Idzie wiosna, wyczekana, ciepła i … kaszląco-kichająca


Stało się.

Zimę chyba już pożegnaliśmy na stałe. Bardzo lubię ten czas kiedy już nie ma mrozu, a jednak ciepło jeszcze nie jest. Aż się chce zrzucić szalik i czapkę i wdychać chłodne powietrze z delikatną obietnicą ciepłych, wiosennych dni.

Wiem, że przed nami wyczekane dni na placu zabaw i na różnego rodzaju wycieczkach pieszych – w końcu! Przyroda budzi się do życia i ja także odżyję.

Jako małe dziecko już jak tylko odpuszczały mrozy zupełnie się wyletaniałam. Kurtka w rękę, szalik do plecaka i tak wracałam do domu ze szkoły.

Teraz na myśl, że moje dziecko będzie robiło podobnie aż mnie zmroziło.

W poniedziałek wróciliśmy ze zwolnienia chorobowego do klubiku. Kiedy o siódmej rano weszłam do szatni z dzieckiem zaskoczyło mnie to, że w szatni było pusto. Byliśmy pierwsi. Najpierw zastanowiłam się czy to nie jest aby niedziela a mi się coś pomyliło, no ale było otwarte więc raczej  nie. Pokazała się pani kucharka więc na pewno dni mi się nie pomyliły. Po prostu nie było jeszcze żadnego dziecka co jest nieco dziwne.

Zostawiłam Gabrysia z ciocią i poszłam do domu. Kiedy wróciłam po niego  kurtek dzieci na wieszakach było naprawdę niewiele. Gabryś wypadł z drzwi sali, a przedszkolanka powiedziała, że w poprzednim tygodniu przychodziło po kilkoro dzieci tylko. Reszta chora. Te co nie chore to pokasłujące.

Podobnie jak jesień tak i przedwiośnie obfituje w katar, kaszel i choróbska wszelakiej maści.  Nas na ostatnim chorobowym właśnie kaszel męczył a w połączeniu z kararem ciężko było sie go pozbyć

Nie powiem, żeby mnie to cieszyło. Przed tym jak zostałam mamą ta pora roku dobrze mi się kojarzyła – teraz z chuchaniem i dmuchaniem na dziecko.

Też tak macie?

Moje dziecko po trzech dniach w przedszkolu znów kaszle – a przecież jest tam tylko kilka godzin.

Przedwiośnie to też taka głupia pora roku że i ubrać się odpowiednio ciężko. Wychodząc z domu przed 10 trzeba się opatulić. Wracając po 12 trzeba się rozpinać bo inaczej człowiek się spoci. I ani zawianie ani zagrzanie człowiekowi na zdrowie nie wyjdzie.

A buty?

Wysokie zimowe kalosze, kalosze wiosenne, czy botki lub adidaski? Najlepiej nosić trzy pary i w trakcie dnia zmieniać.

Staram się więc dbać w dwójnasób o siebie i o Konuska, bo nikt nie lubi być chory, a mi matce wiecznie czymś zajętej nie w smak kolejne chorobowe.

Razem ze mną w walce z kaszlem i bojem o odporność staną Nishka i Marysia

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

18 komentarzy

  • Nishka
    27 lutego 2014 at 20:06

    Do boju, gotowa- start! 🙂

  • monia
    27 lutego 2014 at 20:31

    Trochę przeszłam przez choroby przedszkolne mojej córki. 3 dni w przedszkolu, 3 tyg w domu i tak w koło. W końcu trafiłam na super pediatre homeopate, która otworzyła mi oczy na dzisiejszą medycyne, leczenie i cały koncern farmaceutyczny. Poniewąz przez 3 lata trułam swoje dziecko różnymi chemicznymi substancjami, antyb i sterydami, w końcu organizm przestał na cokolwiek reagować i powiedział dośc. Powrócilam do naturalnych metod leczenia, banki, smalec gęsi, aloes, naturalne witaminy i syropy. Pozbyłam sie grzybów które wyniszczyly organizm. Jakos po woli organizm dźwignął sie i zaczął wracać do siebie. Z tym bioaronem c to rózne opinie czytalam, włącznie z tą, że zawiera substancję benzoesan sodu której w połaczeniu z wit c nie powinno się podawać. Jest czysta wit c, do tego czysty aloes np. biostymina. Teraz przy 2 dziecku, staram się ostrożniej i rozsądniej leczyć, nie zachłystywać się nowinkami medycznymi . Wszystkie wspomagacze medyczne, suplementy diety i cudowne środki nie wiele dają. Zdrowe odżywianie, spacery, hartowanie, naturalne soki, syropy , dają więcej niż cala ta chemia. Wiem jedno, dziecko wzmacnia swój układ odpornosciowy poprzez przechorowanie. Niestety jest to nieuniknione.

    • Hafija
      27 lutego 2014 at 20:44

      Do hmeopatii mam stosunek taki ze nie wierze w nia ani troche 🙂 natomiast przy leczeniu zawsze najpierw sięgam po naturalne metody, dopiero jak to zawiedzie sięgam po leki. Na nasza odporność ma wpływ tyle czynników i buduje sie nią latami. Bede niebawem pisała o tym na blogu 🙂

    • Hania
      28 lutego 2014 at 18:19

      Jeśli chodzi o leki to homeopatia jest dobra, ale dla dorosłego człowieka, który myśli:
      „a wziąłem lek to zaraz mi pomoże”. To jest takie leczenie psychicznie 😉

    • Hafija
      28 lutego 2014 at 18:23

      Takie Placebo 😉 tak samo uważam – trzeba w to wierzyć mi do tego daleko 🙂

  • monia
    27 lutego 2014 at 20:53

    Też nie ufam bezwzglednie homeopatii, choć muszę powiedzieć , ze dobrze dobrany lek potrafi na prawdę wyleczyc. Mala miala początek anginy i rzeczywiście lek homaopatyczny ja wyleczył, sama lekarka był zdziwiona, i stwierdziła że zapomniala mi o tym leku powiedziec nim przepisała antybiotyk, ktorego nie podałam:) Swoich dzieci nie leczę głównie homeopatią, częściowo wspomagam, bardziej wierzę w naturalne metody, które nasza homeopatka stosuje.

    • Hafija
      27 lutego 2014 at 21:28

      U nas homeopatia przywaliła Młodemu po pleśniawkach maskarę w buzi.
      Ja natomiast – z czego jestem zadowolona – tylko raz podałam dziecku przez trzy lata antybiotyk, jak mieliśmy drgawki gorączkowe, nikomu nie życzę brrryy

  • Ania
    27 lutego 2014 at 21:03

    Bioaron C bardzo polecam! Stosowałam go osłabiona i wychudzona po długim zapaleniu oskrzeli i naprawdę mnie wzmocnił

  • Maniamamowania
    27 lutego 2014 at 21:46

    Oj mój Staś już dawno zasnął, ale słyszałam pokasływanie, więc pewnie nam się szykuje przeziębienie 🙁

    • Hafija
      27 lutego 2014 at 21:48

      Mój tez niestety stęka 🙁 #jakzyc

  • Matka Debiutująca
    27 lutego 2014 at 23:39

    U nas to samo, parę dni w żłobku i kaszel, kaszel, kaszel. I strach puszczać niestety. Nasza pediatra mówiła nam, ze jakieś paskudne infekcje oskrzelowe teraz panują, do czego taka pogoda jak tej zimy też się przyczynia. Mimo wszystko zdrówka!

  • Patrycja
    28 lutego 2014 at 15:20

    Mój sposób na sezon jesienno-zimowy, to rozgrzewające pokarmy oraz nasze polskie zioła (uczyłam się o nich na studiach (farmacja), żeby nie było, że to mądrość szamanów ;)). Unikam gotowych syropów, choćby z tego względu, że są mało ekonomiczne. Poza tym są to już produkty przetworzone.

    Nie wyobrażam sobie jesieni/zimy/wiosny bez ciepłych posiłków (vivat, kasza jaglana!) i herbat ziołowych (http://www.merinodzieciaki.pl/27-herbaty-i-kawy). Lubię dodawać do nich naturalny sok z dzikiej róży, który jest najbogatszym źródłem witaminy C w naszym klimacie. W Polsce mamy jej mnóstwo (www.polskaroza.pl).

    O naturalnym wspomaganiu odporności za pomocą pożywienia pisze m.in. znana polska znawczyni ziół Stefania Korżawska. Poświęciła temu wiele książek,m.in. tę: http://www.merinodzieciaki.pl/ksiazki/65-sloneczne-ziola-na-chrypki-grypki-przeziebienia-stefania-korzawska.html

  • Patrycja
    28 lutego 2014 at 16:20

    P.s. Podejście Stefanii Korżawskiej do zdrowia dobrze oddaje krótki fragment wspomnianej książki:

    „Naszym obowiązkiem jest mądre budowanie zdrowia, a wtedy i system odpornościowy, czyli wewnętrzny lekarz będzie sprawny. Złudne jest przekonanie, że system odpornościowy pobudzimy do pracy odpowiednimi lekarstwami czy modnymi suplementami diety. W zanieczyszczonym, wychłodzonym i niewydolnym organizmie nasz obrońca kapituluje, wszak nie ma siły do walki z chorobami. Gdy więc często łapiemy różnego rodzaju infekcje, gdy alergia nam dokucza, a chroniczne zmęczenie nie pozwala żyć, warto wszystko zacząć od początku, czyli od właściwego, zdrowego odżywiania i życiodajnych herbatek ziołowych.”

    Pani Stefania znana jest ze swojego poetyckiego języka 😀

    • Hafija
      28 lutego 2014 at 16:27

      Dbałość o odporność to zaczyna się przed naszymi narodzinami, a nie w momencie infekcji. Ale o tym też będzie na blogu.

    • Patrycja
      28 lutego 2014 at 16:36

      W mojej opinii to się nijak nie kłóci z tym, co napisałam 😉

    • monia
      28 lutego 2014 at 16:35

      Cała prawda. Nic dodać nic ująć.

    • aga
      1 marca 2014 at 12:04

      W homeopatię nie wierzę. Ale w naturalne sposoby jak najbardziej tak. Kasza jaglana, kapusta kiszona, miód, maliny, cebula i wiele innych produktów. Jeszcze też trzeba wyczuć jak organizm reaguje na przegrzanie i wyziębienie. Mój np. jak się zgrzeję jest duże prawdopodobieństwo, że będę chora. Mogę zmarznąć tak, że dłuższej chwili potrzeba do odtajania w pomieszczeniu, nigdy po nie byłam chora. Śpię przy otwartym oknie cały okrągły rok.

  • Gosia
    28 lutego 2014 at 22:39

    Moje na razie zdrowe (pst! oby nie zapeszyć)

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki