Czy żłobek to zło?


Nie tak dawno temu na słowa żłobek i przedszkole reagowałam spazmami gniewu i piany. Jakbyście mnie wtedy usłyszeli…
Żłobek to zło! 
Będę z dzieckiem w domu do 18! 
Nie dam nikomu zajmować się dzieckiem, a już na pewno nie jakiejś obcej babie!
W nosie rozwój zawodowy – dziecko mnie potrzebuje. 

Wtedy dziecko mnie potrzebowało i wtedy nie było opcji na oddanie dziecka gdziekolwiek i powrót do pracy. Miałam z góry upatrzone zdanie na takie procedery – nie było  to dobre zdanie.
Czas jednak weryfikuje niektóre kwestie i tak zweryfikował i moje podejście więc odszczekuję, bo nie taki diabeł straszny jak go malują i jakim ja go widziałam – a widziałam mitycznego raroga niosącego pożogę i zniszczenie.

Zacznę może od tego że nie chciałam oddawać dziecka do żłobka, ani wracać do pracy
Za powrotem do pracy przesądziły kwestie finansowe – czyli żeby w końcu  można było wyjść do kina i nie przejadać oszczędności, ciągłość rozwoju zawodowego, perspektywa nędznej emerytury minimalnej jak do pracy nie wrócę. 
Poza tym ja lubię pracować, lubię wykorzystywać moją wiedzę i umiejętności na polu zawodowym. No dobrze lenić też się lubię ale chyba mimo wszystko wolę pracować. Lubie być zmęczona pracą.
Przeciwko powrotowi do pracy – być z synem, on mały człowieczek mnie potrzebuje. Jestem jego mamą – dzieci potrzebują mam. 
Przyszedł jednak ten moment, kiedy to mój syn potrzebował już czegoś innego niż tylko mamy. 
Najpierw został z babcią. Ja pracowałam na pół etatu. Ale i babcia to było za mało.
Młody potrzebował towarzystwa innych dzieci. Z racji tego, że u nas takiego towarzystwa nie dostanie szybko to zorganizowaliśmy mu żłobek na pół dnia codziennie, odciążyłam babcię i wróciłam do pracy  na cały etat. Rodzina przeżyła traumę „Dziecko do żłobka!? Olaboga olaboga” ale decyzja została już podjęta i stało się – poszliśmy do innych dzieci. 
W pogardzie mając wizje chorób które sobie sprzedają dzieci zaprowadziłam Konuska do żłobka i do dzisiaj dziecko bawi się tam świetnie i biegnie w podskokach co rano. 
Płacze za kumplami  w weekendy, budzi się rano i ciągnie nas do drzwi. Oczywiście moja pogarda dla wirusów i bakterii została surowo ukarana szpitalem, chorobami i innymi podobnymi sensacjami, więc spokorniałam.
Gdybym była w domu, a nie pracowała to nie posłałabym dziecka do żłobka. To jedno się we mnie nie zmieniło – najlepiej jest u mamy, cudownie jest u babci, a w żłobku jest po prostu dobrze.
Dobrze dobrany żłobek dziecku krzywdy nie wyrządzi. Oczywiście nie będzie wszystko tak jak my chcemy – i tutaj ból mój największy jest ale nie jest źle.
Dochodzę też do innej ważnej kwestii.
Każda kobieta dojrzewa inaczej do powrotu do pracy. Moim zdaniem – nie trzeba się ze mną zgadzać – praca jest kobiecie potrzebna. Odrzucam tutaj wizję pracy tylko w domu jako Matki-Polki. Mówię o pracy zawodowej, którą wykonuje albo w domu, albo w biurze. 
Dlaczego?
