Dziwny jest ten świat


Doprawdy dziwny.

Czytam artykuł o szanowaniu drugiego człowieka, a pod spodem większość komentarzy:

„Bez przemocy, owszem, ale na klapsa prędzej czy później każde dziecko zasłuży.”

„laćw d… jak nie slucha.”

„Ciezko jest wychowac dzis bez pasa, kiedys pas wisial i dzieci siedzialy cicho, ”

Skąd taka agresja w ludziach, skąd?  W dupie z siedzeniem cicho!

Czy ci ludzie to są bite dzieci które dorosły, dla których przemoc to norma? Czy są to niebite dzieci które dorosły i nie wiedzą co to jest przemoc?

Stoję na balkonie i słyszę z któregoś mieszkania:”Mówiłam ci gnoju żebyś siedział na dupie! Zaraz ci tak przyłożę że ci kapcie spadną” Na całe cholerne osiedle.

Rozglądam się, po balkonach.

Gdzie to?

Które to drzwi?

Może to moja klatka, może pójdę tam, zapukam, powiem, że było głośno, że cała klatka słyszała… nie wiem który to balkon. Już jest cisza.

Moje dziecko wrzeszczy

Moje dziecko wrzeszczy czasem pod niebiosa. Dzieciaki w żłobku – wrzeszczą wszystkie. Krzyczą aż im gardziołka puchną. Latają po placyku i wrzeszczą. Bawią się świetnie.

Chcemy żeby nasze dzieci bawiły się jak my za dawnych lat nieskrępowane, a tymczasem… nie skacz po łóżku, nie biegaj, nie siadaj, nie dotykaj, ple ple ple… Chcemy żeby dzieci siedziały cicho i nam nie przeszkadzały. Nie miały swojego zdania. Były zupełnie uległe.

Nie będą.

Mali ludzie to wolni ludzie i trzeba im pokazać co jest dobre a co złe a nie zabraniać, straszyć i bić.

Oby mi język odpadł zanim mi się kiedykolwiek  wyrwie do dziecka „Gnoju, dupa, bo ci przyrżnę, bo cie oddam” oby mi zwiędł i odpadł zanim mój mózg zgłupieje i da takie polecenie strunom głosowym.

Dom bez przemocy? Czy to możliwe?

Znam taki – to mój dom.

W tym domu  nikt  nikogo nie bije i nie straszy – tak zawsze mawiała moja mama. Dlatego to co widzę i to co słyszę sprawia że cierpnie mi skóra.

Pamiętam jak kiedyś tak na poważnie uderzyłam moją siostrę w twarz.

Pamiętam do dziś jak cała rodzina zamarła i patrzyła na mnie z przerażeniem i widziałam, że popełniłam okropny błąd. A nikt mi nie dał za to klapsa, nikt mnie nie postawił na karnego jeżyka, nikt mi nie powiedział gnoju i nie postraszył

W tym domu nikt nikogo nie bije. Ja nie biję Was to dlaczego ty bijesz siostrę? Przykład – przykład idzie z góry.

Bicie jest złe, straszenie jest złe. Strach w  dziecku jest zły.

Dziecko nie ma się mnie bać.

Dziecko ma zrozumieć co jest złe a co dobre i to ja mam mu to pokazać a nie „wbić” do głowy.

Zrozumienie zaczyna się w głowie nie w pupie! Zrozumienie wkładamy do głowy bezpośrednio przez oczy (przykład) i uszy (rozmowa) a nie przez bicie i strach. I ja matka dziecka z motorkiem w pupie i piszczałką w ustach trenowana z dnia na dzień nie mam jakoś problemów ze zrozumieniem takiej prostej kurna prawdy.

Przemoc rodzi przemoc!

Bo ci przyrżnę, po cię pan zabierze, bo ci zabiorę, bo ci to bo ci tamto… arsenał strachów jest okrutnie wielki i wymyślny.

Stoję w kolejce w piekarni z rana przed pracą, kobieta wrzeszczy na dziecko niewiele większe od mojego „Jeszcze pożałujesz że się urodziłeś tak ci przyłożę”

Odwracam głowę i cichutko mówię do niej

„Straszne rzeczy Pani mówi, to chyba najbardziej przykre słowa jakie w życiu słyszałam”

No bo jak reagować na przemoc słowną?

Jak reagować?

Co mówić?

Nie reagować? A potem dziecko skatowane i wszyscy pytają – a gdzie byli sąsiedzi? Gdzie była rodzina? Gdzie?

Reagować do ciężkiej cholery, reagować! A jakby tak mąż do ciebie powiedział, że pożałujesz że się urodziłaś?

Bałabyś się?

Ja bym się bała jak stąd do Chin!

Rozejrzyjcie się dookoła! Zobaczcie ile słów takich przykrych i bolesnych kierowanych do dzieci nas otacza. Trauma ze szpitala wraca do mnie coraz częściej.

Może ja mam łatwe dziecko?

Nawet nie wiecie ile czasu potrafię spędzić na przejściu dla pieszych tłumacząc – Przez ulicę idziemy za rączkę, mama chce żebyś był bezpieczny, przez ulicę idziemy za rączkę i tak dookoła Wojtek.

I tak w kółko, raz, drugi, trzeci…

Gabrysiu wyjdź z kuchni nie chcę żebyś się bawił przy kuchence bo jest niebezpiecznie Tłumaczę i wyganiam „sio sio” i zwijam się w ruskie „szcz” żeby wyszedł,a żebym nie musiała go wynosić bo, nienawidzę przekraczać tej granicy, nienawidzę argumentu „jestem silniejsza to sobie protestować możesz i tak będzie po mojemu” – a on wychodzi, na szczęście sam – powoli, obrażony, niezadowolony ale wychodzi.

Bać się mnie moje dziecko nie będzie.

Czy brak przemocy to aż takie halo rodzicielskie?

Poważnie? Takie to niespotykane – niedarcie mordy  na dziecko „Gnoju rusz dupę, pożałujesz, jeszcze zobaczysz” to taki ewenement?

Bardzo to kurna przykre…

Zdjęcie stare jak świat, ale bardzo je lubię!

 

Hafija

Nazywam się Agata. Hafija.pl to najlepszy mainstreamowy blog o karmieniu piersią.

52 komentarze

  • Ona
    29 sierpnia 2013 at 08:01

    Amen!

  • Klaudia W.
    29 sierpnia 2013 at 08:06

    Świetny artykuł. Przyznaje się, dawałam klapsy ale po przeczytaniu komentarzy i wpisów innych mama, przemyślałam to i uważam że sama na klapa zasłużyłam. Faktycznie w rodzicach jest wiele agresji wobec swoich dzieci. Nic tego nie usprawiedliwia. Krzykiem i biciem nic się nie zdziała. To błędne koło. Dziecku trzeba tłumaczyć, tłumaczyć aż zrozumie. Nie pojęło za 3razem to trzeba spróbować czegoś innego. Wychowuję swoją dwójeczkę praktycznie sama i wiem jak ciężko bywa, wiem co to znaczy pisk i krzyk, wiele dzieci piszczy i krzyczy z radości ale za wiele z bólu i cierpienia. Pozdrawiam

  • Truscaveczka
    29 sierpnia 2013 at 08:25

    Piszesz sama, z jakiego domu pochodzisz. Taki dom to rzadkość. Większość z nas dostawała w dupsko, w twarz, po całym ciele nawet. Za odezwanie się. Za płacz. Za głośny śmiech. Za spóźnienie 10 minut ze szkoły. Za pałę, za czwórkę zamiast piątki, za całokształt i szczegóły.

    Zamiast potępiania tych, którzy nie umieją wyjść z zamkniętego kręgu przemocy, bij brawo tym, którzy potrafili zrobić ten wielki krok.

    I nie idź do sąsiadów, że wszyscy słyszą awanturę. Bo gdy zamkną się drzwi, dziecko dostanie podwójnie, bo to przez nie taki obciach.

  • piegowata mama
    29 sierpnia 2013 at 08:30

    Ja tam czasem coś przygadam, ale szybko przekształcam to w żart. Niestety nie wiem skąd, ale jakoś moja córka mówi do swojego brata 'nie rób, bo dostaniesz po pupie' no gdzieś musiała usłyszeć. Z tym sio sio to uważaj, bo i ja tak mówiłam, a potem Marti wszystkich wyganiała słowami sio sio 🙂

  • Lukrecja
    29 sierpnia 2013 at 08:34

    mądre słowa
    trzeba o tym mówić, pisać.
    nie pozwolę by mojedziecko dorastalo w takim domu jakja

  • igmu
    29 sierpnia 2013 at 08:37

    W moim otoczeniu – na spacerach, na placach zabaw, w parkach – na szczęście baaaaardzo rzadko spotykam takie sfrustrowane, agresywne mamy… i dobrze, może coś idzie w lepszym kierunku? Tu gdzie mieszkam przeważnie jednak mamuśki są wyluzowane i chyba bardziej świadome tego, że dziecko to mały człowiek i jak każdy, wymaga szacunku i zrozumienia.

  • Hafija
    29 sierpnia 2013 at 08:39

    Jest we mnie duży dylemat kiedy słyszę awantury u kogoś w domu. Bo z jednej strony masz racje – a z drugiej tyle sie mowi o braku reakcji otoczenia na krzywdę dzieci i narzeka na znieczulicę a kiedy dzieje sie tragedia to każdy pyta – a sąsiedzi nie słyszeli nic?
    Jestem tu rozdarta

  • Anonymous
    29 sierpnia 2013 at 09:10

    Zgadzam się z każdym Twoim słowem!!!! Lubie jak piszesz na takie tematy, niewiele osób ma jeszcze odwagę na to. Mnie to strasznie boli jak spotykam się z rodzinami, które uważają bicie za jedyną skuteczną metodę wychowawczą. Od kiedy sama zostałam mamą zaczęłam reagować, żałuję, że dopiero teraz. Najgorsze, że znam ludzi którzy "chwalą" mi się, jak to zbili pasem swoje dziecko.

  • Hafija
    29 sierpnia 2013 at 09:14

    Za późno 🙂 Młody biega i wola "a sio" 🙂

  • Tekstualna
    29 sierpnia 2013 at 09:26

    mądra Hafija!

  • Mordoklejka Ewelina
    29 sierpnia 2013 at 09:44

    Tak dziwny jest ten świat… Poruszyłaś bardzo ważny temat. Trzeba często o tym mówić bo ludzie są bardzo nieświadomi tego co robią i mówią.

