Księga Rodzicielstwa Bliskości


Już jakiś czas zabierałam się za napisanie recenzji „Księgi Rodzicielstwa Bliskości”. Zanim pojechałam na Konferencję Bliskości i zanim dane mi było wysłuchać Searsów na żywo inaczej czytało mi się tą książkę. Pewnie dlatego, że Searsowie są niesamowicie ciepli i otwarci a jednak tego książka nie przekazuje w 100%.

Kiedy spotykasz pozytywnego człowieka od razu o tym wiesz. Sala robi się jaśniejsza, gdzieś w środku czujesz ciepło, rozluźniasz się a jak słuchasz tego co mówi to natychmiast wyczuwasz, że to jest to.

Teraz kiedy czytam Księgę od razu widzę Dr Searsa który opowiada o karmieniu piersią i reagowaniu na płacz dziecka.

 
SONY DSC

Chyba jednym z najważniejszych stwierdzeń z Księgi jest określenie rodzicielstwa bliskości jednym słowem – wrażliwość. Takie to proste i naturalne a zarazem takie trudne.

To czego dowiecie się z książki to są te rzeczy, które chcielibyśmy usłyszeć na co dzień. Jeżeli ktoś nie zna rodzicielstwa bliskości i ma w głowie utarte stereotypy „bezstresowe wychowanie”, „szajba” etc etc pewnie nie sięgnie po książkę, a szkoda bo może zrozumiałby czym rodzicielstwo bliskości jest.

Możecie w przesłaniu książki doczytać to co dr Sears mówił na Konferencji „Jeżeli ktoś radzi ci zrobienie czegoś w związku z wychowaniem dziecka lub jeżeli podręcznik mówi ci coś z czym się nie zgadzasz to TY masz rację„. Autorzy podkreślają też że nie mają odpowiedzi na każde pytanie i nie znają jedynych, najlepszych rozwiązań ponieważ takowe nie istnieją.

W książce Searsowie powtarzają, że dziecko nie jest najważniejsze, ani mama nie jest najważniejsza, ani tata nie jest najważniejszy – wszyscy jesteśmy ważni, nasze szczęścia są jednako ważne, w różnych konfiguracjach, zarówno w pojedynkę jak i nasze wzajemne więzi mają ogromne znaczenie. Patrzą na rodzicielstwo poprzez pryzmat rodziny – nie tylko matki, albo tylko dziecka zapominając o ojcu.

Na co zwracają uwagę autorzy książki?

Na wrażliwość. Jest to nawoływanie do otwarcia swojego serca i umysłu na rodzinę. Tak, tak – nie na dziecko – a na rodzinę.

Filary rodzicielstwa bliskości to narzędzia którymi możesz się posługiwać żeby zbudować kochającą spokojną rodzinę, ale to nie  są bezwzględne zasady (tools not rules). I w tym rodzicielstwo bliskości i mnie urzekło i zdobyło i tym różni się od wyroczni pokroju Trejsi czy superniań – nic nie musisz, nie ma nakazów, niema żelaznych zasad, zawsze sprawdzonych sposobów, jest elastyczność i miejsce na indywidualny charakter każdej rodziny. Jeżeli pozostajesz otwarta i wrażliwa na swoje dziecko, na siebie i swoją rodzinę to RB przychodzi do ciebie samo, bez walki.

Najważniejszym dla mnie rozdziałem jest ten o trenerach dzieci. Jest to pewnego rodzaju ostrzeżenie przed tymi którzy chcą uśpić w nas wrażliwość na dziecko, na jego potrzeby i sygnały, a w rezultacie na cały świat i innych ludzi. Namawiają do wypłakiwania się dziecka, do zimnego chowu, przekonują że kary te najsurowsze są najsłuszniejsze i najlepiej działają, umniejszają naszym staraniom, pokazują że w przeciwieństwie do nich my nic nie wiemy. I niby zdajemy sobie sprawę, że dziecko płacze żeby coś zakomunikować a nie na złość ale jednak bywa że czasem z powodu zmęczenia i zniechęcenia damy wiarę w trening dziecka i próbę  „złamania jego charakteru”, zaprzeczenia jego potrzebom. Ta książka pomaga poradzić sobie z takimi sytuacjami.

W książce jest cały rozdział na temat granic jakie wyznaczamy sobie i dzieciom żeby nie zwariować i tam dowiecie się że nie można dziecku pozwalać na wszystko ale jednocześnie można stawić mu granice z szacunkiem i wyrozumiałością dla potrzeb każdego członka rodziny. Wiem, dla niektórych to może być dziwne. Rodzicielstwo bliskości nie popiera sytuacji kiedy pozwalamy dziecku wejść sobie na głowę, albo zgadzamy się żeby robiło co tylko zapragnie byle by tylko nie kaprysiło. A granice stawiamy zarówno jemu jak i sobie. Może znajdziesz tu wskazówki jak wyznaczać granice – jednak nie znajdziesz tu rad niezawodnych i złotych środków – i to jest dla mnie główną siłą tej książki i całego rodzicielstwa bliskości.

Jest też wspaniały rozdział o dzieciach które mają duże potrzeby, tych bardzo wymagających i absorbujących. Ja jestem zdania że są momenty ze każdy z nas ma takie dziecko – warto tą część przeczytać.

– O tak to każdy od wielu lat robi i bez wymyślnych nazw i książek – powiedzą malkontenci. Jednak ja osobiście w moim otoczeniu widzę coś zupełnie innego. Widzę sfrustrowanych rodziców, widzę klapsy które nie są dla rodziców niczym złym, widzę dzieci płaczące do których nikt się nie pochyli, widzę wymyślne kary za głupoty typu wylana herbata, widzę trenerów dzieci na każdym kroku i myślę sobie – skoro to takie naturalne i nie potrzebujemy do tego książek i Searsów to dlaczego tak wiele z nas zapomina o tym co fundamentalne i najważniejsze – o tym że dziecko jest odrębną istotą i nawet jego wiek, wzrost, siła nie są w stanie temu zaprzeczyć. Dlaczego tak wiele z nas mam zapomina o sobie  i obwinia za to macierzyństwo?

Rodzicielstwo bliskości pozwoliło mi w mojej głowie i sercu pozbyć się wyrzutów sumienia, zrzędzenia na swój niby to ciężki matczyny los, pozwoliło spokojnie oddać dziecko do żłobka i wrócić do pracy.

Jeżeli poświęcasz się dziecku i niesie to szczęście i radość i nie krzywdzi nikogo to wspaniale, ale jeżeli  krzywdzi to ciebie, dziecko lub Twoje małżeństwo i czujesz się jak cierpiętnica to wyluzuj. Nie ważne są rzeczy ważni są ludzie – Ty, mąż i dziecko/dzieci i nie zawsze w takiej samej konfiguracji. Czasem najważniejsze jest dziecko, czasem najważniejsza jesteś ty, a i mąż jest też najważniejszy. Czasem ty i dziecko, a czasem ty i mąż i to ta konfiguracja, która pasuje waszej rodzinie jest właściwa.

To wszystko znajdziecie w rodzicielstwie bliskości.

I to na każdej stronie prawie podkreślają Searsowie – więź, wrażliwość, szacunek do siebie i najbliższych i słuchanie swojego serca. Proste ale jak często o tym zapominamy.

Czy nie potrzebujemy do tego osób które nam będą o tym mówić i pisać?

Ja myślę, że potrzebujemy i to bardzo! Potrzebujemy budować w sobie pewność siebie i wrażliwość. Zapominamy o tym, że serca nasze i naszych dzieci są ciepłe i wrażliwe, że oczekują zrozumienia i szacunku, że bliskość z rodzicem to coś co będzie procentowało na wiele lat życia w rodzinie, którą budujemy.

I o tym jest Księga Rodzicielstwa Bliskości.

 
DSC03091

 

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

14 komentarzy

  • Mifufu
    19 stycznia 2014 at 20:44

    Z wielką przyjemnością przeczytałam Twoją recenzję. Jak dobrze poznawać matki, podobnie myślące. 🙂

  • piegowata mama
    19 stycznia 2014 at 21:03

    Wzruszasz Agata!

  • Mamuszka
    19 stycznia 2014 at 21:06

    pięknie zrecenzowana księga. Zgadzam się z nimi i zgadzam z Tobą. Polecam wszystkim rodzicom!

  • RycerzMaurycy
    19 stycznia 2014 at 22:16

    To z tych powstających dłużej prawda? – Cudowny post – prawie tak jak ta bliskość :))) Pozdrawiam 🙂

  • Mifufu
    20 stycznia 2014 at 00:04

    Wygrałam właśnie na Allegro licytację, używanej :). Bossssko ! Hura!

  • Wioletta
    20 stycznia 2014 at 08:33

    czytam wlasnie te ksiazke i tez jestem pod wrazeniem

  • Agnieszka Jakiel
    20 stycznia 2014 at 09:37

    Nowa pozycja do mojej rodzicielskiej biblioteczki. Piękna recenzja. Bardzo fajny punkt widzenia: Ty, tata i dziecko jesteście ważni, nikt nie jest najważniejszy. Pewnie każda z nas może poświadczyć, że najszczęśliwsze dzieci są tam gdzie wspólnie z nimi, pod jednym dachem mieszkają szczęśliwi rodzice. Pozdrawiam

  • aeljot
    20 stycznia 2014 at 10:29

    Ja również jestem już po lekturze tej książki. Żałuję, że została wydana w Polsce dopiero niedawno, a nie kiedy zostałam mamą po raz pierwszy. Dla mnie była w niej najważniejsza jedna rzecz, na którą i Ty zwróciłaś większą uwagę : my jesteśmy specjalistami od własnych dzieci, musimy słuchać swojego instynktu i iść za własnymi przeczuciami.
    Rady rzeczywiście wydają się proste i logiczne i tak samo jak Ty mam wrażenie, że otoczenia, kultura, kulturowe przyzwyczajenia narzucają nam głos społeczeństwa, nie pozwalają słuchać siebie a nawet jeśli ktoś siebie słucha, postępuje według swoich przekonań to często jest przez otoczenie w taki czy inny sposób krytykowany.
    W książce podobał mi się również wzmocnienie roli kobiety jako matki i napisanie wprost – my piszemy o swoich dzieciach i tym jakie były a ty masz w domu swoje dziecko i może być całkiem inne. Pierwsza książka-poradnik która nie mówi co i jak należy robić.
    Myślę, że warto tez przeczytać „W głębi kontinuum”, która może choć trochę pokaże nam dlaczego tak się dzieje, dlaczego czytamy poradniki o dzieciach zamiast słuchać siebie.

    • aeljot
      20 stycznia 2014 at 10:30

      I jeszcze dodam, że napisałaś bardzo rzetelną i ciekawą recenzję, świetnie nakreśliłaś cały sens i przesłanie książki 🙂

  • Budująca Mama
    20 stycznia 2014 at 11:44

    Super – zachęciłaś mnie do poznania tej pozycji bliżej 🙂 Zrobię wszystko dla dobra dziecka, a czasem muszę odbijać” nachalnych lepiejwiedzących…

  • Marta
    20 stycznia 2014 at 17:23

    Dlaczego dziś tak wielu treserów dzieci, dających klapsów rodziców?… Bo jako ci „mądrzejsi”-dorośli chcemy, by dziecko robiło coś lub czegoś nie robiło, bo my tak mówimy, bo my tak chcemy! A jeśli nie, to znaczy, że jest niegrzeczne, niedobre,niepodporządkowane… Ja jestem dopiero na początku drogi rodzicielskiej i mam nadzieję, że uda mi się postępować w duchu RB i wychować fajnego człowieku, szanującego siebie i innych.Księgę przeczytałam, teraz jestem w trakcie lektury „Dziecko z bliska”.I ciepło mi na sercu i wiem, jaka chcę być jako matka i jaka nie chcę być, choć presją otoczenia czasem daje się we znaki.Na szczęście mam to w nosie 😉

  • justyna
    14 sierpnia 2015 at 13:42

    Jestem mamą 16-miesięcznej dziewczynki. Kiedy czytam spis treści tej książki mam wrażenie, że jest ona napisana dla rodziców oczekujących albo dla rodziców noworodków – myślicie, że czytanie jej przez rodziców starszego dziecka ma jeszcze sens?

    • Ewelina
      14 sierpnia 2015 at 14:10

      Taaak ja czytalam jak moje dziecko miało 2 lata i nie załuję!!!

skomentuj