Dialog międzypokoleniowy


Pamiętam jak napisałam notkę z akcją „Dzidzia jest najważniejsza„. Myślę, że niejedna mama może utożsamić się z negatywnymi emocjami związanymi z konfrontacją na inii matka-córka czy synowa-teściowa. Nie znam mamy która chociaż raz nie starła  się ze starszym pokoleniem w temacie wychowywania dziecka.

Akcja którą kiedyś zapoczątkowałam była mi wtedy bardzo potrzebna. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że była ona podyktowana lękiem i gniewem na samą myśl o tym, że ktoś może moje kompetencje matki podważać i ingerować w moje rodzicielstwo. Potrzebowałam powiedzieć to co powiedziałam i bez znaczenia jest to czy miałam w tym rację czy nie.

Prawda jest taka że macierzyństwo to jest działanie bardzo często na zasadzie prób i błędów. Teraz uważam, że warto otworzyć się na innych i na to co mają do powiedzenia i na to starsze pokolenie także.
Wiem to TERAZ. Kiedyś myślałam inaczej.

Kiedyś byłam przekonana że wraz z urodzeniem dziecka dostanę magicznym sposobem wszystkie mądrości matczyne i wszystko będę wiedziała. No bo przecież wszyscy trąbią wokół, że  matka wie najlepiej i jej intuicja jest jak wyrocznia. Zwykle tak jest, ale nie zawsze. Ja też bałam się nie raz przyznać że nie wiem, bo wymaga się od matek (w tym i ode mnie) żeby taka wiedziała i potrafiła, żeby siebie samą uznawała za eksperta, alfę i omegę dziecięcą w stosunku do swojego dziecka.

A tak nie jest, można mieć wiedzę na temat żywienia ale już żadnej nie mieć o pielęgnacji pępka. Nie myli się ten co nic nie robi, a przy dziecku robi się wiele.
Nie mówmy że wiemy najlepiej, że tylko nasze zdanie się liczy, bo zamykamy sobie drzwi na niewiedzę, która jest czymś normalnym, na naukę tego czego właśnie nie wiemy, nie dajemy sobie marginesu na pomyłkę i tak naprawdę nakładamy na barki same sobie ciężar radzenia sobie ze wszystkim bez pomocy i wsparcia rodziny.

Dziś dla postawy: „Sama se poradzę” jestem na nie!

Zwracanie się o pomoc i radę do starszego pokolenia to nie jest przejaw nieradzenia sobie. To jest normalna relacja między członkami rodziny: potrzebna jest pomoc to jest i wsparcie. Rodzina to jest siła – mimo, że czasem najlepiej na zdjęciu.

Mam wrażenie że taka absurdalna postawa „ja wiem co robić najlepiej bo jestem matką” może na końcu skutkować gniewem i frustracją, że coś zrobiliśmy źle i jednak nie wiedzieliśmy a spytać nie wypada bo „powinnyśmy wiedzieć najlepiej” Chociaż wiem że i do tego trzeba dojrzeć, do poszukiwania odpowiedzi na pytania na które sami odpowiedzieć nie umiemy. Otwieranie się na poprzednie pokolenia to zarówno akceptowanie ich doświadczenia jak i mówienie z rozwagą „NIE” kiedy granice zostaną przekroczone.

Uczę się tego wszystkiego cały czas, z każdym dniem zmieniam się i patrzę na rodzicielstwo nieco inaczej.

Panel na Konferencji Bliskości dał mi bardo dużo do myślenia w tym temacie. Tego powinno się uczyć na szkole rodzenia – zarówno asertywności i pewności siebie ale i umiejętności szukania pomocy kiedy czegoś nie wiemy. A ta wiedza i pomoc są na wyciągnięcie ręki u mam, teściowych, w książkach no i w internecie.

Wystarczy poszukać. Wystarczy chcieć!

Jak dzisiaj odnoszę się do Akcji „Dzidzia jest najważniejsza„?

Bardzo ważny był to dla mnie element stawania się matką, taka emancypacja rodzicielska jeszcze przed rozwiązaniem. Mimo, że była to bardzo żartobliwa forma ekspresji uczuć i potrzeb to jednak bałam się, że moje kompetencje matczyne zostaną podważane już na początku i tak sobie z tym poradziłam. Teraz to wiem. Wtedy nie wiedziałam

Czy teraz zrobiłabym to samo? Nie wiem.

To co wiem, to to że z chwilą porodu nie doznałam olśnienia rodzicielskiego, wiem że moje przekonania i poglądy na opiekę nad dzieckiem nie są kompletne i pełne i jest mi z tą wiedza dobrze.

Lubię wiedzieć, lubię się uczyć, lubię czytać i poznawać inne drogi, a swoją wytyczam indywidualnie.

Łatwiej mi szukać informacji o tym co mnie spotkało i zaskoczyło mnie całkowicie (jak drgawki na przykałd) i nowa wiedza na temat dziecka jest dla mnie ogromnie ważna więc pozyskuję skąd się da i gromadzę.

Ciężko jest powiedzieć sobie „Nie wiem” i szukać wiedzy u mamy lub teściowej, ciężko jest powiedzieć im „Nie chcę teraz tego co mówisz, chcę żebyś uszanowała mój wybór” ciężko nie wpaść w gniew jak się nie wie co robić,  ciężko nie wpaść w gniew jak się wie ale wmawiają ci że nie masz racji lub robisz źle.

Między pokoleniami zawsze będą różnice, bo czasy w jakich przychodzi nam wychowywać dzieci są inne, inne są realia, inne koszta finansowe i społeczne. Ale to międzypokoleniowe więzy wpływają mocniej niż myślimy na relacje nasze z naszymi dziećmi.
Ja – chociaż nie we wszystkim i nie codziennie, ale widzę  w sobie moją mamę i widzę ją coraz wyraźniej i to jest dokładnie to co zostało powiedziane na panelu Konferencji Bliskości.

Nasi rodzice są w nas, nie pozbędziemy się ich wykluczając z procesu naszego rodzicielstwa – oni zawsze z nami będą.

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o rodzicielstwie bliskości i karmieniu piersią.

12 komentarzy

  • Anonymous
    9 października 2013 at 09:20

    no i wypada pamiętać, że kiedyś będziemy na ich miejscu, będziemy teściowymi i babciami ich dzieci.. i oni będą brać przykład jak my traktujemy swoich rodziców/teściów, staram się pamiętać zasłyszaną anegdotę: " synku dlaczego mnie kłamiesz przecież to nieładnie? bo Ty też kłamiesz babcię".. pokory i umiejętności słuchania rad też trzeba się uczyć 🙂

    PS.dziś my posłuchamy we Wrocławiu Państwa Sears 🙂

  • igmu
    9 października 2013 at 10:00

    hej, czy wstęp na spotkanie z Searsami jest darmowy? Jest ograniczona ilość miejsc?? Chętnie bym dojechała! 🙂 A dziś się dopiero zorientowałam, że będą we Wro…

  • Anonymous
    9 października 2013 at 11:15

    Ja nie boję się pytać, ani teściowej, ani swojej mamy, ani innych mam rowieśniczek. Najgorsze jest jednak to, że kiedy właśnie pytam, to te najbliższe osoby często odpowiadają, że to nasze dziecko, że nie będą ingerować, mówić co mamy robić, bo potem my będziemy mieć za złe… a jak zrobimy to co uważamy za słuszne, my rodzice, i to niestety nie będzie trafione, to dostajemy po głowie, że dlaczego nie pytamy i słyszymy sztandarowe "wiedziałam, że tak będzie"…
    To my pytamy: dlaczego nikt nas nie uprzedził o ewentualnych konsekwencjach naszego wyboru??? Przecież jesteśmy otwarci!! To Twoja/Wasza wnuczka. Macie prawo głosu!
    Sama bardzo lubię pomagac przyszłym i młodym mamom. Cieszę się wtedy jakbym sama była w ciązy 🙂 Nie bójmy się pytać. W końcu chodzi o dobro dziecka! Pozdrawiam, Iza.

  • Hafija
    9 października 2013 at 11:15

    Z tego co wiem bezpłatny 🙂

  • Ania JM
    9 października 2013 at 11:38

    Mądrze to ujęłaś:) Ja pytałam koleżanek do których miałam zaufanie. Starsze pokolenie alno nie pamiętało,albo ja nie do końca "czułam" te ich rady. Intuicja owszem – ale nie tylko. Kiedy nie wiedziałam co robić szukałam, czytałam. Intuicyjnie zaczęłam szukać wiedzy, ale zdobytą wiedzę analizuję i jeśli podskórnie czuję, że to jest to, że to moja droga to się do rad stouję:)
    to jest dokładnie to, o czym rozmawiałyśmy:)

  • Fanaberia
    9 października 2013 at 14:20

    Dobrze powiedziane. Na razie do pojawienia się dziecka mam kilka miesięcy, a moja teściowa już mnie bombarduje artykułami,filmami i czym popadnie. Korci mnie żeby powiedzieć "stop", ale wiem że to po pierwsze przejaw troski, a op drugie mimo wszystko może jednak coś z tego wyniosę dobrego? W końcu ani nigdy nie byłam w ciąży, ani nie miałam styczności z dziećmi, więc szansa że dowiem się czegoś nowego jest całkiem spora;)

  • maniamamowania
    9 października 2013 at 14:39

    Dobrze napisane. Ja jak zastałam mamą też wydawało mi się, że wiem wszystko. Przy pierwszej gorączce dziecka musiałam przyznać się, że jednak potrzebuję porady. W trudnych sytuacjach radziłam się kuzynek, które też mają dzieci. Ze mną jest tak, że przyjmuję porady, ale w zależności od tego jak są powiedziane. Nie znoszę takich "radzących", którzy mówią z wyższością.

  • Matka Prezesa
    9 października 2013 at 14:41

    Wszystko pięknie ładnie, bo jak mam problem to chwytam komórkę i dzwonię do mojej mamy.
    Problem raczej pojawia się wtedy, kiedy rady są całkowicie nieproszone i musisz się nieźle nakombinować, żeby zrobić po swojemu, ale przy okazji nikogo nie obrazić. 😉

    Moja teściowa jest pedagogiem i bardzo trudno z nią polemizować. Jej racja MUSI być zawsze na górze i trudno jest dyskutować o tym co JA mam w tej kwestii do powiedzenia.
    Przy tym ma hopla na punkcie ekologicznego jedzenia.
    Wystarczy, że zobaczy z Jasia z kinder mleczną kanapką a już mogę się spodziewać całej litanii. 😉

  • AnnaR
    9 października 2013 at 18:53

    jezeli to najnowsze doniesienia to popieram, moja tesciowa niestety zasypała mnie radami z którymi nie moge sie zgodzić. (opalanie dziecka by było opalone, niepojenie go wodą, bo napewno nie lubi itp itd)

  • AnnaR
    9 października 2013 at 18:55

    to moja tesciowa jest zupełnym przeciwienstwem, karmi dzieci roczne nutella bo słodko wygladaja upaprane czekoladą

  • RedRose
    9 października 2013 at 21:19

    Ja bardzo chciałabym dogadać się z mamą, ale nie umiem się przełamać i powiedzieć czasem słowa" Przepraszam". Zaczytałam się w Twoim blogu:) zaglądam do archiwum:)

  • Anonymous
    22 października 2013 at 23:29

    Mozesz tak powiedziec bo mialas dobra i madra matke, od ktorej sama bym sie chetnie uczyla. Ja zas jestem ofiara przemocy w swojej rodzinie, a rodzice meza nie sa az tak duzo lepsi. Jesli tesciowa, kobieta , ktora nawet nie lubi swoich wnukow, udziela mi rad o ich wychowaniu to mnie az gul w gardle rosnie.
    Mirka

skomentuj

Pobierz darmowy e-book