  • Aga
    29 sierpnia 2013 at 10:16

    Amen! U nas tak jest, mąż i ja tłumaczymy w kółko a gdy zdarzy się ze strace cierpliwość to wsadzam małą do łóżeczka i wychodze na pare minut ochłonąć. Akurat mieszkanie w UK pomaga – bo tu wszyscy są przeciwko biciu dzieci, rodzice są mega wyluzowani a dzieci głośne i szczęśliwe:D

  • Madzik
    29 sierpnia 2013 at 10:20

    Ten temat chodzi mi po głowie od dobrego tygodnia, bo od tygodnia jak nie na blogach to w różnych artykułach itp. natykam się na przemoc zarówno fizyczną jak i psychiczną…i ręce mi opadają, bo nie wyobrażam sobie nazwać Dziecka "gnojkiem, dupkiem, idiotą,…."kazać Mu spier…. i grozić takim biciem, że się nie pozbiera. Jeszcze mi się nie zdarzyło być świadkiem takich scen, ale wiem, że jeżeli będę, to na pewno zareaguję.
    Rozumiem zmęczenie i sfrustrowanie mam. Rozumiem, że czasami ma się dosyć, że nie ma się już siły. Tylko dlaczego wtedy w takich osobach rodzi się agresja, tego nie pojmuję.
    I mogę też poniekąd zrozumieć klapsa, nie wszyscy jesteśmy w stanie opanować się w "ciężkich warunkach", ale najważniejsze to zrozumieć i starać się nie powtarzać tego błędu. Bo tłumaczenie, że to tylko klaps, że to tylko jeden, drugi, piąty, trzydziesty raz jest bez sensu. A za chwilę będzie- lepiej paskiem, bo mniej boli niż kablem…???

    Ludzie muszą sobie zdać sprawę, że bicie, że poniżanie Dziecka to najgorsza z możliwych dróg do wychowania Dziecka, które przy takim postępowaniu swojego rodzica- straci do niego szacunek i zaufanie.

  • lucy
    29 sierpnia 2013 at 10:28

    prawda, przykre

  • koniczynka20
    29 sierpnia 2013 at 11:06

    Może to nie jest w temacie ale jak mam wytłumaczyć mojemu 18 mc synkowi, że nie wolno wypluwać wody z buzi na podłogę czy nie gryźć mnie? nic nie działa, nie mam żadnego autorytetu, mówię "nie", "nie wolno" itp. stanowczym głosem itd. a on się tylko śmieje i mnie gryzie…Co mam zrobić skoro nie mogę dać klapsa? Karne minuty w łóżeczku też nie działają. Nie mam siły mówić po 50 razy "nie wolno" i następnego dnia jest to samo – sytuacja utrzymuje się już tydzień. Klaps – ostateczność bezsilności też nie działa. Dodam, że jestem z "pokolenia" pasa, ale nie powiedziałabym, aby u nas "rządziła przemoc".

  • Matka Kwiatka
    29 sierpnia 2013 at 11:25

    Myślę, że ludzie ząsze chcieli, żeby dzieci były ugrzecznione, ciche, żeby ich nie było słychać, a jak jeszcze nie widać – to tym lepiej. Ale następuje przełom, dzieci coraz częściej są w przestrzeni piblicznej i wielu to przekadza. Mam szczęście życ w kraju, w którym wielodzietność jest normą. I nie piszę o 2 albo 3 dzieci, ale o 5. Są wszechobecne, ale akceptacja dla nich i ch mniej racjonalnych zachowań, emocji

  • Ania
    29 sierpnia 2013 at 11:26

    Powiem Ci Hafijko, że nawet nie doczytałam do końca bo takie mnie nerwy wzięły. Nie lubię czytaćna ten temat… jest tak mi odległy… Wiesz co… kiedyś siedziałam na ławce na osiedlowym skwerku. Przez kilka okien co chwilę dobiegały mnie wrzaski, odgłosy klapów i płacze dzieci… napisalam o tym na fejsie… CO najgorsze wiele mam skomentowało, że mam się nie denerwować, bo nie znam kontekstu, że dzieci wyprowadzają z równowagi itd… No proszę! Ręce opadają! Mój kluch też odkąd zaczął chodzić teżzrobił się czasem nieosiągalny – jeść chce na stojąco, nie ma czasu na nic taki jest zarobiony i co… i ja mam wrzeszczeć na niego "siadaj na dupę i jedz bo jak nie to ci przyleję"? Co mi to da? Nic! Kompletnie nic! Do dziecka trzeba się dopasować, do każdego jego etapu itd. Cóż… wymaga to od nas wiele cierpliwości ale… cholera jasna po co w takim razie robiliśmy sobie te wszystkie dzieci!!!!! Ludzie ogarnijcie się! Dziecko to nie jakieś tam "coś" tylko człowiek, z masą uczuć! Tak jak dorosły ma prawo do swojego zdania, niechęci do czegoś, itd. Szanujmy to! Szacunek a nie klaps jest metodą na wszystko! Na wszystko! AMEN!

  • Ania
    29 sierpnia 2013 at 11:29

    Mój też nie reagował. Nie dawałam klapsa, ani nie wsadzałam do łóżeczka (karne minuty w łóżeczku? a potem dziecko ma w nim spać? jak skoro będzie miało z nim takie skojarzenia?)… mówiłam, powtarzałam "zostaw", "nie nie nie", " nie wolno"… Kiedy nie słuchał najzwyczajniej w świecie zabierałam go zmiejsca w którym nie powinien być, odkładałam dalej od siebie gdy gryzł wciąż powtarzając, że nie wolno. I co… i poskutkowało… teraz idzie np. do kuchni w strone piekarnika i już powtarza "nie nie nie" a ma rok. Ze starszym dzieckiem można inne sposoby wykorzystać. Dzieci są mądre… nam się wydaje, że takie głupiutkie, że jakieś tam karne minutki pomogą… proszę Was!!!

