To ja mam bezwzględną rację!


Gwałtu rety! Dziecko chore.

Co robi matka?

Dzwoni po pediatrę.

Mamy wykupiony pakiet w jednej z sieci medycznych i należy mi się nielimitowana ilość wizyt pediatry w domu.

Przybywa pediatra. Starsza kobieta. Całkiem miła, na wejściu. Myślę sobie będzie konkretna i dobrze bo pitolenia przy okazji wizyty lekarza nie lubię. Mam chore dziecko i chcę konkrety – czy płuca czyste, czy gardło czyste, czy uszy czyste – dziękuję, żegnam.

Dziecko było z gorączką, przyszła obca baba i go macała, więc co zrobiło dziecko – uderzyło  w ryk.

Dziwne?

Nie sądzę. Dla mnie najnormalniejsza reakcja chorego malucha na sytuację stresującą.

Po badaniu przyszedł mój tato i na widok zapłakanego Gabrysia dał mu czekoladkę (której nota bene Gabryś nie zjadł)

Na to pani doktor zaczęła mnie i mojego siedemdziesięcioletniego (!) tatę uczyć jak wychować dziecko!

Dziecka się nie nagradza za złe zachowanie

Płacz przy lekarzu jest oznaką złego zachowania i fanaberii

Dzieci najlepiej się uczą w systemie kar i nagród 

Za płacz przy lekarzu powinna spotkać go kara to więcej płakać nie będzie

I na koniec wisienka na torcie

Ja mam bezwzględną rację…

Nie za bardzo wiedziałam co mam  powiedzieć. Szczerze mówiąc, zatkało mnie. Wezwałam lekarza do kaszlu i bólu gardła, a dostałam analizę sposobu postępowania z dzieckiem i wyraźne wychowawcze wytyczne. W całości wypowiedź Pani doktor uznaję za – pardon my frencz – „pieprzenie od rzeczy„.

Czy lekarze w naszym pięknym kraju mogliby trzymać się swojej specjalizacji, nie uważać się za specjalistów „od wszystkiego” i nie udzielać porad, o które się ich nie poprosi. Aż się zastanawiałam czy nie powiedzieć jej że ja nadal karmię piersią, ale wnioskując z postawy stałabym się ostatnią patologią.

Mój ojciec, który pocieszał Gabrysia jak ja starałam się otrzymać jakąś diagnozę choroby mojego dziecka,  a nie wychowawczy wykład nie wytrzymał:

– Proszę Pani co Pani mówi ja wychowałem czwórkę dzieci bez karania i klapsów!

na to Pani ja-mam-rację-doktor mówi:

– Ale ja dzieci widziałam tysiące… 

Musiałam bardzo się starać, żeby nie parsknąć jej w twarz.

Na do widzenia jeszcze mnie próbowała uświadamiać, że ona – doświadczona – ma rację i tylko kary zapewnią posłuszeństwo, ale udało mi się jej powiedzieć, że w moim kanonie wychowawczym nie uznaję takiego postępowania z dzieckiem, więc to o czym ona opowiada to jak bełkot opętanego człowieka – tylko ubrałam to w kulturalne słowa.

Ja, zgodnie z tym co głoszą Searsowie, uważam, że jeżeli książka, lekarz, rodzina doradzają mi coś co kłoci się z moim systemem wartości wychowawczych to JA mam bezwzględną rację, a nie oni!

Taką oto postawę polecam każdemu.

Aż nie mogłam uwierzyć w to, że są faktycznie tacy ludzie, tu akurat lekarz, co u lekarzy uważam niestety za normalne,  którzy tak prosto z mostu nadają po 10 minutowej obserwacji dziecka i mnie gdzie popełniam błędy wychowawcze i jakie. No ale brawo, moja Pani psycholog żłobkowa, nie potrafi do końca zapoznać się z Młodym mimo, że mają z nią zajęcia dwa razy w tygodniu, a Pani pediatra rach ciach trzy minuty i już nas rozgryzła. Mało tego, pediatra uznała, nie wiedzieć dlaczego,  że ja tej rady potrzebuję (włos miałam faktycznie roztrzepany bo byłam prosto z łóżka, więc może pomyślała, że ledwo ogarniam swoją rolę matki i ona mi wyjaśni dlaczego) i nie omieszkała mi nieproszona tej rady udzielić.

Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi w końcu mogłam parsknąć zdrowym rechotem. Oby jak najmniej takich specjalistów w naszym systemie opieki zdrowotnej.

Gabryś już kaszle znacznie mniej, katarku ma trochę, jest osłabiony. Dziś poszedł spać wieczorem bez gorączki, już dziś łobuzował na całego za dnia (pewno dlatego że nie dostał tej kary za płacz przy lekarzu :P) .

Leczę go swoimi metodami, bo pediatra kazała czyścić nos i obserwować no i absolutnie zabroniła brać cokolwiek na kaszel, bo dziecko musi się „wykasłać”.

Kurtyna

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

29 komentarzy

  • Asia bloguje o prezentach
    18 lutego 2014 at 20:46

    Ja o lekarzach mam opinię od dawna wyrobioną i jest to opinia raczej bardzo negatywna. Nieliczne wyjątki co najwyżej traktuję jako potwierdzenie tej reguły. Absolutnym hitem dla mnie było gdy pani neurolog dziecięcy pouczyła mnie, że powinnam zacząć proces wychowawczy kiedy moja roczna Oleńka też urządziła pokazową aferę, gdy ta pani chciała ją zbadać. Wcale się Olci nie dziwiłam, bo pani ani be ani me ani kukuryku tylko proszę rozebrać dziecko i rzuca się do niej z łapami – ciekawe czy jej by się spodobało takie traktowanie!

    • Hafija
      18 lutego 2014 at 23:05

      szkoda, że dziecko zaprotestować nie umie 🙁

  • bożena
    18 lutego 2014 at 20:46

    zdarzyła mi się ortopeda, która na dzień dobry prychnęła: więcej was nie było weszłam ja, mąż, córka),na to ja:mogę jeszcze po dziadków zadzwonić,- wyjść jedno, zaczęła, po co dziecko rozpraszać?,jak maż wyszedł ona do mnie-nie lubię dzieci, jakbym chciała z nimi pracować zostałabym pediatrą, pojechaliśmy do innego ortopedy, któremu nie przeszkadzało, że do gabinetu weszliśmy we czworo, a gaba zamiast stać prosto tańczyła

    • Hafija
      18 lutego 2014 at 23:06

      Ty byłaś tam z dzieckiem? I ona przyjmuje dzieci i mówi takie rzeczy! o szok

  • Matka Kwiatka
    18 lutego 2014 at 21:03

    mnie się kiedys pani laryngolog naraziła, dając mi podobne rady. u lekarza byłam ja, dziecię gdzies przy okazji się pałętało. nie prosiłam o pomoc w wychowaniu (i rady dot. KP oraz teorii o manipulacji przez kilkumiesięczne maluchy), a o diagnozę okolic nosa. hm… owszem, prosiłam o leki nie kolidujące z karmieniem, i tyle.

    • Hafija
      18 lutego 2014 at 23:07

      Karmi i się chce leczyć! Szalona 😛

  • Mama Ka
    18 lutego 2014 at 21:10

    Eeee tam, to i tak nie pobije naszej (byłej) lekarki, do której pojechałam z gorączkującym od 2 dni dzieckiem: „A po co Pani do mnie przyszła? Pani jest matką i Pani sama może stwierdzić czy dziecko jest chore, czy nie”

  • Baby first spoon
    18 lutego 2014 at 21:41

    Niespełna tydzień temu miałam podobną sytuację z moim roczniakiem, z tym, że podczas rutynowego badania przed szczepieniem… Michał ma uraz po ostatniej wizycie w szpitalu, gdzie miał założoną kroplówkę więc płacz był już na sam widok białego kitla.. I też dostałam świetną wskazówkę, jak rozróżniać płacz prawdziwy od wymuszonego… Dramat..

  • Gosia
    18 lutego 2014 at 21:42

    Fakt, że ciężko trafić na dobrego pediatrę.
    Nasza pediatra całe szczęście jest w porządku – raz, że ma podejście do dzieci, dwa, że zawsze przed badaniem do dziecka zagaduje, opowiada mu, co będzie robione, pozwala pobawić się stetoskopem i wszystko w takim tempie, jakie odpowiada dziecku (co prawda przez to trzeba czasami czekać długo w kolejce, ale sama wizyta zawsze jest miła).
    Za to inna babka, która ją czasami zastępuje potrafiła się obrazić, że przy mrozie -15 kazałam jej zamknąć okno otwarte na oścież, gdy chciała mi osłuchiwać synka, a ten miał wysoką gorączkę.
    I nie znoszę ludzi, którzy twierdzą, że lepiej ode mnie wiedzą, czego potrzeba mojemu dziecku – zwłaszcza, jeśli swoje „mundrości” wygłaszają ludzi, którzy dzieci nie posiadają.

  • Kleo1978
    18 lutego 2014 at 21:57

    Masakra….ja dla samego widoku miny pani-mambezwzglednaracje wspomnialabym o karmieniu piersia….pewnie by jej szczeka opadla do poziomu piwnicy i pewnie bys uslyszala jeszcze wiele „cennych” rad…
    ale ja tez nawet nie poruszylam tematu kp z pediatra przy ostatnim szczepieniu (14 mies.)… od kiedy w 6 tyg. kazala mi dopajac Syna glukoza, a piers”dawac do possania na pocieszenie”, to stwierdzilam, ze nie jest dla mnie parnterem do rozmow..co wiecej gdybym jej posluchala, byloby to poczatkiem konca naszej mlecznej drogi…widujemy sie tylko wtedy, gdy musimy (przy okazji szczepien)…dobry pediatra to skarb…(ukryty, a mapy schowali piraci;) )…
    A poza tym filozofia, ze nie robie dziecku nic, co kloci sie z moim przekonaniem, jest najlepsza…tez jestem jej zwolenniczka i poki co jest nam-mnie i mojemu Dziecku- z tym bardzo dobrze. A.

  • Iza
    18 lutego 2014 at 22:09

    Dzieci płaczą przy badaniu, zwłaszcza przy badaniu gardła drewnianym patykiem ! Dziwne że taka „doświadczona” lekarkaotym pojecia nie ma.A dawanie „rad” wychowawczych było co najmniej nie na miejscu. Ja się zawsze denerwuję, kiedy słyszę np A czy on nie jest za letnio ubrany ? Od razu odpowiadam zdecydowane NIE, NIE JEST

  • ania jm
    18 lutego 2014 at 22:27

    Nie wierzę w to co czytam….Chyba trzeba było przypomnieć pani doktor, że została wezwana do kaszlu i gorączki nie do wychowywania…Czasem jak czytam Twoje historie, to błagam o to by na końcu było napisane „historia wymyślona na potrzeby czegokolwiek…”bo to się w głowie nie mieści:/

  • Gosia
    18 lutego 2014 at 22:50

    Nie wierzę… Dobrze, że na mnie nie trafiła, ostatnio jestem jakaś nerwowa. Mogłoby dojść do rękoczynów jak nic 😉

  • Róża
    18 lutego 2014 at 23:23

    Brawo dla lekarza -idiotki. Tyle w temacie, bo to szkoda komentować takiej postawy u kogoś kto powinien przejawiać się (w moim przekonaniu) troszkę innym podejściem.

  • Wiola
    19 lutego 2014 at 08:45

    Mialam niedawno podobną sytuacje, ale podczas zakupów. Witek był już marudny i chciałam szybko skończyć zakupy, to wstrętna baba w sklepie mi tyłek trula, ze go rozpieszczam i nie poradzę sobie z jego wychowaniem bo go spokojnie uspokajalam, zamiast raz krzyknąć i dac mi w tyłek bo inaczej się nie nauczy być grzecznym. (W. Ma półtora roku) zagotowalo się we mnie i odpowiedzialam, ze to ja jestem od wychowywania, a ona od sprzedawania. A nie od dawania mi rad wychowawczych. 😉

  • Karolina
    19 lutego 2014 at 09:04

    Mieliśmy taką sytuację podczas wizyty na pogotowiu, gdy Syna złapała ostra jelitówka. Wymiotował całą noc, więc z samego rana od razu pojechałam na pogotowie. Lekarz: starszy, brodaty i naburmuszony, kazał się Tymkowi położyć na kozetce, czego oczywiście Syn nie chciał zrobić, przerażony widokiem tego poważnego brodacza. Zaproponowałam, że ja usiądę, pochylę się i położę sobie dziecko na brzuchu pleckami do mnie, żeby mógł go zbadać. Robiliśmy tak często u pediatry, gdy Syn bał się badania stetoskopem. Lekarz oburzył się, że 2 latek ma wykonywać polecenia! Zaczął podnosić na niego głos, straszyć, że zabierze jemu autko, które miał w ręce i mówić, że jest niegrzeczny! Wkurzyłam się nie na żarty! Powiedziałam lekarzowi, że dziecko jest przerażone, że nie spało całą noc i jest pierwszy raz w tym miejscu. Koniec końców Syn zaczął kopać i wierzgać i wpadł w histerię. Lekarz skwitował, że jego wnuczka też ma dwa lata i się tak nie zachowuje, jak ją bada. Tylko, że on jest jej dziadkiem!! Syn nie mógł dojść do siebie jeszcze dłuższą chwilę, trząsł się i trzymał mojej nogi, tylko pielęgniarki próbowały go rozbawić, powiedzieć coś miłego. Wyszłam stamtąd trzaskając drzwiami, bo i tak pan doktor od-wszystkiego-i-niczego wypisał nam skierowanie do szpitala w innym mieście, w naszym nie ma oddziału dziecięcego. Żałowałam, że Mąż akurat wyjechał i że nie było go ze mną, na pewno wiedziałby lepiej, jak zareagować w takiej sytuacji. Nienawidzę naszej służby zdrowia, podejścia lekarzy do człowieka i tego, jakie za to biorą pieniądze. Mam lekarza w rodzinie, więc wiem, że jest to dziesięciokrotność mojej nauczycielskiej wypłaty. Za co? Za traktowanie człowieka w taki sposób…

    • Hafija
      19 lutego 2014 at 09:07

      Mi kiedyś na IP lekarz dyżurny zrobił taki numer, że skierował nas na oddział nie informując, że nie ma potrzeby hospitalizacji i musiałam się dwadzieścia minut później wypisać na własne żądanie.

  • Budująca Mama
    19 lutego 2014 at 09:52

    Dlatego zawsze będę mówić, że choćby najdroższy lekarz był, to trzeba go sobie wybrać. ja pediatrę wybrałam przed porodem, a po – tylko się upewniłam w wyborze, Lekarz trochę wyglądający jak siwy hipis w kitce (aktualnie już po wizycie u fryzjera), za każdym razem rozgrzewa stetoskop w rękach i robi do Zośki głupkowate miny podczas badania. a po badaniu? Rzeczowo nam odpowiada i zawsze służy pomocą. Wyjątkowe wizyty nagłe u innych lekarzy zawsze uważam za nieudane, niepotrzebne i nieuspokajające.

  • Kasia HPM
    19 lutego 2014 at 10:56

    Nie wiem co powiedzieć… pozostaje mi się tylko uśmiać po pachy… cudna ta „doktor” 😉

  • ambiwalencja stosowana
    20 lutego 2014 at 09:08

    Odnoszę wrażenie, że takie podejście ma starsze pokolenie lekarzy. Młodsi są już bardziej elastyczni i ludzcy.

  • Ula
    20 lutego 2014 at 17:40

    My wylądowaliśmy swego czasu u ortopedy, celem skierowania na rehabilitację z powodu obniżonego napięcia mięśniowego. Do skierowania dostaliśmy bonus: kazanie na temat tego, że to, że nasze 2,5-roczne wówczas dziecko chodzi w pampersach, jest wynikiem mojego lenistwa oraz że skutkiem tego będą problemy przez resztę jego życia i że w wieku 6 lat dziecko wyląduje u psychologa. Kurtyna.

  • Monika Mo
    28 lutego 2014 at 14:20

    I tak Cię podziwiam za to, że tak spokojnie zareagowałaś i ze śmiechem poczekałaś aż wyjdzie. Ja jestem awanturnicą, więc pewnie bym zrobiła awanturę za wtrącanie się lekarki w moje wychowywanie dziecka.
    Na szczęście nasza pediatra jest super, otwarta na różne sposoby myślenia i przynajmniej na razie nie było żadnych dziwnych akcji, no, ale dzidziol jest jeszcze mały to i nie przejawia rzekomego „niegrzecznego” zachowania 😉

  • Agnieszka Matysek
    28 lutego 2014 at 21:16

    Wczoraj wróciłam ze szpitala po ponad tygodniowym pobycie na dziecięcym. Syn jest jeszcze nie odpieluchowany choć ma 2,5 roku. Pracuję nad odpieluchowaniem już od roku, choć zapewne robię to mało konsekwentnie bądź po prostu źle, skoro jeszcze nic z tego. Kupkę woła od dawna, siku nie. Może dlatego tak wzięłam do siebie uwagę jednej z pielęgniarek na ten temat. W szpitalu królowały pampersy przez cały czas, uznałam że może to nie jest miejsce na kontynuowanie nieudolnej nauki „dorosłego” sikania. Otrzymałam wykład, że przecież to duży chłopak i powinnam już go odpieluchować itd. Wytłumaczyłam, że nie przypuszczałam, żeby w szpitalu było pozwolenie na sikanie gdzie popadnie, wątpiłam by wymieniano mi pościel codziennie, że w domu pracuję nad tym od dłuższego czasu…. Nic to. Jest typ ludzi wiedzących swoje bez względu na wszystko, ostatni zdanie musiało więc należeć do pielęgniarki. Ja zostałam z dyskomfortem psychicznym bo od czasu do czasu przychodzi mi i bez uwag postronnych osób myśl, że coś robię nie tak, za mało nad tym pracuje, a z drugiej strony nie chciałabym wywoływać presji. Trafiła w czuły punkt.

  • Emi
    18 czerwca 2016 at 20:46

    Hej, ja nie mogłam wyjść z podziwu kiedy Pani dyrektor w przedszkolu, którą nawiasem mówiąc spotkałam pierwszy raz w życiu, ‚naskoczyła’ na mnie, że muszę natychmiast skończyć karmić mają trzyletnią córkę. Jak jej dziecko miało roczek lekarz powiedział jej, że jest odwapniona i natychmiast musi przestać karmić. Pomyślałam: Gratuluję, nie zazdroszczę. I niby co to ma wspólnego ze mną? Pozdrawiam ?

  • Alicja
    18 czerwca 2016 at 20:54

    Miałam już jakieś 26 lat, więc nie byłam dzieckiem, kiedy poszłam do alergologa. Zaniepokoiła mnie reakcja mojego nosa i oczu na wyjście do parku i chciałam to sprawdzić. Prywatna klinika, nie tania. Pani alergolog chciała obejrzeć całe moje ciało, więc musiałam się do bielizny rozebrać. No i się zaczęło.. Jak mogę tak nie szanować swojego ciała i pozwalać sobie wstrzykiwać toksyczne barwniki. Ona ma syna mniej więcej w moim wieku, a nawet jak on będzie po trzydziestce to nie pozwoli mu się wytatuować. Czy ja sobie zdaję sprawę, że na tatuaży może mi urosnąć kalafior? Co na to moja matka? Gdyby ona była moją mamą to by na to nie pozwoliła. Tatuaż zatruwa mi całe ciało i może spowodować ogromne cierpienia na stare lata. Co ja się wtedy nasłuchałam… Z ciekawości czekałam aż skończy opowiadać głupoty. Oczywiście na testy na alergeny mnie nie wysłała bo wiosną się ich nie robi. W sumie to poza krytyką mojego tatuażu na plecach i metod wychowawczych mojej mamy nie zrobiła nic. Złożyłam skargę. Długo już nie pracowała, bo okazało się, że to nie pierwszy taki jej wybryk.

  • Sandra
    18 czerwca 2016 at 21:22

    uwaga historia długa acz niewiarygodna i niestety chyba wygrywam wszelkie zawody na brak kompetencji lekarza…nie było naszej pediatry i była jakas inna starsza na zastępstwo Pani podpadła mi już, jak zaczęło krywo patrzeć, że uśmiecham się do maluszka w trakcie badania, nie odzywałam się tylko cicho robiłam uśmiechy żeby nie plakał po badaniu przystawiłam go do piersi iiiii dowiedziałam się ze przekarmiam dziecko… ze powinnam wprowadzić jakis stały czas karmień w dzień i zdecydowanie ograniczyć karmienie nocne do max jednego…(dziecko niecałe 2 mc) wywaliłam na nia gały mowie ze mi to nie przeszkadza poza tym karmienie nocne jest mega wazne (tu wymieniam zalety karmienia nocnego) a ona do mnie” no widze ze moje argumenty nie trafiaja w ogole do pani” po czym podkreśla ze nie chcemy otyłych dzieci a on już dobrze wygląda(idealna waga, jak na malucha pomijam, że Pani go nawet nie ważyła a mały jst praktycznie książkowy) mowie do niej „otyłe dziecko karmione piersia????” i ona na to „no mi chodzi o pania, bo musi pani pamiętać, ze istnieje świat poza dzieckiem za jakiś czas będzie Pani `chciała wyjsc z mezem do kina i co w tedy?? ja mowie ze nam to nie przeszkadza, karmienie to zaspokajnie nie tylko głodu ale chodzi tez o emocje ona do mnie „no tak to pani emocje, pani m a potrzebe go karmić… on musi tez poczuć co to głód ( w tym momencie tymek chwile po badaniu ssał pierś) i ona mowi widzi pani on nie był głodny possał chwile bo było mu dobrze i jeszcze cos dobrego poleciało.. mowie do niej ze chyba o to chodzi poza tym dziecko tez pije stad krotki czas bo może chce mu się pic… i ze córe tez karmi łam dwa lata w taki sposób i ni widzę żeby była otyla..poza tym czym sa dwa lata do całego życia…. to ona znowu stwierdziła ze niereformowalna jestem i ze tu dwa lata, a zaraz 40 i tyle bede miała z życia… spojrzałam na nia mowie na szczęście do 40 mi daleko poza tym w życiu czegoś takiego nie słyszałam. żaden lekarz położna ani doradca laktacyjny nie mówili takich rzeczy wręcz zalecenia były racze odwrotne… po czym tymek na katar załapany od siostry zapobiegawczo dostał antybiotyk… Wybaczcie ale ciężko będzie komuś pobić tę Panią :d kilka dni później sasiadce kazała pić bebilon(że ona – nie dziecko :D) bo u dziecka jakieś kropki były wysypkowe (jak dla mnie potówki ale co ja wiem) a ze po badaniu dziecko płakało to pewnie kolki i jak nie przejdą trzeba odstawić od piersi….

  • Magda
    18 czerwca 2016 at 21:38

    Tak sobie czytam te historię i w sumie też mnie rozbawiła. Przypomniała mi się wizyta u dentysty. Brat, lat jakieś 8 czy 10, wczesne lata 90, wizyta „na książeczkę”. Młody dygocze ze strachu, mama mnie wzięła na przyczepkę, bo ja się nigdy dentysty nie bałam, mam bojowe zadanie – pocieszać. Dentystka zaczęła sprawdzać czemu ząb boli a Młody zaczął płakać, nie wył, po prostu zaczęły mu lecieć łzy. Nagle pomoc dentystyczna podskoczyła do biurka, otworzyła szufladę i wyciągnęła nożyczki. Podeszła do Młodego i powiedziała, że jak będzie beczał to ona mu uszy obetnie. Zatkało nas – mnie, mamę, a nawet dentystkę. Mama oprzytomniała pierwsza i wyprowadziła pomoc za drzwi.

  • Agna
    19 czerwca 2016 at 07:14

    Zaraz przypomniało mi się jak trafiliśmy z 3-miesieczna corka na pogotowie.Temperatura 39, no i płacz ,Pani lekarka stwiedzila ,że mloda wymusza noszenie na rękach ! Niemowlę -3 miesieczne ! Diagnoza lekarza wczesnego prywatnie – zapalenie ucha.

  • Magdalena
    19 czerwca 2016 at 10:02

    Ja jak tylko pomyślę o swoim (syna) pediatrze to ciśnienie wzrasta i do końca dnia nawet kawy nie potrzebuje…

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki