Jak piszę bloga
Bloguję już dość długo. Pisanie bloga stało się dla mnie bardzo ważną czynnością, rytuałem. Ten blog jest trochę jak sinusoida moich uczuć i stanów ducha.
Posty powstają różnie. Różnie się chce i nie chce je pisać. Można powiedzieć, że piszę na cztery sposoby.
Sposób pierwszy – pracochłonny
Kiedy mam jakiś temat, który muszę zgłębić. Kiedy muszę sięgnąć do literatury i zasobów on-line wtedy pisze jednego posta tydzień, dwa, mam kilka postów które pisałam ponad miesiąc. Kiedy już napiszę takiego posta wtedy zwracam się do moich dziewczyn-koleżanek recenzentek. Pytam co sądzą o temacie, czy post jest zrozumiały (bardzo często tłumaczę z angielskiego), czy w ich mniemaniu wyczerpałam temat.
Potem post odczekuje na właściwy dzień i sruuu… publikuję. Jednym z moich ulubionych postów który tak powstał jest TEN
W tą kategorię wchodzą także listy czytelników – np. seria Alma Mater. Daję autorkom i sobie czas na ewentualną zmianę decyzji odnośnie publikacji.
Te posty są starannie planowane, mam zrobione do nich szkice, punkty tematyczne, listę źródeł do ogarnięcia – pojawiają się najrzadziej.
Sposób drugi – wieści z frontu
Siadam wieczorem i piszę co się wydarzyło u nas, jakie zaszły zmiany, co robiłam za dnia, z kim byłam i co mi się spodobało ostatnio lub co zjadłam – zwykle takie posty publikuję od ręki lub na drugi dzień rano. Ostatnio takim hitem były pewne bardzo dobre placuszki TUTAJ .
Lubię pisać takie posty bo są one zapiskami z mojego/naszego rodzinnego życia.
Sposób trzeci – na nocnego marka
Leżę w łóżku. Oczy mi się zamykają i nagle jedna myśl.
A potem druga, a za nią trzecia i całe zdania formują się w głowie.
Wtedy mogę albo wstać usiąść do komputera i spisać potok słów, albo iść spać i rano obudzić się z pustką w głowie. Zwykle wstaję, nawet jak to jest już druga w nocy to wstaję i piszę i tak powstał TEN post.
Ten konkretny post czekał na publikację kilka miesięcy. Czytałam go milion razy. Zmieniałam go kilkukrotnie, prosiłam moje czytelniczki które cytowałam w tekście o zgodę na publikację. W końcu wyszedł. Do tej pory dostaję maile z podziękowaniem za ten tekst.
Tak powstają chyba moje wszystkie najlepsze przemyślenia – pod osłoną nocy, a potem czekają aż zbiorę się w sobie i kliknę „opublikuj”
W tej kategorii są też posty pt: „poruszyło mnie dzisiaj”, „ale się wkurzyłam” lub „nigdy nie uwierzycie co przeczytałam w internecie/co mi powiedział ktośtam”. Powstają o różnych porach ale są pisane na wielkich emocjach i wyjmuję je już w całości z mojej głowy, całe zdania i akapity – wystarczy przelać na… klawiaturę.
Sposób czwarty- produktówka, konkursówka i tym podobne wpisy
Ale o tym już chyba nie muszę pisać 🙂
A jak wy piszecie swoje blogi?











u mnie nieodłącznym zestawem jest: kawa + święty spokój + Ivek w objęciach Morfeusza 🙂
Mi też pomagają odwiedziny Morfeusza u Kosty. Bez tego ani rusz 🙂 No chyba, że tata w pobliżu.
A ja piszę zawsze w ten sam sposób, spontanicznie, nagle zbierze mi się myśl i muszę to zapisać, szukam wtedy zdjęcia do owej myśli lub je robię. Rzadko moje posty są starannie zaplanowane, raczej gdzieś się szybko rodzą, bo coś się wydarzyło i mnie natchnęło lub po prostu coś mi się w głowie urodziło :). Najczęściej publikuję od razu, rzadko zdarza mi się, że czekają dzień czy dwa.
Zawsze po 19, kiedy dziecię już śpi, a ja mam chwilę spokoju. Pomysły powstają w ciągu dnia, spisuję je w notesie albo w telefonie.
Niestety nie mam tyle motywacji co Ty do wstawania i pisania w nocy, więc zdarza mi się, że nad ranem pamiętam, że miałam jakiś świetny pomysł, ale nie pamiętam już jaki
U mnie przeważnie „złote myśli” pojawiają sie w trakcje karmienia Toma. Ale najgorsze ze pisanie wtedy nie jakby niemożliwe wiec często zapominam co chciałam napisać. Potem mam jakieś olśnienia kładąc sie spac. Ale jednak nie wstane i nic nie skrobnę bom leniwa. Czasem pokuszę sie o kilka linijek nowego posta pisanego z komórki.
Przeważnie posty powstają od rana. Po ćwiczeniach. Kiedy organizm jest naładowany endorfinami. Kawa, najlepiej jak nie ma dzieciarni i cisza.
Cisza, spokój. Nocna praca. A najlepiej, jak i męża w domu nie ma 🙂
Fajnie piszesz – to najważniejsze. Ciekawie się czyta teksty, a to niestety nadal rzadkość w blogosferze. Ja w każdym razie będę zaglądać. Pozdrawiamy
Mama i Kalinka
U nas posty powstają, tak naprawdę albo spontanicznie, albo po wstępnym planowaniu i ogarnięciu tematu 🙂
ale kiedy, kiedy Lu padnie, a ja ledwo stoję na nogach 😉
Pozdrawiamy
Ja większość rzeczy piszę pod osłoną nocy. Często jest tak, że usłyszę w ciągu dnia jakieś zdanie lub chodzi za mną jedna myśl, nie chce się odczepić i wieczorem buduję wokół niej jakąś historię. Albo wyjdzie mi fajne zdjęcie, którym chcę się pochwalić i już muszę do niego napisać jakiś w miarę zjadliwy tekst 🙂 Staram się nie pisać pod wpływem emocji, bo często wtedy mam zachwianą percepcję i nie myślę „trzeźwo”, potem mogłabym się takich postów wstydzić.
Jestem pełna podziwu dla Ciebie za te informacyjne posty, do których się przygotowujesz, zgłębiasz źródła. Dla mnie Twój blog jest kopalnią informacji dotyczących karmienia, jeśli mam jakąś wątpliwość w tym temacie to wiem, że tutaj na pewno znajdę odpowiedź. Odwalasz kawał dobrej roboty.
Ja w tej chwili mam blogomanię, piszę jak piszę, piszę jak śpię, pisze jak jem, jak karmię Kubusia. W głowie, na papierze, na kompie, mam nawet dyktafon, żeby w razie potrzeby odpalić. Ale to chyba większość ma na starcie. Wciąga mnie to ogromnie, a to przecież dopiero pierwsze trzy tygodnie. I chcę napisać Agatko, że uwielbiam tu zaglądać i Cię podczytywać. Bardzo sobie cenię Twoją prawdziwość.
Dobrze wiedzieć:) Ostatnio właśnie zastanawiałam się ile czasu zajmują Ci posty, szczególnie te, które wymagają sporej ilości wiedzy! Ja posty piszę zazwyczaj kilka dni i zazwyczaj gdy moje dziecko śpi. Nawet gdy wena nie daje mi spokoju, układam to jakoś wszystko w głowie albo spisuję na kartce. Jeśli temat jaki poruszam jest trudny, to pozostawiam sobie więcej czasu na przemyślenia, co chciałabym w nim napisać i szukam info w głowie, w książkach i w internecie.. Jeśli temat jest przyjemny to piszę jednym tchem 🙂 A czasem jest tak, że weny brak i wtedy nie piszę, myślę tylko o nowym temacie i wena sama przychodzi. Zawsze zanim opublikuję czytam i konsultuję z partnerem zazwyczaj, żeby psychologicznym okiem spojrzał 🙂
U mnie są dwa rodzaje tekstów: spontaniczne i zaplanowane. Te pierwsze powstają pod wpływem impulsu: ktoś coś powiedział/zrobił, coś przeczytałam, coś mnie poruszyło, coś się wydarzyło. Ten drugi rodzaj jest starannie zaplanowany z ołówkiem i zeszytem w ręku. Zapisuję tematy, które chcę poruszyć na blogu, opracowuję i obudowuję literaturą, jeśli jest taka potrzeba. Tak powstaje cykl o rozwoju mowy dziecka.
Twój blog czytam od początku i podziwiam 🙂
Żebym ja miała taką motywację i tyle ciekawych tematów.