  • Hafija
    29 sierpnia 2013 at 11:30

    Myśli mam podobne… Z tym "nie znasz kontekstu" straszne!! I to tak właśnie jest…

  • matka_de
    29 sierpnia 2013 at 11:34

    Mądrze napisane. Pozazdrościć rodziny, w której się wychowałaś. I wydawałoby się, że osoby pochodzące z innych rodzin, takich gdzie panowała przemoc tym bardziej powinny się jej wystrzegać z własnego otoczenia znając ją z doświadczenia. A tak niestety nie jest. Bicie rozwiązaniem nigdy nie będzie, niczego dobrego nie nauczy, a strach jest kiepskim nauczycielem. I chciałabym powiedzieć, że nigdy nie zdarzyło mi się nakrzyczeć na dziecko czy mocniej ścisnąć jej rękę by ją zatrzymać, ale zawsze potem ją przepraszam. Mało mi odwagi by zareagować, niestety. Ale zbieram się w sobie, by nie zostać obojętnym.

  • Anonymous
    29 sierpnia 2013 at 12:03

    Chciałabym, abyście powiedziały ponownie powyższe słowa, gdy Wasze dzieci będą przez długie lata przechodziły przez dojrzewanie. Kiedy spotkacie się z pierwszymi bezczelnymi świadomymi tekstami i chamskimi, kiedy wasze dzieci będą potrafiły was boleśnie zranić i będą wiedziały jakie słowa będą w tym najlepsze. A spotkacie się bo dzieci zaczynają żyć własnym życiem, ulegać wpływom znajomym, internetu. Kiedy ktoś będzie próbował was okłamywać. Kiedy dziecko będzie w takim transie, że wyrzucając słowa, samo nie będzie wiedziało co mówi. Będziecie rozmawiać i tłumaczyć? 😛 Ciekawe na ile lat starczy cierpliwości. U mnie dojrzewanie syna trwało ok. 7 lat. Dziś jest naprawdę fajnym chłopakiem, ale czasami działo się u nas… A jaki był aniołek przez pierwsze 8 lat swojego życia. Pieszczoch siedzący na kolanach i chodzący wszędzie za rączkę.

    Wiec nie gdybajcie zawczasu … bo życie lubi zaskakiwać. A aniołki czasami w diabły wcielone zmieniają się.

    Kocham mojego syna i jest moim szczęściem, ale nie zawsze wszystko jest w życiu tak kolorowe, jakbyśmy chcieli.

  • RedRose
    29 sierpnia 2013 at 12:11

    Dałaś mi duzo do myślenia. Dziękuję za to. Przeanalizowalam to jak mowi do wlasnego dziecka i sie poplakalam, bo przemoc to nie tylko bicie. Jeszcze raz dziękuję Ci za to bo zwróciłas mi uwagę na cos czego nigdy nie chciałam zrobic wlasnemu dziecku.

  • Hafija
    29 sierpnia 2013 at 12:18

    Już wiele rzeczy miałam w życiu "jeszcze zobaczyć" większości wielu nie zobaczyłam. Przykro mi ze masz takie doświadczenia jednak osobiście w jednakowosc dzieci nie wierzę i wole patrzeć w przyszłość z nadzieja nie strachem. Tak jak piszesz – chce to samo mówić długo długo w przyszłości i liczę ze mi sie uda.

  • SrebrnaNitka
    29 sierpnia 2013 at 12:31

    Piękna teoria.
    A jak leci do gorącego piekarnika też grzecznie prosisz, żeby nie dotykał, bo 'nie znosisz argumentu "jestem silniejsza"'.

    Wybacz, ale ja zwyczajnie nie wierzę, że żywe dziecko 'z motorkiem w dupie' nie wyrywało Ci się na jezdnię.

    Popieram, że przykład idzie z góry. Popieram zasadę niestosowania przemocy i agresji. Ale czy Ty aby nie przesadzasz? Rodzic po to jest silniejszy żeby od czasu do czasu móc tę siłę zastosować gdy dziecko zmierza nieuchronnie do autodestrukcji.

  • SrebrnaNitka
    29 sierpnia 2013 at 12:36

    Myślę, że dorosłym wychowywanym w domach z przemocą trudno jest jej uniknąć nawet jeśli mają jej świadomość. Trudniej, bo nie mają wzorców JAK poradzić sobie z daną sytuacją bez użycia przemocy. Zwyczajnie się tego nie nauczyli i nie mieli gdzie zobaczyć.
    O ile oczywiście chcą jej uniknąć – zbyt częste obcowanie z przemocą zwykle prowadzi do pewnego zobojętnienia. To co dla nas – matek wychowujących bez przemocy – jest nie do przyjęcia, dla innych jest normą. Ponadto klaps jest często drogą na skróty, usprawiedliwianą przez wielu.

  • Hafija
    29 sierpnia 2013 at 12:39

    Jak moje dziecko podchodzi do piekarnika to staje przy nim i mówię mu ze nie wolno bo jest gorący. Jak wyciąga w kierunku drzwiczek rękę to mu ja delikatnie odsuwam. Kiedy zbliżamy sie do ulicy to biorę go za rękę trwa to dłużej lub krócej i przechodzimy razem. Jeżeli nie chce bardzo długo podać mi ręki to biorę na ręce ale staram sie tego nie robić. Ulica, piekarnik, czajnik – zwykle da sie te zagrożenia przewidzieć. Piękne ciasto to dziecku organizuje zabawę w pokoju a do kuchni dzwi zamykam. To nie są trudne czynności aczkolwiek wymagają czasu i zaangażowania.

  • SrebrnaNitka
    29 sierpnia 2013 at 12:52

    Ja nie przeczę, że wychowanie wymaga czasu i zaangażowania. I wcale Cię nie krytykuję. Przedstawiam tylko inny punkt widzenia – taki gdzie jest więcej szarości niż czerni i bieli.

    Ale w takim razie to nie masz dziecka z motorkiem wg moich kategorii. Gdybyś miała to nie miałabyś czasu na stawanie przy piekarniku i mówienie, że nie wolno. Zanim wypowiedziałabyś te słowa już by się oparzył.
    Moje dziecko mnie już nauczyło na przykładzie przechodzenia przez ulicę, że niestety czasem mama musi mocno złapać za rękę pomimo, że dla niej nosi to znamiona przemocy. Bo złapany za rękę dowolnie daleko od jezdni i tak potrafi spróbować się wyrwać w najmniej spodziewanym momencie.

    I choćbym nie wiem jak kombinowała i się starała zdarzyły się, zdarzają i będą zdarzać sytuacje, w których najpierw złapię/wezmę na ręce wbrew woli/krzyknę 'stój' nim powiem spokojnie o co chodzi. Dla jego własnego dobra (czytaj życia i zdrowia). Długo mnie to męczyło, ale już dojrzałam do zrozumienia.

  • koniczynka20
    29 sierpnia 2013 at 13:02

    Mój synek śpi ze mną na dużym tapczanie (później będzie tylko jego ;)) – łóżeczko to przechowalnia zabawek, no i miejsce odosobnienia, że tak się wyrażę. Nie uważam, że mój syn jest "głupiutki", wręcz przeciwnie, dlatego mam taką zagwostkę czemu nie reaguje. A zabieranie z miejsca hmm mówimy o braniu wody w usta i wylewaniu jej pod nogi, na książki, na jedzenie itd. A "inne sposoby" tzn. jakie? Masz może o tym jakiś post? Nie pytam złośliwie, po prostu szukam "magicznej" metody, która by się u mnie sprawdziła – może nie wiesz, ale są na tym świecie ludzie, którzy wcale nie krzyczą na swojego aniołka bo chcą odreagować, i nie biją tylko dlatego, że są sfrustrowani – są też tacy, którzy nie mają wzorców i nie widzą innego sposobu ;(

  • koniczynka20
    29 sierpnia 2013 at 13:08

    Co do "karnych minutek" i Twojej pogardy do tej formy "karania" – nie wiem skąd się wzięła, ta czynność jest polecana przez wielu psychologów dziecięcych, pokazywana w programach traktujących o wychowaniu dzieci bez przemocy…Fakt zazwyczaj dzieci są starsze, ale jednak ;> Dziwi mnie to. Zaznaczam, że nie piszę tego po to by się kłócić czy coś.

  • Julia DuVall
    29 sierpnia 2013 at 13:54

    Ja też nie wiem jak reagować..

  • Anna Sądaj
    29 sierpnia 2013 at 14:24

    Prawie się przez Ciebie popłakałam… bo jak można lać niewinne dziecko. Wina jest rodzica, jeżeli dziecko jest niedobre-przykład idzie z góry. To niech sobie pasem przyłozy…

    Mieszkałam obok takiej, co o wszystko darła ryja na 6-letniego synka. Młody był świetny, ale taki przygaszony. Głupio mi było zwrócić jej uwagę. Ale zaczęłam walić w ścianę, gdy słyszałam jak się na młodym wyładowuje. Kobieta zaczęła mnie unikać.

    W końcu zaczepiłam ją na korytarzu, zebrałam się na odwagę i powiedziałam, że oczywiście to nie moja sprawa, jakie Pani stosuje metody wychowawcze, ale jeżeli Pani była w ten sposób wychowywana to bardzo mi Pani szkoda. A w tym momencie nie dość, że dziecko wychowuje się bez ojca, to jeszcze boi się mamy…
    Niestety nie wiem, co było dalej, bo się wyprowadzili, bo 'tatuś terrorysta' ich zaczął nachodzić.

  • alicja malinowska - lopes
    29 sierpnia 2013 at 15:38

    Plucie, nie reaguj…szybko sie znudzi, gryzienie , odsun sie i nie pozwol…tylko spokojnie, 18 m-cy to juz czas testowania na ile sobie mozemy pozwolic

  • Truscaveczka
    29 sierpnia 2013 at 15:39

    Nigdy, przenigdy nie dawać do zrozumienia rodzicowi, że popełnia wykroczenie, że się policję wezwie czy że (coś tam coś tam, co de facto będzie pouczaniem go). Ostatnio mój teść, słysząc regularnie odgłosy awantur, poszedł do sąsiadki i zapytał po ludzku i wprost – "Czy wszystko u Pani w porządku? Może trzeba jakoś pomóc?" Okazało się, że to syn z ADHD rzucał w nią przedmiotami i krzyczał, a ona próbowała go jakoś opanować, czasem nawet takim językiem, jak ten, o którym piszesz. Z bezsilności. Sprawa skończyła się tak, że nawiązali bliższą znajomość, że matka tego chłopca czasem wpada wygadać się i ma gdzie pójść po pomoc, jeśli sytuacja się zaognia.
    W sytuacji pozadomowej ja podchodzę do rodzica o ciężkim języku/ręce i mówię współczująco "Ciężki dzień dzisiaj, co? Moi też czadu dają, aż by się chciało wyjść i choć na chwilę zapomnieć, że zostali za plecami…" Kiedyś tak powiedziałam do matki w przedszkolu, a ona po kilku dniach mnie dopadła i powiedziała "Wie pani, co? Tak mi pani powiedziała o tym wychodzeniu i teraz jak mam dość, idę na balkon, aż mi trochę przejdzie. Bo tym klapem to i tak nic nie wygrywałam, potrafił mnie kopnąć w zemście."

    No, czyli jakieś sposoby się znajdą 🙂 Trzeba by jakąś burzę mózgów urządzić i zebrać takie techniki, które mogą pomóc.

  • Jacquelane
    29 sierpnia 2013 at 15:45

    Ja też mam 1,5 rocznego synka. I tak po przeczytaniu doszłam do wniosku, że to chyba taki wiek. Niestety. Też mnie męczy ciągłe upominanie. U mnie trochę pomaga używanie różnych słów na zmianę, a nie tylko nie, nie wolno np. przestań, stop. i dużo tłumaczę. Też stosuję metodę odseparowania. Np. Syn siedzi mi na kolanach i mnie zaczyna szczypać to stawiam go na podłodze. A ostatnio uwielbia pluć wodą na okno balkonowe lub lustro. Ale tak jak się zastanowiłam to w sumie fajna zabawa dla niego 😛 Ale jak teraz coś rozleje to dostaje ścierkę lub papierowy ręcznik i wyciera. Kilka dni temu za bardzo mu się to wycieranie spodobało, bo wziął kubeczek ze swoją wodą, wylał ją na stolik i pobiegł do kuchni po ścierkę i zaczął wycierać. Dodam, że wodę wylał specjalnie, żeby miał co wycierać.

  • lili
    29 sierpnia 2013 at 15:51

    Zgadzam się z Tobą. Przemoc słowna i fizyczna do niczego nie prowadzi.

  • mama-misi-tosi
    29 sierpnia 2013 at 15:58

    ach czemuż ty tak daleko mieszkasz jakby mi się blisko ktoś taki przydał obok kto nie patrzyłby na mnie jak ufo, że dziecku nie daje klapsów,że tłumacze, że przytulam nie przezywam i w ogóle jestem inna.
    Ale to prawda jakoś zakorzenione jest to w dorosłych,że bija dzieci i zawsze zastanawiam się jak po co, jak taki chojrak to niech do takiego samego dorosłego startuje a nie do dziecka no ale dziecko nie odda a najczęściej słyszy się bo zasłużyło, bo mnie zdenerwował. My dorośli powinniśmy nauczyć się panować nad emocjami i nie krzywdzić dziecka bo ono niczemu nie winne.

  • Klaudia
    29 sierpnia 2013 at 17:29

    Podpisuję się !

  • Mama Ka
    29 sierpnia 2013 at 20:11

    Mnie zasmuciło, gdy pod jednym z moich postów pojawiły się komentarze, że skoro mam problemy z dzieckiem i tłumaczenie nie pomaga, to powinnam zacząć dawać mu klapsy :/ A czy nie lepiej jest spróbować tłumaczenia, ale inną metodą?

  • Katarzyna Paszek
    29 sierpnia 2013 at 20:55

    Pochodzę z takiego domu, gdzie pas był na porządku dziennym i ciężko jest mi się przestawić na wychowanie "bezstresowe". Nie raz się łapię że za mocno krzyknę, ryknę, podniosę głos, zawsze przepraszam i mówię, że żle zrobiłam.
    Filip dostał kilka razy za co nie jesteśmy dumni, jawno się do tego przyznaję.

    Tego roku w wakacje nad morzem musieliśmy aplikować Bartkowi lekarstwa, cała procedura wyglądała w ten sposób, że ja trzymałam z całej siły Bartosza a małżon czyścił fridą nosek Bartusia i aplikował lekarstwa. Krzyk niesamowity, po 5 minutach do drzwi zapukała sąsiadka bo zaniepokoiły ją krzyki. Zaprosiłam ją i pokazałam jak męczymy Bartusia przy okazji podziękowałam za interwencję bo to rzadkość.

  • Mama Malinowa
    29 sierpnia 2013 at 23:24

    Bardzo mi imponujesz,naprawdę lubię Cię czytać, Twoje przemyślenia nt rodzicielstwa pokrywają się z moimi przekonaniami w 100%. Fajnie że są jeszcze na tym świecie ludzie którzy traktują dzieci jak ludzi, a nie ufoludki które trzeba dopiero wychować "na ludzi". W moim domu niestety istniała "instytucja pasa i ręki". Chociaż kocham moich rodziców, do dziś pamiętam to upokorzenie i wstyd które bolało bardziej niż palący policzek czy pupa. Dla dziecka to jest straszne uczucie. Nigdy nie zafunduję mojemu synkowi takich "atrakcji".
    Pozdrawiam serdecznie,
    Paulina, mama Maksia.

  • mala Bee
    30 sierpnia 2013 at 00:28

    mnie zabił tekst mojej kolezanki – akurat byla zajęta a ja opiekowałąm się dziećmi
    – Jak będzie niedobry stugnij mu w dupsko- podniosłam na nią zszokowana wzrok, a ona dodała- nie przejmuj się ja tak robię….
    nie wierzyłam…
    do tej pory mam nadzieję że się przesłyszałam

  • Anonymous
    30 sierpnia 2013 at 15:34

    Jestem mamą dwójki maluchów jeden 2,5 l,a drugi 8 m-cy, nie jest lekko, kazdy ma swoją wolę i potrzeby ciężko zadowolić każdego i jeszcze zrobić swoje, pochodze z domu gdzie metodą też bywały klaps i krzyk, przyznaję bywa, że warknę bo zabraknie mi cierpliwości później mam wyrzuty sumienia tłumaczę swoim dzieciom że to był mój błąd, nie biję bo nie chce nawet myśleć co bym wtedy czuła, po za tym jak będą większe spróbują oddać i co wtedy? Czy ludzie nie patrzą na swoje dzieci z myślą,że one też będą kiedyś silniejsze i niezależne ?
    Stosuję siłowe zagrania (zatrzymam,chwycę) głównei jak wymaga tego bezpieczeństwo,a później tłumaczę,że się bałam itd.
    Co do metod separacji – to też forma kary: zrobiłes mi niefajnie to ja będę dla Ciebie niemiła i odejdę, staram sie nie nadużywać chyba że potrzebuję sie uspokoić ja!
    Jeszcze w ciąży pierwszej wpadła w me ręce książka Zuzanny Celmer " czy wiesz kogo kochasz" ma służyć dobrej relacji i zrozumieniu partnera ale mówi o tym jak dom z którego się pochodzi wpływa na ludzkie zachowania i niestety pomimo niechęci do jakiś zachowań własnych rodziców często ludzie idą w znane rozwiązania nie znając alternatyw więc walcze twardo ze swoim "obciążeniem" no i pamiętam o słowach z tamtej książki, bo moje dziecko swój bagaż też zaniesie w dorosłe życie..
    Dla rodziców niesfornych maluchów polecam " Najszczęśliwsze dziecko w okolicy" H. Karp kilka niezłych trików i naprawdę działających na większość dzieciaków..
    Tak sobie myślę, że te krzyki i straszenia to chyba nawet gorsze niż klaps, bo strach przed czymś paraliżuje dorosłych a co dopiero dzieci..

  • Anonymous
    30 sierpnia 2013 at 20:12

    Jest Pani bardzo mądrą kobietą. Jestem mamą 14-miesięcznego skarbka. Nie uderzyłam… jeszcze. Raz zwróciłam uwagę mamie, która "na niby" robiła "aty aty" rączce, która to rączka wlazła tam gdzie nie powinna. Nie biję, nie daję klapsów. Krzyczę, niestety krzyczę, jestem nerwowa i często bezsilna – próbuję coś zaradzić, chodzę na mądrą psychoterapię. Nie uderzyłam… jeszcze. Boję się, że zabraknie mi cierpliwości i wtedy uderzę, a tak bardzo chcę być mądrą, niebijącą mamą 🙁

  • Hafija
    30 sierpnia 2013 at 20:13

    Wierze ze sie uda!!

  • karmelowa_mumi
    30 sierpnia 2013 at 20:16

    Można. jest w tej chwili dużo mowy, książek, publikacji na temat rodzicielstwa bliskości, że mozna czerpać wzorce inne niż z rodzinnego domu

  • karmelowa_mumi
    30 sierpnia 2013 at 20:21

    Koniczynka, mi pomaga przeczytane kiedys stwierdzenie – do dziecka trzeba powtarzać 1000 razy, jak trzeba. I to jest prawda. Pomogło też przeczytanie książki Agnieszki Stein "dziecko z bliska" i książki o rozwoju dziecka, to, że dziecko robi coś, czego rodzic nie chce, to naturalny rozwój, dziecko musi próbować, doświadczać i przekraczać granice, by uformować swoją osobowość i autonomię. Polecam "rozwój dziecka od 0 do 10"

  • Anonymous
    30 sierpnia 2013 at 20:32

    Bardzo mnie cieszy, gdy czytam takie wypowiedzi. W moim domu, chociaż bardzo się kochaliśmy pojawiała się przemoc. Tato bił nas, gdy coś zbroiliśmy. Pamiętam te sytuacje chociaż minęło ponad 20 lat i są żywe w mojej pamięci. Z tej perspektywy widzę, że wcale sobie na to nie "zasłużyłam", chociaż wtedy tak myślałam. Chociaż nie były to regularne lania to pamiętam, że żyłam w strachu i musiała się liczyć z konsekwecjami niezawsze zamierzonych czynów, od czasu do czasu słyszałam "bo dostaniesz", "zbiera ci się".
    To jest moja pierwsza wypowiedź o przemocy z dzieciństwa, nie mówiłam o tym nawet mężowi, chociaż rozmawiamy o wszystkim. Jak o tym myślę, czuję wstyd i upokorzenie. Nie potrafię się pogodzić z tym, że moja integralność została tak naruszona, przez osobę, ktora powinna mnie chronić. Obecnie moje relacje z tatem są niezbyt zażyłe, odwiedzam rodziców kilka razy w roku ale rozmawiam z nim zdawkowo i nie czuję potrzeby głębszego kontaktu, a jemu też raczej nie zależy.
    Są osoby, które mówią, że dzięki biciu wyszły na ludzi, a we mnie zostało zabite poczucie własnej wartości, pewność siebie i siła przebicia.
    Mimo to znalazłam mężczyznę, który mnie pokochał i stworzyliśmy szczęśliwy związek. Nasz ośmioletni syn wie, że nie doświadczy przemocy w domu. Od małego uwrażliwialiśmy go, by nigdy nie bił innych. Czytaliśmy wiele książek o wychowaniu dzieci opartym na szacunku i miłości, które pomogły nam radzić sobie w kryzysowych sytuacjach.

  • WegeMama
    30 sierpnia 2013 at 20:37

    Tak dziwny jest ten świat…Dziś usłyszałam wielkie zdziwinie od sąsiadki, mamy dwóch synków, z którymi bawi się mój mały w piaskownicy: "Ale Ty naprawdę nie dałaś swojemu dziecku nigdy w dupę?!"

  • Anonymous
    30 sierpnia 2013 at 20:49

    A ja tego w ogóle nie rozumiem "w sytuacji pozadomowej ja podchodzę do rodzica o ciężkim języku/ręce i mówię współczująco…". A jak by to był mąż z ciężką ręką wobec żony albo schorowanych, starszych rodziców? Wtedy Z PEWNOŚCIĄ już nikt nie byłby współczujący, tylko bardzo zdecydowany w reakcji. Czyli: nadal dziecko jest gorszą kategorią człowieka? Dla mnie sprawa jest prosta: ludzi się nie bije (poza oczywistymi wyjątkami jak obrona w razie napaści). Dlatego tak bardzo nie mogę pojąć jak przez tyle lat (zdecydowaną większość czasu ludzkiej historii) zdecydowana większość ludzi na świecie (również obecnie) uważa za normalne, że ludzi się nie bije, ALE dzieci owszem… a nie przepraszam: dzieci się "karci" (jakby to robiło jakąś różnicę). Dla mnie sprawa była prosta: jak dostawałem w domu czułem się tak samo, jakbym dostał pod szkołą od starszych "kolegów" ze szkoły, tyle tylko, że ci "koledzy" to byli oczywiści wrogowie, a kontakty z bijącymi rodzicami to jakaś… schizofrenia uczuciowa.

  • Anonymous
    30 sierpnia 2013 at 21:53

    Mnie też to przez chwilę zastanowiło, bo ja mam właśnie takie dziecko z motorkiem (albo i samolotem odrzutowym) w pupce. I niestety często jest tak, że coś robię na siłę. Zdarzało mi się nieść wyjące dziecko na rękach, rzucać się w ostatniej chwili i go łapać, ale jest zasadnicza różnica pomiędzy zdarzało się, kiedy nie ma innego wyboru, a dawaniem sobie na to przyzwolenia, bo tak już jest. Naprawdę całą masę rzeczy da się przewidzieć i im zapobiec. Szafki mam poblokowane, gniazdka też. W jego zasięgu w domu nie ma nic niebezpiecznego, drzwiczki w piekarniku mam na szczęście chłodzone, nie oparzy się. A wychodząc na zewnątrz po prostu zawsze jestem blisko niego, tak w zasięgu ręki. Chyba że jesteśmy gdzieś daleko od jezdni. Póki co jestem szybsza, kiedy nie będę w stanie go złapać myślę, że nie będzie już taki autodestrukcyjny. Ma ledwo dwa lata, a na słowo "samochód jedzie" sam ładuje mi się na ręce, nauczył się. A kiedy mnie gryzie to się odsuwam, czasem mówię "ale jesteś zły na mnie, taaaki złyyyy" i to go uspokaja. Zresztą kiedy się denerwuje on to widzi nawet kiedy nic nie powiem i o ile nie jest w trakcie ataku wściekłości to on stara się mnie pocieszyć. A te kilka momentów, kiedy zrobię coś na siłę to tylko momenty.

  • Natalia Słupek
    31 sierpnia 2013 at 01:16

    Sytuacja spod kościoła – chłopczyk ok. 5 lat opluł stojącą obok dziewczynkę. Reakcja tatusia? Dwa klaspy, które słyszało pół dzielnicy. Mały zagroził płaczliwym głosem, że zaraz się rozpłacze. A tatuś na to "to płacz, dostałeś klapsa to płacz". Mały w ryk, tatuś bierze go na ręce i WTEDY zaczyna pytać, czemu to zrobił. Wtedy, gdy chłopak jest roztrzęsiony, zły na ojca a jednocześnie chce, żeby ktoś go pocieszył.
    Cudowne wyczucie czasu i sytuacji. Cudowne podejście do dziecka.
    Nie jestem mamą, ale mam nadzieję, że gdy nią będę, będę zapobiegać sytuacjom i nigdy nie dam dziecku klapsa.
    Jestem dorosła, choćby mnie na drugą stronę miało wywrócić, to ja mam mieć kontrolę nad emocjami, sytuacją, a jeżeli nie mogę jej mieć, to mam się A – nauczyć, B – odejść i wrócić jak się opanuję.
    Nie bijmy dzieci. Z bitych dzieci wyrastają ludzie pzobawieni szacunku albo do siebie, albo do innych. Nie zawsze to tak wygląda, ale po co ryzykować? Przecież nigdy nie wiesz, czy Twoje dziecko nie jest akurat takim, które będzie miało wystarczająco silną psychikę by odrzucić pokusy i zrobić na złość rodzicom, którzy biją. Albo czy będzie wystarczająco silne, by mieć o sobie dobre zdanie, nawet wtedy gdy bywało upokarzane poprzez bicie.
    Mówmy, piszmy, reagujmy (mi to się nie udaje, tak wiem, ale czasem wstydzę się podejść, zapytać – mam nadzieję, że będę to przełamywać).
    Dziękuję za świetny tekst i pozdrawiam wszystkich rodziców, którzy się starają.
    Natalia

  • koniczynka20
    31 sierpnia 2013 at 14:21

    Naprawdę dziękuję za rady ! Wiktor też bierze ręcznik i ściera, teraz wypluwa na łyżeczkę, do kubeczka i na wszystko co ma w zasięgu :/. Niestety jak nie reaguję, to wylewa jeszcze więcej – doszło do tego, że butelka z piciem stoi poza jego zasięgiem i musi o nią poprosić, to trochę ograniczyło samowolę ;). Zobaczę tę książkę, którą polecasz, no i zaczynam czytać rodzicielstwo bliskości. Zaczęłam też "liczyć powoli do 10" – o dziwo pomaga 😉

Pozostaw odpowiedź lucy Anuluj pisanie odpowiedzi

Bezpłatne tapety

Bezpłatne e-booki