Bo długa absencja na rynku pracy marginalizuje kobietę zawodowo. Marginalizacja zawodowa nie tylko wpływa na obecną pozycję wszystkich kobiet na rynku pracy ale też i na przyszłą pozycję kobiet – niepracująca osoba w średnim wieku, emerytka, rencistka.
Życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz na co trafisz. Dzisiaj mąż ma super pracę i możesz zostać w domu z dzieckiem a jutro może męża nie być, a żyć trzeba. Oczywiście nie życzę nikomu źle!
Zdecydowanie wyznaję też zasadę, że jak mam mało czasu to dokładam sobie co nieco i wtedy i organizacja lepsza i czasu tak nie marnuję.
Po sobie wiem, że dojrzewanie do wyjścia do pracy inaczej przebiega u każdej kobiety. Znam mamy które chcą wracać do pracy już zaraz jak dziecko się urodzi i takie które po trzech latach są niepewne. Każdy wybór jest indywidualny. 
Dla mnie praca nie jest odpoczynkiem, ani od domu, ani od dziecka. Kocham być w domu z dzieckiem i kocham gotować mu obiady i leżeć całe rano i przewalać się w łóżku. 
Ale cieszę się, że wróciłam do pracy. 
Bo ja lubię pracować.
Bo ja nie lubię stać w miejscu. 
Bo będąc w domu marnowałam dużo czasu a teraz już nie marnuję. 
Cieszę się, że życie zweryfikowało moje żłobkowe poglądy – może nie do końca i nie w całości ale na pewno oszlifowało kanty mojego uporu. Duże miało też znaczenie to, że trafiliśmy na naprawdę fajny żłobek i fajne ciocie (odpukać).
Znaleźliśmy zloty środek i jest nam z tym dobrze, mimo że szukanie nie było łatwe to teraz mogę powiedzieć, że żłobek/przedszkole to nie jest zło, a kobiecie praca jest potrzebna – ale według mnie nie dla spokoju, odpoczynku od dziecka, ale dla własnego dobra, dla bezpiecznej przyszłości, dla dziecka tak naprawdę. Bo teraz jak o tym myślę to oprócz mnie dziecku potrzeba jeszcze jedzenia, ubrania, książek, oszczędności na studia, podróże, a samą miłością mu tego nie dam. 
Ile razy ja już słyszałam, że na pewno kasa ważniejsza od dziecka. Tak nigdy nie było i nie będzie i kto tak uważa ten nie czyta ze zrozumieniem albo po prostu mnie nie zna.
Rozmawiam też czasem z dziewczynami, które chcą wrócić do pracy a z każdej strony słyszą:
– przedszkole to zuoo
– do pracy wracasz? Ty egoistko!
– miejsce matki jest przy dziecku a nie za biurkiem
Tak kiedyś i ja bym powiedziała (gdzie, ach gdzie miałam głowę)
Ty wiesz najlepiej czy możesz zostawić dziecko w przedszkolu, czy ono Ciebie jeszcze potrzebuje, czy chcesz wrócić do pracy, a jak już znajdziesz złoty środek pomiędzy chęciami, potrzebami i możliwościami to po prostu to zrób, nieważne czy wybierzesz pozostanie w domu czy opiekę zorganizowaną i powrót na etat! 
No i jest jeszcze kwestia czynników zewnętrznych, wsparcia rodziny, podejścia pracodawcy, polityki prorodzinnej… ale to może następnym razem. 
Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

32 komentarze

  • Namaste
    4 września 2013 at 11:58

    Nie masz czasu kup se koze jak to mówią. To apropo dokładania zajęć i lepszej organizacji. Też uważam, że im więcej mam zajęć tym lepiej jestem zorganizowana.

  • Aleksandra
    4 września 2013 at 12:01

    A wiesz… ja to pamiętam jeszcze więcej Twoich przemian 🙂 najpierw było że ci mąż zupełnie niepotrzebny bo jesteś samowystarczalna a dziecko to już w ogóle, bo ty przecież nie masz instynktu. Potem pojawił się mąż a potem "zachorowałaś" na dziecko, że już teraz natychmiast ma być i już. Dziecko się pojawiło to była obecna opcja tylko ja się będę nim zajmować, żadne nianie, a przedszkole wybijcie sobie z głowy bo mi dziecko popsują, ja nie chodziłam i wyrosłam na ludzi… pamiętam to jak dzisiaj 🙂 Ale jak wiadomo kobieta zmienną jest i dojrzewa do pewnych decyzji :).

  • Hafija
    4 września 2013 at 12:15

    Ale sie usmialam :))) jakby sie cofnąć w czasie to i wiecej by sie znalazło :))) ale spuscmy na to zasłonę milczenia 🙂

  • Daga
    4 września 2013 at 12:16

    A ile Konusek miał miesięcy, gdy zaczął swoją żłobkową przygodę? Moja Zosia za moment skończy 1,5 roku i widzę, jak bardzo ciągnie do innych dzieci i przeróżnych cioć, więc może powinnam pomyśleć o jakimś klubiku?… Z drugiej strony nie jestem sobie w stanie wyobrazić mojej rozłąki z mamą. To chyba jeden z niewielu przypadków, gdzie mama, a nie bobas, nie jest gotowa na żłobek 😉

  • Hafija
    4 września 2013 at 12:36

    Miał ponad dwa latka

  • Happy Power Mama
    4 września 2013 at 12:37

    :*

  • lena
    4 września 2013 at 13:39

    Hafijo, jak myslisz jaki jest "najlepszy" wiec zeby zaczac przygode ze zlobkiem? w jakim wieku poslals Gabrysia?

  • lena
    4 września 2013 at 13:39

    ooo, juz widze, ze zdublowalam pytanie. sorki;/

  • Hafija
    4 września 2013 at 13:48

    Ale chyba nie ma czegoś takiego jak najlepszy wiek na posłanie do żłobka. Mój poszedł po drugich urodzinach dla niego to było w sam czas a dla innego dziecka będzie za wcześnie albo za późno 🙂

  • Anonymous
    4 września 2013 at 15:24

    Cieszę się, że jesteś z tych mam, które nie boją się przyznać do zmiany poglądów. Mój Jaś ma prawie 8 miesięcy, korzystam z nowego urlopu rodzicielskiego (jak dobrze, że jest!), ale w marcu wracać do pracy muszę. Dziecko będzie miało wtedy 14 miesięcy, już jest zapisany do publicznego żłobka, bo niania za droga, a babcie bardzo daleko. Wizja państwowego molocha najpierw mnie przerażała, ale wystarczyło spotkanie z dyrekcją i ciociami, i naprawdę się uspokoiłam. Chyba nie będzie źle. Póki co Jaśko ułatwia nam sprawę lgnąc do wszystkich dzieci, i dorosłych zresztą też 🙂 Oby było dobrze!

  • Hafija
    4 września 2013 at 15:27

    Jest takie przysłowie ze tylko krowa nie zmienia poglądów 😉 he he
    Na pewno będzie dobrze. Będę trzymała kciuki 🙂

  • Mamine Skarby
    4 września 2013 at 16:07

    Nic dodać, nic ująć. Przeważnie to mama musi "dorosnąć" do niektórych decyzji. Czasami traw to krócej, a czasem dłużej. Pozdrawiamy 🙂

  • Gosia33
    4 września 2013 at 17:30

    To dobry temat. Jak wszystkie tutaj zresztą…
    Sama chciałam pozostać w domu z dzieckiem do ukończenia przez Miśka 3 lat, czyli do wieku przedszkolnego. Uważałam, że owszem potrzebuje kontaktów z dziećmi, ale to starałam się mu zapewniać spędzając jak najwięcej czasu na placach zabaw, w naszym dzielnicowym, bardzo prężnym, Klubie Mam, w "małpich gajach". I wcale nie starałam się zastępować Mu towarzystwa innych dzieci, nie zagarniałam dla siebie. Przeciwnie, zachęcałam do udziału w zabawach. Czasem się udawało, choć mój synek generalnie szybciej nawiązuje kontakty z dorosłymi osobami (cóż… wśród takich przebywa – nie mamy w sąsiedztwie, ani w rodzinie małych dzieci).
    Niestety pokonała mnie ekonomia. Jak sama napisałaś, sama miłość nie wystarczy. Nie ubiorę w nią i nie nakarmię nią rodziny, a mój mąż właśnie nie miał pracy. I kiedy synek skończył rok wróciłam do pracy. Z dużymi oporami, przyznaję, bo to mnie było trudniej rozstać się z dzieckiem. Ale synek, mimo że został w domu z Tatą i Dziadkiem, również tęsknił i rzucał się na mnie, kiedy tylko pojawiłam się w drzwiach.
    Jako trzylatek rozpoczął swoja "karierę" w przedszkolu (za miesiąc skończy 4 latka). Początki były trudne dla nas obojga. I wciąż zdarza mu się powiedzieć, że nie chce iść do przedszkola, na co wtedy tłumacze, że mama pracuje, zarabia pieniążki, uczy się, bo to dla mnie ważne, ale też lubię moją pracę I mówię, że równie ważne jest dla mnie, żeby nie był sam, tylko ten czas, kiedy mnie nie ma w domu, spędził z innymi dziećmi, na zabawie i nauce różnych ciekawych rzeczy. Że wtedy ja nie martwię się, że coś mu się stanie, że będzie głodny, albo zmęczony. Wiem, że w przedszkolu może spędzić dobrze dzień i miłe Panią dobrze się nim zaopiekują.
    Akceptuje takie tłumaczenia.

    Tak więc, jak sama piszesz, nie ma takich samych scenariuszy. Jest ich tyle ile serc mam, pomnożonych przez serca ich dzieci 🙂

  • Hafija
    4 września 2013 at 17:32

    Pięknie to napisałas ! 🙂

  • Anonymous
    4 września 2013 at 18:20

    Ja również zastanawiałam się, czy mój 2,5 letni Staś powinien już iść do przedszkola. Nawet odwiedziliśmy już dwa przedszkola. I okazało się, że chyba synek jest już gotowy, ale ja niekoniecznie. Staś poszedł do sali sam, nawet się za mną nie oglądał. Uczestniczył w zajęciach muzycznych i zjadł z dziećmi drugie śniadanie. Niby wszystko było w porządku, ale stwierdziłam, że jeszcze mamy czas na przedszkole.W rezultacie nie zdecydowałam się. Może również dlatego, że przedszkola, które odwiedziliśmy z małym nie spełniły w 100% moich oczekiwań. W jednym dzieci zmuszano do spania w dzień, w innym włączano im bajki na DVD, a jak wspomnę drugie śniadanko składające się uwaga! z dwóch małych okrągłych biszkopcików, to mnie serce ścisnęło i koniec końców siedzimy razem w domu. Może za rok znajdziemy jakieś fajne miejsce a nie przechowalnię.
    Pozdrawiam
    maniamamowania

  • Anonymous
    4 września 2013 at 20:30

    dostalam dzis telefon z pracy i do jutra mam zdecydowac czy biore pol roku macierzynskiego czy caly,

    Agata ratujjjjjjjjj!!!

  • hebamme
    4 września 2013 at 20:38

    Ja najpierw zanim miałam dziecko planowałam po 4 miesiącach do pół roku wrócić do pracy, w momencie kiedy Dzidek się urodził nie miałam sumienia go z nikim zostawiać, teraz gdy leci mu 3 miesiąc składam w piątek papiery do szpitali bo muszę pracować zawodowo. Nie umiem wysiedzieć z dzieckiem w domu:(
    Teraz może stać nas na różne rzeczy, wyjście do kina nie obciąża nas zbytnio finansowo, ale ja im więcej mam na głowie tym się mobilizuje o wiele szybciej.Jak jestem w domu i mam dużo czasu to wpadam w marazm dnia codziennego, w domu brud i syf (bez przesady, w moich oczach jedynie,mąż nie narzeka:).

    Ja mam taką a nie inną pracę bo zmianową, więc po 12 godzin dzień noc i dwa dni wolnego. Z Dzidkiem chciałabym aby była moja mama a jeśli nie uda się przyjechać to siostra cioteczna mojego M.

    Moja teściowa już krzyczy że gdzie takie małe dziecko zostawiać, ale ja znam siebie, nie przeżyje tej zimy bez traumy siedząc w domu z dzieckiem, muszę mieć zajęcie.

    http://www.hebamme.blog.pl

  • Matka Prezesa
    4 września 2013 at 21:18

    Kurde a mój komentarz się nie wyświetla? 🙁
    Czy się nie dodał i mi znowu laptop szwankuje?

  • Hafija
    4 września 2013 at 21:19

    Nie dodał się chyba nie mam go w moderacji 🙁

  • Matka Prezesa
    4 września 2013 at 21:28

    Cholera!!!
    A ja taki meeeegaaa dłuuugi komentarz napisałam. 🙁

  • PamperMama
    4 września 2013 at 23:20

    Moje podejście dotyczące powrotu do pracy przed porodem i po porodzie uległo pewnej zmianie. Kiedyś myślałam, że wrócić po pół roku macierzyńskiego do pracy i oddać dziecko niani lub do żłobka to żaden problem… Kiedy maluszek pojawił się w moim życiu, kiedy zajął moje serce nie potrafię wyobrazić sobie, żebym miała teraz wracać do pracy. Jednak czasami tęsknię za moją pracą, za koleżankami i kolegami, za spełnianiem się. Myślę, że jeszcze troszkę posiedzę z synkiem, bo nie czuję się gotowa zostawić go na 8-9 godzin. Ale wrócę do pracy… na pewno wrócę 🙂

  • Hafija
    4 września 2013 at 23:27

    No nie wiem co powiedzieć. To tak jakbym miała wybrać dla Ciebie sukienkę na ślub 🙁 Powiem tak – wierzę, że wszystko się ułoży, bo nie taki diabeł straszny jak go malują! Trzymam kciuki!

  • czarownica A.
    4 września 2013 at 23:32

    Ja zamierzam Tonię jak będzie miała dwa latka puścić do tzw Krabbelgruppe, to jest taki jakby żłobek, trzy razy w tygodniu po 4 godziny, bo widzę, że jej to potrzebne, strasznie tęskni za dziećmi i na pewno będzie jej się podobało. 🙂 Ja będę miała chwilę dla siebie a mała się będzie socjalizować i niemieckiego uczyć ;P

  • Paulina Kwiatkowska
    5 września 2013 at 08:20

    No tak, pamiętam, jak wracałaś do pracy, a tu taka zmiana.

  • SrebrnaNitka
    5 września 2013 at 08:52

    Cóż… przynajmniej ominęło Cię piętno 'wyrodnej matki' w tym 2-letnim okresie (od urodzenia do pójścia do placówki). Ja podjęłam decyzję, że dziecko pójdzie do żłobka w wieku 6 miesięcy. Niespecjalnie miałam wybór – nawet owe 9 miesięcy na które złożył się urlop i chorobowe wynikłe z powikłań w ciąży wycofały mnie z rynku pracy. Więc się nasłuchałam, że żłobek to zło, że może lepiej niania, że powinnam pracować z domu opiekując się dzieckiem, że miejsce matki jest przy dziecku.
    Życie oczywiście dopisało swój scenariusz – dziecko super zadowolone z kontaktu z innymi, uśmiechnięte i spokojne, zaś mnie w pracy wszyscy współczuli, że musiałam malucha 'zostawić'.

  • igmu
    5 września 2013 at 10:39

    Ja tez nie chciałam wracać do pracy… i żaden żłobek nie wchodziłw grę! W życiu 😛 Troszkę ciężej jest, ale jakoś jeszcze się utrzymujemy na powierzchni… aleeee… widzę po Młodej, że coraz chętniej przebywa z innymi osobami niż Mama. Świetnie bawi się z dziećmi, jest otwarta, wesoła, leci do dzieciaków, zabawek… Sądzę więc, że za jakieś pół roku, może rok (teraz ma nnieco ponad roczek) poślę ją do żłoba i wrócę do pracy… I wierzę, że będzie się w tym żłobku świetnie bawiła! Dzieciaki potrzebują swojego towarzystwa, widzę to po Córci. Jestem dobrej myśli 🙂

  • Gizanka
    5 września 2013 at 11:25

    Ja po 8 miesiącach w domu z małą jestem w duże rozterce. Z jednej strony muszę wrócić do pacy bo inaczej to już nie będzie do czego wracać a z drugiej strony chcę być z małą. Ona tak szybko się teraz rozwija i boje się tego, że coś mi umknie. Poza tym są momenty kiedy już mnie przytłacza ten natłok obowiązków w domu nie przelatanych praca zawodową i potrzebuję odskoczni jakiejś

  • RedRose
    5 września 2013 at 12:14

    Czym zajmujesz się w życiu zawodowym?? Ja też mam problem ze żłobkiem a właściwie boję się go strasznie, nie wiem skąd takie uczucie..:/

  • Mama Malinowa
    5 września 2013 at 21:30

    no niby wszystko prawda, ale…
    wiesz co się dzieje w żłobku kiedy jest pora drzemki? słychać jeden wielki ryk "mamaaa" a dzieci po jakimś czasie usypiają ze zmęczenia. ten widok skutecznie odwiódł mnie od pomysłu zapisania dziecka do tejże instytucji. na zawsze!

  • gizmowo
    6 września 2013 at 09:24

    Moje synale żłobkowe od tygodnia. Jeden ma 9 msc drugi 23 msc. Tylko ja żłobek wybrałam najpierw, potem pracę, chciałam, żeby mieli kontakt z dziećmi, żeby mogli się rozwijać w grupie… 🙂
    Ale to 4-5h dziennie. 🙂

  • Anna Sądaj
    6 września 2013 at 12:14

    Jakbym o sobie czytała. A teraz szukam pracy już na cały etat i niani dla córci, potem przyjdzie pora na żłobek…

  • Nessie
    8 września 2013 at 00:15

    Jesteśmy w tym momencie w trakcie trudnej adaptacji przedszkolnej 3-latka i bardzo żaluję, że nie chodził wcześniej do żłobka czy klubiku, jedynie na max 2-godzinne zajecia dla dzieci w soboty. Moim zdaniem wszystko rozbija się o to ile czasu takie małe dziecko miałoby w żlobku spędzać. Jeśli jest babcia, która może go odebrać np. po obiedzie lub jeśli rodzice mają tak ustawiony grafik, że jedno zaczyna prace bardzo wcześnie i wcześnie końńczy, a drugie odwrotnie to OK. U nas właśnie takie względy zadecydowąły o tym, że syn do żłobka nie chodził. Musiałby spędzać tam czas o 8 do 18 (8h pracy + dpojazd), nie miał kto go odebrać wcześniej, musielibyśmy zatrudniać opiekunkę by go odbierała, przywoziła do domu, zajmowała się nim do naszego powrotu, a to było skomplikowane finansowo i organizacyjnie (chociażby musiałaby być to osoba zmotoryzowana, z bezpiecznym samochodem i dobzre jeżdżaca, z dodatkowym fotelikiem samochodowym bo tylko tak można do nas dojechać).

skomentuj

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki