O Matko! Weź się nie bój wyjść!


Odbyłam takich rozmów jak ta wczoraj setki! Setki!

Rozmowy o lęku przed wyjściem z domu i pozostawieniem dziecka bez piersi.

Pierwsze wyjście mamy bez dziecka z domu zawsze jest wydarzeniem i nie ważne czy to się dzieje drugiego dnia po powrocie ze szpitala (u mnie czwartego – pojechałam do lekarza zdjąć szwy) czy sześć miesięcy później. I nieważne czy mama karmi piersią czy butelką, nieważne!

Pierwsze wyjście na zakupy samemu, pierwsze wyjście na spotkanie ze znajomą, pierwszy night-out, pierwszy weekend bez dziecka. Nie jest ważne kiedy to ma miejsce, ważny jest fakt „pierwszości”.

Mamy karmiące piersią, nawet jak dziecko już je stałe posiłki mają wiele wątpliwości.

„Ale jak on sobie poradzi bez piersi?”
„A jak będzie płakał”
„Ale jak go do snu bez piersi?”
„Ale co on będzie jadł?”
„Jak on będzie pił?”

I powiem Wam, też z praktyki bo sama tak miałam, iż to że dziecko ma już półtora roku i jada mielonego i pomidorową wcale tych powyższych wątpliwości nie wymazuje z głowy matki piersią karmiącej.

Z tego powodu – znam wiele mam, które rezygnują z życia towarzyskiego, pracy, wyjścia na zakupy, wypadu na ciuchy z koleżanką.

„Bo jak on sobie bez tej piersi poradzi”

Uwaga! Poradzi sobie!

Dzieci radzą sobie z tym bardzo dobrze. Lepiej niż matki!

Młode pozostawione bez piersi-jedynej-karmicielki-bez-której-świat-się-kończy co robią?

Piją wodę, soki, herbatki. Piją chętnie i nie wysychają z pragnienia.

Jedzą zupę, jedzą kaszkę, jedzą kotleta i kanapki z szynką. Nie umierają z głodu.

Tulą się z tatą lub babcią do snu i nawet jeżeli popłaczą to w kochających ramionach rodziny nic im się nie dzieje!

Płaczące dzieci nie wpadają w ciemną depresję bo nie mają piersi uspokajającej (a przecież my „piersiówki” – lubię to określenie sprzedane mi przez przyjaciółkę karmiącą – wiemy jak łatwo uspokaja się dziecko przytulone do piersi) Dzieci płaczące tulą się do opiekuna, do męża lub babci i uspokajają też szybko i też w miłości! To nie jest dla nich krzywda.

To, że wyjdziesz z domu, to że zostawisz dziecko pod opieką męża, babci, siostry nie wyrządzi mu nic złego, nie skrzywi psychiki a dziecko nie zapomni o Twojej piersi w trzy godziny. Dziecko nie zapomni o piersi w trzy dni!

Kolejną nieciekawą już rezygnacją jest rezygnacja z badań, wizyt u lekarza, zabiegów, które mogą spowodować, rozstanie na dzień, dwa, lub więcej dziecka z mamą.

Nie idź tą drogą!

Dziecko potrzebuje zdrowej mamy a nie mamy która zaniedba zdrowie żeby tylko na te kilka dni nie pozbawić dziecka piersi-jedynej-karmicielki!

Pamiętajcie – dziecko sobie poradzi! Nawet jak jest malutkie, to nie jest tak, że jak pójdziecie na usunięcie wyrostka, to w trzy dni zapomni ono o piersi. Tak nie musi być! Ono nie oszaleje ze zgryzoty, nie zagłodzi się na śmierć.
„A co będzie jadł”
Duży będzie jadł normalne jedzonko – mniejszy pokarm który mu zostawisz (to jest opcja, którą ja polecam – da się!)  lub jak się zdecydujesz pokarm sztuczny.
Więc nie tłumacz sobie że ono sobie nie poradzi – poradzi sobie.

Ostatnią rzeczą jaką sama też przeszłam to: „Mój mąż nie da sobie rady”
Da sobie radę – oczywiście nie tak idealnie jak ty ;D ale da sobie radę. Najwyżej – tak jak u mnie – przemyci kanapkę z Nutellą na kolację (mało zawału nie dostałam, nie dość że cukier to jeszcze zakazane orzeszki!), wykąpie dziecko w wannie po brzegi wypełnionej pianą tak że dziecko ledwo nos spod wody może wystawić, pozwoli oglądać bajki do 21:00, a na spacerze pozwoli wejść na najwyższą zjeżdżalnie i zjechać na śledzia!

Skoro ty dajesz radę to i on da radę. Nawet mimo to, że nie ma piersi mlecznej – da radę. Zawsze możesz mu dla spokoju ducha powiedzieć czego byś sobie życzyła, a czego nie, możesz mu zostawić listę zadań co zrobić a co nie i mieć spokój ducha że wypełniłaś swoją powinność przed wyjściem (nie myśl tylko o tym, że on to wykona co do joty – not gonna happen!)

Mi się udało przez te wszystkie wątpliwości przejść i teraz całkiem spokojnie Matka Polka Karmiąca wychodzi wieczorkiem od czasu do czasu na drobny chillout ze znajomymi, na eventy, na spotkania, do pracy.

I nawet winka się napiję…

Fot. by:  http://aguincredible.com/
Fot. by:  http://aguincredible.com/

O Matko  – nie bój się wyjść!

ps: i nie bój się nie wyjść – bo do tego żeby wyjść też trzeba dojść, każda z nas w swoim tempie!

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

68 komentarzy

  • Katarzyna Z.
    22 września 2013 at 09:20

    o,jakie prawdziwe:)
    ja przy Pierwszym miałam długo opory,żeby wyjść.Pierwszy raz wyszłam sama jak miał 6 miesięcy i tylko na2 godziny.Polepszyło mi się,jak Anioł skończył rok.Przy Drugim wychodzę od samego początku.Zaprzyjaźniłam się po prostu z laktatorem 🙂

    • Agnieszka
      6 kwietnia 2016 at 16:20

      Kasiu, wiem że to już prawie 3 lata temu, ale mogłabyś mi poradzić, czym dawałaś Twoje mleko dziecku, kiedy wychodziłaś z domu? Moje nie chce zaakceptować butelki, a ja muszę iść wkrótce do pracy, ale tylko na dwa dni w tygodniu, dlatego koboecznie chcę dalej karmić.

  • aeljot
    22 września 2013 at 10:10

    🙂 Ciekawy i na pewno potrzebny tekst.
    Szkoda, że nie mam gdzie wyjść 😉

  • Cinnamonne's Beauty Corner
    22 września 2013 at 11:51

    Dziękuję, dodałaś mi dużo otuchy. Szczerze mówiąc wzruszyłam się z pokrzepienia. Moja Leosia ma już 7,5 miesiąca i mam już kilka wyjść za sobą, głównie takich 2,3-godzinnych i jedno wesele. Wszystkie wyjścia były horrorem. Dobrze zdawałam sobie sprawę, że narzeczony nie zadba o dziecko tak dobrze jak ja, ale podanie jej kiedyś przez niego herbatki laktacyjnej zamiast z kopru włoskiego albo niewyparzenie butelki, a jedynie przepłukanie jej prawie mnie zabiło. Narzeczony każe się prosić o zostanie z dzieckiem, kiedy chcę wyjść raz w miesiącu do znajomych, bo twierdził, że tylko wyrodna matka wychodzi, kiedy dziecko jest na piersi, a on na pewno nie zastąpi Małej mojej obecności (typowe umywanie rąk). Wiem, że robi to ze strachu, że sobie nie poradzi, ale przecież maczo nie może tego przyznać, więc próbuje wszystko zwalić na moją "wyrodność". Teraz, kiedy Mała podrosła, czuję się bardziej w obowiązku wychodzić nawet bez powodu, żeby powoli uczyć Ją, że mamy, czasem może nie być i że to nie jest tragedia, bo jest tatuś albo babcia z dziadziem czy wujo. Wiem, że dobrze robię, chociaż gorsze od myśli, co się teraz z nią dzieje, co robi, czy nie płacze zbyt rzewnie, czy najedzona, jest po prostu zwyczajna… tęsknota 🙂

    • Agnieszka
      26 sierpnia 2014 at 13:01

      Twój facet to przemocowiec.

  • bachelorette
    22 września 2013 at 13:09

    Chyba całe życie będę pamiętać swoje pierwsze wychodne. Przeżywałam jak szczur otwarcie kanału… a tu okazało się, że dziecko mój pokarm wypije z butli, a tata jest idealnym kompanem na wieczór. Dziś Nutella i bajki idą w grę. Tata nadal jest najlepszym kumplem na wieczorne rozterki.
    A mama po wychodnym to mama uśmiechnięta.

  • mandarynkowa mama
    22 września 2013 at 13:36

    Masz rację, to niezły stres dla matki, ale z czasem jakoś ta organizacja lepiej idzie. Mogę tak z innej beczki trochę?:) Ładnie Ci z takimi brwiami jak na zdjęciu:*

  • Matka Prezesa
    22 września 2013 at 13:56

    Ja to jestem jakaś inna, ale nigdy nie bałam się zostawiać Jasia z kimś innym niż ja, ani nie czułam żadnych zahamowań przed zostawieniem go z tatą, czy z dziadkami. 🙂

  • Anonymous
    22 września 2013 at 14:13

    Ja na zdjęcie szwów poszłam z Małym (chociaż i tak nie miałam wyjścia). Gdy Mały miał 2 miesiące a ja musiałam zostać na noc w szpitalu, to myślałam, że się popłaczę. Ale na dobre to wszystko wyszło, bo mąż zauważył ile jest pracy przy małym dziecku. I jakoś sobie poradził.

  • Anonymous
    22 września 2013 at 14:24

    Oj jak ja się bałam wychodzenia…
    Na sciagniecie szwow jechałam z płaczem i nawet lekarz myślał ze mnie tak po porodzie jeszcze boli. A jak wróciłam do pracy przez 3 miesiące wozilam w torebce podanie o wychowawczy gotowe tylko date wystarczyło dopisać:)
    U nas moj Mąż od malego się Córcia zajmuje na równi ze mną ale wtedy jakoś mnie to nie przekonywalo. Chyba każda mama z wyjściem bez Dziecka musi się sama oswoić i jakoś powoli przekonać że czasami po prostu nie ma innego wyjścia, a jeśli Dziecko ma dobrą opiekę to nic się złego nie stanie.
    Blogowa mama

  • SrebrnaNitka
    22 września 2013 at 14:25

    Gratuluję! Bardzo dobry tekst. Zgadzam się, że mama też musi dojrzeć do wyjścia. Ja dzieliłam wyjście jeszcze na kategorie: 'bezobsługowe' – czyli 10 minutowy skoki do sklepu po bułeczki; 'na śnie' – gdy zostawiałam śpiące dziecko z nadzieją, że nie wstanie przed powrotem; 'karmieniowe' – gdy opiekun dostawał porcje jedzenia wraz z dzieckiem; 'spaniowe' – gdy dziecko musiało zasnąć beze mnie.
    Dzięki temu stopniowałam i sobie i synkowi i jego opiekunom. Na bezobsługowym byłam już tydzień po porodzie, bo bardzo tego potrzebowałam 🙂 Kolejne stopnie przychodziły mi potem łatwiej 🙂

    Zgrozę budzi we mnie jednak kawałek o ojcu. Dla mnie podział na 'wychowanie przez ojca' i 'wychowanie przez matkę' nie istnieje – obydwoje mamy jeden zestaw reguł i zasad. Ojciec mojego dziecka nakarmi go tak samo dobrze jak ja, wie czego dziecku nie wolno podać, a co należy, wie na ile można dziecku pozwolić. Jeśli łamie te reguły to w porozumieniu ze mną.
    I uważam, że jeśli ojciec angażuje się w wychowanie i opiekę nad dzieckiem to zwyczajnie pewne rzeczy WIE.

  • coscik
    22 września 2013 at 14:50

    A mi się wydaje, że to nie problem zostawić dziecko z kimś, kogo się zna, komu się ufa. Gorzej mają mamy mające rodzinę kilkaset kilometrów dalej. Pozdrawiam

  • Violianka
    22 września 2013 at 15:20

    Pewnie wiele mam ma tak jak piszesz, ale ja od początku śmiało wychodzę sama i zostawiam męża lub mamę z Maleńką. Pierwszy koncert zagrałam już w 3 tygodniu po porodzie. Zostawiłam wtedy Małą na kilka godzin późno wieczornych samą z mamą. Było trochę strachu, ale nie o Małą, ale o to czy babcia sobie z nerwami poradzi… Z laktatorem zaprzyjaźniłam się od razu po powrocie ze szpitala, bo wiedziałam, że będę zmuszona podawać córce swoje mleko z butelki. Trzeba wrzucić na luz, bo dzieciom się mamy nerwy udzielają!

  • Jacquelane
    22 września 2013 at 16:29

    Też się bałam "pierwszego wychodnego". Ale okazało się, że narzeczony daje sobie radę z 3 tygodniowym niemowlakiem. I poszłam do lekarza. Oczywiście dostał ode mnie przykazania co ma czynić. 😀 Pamiętam, że jak przychodziła położna do Huberta, to zapytała czy już gdzieś wychodziłam. Myślę, co za głupie pytanie! Oczywiście, że nie. A ona do mnie? A nie chciała by Pani wyjść np. po chleb do sklepu chociaż? Tak na 15 minut? Może Pani pójdzie dzisiaj? Później zrozumiałam o co jej chodziło 🙂 Nie można się zamknąć w domu i siedzieć 3 tygodnie non stop z dzieckiem, bo można zwariować 😉

  • Matka Kwiatka
    22 września 2013 at 17:30

    Myslę, że ten mit o przywiazaniu dziecka do piersi i o niezastapionosci piersiowej mamy powoduje bardzo czesto, ze kobiety rezygnuja z KP, zeby miec nieco wiecej swobody. A ja wszystkimi konczynami podpisuje sie pod tym, co napisalas – wszystko to robie i robilam. Da sie wyjsc, nie usypiac dziecka, da sie nawet napic wina 🙂 przerabialam, wiec potwierdzam. Bardzo wartosciowy wpis!

  • Kinga
    22 września 2013 at 20:55

    Taaaaa…
    Żeby to było takie proste
    Mała ma półtorej roku, moje wyjścia mogę policzyć na palcach dwóch rąk, a wyjścia na dłużej niż 3h – na palcach jednej ręki. Najlepszy przykład -jakiś miesiąc temu. Pojechałam z zamiarem przebywania poza domem do godziny 22-23. Wyjechałam o 17.30, podałam cyca,wszystko było dobrze. W domu babcia i tatuś,myślę, nie ma co się stresować! O 20.40 telefon "Wracaj,bo od 2 godzin płacze, nie da się uspać, za chiny ludowe!"
    I tak u mnie te wyjściabwyglądają….

  • Anonymous
    22 września 2013 at 21:02

    Tak tak pamiętam…wlalam do butelki płynu do jej umycia i przed wyjsciem zapomnialam tego zrobić… tak jak przypuszczalam pedzac do domu z rozladowanym telefonem… noc z wyrzutamami sumienia z pretensjami do m. że nie myśli że sie nie nadaje itd… dziecko przeżyło, nauczkę mam do dziś:)

  • Strzyga
    22 września 2013 at 21:55

    A ja się nie bałam zostawić Tymona z Tatą. Po prostu nie chciałam. Miałam silną potrzebę spędzania każdej minuty z młodym. Za to jak mi przeszło, to moje pierwsze wyjście było od razu na godzinę (Tymon miał trzy miesiące). I kolejne już tylko dłuższe.

    Z kolei przy Agnieszce już drugiego dnia po powrocie ze szpitala wyszłam do sklepu – na piętnaście minut, bo to w końcu noworodek, ale jednak. Jak skończyła dwa miesiące to zostawała już z tatą na max godzinę. Teraz ma prawie trzy miesiące i stopniowo ten czas wydłużam. Fakt, jestem blisko, bo wychodzę w tym czasie z Tymonem na NASZ spacer i zawsze mam przy sobie telefon w razie "awarii". Ale jak juz zaczniemy rozszerzać dietę, to bez problemu zostawię ją na dłużej.

    Oczywiście oprócz spaceru z Tymonem mam też swoje samotne wyjścia i o dziwo, facet spokojnie radzi sobie przez godzinę z dwójką małych (20 miesięcy i 3 miesiące) dzieci. Myślę, ze wiele zależy od ludzi z którymi mamy dziecko zostawić. Np. z babcią męża w życiu bym nie zostawiła, nawet na pięć minut, ale do niego mam pełne zaufanie, wiem, że dzieci będą bezpieczne i zadowolone, więc czym się martwić.

  • miliia
    22 września 2013 at 22:06

    Ja pamiętam, wyjście na zakupy, trwało 2godziny, mała ma 7miesiecy, ale na noc bym jej nie zostawiła nikomu, mąż jej nie uspi nawet za dnia, jak ja mówię aby spróbował bo innym się udaje to mi mówi, nauczylas zasypiac przy piersi to teraz masz… 🙁 no i mam, ani chwili wytchnienia, cały czas z Pola 🙂

  • Hafija
    22 września 2013 at 22:29

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Hafija
    22 września 2013 at 22:30

    Znam ten stan :* jeżeli raz chociaż nie spróbuje to się nie zmieni, a zmieć się może 🙂 Trzymam kciuki

  • Hafija
    22 września 2013 at 22:31

    Też tak myślę, z zaufanymi osobami mniejszy lęk, ale to pierwsze wyjście jest zawsze pełne stresu 🙂

  • Hafija
    22 września 2013 at 22:32

    Ołaaa =/ współczuję "przygody"

  • Hafija
    22 września 2013 at 22:33

    Kiedyś tak po mnie zadzwonili, wróciłam to już spał "od dwudziestu minut" 😀

  • Hafija
    22 września 2013 at 22:33

    Jak się chce to szuka się sposobu i się da!

  • Hafija
    22 września 2013 at 22:34

    racja

  • Hafija
    22 września 2013 at 22:35

    To o ojcu tak z przymrużeniem oka, bo ja uważam że kompetencje rodziców są identyczne, ale przeżyłam swoje niedowierzanie w umiejętności męża mimo wszystko

  • Mama Kubusia
    23 września 2013 at 06:39

    a u nas właśnie na odwrót ..każde moje wyjście bez Kubusia ,to jedna wielka tragedia ..on płacze już kiedy zaczynam ubierać buty ,a widzi ,że jego nie ubieram …

  • SrebrnaNitka
    23 września 2013 at 08:24

    Ja na taki tekst męża odpowiadałam, że on musi nauczyć zasypiać po swojemu. I faktycznie tak się da – synek z każdym zasypia inaczej i tych metod nie da się 'pożyczyć' od innego opiekuna.

  • karolina ostajewska
    23 września 2013 at 10:47

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • karolina ostajewska
    23 września 2013 at 11:17

    A ja nie rozumiem tej niewiary w naszych partnerów. Mój mąż bez problemu zostaje z Młodym…po to go namówiłam na szkołę rodzenia, żeby wiedział co ma robić. To prawda, że musiałam się pogodzić z posiadaniem smoczka i karmieniem z butelki moim pokarmem, ale mam taką pracę, że muszę czasem wyjść. Tata został z miesięcznym synkiem i świetnie sobie poradził 🙂
    Czy nie jest tak, że kobiety umniejszają zdolności swoich mężów do zajęcia się dzieckiem, a potem narzekają, że muszą wszystko robić same? Niektórym Panom pewnie jest to na rękę 😉
    Dla mnie kontakt mojego męża z synem jest bardzo ważny i wiem, że jak mnie nie ma to inaczej się dogadują…taki fajny męski zespół 🙂 Kobitki, uwierzcie w swoich partnerów i dajcie im też "powychowywać" Wasze dziecko 🙂

  • Anonymous
    23 września 2013 at 21:00

    Ja swoje dziecko karmiąc piersią zostawilam z męzem jak mialo 2 tyg. to mialy byc szybkie zakupy i wypad do miasta (ok. 10minut jazdy samochodem) bo mieszkamy na wsi. Byłam tak zestresowana i chcialam szybko wszystko załatwic ze zaparkowalam samochod byle jak tzn podjechalam zbyt blisko samochodu obok ze nie moglam wyjsc od strony kierowcy i wygramolilam sie od strony pasazera. Zadowolona po zakupach chce odpalac silnik a samochod ani ruszy, kazalo sie ze z pospiechu zostawilam wlaczone swiatla i padl akumulator, bylam bliska placzu, zadzwonilam do meza, bu przyjechal, na szczescie spod ziemi wyrosla mi kolezanka z pracy z mezem, pchneli mnie no i moj "dziadunio" zapalil, nie zapomne tego

  • Anna Sądaj
    26 września 2013 at 11:35

    Znam ten ból. Jak zostawić dziecko?? Na dwie godziny ok…ale dłużej?? No ale się przemogłam, bo do pracy trzeba było pójść i jakoś tak nauczyłam się wychodzić bez dziecka. Ale byle jak najrzadziej 😛

  • Matka Niedźwiedzich
    10 grudnia 2013 at 22:05

    Jutro idę. Po 7 miesiącach na dłużej, bo z dwójką maluchów to trudne logistycznie po prostu. Gotowa jestem teraz. Nie bede spala całą noc, a niby ze mnie taka doświadczona Matka.

    Zajrzałam do Ciebie, bo wiedziałam, że znajdę mądrość. Tablica z rozszerzaniem diety malucha na piersi wisi u nas na lodówce, więc mieszkasz po części z nami w domu. Z uśmiechem pozdrawia.

    I mocno dziękuję!

  • Hafija
    10 grudnia 2013 at 22:20

    Bardzo się cieszę, dziękuję za Twoje słowa :*

  • Agnieszka
    26 sierpnia 2014 at 11:32

    Taaa… pierwszy raz jak wyszłam na dwie godziny to histeria była taka, że tatuś po moim powrocie wyszedł na papierosa, mimo iż nie pali. Trochę t to zniechęca 🙁

  • Maja
    6 marca 2015 at 21:01

    Wiem, że za miesiąc będę musiała (i chciała) pierwszy raz zostawić małą, półroczną córkę z mężem. W końcu wieczór panieński przyjaciółki jest raz w życiu. Cieszę się na niego strasznie. Ale też boję piekielnie. Staram się przyzwyczajać mała do butelki. Widzę, że pije ładnie, ale woli pierś. Tłumaczę sobie, że przecież jeśli mnie nie będzie, jakoś sobie będzie musiała poradzić. Nawet jeśli będzie musiała dojeść z butli… Czytam twojego bloga, chłonę każde słowo i staram się znaleźć jakiś przepis na sukces… 🙂

  • olga
    9 czerwca 2015 at 23:43

    Ze wszystkim się zgadzam, tylko… Moje dziecię gardzi odciąganym mlekiem 😉 przynajmniej póki co. Więc wychodzę, i owszem, odkąd skończył trzy tygodnie, ale najdłużej byłam poza domem (bez dziecia rzecz jasna!) 3 godziny 😉 na razie ma 4,5 miesiąca, może jeszcze mu się odmieni… 😉

  • marta
    16 lipca 2015 at 20:47

    U nas jest ciezko. Nie dlatego, ze ja mam opory, tylko Synek wpada w czarną rozpacz jak nie ma piersi. Teraz ma 6 msc, w zeszla sobote mialam spotkanie wieczorne. Poszlam, a Maly dostal takiej histerii, ze o spaniu nie bylo mowy, a Babcia miala reke w malinkach… i co tu zrobic? Jak wybieramy sie na wesele za 2 tygodnie?!!!

    • Hafija
      17 lipca 2015 at 07:52

      Ja bym nie poszła na wesele

    • marta
      17 lipca 2015 at 14:26

      Naprawde bys nie poszła? To jak to sie ma do powyzszego posta? Napiszesz cos wiecej dlaczego?

    • Hafija
      17 lipca 2015 at 14:46

      Kwestia dziecka i tego co sie aktualnie dzieje. Jeżeli widziałam ze mój syn ma duży emocjonalny problem z moim wyjściem nie wychodziłam. Tak jak napisałam zeby nie wyjsć tez potrzeba odwagi.

  • Betty258
    30 lipca 2015 at 23:25

    Mam pytanie odnośnie wyjścia przez matkę karmiącą z domu. Moja córeczka ma 3 miesiące i jest oczywiście bardzo cycusiowa. Zastanawiam sie nad odciąganiem pokarmu, żebym mogła bez stresu wyjść z domu i nie leciec za godzinę lub szybciej spowrotem. Zastanawiam się tylko czy gdybym podała jej mleko z butelki to nie spowoduje, że potem nie będzie chciała pić z piersi? Bo przecież butelka rozleniwia? czy nie jest jeszcze zbyt mała na to?

  • aana87
    29 września 2015 at 23:08

    2 tygodnie po porodzie wyszłam bez Wojtka na 3 godziny – musiałam kupić m.in. stanik i parę pociążowych ubrań… Został z tatą, tata z butlą z moim odciągniętym mlekiem… i okazało się, że idzie 😉 choć stresa miałam potężnego, to stwierdziłam, że muszę spróbować 🙂 Potem, jak miał 9 tygodni mieliśmy wesele mojego szwagra i zostawiliśmy Wojtusia z babcią – stwierdziłam, że jednak lepiej dla niego będzie zostać w domu ze znaną osobą niż spędzić z nami wieczór na sali pełnej ludzi i głośnej… Więc od 21 do 3 w nocy był z babcią sam – i spał w zasadzie cały czas, raz go tylko nakarmiła moja mama „na śpiocha”. A w ostatni weekend – Wojtek ma teraz 13 tygodni – pojechaliśmy odwiedzić drugich dziadków (200 km od nas mieszkają) i przy okazji chcieliśmy się spotkać z dawno nie widzianymi znajomymi. Nakarmiłam Wojtka o 21, zasnął, my wyszliśmy, wróciliśmy koło 3 – Wojtek spał cały czas 😀 Mam fajnie, bo na 99% od 21 do 2-3 śpi bez budzenia nawet na karmienie, więc mogę mieć chwilę dla siebie, nawet zaplanować późnowieczorne i nocne wyjścia. Z drugiej strony – w ciągu dnia raczej mogę zapomnieć o wyjściu bez małego, bo potrafi być na piersi od 7 rano do 18 praktycznie bez przerwy… Ale wtedy po prostu razem leżymy w łóżku i się karmimy i uśmiechamy i to też jest piękny czas, nawet piękniejszy, bo nigdy nie wiadomo kiedy się skończy…

  • Moni
    10 grudnia 2015 at 00:20

    Mój synek ma 9,5 miesiaca i nie zostaje sam w domu na dłużej niż 3 godziny. Zostawiam go z babcią, z jedzonkiem i wodą, ale po moim powrocie widzę, że ma w oczach takie cierpienie, że mi serce pęka. Jak tylko mnie widzi w drzwiach zaczyna płakać i rzuca się na pierś. Jest raczej niejadkiem jezeli chodzi o inne produkty niż mleko – jada ok. 5 łyżeczek/gryzów i nie wiem co zrobić – odciągać pokarm i zostawiać w butelce?Synek nigdy w życiu nie miał styczności z butelką, poza tym jest już naprawdę duży i powinien moim zdaniem przy braku piersi jeść wiecej tych dodatkowych produktów..nie wiem czy uczyć się teraz laktatora?

  • anula
    16 grudnia 2015 at 15:53

    A co zostaje mamie, która nie ma nadprodukcji pokarmu i po karmieniu nie ma zwyczajnie czego odciągnąć, nie licząc kilku ml? Nawet gdybym chciała, nie mam jak zostawić Skarba z mężem czy babcia. Co mu dadzą, wode? Nie chcę mm. Takze kp super, ale wychodzić to nie wszystkim mamom dane…

  • Lucyna
    25 lutego 2016 at 08:12

    Czytając ten artykuł i komentarze stwierdzam, że jestem wyrodną matką… Mam 9 miesięcznego synka- chodzę do fryzjera, na spacer z pieskiem (nawet na 2 godziny), do sklepu; wsiadam w autobus i jadę do rodziców na kawę… I nie, nie mam wyrzutów sumienia. Wiem, że mój mąż jest odpowiedzialnym ojcem i zajmie się Piotrusiem tak samo dobrze, jak ja. Bardzo kocham synusia, ale nie ukrywam, że potrzebuję czasu dla siebie- i nie, nie myślę o nim non-stop, gdy wyjdę na jakiś czas. Czytając was czuję, że wszystkie określicie mnie jaką złą matkę…

  • lola
    18 kwietnia 2016 at 13:39

    ja mam zupełnie inne zdanie na ten temat niż moje poprzedniczki w komentarzach. pierwszy raz wyszłam bez mojej córki, gdy miała skonczone 2 tygodnie. dzisiaj ma 11, a ja wychodzę regularnie, nawet kilka razy w tygodniu, mała jest wtedy z tatą. dwa razy była na noc u babci, a ja z moim partnerem wybraliśmy się na imprezę. mleko za kazdym razem odciągam, w pogotowiu na wszelki wypadek mm i woreczki z pokarmem w zamrażalniku.
    nie mam żadnego problemu z wyjściem bez niej, tata świetnie się nią zajmuje. nie zauważywałm tez zeby teskniła, wydaje mi się, ze czesto to mamy maja z tym wyjsciem problem i szukają wymówek, a dzieci nie zauważają różnicy.
    pozdrawiam serdecznie

  • lola
    18 kwietnia 2016 at 13:45

    tak jeszcze po przemyśleniu: to, ze dziecko płacze jak nie ma przy nim mamy moze byc zbiegiem okolicznosci. czy w Waszej obecnosci dziecko nigdy nie płacze?
    tacie tez trzeba się dać wykazać, niech sobie poradzi z płaczącym maluszkiem.
    moje zdanie jest takie, ze trzeba wspólnie wypracowac sobie styl życia, który odpowiada wszystkim. uważam, że moje potrzeby są również bardzo ważne i skoro zawsze żyłam bardzo aktywnie, nie chciałabym tego zmieniac. na razie swietnie sie to udaje. mała jest pogodna i przesypia całe noce. mam nadzieje, ze w ten sposób bedzie w przyszłosci akceptowała, ze mama nie jest jej wyłacznym opiekunem i rownie fajnie (a moze i fajniej) moze spedzic czas ze stesknionym po całym dniu w pracy tatą.

    • StarDust
      9 czerwca 2016 at 20:49

      czytam niektóre wpisy z zazdrością …. jak Młody miał 6 mcy pierwszy raz wyszłam na firmowy bankiet. Po 21 telefon od męża i krzyk który słyszałam w telefonie był nie do opisania. Jeszcze nigdy tak szybko nie pocinałam przez miasto do domu. Później było podobnie aż w końcu trochę poddałam się i zawsze wracam na kąpanie i karmienie. Młody prawie zawsze wieczorem usypia na piersi, czasem sobie śpiewamy, mruczymy …. przy moim mężu dostaje ataku złości. Jeszcze nigdy nie udało mu się go uśpić, utulać …. nawet jak jestem w domu, zamykam się w sypialni i zostawiam z nakarmionym Młodym – porażka na całej linii. Nie wiem czy gdzieś popełniłam błąd …. czuje się trochę wieczornym więźniem własnego dziecka. Najgorsze jest to, że za 3 mce wracam do pracy. Czekają tam na mnie m.in. spotkania w odległych miastach, czasem dwudniowe. Jeszcze nie wiem jak to przeżyję …..

  • ja
    21 lipca 2016 at 20:10

    Tata mojego malucha wpada na pomysły aby nie reagować na placz to zobaczymy czy się zaniesie:/ o braniu kilkumiesięcznego niemowlaka na barana i braku umiejętności przewijania nie wspomnę dlatego nie mam z kim go zostawić i ciągnę ze sobą.

    • Hafija
      22 lipca 2016 at 22:11

      🙁

  • Dagmara
    29 lipca 2016 at 09:18

    Jak mój synek był mniejszy wychodziłam nawet kilka razy w miesiącu i nie było żadnych problemów. Teraz ma 4 msce i niestety oduczył się pić z butelki. Nawet jak jest głodny nie wypije ani grama więc nie mogę iść nawet do lekarza… Z odciąganiem pokarmu też mam problemy, zazwyczaj uda mi się odciągnąć nie więcej niż kilka ml. Nie wiem gdzie popełniłam błąd…

  • Cassie
    6 sierpnia 2016 at 20:09

    Przez ostatnie dni cały czas zastanawiałam się, czy jestem wyrodną matką… W zeszłym roku w sierpniu, jeszcze nie wiedząc, że jestem w ciąży, pojechałam z koleżankami na 4-dniowy babski wypad w góry. 12 godzin wędrówek dziennie, przezwyciężanie swoich słabości i wieczorny relaks przy pogaduszkach, to było coś! O dziecko walczyliśmy z mężem 2,5 roku, w międzyczasie przeszłam operację i kurację hormonalną… Nasz Synek to nasze spełnione marzenie, ale… rok temu na tym babskim wypadzie obiecałam mojej przyjaciółce, że „za rok, we wrześniu, zdobędziemy razem Rysy” (ja już byłam 2 razy, Ona nigdy). Cały czas myślę o tym wypadzie, od roku nie byłam w górach, tęsknię… Mój mąż też kocha góry i co 2-3 miesiące jeździ ze znajomymi na kilkudniowe wędrówki. A ja najpierw nie mogłam, bo ciąża, a teraz mam dzidziusia… Długo się zastanawiałam i postanowiłam jednak jechać, na dwa dni, we wrześniu – syn będzie mieć wtedy skończone 4 miesiące. Od 2 tygodni robię zapasy – jeśli Mały nie budzi się w nocy na jedzenie, to wstaję nad ranem, odciągam porcję mleka i mrożę. Mam już 9 woreczków, mam nadzieję, że do września uzbieram 😉 Dotychczas synek został z tatusiem sam 2 razy: raz jak szłam do lekarza na wizytę popołogową i drugi raz, kiedy pojechałam szukać sukienek na wesele i na chrzciny. Dają sobie radę, synek u ojca też jest spokojny, zjada moje mleczko z butelki bez problemu… Są tylko dwie rzeczy, które mnie martwią: to, że czasem nie chodzi o jedzenie, tylko o potulenie się do mamy z cycusiem w paszczy i druga kwestia – żeby mi laktacja przez te dwa dni nie zaszwankowała… Muszę zabrać ze sobą laktator – ciekawe, czy kobieta odciągająca mleko na szlaku w Tatrach to częsty widok? 😉 Mąż załatwił sobie wolne w pracy, zostanie z Małym, ale dziś mi powiedział, że nie powinnam zostawiać na cały weekend takiego maluszka… Chyba pokażę Mu ten wpis!

    • lola
      12 sierpnia 2016 at 12:37

      kochana, mogę Ci odpowiedzieć z perspektywy swojego doświadczenia.
      kiedy moje dziecko miało 4 miesiące wyjechałam na 2 dni do Londynu. wszystko było ok. mała została z tatą i podobno nie było najmniejszych problemów. na moją laktację to nie wpłynęło, ale na pewno minusem była konieczność pozbywania się pokarmu w ciągu tych dwóch dni, a nie zawsze miałam możliwość żeby móc dyskretnie skorzystać z laktatora. ja polecam Ci zdać się na swoją intuicję: jeżeli mówi, Ci żeby jechać, to znaczy, że będzie ok 🙂
      i koniecznie zaopatrz się w zapas wkładek laktacyjncyh 🙂

      powodzenia

  • Iwona
    24 października 2016 at 19:25

    Mogę polegać na swoim mężu i bez problemu zostawiać z nim dzieci. Ostatnio też mnie nie było na weekend, ponieważ moja siostra zrobiła mi prezent, którym był voucher do aerotunelu umiejscowionego w Lesznie. Ja sobie polatałam, spędziłam fajny weekend z siostrą, a mąż dał radę. Także nie ma czego się bać, dziecko w końcu ma dwoje rodziców.

  • Nat
    28 października 2016 at 09:15

    Moja szfagierka koniecznie chce za rok w sierpniu brać ślub. Dzidziuś będzie miał ze 2 miesiące. Przez cały dzień i noc nie będzie karmić dziecka i twierdzi że pokarmu też nie będzie ściągać bo nie będzie mieć czasu bo chce się bawić. Mówię jej że się tak nie da ale mnie nie słucha…

  • Aga
    9 grudnia 2016 at 10:38

    Ciekawy tekst 🙂 ja wyszłam po miesiącu do fryzjera na 2 godz., tatuś świetnie się spisał, był na spacerze, nakarmił moim odciągniętym mleczkiem a mały zadowolony. Od tego czasu wychodzę co weekend na małe zakupy lub kawe 🙂 Zrelaksowana mama, szczęśliwe dziecko 🙂

  • Ewa
    21 października 2017 at 14:13

    A ja mam pytanie o wskazówki jak odciągać pokarm właśnie na takie sytuacje – wyjście do kina, na spotkanie itd., kiedy chcę zostawić córeczkę z tatą lub babcią. Mała ma 10 tygodni, więc jest wyłącznie kp. Czy powinnam odciągać od razu po karmieniu i z tej samej piersi, z której jadła mała? Z drugiej? Z obu? Ile ml na raz mogę „bezpiecznie” odciągnąć, żeby nie bać się, że w piersi zabraknie pokarmu na najbliższe naturalne karmienie z piersi? Bardzo proszę o pomoc, bo nie wiem, jak podejść do tematu…

  • Ula
    30 października 2017 at 22:50

    Moje dziecko (3miesieczne) nie uspokaja się przy piersi, jeśli placze to nie ma opcji cycek bo będzie jeszcze gorzej
    Czasem płacze bo ma dostać cycka
    Czy jest jedyny i wyjątkowy?

  • Magda
    14 kwietnia 2018 at 16:00

    Hafija a co zrobić kiedy dziecko nie lubi ani smoczka ani butelki? Moja 3 miesięczna córka jest jedynie na piersi i nawet jak odciągnę swoje mleko to go nie wypije bo jest z butelki. Nie mam pojęcia jak nauczyć pić córkę z butli a nie ukrywam że takie uwiązanie jest męczące i nie można zostawić dziecka na dłużej jak 2 godziny. Kupiłam nawet kubek Medela i z niego jeszcze pije ale na większą ilość pokarmu chyba by się nie sprawdził. Błagam poradź. Jak przyzwyczaić dziecko do butelki?

    • Ola
      1 października 2018 at 09:18

      U matki propagującej KP raczej nie znajdzies podpowiedzi dotyczącej karmienią butlą z powodu „uwiązania dziecka” oraz „męczliwości” 🙂
      To są uroki macierzyństwa. Ciesz się tym stanem bo bardzo szybko mija, a za kilkadziesiat lat sama będziesz prosić córeczkę zeby trochę Tobą posiedziała 🙂
      Doceń ten czas! 🙂

  • Ola
    1 października 2018 at 09:16

    moje dzieciątko niestety daje mi równą godzinkę. Tyle mam czasu dla siebie. Po godzinie CZARNA ROZPACZ. Biedna babcia. Młody naprawdę pokazuje czym jest macierzysntwo, bo starszego mogłam zostawiać z obcymi i mial to w nosie. Co prawda był butelkowy, a to zapewne zasadnicza różnica, bo junior butli nienawidzi <3 Cieszy mnie to bo kryzys mały miałam jak nie mogłam karmić starszego, ale bywa to dość… męczące. Szczególnie teraz, gdy ze wzgledu na KP i małego cyckowego hajnida muszę zrezygnować ze studiów.

  • Kamila
    2 października 2018 at 03:36

    A co zamiast butelki? Mój 4miesieczniak jej nie akceptuje. Trochę zje mleka z łyżeczki, ale to nie jewt to. Mój mąż chętnie z małym zostaje, wychodzę na 3-4 h, ale wolałabym ich zostawiać z dobrym planem awaryjmym.

  • Alicja
    2 października 2018 at 09:03

    Ma trochę inne doświadczenia. Niektórym mamom – takim jak ja – przydałby się też inny tekst: „To OK, jeśli nie chcesz wychodzić bez dziecka”. Osobiście odczuwam presję w drugą stronę – „zostaw to dziecko, wyjdź do ludzi, dlaczego nie podasz mu w tym czasie butelki, smoczka, mm?” Jakbym nie mogła udać się na spotkanie towarzyskie z dzieckiem, w miejsce publiczne z dzieckiem, jakby moje starania, by nie podawać dziecku mm, były ciemnogrodem. I jakby chęć życia w bliskości z dzieckiem była zła.

    To nie są argumenty przeciw temu wpisowi. Pewnie części kobiet jest potrzebny (nie wyobrażam sobie, by z powodu niemożności rozstania z dzieckiem odpuścić sobie potrzebne zabiegi i wizyty lekarskie!). Tylko czasem chciałabym usłyszeć coś innego. „To OK, że ciągnę dziecko wszędzie ze sobą”. Bo jako matka mam prawo zabierać je ze sobą.

  • E.
    2 października 2018 at 10:53

    Dobrze,że nie mam takich problemów w głowie. Zostawiam córkę co jakiś czas odkąd skończyła tydzień. Matki to nie inkubatory i niańki tylko oddzielne żyjące jednostki.

  • Magda
    2 października 2018 at 12:24

    Witam. A co w przypadku, gdy 3-mc dziecko wręcz przeciwnie, dostaje szału przy piersi (wcześniej było ok)? Oczywiście oprócz momentów, gdy rzeczywiście jest głodna, choć i wtedy bywa tak, że po położeniu na poduszkę do karmienia, zanim się przyssie, dostaje spazmów. Je też o wiele mniej niż wcześniej. Już nie wiem, co robić..

  • Angelika
    2 października 2018 at 15:32

    Problem pojawia się w momencie kiedy dziecko kategorycznie odmawia innych form karmienia, i akceptuje tylko pierś. Czekam aż zacznie jeść stałe pokarmy po 6 miesiącu życia i zamierzam wyjść czasem żeby pobyć sama z sobą 🙂 P.S. Dziękuję za wszystkie posty, dzięki tobie karmie po cesarce z narkoza ogólną, po prostu Ci uwierzyłam że mogę i dam radę 🙂

skomentuj