Kiedy błąd staje się decyzją


Codziennie podejmujemy decyzje.

My rodzice.

Tysiące decyzji odnośnie naszego rodzicielstwa.

Te łatwe np. jaki kolor rajstopek dziś zakładamy dziecku.

I te trudne – klaps, czy nie klaps.

Wielu z nas odrzuca przemoc fizyczną. Brzydzi się klapsem. Nie bije i nie karci bólem. Jest nas coraz więcej, jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, że ból nie może być karą, że ból jest w każdym klapsie. W KAŻDYM!

I  my świadomi rodzice o tym wiemy.

Ale są też ludzie, którzy nie zważają na ból. Nie czują go na swojej skórze, więc nie wiedzą co to ból lub czują i pamiętają więc uważają, że ten ból jest z dzieciństwem związany nieodzownie, że ten ból nie szkodzi.
Dla  niektórych ból jest najlepszą karą – taką którą najlepiej się zapamięta.

To może i prawda – zapamięta się!

Wraz z bólem zapamięta się upokorzenie, wstyd, żal, zapamięta się lęk przed osobą którą kocha się najbardziej. Zapamięta się, że siła fizyczna rządzi.

Kiedy miłość przeplatana jest strachem to wtedy jest to toksyczna miłość. Czy miłość rodzica z dzieckiem powinna taka być? Nie powinna!

Wielu bijących rodziców mówi że bije ale klaps to błąd – o ile w ogóle myślą o klapsie jako o biciu. Dla wielu klaps to nie bicie. Bo wstyd przyznać przed sobą, że się bije własne dziecko.
Mówi, że tak dzieje się samo.
Że traci się kontrolę.
I za każdym razem przyznaje że to błąd

Myślę o tym późną nocą… i wtedy gdzieś w feedzie na Facebooku widzę to:

pc

Kiedy powtarzasz swój błąd to już nie jest błąd – to decyzja.

Do przemyślenia dla Was na dzisiaj…

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

13 komentarzy

  • Mifufu
    17 stycznia 2014 at 20:10

    W stu procentach popieram. Piszesz o impulsie, o klapsie w afekcie, ci rodzice rzeczywiście się wstydzą i oni mają największą szansę na zmianę. Są jeszcze ci, którzy uważają, że nie ma nic złego w klapsach czy też w regularnym laniu u nich to sposób myślenia oraz życia.

  • Mamiczka
    18 stycznia 2014 at 09:32

    Niestety nadal są osoby, które nie widzą w klapsach nic złego 🙁 A przemoc rodzi przemoc i potem koło się zatacza.

  • Wioletta
    18 stycznia 2014 at 12:06

    dzieki za ten post Agata

  • Ania
    18 stycznia 2014 at 12:55

    Oooj baaaardzo trafny ten Coelhizm… baaaardzo! I Twój post bardzo prawdziwy i ważny. Po raz kolejny dzięki :*

  • Gosia
    18 stycznia 2014 at 21:56

    Decydujesz się tkwić w błędzie jeżeli nie podejmujesz decyzji do zmiany. A taka decyzja wymaga przemyślenia, co zamiast… Wymaga czasu, rozumu wyobraźni. A ludzie ciągle nie mają na to czasu. Znajomi, rodzina zagłuszają poczucie winy, wręcz krytykują że rozpieszczone dziecko, klapsa nie dostało.. I tak stoi się w miejscu.
    Taka filozoficzna myśl mnie naszła po lekturze 😉

  • Anka
    19 stycznia 2014 at 06:19

    Mój dziadek bił moją matkę, moja matka biła mnie. Było to upokarzające. Dostawałam za bzdurne rzeczy. I było to gorsze niż klaps – dostawałam otwartą ręką po twarzy… Byłam dzieckiem. Nie pamiętam kiedy się zaczęło. Może około 4 roku życia? Może wcześniej.
    Najgorsze jest to, że matka nigdy mi nie wierzyła. Jakiś dzieciak mógł nakłamać, że zrobiłam coś złego czy nieodpowiedniego i matka nie chciała nawet mnie słuchać. Od razu dostawałam po twarzy 🙁
    Do tej pory mnie to męczy.
    Mam teraz córkę i panicznie się boję że popełnię te błędy co moja matka. Ciągle w głowie mam myśli, że nie mogę być jak ona, ale czasami łapię się na tym, że zachowaniem zaczynam ją przypominać.
    Chcę być dobrą mamą, chcę wychować córkę w rodzicielstwie bliskości, ale boję się, że mogę popełnić błąd, a tego sobie nie wybaczę.
    To jest nie do pojęcia co dziecko czuje gdy jest bite.
    Teraz mojej matce zdarza się negować moje sposoby wychowywania córki. Często słyszę wtedy „ja wychowałam X dzieci więc wiem co mówię”, a ja zawsze mam ochotę wtedy powiedzieć, że była okropną matką i dlatego w ogóle nie słucham jej rad odnośnie wychowywania mojej córki. Ale jeszcze mi to przez gardło nie przeszło.
    Mam z matką bardzo częsty kontakt, kocha wnuczkę, pomaga nam finansowo gdy jest taka potrzeba, dzwoni często pogadać. Ale nie kocham jej. Jest moją matką, ale nie kocham jej. Już od dawna.
    Kiedyś pamiętam była taka sytuacja, że wracałam znad jeziora ze znajomymi jakieś 200 km od domu w nocy. Rozpętała się straszna burza, że latały drzewa w całym województwie. Zadzwoniła wtedy do mnie zmartwiona, i na koniec powiedziała mi, że mnie kocha. Nie potrafiłam jej nawet odpowiedzieć. Do tej pory te słowa mi nie przejdą przez gardło. Choć z boku można by pomyśleć, że jesteśmy szczęśliwą matką i córką. Ona może jest, ale ja nie zapomniałam lat upokorzeń.
    Ku przestrodze rodzicom którzy klapsów nie uważają za przemoc.

  • M.
    20 stycznia 2014 at 13:09

    Nie jestem za biciem. Nie jestem za przemocą. Ale gdy ma się w domu nastolatka, można zmienić poglądy. Moje dziecię starsze było aniołem przez prawie 10 lat swojego życia. A potem zaczęło dorastać. Ale to trzeba przeżyć na własnym podwórku dzień za dniem, miesiąc za miesiącem i rok za rokiem kiedy rodzi się własna bezsilność. 24 h na dobę. I wiesz, nie znam dziś żadnego nastolatka/tki który by nigdy nie dostał od rodziców. Bo życie weryfikuje poglądy.
    A człowiek wie tyle o sobie, na ile nas sprawdzono.
    A mamą malucha kilkuletniego bardzo łatwo być. Bo ciężko zrozumieć, że nasz słodki drogi skarb, siedzący na kolanach kiedyś może nam przysporzyć smutku w przyszłości. Mój drugi synek jest cudnym szkrabem. Malutkim. I też nie wyobrażam sobie przemocy kiedyś. Ale wiem, że też będzie przechodził dojrzewanie. Bo jestem już bogatsza o wiedzę, co będzie później.

    • Jacquelane
      21 stycznia 2014 at 12:04

      Mam młodszego brata, o spory kawałek czasu, bo o 9 lat. Widziałam jego okres dojrzewania w momencie, gdy ja już byłam „prawie” dorosła. Bardzo dużo nauczyłam się na błędach moich rodziców. I np. jeśli chodzi o bicie. Mnie biła mama, najczęściej po głowie lub w twarz. Ścierką, dłonią lub pięścią. Zależało jak się wkurzyła. Teraz wiem, że po prostu nie radziła sobie ze złością i gdy była zdenerwowana to po prostu „kipiała” i wyżywała się na mnie. Ale wtedy myślałam, że jestem beznadziejna, bo nie ważne jak się starałam i tak zawsze za coś były kary albo bicie. W wieku dojrzewania postanowiłam zachowywać się tak, żebym w końcu wiedziała za co są te kary. Później patrzyłam na te wszystkie błędy jakie popełniają wobec mojego brata. Nawet zaczęłam delikatnie sugerować na własnym przykładzie, że to nie zdaje egzaminu. Nie chcieli słuchać, a mama się wręcz obrażała i krzyczała, że taka ją wdzięczność spotyka za trud wychowania, że nie mam prawa ich krytykować. Brat za większe złe zachowania nawet kilka razy oberwał pasem od ojca. No bo jak dawali kary za głupoty to za poważne przewinienie zostało tylko danie po tyłku pasem. Jaki to odniosło skutek? Brat jest teraz aniołkiem i dwa razy pomyśli zanim coś zrobi? Otóż nie. Teraz wyznaje zasadę, żeby się nie dać się złapać i żeby nie dowiedzieli się rodzice, bo będzie kara.

  • M.
    22 stycznia 2014 at 10:13

    Do Jacquelane.
    Szczerze współczuję. Pisząc posta miałam na myśli sytuacje bardzo marginalnie, prawie nie występujące, będące wynikiem jedynie naprawdę ostateczności, które zdarzały się raz na wiele, wiele miesięcy. Bo u mnie zawsze najpierw mówiłam, prosiłam, tłumaczyłam, czekałam. Ale pyskówki, świadome chamstwo i bezczelność (etap dojrzewania) oraz słowa które specjalnie są używane by zranić rodzica trudno zignorować. I właśnie te stawienie do pionu raz na bardzo rzadki czas powodowały że dziecię zaczynało normalnieć. Dziś ma 16 lat więc już wystarczy mówić i rozumie. Ale parę lat temu nie wystarczało. Bo jednym z błędów wychowawczych, a raczej złego myślenia rodzica jest koncepcja, że im dziecko starsze tym bardziej będzie rozumieć. Nic z tego. Ha! Przyjdzie taki etap kiedy trudniej będzie zostawić starsze dziecko bez nadzoru niż młodsze dziecko!
    U mnie nigdy nie było problemu że syn coś zrobił i zniszczył, jeżeli to było przypadkiem, to po prostu mówiłam trudno. Inaczej gdy świadomie jakaś rzecz została zniszczona. Nigdy nie było kary cielesnej za stopnie w szkole, tylko musiał poprawić ocenę. To co było u Ciebie to ciarki przeszły mnie… brrr

    • Jacquelane
      28 stycznia 2014 at 12:24

      Mój brat jest w wieku Twojego syna. (Ja staram się nie zachowywać tak jak moja mama i szczerze powiedziawszy nigdy nie będę, bo to co ona robi to ostatnio jest szczyt wszystkiego.)Tak tylko napisałam, ponieważ chciałam pokazać, że czasami niektóre rodzicielskie postępowania nie sprawdzają się, chciałam opisać własne doświadczenia. Nie miałam na celu krytykowania Cię, mam nadzieję, że nie poczułaś się urażona. 🙂

  • Matka zapewne za chwilę sponiewierana
    25 maja 2016 at 23:17

    O.k. fajnie się czyta i chętnie wciele w życie jeśli prócz „madralizowania” się dasz przykład jak postępować z dwuletnim dzieckiem do którego nie docierają Ani prośby Ani groźby powtarzane kilkanastokrotnie .Ja również nigdy nie byłam zwoleniczka kar cielesnych dopuki nieprzekinakam się , ze na moją córkę tylko to taka metoda wychowawcza ma wpływ

    • Hafija
      27 maja 2016 at 22:36

      Jak zaczyna sie od gróźb to nic dziwnego że kończy się na biciu. Polecam po prostu nie bić

Pozostaw odpowiedź Matka zapewne za chwilę sponiewierana Anuluj pisanie odpowiedzi

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki