Opowieści Alma Mater cz. 2 Nieprzewidziane początki


Dzisiaj druga historia karmienia piersią.

Każda z czytelniczek bloga może wysłać do mnie – także anonimowo – opowieść o swojej drodze mlecznej o walkach jakie stoczyła, żeby udało się karmić dziecko tym co najlepsze – mlekiem mamy. Forma tej opowieści może być różna.

Wiem, że takie historie mogą napełnić serca i umysły mam karmiących piersią a będących w kryzysie nadzieją i siłą, której na pewno potrzebują.

Test ciążowy potwierdził – jestem w ciąży! Radość! Euforia! Duma! Będę mamą. Będziemy rodzicami.


Od początku wiedziałam, że w grę wchodzi tylko karmienie piersią. Nie wiem skąd to przekonanie. Po prostu czułam, że tak musi być, że to będzie najlepsze dla Dziecka, że nie ma nic bardziej doskonałego co mogę zaoferować bobasowi na początku jego drogi. Marzyłam też o porodzie naturalnym. Niestety, jak to zwykle bywa, życie ułożyło swój scenariusz. Trzy tygodnie przed terminem Mały Wiercipięta przestał się ruszać. Coś niebywałego!


Szpital. Lekarz. KTG. Konieczność wyjęcia Dziecka – nie ma innej możliwości. Musiałam się poddać – dla jego dobra. W skali Apgar: 4 punkty. Niedotlenienie, zapalenie płuc. Łożysko przestało pracować. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Szok! Ciąża była idealna. Czułam się świetnie od samego początku. Do końca jeździłam samochodem, codziennie spacery, apetyt. Dramatyczne zakończenie.

Mąż przerażony. Lekarze dziwnie na niego patrzą. Nikt nic mu nie mówi. Nie pozwalają zobaczyć dziecka. Wywieźli go w inkubatorze na intensywną terapię. Koszmarna noc po cesarskim cięciu. Wszystko mnie boli, nie mogę się ruszyć. Nie tak miało być. Gdzie jest moje Dziecko?

Kolejnego dnia zgięta wpół, człapię z pomocą męża na oddział, żeby zobaczyć po raz pierwszy Pierworodnego. Nie mogę ustać przy inkubatorze, wszystko mnie boli, ciągnie. Nie odczuwam nic poza dyskomfortem z powodu stania w jednym miejscu. Chcę wracać na łóżko, gdzieś usiąść.

Przenoszą mnie do sali bliżej oddziału, żebym miała bliżej do Małego. Gorsze łóżko. Niewygodne, wszystko mnie boli. Nie mogę znaleźć sobie miejsca. Piersi zaczynają nabrzmiewać. Nikt mi nie oferuje, żeby dziecko choć na chwilę przystawić, żeby laktację pobudzić. Boję się pytać, nie wiem czy pozwolą z inkubatora wyjąć. To mój pierwszy pobyt w szpitalu. Przeraża mnie to.

Sąsiadka ma laktator. Mówi, że dobry, że ściąga też dla synka. Posyłam męża. Kupuje. Zaczyna się moja walka i będzie trwała 3 tygodnie, bo tyle w murach szpitala spędziliśmy z bobasem.

Przez pięć dni ściągałam mleko dla Dziecka, które leżało za ścianą. Nikt nie zaproponował przystawienia. Choć na chwilę. Mleko kapie jak przysłowiowa „krew z nosa”. Słyszę sugestie, że za mało. Dokarmiają go sztucznym. Nie protestuję, ale również nie przyjmuję do wiadomości, że mogę przestać ściągać choć jest tego jak na lekarstwo. Nadal nikt nie pyta czy chcę Dziecko do piersi.

Piątego dnia nie wytrzymuję. Dopada mnie depresja. Płaczę. I staje się cud. Pozwalają przystawić Małego do piersi. Ustawiają fotel przy inkubatorze, niewygodny nieco. Nie przeszkadza mi to. Nie przeszkadzają mi kabelki do których Mały jest podłączony. Pierwszy raz na moich rękach. Dosysa się łapczywie mimo tych pięciu dni rozłąki, bez kontaktu „skóra do skóry”.

Jestem matką! W końcu to poczułam.

Mleko zaczyna już o wiele lepiej schodzić do buteleczek przy laktatorze. Teraz moja egzystencja to tylko ściąganie mleka i siedzenie przy inkubatorze. Patrzą na mnie trochę krzywo, bo szwendam się w kółko. Przeszkadzam im. Jedna mi mówi, że kiedyś na intensywną terapię w ogóle rodziców nie wpuszczali. Dobrze, że czasy się zmieniły.

Dziecko dostaje antybiotyk. Ma zapalenie płuc. Uparcie ściągam mleko do buteleczek i dostarczam na oddział. Nie poddaję się. Karmią go moim i dokarmiają również sztucznym. Mały „wychodzi” z inkubatora. Mogę go dotknąć i najważniejsze – przystawiać do piersi kiedy tylko potrzeba. Teraz mleko płynie jak należy. Radość!

Później miałam się dowiedzieć, że to niesamowite, iż po pięciu dniach od urodzenia nie zanikł Mu odruch ssania, że był na tyle energiczny, że pociągnął pierś za pierwszym razem. Wtedy nie zakładałam nawet, że może się zbuntować. Może miał w sobie moją determinację.

To prawda, że laktacja jest w głowie. Jeśli chcesz to będziesz karmić. Ja karmię nadal (a minęły już dwa lata od czasu narodzin) i nie wiem kiedy przestanę. Czekam na znak od Małego – wierzę w jego mądrość.

Ze szpitala wyszliśmy po trzech tygodniach, dzień przed planowanym terminem narodzin. To były bardzo trudne trzy tygodnie. Nie obyło się bez zastoju z objawami grypopodobnymi i delikatnymi sugestiami ordynatora, że może powinnam zwolnić łóżko, bo porodówka jest przepełniona a ja już tu dwa tygodnie… Gdy wiedziałam, że idzie na obchód wychodziłam z pokoju.

Przez te dwa lata nie obyło się również bez zastojów i pytań kiedy skończę. Nie obyło się bez sugerowania, że tam tylko woda już płynie. Ale ja wiedziałam swoje. Dziecko jest zdrowe mimo „złego” początku. Nie chorowało ani razu, dwa razy trafił się katar. Pierś pomagała na objawy poszczepienne i bolesne ząbkowanie.

Nikt mnie nie przekona, że to co daje nam Natura jest niedoskonałe lub pozbawione wartości. Natura jest mądra.

Pozdrawiam wszystkie Mamy Karmiące,
Mama Szymona.

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

15 komentarzy

  • maniamamowania
    28 listopada 2013 at 10:34

    Piękna opowieść potwierdzająca to, że jak się bardzo czegoś pragnie to mimo wszystko da się radę.

  • Matka Kwiatka
    28 listopada 2013 at 11:54

    Piękna opowieść dzielnej, zdeterminowanej Mamy! Wspaniale się ja czytało, choć nie obyło się u mnie bez złości. Co za "opieka" okołoporodowa… Wstyd! Niestety niewiele kobiet ma tyle siły przebicia, by stawiać czoła takim przeciwnościom i wytrwać na drodze mlecznej…

  • Anonymous
    28 listopada 2013 at 12:21

    Piękna opowieść. Dowód na to, że jak się bardzo chce to można karmić mimo przeciwności.

  • Matka Aniołów
    28 listopada 2013 at 13:52

    brawa dla Dzielnej Mamy 🙂
    gratuluję determinacji :*

  • Anna K
    28 listopada 2013 at 20:25

    Aż się wzruszyłam, piękna historia.

  • piegowata mama
    28 listopada 2013 at 20:27

    Ja to wszystko wiem. Chcieć to móc. Czytając takie historie upewniam się, że tak jest.

  • Megi
    28 listopada 2013 at 21:00

    Wzruszyłam się, cudowna historia! kolejny dowód na to, ze karmienie siedzi w głowie a nie w piersiach! pozdrawiam ciepło.

  • Oczytana Mama
    28 listopada 2013 at 21:58

    Piękna historia, cudnie opisana 🙂 która znowu potwierdza, że "Dla chcącego nic trudnego".

  • Oczytana Mama
    28 listopada 2013 at 21:58

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Hafija
    28 listopada 2013 at 21:59

    Może mi "uciekło" strasznie tego mam dużo 🙁

  • Cloudetta.
    28 listopada 2013 at 21:59

    Piękna historia z cudownym szczęśliwym zakonczeniem !

  • Oczytana Mama
    28 listopada 2013 at 22:47

    Rozumiem 🙂 Będę śledziła bloga, wtedy z pewnością znajdę odpowiedź na moje pytanie odnośnie odstawienia Synka od piersi 🙂

    Super pomysł aby publikować opowieści "Alma Mater" (w ogóle piękne stwierdzenie)

    Pozdrawiam.

  • Mamani
    29 listopada 2013 at 20:59

    Oby więcej było takich historii i dzielnych mam! Moja Aneczka urodziła się przez pilne cc dwa miesiące przed terminem. Została przewieziona do szpitala w innym mieście i zobaczyłam ją dopiero po 5 dniach, po kolejnych dwóch zwolniło się miejsce noclegowe i mogłam być już na miejscu. 2 tygodnie odciągałam dla niej mleko, ale z piersi nie umiała ssać…Nikt mi nie umiał pomóc w tej kwestii. Dopiero po tygodniu w domu, kiedy pogodziłam się z myślą, że będą ją karmić moim mlekiem z butelki, wybrała pierś 🙂 Ma teraz 17 miesięcy, a złe początki dawno poszły w zapomnienie.

  • Magda
    30 listopada 2013 at 10:43

    Piekna opowiesc. Teraz gdy filmik o wczesniaku, owinietym kabelkami przystawianym do matki, ktory na yt ma miliony odslon, może da do myślenia naszym poloznym

  • Wiewi00ra
    11 grudnia 2013 at 14:38

    Cudowna, cudowna historia! Przyjmij wyrazy szacunku.

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki