dziwne, ale na tyle skomplikowane w wykonaniu, że ich dziwność chyba z tego wynika. Moja żona codziennie około godziny 22 nabiera chęci na spaghetti z sosem napoli i świeżo startym serem. Stoję więc o 22 nad garnkiem z makaronem i odliczam minuty do „al dente”. Uśmiech mojej żony i sos na jej policzkach wynagradza mi jednak wszystko.
A ja naprawdę żałuję, że żadnych zachcianek w ciąży nie miałam. Tak bardzo chciałam wysłać męża w nocy po ogórki do sklepu czy też czekoladę, albo zjeść coś nietypowego 🙁 No cóż, może przy następnej ciąży to się zmieni 🙂
moją najdziwniejszą zachcianką był rosół przegryzany czekoladą białą…
No cóż różnie bywało ale kiedyś nadszedł taki wieczór kiedy wysłałam narzeczonego do Żabki po rolmopsy, zupkę chińską koniecznie musiała to być pomidorówka i kisiel. Poszedł kupił a potem nie chciał bym to wszystko zjadła bo stwierdził że dziecku zaszkodzi. Nic nie zaszkodziło a mnie ulżyło…..po wchłonięciu tych smakowitości
Ciasto drożdżowe z kruszonką, polane majonezem i keczupem. 🙂
Moją najdziwniejszą ciążową zachcianką była truskawka z keczupem posypana pieprzem – pycha, gdy byłam w ciąży 🙂
Moją najdziwniejszą zachcianką w ciąży było pragnienie czucia różnych dziwnych zapachów. Mój mąż musiał zrywać się z pracy i wieczorami chodzić ze mną od chińskich restauracji, lasów po sklepowe półki z proszkami czy sklepy zoologiczne. Moje zachcianki na zapachy były kompletnie niewytłumaczalne i czasem nawet dziwaczne, zwłaszcza kiedy chodziłam po znajomych i wąchałam główki ich dzieci.
Moja najdziwniejsza zachcianka? 3 Twistery z KFC opite gorącą czekoladą i doprawione Krusherem o smaku Kit Kat. Do tego obecnie uwielbiam jeździć na stację benzynową albo schodzić do piwnicy,bo zapach jakie są w tych miejscach ścinają mnie z nóg i mogłabym wdychać je godzinami. Choć wiem,że opary ze stacji benzynowej są szkodliwe,ale te 5 minut w samochodzie,kiedy mąż tankuje samochód są dla mnie bezcenne 😀
Moją ukochaną mniej więcej w szóstym tygodniu zaczęły drażnić wszelkie intensywne zapachy, wcześniej tak uwielbiane. Doszło do tego, że musiałem wieczorami wietrzyć świeżo wypraną pościel. Z czystego lenistwa wynosiłem więc na balkon całą, powleczoną kołdrę. Kiedyś późnym wieczorem przyuważył mnie palący papierosy sąsiad i skomentował, że pewnie mnie żona z domu wyrzuciła i na balkonie spać teraz muszę!
U mnie najdziwniejszą zachcianką w ciąży było… brak zachcianek! A co więcej z totalnego smakosza stałam się małym niejadkiem. Nic mi nie smakowało, nawet ukochane owoce: jabłka. Wszystko było na ble! Wstyd się przyznać, ale jedyną rzeczą, którą mogłam jadać i trawić w całości to domowy chlebek z masłem. Nic więcej. Tylko tyle do pełni szczęścia ciężarnej 🙂
Jestem teraz w piątym miesiącu ciąży i nie mogę się oprzeć…zapachowi konwalii. Upajam się samym wąchaniem (tak, wiem, że to brzmi dziwnie), a gdy nie ma ich w pobliżu, nie mogę znaleźć sobie miejsca. Mąż codziennie kupuje mi mały bukiecik. Aż strach pomyśleć, co ze mną będzie, gdy w czerwcu przekwitną..chyba przerzucę się na konwaliowe odświeżacze powietrza 😉
Z zachciankami jedzeniowymi było u mnie standardowo – masło orzechowe na ogórku kiszonym i frytki z sosem karmelowym 🙂
Pamiętam, że w ciąży zawsze miałam ochotę na landrynki o smaku lodowym i flaki. Najgorsze jest to, że mogłam to jeść zamiennie, jedno po drugim. Jak nigdy nie przepadałam za flakami, tak w ciąży chciałam jeść je codziennie. Mój mąż czasami nie mógł się nadziwić, gdzie mi się to wszystko mieści. Dobrze, że po porodzie wszystko przeszło mi jak ręką odjął 🙂
– Czy ja nie mogę być w ciąży normalnie, jak inne baby? – westchnęła Ona.
Jedno rzyganko, zero przybranych kilogramów, mniej jeszcze upierdliwego narzekania i brak roszczeniowej postawy w stylu: „haloooo! ja tu w ciąży jestem! mnie się należy: ulgowa taryfa, chorobowe (na głowę) i w ogóle wachlowanie palmowym liściem” – to w I trymestrze.
W II: trochę bólu tu i tam, powolne przybieranie na wadze, trochę smutku przeplatającego się z radością (Ona odnosi wrażenie, że częściej takie stany mieszały się Jej w okresie p.n.c.), ale ogólnie energia i zadowolenie. Przecież maluch w drodze!
No i nic. Zero karczemnych awantur, a pitolenie o „słitaśnych śpioszulkach dla dzidzi” w ogóle na minusie. To tego ani jednej zachcianki.
On czeka w blokach startowych, by wyjechać w środku nocy po coś, cokolwiek, byle Jej tylko dogodzić, byle spełnić to swoje męskie zadanie, którego wymaga od niego świat: dopieszczania kobiety zupełnie zbędnym śmieciowym jedzeniem i tłumacząc Jej obżarstwo ciążowym zapotrzebowaniem na (kolejność dowolna):
– czekoladę,
– kiszonki,
– fast foody,
– lody,
– cytrusy,
– lody zagryzane ogórkiem,
– kapuchę popychaną lodami.
I nie, Ona nie żyje niczym ojciec Scholastyk, korzonkami jeno się żywiąc. Odżywia się normalnie – może stąd organizm nie wariuje, potrzebując nagle nie wiadomo czego? A może Ona nie wariuje, myśląc: „eee najem się, przecież w ciąży jestem? świat tego ode mnie oczekuje!”?
A może czas na to przyjedzie w III trymestrze i ciąża rzeczywiście okaże się być obrzękiem mózgu, jak Gin zapowiedział?
No i przyszło! W III trymestrze nadeszła jedna zachcianka, której ona postanowiła ulec. Zakupiła paczkę orzeszków w czekoladzie. Otworzyła ją na mrozie, tuż po wyjściu ze sklepu, mijając zazdrosne oczy kilkuletniego chłopca. A co, może! Dorosła jest!
– Będziesz duży i w ciąży chłopczyku, to też będziesz tak mógł – pomyślała w duchu.
Zanurzyła w paczce rękę, a dłoń pełną słodkości.. stop.. stop.. stop.. damą jest przecież! Rękę więc w torebce zanurzyła i wyjęła nie całą garść a parę tylko orzeszków. Wiadomo – jeść musiała szybko, bo takie ustrojstwo nawet na zimnie topnieje w dłoniach, a Ona przecież dodatkowo na zmarznięcie rąk pozwolić sobie nie mogła – dla dobra dziecka, rzecz jasna.
Jadła więc z apetytem i.. na jednej ze słodkich kulek straciła wyleczony nie tak dawno ząb.
1 dziecko = 1 ząb? No jeśli tak wygląda legendarna utrata zębów w ciąży, to Ona dziękuje.
Ale tak, paczuszkę wykończy, draniom orzechowym nie daruje! Jeszcze i On mógłby czasem na nich zęby stracić. Ona nie może na to pozwolić! Czym by się wtedy wytłumaczył? Że dziecka się spodziewa?
Najdziwniejsze w moich zachciankach było to, że nie miałam absolutnie żadnej. A jak już urodziłam Córkę, to trochę żałowałam, że nie „wykorzystałam” tego czasu i Męża do spełnienia jakiegoś szalonego pomysłu.
Może w następnej ciąży bardziej się postaram 😉
Że kapusta, głowa pusta? Cóż, i tak się czasem zdarza,
Ale dziś podchodzę do zachciankowego Jej witraża! 🙂
Bo że ciąża zupełnie Dziewczęciu w głowie przewróciła,
To normalka… choć raz chyba trzecia na zegarku była!
A tu cyk, coś za ucho Starego targa, coś mocno tarmosi,
Nie pali się, gazu nie czuć, a Ona z miną anielską prosi…
Bynajmniej, choć zrozumiałbym,nie o seks, nie przytulenie,
Stwierdza: Staruszku, jakieś w dołku teraz mam łaknienie!
I tu do meritum sprawy we wstępie dochodzimy rzeczonej,
Z maślanymi oczkami szepcze: przynieś mi kapusty kiszonej!
Czyś Ty zbaraniała? Nie ukiszę wszakże w tym momencie.
Dobrze, że „nocny” niedaleko, na mocnym fundamencie!
Spodnie, kurtka na pidżamy, z misją po gwiazdami bieżę,
W słuszność sprawy, dla Gwiazdki oto, mocno wierzę…
I gdy już talerz,wielgachny,dodam, przed Nią postawiłem,
Znów wstawać musiałem! W kuchni progi podążyłem…
Bo…Misiu,cukier jeszcze trzeba(bredzi?) musowo do tego,
( i niechaj Ci się nie wydaje ) że to już koniec mój kolego!
Śmietany do kompletu i choć łyżeczki musztardy zażądała,
Nie wiem, jakie licho kuszące, w wyobraźni swej spotkała?
Fakt faktem, do dania „wybornego” z pasją big wracała,
Dobrze, że przezornie lodówkę już ww. mozaika napełniała!
Kobieto, my faceci, wcale, w ciąży w ogóle, Cię nie znamy,
Ale jedno pewne… Tak kochamy, że po nocach biegamy! 🙂
Frytki z lodami waniliowymi na zasadzie maczania ich w lodach jak w keczupie.
W pierwszym trymestrze miałam taką zachciankę: kluski śląskie i pierogi leniwe zagryzane miętówkami 😉 – kluski robione przez mojego męża!